[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

76
Orsel, o czym ty mówisz? — żachnęła się Miranna, spoglądając na przyjaciela pytająco, marszcząc brwi. — Zawsze łączyła nas przyjaźń i nic więcej. Jeśli w jakiś sposób dawałam ci inne znaki... to nie były one celowe. To przykre, że posądzasz mnie o zdradę. Nigdy bym cię nie skrzywdziła umyślnie.
Magini zaskoczona nagłą zmianą zachowania Orsela odsunęła się od niego, nabrała dystansu, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Musiała zebrać myśli. Skonfundowana ścisnęła sobie palcami skronie. Pomijając fakt, że Orsel nagle zaczął mówić metaforą, nie potrafiła zrozumieć dlaczego tak bardzo gwałtownie zareagował. Odkąd go poznała, darzyła go ogromną sympatią, szanowała go jako przyjaciela i znakomitego czarownika, oddanego magicznej pasji. Dzielili razem wiele doświadczeń, sukcesów i upadków, dobrych i złych chwil. Zależało jej na nim, była gotowa poświęcić dla niego wiele, ale przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby być dla niego kimś więcej.
Zdziwienie płynnie przeszło w wyrzuty sumienia. Byłam ślepa, czy głupia? Pytała samą siebie, wciąż pocierając skronie, aż skóra jej zaczerwieniała. Co mogę zrobić, jak go uspokoić...
Orsel... — rzekła cicho, skracając dystans i próbując pochwycić dłonie mężczyzny.
Mógł poczuć zapach o kwiatowych nutach jej ulubionych esencji, których używała do kąpieli. Mógł poczuć ciepło jej dłoni, którymi próbowała opleść jego rozdygotane z nerwów ręce. Przysunęła się bliżej, chcąc objąć go w torsie, by ujarzmić jego rozemocjonowane ciało.
Nie ma dla mnie ważniejszej osoby niż ty, Orsel — mówiła dalej, robiąc kolejny krok naprzód.
Wejrzała mu głęboko w oczy, jakby chciała wzrokiem przestrzelić jego ciało i duszę na wylot.
Pozwól mi połączyć się z tobą myślami. Udowodnię ci, jak bardzo mi zależy — szepnęła, nie odrywając wzroku od jego piwnych oczu i zaraz dodała: — Coniungre cumi eius.
Próbowała posłać mu serię subtelnych wizji, obrazów i myśli nacechowanych przyjacielską miłością, jaką go darzyła. Chciała, by ujrzał jej intencje. Pragnęła, by dostrzegł, iż to, co łączyło ją z Selari, jest już skończone, że choć cierpi przez jego odejście, to pogodziła się ze stratą. Chciała też przekazać mu ziarno nadziei na to, że być może kiedyś połączy ich coś więcej, lecz boi się do tego przyznać w słowach. Głęboko wierzyła w to, że tym krótkim zjednaniem myśli załagodzi nagle powstały konflikt. A jeśli nie, to przynajmniej nie będzie mogła się winić za to, że nie próbowała.

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

77
Elfka objęła jego wielkie męskie łapy swoimi delikatnymi paluszkami. Spojrzał na nadgarstki, potem na Mirannę, a jej milczące spojrzenie było nad wyraz wymowne. Iluzje, złudzenia tudzież pragnienia. Eteryczna więź umożliwiła elfiej znawczyni z Wieży, przelać część jakże trudnych do ubrania w słowa uczuć. Wtem wielkie jak u rusałki oczy mężczyzny zamigotały. Były to nachodzące łzy, a może gra świateł kandelabrów? Tego nie wiedziała.

Mhm, Miranno. Mieszasz mi w głowie bardziej niż eliksir miłosny. — rzucił raptem nisko i bardzo męsko. Przyciągnął ją do siebie bliżej, tak, że mogła oprzeć się o jego ponadprzeciętnie rozbudowaną pierś. Oddychał szybko. Słyszała to przez klatkę piersiową, ale i czuła, jak fale wydychanego powietrza rozdmuchują jej cienkie kosmki włosów.
Pewnych tajemnic nie powinno się zdradzać nikomu, niektóre hańby należało zabrać ze sobą do grobu. — próbował przeprosić Mirannę za niecodzienne rozbicie. Czy mogła się na niego gniewać? Czy był to ostatni takowy wyskok czarodzieja? Trudno orzec, gdy rozumem sterowało serce. Miranna wiedziała, że miłość jest potężną bronią. Potrafi wznieść cię na wyżyny, jak i zranić bardziej od ostrza, bowiem rany nieodwzajemnionej miłości nie goją się wcale lub bardzo długo. I jej uczucie wystawiono na próbę. Powierzyła je bowiem demonowi. Zaufała, wierzyła, goniła za niedoścignionym. Sprostała wszelakim próbom, lecz nie od niej zależał wynik tego uczucia. Miłość uleciała, w rozdartym sercu świeża rana. I tylko pamięć po nim została. Gdyby go kiedyś jeszcze spotkała...

Uchwyt Orsela poluźnił się. Spoglądał na nią z góry od czasu do czasu bawiąc się urokliwym elfim uszkiem. Czarodziej nie miał nic więcej do dodania. Niezręczna cisza? Nie! Czekała na nich praca. Być może nowe ukojenie dla Miranny po stracie Selariego. Nie trwoniąc ani sekundy więcej, pomknęli schodami ku bibliotece.

Znaleźli prywatną komnatę, do której wstęp mieli wyłącznie wybrani. Niewielka kwatera, jedna z niewielu odosobnionych w bibliotece. Komnata była galerią. Jej ściany od sufitu do podłogi obwieszone były obrazami. Wisiały tam wielkie, stare, łuszczące się i spękane oleje, miniatury, zżółkłe sztychy i drzeworyty, wyblakłe akwarele i sepie. Wisiały tam też żywe w kolorach modernistyczne gwasze i tempery, czyste w kresce akwatinty i akwaforty, litografie i kontrastowe mezzotinty, przyciągające oczy wyrazistymi plamami czerni. Orsel zatrzymał się przed wiszącym najbliżej drzwi obrazem przedstawiającym grupę zebraną pod ogromnym drzewem, były to leśne elfy - zapewne przodkowie Miranny.
Orsel rychło zasiadł przy zakurzonym stole. Zamaszystym ruchem ręki starł rękawem szary pył.

Czego potrzebujesz? — spytał, chcąc udać się do głównej sekcji księgozbiorów. Miranna nie musiała dłużej przesiadywać w bibliotece z resztą magów. Od teraz mogła pozwolić sobie na spersonalizowaną izbę w obrębie biblioteki, gdzie księgi zostaną jej doręczone.

Ledwie Orsel zdążył zadać pytanie, gdy w drzwiach pojawił się szczupły mężczyzna o kruczoczarnych włosach przyklapniętych na boki niczym płatki lilii unoszącej się po tafli jeziora. Szczękę miał mocną, a nos jastrzębi. Wąskie usta i z lekka przymrużone oczy. Zrobił pierwszy krok. Rzucone światło odbiło się od jego pełnych błękitnych oczu, idealnie wkomponowanych w śnieżnobiałą cerę. Nosił dostojną togę. Mieszanka specjalnie barwionych włókien błękitem, purpurą oraz amarantem.
Spoiler:
Pani — pokłonił się wkraczając w głąb izby — przysyła mnie Strogvor z pakunkiem. — wtem wyciągnął przed siebie dłonie, na których spoczywał zawinięty w brązową ścierkę kostur. Mag był tutaj nowy. Jeden z kilkoro nowoprzybyłych pod nieobecność Miranny. Sieć kontaktów Kościanej Wieży rozrosła się, lecz wciąż nieliczni wiedzieli o jej istnieniu. Była ośrodkiem trzymanym w tajemnicy. Wyłącznie uprzywilejowani bądź szczęściarze mogli przekroczyć próg tegoż jakże mrocznego miejsca, gdzie za murami z kości można w mniej akademicki sposób rozwijać swój eteryczny potencjał.

Mężczyzna podszedł do stołu. Uważnie, zupełnie jakby sterował każdym, nawet najmniejszym drgnięciem mięśni, położył podarek na blacie. Część materiału osunęła się, uwidaczniając zakręcony kostur. Wyciosany z rzadkiego drzewa na wzór dwóch tańczących smoków, w których pyskach spoczywał idealnie do znudzenia wyszlifowany kamień. Tajemnicza laska należała do Nysy Hitlerbrand. To za jej sprawą wyczekująca egzekucji w lochach wieży magini otworzyła wyrwę między światami.
Miranna pochyliła się nad przesyłką. Poczuła, jak dziwna energia emanuje z wnętrza klejnotu. Jak coś dziwnego wypełnia całą przestrzeń. Zapamiętała ten kryształ, był złocisty, może lekko pomarańczowy. Teraz zaś błyszczał pełna czerwienią, jakby wrzała w nim spętana krew niewolników. Tę siłę wyczuwała Miranna i widziała, że wyczuwa ją również posłaniec. Ów czas zahipnotyzowany przesyłką, którą dostarczył. Stał obok wpatrzony, zastygnięty.
Spoiler:
UWAGI
Spoiler:

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

78
Niech pomyślę... — Wodziła wzrokiem po otaczających ich obrazach.
Nim zdążyła wylać z siebie myśli, do pokoju wszedł nieznajomy z przesyłką. Zmierzyła go wzrokiem, wcale nie ukradkiem. Chciała by widział, że na niego patrzy i chłodnym spojrzeniem ocenia, cal po calu. Chciała pokazać swoją pozycję, niezależność, może odrobinę zaczepnej arogancji.
Położony na stole przedmiot pochwyciła w obie dłonie, ostrożnie, trzymając przez okalający go materiał. Przyglądała mu się z pasją, z jaką można patrzeć na kochanka w łożu pośród pierzyn. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Powoli zsunęła z laski materiał. Wpatrując się w zwieńczający ja kryształ nabierała uśmiechu. Przejechała opuszkami palców po polerowanym drewnie. Chwyciła go wtem pewnie, oburącz, nie zapominając o kontroli przepływu magii. Nie chciała spowodować nagłego wypadku, brońcie bogowie. Niezwykle potężna moc musi drzemać w tym kosturze, myślała. Moc zdolna otworzyć Bramę. Ciekawe do czego jeszcze jest zdolny. Jakie skrywa przede mną tajemnice...
Z krótkiego transu wyrwała ją trwająca obecność osoby trzeciej, obcej. Odłożyła przedmiot na stół, delikatnie, bezdźwięcznie.
Orsel, wiem co będziemy dzisiaj robić. Będę potrzebowała tomów traktujących o kryształach i magicznych przewodnikach drzewnych. Może też coś o konstrukcji różdżek. Spróbujemy rozgryźć ten kostur, zbadać jego pochodzenie, pełen potencjał, dowiedzieć się jak go używać.
Zwróciła się tedy do nieznajomego, tym razem łagodniej.
A tobie dziękuję. Jak ci na imię? — rzuciła z ciekawości. — Dysponujesz wiedzą o różdżkach? Może byłbyś w stanie nam pomóc?

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

79
POST BARDA

Orsel niechętnie opuszczał izbę. Pomimo że nie okazał bezpośrednio dezaprobaty - brakło grymasów, westchnięć czy pomruknięć - wzrok, którym infiltrował przybysza, gdyby tylko mógł palić, strawiłby go na popiół. Ileż jadu w tym jego spojrzeniu dostrzegła Miranna, lecz fakt ten wtenczas nie wpływał na nic, bowiem całą uwagę elfiej maści czarodziejki przykuwał kostur Hitlerbrand. Towarzysz z bractwa Kościanej Wieży nie mógł sprzeciwić się imperatywowi kobiety. Bądź co bądź awansowała, a wręcz przeskoczyła kilka szczebli w hierarchii kolektywu, stając się autorytetem w materii dotyczącej bram. Orsel, chcąc lub nie, musiał wykonać polecenie Miranny. Takie oto prawa panowały za murami z kości. Hierarchia...

Dostojniejszy z dwojga mężów, odziany w eligijne szaty o bajronowskich wykończeniach, iście szlacheckich, odprowadzał Orsela wzrokiem aż do dwupłytowych wrót z ciemnego drewna. Ulotnie, niemal niezauważalnie, jego kąciki ust podniosły się. A może było to wyłącznie złudzenie, gra świateł dogasających kandelabrów? Tego Miranna nie mogła być pewna. Zapragnęła zasięgnąć od nieznajomego języka, oczekując odpowiedzi krótkiej, węzłowatej.

Gaspard, pani. — odparł głosem niskim acz z lekka nosowym, jakoby chronicznie przytkanym. Mówił dalej — Różdżkoznastwo nigdy nie było mą dyscypliną. Uczyłem się w Oros, lecz ma ciągota do sztuki entropii nie obudziła w mentorach entuzjazmu. —Nieugaszony płomień, wszystko pochłaniający, nienasycony. Tym była magia entropii. Domeną wiedźm i czarnoksiężników. Przeciwieństwo kreacji. Z tego powodu nazywana była często szkołą negacji. Nie ma życia bez śmierci. Czas kładzie kres wszelkiej rzeczy w materialnym świecie, ale każdy koniec zawiera w sobie ziarno nowego początku. Rzeka wystąpić może z brzegów, siejąc spustoszenie, ale dając jednocześnie początek nowemu życiu na zalanych terenach. Trawiący las ogień także staje się zaczątkiem nowego życia. Z pomocą magii entropii możemy manipulować siłami erozji, rozkładu i niszczenia, by tworzyć od nowa.

Nie zdałem egzaminów końcowych. I żagle przywiały mnie do Salu, a stamtąd zaciągnąłem się w szeregi Orlej Straży, by wspomóc ludzi w walce z demonami. Może... — nastała melodramatyczna cisza. — Może, gdybym oddał się różdżkoznastwu, byłbym pełnoprawnym czarodziejem i mógł pomóc pięknej kobiecie w potrzebie. — uśmiechnął się szeroko, a skórę dookoła oczu usiały liczne zmarszczki. Kąt żuchwy jeszcze mocniej dał się we znaki. Nakrapiana dwudniowym zarostem potężna żuchwa dodawała mu animuszu.

Sękate dłonie powędrowały nad magiczny kostur. Wystawiwszy je przed siebie, mag usiłował odkryć zagadkę przedmiotu, zaś Miranna widziała wyłącznie falujące na wietrze paliczki. Potężne, spracowane dłonie, o nieco krótkich jak na swą szerokość palcach.

Mhh — mruknął nisko, dźwięcznie aż drgało w skośnych uszkach elfki. — Ta różdżka. To... Cała pulsuje. Zupełnie jakby żyła. I vitae chciało za wszelką cenę się z niej ulotnić.
Spoiler:

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

80
POST POSTACI
Miranna Drongfort
Orla Straż? — dopytała. — Skąd taki pomysł, by właśnie tam się zaciągnąć? Nie wątpię, że po służbie posiadasz szeroko zakrojoną wiedzę na temat czartów. To zawsze mile widziana znajomość arkanów w Kościanej Wieży. Wydaje mi się, że Nysa Hitlerbrand, ta którą dzisiaj osądzono i zamknięto w lochu, również była wielce zainteresowana tą domeną nauki. Może i jest tępą suką, ale determinacji jej odmówić nie mogę. Ona wie coś więcej, coś czego ja nie mogę rozgryźć. To c o ś musi skrywać ta różdżka. Prędzej zginie niż podzieli się swoją wiedzą, dlatego sama muszę rozwikłać tę zagadkę.
Miranna wbiła wzrok w magiczny kostur. Wczuła się w pulsującą, bijącą od niego energię. Sięgnęła wspomnieniami w czasy niezbyt odległe, ale już mętne i niezbyt wyraźne.
Przed pół roku widziałam, jak Nysa zabija niewinnych akolitów. Miała wtedy przy sobie ten kostur, wydaje mi się, że napełniła go energią martwych. Niechybnie była to sztuka krwi. Wrzeszczała coś o potędze, o pętaniu istot po drugiej stronie Bramy... Wtedy dałam się wplątać w cały ten syf, ledwo uchodząc z życiem. Z drugiej strony jestem tu teraz, silniejsza, mądrzejsza niż wtedy, bogatsza o nowe doświadczenia. Oh tak, gdybyś tylko widział niesamowity świat po tamtej stronie... — rozmarzyła się na myśl o dynamicznych, zmiennych krajobrazach obcych wymiarów.
Przez krótką chwilę błądziła między zapamiętanymi obrazami, odbytą walką z byczym czartem, wędrówką przez nieznane ziemie, zapierającym dech w piersi widoku Bożylądu. Trudno zapomnieć tak niesamowitą podróż. Trudno też zapomnieć o ukochanym, którego się tegoż czasu utraciło. Spojrzała tedy na Gasparda, odwracając uwagę od tamtych myśli, napawając się jego pociągającą aparycją. Uśmiechnęła się nieznacznie, na policzku pojawił się rumieniec.
Zapowiada się na bardzo... miłą współpracę — rzekła nieco niższym, nęcącym tonem.

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

81
POST BARDA
Mężczyzna odgarnąwszy dłonią kosmki włosów, które opadły na naznaczone trwałymi zmarszczkami czoło, zwrócił się piersią w kierunku Miranny. Czarodziejka dała mu zielone światło, otwierając konwersację pytaniami o przeszłość. To stara, a jakże przydatna metoda, by pozwolić mężczyźnie opowiedzieć o sobie lub o swych dokonaniach, zaś okazanie uznania choćby jednemu z nich bywa tożsame, jeśli nie lepsze w manipulacji, od prymitywnego wskoczenia pod pierzynę.

Chciałbym powiedzieć, że za cel obrałem sobie niesienie pomocy ciemiężonym, lecz po prawdzie nie miałem wyjścia. Na Północy długo tułałem się bez celu. Tu, w przeciwieństwie do Keronu, o wiele trudniej znaleźć najęcie magowi. Tułałem się od osady do osady. W Salu wpadłem w utarczki z pewnymi nekromantami, więc uciekłem. Słyszałem o tej całej Orlej Straży i - dzięki Stwórco - trafiłem na pewnego elfa, który werbował chętnych. Oferowali ciepłą strawę, łoże i dach nad głową. — wzruszył ramionami, a dotąd donżuański uśmieszek ustąpił nie lada zawstydzeniu. — Treningi nie były najgorsze, a magię w boju stosować umiem jak mało kto. Z klingą też sobie radzę. Nadali sens memu życiu, chociaż na chwilę, bo jak widać trafiłem tu. Do miejsca bez granic, gdzie mogę doskonalić niedoskonałe.

Dalej brunet pozwolił kontynuować czarodziejce. Z zainteresowaniem wysłuchiwał jej opowieści o Nysie oraz doświadczeniach zza drugiej strony. Był ciekaw, ile jeszcze zdoła się dowiedzieć od elfiej maści magini. Przyciągała jego uwagę lekkim głosikiem, drobną fizjonomią i ciekawą historią.
Jednakże w pewnym momencie zgubił kontakt wzrokowy, uciekając na pobliskie półki z książkami. Pod brodę przyłożył dłoń, zupełnie jakby rozmyślał nad czymś istotnym.

Spoiler:

Hitlrebrand? Wspomniałaś nazwisko Hitlerbrand. Tak? — zapytał z niedowierzaniem. — W Orlim forcie poznałem jednego mężczyznę o tym nazwisku. Jeśli mnie pamięć nie zwodzi, nosił imię Maric. — Gaspard oderwał rękę od żuchwy. Poczynił dwa kroki w bok, wzdłuż stołu i siadł przy nim ze złożonymi jak do modlitwy dłońmi. — Niech to gorąca Krinn... On też interesował się magią krwi. Ba! Był nią zauroczony. Obsesjonalnie namawiał innych uzdolnionych magicznie do testowania tychże niepoznanych arkanów, lecz żaden z dowódców nie zezwolił na składanie krwawych ofiar. Obecnie ruszył na wschód z częścią strażników. Wraz z kamiennymi golemami, które kreuje pewien kapłan Turoniona na terenie fortu, pragną przegonić demony spod Błyszczącej Góry. — długi monolog pozbawił Gasparda na moment oddechu. Powietrze syknęło przez nozdrza, głęboko zaciągane do piersi. Odchrząknął.

Jeśliś Pani uważasz, że ten kostur przepełniają duszę zmarłych. Hmm. — zamruczał nisko drapiąc dwudniowy zarost. — To — wskazał palcem na osadzony w apikalnej części klejnot — musiałby być kamień Valarów. Wedle podań chłonie wszystko, co go wzmacnia, lecz tylko raz do roku w wiosenne przesilenie. Chyba, że ta kobieta znalazła inny sposób. Może ta cała magia krwi pozwala na znacznie więcej... — rzucił Mirannie wymowne spojrzenie spod krzaczastych brwi.

Nagle do sali wparował Orsel z rękoma zajętymi trzema potężnymi tomiszczami.

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

82
— To musi być jej krewniak, to nie może być przypadek. Chory fanatyzm to najwidoczniej wizytówka Hitlerbrandów. Tutaj się różnimy. Może i moja magia potrafi być na swój sposób dzika, lecz ja czerpię z osiągnięć nauki i metodycznej pracy nad własnym rozwojem. Nysa i Maric są zaślepieni swoją ideą, gotowi są dążyć po trupach do celu. Nie takie wartości wyznawane są w Kościanej Wieży, ostoi postępu i nauki. Nawet zakazane powszechnie i niepoznane arkana powinny być odkrywane metodami badawczymi. Owszem, niejednokrotnie na ścieżce rozrostu pojawią się ofiary. Jest to wysoka cena, którą jednak należy zapłacić w pełni świadomie — rzekła mentorsko Miranna.
Kobieta również zasiadła przy stole, obróciwszy wcześniej krzesło w kierunku Gasparda. Lewym łokciem podparła się o blat, podbródek schowała w dłoni. Mały palec powędrował do wilgotnych warg. Przygryzła go perłowymi zębami. Zapatrzyła się w mówiącego mężczyznę. Zainteresował ją już od pierwszych wypowiedzianych słów, swoją elokwencją i obyciem, miłą aparycją i towarzyskim usposobieniem. Podniecona była na myśl, ile jeszcze mogłaby zdołać wyciągnąć z jego głowy, ile skrywać może przed nią tajników wiedzy. Nie wątpiła, że podjęcie współpracy z Gaspardem przyniesie jej wiele korzyści. Pierwszy krok w zdobyciu zaufania miała już za sobą. Bez dwóch zdań pomogła jej osiągnięta pozycja w Klanie. Nie wykluczała też niemałego udziału swojej pociągającej fizjonomi. Chciała sięgnąć głębiej do umysłu Gasparda. Musiała tylko głębiej zarzucić sieci.
Kamień Valarów, hm? Być może znajdziemy co nieco w księgach naszej biblioteki. Orsel powinien zaraz wrócić...
Przerwało jej wtargnięcie przyjaciela. Oderwała wzrok od Gasparda. Nie chciała denerwować zranionego towarzysza. Pohamowała swoje zalotne zapędy, przybrała poważną postawę.
O wilku mowa. Co udało ci się znaleźć, Orsel?

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

83
POST BARDA
Orsel pewnie zasiadł przy boku kobiety i nim odłożył księgozbiory na blat, przysunął się na tyle blisko, że elfka mogła poczuć jak jego kolano smyra o jej udo.

Przewodniki magiczne — wręczył pierwszą z ksiąg w ręce Miranny. Subtelnie i powoli, tak aby musiała wysunąć ją z jego potężnych dłoni. Na szczęście podręcznik nie należał do największych spośród zebranych, była to bowiem przeciętnych gabarytów książka obita czerwoną oprawą z brązowym kożuszkiem na grzbiecie.

Ja wezmę to — lisim ruchem Gaspard sięgnął przez stół po kolejne tomiszcze. Tym razem szarozielone, wielkie i nadgryzione zębem czasu o czym mogły świadczyć pożółkłe kartelusze. Gest niewątpliwie nie przypadł do gustu Orselowi. Rzucił mężczyźnie bycze spojrzenie spode łba, które naturalnie spostrzegła bystra elfka. Z jego szerokich nozdrzy aż buchnęła para, a stół zadrżał po gniewnym opuszczeniu pustej ręki. Została więc najmniejsza z lektur. Miękka oprawa przyozdobiona mnogimi paseczkami z żeliwnymi klamrami. Przypominała podręczny notes zielarza lub pamiętnik leśnego znachora.

Orsel machinalnie ruszył ręką, zaklęciem zapalając odosobnioną świecę pośrodku czytelników. Ogień rzucał o niebo lepsze światło niżeli okoliczne kandelabry na ścianach. Mogli więc zając się lekturą.

W izbie zapanował spokój, rozniecany wyłącznie szmerem przerzucanych kartek i szuraniem Gaspadra, który począł studiować lekturę o magicznych kamieniach w ruchu. Z przytuloną wręcz do piersi księgą, kroczył to w lewo to w prawo od czasu do czasu przystając w bezruchu. Miranna kątem oka widziała, iż Orsel przewraca strony machinalnie, w ogóle nie rejestrując ich treści. O wiele częściej niż na czytadło, jego wzrok wędrował na twarzy elfki.

Kamień Valarów! — przerwał raptownie ciszę niebieskooki szarmant. — Kamień Valarów jest to wielobarwna, wstęgowa termoplastyczna odmiana chalcedonu. Nazwa kamienia pochodzi od staroelfickiego Valaris, co przekłada się na język współczesny, jako wygłodniały lub wiecznie nienasycony. Jest minerałem magicznym, powstaje w pustkach skalnych zwanych geodami. Kamienie Valarów zbudowane są z wielu różnokolorowych, naprzemianległych warstw. Powstawanie ich było prawdopodobnie wynikiem zachodzących procesów wielokrotnego wydzielania się krzemionki z roztworów prastarych źródeł elfich druidów lub cyklicznego wytrącania się pigmentu w płynnej krzemionce ze świętych grot. Barwa Valarów jest bardzo zróżnicowana, przeważają warstwy szare, różowawe i brunatne. Żywsze barwy takie jak czerwony, zielony, czarny, żółty i niebieski występują rzadko i świadczą o zintensyfikowanych właściwościach minerału. Kamienie łatwo ulegają stopieniu, dzięki czemu można je dowolnie formować. — Gaspard naślinił opuszki palców, po czym przewrócił kartkę.

Noc wiosennego przesilenia to magiczny czas, gdy kamień traci swą pierwotną barwę i w konsekwencji staje się podatny na wszelakie czynniki zewnętrzne. Chłonie wszystko to, co go wzmacnia i w zależności od zaabsorbowanych mocy przyjmuje nowy bądź prymarny odcień. Hmm. Trucizny, błyskawica, choroby... — zaczął czytać pod nosem wypunktowane na stronie przykłady. — Ha! Wiedzieliście, że w noc przesilenia można tym kamieniem wzionąć śmiertelną chorobę, nawet gdy człowiek jest o krok od śmierci. Ciekawe... Nie określono dotąd górnej granicy skumulowanej energii bądź nie została ona opisana, bowiem znanych jest wyłącznie czterech uczonych, którzy posiedli klejnot Valarów... — przełknął ślinę — Zdaje się, że minerał absorbuje wszystko, włącznie z energią magiczną. Tezeusz Mardobij IV jako pierwszy przeprowadzał eksperymenty bazujące na próbie wysycenia kamieni - poza nocą wiosennego przesilenia - energią magiczną w sposób bezpośredni - poprzez poddanie ich działaniu zaklęć domeny żywiołów. Każda z prób zakończyła się niepowodzeniem. Kamienie uległy rozpadowi na drobne fragmenty wtórnie niepodatne na wysokie temperatury, a także jakiekolwiek pozostałe próby przetopienia. Z kolei Laur Cypis znany alchemik i uzdrowiciel rozpatrywał zgoła odmienną formę transferu energii do kamieni — Gaspard przerzucił stronę. — Koniec. Kolejne strony zostały wyrwane. — wzruszył bezradnie ramionami, po czym zasiadł przy stole.

Nim jednak Miranna oddała się recytacji towarzysza, sama znalazła wzmiankę na temat ją interesujący. Mianowicie trzon kosturu idealnie wkomponowywał się w opis jednego z wspomnianych w krańcowym rozdziale przewodników magicznych. Mowa o srebrnrodrzewie. Wyjątkowej substancji wytrzymalszej, a zarazem lżejszej od stali. Pochodzi z kwiecistego niskorosłego drzewka o cienkich i krętych gałęziach zwieńczonych, uznaną za niespotykaną na kontynencie, arią felicidus, znaną również jako róża wiatrów. Żadna z odmian arii nie jest prawdziwą różą – nazywane są tak wyłącznie z uwagi na różopodobny okwiat i słodki zapach. Woń arii felicidowej jest jednak lżejsza, z nutką miodu i świeżo ściętej trawy, a ona sama – czerwieńsza niż jej pospolita kuzynka. Ma piękne, dzwonkowate karminowe kwiaty i drobne, żółtozielone, okrągłe listeczki, które wychodzą z pąków srebrnodrzewa. Według podań występującego wyłącznie na terenach wyspy Kryształowego Powiewu. Substancja wykorzystywana jest do tworzenia broni i niektórych elementów ubrań np. zbroi. Srebrnodrzewo można również zaklinać, a wykonane z niego przedmioty, podobnie jak te stworzone z innych przewodników magicznych, są wysoce cenione przez czarodziei na całym świecie. Energia magiczna w zaklętym srebrnodrzewie przepływa bowiem dwukierunkowo, ułatwiając jej emanację na zewnątrz, a także absorbcję do wewnątrz. Jest to więc idealny przewodnik dla wysokiej klasy czarodziejów, jednak obnoszenie się ze srebrnodrzewem może wiązać się z posądzeniem o czarnoksięstwo, ze względu na duże zainteresowanie właściwościami absorbującymi tejże substancji przez nekromantów i demonologów.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Salu”