[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

76
Orsel, o czym ty mówisz? — żachnęła się Miranna, spoglądając na przyjaciela pytająco, marszcząc brwi. — Zawsze łączyła nas przyjaźń i nic więcej. Jeśli w jakiś sposób dawałam ci inne znaki... to nie były one celowe. To przykre, że posądzasz mnie o zdradę. Nigdy bym cię nie skrzywdziła umyślnie.
Magini zaskoczona nagłą zmianą zachowania Orsela odsunęła się od niego, nabrała dystansu, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Musiała zebrać myśli. Skonfundowana ścisnęła sobie palcami skronie. Pomijając fakt, że Orsel nagle zaczął mówić metaforą, nie potrafiła zrozumieć dlaczego tak bardzo gwałtownie zareagował. Odkąd go poznała, darzyła go ogromną sympatią, szanowała go jako przyjaciela i znakomitego czarownika, oddanego magicznej pasji. Dzielili razem wiele doświadczeń, sukcesów i upadków, dobrych i złych chwil. Zależało jej na nim, była gotowa poświęcić dla niego wiele, ale przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby być dla niego kimś więcej.
Zdziwienie płynnie przeszło w wyrzuty sumienia. Byłam ślepa, czy głupia? Pytała samą siebie, wciąż pocierając skronie, aż skóra jej zaczerwieniała. Co mogę zrobić, jak go uspokoić...
Orsel... — rzekła cicho, skracając dystans i próbując pochwycić dłonie mężczyzny.
Mógł poczuć zapach o kwiatowych nutach jej ulubionych esencji, których używała do kąpieli. Mógł poczuć ciepło jej dłoni, którymi próbowała opleść jego rozdygotane z nerwów ręce. Przysunęła się bliżej, chcąc objąć go w torsie, by ujarzmić jego rozemocjonowane ciało.
Nie ma dla mnie ważniejszej osoby niż ty, Orsel — mówiła dalej, robiąc kolejny krok naprzód.
Wejrzała mu głęboko w oczy, jakby chciała wzrokiem przestrzelić jego ciało i duszę na wylot.
Pozwól mi połączyć się z tobą myślami. Udowodnię ci, jak bardzo mi zależy — szepnęła, nie odrywając wzroku od jego piwnych oczu i zaraz dodała: — Coniungre cumi eius.
Próbowała posłać mu serię subtelnych wizji, obrazów i myśli nacechowanych przyjacielską miłością, jaką go darzyła. Chciała, by ujrzał jej intencje. Pragnęła, by dostrzegł, iż to, co łączyło ją z Selari, jest już skończone, że choć cierpi przez jego odejście, to pogodziła się ze stratą. Chciała też przekazać mu ziarno nadziei na to, że być może kiedyś połączy ich coś więcej, lecz boi się do tego przyznać w słowach. Głęboko wierzyła w to, że tym krótkim zjednaniem myśli załagodzi nagle powstały konflikt. A jeśli nie, to przynajmniej nie będzie mogła się winić za to, że nie próbowała.

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

77
Elfka objęła jego wielkie męskie łapy swoimi delikatnymi paluszkami. Spojrzał na nadgarstki, potem na Mirannę, a jej milczące spojrzenie było nad wyraz wymowne. Iluzje, złudzenia tudzież pragnienia. Eteryczna więź umożliwiła elfiej znawczyni z Wieży, przelać część jakże trudnych do ubrania w słowa uczuć. Wtem wielkie jak u rusałki oczy mężczyzny zamigotały. Były to nachodzące łzy, a może gra świateł kandelabrów? Tego nie wiedziała.

Mhm, Miranno. Mieszasz mi w głowie bardziej niż eliksir miłosny. — rzucił raptem nisko i bardzo męsko. Przyciągnął ją do siebie bliżej, tak, że mogła oprzeć się o jego ponadprzeciętnie rozbudowaną pierś. Oddychał szybko. Słyszała to przez klatkę piersiową, ale i czuła, jak fale wydychanego powietrza rozdmuchują jej cienkie kosmki włosów.
Pewnych tajemnic nie powinno się zdradzać nikomu, niektóre hańby należało zabrać ze sobą do grobu. — próbował przeprosić Mirannę za niecodzienne rozbicie. Czy mogła się na niego gniewać? Czy był to ostatni takowy wyskok czarodzieja? Trudno orzec, gdy rozumem sterowało serce. Miranna wiedziała, że miłość jest potężną bronią. Potrafi wznieść cię na wyżyny, jak i zranić bardziej od ostrza, bowiem rany nieodwzajemnionej miłości nie goją się wcale lub bardzo długo. I jej uczucie wystawiono na próbę. Powierzyła je bowiem demonowi. Zaufała, wierzyła, goniła za niedoścignionym. Sprostała wszelakim próbom, lecz nie od niej zależał wynik tego uczucia. Miłość uleciała, w rozdartym sercu świeża rana. I tylko pamięć po nim została. Gdyby go kiedyś jeszcze spotkała...

Uchwyt Orsela poluźnił się. Spoglądał na nią z góry od czasu do czasu bawiąc się urokliwym elfim uszkiem. Czarodziej nie miał nic więcej do dodania. Niezręczna cisza? Nie! Czekała na nich praca. Być może nowe ukojenie dla Miranny po stracie Selariego. Nie trwoniąc ani sekundy więcej, pomknęli schodami ku bibliotece.

Znaleźli prywatną komnatę, do której wstęp mieli wyłącznie wybrani. Niewielka kwatera, jedna z niewielu odosobnionych w bibliotece. Komnata była galerią. Jej ściany od sufitu do podłogi obwieszone były obrazami. Wisiały tam wielkie, stare, łuszczące się i spękane oleje, miniatury, zżółkłe sztychy i drzeworyty, wyblakłe akwarele i sepie. Wisiały tam też żywe w kolorach modernistyczne gwasze i tempery, czyste w kresce akwatinty i akwaforty, litografie i kontrastowe mezzotinty, przyciągające oczy wyrazistymi plamami czerni. Orsel zatrzymał się przed wiszącym najbliżej drzwi obrazem przedstawiającym grupę zebraną pod ogromnym drzewem, były to leśne elfy - zapewne przodkowie Miranny.
Orsel rychło zasiadł przy zakurzonym stole. Zamaszystym ruchem ręki starł rękawem szary pył.

Czego potrzebujesz? — spytał, chcąc udać się do głównej sekcji księgozbiorów. Miranna nie musiała dłużej przesiadywać w bibliotece z resztą magów. Od teraz mogła pozwolić sobie na spersonalizowaną izbę w obrębie biblioteki, gdzie księgi zostaną jej doręczone.

Ledwie Orsel zdążył zadać pytanie, gdy w drzwiach pojawił się szczupły mężczyzna o kruczoczarnych włosach przyklapniętych na boki niczym płatki lilii unoszącej się po tafli jeziora. Szczękę miał mocną, a nos jastrzębi. Wąskie usta i z lekka przymrużone oczy. Zrobił pierwszy krok. Rzucone światło odbiło się od jego pełnych błękitnych oczu, idealnie wkomponowanych w śnieżnobiałą cerę. Nosił dostojną togę. Mieszanka specjalnie barwionych włókien błękitem, purpurą oraz amarantem.
Spoiler:
Pani — pokłonił się wkraczając w głąb izby — przysyła mnie Strogvor z pakunkiem. — wtem wyciągnął przed siebie dłonie, na których spoczywał zawinięty w brązową ścierkę kostur. Mag był tutaj nowy. Jeden z kilkoro nowoprzybyłych pod nieobecność Miranny. Sieć kontaktów Kościanej Wieży rozrosła się, lecz wciąż nieliczni wiedzieli o jej istnieniu. Była ośrodkiem trzymanym w tajemnicy. Wyłącznie uprzywilejowani bądź szczęściarze mogli przekroczyć próg tegoż jakże mrocznego miejsca, gdzie za murami z kości można w mniej akademicki sposób rozwijać swój eteryczny potencjał.

Mężczyzna podszedł do stołu. Uważnie, zupełnie jakby sterował każdym, nawet najmniejszym drgnięciem mięśni, położył podarek na blacie. Część materiału osunęła się, uwidaczniając zakręcony kostur. Wyciosany z rzadkiego drzewa na wzór dwóch tańczących smoków, w których pyskach spoczywał idealnie do znudzenia wyszlifowany kamień. Tajemnicza laska należała do Nysy Hitlerbrand. To za jej sprawą wyczekująca egzekucji w lochach wieży magini otworzyła wyrwę między światami.
Miranna pochyliła się nad przesyłką. Poczuła, jak dziwna energia emanuje z wnętrza klejnotu. Jak coś dziwnego wypełnia całą przestrzeń. Zapamiętała ten kryształ, był złocisty, może lekko pomarańczowy. Teraz zaś błyszczał pełna czerwienią, jakby wrzała w nim spętana krew niewolników. Tę siłę wyczuwała Miranna i widziała, że wyczuwa ją również posłaniec. Ów czas zahipnotyzowany przesyłką, którą dostarczył. Stał obok wpatrzony, zastygnięty.
Spoiler:
UWAGI
Spoiler:
.
.
Obrazek

.
.
.

[Rybie Grzbiety] Kościana Wieża

78
Niech pomyślę... — Wodziła wzrokiem po otaczających ich obrazach.
Nim zdążyła wylać z siebie myśli, do pokoju wszedł nieznajomy z przesyłką. Zmierzyła go wzrokiem, wcale nie ukradkiem. Chciała by widział, że na niego patrzy i chłodnym spojrzeniem ocenia, cal po calu. Chciała pokazać swoją pozycję, niezależność, może odrobinę zaczepnej arogancji.
Położony na stole przedmiot pochwyciła w obie dłonie, ostrożnie, trzymając przez okalający go materiał. Przyglądała mu się z pasją, z jaką można patrzeć na kochanka w łożu pośród pierzyn. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Powoli zsunęła z laski materiał. Wpatrując się w zwieńczający ja kryształ nabierała uśmiechu. Przejechała opuszkami palców po polerowanym drewnie. Chwyciła go wtem pewnie, oburącz, nie zapominając o kontroli przepływu magii. Nie chciała spowodować nagłego wypadku, brońcie bogowie. Niezwykle potężna moc musi drzemać w tym kosturze, myślała. Moc zdolna otworzyć Bramę. Ciekawe do czego jeszcze jest zdolny. Jakie skrywa przede mną tajemnice...
Z krótkiego transu wyrwała ją trwająca obecność osoby trzeciej, obcej. Odłożyła przedmiot na stół, delikatnie, bezdźwięcznie.
Orsel, wiem co będziemy dzisiaj robić. Będę potrzebowała tomów traktujących o kryształach i magicznych przewodnikach drzewnych. Może też coś o konstrukcji różdżek. Spróbujemy rozgryźć ten kostur, zbadać jego pochodzenie, pełen potencjał, dowiedzieć się jak go używać.
Zwróciła się tedy do nieznajomego, tym razem łagodniej.
A tobie dziękuję. Jak ci na imię? — rzuciła z ciekawości. — Dysponujesz wiedzą o różdżkach? Może byłbyś w stanie nam pomóc?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Salu”

cron