[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

91
POST BARDA
Dźwięk spadających kamieni pojawił się szybko i równie szybko zniknął, a Kamira została otoczona przez ciszę i dudniące odgłosy z oddali. Dźwięk jej własnego oddechu był wręcz ogłuszający. Serce waliło jak oszalałe, a każdy jego skurcz odbijał się echem w jej uszach. Cięciwa łuku trzeszczała, naciągnięta, gotowa do strzału.

Czarodziejka zamarła tak na długą chwilę, w której miała spotkać podziemne elfy. W pewnym momencie słyszała dalekie głosy, dźwięk pajęczych odnóż na kamieniach, jednak zbyt daleko, by określić kierunek, z jakiego dochodziły. Wydawało się, że niosą się z każdej strony, z obu końców korytarza, głos był wszędzie, ale równocześnie - nigdzie.

Długie minuty Kamira czekała, a panika coraz bardziej ogarniała jej umysł i ciało. Oddzielona od towarzyszy, po raz kolejny odczuła, jak to jest być samotną i zdaną tylko na siebie. Bezsilność i brak energii tylko pogłębiały jej stan przygnębienia, brak światła, a więc i wzroku, uwydatniał każdy dźwięk, który wyłapywały jej uszy. Czy to nie dlatego Cassim mówił, że ten, kto raz zagłębia się w trzewia Strażnicy, nigdy stamtąd nie wychodzi?

Wkrótce usłyszała kolejne dźwięki - ciężkie, miarowe kroki, drobne rozmowy. Dużo później pojawiło się światło - ciepły blask pochodni przeciskał się między deskami nad jej głową, ledwie poziom wyżej. Rozpoznała głosy orków.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

92
POST POSTACI
Kamira
Dźwięk kamieni nie dawał jej spokoju. Liczyła, że coś za sobą przyniesie, lecz wszystko, każdy odgłos, jaki docierał do jej uszu, zdawał się równie ważny, równie istotny, czasem nawet równie głośny. Była zagubiona, chciała dać temu upust, ale nie mogła. Nie mogła dać się odkryć tym istotom. Wołanie, krzyki czy płacz mógłby wszystkich ściągnąć jej na głowę w mgnieniu oka. Tłumiła łzy, jak tylko mogła, ale tak naprawdę to czy widziała, czy jej wizja była rozmazana z ich powodu, nie znaczyło zupełnie nic, wzrok i tak był tutaj bezużyteczny.

Czekała i nic się nie działo. To "nic" było chyba nawet gorsze, niż jakby coś się wydarzyło. Ta niepewność i utrzymanie statusu quo, który do niczego nie prowadził z jednej strony, dodawało jej otuchy a z drugiej, wciąż przerażało i z każdą chwilą coraz mocniej. Nie mogła wspomóc się magią i chyba to przerażało ją najbardziej. Nie była w bastionie. Nie była w posiadłości Kharkhuna ani w posiadłości Moxiclava. Tam, nawet jeśli było źle, nawet jeśli nie spełniała oczekiwań to w chwilach gdy nie chciano ukręcić jej głowy, nie było tak źle. To właśnie w takich chwilach doceniała mury osiedla. Nawet jeżeli zdenerwowanie kogoś mogło skończyć się kilkoma siniakami, podbitym okiem i zamknięciem w celi to i tak było to lepsze niż obecna kabała. Tutaj nie było żartów ani drugich szans.

Najgorsze było to, że do tej pory nikt z góry nie przyszedł, to sprawiało, że bała się jeszcze bardziej. Co to oznaczało, czyżby i Cassim bał się tego miejsca? Bał do tego stopnia, że bał się zejść po ścianie, czy może wraz ze swoimi przepowiedniami o braku powrotu też ją spisał na straty? Nie mogła wyć, ale chciała, musiała się powstrzymać. Musiała się przyzwyczaić. Na szczęście kolejne, ciężkie kroki niosące za sobą światło dodały jej otuchy. Światło jednak przyciągało wszelkie zagrożenia. Musiała jak najszybciej porozumieć się z orkami. Opuściła łuk i zaczęła rozglądać się za światłem. Podniosła go i wystrzeliła raz pomiędzy deski, licząc, że trafi. – B-burgher? Yzmir? Ktokolwiek? — Zająkała się, ale spróbowała wezwać orków wyżej, zaraz po wystrzale. Wpierw głośnym półszeptem. Nie była pewna czy ją usłyszeli, więc potem odezwała się normalnie. Tak jakby mówiła do osoby po drugiej stronie pomieszczenia. Coś musiało przejść przez te deski! Jeśli nie było reakcji, spróbowała głośniej, ale nie wrzeszczała. Starała się iść wraz z nim, nieznacznie je wyprzedzając. Jeżeli nie zwrócili uwagi na stukanie wbijanej strzały raz ani drugi raz, nie zostało jej nic innego jak oddalić się na potencjalne bezpieczną odległość i zdetonowanie jednej ze strzał, najpewniej tej pierwszej, która została wystrzelona. Nie chciała, by komuś strzała się krzywda. Nim ją zdetonowała, upewniła się, że nic na piętrze w tym miejscu nie idzie. Tylko czy miała tyle energii, by to zrobić? Wymagało to mniej niż zwyczajowy wybuch, ale w jaki inny sposób mogła zwrócić uwagę i potencjalnie otworzyć sobie przejście na gorę? Cały czas ciężko oddychała, ale nie widziała innych opcji jak spróbować tu i teraz. Innej szansy może nie mieć i nawet jeżeli ręce się jej trzęsły to kolejnej szansy na wyjście mieć nie będzie. Była tego prawie pewna. Czuła, że prędzej czy później znajdą ją, orków pewnie też. Nie miała czasu.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

93
POST BARDA
Już z pierwsza ze strzał zadziałała. Orkowie zatrzymali się, gdy któryś z nich musiał gwałtownie powstrzymać dalszy marszcz.

- Cisza! - Zarządził. - Słyszeliście?

Zwrócenie na siebie uwagi było łatwe. Szczeliny między suchymi, z dawna zapomnianymi deskami były na tyle duże, że niosło się przez nie nie tylko światło, ale też głos. Nie trzeba było wysadzać strzały i informować o swoim położeniu całych podziemi.

- Bulion, to nie ta twoja czarodziejka? - Zakpił drugi głos.

- Zamknijcie się! Idziemy. - Popędzał znów ten pierwszy. Nieświadomi zagrożenia ze strony elfów, nie starali się nawet mówić cicho. - Nie wydawało wam się? Co czarodziejka robiłaby w takim miejscu?! Szalejecie od tej ciemności!

- Nie, nie, to ona! Bulion mówi, że z dołu!

Kamira mogła widzieć, jak światło zbliża się do ich podłogi, jej sufitu. Pochodnia, choć oddzielona od Kamiry warstwą desek, niemal oświetlała swoim blaskiem. Nie dało się jednak ukryć, że to byli jej orkowie! Znalazła swoją drużynę! Problemem pozostawały oddzielające ją warstwy.

- Hej, czarodziejka, to ty? Co ty robisz? - Zapytał jeden. - Udowodnij, że jesteś sobą! Co tylko ty i my wiemy?

Drugi z orków zarechotał, wydawało się, że nawet Bulion parsknął. Orkowie nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji i zagrożenia, w jakim się znaleźli.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

94
POST POSTACI
Kamira
Usłyszała orkowe głosy. Nigdy nie pomyślała, że ucieszy się, słysząc te paskudne rechoty i kpiący wręcz ton. Ale tak, to byli oni. Orkowie, których szukała. Tylko że to oni byli poziom wyżej a ona niżej, czy to oznaczało, że spadła całkiem nisko? Może pająków i czarnych elfów nie było tak wysoko? Może finalnie to i lepiej, że to ona spadła, a nie oni, choć to pokaże czas.

Tym bardziej zdziwiła się, że nie słyszeli gdy wołała ich z góry, gdy dopiero zaczynali swoją podróż. Uciszali się, strzała starczyła, wyglądało na to, że to naprawdę byli orkowie. Ta banda przygłupów. Nie potrafiła ukryć, jak bardzo cieszyła się, że na nich trafiła. Rozmawiali i nawet padło imię Buliona, więc musiał to być ten nieszczęsny patrol. – Co ja tu robię? Co wy tu robicie. Po was przyszłam! — Oddychała najmocniej, jak tylko potrafiła. – Chrzanić Kharkhuna, wystarczy, byście uwierzyli, że to ja? — Powiedziała z dozą radości, czując nutę bezpieczeństwa gdy pojawili się w pobliżu. – A teraz wy udowodnijcie, że to wy! Szybko też rozwalcie te podłogę, wyciągnijcie mnie stąd i wracamy. JUŻ!. Tam na dole czai się coś niedobrego, jakieś czarne elfy z pająkami i włażą na górę, atakują od razu...— Nie starała się nawet utrzymać jednolitego tonu. Pozwoliła sobie na dawkę paniki w głosie, musiała się jej wyzbyć. Nie miało to zresztą znaczenia, jak brzmiała, liczyło się to, że powiedziała im to, co należy i powinni wiedzieć. Nie chciała spędzać tutaj ani chwili dłużej. Nie mogła, nie chciała znowu zostać sama w ciemności z własnym oddechem i echem dźwięków całej jaskini. Liczyła mocno, że uda im się spotkać i wrócić wspólnie na górę. Była pewna, że zamierza zawalić to zejście gdy tylko znajdzie się na górze.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

95
POST BARDA
Kamira nie wiedziała, gdzie zawędrowali orkowie. Może już byli niżej, może nigdy tam nie zeszli? I czy znajdą drogę powrotną?

- Co my tu robimy?! Sprawdzamy, co jest w tym zapomnianym przez bogów miejscu! - Warknął jeden z nich. - Wedle rozkazu! Ale nic tu, cholera, nie ma. Znalazłaś coś tam na dole? Jak tam weszłaś? Nie ma tu żadnej drogi, tylko ten korytarz. - Pożalił się ten, który wcześniej uciszał pobratymców.

- Kharkun to największy wojownik i wódz! - Odgryzł się kolejny. - Będziesz jeszcze żałować, że tak o nim mówisz! Kharkun wódz! - Ork udowodnił swoje oddanie orkowemu królowi, a jednocześnie mógł udowodnić, że to naprawdę wyprawa z Bastionu. - Kurza twarz, Bulion, bierz się. Trzeba ją wyciągnąć.

- Ale ta twoja czarodziejka głupia. - Komentowali w kierunku Ghoraka. - Ciągle wymyśla jakieś pierdoły. Teraz czarne elfy, co? Myślisz, że nas nastraszysz? W tych kopalniach żyje co najwyżej parę węży. Uważaj, bo ugryzą cię w dupę, hehe!

- Dziewczyna za dużo w ciemności widzi! - Pierwsza z desek odskoczyła. W świetle pochodni Kamirin zobaczyła w pełnej krasie brzydką twarz Ghoraka. - Co ty tam tak po ciemku siedzisz, co?

Rozmowy mężczyzn były głośne i wesołe. Wkrótce obluzowali kilka desek i Bulion wyciągnął do Kamiry rękę, by pomóc jej wciągnąć się na wyższy poziom.

Gdy złapał dłoń orka, koło jej głowy przeleciał chybiony kamień.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

96
POST POSTACI
Kamira
Przeskakiwała niemal z nogi na nogę z radości, jak tylko zaczęli rozmawiać. Już coraz mniej liczyło się zagrożenie, w jakim się znajdowali. W końcu to byli silni i mężni orkowie, którzy mogli być i jej siłą gdy jej zabrakło "siły". Rozpytywali się, więc w trakcie gdy dobijali się przez deski, mogła im odpowiedzieć, to pozwoliło jej odzyskać odrobinę opanowania, jakkolwiek niskie by teraz nie było. – Spadłam, szukając was. No już... Szybko! Szybko... — Popędzała orkowe działania. Im mniej czasu spędzała na tym poziomie, tym lepiej. Nie chciała tu być. Już w tej chwili chciała znajdować się na górze. Była w tej chwili jak dziecko czekające na otwarcie prezentu. – Tak, tak. Kharkhun wódz, tak. — Wtórowała orkom, nie przejmowała się nawet tym, co właściwie mówi. Chciała uciec i odrzucić wszelki strach, zostawić go tutaj. Nie czuła się nawet na sile, by odgrywać się im za docinki. Nerwowo, bo nerwowo rozglądała się, choć i tak niewiele widziała. – Cassim mówił, że tu nie wolno, że nie wrócicie, to poszłam was szukać! — Wyjaśniła, choć wcale nie poprawiło jej to nastroju. – Zobaczycie, jak stąd nie znikniemy to nas dopadną te czarne Azele, nie chcecie zobaczyć czarnych Azeli! Kaleczą nawet we wspólnym. — Jak zobaczyła w końcu twarz Buliona to odetchnęła z ulgą. Dalej rozmawiała z orkami, twierdząc, że na dole są czarne elfy i wielkie pająki. Jak w końcu wyłoniła się ręka, która miała jej pomóc, spróbowała ją pochwycić. Musiała, była uradowana, że to koniec tej ciemności, tego najgorszego scenariusza. Mimo to zapowiadało się, że elfy ich znalazły. – Szybko! Szybko! Strzelają te elfy! Wciągajcie mnie! Szybko! Uważajcie! Celują w głowę! — W tym momencie już się nie powstrzymywała i wręcz wrzeszczała do nich w panice. Nie chciała oberwać w głowę, nie kamieniem wystrzelonym z procy. Wiedziała, że oberwanie takim cudeńkiem może kogoś wyłączyć na dobre kilka minut. Z początku osłaniała się z tej jednej strony torbą, a gdy tylko była w stanie, chciała się złapać za deski i sama pomóc się wciągnąć na górę.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

97
POST BARDA
Orkowie nie potrafili zrozumieć Kamiry. Kpiące uśmieszki i jeszcze gorsze słowa towarzyszyły im cały czas, gdy starali się obluzowac deski na tyle, by móc ją wydostać z potrzasku tunelu poniżej.

- Cassim może mnie w dupę pocałować. - Rzekł jeden, gdy tylko usłyszał imię smoczego wędrowca.

- Lepiej nie, bo ci jeszcze spali zad! - Wesoło wtórował mu kolejny. - Azelowi mordę smołą wysmarujem i będziesz mieć czarnego, a pfu! - Mężczyzna splunął gdzieś na bok.

Ich nastawienie zmieniło się dopiero w momencie, gdy kamień minął Kamirę o ledwie centymetry, a ona sama podniosła krzyk. Pocisk opadł na ziemię, samą swoją obecnością dowodząc, że byli w niebezpieczeństwie.

- Co do kurwy! - Skomentował jeden z orków. - Bulion, szybko!

Ghorak nie czekał. Jego silne ramię było wystarczającą podporą dla czarodziejki. Łapiąc pewnie, pociągnął na tyle mocno, że drobna dziewczyna nie musiała nawet używać siły, by znaleźć się wyżej! Jakby w ostatniej dogodnej dla elfów chwili, ciemnoskóra kobieta musiała wykorzystać okazję i wystrzeliła kolejny pocisk, który trafił Kamirę prosto w pośladek, ledwie znikający w dziurze powyżej. Zapiekło, gdy kamień o ostrych kamieniach wbił się w ciało.

Kroki nie były słyszalne - to miarowe skrzypienie desek zdradziło, że ktoś zbliżał się w szybkim biegu. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą była Kamira, pojawił się elf-mężczyzna, z tym samym ostrzem w dłoni, tak samo śmiertelnie niebezpieczny. Nie chcąc dać uciec swojej zdobyczy, porzcił wcześniej pająka i skoczył, złapał się krawędzi wyższego poziomu, by spróbować się wciągnąć! I choć trójka orków była mu niestraszna, to jeden z nich postanowił reagować szybciej, nie dając elfowi dostać się na swój poziom. Nie dał mu równej walki.

- A ty, skurwielu! - Wyzwał go, łapiąc za ubranie na plecach i podnosząc jak kundla za kark. - Aleś ty paskudny!

Drugi z orków wybił mu z dłoni miecz. Elf wrzeszczał w swoim języku, wijąc się, próbując odzyskać wolność.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

98
POST POSTACI
Kamira
Z dwojga złego lepiej było być wykpionym niż złapanym, zabitym i zeżartym więc nie przejmowała się ich docinkami, mimo że w innej sytuacji na pewno by się im odgryzała. Nie dziwiła się gdy nie wyrazili aprobaty gdy wspomniała o Cassimie. Aura otaczającego smoczego wędrowca była wystarczająco dziwna i nieprzewidywalna, że nie miała żalu do orków o to, że nie byli do niego przychylnie nastawieni. W pewien sposób urocze było, jak sobie żartowali ze smoka, który mógł ich jednym palcem podnieść i rzucić w głąb korytarza... Tak jak orkową szamankę. Mimo to nie było to problemem, bo robili swoje.

Na szczęście zauważyli kamień, który przeleciał tuż obok magiczki, to wystarczyło, by uwierzyli, że jest tutaj jakieś zagrożenie, tylko czy potraktują je odpowiednio do wagi? Czy może Kamira przesadzała i nie byli tacy groźni? Czas pokaże. Na pewno przyśpieszyli ruchy gdy stało się jasne, że coś tam faktycznie jest i magiczka zaczęła panikę.

Na szczęście Ghorak działał szybko, pociągnął czarodziejkę jak szmacianą lalkę w górę, co pozwoliło na szybkie wciągnięcie jej wyżej. Nie obyło się jednak bez strat. Jeden z kamieni trafił ją w miejsce, o którym nie przystoi mówić zbyt wiele. Jęknęła od razu gdy dostała niespodziewanym kamieniem. Spięła się wtedy niesamowicie, lecz ból nie znikał. Nikt nie byłby zadowolony z tak nabitego siniaka. Jak została tylko wciągnięta, przeturlała się po ziemi, stękając i jojcząc na nabitego siniaka. Prawdopodobnie kolejnego dzisiaj. Przez chwilę jojczyła, trzymając się za zadek i lekko masując bolące miejsce.

Gdy zobaczyła elfa, nie odezwała się, jedynie złapała głęboki haust powietrza. Mimo jojczenia obserwowała przez kilka chwil to, co pojawiło się przed nimi. Orkowie byli więksi i silniejsi i na pewno pozbawią tego cudaka życia. Wierzyła w to. Mimo że rana po kamieniu bolała niemiłosiernie i nie była wcale chlubna, to czarodziejka nie mogła czekać na zupełne zbawienie. Gdy tylko usłyszała rozbijający się po okolicy miecz, niemal natychmiast miała zamiar go namierzyć i zabrać. Wciąż była spanikowana, broniła się, jak mogła, więc miecz w jej posiadaniu był w tej chwili niebezpieczny. Na szczęście nie było tutaj zupełnie ciemno, a ork wyraźnie różnił się od elfa. Widziała, jak go trzyma, ale nie chciała dać mu żadnych szans i gdy tylko mogła, to zaczęła okładać jego bok, rzuciła się z wrzaskiem, tłukąc go zupełnie jak cepem. Może i przedtem nie miała w rękach miecza, to ich widok nie był wcale rzadkością a rozpracowanie która strona to ta od zabijania, wcale nie było trudne. To miał być koniec tego czarnego elfa. Problem w tym, że na dole był jeszcze drugi i to z procą!
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

99
POST BARDA
Orkom nie było do śmiechu, nawet wtedy, gdy Kamira oberwała w pośladek. Obrażenie było ujmujące, bo znajdowało się z tyłu, a więc czarodziejka pokazała przeciwnikowi plecy, a do tego wstydliwe przez swoje położenie. Obie te cechy sprawiały, że miała prawo czuć się źle i mieć pewność, że orkowie jej tego nie zapomną!

Dziwaczny elf nie tracił rezonu. Gdy wytrącono mu mieczyk, sięgnął po sztylet, dotąd zabezpieczony przy udzie. Szarpnął się na tyle, by dźgnąć nim w tył, w orka, który go trzymał! Szczęśliwie trafił w skórzany pancerz zielonego.

Kamira rozpracowała obłsugę miecza - ostrą stroną we wroga! Broń była cięższa, niż się wydawało, jednak całkiem prosta w obsłudze, bo wyszło na to, że ostrze jest ostre jak brzytwa - ciemny elf dbał o swoje narzędzia. I choć bez trudu odbił pierwsze nieporadne dźgnięcia Kamiry, to zaciskające się wokół szyi ramię orka wybiło go z rytmu. Wybałuszone oczy, rozdziwione usta, twarz, na której jednak nie dało się dostrzec blednięcia - i okropne rzężenie, gdy próbował krzyczeć, ale brak tchu i kolejne cięcia Kamirinowym ostrzem nie pozwalały mu wydobyć głosu. Wkrótce mężczyzna opadł bez tchu. Okazało się, że krwawi zupełnie normalnie, na czerwono.

- Bulion, Yzmir, odwrót! - Wrzasnął ten trzeci, spodziewając się, że jeden elf będzie miał towarzystwo. Rzucił zwłoki, nie zmierzając ich ze sobą targać.

Stópki Kamiry oderwały się od podłoża, gdy Ghorak podniósł ją jak szmacianą lalkę i przerzucił sobie przez ramię.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

100
POST POSTACI
Kamira
Nie ulegało wątpliwością, że te dziwaczne elfy były dosyć wytrzymałe i twarde, mimo swojej elfiej postury. Tylko czy rzeczywiście każdy z nich był na tyle zwinny, by wyrwać się orkowi z uścisku? Na szczęście temu jednemu się nie udało, choć przez kilka chwil było bardzo blisko.

Magiczka nie miała pojęcia, jak rzeczywiście ostry był ten miecz, to zaskoczona była finezją, z jakim odbił jej ostrze. Nie mogła jednak przestać i musiała go zaszlachtować podczas gdy ork go dusił. To spotkanie okazało się dla niego ostatecznym. Nie docenił ich. Kamira nie kryła zaskoczenia gdy okazało się, że jedno pokaźne dziabnięcie ostrym jak brzytwa mieczem nie starczyło. Z czego oni byli w ogóle zrobieni ci czarni elfowie? Nie miała czasu się zastanawiać, bo jednak krwawili normalnie, czerwienią tak jak większość innych. Przez moment patrzyła zakłopotana na orków. To oni wiedzieli, dokąd iść. Już chciała zacząć im wydawać polecenia, ale nie musiała. Zaczęli działać wystarczająco szybko. Ognik wątpiła, by ktoś uwierzył jej samej w czarne elfy, miała jednak na to trzech naocznych świadków, a i Cassim zapewne wiedział co nieco. Kamira bardzo się nie opierała, choć nieco nią wstrząsnęło, jak szybko zareagował. Potraktował ją jak Shrek Fionę. Tylko osła tutaj brakowało.

Kamira trzymała miecz w ręce. Nie chciała go puszczać, bo w tej pozycji... Widziała co najwyżej to, co ich goniło, jeśli zamierzało, mogła zareagować i ich ostrzec gdyby coś pojawiło się na granicy jej widoczności. Zgon elfa na pewno odrobinę ją uspokoił, ale czy to był już koniec tego dramatu? Wszak była jeszcze ta druga. Ognik liczyła, że drugi z elfów zabierze swojego towarzysza i zniknie, zaniechując dalszego pościgu. Kamira wypuściła z torby ognistą rybkę. W końcu mieli pochodnie i chcąc nie chcąc rzucali się w oczy.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

101
POST BARDA
Orkowie zebrali się do biegu, najpewniej kierując się w tym samym kierunku, z którego przyszli. Deski pod ich stopami trzeszczały, nie znosząc dobrze ciężaru trzech rosłych mężczyzn, do tego z bagażem w postaci magiczki!

Czarodziejka dobrze widziała to, co było za nimi. Widziała, jak w ciemności błyszczą liczne oczy pająków, które zostały posłane za nimi w pogoń. Widziała kamienie, które świstały przez powietrze i odbijały się od szerokich pleców orków. W końcu zobaczyła też i kobietę, która gnała za nimi na grzbiecie wielkiego pająka...

Z pomocą przyszła rybka. Wyrwała się z Kamirinowej torby i niczym miniaturowy pocisk, ruszyła w stronę elfki! Kamira, uwieszona na Bulionie, dobrze widziała, jak stworzenie uderza w cel, który w jednej chwili staje w płomieniach.

Krzyk nie rozbrzmiewał długo - elfka nie miała szans na ugaszenie nagle trawiących ją płomieni. Ogień był zadziwiająco jasny, pomarańczowy, ale w wielu miejscach wręcz biały, jakby temperatura była naprawdę wysoka. Wrzaski ucichły, choć w końcu tunelu wciąż rozlegał się blask.

- Co to było?! - Zdenerwował się jeden z orków. - Uciekamy, zanim nas też złapie!

Rybka dogoniła uciekinierów, jednak wobec nich nie przejawiała żadnych złych intencji. Drużyna wkrótce dobiegła do kolejnego światła, którym okazała się grupa poszukiwawcza!

- Kochani! - Biadoliła Venla, podchodząc do orków, by każdego z kolei uściskać. - Tak się martwiłam! Chodźcie, wracamy! Cassim twierdzi, że tu nie znajdziemy drogi!

Nie byli jeszcze bezpieczni, ale Bulion odstawił Kamirę na ziemię. Wydawało się, że pościg ustał.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

102
POST POSTACI
Kamira
Niezbyt mogła wpłynąć ani na tempo, jakim poruszali się orkowie, lecz czuła, że jej niepewność wzrasta gdy tylko słyszała trzeszczące deski. W końcu to właśnie w taki sposób znalazła się na dole, gdy jakaś deska zatrzeszczała po raz ostatni. Pozostawało jej liczyć, że tym razem deski nie zawiodą i wytrzymają orkowe kroki a jeśli nie, to chociaż liczyła na to, że lądowanie będzie znacznie miększe niż gdyby sama spadała.

Nie wierzyła temu co spostrzegła, czy to ślepia odbijające się w mroku? Czy należały do jednego? Dwóch? A może większej liczby pająków? A może było tam też więcej elfów? Nie chciała się o tym przekonywać. Kamienie, jakie do nich docierały musiały być wystrzelone przez tą potworzycę, tylko z jaką siłą musiała je wystrzeliwać, że nadążały za ich szaleńczą gonitwą? Na całe szczęście orkowie mieli dużo twardsze plecy od Kamiry i potrafili to znieść znacznie lepiej niż ona.

Na szczęście stało się coś niespodziewanego. Magiczka liczyła, że ognista rybcia raczej oświetli orkom drogę, niżeli zaatakuje... Dokonało się to drugie i zupełnie nieoczekiwanie goniąca ich elfa stanęła w płomieniu, dziwnym, bo nie takim jak z pochodni, dużo gorętszym, jeżeli to miało jakikolwiek sens. Kamira nie zastanawiała się nad tym długo, raczej przyjmowała to za coś, co się dokonało i nie powinna tego kwestionować. Jak wrzaski ucichły a orki się odezwały to Kamira zdecydowała się, już nieco spokojniejsza, wyjaśnić im co się stało, na tyle ile potrafiła to zrobić. – To Cassim. To jego "ognista rybka" I już do nas wróciła — zaakcentowała określenie tej dziwacznej istoty, która rozświetliła tunel i spaliła grożącą im elfkę.

Nie spodziewała się, że w tej małej istocie kryje się tyle mocy, gdyby wiedziała, że od początku nic jej nie grozi, to zupełnie inaczej podeszłaby do tej sprawy i nie byłoby tej całej bieganiny, tylko jak tutaj komuś wierzyć? Na szczęście ich ucieczka kończyła pewien rozdział. Dotarli do kolejnego źródła światła pozostawionego przez Venlę. Gdy w końcu Bulion odstawił Kamirę odetchnęła kilkukrotnie i z czułością przytuliła orka. – Cieszę się, że was znalazłam i że wy mnie — Mówiła o całej trójce, choć obiektem jej odczuć był w tej chwili Ghorak. W końcu zwróciła się do Venli, pokazała jej miecz – Czarne elfy na wielkich pająkach. — Wypowiedziała z zaniepokojoną miną. – Dalej są jaskinie. Długie i głębokie. Prowadzą nie wiadomo gdzie, ale stamtąd przyszły elfy. Trzeba wrócić na górę i zawalić zejścia, one po nas przyjdą. — Mówiła na wpół przekonana a na wpół panicznie. – Na górze musimy się odkopać... — O tym powiedziała z dosyć dużym zawodem. Była gotowa wracać i rozmawiać właściwie w drodze na górę. Ostatnim co chciała robić to zostać tutaj i czekać na zbawienie.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

103
POST BARDA


- Pierdolony smok! - Ork był prędki do oceniania Cassima, nawet jeśli ten właśnie uratował im skórę przed goniącymi ich drowami. Mężczyzna, choć wcześniej siedzący z innymi w kółku i cieszący się towarzystwem jak każdy inny, nagle był osobą niezbyt lubianą przez strach, jaki zasiał. Nikt nie lubił zbyt potężnych, zbyt nieprzewidywalnych istot. - Trzymaj to coś z daleka od nas!

Ognista rybka unosiła się niedaleko Kamiry, niczego nie robiąc sobie z krzywych spojrzeń i podniesionych głosów orków. Była tu, by chronić czarodziejkę, reszta mogła radzić sobie samemu.

Bulion był tylko odrobinę zaskoczony czułością Kamiry. Sam ją objął, choć z odpowiednią mocą. Nie była drugim orkiem, którego można było ściskać z siłą miażdżącą kości. Duża dłoń orka spoczełą na jej plecach, gdy kucnął i przycisnął Kamirkę do siebie.

- Kochani, porozmawiamy za chwilę! Musimy uciekać. Nie jesteśmy tu sami, słyszeliśmy kroki. Może to te elfy? - Przeraziła się Venla, nie przyjmując podawanego jej miecza. Kamira mogła zauważyć, że prócz Venli, była tu jeszcze tylko trójka innych orków. Choć tworzyli już mały oddział, mogli nie wystarczyć do odparcia czarnoelfiej armii. - Czujecie ten powiew? Z podziemi jest więcej, niż jedno wyjście. - Zauważyła Venla. - Wiemy, jak wrócić, nie jesteśmy daleko.

Wydając polecenie do wymarszu, Venla poprowadziła grupę, świecąc sobie pochodnią. Nie tracili czasu na rozmowy, biegli, jakby od nich zależało ich życie - bo tak w rzeczywiście było! Korytarz był prosty, wykuty przez orków, nie skręcili nawet raz. Nic dziwnego, że znali drogę, skoro prowadziła ciągle na wprost.

Wkrótce dostrzegli światło nocy, tak różniące się od blasku ognia. Niebieskawa poświata księżyca, wpadająca przez szczeliny w dachu warowni, miała im wskazać cel. W jednym momencie została przyćmiona przez humanoidalny cień i mogłoby się wydawać, że ktoś z ich grupy, czekający na powrót, ale kolejne dwa cienie, ośmionożne i pajęcze, zweryfikowały rzeczywistość.

- Stać! - Warknął elf. Błysk odbił się w jego obnażonym mieczu.

Gdyby Bulion nie pilnował Kamiry, może zrobiłby to samo, co jego pobratymcy: orkowie ryknęli z mocą i bez rozkazu ruszyli, by atakować zagradzające im drogę potwory!

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

104
POST POSTACI
Kamira
O dziwo Cassim przerósł nawet Kamirę w poziomie niepopularności. Wydawałoby się, że nie było to możliwe... No, a jednak było to możliwe. Zastanawiała się ile w tej nienawiści i strachu przed Cassimem jest pokładane nadziei w niej, że nie pozwoli, by on ich skrzywdził, zwłaszcza że na to liczyli, że ona mu rozkaże.

Na szczęście Venla nie była sama. Miała ze sobą kilku kolejnych orków z ekspedycji. Może i to odrobinę uspokoiło magiczkę, to wciąż im było ich więcej, tym czyniło ich większym celem. Miecz wciąż spoczywał w rękach Kamiry. Nic dziwnego, że Venla nie chciała go nawet obejrzeć. Pani Fex odpowiednio pokierowała ich ruchami i przejęła prowadzenie ich grupy. Kamira również mogła już iść sama.

Nie mogli wiedzieć, co czyha w ciemności, nawet jeżeli chwile temu przechodzili tymi korytarzami. Skrywały one w sobie więcej tajemnic niż byli w stanie odkryć w trakcie jednego wieczora. Tak jak i inni, biegła, starając się nie zostawać za bardzo w tyle. Chciała się utrzymać mniej więcej blisko innych orków. W końcu zaczął przyświecać im sam księżyc. Gdyby Kamira nie wykorzystała większej części swojej mocy na dole, to teraz mogłaby już wylecieć do wyjścia sama i bezpieczna. Nie była jednak w stanie tego zrobić. Na całe szczęście adrenalina jeszcze jej nie opuściła i wciąż utrzymywała ją na nogach. Pech chciał, że to, czego obawiała się najbardziej, ziściło się. Te bestie były niemalże wszędzie. Tylko teraz należało się zapytać... Czy na powierzchni również?

Orkowie szybko rozpoznali zagrożenie. Elfy same się zidentyfikowały. Może gdyby nie były tak czarne i nie miały pająków, to spotkanie wyglądałoby inaczej. Widziała dwa wielkie pająki. To nie był przyjemny widok. Nie chciała ich oglądać. Magiczką lekko ścisnęła Buliona za jego zbroję czy strój. Może i jej pilnował, ale to... Dało jej pomysł. – Ustrzelę je wybuchową strzałą, weź mnie na barana. — Powiedziała ciszej do Buliona. Wtedy też zahaczyła miecz gdzieś o torbę czy pas Buliona. Jeśli jej pomógł wgramolić się na jego plecy, to ściągnęła łuk i zaczęła celować w wielkie pajęcze odwołki. Je było trafić najłatwiej. Choć jeśli elfy pozostawały na pajęczych bestiach, to raczej miała zamiar celować gdzieś w centrum cielska. Miała delikatną przewagę wysokości, a i ta odległość nie była jakaś znacząca. Wszak orkowie walczyli tuż obok niech. Po wystrzeleniu wybuchowej strzały każdy wiedział, co miało się stać dalej. Detonacja w chwili trafienia, ale tylko jeśli trafiła w elfa albo w bestię, bo gdyby usłyszała trafienie w podłoże, to nie wybuchała, by strzały. Tylko co w tym czasie robiła Venla?
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

105
POST BARDA
Cassim stał się straszakiem na usługach Kamiry, ale nie poszedł za nią, gdy postanowiła ruszyć w pogoń za Bulionem. Wysłał z nią rybkę, ale to nie zastępowało osobistego dbania o czarodziejkę i pilnowania, by nie stało się jej nic złego. Spotkanie z elfami w podziemiach było zbyt bliskie, zbyt ryzykowane, nawet jeśli świetlik był tak zabójczy, jak orkowie.

Pojawienie się kolejnego elfa było kwestią czasu. Gdy raz już spotkali wrogów, to wydawało się, że ich obecność tu nie zostanie zapomniana, a wręcz przeciwnie, elfy będą robić wszystko, by ich stąd wykurzyć lub, co bardziej prawdopodobne - zabić.

Bulion przystał na propozycję Kamiry, ale nie wzięli pod uwagę, że gdy czarodziejka wdrapie się już na plecy orka, zostanie bardzo mało miejsca pomiędzy nią a sufitem! Uderzyła boleśnie o sklepienie, nim przyjęła pozycję tak niewygodną, że niemożliwe było strzelenie do celu.

Dobroduszność Venli była do przewidzenia.

- Poczekajcie! - Zawołała do swojej grupy i przecisnęła się między orkami na przód. - Nie musimy walczyć. - Starała się przekonać, nie wiedzieć, czy orków, czy ciemnego elfa.

- Rzuć broń! - Szczeknął mroczny, wzywając do poddania się. Postąpił w stronę Venli pojedynczy, ostrzegawczy krok, a pająki postąpił tuż za nim.

Teraz, gdy stanęli i czekali na rozwój wydarzeń, usłyszeli tupot zbyt dużej ilości odnóż również za sobą. Droga powrotna była odcięta.

- Naruszyliśmy spokój waszych jaskiń, za co przepraszam. - Mówiła Venla. - Chcemy stąd jedynie odejść.

Czy był sens, by dyskutować z nieznajomym?

Wróć do „Wschodnia baronia”