Re: [Żelazne Klify] Wioska Gundranga

16
Kiedy znalazł stronę której poszukiwał, począł czytać w ogromnym skupieniu. Jednak jego zmartwienia okazały się słuszne...Wątek bandy akolitów pasował, lecz byłoby to zbytnim uproszczeniem. To o wiele poważniejsza sprawa. O wiele gorsza. Oni nie chcą przywołać byle diablika...
- Korona z Jelenich Rogów...
Wstał, trzymając księgę otwartą, i spojrzał niezwykle poważnie na Sveina. Aparycja Thorvalda mogła go wytrącić z rytmu, a nawet wystraszyć. To spojrzenie jadowicie żółtych oczu idealnie odwzorowywało powagę sytuacji...
- To nie Lykantrop. On jest jedynie psem gończym. Zabójców jest więcej...Przyjrzyj się temu.
Powiedział, pokazując palcem symbol Oka namalowany na pożółkłej stronicy.
- Szukamy tego symbolu. Może być to tatuaż, herb na tarczy, cokolwiek. Osoba nosząca ten znak...Jest bronią prawdziwego myśliwego. Tego W Koronie z Jelenich Rogów. Szykują dla Niego grunt...Coś złego tu się wydarzy. Coś dużego.
Dodał, jakby mówiąc do siebie, głośno myśląc. Muszą się z tym przespać. Rano Thorvald wyruszy skoro świt, badając okolicę. Na nocleg go jeszcze stać...A jak nie, zawsze może spać pod kominkiem lub w stajni.
-Skoro świt obejdziemy okolicę. Muszę ją poznać, zanim zapolujemy.

Re: [Żelazne Klify] Wioska Gundranga

17
Svein nachylił się nad książką i zaczął czytać w skupieniu, mrużąc oczy. Pomimo tego, że czytał bardzo długo i z widocznym trudem, to wydawał się rozumieć to, co było tu napisane. Gdy skończył, jego oblicze wcale nie pojaśniało. Zmarszczył czoło jeszcze bardziej i zlustrował spojrzeniem Thorvalda, a potem odwrócił się z westchnieniem - No to pewno miałem rację. Raz widziałem kogoś przy jednej z ofiar - w oczach Sveina krył się strach i determinacja, gdy o tym wspomniał, spoglądając na znak.

- Jedna z ostatnich ofiar. W lasach nieopodal Tarczy, siedziby mojego klanu na zboczach doliny. Cały zakryty płaszczem, w okolicach świtu. Siedział nad ciałem, jakby je całując w usta - z dziwnym obrzydzeniem wzdrygnął się brodacz, przełykając ślinę, robiąc tylko krótką przerwę w swoim monologu - Gdy mnie zobaczył, podniósł głowę. Lico jasne, całe zakrwawione, gładkie. Nie widziałem oczu ani nosa. Gryzł wcześniej to ciało i jak mnie zobaczył to wstał i zaczął na mnie biec. Bardzo szybko. Wtem ozwali się moi ziomkowie, którzy zbliżali się w tym kierunku, bośmy polowali. Wtedy też uciekł, odrywając przy okazji głowę od ciała trupa. Wydaje mi się teraz, że to mógł być właśnie wampir, ale wtedy mi się wydawało, że miałem majaki, a czuć ode mnie było gorzałką, to i inni nie uwierzyli - westchnął Svein, wyjmując gdzieś spod płaszcza pochodnię, którą zapalił, prowadząc Thorvalda w kierunku karczmy.

- Odprowadzę Cię do karczmy i wracam do Tarczy. Skoro świt będę z powrotem - po kilkunastu dosłownie krokach za targiem przystanął przed solidnym budynkiem, w którym jako jedynym świeciło się na parterze światło, chociaż okna na piętrach były pozamykane drewnianymi drzwiczkami. Svein spojrzał na Thorvalda wyczekująco, jakby czekając na jakieś pytania bądź wytyczne.
Zwykł być Rodowitym Sępem, Chciwym ścierwem zachodu, Niehonorową plagą zdrady, Zdrajcą narodów, Szacunek monetą wyrabiającym, Niemiłym wszelkim cnotom, Zniesławionym imieniem, Parszywym Kłamcą, Jadowitym Mówcą i Obrazą dla domeny króla
Obrazek

Re: [Żelazne Klify] Wioska Gundranga

18
-Raczej był człowiekiem. Wampir by was pozabijał bez wahania. Poza tym, one nie okaleczają ofiar w ten sposób. Przynajmniej te z Południa. Prędzej to był człowiek podsycony czarną magią, bądź diabelstwo. Choć nie ukrywam, że mógł być częścią tego...kultu, ktory ścigamy.
Odparł, po wysłuchaniu Sveina. Jego słowa były zimne, jakby był detektywem który znów dostawał na stół akta dotyczące kolejnego seryjnego mordercy. Znieczulica czy profesjonalizm? I to i to. Po tym, co widział przez całe swoje życie, nic go nie przerażało. Bardziej obrzydzało i drażniło. A niektórym istotom współczuł, takim jak ożywieńcy, albo lykantropi. Wszak byli to ludzie schwytani w ciałach potworów...
- Nie sądzę by był to najlepszy pomysł, podróżować po zmroku. Lepiej abyś został tu do świtu...
Dodał z powagą. , kiedy szli w kierunku karczmy. Wszędzie drzwiczki od okien były pozamykane, co tylko utrwalało jego przekonanie iż panuje tu psychoza strachu...
Białowłosy czekał chwilę na Sveina, jakby czekał na jego decyzję...Kiedy ją podejmie, Thorvald wejdzie do środka i od razu skieruje się do szynkwasu. Idąc, obserwował każdego obecnego w nim człowieka...Oczywiście dyskretnie. Zabójcy mogli być w tej wiosce...A także zwykłe oszołomy które będą szukać zaczepki.

Re: [Żelazne Klify] Wioska Gundranga

19
Svein zmarszczył widocznie czoło, bardziej niż zwykle, jakby czymś obrażony. Widocznie uznał, że Thorvald również podważa jego słowa i nie wierzy mu, że widział wampira. Zamiast gniewu pojawiło się wyraźnie coś w rodzaju rozczarowania, bądź ulatniającej się nadziei, co mogło być łatwo wyjaśnione, gdy Łowca zastanowił się przez chwilę. Svein był człowiekiem, który wyraźnie chciał coś udowodnić, a kolejna klęska w jego domniemaniach sprowadzała go na ziemię i obrzucała zimnym, sypkim śniegiem. Niemniej, pokiwał spokojnie głową z akceptacją i uśmiechnął się bez cienia radości.
- To może faktycznie mi się zdawało. Ale dziwny ten człek był. Jak myślę o magii, to widzę pioruny i płomienie, a nie człowieka silnego jak niedźwiedź i szybkiego jak sarna - wzruszył ramionami, po czym podszedł do drzwi i zapukał w nie solidnie trzy razy otwartą ręką. Mocno i głośno, co aż wstrząsnęło gmachem i uśmiechnął się do Thorvalda, podśmiewając się pod nosem - W Tarczy, a nawet w drodze do niej, czułbym się dużo pewniej, niż tutaj. U nas nikogo nigdy nie zabili, a tutaj wiele osób mnie nie lubi. Głównie dla tego, że jestem z Tarczy - uśmiechnął się wymijająco Svein, ale widocznie nie zamierzał się oddalać, gdyż poczekał z Łowcą, aż drzwi otworzył mały, chuderlawy człowieczek z przymrużonymi oczyma i długiej, koziej bródce.

- Czego?! - skrzeczał starzec jednym słowem, pochylając się do przodu i niemal dotykając twarzy Sveina zmrużył oczy jeszcze bardziej i odsunął się do środka - Aa! Svein! Zachodź, zachodź. I damę przywiezłeś! Chodźcie - wpatrując się w długie włosy rozmazanej postaci, staruszek skierował się po zamknięciu za nimi drzwi w kierunku lady. W środku drewnianego, raczej niezbyt dużego, chociaż przestronnego wnętrza, ustawiono cztery stoły, otoczone ławami. Były schody na górę, masa świeczek. Svein zamiast zająć miejsce spojrzał na jedyną grupkę rozgadanych, czarnowłosych mężczyzn przy jednym ze stołów, którzy nagle umilkli - Rozmówimy się w domu! - syknął brodacz i ruszył ku ladzie za Thorvaldem. Oprócz grupki młodych, brodatych, typowo północnych, niskich mężczyzn, przy jednej ławie siedziało trzech gaworzących cicho, widocznie zmęczonych mężczyzn w poplamionych na brązowo fartuchach.
Zwykł być Rodowitym Sępem, Chciwym ścierwem zachodu, Niehonorową plagą zdrady, Zdrajcą narodów, Szacunek monetą wyrabiającym, Niemiłym wszelkim cnotom, Zniesławionym imieniem, Parszywym Kłamcą, Jadowitym Mówcą i Obrazą dla domeny króla
Obrazek

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

20
POST BARDA
- ...widzicie Panie, co mje te kurwy-mendy zostawiły za gnój! - uskarżał się dalej gospodarz, wściekle zamaszystymi ruchami wskazując na zdewastowane poletko ziemniaków oraz połamane sztachety ogrodzenia, za którym winno paść się licznie bydło. Bo i licznym ponoć było, zanim jakaś banda pomniejszych demonów upatrzyła sobie tę, wysuniętą nieco poza południową częścią murów pobliskiej wioski farmę.
Jak tłumaczył wcześniej Marvinowi jej właściciel, tutejsze gleby były wyjątkowo żyzne, a on sam, choć mieszkał tu już ładnych dziesięć lata, nigdy wcześniej nie miewał problemów z innymi szkodnikami niż szczury, lisy czy przypadkowo zabłąkane wilki. Uważany był nawet w samej wiosce za wielkiego szczęściarza, który pomimo mieszkania na niechronionych przez nikogo terenach, ani on, ani jego rodzina nie byli nawiedzani ni przez klęski nieurodzajów, ni przez żadne, demoniczne szkodniki czy potwory. Zupełnie, jakby ten niewielki użytek ziemski chroniony był przez jakąś nienaturalną, acz zdecydowanie przyjazną siłę. Aż do teraz.
- Z początku raz na miesiąc się zdarzyło - kontynuował, kopiąc w irytacji smutno dyndający na ostatnim gwoździu kawałek deski. - Teraz, jak skumały, że nikt ich złapać nie umi, kurwie syny niemal co noc przyłażą coś zwędzić! Zaczęły od kurczaków, a teraz i za bydło się wzięły! Ziemniaki i buraki tyż podbiorą, jak je chętka najdzie! Na dodatek złośliwe gałgany zostawiają za sobą smród i brud! O! Popatrz no tutaj tylko, panie! - chwytając Marvina za przedramię, pociągnął go w stronę części poletka, gdzie leżała również połamana i nadpalona z jednej strony taczka. W jej pobliżu z jakiegoś powodu śmierdziało zgniłymi jajami.
Brodaty gospodarz wskazał kościstym paluchem nienadający się dłużej do użytku przyrząd.
- To już druga! A pal licho sprzęt! Starszy syn mój u kowala czeladnikuje, to zawsze cosik naprawi albo skleci nowe, ale ten smród! Zawsze zostaje za nimi smród! A czasem gorzej! Ziemia po tym, jak ją przekopią i warzywa wygrzebią, zdarza się jałowieć! Jedno poletko całkowicie mi w ten sposób zrujnowały! I coraz bezczelniejsze się robią!
Załamując ręce, farmer począł rozcierać obolały kark, wzdychając pod nosem ciężko. Straż ze wsi nie paliła się do żadnych zadań poza murami. Choć mieli tam kapkę dobrze zbrojnych, nikt nie palił się do obszukiwania pobliskiego lasu za małymi, demonicznymi złodziejaszkami. Dużo bardziej niż to, cenili sobie swoje życia i bezpieczeństwo własnych domów, choć zrzutkę dla ewentualnie chętnego śmiałka jaką taką zrobili. Bądź co bądź, napadany farmer wciąż stanowił jedno z nielicznych w okolicach źródeł zaopatrzeniowych. Jego bydło i uprawy rosły większe, a i były często obfitsze niż te z innych farm. Miały też stosunkowo przyzwoite ceny, jak na swoją jakość.
To właśnie od karczmarza we Wsi Gundranga, do której Marvina poprowadził w ostatnich dniach trakt, dowiedział się on o problemie mieszkającego w ich sąsiedztwie gospodarza. Oferowane za wykonanie zadania pieniądze może i nie powalały, ale i jak na zadanie wymagające uporania się z kilkoma złośliwymi bestyjkami nie były najgorsze.
- To co powiesz, panie? - zwrócił się w końcu z nutą bezsilności w głosie do młodego łowcy demonów. - Pomożecie? Mój młodszy dzieciak pokaże wam, gdzie ślady zazwyczaj za nimi się ciągną. Gdzieś w lesie swoją kryjówkę pewniakiem mają.
Spoiler:

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

21
POST POSTACI
Marvin
-Postaram się zrobić co w mojej mocy Gospodarzu,ale wpierw muszę się jeszcze tu trochę rozejrzeć, Widzieliście je jak wyglądały, ty albo twój syn? albo ktokolwiek, każda informacja jest na wagę złota.
Zadawszy pytanie gospodarzowi Marvin począł, się rozglądać za wskazówkami które mogły mu pomóc w ewentualnym starciu z czartami. Jedną z pierwszych rzeczy na jakie postanowił sprawdzić był wspomniany przez gospodarza odór zgniłych jaj. Podszedł do miejsca w którym smród był najbardziej wyczuwalny, nachylił się, przyklękł na kolano, wziął do ręki małą garść ziemi i przybliżył do nosa, mając nadzieję że uda, mu się stwierdzić czy owy zapach, to smród samego demona czy jeden z jego kawałów, mających na celu utrudnienie życia gospodarzowi.
-hmmm... może warto jeszcze rzucić okiem na poletko, jeśli czarty je rozkopały swoimi brudnymi łapskami, jest szansa że po śladach będę w stanie stwierdzić, mniej więcej jakie pazury mają te kurwie syny, byle nie okazało się że to nie demony okradły gospodarza tylko głodujący uchodźcy chowający sie w lesie, chociaż po chuj palili by toczkę i smrodzili tu, chyba że sami tak śmierdzą, Kurwa! Marvin weź się w garść i się skup, o czym ty w ogóle myślisz do chuja.
Przez chwile Marvin zamyślił się ale szybko wrócił do rzeczywistości besztając samego siebie w myślach za tak skrajny akt nieprofesjonalizmu, po czym postanowił sprawdzić rozkopane pole szukając śladów po pazurach.
Marvin

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

22
POST BARDA
Pobrużdżona znamionami czasu twarz farmera momentalnie pojaśniała, gdy tylko Marvin zasygnalizował swoje zainteresowanie. Musiał wypatrywać chętnego do pomocy już od jakiegoś czasu.
- Bogowie mi cię zesłali, dobry panie! - zakrzyknął z radości, wznosząc ręce ku niebu, niczym w podzięce dla sił, które skierowały do niego łowcę. - Rozglądajcie się, ile chcecie, dobrodzieju! Strawy byście jakiej nie zjedli? Może co na drogę ze sobą wzięli? Maryśka moja świetna kucharka! A jak pozbyć mi się pomożecie tego problemu, to poza zapłatą od miejscowych, kiedy chcecie, na nocleg was przygarniemy! Konika też oporządzimy! - obiecywał mężczyzna, poważnie kiwając głową i milknąc, dopiero gdy przyszło coś więcej o aparycji czartów powiedzieć. - Co nieco żeśmy widzieli, a jakże. Chociaż nigdy dostatecznie blisko podejść się nie udało, a tylko nocą przyłazić się ważą. Nieduże są, cholerstwa. Takie, o! - tu stanął prosto, ręką przy żebrach się klepiąc. - Tobie, panie, to tak do bioderka gdzieś bydą. Nieduże, ale szybkie. I chyba dobrze w ciemności widzą, bo żaden we wnyki nigdy nie wpadł, gdy pułapki próbowalimy zastawiać.
Marvin wiedział z doświadczenia, że wiele demonicznych istot widziało w ciemności dużo lepiej, niż przeciętny człowiek. Niby na kocią modłę. Nie można było osądzać ich po wielkości ni konkretnych kształtach, a pierwsza niepozorność często bywała najbardziej zwodnicza. Te istoty, pochodzące z kompletnie obcych im wymiarów, potrafiły zbytnio różnić się jeden od drugiego. Z tego też powodu, tak ciężko przychodziło wszakże demonologom je klasyfikować.
- Jeden to chyba na czworaka chodzi. Reszta wyprostowana biega. Eee, daj no mje chwilę. Młodego zawołam, to może on co więcej będzie wiedział... Janko! - pozostawiając Marvina samego ze zdewastowanym poletkiem, farmer pospiesznie ruszył w kierunku niewielkiego, piętrowego domostwa.

Choć nie było tego widać na pierwszy rzut oka, miejsce, w którym najbardziej śmierdziało, naznaczone było rozbryzgiem niemalże przezroczystej, nieco klejącej wydzieliny. To właśnie ona była źródłem smrodu i to właśnie jej resztki mógł wyczuć oraz dostrzec Marvin, gdy tylko zaczął badać wszystko z bliska. Wydzielina nie wyrządzała żadnej większej krzywdy. Po prostu śmierdziała. Mogła zatem zarówno odstraszać, jak i być wynikiem zwykłej, wrednej natury diabląt. Dłuższy kontakt z fetorem przyprawiał z całą pewnością o mdłości oraz pieczenie oczu. Czy jednak paskudztwo pochodziło bezpośrednio od demona, czy też było jakąś dziwną, specjalnie stworzoną mieszanką, tego niestety Marvin nie potrafił stwierdzić. Jedno było pewne - to nie będzie przyjemne ani przeprowadzone w czystości polowanie.
Nieco bardziej niepokoić mogły drobne przypalenia oraz głębokie zadrapania na powierzchni leżącej obok taczki. Czyżby istoty dysponowały umiejętnościami magicznymi z żywiołu ognia?

Nieco dalej, faktycznie znalazł na poletku bardziej niż wyraźne ślady łap. Musiał niestety trochę poobchodzić je z różnych stron, żeby wywnioskować, że były to co najmniej dwa, różne od siebie rodzaje. Jedne większe i lepiej obdarzone w szpony bądź pazury, drugie drobne i najpewniej poruszające się na czworaka. Ślady były pozostawione chaotycznie, często nachodzące na siebie i wzajemnie przez siebie zadeptywane. Nie było natomiast śladu sierść ni łusek. Niczego więcej, co podpowiedziałoby, z czym mogą mieć do czynienia.

- Jesteśmy, panie! - dotarło ponownie do uszu Marvina. - Mam i nicponia!! - dodał niemalże zwycięsko gospodarz, ciągnąc za sobą, mogącego mieć niewiele więcej niż 10 lat chłopca o piegowatej buźce, wodnistych, błękitnych oczach i potarganych, mysich włosach. Wyglądał na poważnie zaniepokojonego obecnością łowcy.
- Zna drogę do lasu i często pomagał diabelstwa przeganiać!

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

23
POST POSTACI
Marvin
Zaskoczony szczodrością gospodarza, Marvin poczuł się nieco zakłopotany,lecz starał się nie dać po sobie tego poznać.
-Narazie nic mi nie trzeba gospodarzu, jeśli będę czegoś potrzebował to dam znać.

Gdy gospodarz oddalił się poszukując syna, Marvin porozglądał się jeszcze trochę dookoła, mając nadzieję że jakimś cudem znajdzie jeszcze jakiś trop. Rozglądanie przerwał mu jednak gospodarz prowadzący swojego syna ku niemu.
Marvin widząc strach młodzika podszedł do niego i przykucnął równając się oczyma, po czym odezwał się uśmiechając się lekko acz serdecznie na ile tylko potrafił .
-Witaj, zwą mnie Marvin, a jestem tu po to by pomóc twojemu ojcu uporać się z tym co spowodowało te zniszczenia nie masz się czego bać. Chodzi o miecz na moich plecach ? mówiąc to Marvin sięgnął ręką po swoją klingę, ostrze sykło wysuwając się z pochwy na plecach, a jego klinga błysła odbijając światło słoneczne.
-Twój tatko mówił że jesteś czeladnikiem u kowala, i podobno możesz mnie zaprowadzić do lasu gdzie uciekały czarty, jeśli pokażesz mi drogę, to dam ci lekcje jak trzymać miecz, co ty na to ?
Marvin

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

24
POST BARDA
Wbrew wyraźnej nerwowości, chłopiec nie cofnął się, choć widać było, jak mocno spięły się jego mięśnie pod cienkim odzieniem, gdy tylko Marvin zdecydował się zbliżyć. Naprzemiennie to podnosił na mężczyznę oczy, to znowu je spuszczał, zagryzając wnętrze prawego policzka. Dopiero gdy tamten wspomniał o mieczu, spojrzenie młodzika lekko się zaogniło, jak raz kierując ku wyswobadzanej klindze. Naturalna, dziecięca ciekawość, w sporej części wynikająca zapewne z zawodu, w jakim się szkolił, szybko wzięła górę nad całą resztą. Błękitne oczy rozszerzyły się i zaiskrzyły, w ciszy podziwiając pięknie wykonaną broń.
- Ajajaj! Co jest z tobą dzisiaj nie tak, chłopcze? - zirytował się nieco farmer, gdy syn zbyt długo nie odpowiadał, karcąco uderzając go przy tym otwartą dłonią w potylicę. - Co? Nagle obcych się wstydasz? Do ojca jakoś zawsze gębę masz wyszczekaną!
Dzieciak zamamrotał pod nosem coś, co podejrzanie brzmiało jak przekleństwo, które nie powinno znajdować się jeszcze w jego słowniku.
- ...Uhum - odpowiedział cicho, co, oczywiście, zaskutkowało syknięciem ze strony ojca oraz kolejnym trzepnięciem w głowę. - Zgoda, zrozumiałem! Zaprowadzę, zaprowadzę! - odpowiedział wreszcie głośno i wyraźnie, odsuwając się wreszcie od farmera.
- Wybaczcie, panie. Strasznie temperamentny dzieciak się zrobił przez ostatni rok, ale słuchać was będzie i problemów po drodze nie sprawi. Do lasu niedaleko, tyle że między polami was poprowadzić musi. Żebyście wiedzieli, skąd czorty przyłażą. Ooo! Zapomniałbym! - tu wyciągnął w stronę łowcy niewielki tobołek, uśmiechając się pod gęstym wąsem. - Trochę bryndzy i pajda chleba. Maryśka dać kazała na drogę. Wiecie jak jest, panie. Z babami się nie dyskutuje, bo i tak wygrać nie idzie! Idziecie od razu, czy jeszcze gdzieś popatrzyć chcecie?
Spoiler:

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

25
POST POSTACI
Marvin
Marvin widząc że udało mu się zmotywować dzieciaka schował miecz do pochwy.
-dziękuje gospodarzu nie pogardzę strawą, ale zjem dopiero po zleceniu.
Powiedział Marvin wziąłwszy tobołek z rąk farmera, po czym spojrzał na dzieciaka
coś mi nie pasuje w tym dzieciaku, wydaje się jakiś zastraszony, chyba nie chodzi o ojca, mnie mój lał i nie wyglądałem na, aż tak zaszczutego, chyba...
Z myśli wytrąciło Marvina pytanie farmera
-Starczy już rozglądania ,nic już chyba tu nie znajdę. Możemy iść ale twój syn odprowadza mnie tylko do lasu,potem wraca do ciebie, nie chce go mieć na sumieniu jeśli zrobi się gorąco
Powiedział Marvin ostatni raz opawając okolice wzrokiem, jakby mając nadzieję, że zobaczy coś co mógł przeoczyć, i tak jak myślał nie znalazł nic nowego. Schował tobołek do torby po czym jeszcze raz zwrócił się do młodzika
-Prowadzisz mnie do lasu, pokazujesz mniej więcej kierunek w którym uciekały czarty, i wracasz prosto do rodziców zrozumiano? Jeśli tak to możemy wyruszać .
Marvin

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

26
POST BARDA
Kiwając ze zrozumieniem głową, gospodarz gestem ręki zwrócił na siebie uwagę syna po raz ostatni.
- Słyszałeś, Janko. Do lasu i ani kawałka dalej! Żeby nic głupiego ci do głowy czasem nie przyszło! - powtórzył słowa Marvina stanowczo i z naciskiem.
- Mm... - mruknął z kolei tamten bez specjalnego przekonania, nie patrząc Marvinowi ni ojcu w oczy i zanim którykolwiek z dorosłych zdążył domagać się od niego jasnej odpowiedzi lub też skarcił go raz wtóry, obrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Jego kroki nie były nadmiernie szybkie i łowca demonów nie będzie miał najmniejszych problemów, żeby się z nim zrównać czy też wyprzedzić.
Gospodarz kliknął jeno językiem o podniebienie na znak dezaprobaty.
- Pojęcia nie mam, co za czort i w niego ostatnimi czasy wstąpił! Nie gniewajcie się, panie. To dobry i uczynny chłopak. Głupi i nieobeznany ze światem tylko. No, ale co ja będę wam rzyć zawracać! Powodzenia na polowaniu, panie! Nie dajcie się tym małym łajdakom z lasu!
Żegnając Marvina i pozwalając mu już w spokoju podążyć za swoim synem, farmer stał jeszcze jakiś czas w miejscu, obserwując z nadzieją w oczach oddalające się plecy młodego łowcy, zanim zabrał się za naprawianie zniszczeń po ostatnim napadzie demonich pomiotów na swoje włości.

Intuicja nie myliła Marvina. Wbrew wszelkich zapewnień oraz złożonej odnośnie treningu mieczem obietnicy, syn gospodarza - Janko - wciąż wydawał się dziwnie spięty, gdy prowadził go wydeptaną ścieżką biegnącą przez wysokie kłosy upraw, pomiędzy które właśnie wchodzili. Milczenie dzieciaka nie trwało natomiast długo i gdy jego rodzinny dom zniknął wreszcie za ich plecami, po raz pierwszy spojrzał wreszcie w jego kierunku.
- Czemu nam pomagacie...? Uh... Panie? Tutejsze lasy są niebezpieczne. I zapłata wcale nie jest warta takiego ryzyka, wiecie...?
Na pewno było coś niezwykle dziwnego w ledwie wkraczającego w wiek nastoletni dziecku, które brzmiało niemalże tak, jakby oskarżało dobrze uzbrojonego dorosłego o nieczyste intencje tudzież głupotę z uwagi na wybór, jakiego właśnie dokonywał. I patrzcie tylko na te nadymane z zawziętością policzki! O! Proszę, proszę! Tutaj, właśnie tutaj! Zupełnie, jakby bardzo nie podobało mu się, że Marvin miesza się do sprawy napadów! Tylko dlaczego? Przez nieufność do jego osoby? Czy może było w tym coś więcej?

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

27
POST POSTACI
Marvin
Marvin pożegnawszy się z gospodarzem ruszył za chłopcem, zrównawszy się z nim na dróżce wysłuchał uważnie co chłopiec ma do powiedzenia, po czym długo i głęboko westchnął.
Pytasz mnie dlaczego to robię młodziku? Byłem niewiele większy od ciebie, gdy straciłem swojego ojca, był kapitanem straży w Salu.
Wspomnienie ojca nie przyszło Marvinowi z łatwością, ta rana jeszcze się nie zabliźniła i, najpewniej nigdy to się nie stanie
-Pewnego dnia jedną z pobliskich wiosek zalały demony, i mój tatko oraz mała grupa ochotników wsiedli na konie i czym prędzej popędzili na pomoc, może mieli by szanse gdyby więcej ludzi wybrało pomoc innym zamiast grzania swoich dup za murami, mój ojciec nie wrócił tamtego dnia, a ja zostałem sam.
Powiedziawszy to Marvin zatrzymał się złapawszy młodzika za ramie, po czym przyklękł na przed nim, ciągle trzymając swoją rękę na jego ramieniu mówiąc.
-Słuchaj nie chodzi mi o pieniądze, ani tym bardziej o zrobienie wam krzywdy tobie, twojemu ojcu, albo mamie, masz racje nagroda nie jest tego warta, monet starczy na niewiele więcej niż przeżycie moje i mojego wierzchowca przez jakiś czas, wypełniam to zlecenie bo nie chce by dzieci traciły ojców, a rodzice dzieci ,aby nikt nie musiał przechodzić przez to co ja, tak wiem mogłem trafić gorzej, ale jeśli mam szanse pomóc komuś to to zrobię. Rozumiesz teraz dlaczego to robię ? Nie masz powodu by się mnie bać ale zrozumiem jeśli będziesz, choć mimo wszystko musisz mi zaufać dla dobra twoich rodziców, widzę że coś ukrywasz powiedz mi proszę.
Marvin

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

28
POST BARDA
Chłopiec wydał z siebie pomruk zamyślenia, rzucając jednak Marvinowi z każdą kolejną chwilą opowieści dużo uważniejsze i coraz bardziej przeciągłe spojrzenia. Jak na dzieciaka wyrastającego ze zwykłej, farmerskiej rodziny, w której nauka pisania i czytania zapewne nie była praktykowana, a książki użyto by prędzej pod opał niż cokolwiek innego, Janko wydawał się raczej ponadprzeciętnie bystry. Ponadprzeciętnie jak na swój status społeczny i wiek, w każdym razie. Mógł nie ufać łowcy z sobie tylko znanego powodu, ale trzeba przyznać, że przysłuchiwał się jego historii i najwyraźniej analizował ją z pełną powagą. Mimo to, o wciąż obecnej, typowo dziecięcej naiwności oraz niedojrzałości emocjonalnej świadczyć mogły drobne błyski głębszego zaintrygowania, oraz lekkie tiki kącików ust, zwłaszcza gdy starszy od niego mężczyzna wspomniał o przysłowiowym:"grzaniu dup". Za co nie można było go oczywiście winić.
Pierwsza chwila relaksu, na jaką pozwolił sobie Janko dzięki umiejętnemu przedstawieniu przez Marvina samego siebie w podobnie dziecięcej wersji sprzed lat, prysnęła, gdy tamten zniżył się do jego poziomu, zmuszając do otwartego stawieniu czoła sytuacji, z którą borykali się obecnie obydwoje.
Chłopiec otworzył usta, zamknął, po czym powtórzył proces jeszcze dwa razy, zupełnie niczym ryba wyciągnięta z wody. Wreszcie zacisnął je z taką siłą, aż te niemalże przeobraziły się w jedną, bardzo cienką, prostą linię. Tak też trwał kilka długich sekund, nerwowo przestępując z nogi na nogę pod oceniającym spojrzeniem Marvina.
- Tatko.... - udało mu się wreszcie zacząć z pewnym trudem. - Nie powiedział, prawda...? - tu skrzywił się brzydko, zupełnie, niczym osoba zmuszona do przełknięcia czegoś wyjątkowo gorzkiego w smaku. - O tym... O tym, kiedy zaczęły się te napaści...? Dlaczego się zaczęły...?
Tu urwał, nerwowo wypatrując czegoś w wyrazie twarzy Marvina, a nie dostrzegając tego, spuścił oczy na swoje własne, zniszczone buty.
- To nie tak, że nikt nie wie, dlaczego wcześniej nic takiego się tutaj nie działo... Dorośli po prostu nie chcą przyznać, że to ich wina, że straciliśmy jedyny kawałek ziemi wolny od demonów.
Oh? Proszę, proszę. A to akurat całkiem ciekawe.
- Dlatego myślę... Myślę... - zawahał się zestresowany i odrobinę czerwony na policzkach. - Że to co się dzieje... Dzieje się, bo na to zasłużyli - zakończył z aż nadto wyraźnym poczuciem winy w głosie. - W-Wiem, że nie powinienem tak mówić! Ja wiem! naprawdę wiem! - dodał szybko, lekko spanikowany podnosząc ponownie wzrok na Marvina i sam tym razem inicjując kontakt, chwytając go za fragment materiału rękawa. - I może... Może dlatego, że było mi przykro i byłem zły z tego powodu... Może dlatego wypuściłem nawet raz jednego z tych brzydali, kiedy złapał się we wnyki-...! I być może... - tu ponownie ściszył głos z odrobiną frustracji. - Być może chciałem... Chciałem, żeby zrozumieli... Że źle zrobili. Że nie powinni-...! Ja po prostu....!
Nie wiedząc, jak przekazać w pełni swój problem, Janko zaciął się, przyglądając łowcy demonów ze łzami frustracji w oczach. Czymkolwiek zawinili ludzie z wioski, być może jego właśni rodzice, wywoływało w nim wyraźnie mieszane emocje. Na tyle, aby na przekór rozsądkowi, pozwolić drobnym czartom plądrować i rabować należące do jego rodziny dobra. Wiedział, że robi źle i nie czuł się z tym dobrze, a jednak znajdował w czymś wyraźne wytłumaczenie na swoje zachowanie.

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

29
POST POSTACI
Marvin
Marvin widząc łzy chłopca utwierdził się w przekonaniu, o tym że to zlecenie nie należy do typowych. Łowca poczuł ciarki na plecach po słowach chłopca dotyczących rzekomej winy dorosłych, w napadach na wioskę. Było mu żal chłopca, widział w jego oczach, targające go poczucie winy, mężczyzna widział w nim odbicie siebie samego po śmierci rodziców , dziecko targane smutkiem, żalem, oraz niemocą
-Nie płacz, proszę powiedz mi co miałeś na myśli mówiąc że to wina dorosłych ? Coś ci zrobili? skrzywdzili cię? Chce wam pomóc ale by to zrobić muszę znać prawdę nie ważna jaka by nie była. Mówiąc to Marvin położył drugą rękę na ramieniu chłopca-nie winie cię za wypuszczenie czarta z wnyk, sam nie wiem jakbym się zachował na twoim miejscu, będąc w twoim wieku.

Cholera! chłopak jest naprawdę przerażony,to co zrobili jego rodzice musi być naprawdę straszne, nie wiem co musi być tak strasznego by było w stanie nakłonić małego chłopca do wypuszczenia demona z wnyk. Musze się dowiedzieć o co tu chodzi, boje się myśleć przez co musiał przejść ten chłopiec
Marvin

[Żelazne Klify] Wioska Gundranga

30
POST BARDA
Płytko łapiąc kolejne wdechy pomiędzy krótkimi czknięciami oraz energicznym przecieraniem oczu zaciśniętymi w pięści dłońmi, Janko kręcił w zaaferowaniu głową. Chwilę zajęło, zanim uspokoił się na tyle, aby być w stanie kontynuować.
-Nie mi...! - zaprotestował, pociągając nosem. - Nie mi... Valerii. A-A to przecież dzięki Valerii-... Dzięki Valerii wszystko było tutaj lepsze. Wszystko rosło lepiej. Kiedy ją zapytałem, tak jak kazał tatko, powiedziała tylko, że to dlatego, że potrafi rozmawiać z naturą? Nie wiem, czy to prawda, ale podobno właśnie po tym, jak tutaj zamieszkała, zaczęliśmy zbierać dobre plony. Wszyscy byli jej za to bardzo wdzięczni! Dlatego... - Janko zawahał się. - Dlatego nie rozumiem, jak mogli zrobić jej krzywdę... Jednego dnia powtarzali, żeby zawsze być dla niej uprzejmym, a k-kolejnego zaciągali ją za włosy za mury wioski...!
Złość wraz z nową dawką frustracji wdarły się na tym etapie do dziecięcego głosu.
- Gus powiedział-... B-Bo ojciec Gusa jest strażnikiem, więc widzieli wszystko...! Powiedział... Powiedział, że spalili Valerię.
Chłopiec zamilkł ostatecznie, dając Marvinowi chwilę na zebranie informacji do kupy.
Nie trzeba było wielkiego znawcy ni uczonego, by domyślić się, że wspomniana Valeria była najprawdopodobniej czarownicą lub czarodziejką. W najgorszym wypadku - apostatką, która wciąż robiła wiele dobra dla ludzi z tych okolic, niezależnie od tego, czy była w tym wyszkolona oficjalnie, czy też nie. Dlaczego zatem nagle jej obecność zaczęła wadzić? Nawet jeśli ktoś poinformował wieśniaków o tym, że praktykuje magię, nie powinno być to przeszkodą dopóty, dopóki wciąż zapewniała części ich ziem opiekę. Nic tak wszakże nie pokrzepiało prostego ludu, jak pewność tak rzadkiego dzięki klimatom północy urodzaju. ZWŁASZCZA w tych rejonach.
Kto mógł jednak wiedzieć, jaka była prawda? Z pewnością nie młody Janko. Być może ktoś odkrył, że sama przelewała niewinną krew do swoich magicznych rytuałów? Być może nadepnęła nieodpowiedniej osobie na odcisk. Trudno było powiedzieć na pewno. Marvin miał na tę chwilę do dyspozycji jedynie punkt widzenia z perspektywy pojedynczego dziecka. Perspektywy, która pokazywała, jak jego rodzice oraz mieszkańcy Wioski Gundraga zaciągnęli niewinną kobietę na stos. Czy było to zmartwienie Marvina? Nie. Na ten moment było nim zlecenie otrzymane od ojca chłopca. Co nie znaczyło, że nie mógł rozeznać się w sprawie w drodze powrotnej, jeśli tylko chciał. Czy jednak chciał? Czy było mu to potrzebne do szczęścia, gdy nie miało bezpośrednio styczności z jego pracą?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Salu”