Rezydencja Nithrissy Vi'latar

1
Rezydencja Nithrissy Vi'latar

Początkowo zapuszczona ruina, po przejęciu jej przez Nithrissę stała się klejnotem Karlgardu. Dzięki koneksjom odkupiła cały teren od miasta za przyzwoitą kwotę, a następnie w ciągu trzech lat, doprowadziła to miejsce do stanu w jakim się obecnie znajduje. Połączyła piramidę z niewielką dzielnicą nadmorską, tworząc imponującej wielkości rezydencję w skład której weszła również latarnia morska, jednakże ta pozostaje pod jurysdykcją Karlgardu, wciąż jednak może z niej korzystać swobodnie.

Stworzyła swoim sługom przyzwoite warunki do życia, dbając o ich poczucie zadowolenia, chociażby dlatego, że to przez ich strefę przebiega główne podejście do piramidy. Jest to więc niejako wizytówka dla wszelkich dygnitarzy, którzy przybywają do niej na przyjęcia.

Przy niewielkiej plaży której jest właścicielką, zwykle dokuje jeden statek typu fregata. Piękny i zadbany, będący jej chlubą. Zwykle używa go do przemieszczania się na duże odległości.

Obsada rezydencji:
Spoiler:

Ważne miejsca:
Spoiler:

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

2
POST BARDA

Minął dokładnie tydzień od spotkania w Akademii i każdy wykonywał swój ruch. Oprócz oczywiście próby dowiedzenia się więcej o tym, co mogło się kryć za ruinami, życie szło dalej. Właśnie dzisiaj wypadał dzień zdania raportu przez Mariannę, które to było swoistą rutyną. Wynikało to, co prawda ze sposobu prowadzenia całego interesu morskiego przez goblinkę, a także ich relacji. Ona sama, mając takie zaufanie i zarobki, chciała pokazać Vi’latar, jak ciężko pracuje. Spotkanie te trwało już prawie jeden, pełny dzwon i pokazywał jedynie dokumenty, będące rachunkiem zysków i strat. To nie był dobry miesiąc dla nich. Zwiększone koszty ochrony statków handlowych wynikały głównie z powodu zwiększonej ilości napadów piratów na południowych wodach. Jakby tego było mało, dwa statki zostały utracone przez atak morskich potworów. Znaleziono jedynie ich wraki w okolicach wód umarłych, a niewyjaśnione dziury w zanurzonej części kadłuba ewidentnie kierowały podejrzenia na tego typu byty. Nie tylko same złe wieści miała do przekazania. Udało jej się skontaktować z paroma kupcami z Salu i istniała możliwość otwarcia całkiem nowego szlaku morskiego. To wciąż jedynie były zamiary, jednak dawało szanse na rozwinięcie swojej oferty.

-... I tak właśnie wygląda sytuacja, Nithri. Do tego dochodzi jeszcze rezygnacja z magazynów w Ujściu. To miejsce... - Unikała nazwanie tego terenu miastem. - ...nie jest bezpieczne, a koszty utrzymania są zbyt wysokie do zysków. Nie można nawet mieć pewności do strażników najemnych. Spróbuje znaleźć kupca na magazyny i tym samym, dopóki sytuacja się nie zmieni, będziemy omijać ten rejon. - Marianna podjęła decyzja po starannych obliczeniach, jednak miała pewność, że postępuje dobrze. Miejsce, gdzie jest tak duża przestępczość, generuje zbyt duże koszta i w dłuższej perspektyw zwiększa jedynie starty, które należało unikać. Zwłaszcza że potrzebowali nowych inwestycji, po ostatnich wydarzeniach. Spojrzała po Kaydis i Rey’ami, które towarzyszyły kobiecie, jakby badając ich reakcje. Po chwili usłyszały pukanie do drzwi, dość charakterystycznego dla kogoś ze służby, Oznaczało, że zaraz wjedzie, by coś zakomunikować. Po chwili drzwi się otwarły i do pomieszczenia wszedł kamerdyner Ukłonił się lekko.
- Przepraszam, że przerywam spotkanie, ale przed wejściem do Piramidy, oczekuje trójka osób. Niejaka pani Antrossi Deleyar, pan, Schnandrec Bouldergrinder oraz pan Klantak. Nauczyciele z Akademii. Czy mamy ich wpuścić do środka i przygotować jeden z salonów do ich przyjęcia? - Zapytał uprzejmie, wypełniać swój obowiązek. Wpuścili oczywiście gości do samej rezydencji, jednak już wejście na tereny prywatne należało w gestii panienki Nithrissy. Nie doszły ich słuchy, że ci goście są oczekiwani i zareagowali tak, jak to mieli w zwyczaju.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

3
POST POSTACI
Nithrissa Vi'latar
Ostatni tydzień mistrzyni niemal w całości poświęciła na wyszukiwanie, kupowanie i wydzieranie informacji z biblioteki akademii, prywatnych i cudzych zbiorów ksiąg, a także od osób wyjątkowo obeznanych w zamierzchłej historii. Spędzała niejednokrotnie nad tym tematem dłużej niż powinna, wracając do żywych dopiero, kiedy jej wierna uczennica będąc wciąż w piżamie, postanowiła sprawdzić dlaczego w bibliotece wciąż tli się magiczne żółte światło. Nithrissa strasznie zafiksowała na punkcie odkrycia trójki nauczycieli, biorąc to niemal za własne odkrycie i obowiązek. W międzyczasie innymi sprawami zajmowało się diabelstwo, a jedynie w wolnej chwili pomagała swojej mistrzyni w temacie, sama orientując się w nim.

W międzyczasie wydała Kaydis polecenie zorganizowania koni i zapasów na wyprawę, a także przegląd straży. Zwykle nie miała ona wiele do roboty, ale było to ważne stanowisko przy Nithrissie, bo w końcu straż była po niej największą siłą z którą trzeba było się liczyć, a ciężko powiedzieć jak długo ich nie będzie. Jak już niejednokrotnie to robiła, oczywiście Marianna miała przejąć zarządzanie jej domem przez czas jej nieobecności. Po za magicznie zapięczętowanymi komnatami mistrzyni, mogła do woli korzystać z Piramidy, utrzymując jedynie biznes w ciągłym ruchu.

[ubiór] Panna Vi'latar siedziała przy okrągłym stole, wykonanym ze świetnej jakości kamienia, obsadzanego ornamentami i zdobieniami, tak jak pozostała trójka najbliższych jej osób. Przy tym stole każdy miał takie samo krzesło i pozycję, chociaż oczywiście każdy wiedział kto ma ostatnie słowo. Mimo wszystko tutaj mogli rozmawiać otwarcie o wszystkim, a ona wysłuchiwała każdego i rozważali najlepsze opcje. Na stole przy każdym spotkaniu gościło wino, woda i małe przekąski i owoce, aby jakoś umilić te godziny narad.

Wyglądała jakby pewna siebie, spoglądała na kieliszek wina i zataczała okręgi palcem po jego krawędzi. Nie była jednak wyniosła, a jedynie rozmyślała o słowach goblinki, każdy znał to zachowanie.

- W Ujściu za dużo się dzieje, masz rację, nie jest to opłacalne utrzymywanie magazynu na ten moment, ale nie sprzedawaj go. Opróżnij go, zwolnij straże i nie zamykaj go. Pozostanie z tego jedynie pusty magazyn, którego nikt nie będzie chciał nawet rabować. Tym samym nie będziemy musieli go utrzymywać i nie będzie generował strat. A kiedy sytuacja się uspokoi wrócisz tam, ale wciąż będziemy mieli akt własności. Musimy patrzeć dalej, Ujście to istotny punkt na mapie szlaków morskich, szkoda pozbywać się praw do magazynów.

Spokojnie uniosła kieliszek i popiła wina. Odstawiła go spokojnie i oparła się z powrotem na krześle.

- Przekieruj szlaki handlowe na wschodnie porty i zorganizuj szlaki handlowe drogą lądową na zachód. Wygeneruje to mniejsze zyski, ale przynajmniej nie stracimy kolejnych statków i towarów. A najlepiej zorganizuj kupców, niech biorą odpowiedzialność za towar na lądzie na siebie, pieniądze z góry, sprawdź co bardziej się opłaci. - spojrzała na swoją uczennicę niczym rodzicielskim spojrzeniem - Rey'ami, znajdź nam na już dwie fregaty do odkupu w dobrym stanie, musimy zastąpić stracone statki.

Po Nithrissie nie było zupełnie widać przejęcia z tytułu utraconych statków. Niejednego bardzo mocno dotknęłaby taka utrata, statki w końcu nie kosztowały groszy i nie było łatwo znaleźć ich na już od ręki. Ale na tym polegał biznes, raz zarabiasz sumę, aby połowę tego poświęcić na odbudowę strat. Mistrzyni mogła sobie na to spokojnie pozwolić, ale to i tak wciąż niepotrzebny wydatek, mogłaby za to kupić sporą wioskę.

- Do czasu rozwiązania problemu z nieumarłymi, nie kierujemy statków na zachód, nie jest to warte ryzyka. Chyba że Qerel i Saran Dun jakoś pokryją nam poniesione straty w postaci statków i towarów. Wyślij pisma do Jakuba i Aidana, niech znają temat. Bez towarów z południa długo nie pociągną. - doskonale znała obu "królów", a oni kojarzyli ją. Nie była to relacja zbyt bliska i prywatna, ciężko byłoby mówić o nich jak o znajomych, ale na pewno jej osoba była im znana. A ona zawsze spłaszczała tytuły ważnych osób, nie robiły na niej wrażenia.

Wtedy przerwało jej pukanie do drzwi. Oczywiście było to dla niej zupełnie normalne. Przerwała temat i poczekała te kilka sekund, aż kamerdyner wejdzie i przedstawi sprawę.

- Ah tak, wpuśćcie ich i zaprowadźcie na taras na górze. Zapewnijcie im wszelkie wygody, zaraz do nich dołączę. - powiedziała z lekkim uśmiechem po czym zamilkła, doskonale było wiadomo, że nic więcej nie ma do dodania i należy wykonać to co powiedziała. Poczekała aż ten zamknie za sobą drzwi i wróciła wzrokiem do trójki swoich doradców.

- Kaydis, w międzyczasie dowiedz się o co chodzi z tymi piratami, mieliśmy do jasnej cholery układ. Jestem jeszcze spokojna, ale jeśli znowu odstawią taki numer to sama się do nich wybiorę. Napisz im to albo wyślij posłańca, cokolwiek. Niech trzymają się ugody jeśli nie chcą mnie mieć za wroga.- jej wzburzenie było delikatne i urocze, ale każdy jej bliski wiedział, że na tym zwykle się kończyło, nie unosiła się bardziej, po prostu wykonywała wyrok...jakkolwiek zaplanowany. Może to ludzie w niej widzieli często, praktycznie brak typowej złości, a jedynie tycia irytacja, która nie pasowała do potężnej czarodziejki. Dla zwykłych ludzi była dobrą, potężną czarodziejką, a tylko ci co z nią zadarli przekonywali się, że pomiędzy tą irytacją a spaleniem żywcem była cienka linia, nie komunikowała zwykle tego wielkim gniewem czy bluzgami.

- Chyba więc mamy wszystko omówione, oczywiście jeśli macie jakieś wątpliwości czy prywatne sprawy to wieczorem będę dostępna, jak zwykle. A teraz pozwól Rey ze mną. - Nithrissa szanowała prywatność innych, dlatego ich prywatne sprawy dotyczące ich życia, pracy czy relacji z nią samą pozwalała przedyskutowywać w cztery oczy.

Wraz ze swoją uczennicą udała się na górę piramidy, na jedne z ostatnich pięter gdzie mieściły się tarasy widokowe, zaopatrzone w wygodne leżaki, dywany, zasłony chroniące przed bezpośrednim słońcem i mnóstwem roślin. Były to strefy relaksu z których korzystali głównie dygnitarze, najbliższa "rodzina" mistrzyni, a nawet słudzy i straż w jeden wybrany dzień wolny od pracy. Jednak jeden ogród w najwyższej części był przeznaczony tylko i wyłącznie dla mistrzyni, był wyjątkowy i tylko cztery osoby, włącznie z nią, były upoważnione do korzystania z niego. Tym razem jednak odwiedzali część dla dygnitarzy, który jednak urokiem nie odstępował pozostałej części Piramidy.

Droga trwała kilka minut, dlatego postanowiła zagaić do swojej uczennicy, która jak zwykle była słodką niezdarą w jej obecności. Całe szczęście, że tylko w jej, inaczej nie byłaby skuteczną dyplomatką.

- Jak ci minął dzień moja droga? Nikt ci się nie dawał we znaki? - uśmiechnęła się ciepło do niej.

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

4
POST BARDA
Najstarsze zapiski, do jakich udało się jej dotrzeć, nie sięgały datą do ery bogów. Opisywały one najróżniejsze wydarzenia na południowych stronach. Wojny hord, walki między orkami. Cała południowa Herbia była pokłosiem mniejszych, bądź większych wojen pomiędzy orkami i goblinami. Czasem do tego dochodziły elfy oraz trolle. Pośród wielu map, które przewertowała, żadne nie wskazywało na istnienie nawet takowego miasta w pobliżu Karlgardu. Jedyne, co udało jej się sensownego odkryć to dwie, krótkie notatki, mogące dać jej sensowny trop. Pierwsze należało oczywiście do krasnoludów. Treść została przetłumaczona z krasnoludzkiego, który nie zmienił się zbytnio na przestrzeni wieków na język wspólny. Datowany na mniej więcej czterechsetny rok drugiej ery

- Nie możemy więcej rozmawiać o [nieprzetłumaczony tekst]. Od setek lat nie ma kontaktu z mieszkańcami. Podejrzewamy, że dopadła ich zguba, przed którą ostrzegaliśmy. Jesteśmy ostatni w tych rejonach. Opuszczamy te tereny i liczmy na to, że to, co będzie zapomniane, zostanie takie na zawsze.

Druga notatka zawierała list napisany ręka skryby ludzkiego władcy Oros tamtego czasu. Datowana na trzysta czterdziesty pierwszy rok drugiej ery:
Przyjęliśmy wielu uchodźców z Zaavral. Cześć z nich opowiada dziwne historie. Powiadają, że na terenach orków znajduje się miasto, bedące kolebką ich kultury. Nie potrafię zrozumieć jego nazwy, ale teraz nazywają je miastem widm. Opisując to ich słowami: "Dawno temu, jak nasi pobratymcy kroczyli pośród wszystkich gleb, utworzyli latarnie, by oświetlały drogę im statkom. Te świetliste budowle były niczym wskazówki, prowadzące do siedzib. Jak jeszcze żyliśmy w zgodzie, nie istniały granice między nami. Niestety widma postanowiły zburzyć pokój panujący między nami, dlatego nie mamy dokąd uciekać."
Oczywiście panie to skrócona wersja z tego ich poetyckiego pierdolenia. Nigdy nie słyszałem o jakiś innych ich budowlach na południu, a tym bardziej o czymś, co przypominałoby latarnie morskie. A przecież z zapisków, które nasi historycy spisali z czasów, jak nasi pobratymcy uwalniali orków z czarnych murów, nie widzieli niczego podobnego, a zwiedzili spory kawał tych przeklętych piasków. Podejrzewam panie, że jakiś palant wmówił im o istnieniu tego, by wierzyli, że ktoś im przyjdzie na pomoc.


W kwestii języka było już znacznie gorzej. Nie zachowały się żadne zwoje, które przybliżały starożytny język elfów. Wszystkie noty dyplomatyczne napisane przez Wysokie Elfy z Zaavral i Hollar były w języku wspólnym. Dokładniejsza analiza pozwoliła jedynie okryć pewne podobieństwa niektórych symboli do obecnego pisma elfickiego. W jakim stopniu są one prawdziwe i się zgadzały? Nie można nic pewnego powiedzieć, choć są dwa wyjątki. Samogłoski "i" oraz "u" pozostały prawie bez zmian.

Można było zadać sobie pytanie, czy ta mapa, która została odnaleziona, jest prawdziwa, a nie żartem jakiegoś maga, który postanowił zakpić z archeologów i badaczy tajemnic, by szukali czegoś, co nie istnieje? Ewentualnie kryło się za tym coś, co umykało wszystkim i zostało zapomniane tak dawno temu, że jakakolwiek pamięć o tym nie istniała od końca ery bogów. Wiele możliwości istniało.

Zdecydowanie inaczej było z bardziej przyziemnymi kwestiami jak przegląd straży, koni, przygotowanie zapasów. Tutaj nie było żadnych problemów i mogła wyruszyć w każdej chwili. Im mniejsza obstawa, tym zapasy na dłużej wystarczą. To już kwestia czysto logistyczna, bo mogła wyruszyć bez problemu wszystkimi ludźmi, ale kto wtedy zostanie do ochrony nad jej włościami? Mniejszy, czy większy oddział miał się szykować na wyprawę?


- W takim razie kwestia Ujścia została wyjaśniona. Nie do końca jednak magazyny nie będę generować strat. Kwestia podatków w tamtejszym miejscu jest skomplikowana. Dodatkowo nie mamy pewności, czy będą respektować akt własności. - Zauważyła goblinka, bo tak prosta kwestia mogła umknąć Vi'latar. To była ta jedyna rzecz, która w każdym mieście była obecna. Marianna zapisała sobie informacje, jakie decyzje zapadły, by o tym nie zapomnieć. Nigdy nie przepadała za zapamiętywaniem, bo główka zawodna potrafi być. Papier był pewniejszy. Nie do końca podobało się jej to rozwiązanie, aczkolwiek nigdy nie negowała decyzji, jakie zapadły. Kompletnie nie wierzyła, czy faktycznie warto nawet próbować zatrzymywać tam coś.
- Z tym nie powinno być kłopotu. - Powiedziała przy drugiej kwestii, bo w istocie nie był to większy kłopot. Po prostu sprzeda towary na miejscu i dalej nie będzie ja interesować, czy trafia dalej. To ci, którzy będą przemieszczać się karawaną, pomyślą o tym, jak bezpiecznie to dostarczyć. Zapewne wzrosną przez to ceny, ale ja to nie obchodziło. To nie jest ich zmartwienie.
- Dobrze. Chyba nawet wiem, gdzie szukać. Słyszałam niedawno o statkach zajętych przez straż. Mają być wystawione na licytacje. - Odpowiedziała Rey’ami, która wyjątkowo żadnego numeru jeszcze nie wywinęła. Stała oparta o ścianę niedaleko kobiety i czuła się pewnie. Nie musiała się obawiać, że zrobi kolejne głupstwo. Zadanie było z cyklu tych trudnych, ale nie możliwych do spełnienia. Miasto portowe potrafiło stworzyć pewne możliwości do zdobycia statku. Często był potrzebny po prostu spryt.
- Tylko, czy to aby na pewno nieumarli zrobili dziury w kadłubach statków? - Zapytała nieoczekiwanie Kaydis, która przysłuchiwanie się rozmowie, jak reszta z obecnych i zauważyła pewną nieprawidłowość. - Nie umiem sobie wyobrazić, by jakikolwiek szkielet lub insza abominacja nekromancka mogła zrobić dziurę na dnie kadłuba i to na pełnych wodach. - Choć nie była czarodziejką, to przebywanie przy Nithi powodowało, że miała podstawową wiedzę na temat samej magii, a także przeczytała raporty, bo również intrygowała ja ta kwestie.
- Napiszę list do nich. - Potwierdziła Marianna, zapisując kolejną decyzję. Będzie musiała pomyśleć, jak dobrze opisywać sytuacje, niestety taki list potrafił iść długo i nie było stuprocentowej pewności, że dotrze do ich uszu. Znalezienie dobrych posłańców i cała ta otoczka oznaczała jeszcze więcej pracy. Nie marudziła, po prostu musiała ustalić teraz w głowie plan działania.


Kamerdyner, słysząc słowa skierowane do niego, od razu odpowiedział. - Tak zatem się stanie. - i sprawnie opuścił pomieszczenie. Mogła być pewna, że przekaże dalej jej słowa służbie i zorganizuje wszystko. Dotarcie na taras im trochę zajmie, więc wiedziała, że ma chwile czasu. Należało przynieść przekąski, trunki, upewnić się, że taras jest gotowy. Taki zwyczajny cykl działania, który dawał jej wiedze, ile czasu jeszcze ma, nim goście przybędą.

- Dobrze. Zobaczę, co będzie lepsze, jednak jak zawsze cię przestrzegałam i tak zrobię teraz. Piraci nigdy nie byli godni zaufania. - Może i wypowiada prawdę oczywistą, ale przecież Nithrissa sama pochodziła z wysp i doskonale znała realia. Przeżyła na wyspach swoje i doświadczyła ich miłego życia. Kaydis nie mówiła tu więcej, bo doskonale wiedziała, czym był gniew Vi’latar, aczkolwiek miała niejasne przeczucie, że to nie była tak prosta sprawa. Nigdy nie przepadała za tymi ludźmi, którzy to żyli z rabowania innych. Ich nie było można tak łatwo się pozbyć. Osoby obecne w pomieszczeniu kiwnęły głowa, że czas rozmów się skończył i obie kobiety wyszły z pomieszczenia, bo miały ręce pełne zajęć, a czas był nieubłagany. Zwłaszcza że szykowała się wyprawa i przez co wiele rzeczy stawało na ostrzu noża. Czasem i dosłownie.

W ogrodzie diablica czuła się zawsze dobrze. Zwłaszcza w towarzystwie roślin. Patrzyła na zielono żółty kwiat jednej z nich, kiedy poskoczyła, słysząc takie pytanie i prawie się poślizgnęła, wywijając przy tym nogami. Udało się jej utrzymać na stojąco i nie musiała się podnosić z podłogi.
- Nie, raczej nie. - Powiedziała nieco zamyślona, a w jej głosie słuchać było nutkę niepewności. Nie musiała długo czekać, by wiedzieć, co to mogło oznaczać. - Był spokojny, dopóki nie pojawił się ten młody stajenny. On chyba nie jest jeszcze dorosły, prawda? - Mówiła o tym czternasto-wiosennym dzieciaku z pasją do koni. Kojarzyła, że był wiecznie uśmiechnięty, szczery i miły. Taki dobry dzieciak, który pracował, by pomóc w utrzymaniu swoim rodzicom. - Więc po prostu...em... zaproponował mi przejażdżkę na tej sinej klaczy, a wcześniej podał odrobinę wody i podzielił się jedzeniem. Nie za bardzo wiedziałam, co zrobić, więc szybko się oddaliłam do własnych komnat. - Gdzie się podziała jej stanowczość, dzięki której była znana w okolicy?
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

5
POST POSTACI
Nithrissa Vi'latar
Nithrissa drgnęła kiedy wyczuła, że jej uczennicy grozi wywrócenie się, jednak szybko się opanowała się gdy zauważyła, że jednak nic jej nie grozi. Uniosła kąciki ust tylko, a całe napięcie szybko ją opuściło. Zawsze zaskakiwało ją w jaki sposób to diabelstwo zdobyło jej serce, kiedy niemal wszyscy wokół są wobec nich uprzedzeni. Uwielbiała jej niezdarność a jednocześnie powagę, zależnie od towarzystwa w jakim się znajdowała. Ciężko było jej traktować Rey'ami po prostu jako uczennicę, była dla niej kimś więcej, ale nigdy nie potrafiła tego wyrazić, może sama nie miała pojęcia kim dla niej jest.

- Stajenny tak? - rzuciła z ciepłem w głosie, ale i lekkim zaskoczeniem - Miło słyszeć, że tak się sprawy mają, ale musisz mieć świadomość że owszem, jest młody. Wciąż podlega swoim rodzicom, więc musisz być ostrożna. - mając ręce złączone przed sobą, spojrzała z troską na uczennicę i lekkim uśmiechem.

Rey'ami była chyba jedyną osobą, która miała okazję widzieć najwięcej tej troskliwej strony Nithrissy, uśmiechu i delikatności. W towarzystwie innych zawsze zmieniała swój charakter, musiała, od tego zależała jej rola w społeczeństwie i to, do czego dążyła.

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

6
POST BARDA
Rey popatrzała na nią i oczy się jej nieco rozszerzyły, jak tylko implikacje słów Nithi zostały zinterpretowane w jej głowie. Odruchowo pokręciło przecząco głową, a na jej twarzy pojawiło się zakłopotanie, wynikające z czegoś, co nie było łatwo do odszyfrowania.
- Nie, nie o to chodzi. - Powiedziała i przyłożyła kciuk do swoich ust i nawet nie spoglądała na nią, a gdzieś w dal. Musiała zebrać swoje myśli i uczucia do kupy, by najlepiej wyjaśnić to, co teraz się działo. I z tym był największy problem. Wzięła głęboki oddech i popatrzyła znowu na mistrzynie.
- Nie mam problemu, by poradzić sobie z tymi spojrzeniami nienawiści, pogardy, szyderstwa, niechęci, obrzydzenia, które bija wręcz od tych, którzy przeciwni są mojej obecności. Te pełne pożądania łatwo idzie wykorzystać przeciwko danemu mężczyźnie. Wszystkie inne odczucia, które zbliżają się do tych znanych mi sytuacji, także nie stanowią już większego problemu, bo dzięki tobie poznałam własną wartość. - Mówiła, a przy tym głos jej drżał. Nie opuściła kciuka z ust, a druga ręka się objęła w okolicach brzucha.
- A ten chłopak. Jest po prostu inny. Nie dostrzegam nic znajomego w jego oczach. Nie wiem, jak się odnieść do tego. Nie wyczuwam tego fałszu przy innych istotach, jakie im towarzyszą podczas wypowiadania słów. - Wymawiała własne myśli na głos i dłoń, która była przy ustach opadła na bok ciała.
- Nie wiem, co o nim myśleć i jak się zachować. - Powiedziała w końcu po swoim wywodzie. Rey mało kiedy spotykała się z taką reakcją na swoją osobę. Nawet to, co miała tutaj i porównując czas spędzony z Nithrissą, nie przypominało tego. W Żadnym stopniu. I jak to rozumieć?
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

7
POST POSTACI
Nithrissa Vi'latar
Mowa ciała potrafiła wiele zdradzić, chociaż tej sztuki Nithrissa próbowała uczyć się samodzielnie od lat, to kiepsko jej to wychodziło, ale próbowała. Jej uczennica znalazła chyba kogoś, kto jest po prostu zainteresowany nią jako osobą, nie spoglądając na nią przez pryzmat tego kim jest i jak wygląda, a to rzadkość w jej przypadku.

- Chyba rozumiem o co chodzi, pierwszy raz spotkałaś kogoś, kto traktuje cię jak nie przez pryzmat tego jak wyglądasz. To rzeczywiście mogło cię wprowadzić w zakłopotanie. - mówiła powoli, ciepłym głosem nie oceniając jej, a wręcz była mile zaskoczona. Nawet mistrzyni początkowo z góry oceniała tę dziewczynę, nie będąc do końca pewna, czy branie ją pod swoją opiekę to dobry pomysł. Nie bała się jej, nie bała się opinii osób z zewnątrz, po prostu wewnętrznie czuła niepewność i strach przed nieznanym, a diabelstwo to czuło. W ciągu tygodnia Nithrissa nawiązała jednak z nią tak silną więź, że miała wrażenie, iż mogłaby puścić z dymem całe miasto gdyby tylko zaginęła albo coś się jej stało. Była dla niej kimś więcej niż uczennicą, niż przybraną córką, sama nie wiedziała jak mogłaby określić tę relację.

- Może poruszyłaś jego serce będąc po prostu sobą? Młodzi często nie są skażeni tymi przesądami i obiegowymi opiniami, dlatego nie interesuje go skąd się wywodzisz, ale co masz tutaj. - położyła dłoń tuż powyżej jej piersi, wskazując tym samym jej serce.

- Sama przy naszym pierwszym spotkaniu nosiłam ciężar obiegowych opinii i kłamstw. Niestety nie jest proste to zmienić, nawet jeśli bardzo się tego chce. Ty też mnie zmieniłaś na lepsze moja droga, też mnie czegoś nauczyłaś. I jestem szczęśliwa, że mogłam zostać twoją opiekunką i mistrzynią, a ty mi na to pozwalasz.

Przechodząc obok ściany pięknych, niebieskich kwiatów, zerwała jeden z nich i wpięła go swojej uczennicy we włosy. Spojrzała na niego a następnie w jej oczy i uśmiechnęła się, jakby nie obciążona bagażem życia, obowiązków i pozycji, jakby po prostu liczyła się tylko ta chwila w tym momencie. Nithrissie zdarzały się takie momenty, kiedy po prostu jakby na wierzch chciała wyjść jej dużo lepsza strona. Często uśmiechała się i była dobra, ale takie spontaniczne momenty były u niej rzadkością. Zwykle musiała wszystko przemyśleć, mieć za i przeciw zanim podejmie decyzję. Teraz natomiast nagle zauważając kwiaty, zrobiła to co zrobiła.

- Wszyscy jesteśmy obciążeni obiegowymi opiniami i fałszywymi faktami, ale ja widzę po prostu młodą, ambitną kobietę, piękną i chętną poznawać życie, szukającą nowych wyzwań. A szczerze powiedziawszy, to rogi tylko dodają ci uroku, czasami sama chciałabym mieć takie. - zaśmiała się, chociaż było widać szczerość w tych słowach.

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

8
POST BARDA
Diabelstwo wysłuchała wszystkich słów, które to padły z ust mistrzyni, nie odzywając się przez ten czas. Nie potrzebowała, gdyż widać było po niej, że jest zamyślona. A miała przecież sporo do przemyślenia. Wątpliwości nie mogły ot, tak łatwo zniknąć, ale musiała przyznać, że nigdy od chłopaka nie wyczuła niczego podobnego. Tak jakby właśnie, nie patrzył na to, jak wyglądała. Sytuacja dla niej była bardzo skomplikowana, bo jeśli w tych słowach był cień szansy, to jak z nim rozmawiać, by niczego nie popsuć? A może lepiej się po prostu odsunąć, by się nie rozczarować? Za bardzo nie mogła polegać na własnym doświadczeniu, gdyż przypominało to wchodzenie w nieznane. To zdecydowanie nie ułatwiało niczego.
Odwzajemniła uśmiech, kiedy dostała kwiat, acz kryło się za tym coś więcej. Kolejne rozdarcie w jej środku, bo im więcej nowych rzeczy otrzymywała, tym trudniej było jej żyć. Nauczona żyć w świecie, gdzie musi walczyć o wszystko, teraz po prostu potrzeba znaleźć coś, co nie pozwoli jej się zagubić. Ma wszystko, a zarazem, tak niewiele należy do niej. To dość dziwne uczucie.
- Już je masz, tylko nie każdy je dostrzega. - Odpowiedziała lekkim żartem, nawiązując do wielu legend na temat kobiet z charakterem. Chodziło mniej o tym, że takowe damy miały diabelski charakter, a stąd prosta droga do posiadania rogów, ogona i innych, demonicznych cech. Nithrissa nie zdobyłaby tak wielu rzeczy, będąc grzeczną, miłą i spokojna dziewczyna.
- To naprawdę dziwne, gdy ktoś cię widzi i uznaje to za nic takiego. - Powiedziała po chwili, kiedy żartobliwy nastrój z niej zszedł, a kolejny raz wypowiadała własne myśli na głos.
- Najgorsze jest to, że nie wiem, jak z nim rozmawiać. Boje się, że powiem coś, co go zniechęci do mnie. - Westchnęła, spoglądając na Vi'latar. - Może i to dość młody chłopak, ale bije od niego taka prosta szczerość, która wręcz naiwna się wydaje. Walczyłem i walczę w sumie do tej pory z tym mniej jasnym światem, który próbuje mi pokazać, gdzie moje miejsce. Czy będę w stanie, choć na chwile zapomnieć o nim przy nim? - Wątpliwości zdecydowanie rosły, ale jedno Nithrissie się udało. Pomogło podjąć choć jednej decyzje Rey’ami. Tylko zrobienie tego kroku w przód otworzyło kolejne ścieżki.
- Czy i to samo zrobię z chłopakiem? A może będzie na odwrót? Miast uczynić go lepszego, sprawie, iż będzie gorszy? - Czy i ona mierzyła się z podobnymi wątpliwościami w swoim życiu? Po prostu musiała te wszystkie negatywne myśli, które mają przecież uzasadnienie w przeszłości, wyrzucić z siebie.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

9
POST POSTACI
Nithrissa Vi'latar
Wątpliwości uczennicy były dla niej znajome, chociaż dotyczyły w przeszłości innych rzeczy niż relacje międzyludzkie. Miała też rację, że jej mistrzyni jest taką diablicą niemal na co dzień, w przeciwnym wypadku nie byłaby tu gdzie jest. Potężni czarodzieje niestety niemal zawsze mają dwie osobowości, bo nawet jeśli lubią być niedostępnymi i butnymi osobami, to w końcu każdy w środku skrywa osobę, którą chciałaby być naprawdę, miłą, sympatyczną i kochaną...z miłości, nie ze strachu. Nithrissa miała to szczęście, że istniały dla niej osoby, przy których mogła taka być, a jej wzniosły charakter postrzegały jaką potrzebną iluzję, nie coś prawdziwego, mimo iż czasami nawet w ich towarzystwie ta "iluzja" brała górę.

- Po prostu bądź sobą, nie myśl o tym jak mu zaimponować lub jak go spłoszyć, nie twórz w głowie planów i pięknych zdań. W zdobyciu przyjaciela czy miłości ważna jest szczerość, jeśli od początku będziesz udawać kogoś kim tak naprawdę nie jesteś...to się nie uda. - spojrzała i uśmiechnęła się, niemal ze śmiechem na twarzy - Wierz mi, wiem co mówię. Na pewno sobie poradzisz, nie w takich sytuacjach dawałaś sobie radę. A teraz chodźmy, nie pozwólmy czekać naszym gościom zbyt długo, chyba jeszcze nie mieli okazji cię poznać osobiście.

Po dotarciu na górę piramidy, trafiły do niemalże do raju, ciepłe powietrze, słońce, bogata kolorowa roślinność i poczęstunek, złożony z lokalnych smakołyków, owoców i oczywiście wina, ewentualnie wody. Do tego miejsca do rozłożenia swojej osoby i relaksowania się.

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

10
POST BARDA
To właśnie było najgorsze dla Rey’ami, bo dopiero od niedawna mogła być sobą. Nieufność zaszczepiona w niej mówiła, że nie powinna się zbliżać. Nauczona grać przed innymi, przyzwyczaiła się do noszenia maski i ukrywaniu tego, co sama czuła. Musiała mocno się pilnować, by tutaj spróbować być sobą. Stąd także niezdarność, wynikająca z rozkojarzenia i jednoczesnego odkrywania samej siebie.
- To będzie trudne. - Powiedziała, parskając nerwowo śmiechem i łatwo jest zrozumieć, dlaczego tak bywało. Zaufanie nigdy nie było częścią jej życia i bardzo ostrożnie otwierała się na innych. Nie może zamykać się na nowe doświadczenia, nawet jeśli nie zawsze wszystko dobrze się ułoży.
- Obyś miała racje. - Uśmiechnęła się lekko, bo zrozumiała, że nie ma powodu, by martwić się na zapas. Teraz sprawy były nieco pilniejsze, wymagające nieco innej uwagi. Idąc na górę, zamyśliła się na moment, bo doskonale znała sytuacje, która obecnie była.
- Wiesz, co chcesz im powiedzieć? - Zapytała po drodze na górę, bo o ile mniej więcej kojarzyła jej przygotowania, to nie wiedziała, co siedzi w głowie Nithi. Wiedziała, że jak na coś się zdecyduje to trudno ją powstrzymać.


Na tarasie, przy stoliku, całkiem niedaleko od obecnej pozycji dwójki domowników siedziała trójka gości. Każdy z nich ubrany był w stroje podróżne, nieco pobrudzone, jakby wrócili bezpośrednio z wyprawy. Mieli ze sobą dość duże plecaki podróżnicze, przypięte do nich namioty. Duże bukłaki, a także spore kapelusze do ochrony przed słońcem. Zajmowali się obecnie częstowaniem przyniesionym jedzeniem i piciem trunków, praktycznie nie rozmawiając ze sobą. W okolicy kręciły się dwie osoby ze służby, pilnując, aby gościom niczego nie zabrakło.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

11
POST POSTACI
Nithrissa Vi'latar
Uśmiechnęła się i zaśmiała krótko. - Nie.
Mistrzyni rzadko kiedy układała przemowy i to, co siedzi jej w głowie. Zwykle po prostu poddawała się chwili, improwizowała i dostosowywała się do sytuacji i, była w tym dobra. Wychodzenie z planami do przodu nie było w jej naturze, chociaż oczywiście w niektórych sytuacjach to robiła, ale nie było to dla niej właśnie naturalne.

Kiedy znalazły się na górze zauważyła, że jej goście już byli gotowi do drogi. Trochę zaskakujące sądziła, że będę chcieli wyruszyć jutro z rana. Jednakże była pewna siebie jak zawsze, idąc w ich kierunku rozłożyła szeroko ręce i uśmiechnęła się lekko.

- Witajcie w moim domu, mam nadzieję, że niczego wam nie brakowało. A to moja zaufana uczennica, Rey'ami. - przedstawiła ją zgromadzonym - Będzie nam towarzyszyć w tej wyprawie. Widzę, że już jesteście gotowi do drogi, możemy wyruszyć kiedy słońce będzie zachodzić lub wcześnie rano, zawsze to przyjemniej niż podróżować w pełnym słońcu.

Kobieta nalała sobie wina do czystego kryształowego kieliszka i wzięła łyk, dreptając powoli po tarasie, obserwując gości. Mogła co prawda usiąść, ale z przyzwyczajenia postanowiła postać, podświadomie pokazywało to jej wyższość, chociaż w tym momencie nie zależało jej na tym.

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

12
POST BARDA
- Oczywiście, że nie. Powiedziałbym nawet, że chcą nas roztyć. Tyle tu dobrych rzeczy. - Zaśmiał się Klantak, bo czym dostał łokciem w bok ciała od Antrossi, ale nie wyglądało, by nawet to odczuł mocniej. Popatrzył na nią z lekkim wyrzutem, ale za nawet nie pozwoliła mu się odezwać.
- Miałeś się zachowywać. - Szepnęła do niego ostro, a zarazem cicho. Chwile po tym wszyscy spojrzenie na osobę, która to towarzyszyła kobiecie, pani tego domu. Reakcje tutaj były całkiem różne. Klantak uśmiechnął się szeroko, niezbyt przejmując się diabelstwem, bo dla niego wyglądała całkiem atrakcyjnie. - Cześć maleńka, Klantag jestem. - Powiedział ork wesoło, przyglądając jej się z zainteresowaniem. Gnom podchodził z pewną ostrożnością do kobiety. Pomimo pochodzenia z południa, nie dążył osób związanych z demonami zaufaniem. Oczywiście, nie zamierzał nic mówić, ale sztywność w jego głosie była wyczuwalna. - Dzień dobry, jestem Schnandrec Bouldergrinder. - Diabelstwo zawsze było rożnie odbierane nawet na południu. Fakt, że nie okazywano sobie wzajemnej wrogości...było często dość dobrym znakiem...choć.
- Deleyar - Wysyczała pierwsza Rey'ami w kierunku kobiety, głosem przypominając lodową burzę. Zmrużyła oczy i wbiła ostre spojrzenie w oczy kobiety.
- Rey. - Odpowiedziała bardzo podobnym tonem, a atmosfera gęstniała w okolicy. Widać było, że obie kobiety ze sobą nie przepadają i to naprawdę mało powiedziane. Czyżby pomiędzy nimi w przeszłości pojawiła się jakaś zadra? Inne kwestie nagle straciły na znaczeniu.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

13
POST POSTACI
Nithrissa Vi'latar
Gdyby nie fakt, że mistrzyni umiała trzymać emocje na wodzy, zapewne zrobiłaby wielkie oczy ze zdziwienia, ale nie takie rzeczy już ją zaskakiwały. No cóż nie sądziła, że komplikacje pojawią się już na etapie przygotowań do drogi. I chociaż magiczny pojedynek dwóch kobiet mógł być interesujący sam w sobie, to nie było na to obecnie miejsca. Nithrissa zerwała winogrono z gałązki i wrzuciła w całości do ust, dając sobie kilka sekund na jego przeżucie i popicie winem. Była niezwykle spokojna, zupełnie jakby była świadoma ich przeszłości, ale dopiero po chwili wyszło na jaw, że wcale tak nie było.

- Bardzo bym nie chciała, aby cokolwiek przeszkadzało w tej wyprawie, więc może od razu wyjaśnijcie sobie wszystko i podajcie rękę na zgodę. - kobieta zdawała się być w tym momencie bardzo poważna, zupełnie serio traktując to zajście. Widać było po niej, że nie będzie tolerować sprzeczek i prywatnych spraw, które rozpraszałyby uwagę grupy.

- Wyruszamy w bogowie wiedzą jak niebezpieczne miejsce, więc wszyscy mają być w pełni skupieni na swoich zadaniach. Ale jeśli chcecie to rozstrzygnąć na pojedynek magiczny, chętnie popatrzymy.

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

14
POST BARDA
To, co umykało pani tego miejsca, było zdecydowanie podłoże konfliktu, które między kobietami się pojawiło. Kiedy wchodzą emocje, tak głębokie, zawiłe i skomplikowane, a powód niejasny, nie wyjawiony, będący źródłem dla ognia w samej duszy, wszystko tak naprawdę było możliwe. Spojrzenia tych dwóch kobiet dla każdego mogły wydawać się takie same. Z ich spojrzeń jakby pioruny się wydostawały i gdzieś pośrodku, zderzały się, powodując niewielkie wyładowanie. To był jedynie obraz w głowie zebranych, który najlepiej opisywał to, jak dziewczyny do siebie podchodziły.
Także dwójkę mężczyzn, towarzyszącej Antrossi, byli zaskoczeni zajadłością, której nigdy dotąd nie spotkali. Tym bardziej kolejne reakcja dziewczyn na słowa Vi'latar, mogła zaskoczyć wszystkim, gdyż obie natychmiast wstały, ale po ich spojrzeniu, można było stwierdzić, że na pewno zgody tu nie będzie. Podeszły do siebie tak blisko, prawie stykając się ze sobą nosami i patrząc głęboko w oczy, jedna drugiej. Brakowało tylko jeszcze czegoś, co spowoduje, że obie zaczną faktycznie pojedynek.
- Tym razem niczego nie ukradniesz. - Wysyczała Deleyar, a reszta mogła to bardzo dobrze usłyszeć.
- Nie musiałem kraść, sama to dostałam. - Odpowiedziała zimno diablica. To nie był zwyczajny konflikt, który można było wyjaśnić tu i teraz. Ogień, który płonął w głęboko w dziewczynach, mógł spalić każdego, kto tylko ośmieliłby się podejść na tyle blisko.
- Będę cię miała na oku. -
- Ja ciebie też. - I po chwili dziewczyny się rozeszły, nadal obrzucając siebie nienawistnymi spojrzeniami. Wiele pytań mogło teraz nasunąć się każdemu, choć czy to coś zmieniało? Mówi się, że nie ma osoby lepszej do pilnowania pleców, niż osoba ci nieprzyjazna, bo nie będzie chciała, byś odniosła sukces.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Rezydencja Nithrissy Vi'latar

15
POST POSTACI
Nithrissa Vi'latar
Pani tej posiadłości czuła, że roztrząsanie dalej tematu byłoby słabym pomysłem, przynajmniej w tym momencie. Mieli na głowie wyprawę i to o nią trzeba było teraz zadbać. Dziewczynami natomiast zajmie się później, nie miała zamiaru użerać się z nimi kiedy wejdą pod ziemię, to byłoby niebezpieczne dla wszystkich. Instynktownie chciała wziąć od razu stronę swojej uczennicy, ale została mistrzynią Karlgradzkiej Akademii nie dlatego, że dawała się ponieść emocjom w tak błahych sprawach. Musiała poznać historię obu stron, bo obserwując resztę, sami nie mieli pojęcia o co chodzi.

- W porządku moje panie, kontynuować ten ognisty związek możecie później, na razie mamy ważniejsze sprawy na głowie.

Nithrissa łagodnym ruchem dłoni dała znać stojącemu przy wejściu słudze, aby zostały przyniesione dokumenty które odkryła, dwie notatki dające trochę informacji o miejscu do którego prawdopodobnie zmierzają. Kilkanaście sekund później na taras wszedł drugi sługa z pismami, które następnie przekazał je w dłonie swojej pani. Ta lekko ukłoniła głowę w geście podziękowania. Może to rzadko spotykany widok, ale kiedy ktoś był jej lojalny, Nithrissa była dobrą i hojną panią.

Ona sama położyła pisma na stoliku, który był pomiędzy całą piątką, po czym odsunęła się i dała przestrzeń dla reszty.

- Znalazłam dwie wzmianki prawdopodobnie o mieście które odkryliście. Jeśli się nie mylę, możemy znaleźć coś, na co nie każdy z was może być przygotowany. Musicie zrozumieć, że to nie wycieczka krajoznawcza. Może być naprawdę groźnie i tylko poleganie jeden na drugim pozwoli nam wyjść z tego bez szwanku. Dlatego kiedy będziemy na miejscu, jeśli znajdziemy to miejsce, wszyscy mają być skupieni na misji i dbaniu jeden o drugiego, odsuwając na bok zatargi. - w tej chwili spojrzała w oczy swojej uczennicy a następnie Deleyar, widocznie kierując do nich te słowa. - Na te rzeczy macie wystarczająco dużo czasu przed, i miejmy nadzieję po wyprawie. Zaznajomcie z tymi notatkami teraz, może wyciągniecie z nich coś więcej.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Karlgard”