[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

1
Obrazek
W rok po strasznej katastrofie, jaką było pojawienie się Demonicznej Wieży, a wraz z nią tragicznych w skutkach wydarzeń, od zespołu oroskich czarodziejów, badających tajemnicze Bramy, odłączyła się czteroosobowa grupa, która postanowiła wyjść poza akademickie standardy bezpieczeństwa i ostrożności. Utworzyła ona skromną organizację, która za siedzibę wybrała okolicę nieodnalezionego przedtem demonicznego portalu, gdzie bez ograniczeń mogła poszerzać wiedzę na temat tych fascynujących, czarnych tworów. Historię tę znają nieliczni. Uchodzi wręcz za legendę, choć w kręgach “podziemi” czarodziejstwa pojawiają się wzmianki, jakoby nieprzerwanie od ponad trzech dekad, utworzona niegdyś organizacja działała do dziś pod nazwą Klanu Kościanej Wieży.
*** Paskudnie wyglądająca wieża wznosi się w małej dolinie pomiędzy szczytami wschodnich rubieży Rybich Grzbietów. Pod kamienną skorupą, zlaną z tysiącami ludzkich i elfich kości, mieści się siedziba Klanu. Codziennie przewijają się tu sylwetki nekromantów, demonologów i innych uczonych w czarnych i beżowych togach. Wnętrze budowli emanuje nieco mroczną aurą, do której z czasem da się przyzwyczaić. Grube mury wieży, zawierające zaklęte szczątki śmiertelników, są na tyle odporne fizyczne oraz magicznie, iż mogą powstrzymać niemałą falę nacierających nań czartów.

Budowla składa się z trzynastu poziomów, z czego na powierzchni znajduje się jedynie siedem z nich. Reszta została wykopana w skale, pod ziemią. Schody biegną tuż przy kamiennym murze, wijąc się niczym serpentyna. Między ich objęciami znajdują się wszelkie pomieszczenia. Ta posępnie wyglądająca budowla jest także mieszkaniem wielu utalentowanych magików, a ponadto, wewnątrz wieży stoi możliwa do aktywacji Brama.

Przestrzeni wokół wieży strzegą zastępy ożywieńców, maszerujące niestrudzenie po szczytach i przełęczach, unicestwiając każde zagrożenie lub alarmując swych panów. Chodzące trupy w swych kościstych dłoniach dzierżą najróżniejsze i najbardziej wymyślne bronie, często wręcz umocowane w ich kończynach na stałe, a ich podgnite ciała uzupełniają wszczepione stalowe, połyskujące dziwną aurą elementy.

Krajobrazowi temu towarzyszy przeważnie zimny, surowy klimat. Północne, chłodne wiatry nocą świszczą pomiędzy szparami w ścianach, a za dnia przyprawiają tutejsze twarze o delikatne szczypanie. Orzeźwiają jednak umysły mieszkańców, pracujących w wieży od wielu lat, ku wyższemu dobru i rozwojowi, jak to mają zwyczaj powiadać.
Ostatnio zmieniony 12 lut 2018, 21:28 przez Sherds, łącznie zmieniany 3 razy.
Obrazek

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

2
Na pierwszym piętrze wieży mieści się ogromna biblioteka i niewielkie pokoje jedno lub dwuosobowe, w których każdy może zamknąć się, ażeby studiować księgozbiór z dala od reszty pałętających się czarodziei. Z kolei na drugim oraz trzecim mieszkają pełnoprawni członkowie kolektywu. Mieszczą się tam również magazyny, laboratoria zaklinaczy i kolejne prywatne biblioteczki. Na czwartej kondygnacji znajdują się głównie sale spotkań i zgromadzeń oraz kilka prywatnych kwater, należących do starszych z przedstawicieli. W tej części urzęduję stuletni wysoki elf - Hogarus Dessanti. Arcymistrz Kościanej Wieży sprawuje pieczę nad kolektywem, doglądając wszystkiego zza skłębionych czarnych rzęs. Złośliwi czarodzieje powiadają, że arcymistrz to oczy i uszy wieży, lecz nie usta. Bardziej roztropni uważnie wykonują powierzone im polecenia, gdyż nigdy nie wiesz, kiedy wzrok Hogarusa zwróci się ku tobie. Piąte piętro stanowią dwie sale, z czego prawa odnoga zajmuję większą powierzchnię. Zlokalizowane są tutaj rozmaite kotły i aparatura alchemiczna. Sieć szklanych rurek pnie się po kościanych ścianach, gdzieniegdzie zatopiona w czaszce bądź miednicy. Pracujący alchemicy mogą wspólnymi siłami produkować tu, często trudne w wykonaniu, znaczne ilości preparatów o rozmaitym działaniu. Przed samym szczytem, na który można dostać się tylko za przyzwoleniem arcymistrza , znajduje się sala pustki. Licząca kilkanaście metrów wysokości przestrzeń wysłana od wewnątrz kośćmi. Niegdyś stanowiła miejsce pojedynkowania wadzących się czarodziei, dziś pełni rolę niezagospodarowanego obiektu. Na najniższym poziomie mieści się repozytorium – skarbiec, w którym przetrzymywane są niebezpieczne artefakty. Ponadto pod wieżą rozległa się sieć jaskiń, wykorzystywana jako przestrzeń magazynowa. Łączy w sobie niezliczone zakamarki, o których wiedzę posiada wyłącznie arcymistrz.
Obrazek
Orsel rzucił rozpadającą się księgą o leciwy stolik, przeto kłęby kurzu wzniosły się wysoko podrażniając delikatne oczy elfki o blond włosach. W dwuosobowej izbie na pierwszym piętrze często spędzali wspólnie czas, studiując i dywagując nad zagwozdkami magicznymi, jak i tymi przyziemnymi. Chociaż księga zdawała się być ciekawą lekturą, krótko ostrzyżony brunet o piwnych oczach rozsiadł się wygodnie na jednym z krzeseł z ciemnego dębu i zatopił nos w zrulowanym pergaminie. Kartka była dość jasna, co świadczyło o dobrej konserwacji bądź świeżości listu. Zaczytany mąż chrząknął, próbując odkrztusić zalegającą w gardzieli suchość, nim zabrał głos.

- To powiadomienie z Thirongadu - odparł machając kartką przed nosem Miranny. - Przyjaciel pisze o przedziwnych zdarzeniach, jakie miały miejsce podczas wielkiej pielgrzymki wiernych na szczyt Twierdzy. Uczestnicy tej ceremonii skarżą się na luki w pamięci i dziwne wizję towarzyszące modlitwom. - czytał dalej zaciekawiony. - O! - drygnął ochoczo - Po wszystkim z czarnej skały wyrosła podobizna bohatera z legend - Κυριάκου. Dziwny minerał... - skwitował drapiąc się głupkowato za uchem, jakoby mroczna skała - obiekt kultu barbarzyńców - nie dawała mu spokoju.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

3
Miranna chodziła od ściany do ściany niewielkiego pokoiku, rozmyślając nad kolejną przeczytaną lekturą traktującą o tajnikach magii krwi. Temat ten niezwykle ją intrygował. Pech chciał, że klanowy księgozbiór jak i dotychczasowa wiedza, jaką posiadała, wciąż były zbyt mało obszerne, aby zacząć cokolwiek działać w tej materii. Wzburzony kłąb kurzu i huk księgi upadającej na stolik wytrąciły półelfkę z koncentracji. Zamrugała gwałtownie, próbując pozbyć się drażniących paprochów z okolic oczu, a chwilę potem kichnęła dwa razy, zasłaniając nos i usta swoją skromną dłonią. Wysłuchała spokojnie słów przyjaciela i stanęła przy nim, zakładając ręce na piersi.

– Ciekawe… Mam wrażenie, że gdzieś widziałam podobną nazwę. Κυριάκου… Wiesz może coś więcej o tej skale? A może podpowiedzą nam księgi. Jestem prawie pewna, że niegdyś wyczytałam to imię. Chodźmy – powiedziała opuszczając izebkę i kierując się do właściwej części Wielkiej Biblioteki.

Spacerowała wolno pomiędzy wysokimi regałami trzymającymi w swoich objęciach setki, tysiące starych, czasem podniczonych, lecz i również świetnie zachowanych zbiorów. Szukała czegoś, co pomogłoby dowiedzieć się więcej o miejscu kultu Uratai. Jedyne, czego była pewna, to że w Thirongadzie znajduje się czarna, tajemnicza skała. Nie znała jednak jej pochodzenia, historii z nią związanej. Nie miała nigdy powodu lub czasu do zgłębienia tej tajemnicy, jednak informacja o sylwetce legendarnego bohatera wyrastającego z tej bryły na tyle ją zafascynowała, iż postanowiła się zagłębić się w ten temat. Mirannie zdawało się, że kiedyś kątem oka widziała tom o legendach północy i historii ludu Uratai. Musiał znajdować się w dziale podań i legend, razem z innymi, starymi jak świat opowieściami o nieposkromionych bohaterach, pradawnych bogach, potężnych czartach czy przerażających bestiach.

– A ty, co możesz mi powiedzieć, Selari? – rzuciła pytaniem w pustą przestrzeń. Wiedziała jednak, że On ją słyszy. Słowa te wypowiedziała w narzeczu demonów, oczekując, iż jej niewidzialny i niesłyszalny dla osób postronnych towarzysz odpowie.
Obrazek

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

4
Za zatrzaśniętymi drzwiami prysła doza prywatności. W głównej siedzibie pierwszej kondygnacji Kościanej Wieży bezsprzecznie przewijały się osoby trzecie. Chociaż drobna elfka o blond włosach po opuszczeniu czytelni nie dostrzegła nikogo. Z każdym krokiem pomiędzy drewnianymi regałami odbijało się echo przewracanych w zniecierpliwieniu stronic, a zarazem przeraźliwe jęki frustracji. Miranna mogła przewidzieć źródło niepokojących westchnień, lecz zanim przyszło jej potwierdzić domysły, musiała przeszukać regały w wschodnim skrzydle. Dokładnie w tej części znamiennej biblioteki znajdowały się księgozbiory głoszące o baśniach i legendach ludu północy - i nie tylko. Spisano tu historię wysokich elfów, a także mnogie historie o wyprawach najmożniejszych z mężów.

Minęło trochę czasu nim Miranna dokopała się do chociażby jednej lektury nawiązującej do wierzeń mieszkańców Thirongadu. Księga ta była niewielka. Na tyle mała, że mieściła się spokojnie na dwóch smukłych elfickich dłoniach. Złotawe wykończenie na grzbiecie idealnie komponowało się z błękitną oprawą. Z lekturą pod pachą mogła spokojnie wrócić do centralnej części, gdzie czekał krótko ostrzyżony brunet o piwnych oczach. O ile w ogóle opuścił niewielką izbę, bowiem roztrzepana niewiasta wartko pognała wgłąb sterty archaicznego piśmiennictwa. Tak i teraz przyszło jej wrócić. Pokonała pierwsze regaliki, próbując opuścić wschodnie skrzydło. Niejeden pogubiłby się w zakamarkach biblioteki, którą de facto skonstruowano na wzór labiryntu.

Przemierzając dział przeznaczony pracom o połączeniu się magii z rytmem krwi, nagle usłyszała chichot.
- Postanowiłaś dokształcić się z zakresu historii, Miranno? - spytał niski i brzęczący świergot, lecz elfce nie dane było zabrać głos. Nie musiała także odwracać głowy, żeby rozpoznać właściciela obłudnego tonu. Była to jedna z młodszych czarodziejek. Nysa Hitlerbrand - kobieta ludzkiego pochodzenia o ciemnej karnacji i stłumionych nienaturalnie tęczówkach koloru niebios. Panny nie przepadały za sobą, może rzec, iż prowadziły swego rodzaju walkę o bycie zauważoną. W przeciwieństwie do elfki, Nysa była ekspertem w dziedzinie bolesnych klątw oraz plątania istot. Istot wszelakich, bowiem badania przeprowadzano na zniewolonych zwierzętach, ludziach oraz ostatnimi czasy nieumarłych. Splątane twory poddane woli rzucającego wykonywały najpodlejsze z rozkazów. Podobnie do Miranny trzymała w dłoniach księgę. Przy czym jej była większa, w brązowej starej oprawie z czerwonym symbolem na przodzie.
- Udanej lektury. - dodała natychmiast po zgryźliwym pytaniu. Brakowało czasu na sporną dyskusję, Nysa przepadła między regałami. Najprawdopodobniej udała się do wyższej z kondygnacji.

W centrum, przy długich dębowych stołach siedział Orsel. Z założoną nogą na nogę wyczekiwał kobiety, bawiąc się zrulowanym pergaminem od przyjaciela z dalekiej północy.
- Jesteś wreszcie. Co tak długo? - wtrącił, kolejno uprzejmie odbierając lekturę z rąk elfki. Tuż po wyjaśnieniach mogła zająć się legendą, do której również zasiadł adept z niedźwiedzim futrem na barkach.

Niewiele wyczytali o legendarnym Κυριάκου. Nieliczne wzmianki świadczyły o prehistorii tegoż bohatera. Jedna, a może dwie z lakonicznych kronik opowiadały o mężu, który zjawi się, by sprowadzić na świat zbawiciela. Miał on być gładki, niczym księżyc w pełni. Pod tekstem widoczny był zaś pozbawiony jakichkolwiek podpisów czy komentarzy rysunek przedstawiający zakapturzoną postać z ostrzem zamiast ręki. Większość legend nawiązywała do kultu żywiołów odprawianego przez znachorów oraz druidów z drewnianej twierdzy na wschodzie. Brakowało także wzmianek o czarnej skale, którą dokładnie opisano w dostarczonym niedawno do wieży liście.

Wnet, na zadane wcześniej pytanie, uaktywnił się Selar. Ostatnimi czasy lubił odzywać się w nieodpowiednim momencie. Nie tym, w którym życzyła sobie tego Miranna. Demon przebąkiwał różne słówka, nie wszystkie były dla elfki zrozumiałe. Przypominały plątaninę myśli, nie składną wypowiedź. Kluczowe słowa, wyłapane przez zwiewne ucho blondynki brzmiały: klucz, tunel, wyrwa.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

5
Mam cię, pomyślała Miranna wyciągając księgę z jej zakurzonego towarzystwa. Objęła ją, przyciskając lekko do piersi i odwróciła się, by wrócić do Orsela. Mijała jeden ze swoich ulubionych działów biblioteki, gdy niespodziewany gość zabrzęczał za jej plecami nieprzyjemnym tonem głosu. Miranna początkowo nie odwracała się wcale. Westchnęła cicho.

– Wiedzy nigdy za wiele, droga Nyso – odparła nieco oschle. Odwróciła się na pięcie i spostrzegła jej wielką księgę. – Tylko ostrożnie z tym rękopisem. Musi być naprawdę ciężki. Zbieranie rozsypanych kartek upuszczonej księgi i wkładanie ich na swoje miejsce na pewno nie jest ciekawym zajęciem – zawołała ironicznie za odchodzącą kobietą.

Czarodziejka powróciła do swojego towarzysza i podała mu książkę. Otworzyli ją na pierwszej stronie i zaczęli szukać czegoś interesującego.

– Ciężko było coś znaleźć. Niektórzy bardzo niedbale traktują zbiory i odkładają księgi na półkach w niewłaściwym porządku – pozwoliła sobie na odrobinę pretensji. – Po drodze zaczepiła mnie jeszcze Nysa – imię rywalki wypowiedziała z akcentem wyrażającym brak sympatii do tej kobiety. – A teraz zerknijmy, co tutaj mamy…

Informacji o tajemniczym Κυριάκου było niezbyt dużo. Rysunek poniżej tekstu zainteresował Mirannę. Nie było to jednak nic niezwykłego. Nieumarli, którzy strzegli okolicy Kościanej Wieży, również zamiast kończyny czasem posiadali najróżniejsze bronie sieczne umocowane na stałe do kości. Κυριάκου zdawał się być za to żywą istotą. Czyżby jego prawica była efektem eksperymentu? A może zamierzeniem bogów? Tego nie mogła się w tym momencie dowiedzieć.

– Czarna Skała musi być młodsza niż te legendy. Niemożliwe jest, żeby stara cywilizacja północy przeoczyła tak dziwny obiekt. Mam pewne podejrzenie, że ta skała jest młoda. Bardzo młoda… – przedstawiła swoją teorię po przeczytaniu stronic księgi i zamyśliła się na chwilę. – Czy w tym liście, który otrzymałeś z Thirongadu, jest jakaś wzmianka o tym, kiedy po raz pierwszy zaczęto mówić o Czarnej Skale? Jak ona dokładnie wygląda? Czy to może być… Brama? – zapytała wysuwając nową, śmiałą hipotezę.

Selari, jak to miał w zwyczaju, zaskoczył Mirannę. To, co do niej mówił, nie było zbyt składne i zdawało się czarodziejce, że nie ma zupełnie żadnego sensu. Wyłapała jednak kilka słów i od razu przekazała je Orselowi.

– Klucz, tunel, wyrwa… Mówi ci to coś? Nie pytaj, po prostu myśl.

Sama zaczęła rozmyślać nad interpretacją tych wyrazów. Słowo klucz mogło symbolizować dostanie się do strzeżonego lub zamkniętego miejsca. Tunel natychmiast przywodził jej na myśl krasnoludzki podziemny korytarz w Turonie, lecz ten, o którym mówił Selari, mógł być czymś zupełnie innym. Wyrwa… Wyrwa w skale? A jeśli ta skała jest rzeczywiście Bramą, może klucz oznacza jej aktywację, tunel przejście przez nią, a wyrwa otworzenie kolejnej? Zastanawiała się czekając na to, co Orsel będzie miał do powiedzenia.
Obrazek

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

6
Młodociany mężczyzna o dość nietypowym usposobieniu gorliwie rozmyślał pochylony nad stosunkowo niewielką księgą. Między palcami przebierał dolnym fragmentem szaty - bardzo męskiej szaty w porównaniu z innym typowymi togami magów - która zdawała się koić nerwy lub pomagać w myśleniu. Być może musiał mieć coś pod ręką, odruchy mimowolne często wspomagały rozmaite procesy poznawcze.

Skwaszony po wspomnieniu Nysy, obniżył kąciki ust w swoistą podkowę. Najwyraźniej i on nie przepadał za tą kobieta. Była ważnym ogniwem w całym kolektywie, lecz nadmierna arogancja, a także wynoszenie ponad siebie oraz wybranych towarzyszy odrzucało. Nysa Hitlerbrand bezsprzecznie wykreowała hermetyczny krąg wokół swojej osoby. Ważniejsi członkowie zgrupowania kościanej wieży przymykali na to oko ze względu na jej ogromną operatywność w dziedzinie szeroko pojętej animacji i kontroli materii ożywionej oraz nieożywionej. Zastanawiający zatem był fakt, iż persona lubująca się w magii kreacji sięgnęła po potępianą przez wielu - nawet kilku żyjących w wieży przełożonych - dyscyplinę związaną z czerpaniem siły z tłoczonej w ciele krwi. Każda moc ma swoje ograniczenia. Podobnie jak człowiek, który unieść może pewien ograniczony ciężar, tak i mag jest w stanie rzucić tylko tyle zaklęć, na ile pozwala mu jego wewnętrzna energia - mana. Aby pokonać te ograniczenia, musi zwiększyć jej zapas poprzez długotrwałe i żmudne praktyki. Bywają lekkomyślni magowie, którzy próbują zrobić to samo bez wysiłku, za co płacą niekiedy utratą zdrowia albo i życia. Siły płynące z życiodajnej posoki potrafią zwielokrotnić energię zaklęć, a także poszerzyć ich wpływy. Jest to źródło nieopisanej potęgi, która nie została dobrze poznana. Albowiem magia ta określana jest mianem szkoły szaleństwa.

Każdy z wyedukowanych czarodziejów wie, że magia jest łącznikiem między światami. To magowie kolaborują z demonami, to oni ściągają ich do tego świata. Demony z natury pragną siać chaos, lecz bywają wyjątki. Szukają sposobów na przeniknięcie do świata żywych i poszerzanie swych wpływów. Katastrofa w Morlis po dziś dzień stanowi przykład dla wykładających profesorów akademii. Szkoła szaleństwa ze względu na swój furiacki charakter - jak podają lakoniczne kroniki - przyciąga demony i ułatwia im przedostanie się do tego świata. Stąd wszechobecne potępienie tejże dziedziny, bowiem magia ta w niepowołanych rękach może dać nieproszone efekty. Sprowadzeni goście mają odmienną naturę. Bywają demony potężne i groźne, jak i te drobne o łagodniejszej naturze, lecz żadnego demona nie wolno nigdy lekceważyć.

- Nic. - odparł wartko na pytanie elfki o szczegółowe informacje odnoszące się do czarnego minerału w Thirongadzie.

- Wiesz - podjął po chwili - też o tym myślałem. - Słowem potwierdził podejrzenia elfki o znaczeniu wielkiej skały. - Musi znajdować się tam od jakiegoś czasu. Jest miejscem kultu barbarzyńców, natomiast - tego jestem pewien - nie jest to zwykła narośl, której oddają cześć. O czym świadczy ten list. - położył zwinięta kartkę na stole obok książki, a ta w mgnieniu oka rozwinęła się, dalej kołysząc na boki, niczym waga. - Coś się stało, że obok skały wyrosła podobizna legendarnego bohatera... Myślę, że to zdezaktywowana brama, inna niż ta, którą mamy w wieży. Jeśli jednak znamy jej położenie, moglibyśmy stworzyć tunel łączący obydwie bramy. Nigdy wcześniej nie próbowaliśmy tego - mówił coraz szybciej i szybciej - bo nie istniały drugie wrota, o których byśmy wiedzieli. To, to może być przełom... Ja - jąkał się, gubiąc w spojrzeniu Miranny.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

7
Spojrzenie Miranny nagle stało się pełne pasji i ambicji. Jej szeroko otwarte oczy błysnęły w przypływie olśnienia. Uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając zadbane zęby i poklepała przyjaciela po ramieniu.

– Zdaje się, że mamy całkiem ciekawe zajęcie na najbliższy czas – podsumowała dotychczasową rozmowę. – Powinniśmy najpierw jednak porozmawiać ze Strogvorem. Nie możemy jeszcze działać na własną rękę. To znaczy, chyba możemy… ale wolałabym mieć nad sobą patronat kogoś bardziej doświadczonego. Nie mniej, jestem pewna, że jeśli nasze podejrzenia okażą się słuszne i uda nam się w jakiś sposób trwale lub chociaż tymczasowo połączyć obie Bramy… Zyskamy uznanie wśród starszych czarodziejów kolektywu – powiedziała półelfka, pełna motywacji i fascynacji. – Wyobraź sobie, ile możliwości daje możliwość szybkiej i bezpiecznej podróży na wiele kilometrów! Ile można oszczędzić sobie kłopotów, zmęczenia i czasu! – mówiła szybko i dosyć głośno. Prędko jednak przypomniała sobie, że otaczają ją czarodzieje i czarodziejki z nosami zanużonymi w księgach, dlatego spuściła nieco z tonu. Liczyła się z tym, że może za chwilę otrzymać kilka niemiłych komentarzy lub uwag. Wstała. – Szkoda czasu. Chodźmy.

Półelfka zamknęła książkę i pociągnęła za sobą Orsela. Odniosła rękopis do odpowiedniego działu, odkładając go na należyte miejsce, po czym, niczym wiatr, pognała do komnat swojego mentora – niskiego, siwobrodego czarodzieja o niebywałej wiedzy i umiejętnościach. Po drodze rzuciła jeszcze kilka słów, które nagle wpadły jej do głowy, do swojego towarzysza:

– Otwarcie wrót z jednej strony to żaden problem. Gorzej z drugimi. Ktoś musiałby przy nich być i wykonać cały rytuał. Jest też możliwość otwarcia ich z wymiaru demonów, jednak problemem może być odszukanie tam portalu. Trzeba będzie bardzo dokładnie zaplanować to przedsięwzięcie – powiedziała stając przy drewnianych drzwiach do pokojów Strogvora. Spodziewała się, że właśnie tam będzie spędzał wolny czas, gdyż nie widziała go wcześniej pomiędzy stołami i regałami biblioteki.
Obrazek

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

8
Drzwi uchyliły się, a przez szparę szło dostrzec, jak niska odziana w czarną szatę postać truchtem przemknęła przez izbie. Zniknął gdzieś wgłębi, po chwili wyłaniając się zza masywnej dębowej szafy znakowanej eligijnymi symbolami nieznanego pochodzenia. Drewniany podpórka ochoczo wystukiwała rytm oddawanych korków, które same w sobie dostatecznie zapadały w szpiczastym uchu blondwłosej elfki. Miranna wraz z towarzyszem o brązowych oczach zatopili się w stosunkowo niewielkim obszarze, zamykając za sobą uważnie drzwi.

Strogvor podniósł wysoko wzrok, zaniepokojony niespodziewaną wizytą. Miranna była mile widzianym gościem, lecz raptowne wtargnięcie mimo wszystko wybiło erudytę z równowagi. Zaczesał siwą brodę, wsłuchując się w słowa. - Pozwolisz, że siądę. - wtrącił nim przeszła do meritum. Po czym zasiadł na bujanym fotelu, jaki imitował twór z ludzkich kości. Przy głębszych oględzinach dostrzec jednak można było fachmistrz cieśli, który w tenże bajeczny sposób odwzorował szkielet wykorzystując dobrego gatunku drewno.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

9
Miranna znalazła sobie wolne krzesło i przysunęła bliżej fotela Strogvora. Zaczekała aż Orsel uczyni to samo i dopiero wtedy usiadła i przeszła do rzeczy.

– Orsel otrzymał list od przyjaciela z Thirongadu. Dowiedzieliśmy się z niego o przedziwnych wydarzeniach, które miały miejsce podczas pielgrzymki do czczonej przez barbarzyńców Czarnej Skały. Pewne przesłanki dały nam powody, by stwierdzić, że ten obiekt kultu może być dezaktywowaną Bramą – mówiła szybko, jak nakręcona, kwitując ostatnie zdanie szerokim uśmiechem.

Skupiła wzrok na starym czarodzieju, bujającym się na swym fotelu. Nie było w Kościanej Wieży osoby, którą by darzyła większym szacunkiem. Nawet rzadko odzywający się Arcymistrz Hogarus budził w niej mniejszy respekt. Być może dlatego, iż stosunkowo rzadko udzielał się w pracach tutejszego kręgu czarodziejów i pomimo tego, że z całą pewnością dysponował ogromną wiedzą i doświadczeniem, bo w końcu liczył sobie ponad sto lat, nie miał takiego wkładu w rozwój Miranny jak właśnie siwobrody, niski staruszek – jej mentor, Strogvor.

– Jeżeli faktycznie mamy do czynienia z demonicznymi wrotami – kontynuowała – możemy mieć okazję do podjęcia pierwszych prób utworzenia Tunelu pomiędzy Bramami. Przyszliśmy do ciebie, ponieważ pragniemy otrzymać twoje poparcie jak i dobrą radę. – Splotła obie dłonie ze sobą i położyła je na swoich chudych udach. – Możemy dokonać czegoś naprawdę wielkiego – dodała jeszcze, nim Strogvor doszedł do słowa.
Obrazek

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

10
Oczy miał okrągłe i wielkie. Blask leciwych płomyków z świecznika na okolicznej półce tonął w gamie brązowych tęczówek. Ze złożonymi jak do modlitwy dłońmi, które spoczywały na podbrzuszu, uważnie wsłuchiwał się w słowa uczennicy. Bezsprzecznie okazał zainteresowanie. Świadczyły o tym nie tylko szeroko otwarte oczyska, ale także wymalowana na twarzy konsternacja. Jakoby starszy czarownik z kościanej wieży wszelkimi siłami próbował wychwycić kluczowe treści, jakie płynęły z strumienia słów przejętej odkryciem elfki o kręconych skręconym do ramion blond włosie. Zaprzestał dynamicznego bujania na krześle, kosztem rytmicznego podrygiwania lewej stopy, która biła o grunt w takt wypowiadanych słów. Uwagę skupił na kobiecie, lecz często podnosił wzrok w kierunku jej towarzysza. Jednak ten milczał, przygaszony entuzjazmem przyjaciółki.

Miranna skończyła wypowiadać ostatnie zdanie, po którym pustkę wypełniła głucha cisza. Erudyta w czarnej po kostki todze milczał opierając brodę o wciąż złożone jak do modlitwy dłonie. Poruszył brwią i pociągnął nosem. Jeszcze raz zmierzył spode łba Orsela, kolejno kierując wzrok na spoczywającą Mirrane.

- Demony zostawiły drogi do podróży między ich światami, zaklęte w przeróżne twory, żeby komunikować się i podróżować korzystając z rodzaju magii nieznanej nam ani nawet uczonym z akademii. Ostatecznie wiele bram jest zamkniętych... - dodał bez entuzjazmu, dalej kontynuując. - Ale nieznana liczba zdezaktywowanych obiektów przetrwała do dnia dzisiejszego. Są porozrzucane po całej Herbii w zapomnianych lub dobrze ukrytych miejscach, ale wiele z nich najprawdopodobniej przestało działać lub zostało uszkodzonych wskutek działalności śmiertelników. Mistrzowie z Oros próbowali odkryć sekrety bram, żeby wszyscy mogli wykorzystywać je do komunikacji długodystansowych. Podobne próby podejmowali również magowie w Nowym Hollar oraz Karlgardzie, jednak starania tych grup okazały się bezskuteczne.

- Porażka leżała u podstaw obrazowania pojedynczego obiektu. - skwitował podsumowując doczesne kazanie, a ton jego był mentorski i przypominał porywający umysły studentów wykład. - Jeśliś trafiliśmy na oba oddalone... Można by odszukać drugą bramę i otworzyć przejście. - Wnet spochmurniał strasznie, a rozplecione dłonie opadły na kolana.

- Wiązałoby to się z wniknięciem do wnętrza bramy zlokalizowanej w naszej wieży. Ktoś musiałby wtargnąć w wyrwę między światami i odnaleźć drugie z wrót, żeby je otworzyć. Tedy, moi drodzy, tedy mielibyśmy tunel. Pokonanie setek mil w kilka chwil - ponownie ściągnął ręce do siebie, po czym niespodziewanie wstał i skupiając uwagę na drobnym przyrządzie, począł obracać jego ruchomymi elementami. Był to pęczek żeliwnych okręgów, jakie wzajemnie przemieszczały się między sobą. Orbity z drobnymi kulkami w różnych barwach, których dynamika przykuwała wzrok każdego, kto na nie spojrzał.

- Niezależnie od tego, jak jest naprawdę, to tylko teoretyczne dywagacje. Niepotwierdzone domysły, Miranno. Otwarcie bramy na tak długo, wkroczenie do niej przyciągnąć mogłoby istoty upiorne, jak i potężne. Próbujemy poznawać pomniejsze demony, ażeby wykorzystać wiedzę o nich do walki przeciwko groźniejszym przedstawicielom świata za zasłoną. Kto wie, co czeka wewnątrz? - spytał nie oczekując odpowiedzi. - Musielibyśmy skonsultować to z arcymistrzem Hogarusem. Niestety otrzymał ważny list i opuścił wieżę wczoraj w nocy. Zabronił na czas swej nieobecności korzystać z bramy w przyziemiu, po tym jak Nysa domagała się dostępu do niej w celu pętania demonów... - wycedził chłodno przez zaciśnięte zęby. - Lekkomyślne praktyki. - dorzucił kiwając przecząco głową na pomysł ekspertki w dziedzinie magii kreacji.

Robiło się późno, lecz mentor nie dał im tego odczuć. Był dumny ze swych podopiecznych, ich bystrości oraz pracowitości. Odkrycie Miranny oraz Orsela mogło zmienić doczesny układ sił na świecie. Gdyby tylko niespodziewanie arcymistrz Hugarus nie opuścił wieży, mogliby przedyskutować z nim żarzącą kwestię. Niefortunnie przepadł bez wyjaśnienia.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

11
– Cóż, zapewne masz rację, Mistrzu – odpowiedziała na sugestię, że sprawą tą powinien najpierw zainteresować się Hogarus, nim będzie można mówić o jej realizacji. – Zatem będę musiała się wstrzymać i zaczekać na powrót Arcymistrza. – Czarodziejka spochmurniała. Jej zapał nieco ostygł, choć jeszcze przez chwilę w jej zielonych oczach delikatnie tliły się iskierki.

Był jeszcze inny powód, dla którego warto było na chwilę przyhamować. Miranna dowiedziała się o planach Nysy. Nieobecność Arcymistrza byłaby doskonałym czasem na niecne knowania i kombinowanie przy Bramie. Przyłapanie rywalki na zabronionym przez Hogarusa czynie z pewnością byłoby satysfakcjonujące, wydanie zaś tego czynu reszcie kolektywu, być może wzbudziłoby w niej odrobinę pokory i skłoniło do większej rozwagi. Miranna postanowiła przez najbliższy czas być bardziej czujną.

– Dziękuję za poświęcony czas – powiedziała wstając z krzesła i kierując się do drewnianych, okutych żelazem drzwi. Otworzyła je i obróciła się jeszcze na chwilę u progu. – Poinformuję Mistrza, gdy tylko odbędę rozmowę z Hogarusem. – Ukłoniła się nieznacznie i wyszła.

Zaczekała w przedsionku na Orsela. Jako że robiło się już późno, postanowiła udać się na spoczynek. Godziny spędzone w bibliotece zmęczyły jej oczy i umysł, dlatego potrzebowała chwili regeneracji. Pożegnała się z przyjacielem szerokim uśmiechem i żwawo zbiegła po schodach do podziemnych kondygnacji, gdzie znajdowały się jej komnaty.

Zaczęła od relaksującej kąpieli. W skromnej, prywatnej łaźni napełniła drewnianą wannę wodą czerpaną z górskiego źródełka. Wrzuciła doń dwie magiczne, metalowe kulki, które zaczęły nabierać koloru żaru, gwałtownie wydzielając ciepło. Z dna poczęły ulatniać się ku powierzchni liczne pęcherzyki powietrza. Po kilku chwilach woda była ciepła. Nawet zbyt ciepła, gdyż delikatna skóra Miranny zaczęła lekko szczypać, gdy zanurzyła w wodzie stopę.

Później narzuciła na ramiona lnianą, śnieżnobiałą koszulę nocną i wsunęła się pod grubą pierzynę, na dużym łożu, na który opadał kaskadą podwieszany u sufitu, prześwitujący baldachim w odcieniu purpury. Nim zasnęła, skupiła zmęczony wzrok na, stojącym obok, słoju z zaklętym piorunem. Uderzające o ścianki wyładowania rozświetlały bliskie otoczenie. Miranna nasunęła nań czarny, kaszmirowy kapturek i nastała zupełna ciemność.
Ostatnio zmieniony 08 lut 2018, 19:01 przez Sherds, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

12
Gdy upadek frontu zdawał się już nieunikniony i zaklęty w przejrzystym szkle dmuchacza piorun stanął u kresu żywota. Migotał przeraźliwie, jakoby wołając o pomoc resztkami sił. Tlił się coraz słabiej i chwiejniej, nim zgasł. Tak jak opadające zaklętym piaskiem dziadka snu powieki Miranny.

I tak noc czernieje, z każdym głębokim tchem ukołysanej w ciepłej pierzynie długouchej. Patrz na jego doskonałość, bowiem chwila ta bywa ulotna, powiadają utrapieni w insomnii. Ci zostali gwałtownie straceni, bo śmiertelni nie mogą chodzić ciałem po krainie snów. Przez naznaczenie piętnem swej zbrodni, odebrano im wizję senną. Uciekają więc w głąb siebie, z dala od światła. Szukają w wiecznym mroku tego, co popchnie ich dalej. Póki nie osiągną celu szukać będą letargu, bo bez niego i jawa znika - szaleństwo.

Mówić można o nienaruszalności umysłu podczas głębokiej hibernacji. Stanu odpoczynku, kiedy spięte mięśnie wiotczeją na czystym prześcieradle. Umysł nie jest ani trochę bardziej nienaruszalny od kolana, małego palca u nogi czy ucha. Jest po prostu ludzkim organem służącym do rozumowania, niczym więcej. Dlatego można go modulować na jawie i w śnie.

Huk spadającej misy zabrzęczał w głowie Miranny, nadszarpując delikatną sieć utkanych usilnie snów. Zmarszczyła nieświadomie czoło, próbując dalej zatopić się w puszystej poduszce z gęsich piór. Naczynie zatoczyło, jeden lub dwa okręgi śląc silnie niosące się echo między korytarzami drugiej kondygnacji. Hałas wartko ucichł, stłumiony zewnętrzną ingerencją. Szmery, podrygi, minimalne wstrząśnięcia wciąż pozostawały wyczuwalne dla Miranny. Przemieszczały się między skrzydłami, kończąc gdzieś na niższych poziomach kościanej wieży. Na drugim piętrze ponownie zapanował spokój. Nikt nie zareagował - może nikt nie słyszał tego, co usłyszała kobieta. Nawet Orsel, którego komnata ulokowana była nieopodal schodów prowadzących na wyższe kondygnację, nie opuścił jej. Z kolei pokój elfki znajdował się po środku lub nieco bliżej zejścia na niższe poziomy. To mogłoby wyjaśniać różnicę w odbieranych zakłóceniach.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

13
Co to za hałas? Pomyślała, ciężko otwierając zaspane oczy. Podniosła się i oparła na dłoniach. Panowała zupełna ciemność. By ją rozjaśnić, odsłoniła swoją nietypową lampę, która momentalnie błysnęła miniaturowymi, migotliwymi błyskawicami. Było widać niewiele więcej, jednak ciemność zrobiła kilka kroków w tył, co było bardziej znośne i dodające otuchy. Z resztą, do podziemnych komnat nigdy nie docierało światło słońca czy księżyców. Konieczne było stosowanie oświetlenia, coby mieszkający i pracujący tu czarodzieje nie połamali sobie nóg na wszelakich narzędziach, meblach czy innych obiektach.

Miranna położyła nagie stopy na miękkim futrze leżącym przy jej posłaniu. Rozejrzała się. Przypomniała sobie nagle o swoich domysłach dotyczących Nysy. Na myśl tą odżyła nieco i wstała. Przemieściła się po omacku do sąsiedniej komnaty, swojej pracowni. Odsłoniła lampion z wiecznym ogniem, stojący na jej biurku i chwyciła go za uchwyt. Mocny, jasny płomień przyodział komnatę w złotą poświatę. Przy ścianach wyłoniły się z mroku prywatne biblioteczki i słoje z różną zawartością żywą, nieżywą i półżywą. Gdzieś przy ścianie zabłyszczały żelazne okucia dużego stołu sekcyjnego, niedokładnie oczyszczonego z krwi i innych, zaschniętych już płynów. Na samym biurku zaś leżały zwinięte pergaminy i pamiątkowa księga, byłe mieszkanie towarzyszącego jej demona, “O sztukach w magii zakazanych”.

Ubrała buty i narzuciła na plecy wilcze futro. Noce tutaj były bowiem zimne. Uchyliła delikatnie drzwi na korytarz i zajrzała na zewnątrz przez szparkę. Otworzyła je szerzej i w końcu wyszła po cichu na klatkę schodową. Rozejrzała się spokojnie i wolnym, cichym i ostrożnym krokiem poczęła schodzić na dół, przyświecając sobie trzymaną w dłoni latarenką.
Obrazek

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

14
Schody w Kościanej Wieży pełne są posągów torturowanych niewolników. To posępna pamiątka po czasach, kiedy budowano obiekt. Symbolicznie figury miały przypominać zamieszkującym ją magom o poświęceniu, a raczej, wykorzystaniu ludzkich - jaki i zwierzęcych - ciał do finalizacji konstruktu. Dobitne hasło w praktyce zatraciło swój wyraz, a zdeformowane wizerunki ludzi, elfów i krasnoludów wzbudzają wyłącznie niepokój nieprzyzwyczajonych gości. Obyci mieszkańcy wieży ignorują te kamienne, żeliwne bądź kościane arcydzieła lub znużeni przedstawianą monotonią pogłębiają się w zadumie.

Miranna mijała po kolei niską figurę garbatego krasnoluda, potem wysokiego elfa bez żuchwy. Na koniec przyszło jej przebiec obok drobnych szkieletów kobiet z dziećmi. Im bardziej zbliżała się do parteru, tym więcej posągów widziała. Część z nich wbudowana w ściany, zdawała się obserwować podróżującą niewiastę, jakoby wieża żyła własnym życiem.

Nieustanna ekspansja sprawiła, że nie tylko wrażenia wzrokowe, ale nade wszystko słuchowe uległy spotęgowaniu. Hałasy z każdym krokiem zdawały się coraz głośniejsze. Elfce zdawało się, że całe legiony zajęły basement, który ze względu na swą lokalizację stał się swoistą stolicą kościanej wieży, a ostatnimi czasy zdezaktywowana brama była sercem tej stolicy.

Stanęła więc na wskroś metalowych drzwi, które można było zamknąć drewnianą kłodą od wnętrza. Nie wiedziała zatem, czy wrota są zamknięte, czy też nie. Odgłosy z centrum były jednak na tyle donośne, że bez wątpienia coś wyniosłego miało miejsce w środku. Bez rozeznania nie różniła się niczym od zastygniętych figur męczenników.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

15
Wtopione w mury wieży sylwetki zawsze budziły u Miranny respekt i pokorę. Na co dzień otoczona była przez kości setek osób, które niegdyś prowadziły zwyczajne lub mniej zwyczajne życie. Każda z tych istot oddychała, myślała i czuła, tak jak teraz stojąca pod metalowymi drzwiami półelfka. W tym momencie pod jej czaszką kłębiło się pewne zaniepokojenie, ale też pewność siebie. Domyślała się, że po drugiej stronie wrót odbywa się coś, co nie powinno mieć miejsca. Trwała bowiem noc, Arcymistrz był na delegacji i stanowczo zabraniał manipulowania Bramą. Ktoś lub coś jednak majstrował w Wielkiej Sali, gdzie znajdował się ten wspaniały i jakże fascynujący monolit.

Miranna nacisnęła powoli klamkę i spróbowała popchnąć drzwi. Była gotowa na wszystko. Wolną dłoń wysunęła na bok i w każdej chwili była gotowa, by w razie zagrożenia rzucić odpowiednie zaklęcie. Nie była głupia. Próbując się dostać do tego pomieszczenia, w środku nocy, podczas gdy wyraźnie coś się tam odbywało, była nieproszonym gościem. Mogłaby też w tym momencie odpuścić i zawrócić. Czuła jednak, że w konsekwencji odwrotu wydarzyć się może coś złego. W przypływie poczucia odpowiedzialności próbowała więc za wszelką odkryć, co się odbywa za drzwiami.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Salu”

cron