[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

1
Północna Strażnica
Północna Strażnica dzieliła się na dwie części - ta, która wgryzała się w Wielkie Wydmy, już dawno została pochłonięta przez piasek. Ledwie szkielet zabudowań wyrastał ponad niestabilny grunt. Druga część, wybudowana w zboczu skalistego wzniesienia, stanowiącego pierwsze fragmenty Czarcich Gór, zachowała się w lepszym stanie, choć, jeśli wierzyć plotkom, to tam zagnieździł się smok. Twierdza została wybudowana wśród piasków Urk-hun jeszcze przed obecną erą, jednak została opuszczona po tym, jak orkowie spostrzegli, że nie ma aż tak dużego znaczenia taktycznego, a jej położenie sprawia zbyt wiele problemów logistycznych. Utrzymanie Północnej Strażnicy okazało się nieopłacalne, dlatego pozwolono jej niszczeć.

*****
-> Z Bastionu Khudamarkh
Ogromne kareny były dobrym środkiem transportu na pustyni. Bestie były wytrzymałe i śmiało przemierzały Wielkie Wydmy, a na ich grzbietach można było transportować nie tylko towary, ale również osoby. Hodowane właśnie ku temu celowi, kareny miały posłuszną osobowość i nie sprawiały wielkich problemów. Karawana stworzona z sześciu takich zwierząt kierowała się ku Północnej Warowni. Kroki karenów były powolne, ale miarowe, pozwalały na niezbyt szybkie, choć bezpieczne przemierzanie pustyni. Kamira, siedząc w cieniu baldachimu na grzbiecie trzeciego z kolei słonia, w towarzystwie Azeliela i dwóch orczych strażników, z wysokości wielu stóp nad piaskiem mogła obserwować okolicę. Pustynię przecinały pojedyncze skarłowaciałe drzewa, które w jakiś stopniu opierały się suszy i wiatrowi, jak i wygłodniałe bestie próbujące dobrać się karenom do nóg, jednak odpuszczające w zetknięciu z grubą skórą i niezachwianym charakterem. Pierwszego wieczora, gdy zapadał zmrok, Azel wypatrzył na niebie sylwetkę smoka.
Smok musiał spodziewać się, że mieszkańcy Bastionu ruszą za nim w pościg. Mając przewagę w postaci skrzydeł, kołował chwilę nad karawaną, obserwując z wysokości jej postępy, w końcu jednak znikł za horyzontem, pozostawiając ich na pastwę żywiołu.

- A mógł spopielić nas od razu. - Mruknął Azeliel spod białego materiału, którym owinął głowę. Na wysokości grzbietu karena było wietrznie. Szczęśliwie płachta nad głową ochraniała ich przed słońcem.

Noc przebiegła bez zakłóceń. Temperatura spadła i Kamira mogła wspomnieć słowa Azeliela, jednak ten uczynnie podzielił się derką, którą jakaś uczynna dusza zapakowała do ich tobołków. Nocą pustynia ożywała, podrywały się drapieżne ptaki, bestie znów przypuściły atak, jednak kareny pozostały niezachwiane nawet wtedy, gdy jeden z nich został niemal użądlony przez przerośniętego skropiona. Orkowa straż nie tylko broniła karawany przed magami i ich spodziewaną zdradą, ale również przed niebezpieczeństwami nocy.

Wraz z nadejściem poranka nastąpiło załamanie pogody. Choć nie było ani jednej chmury, podniósł się wiatr, który poderwał drobny piasek. Tumany kurzu niemal całkowicie przysłaniały widok, natomiast konstrukcje na grzbietach karenów zaczęły się chwiać.

- Musimy się zatrzymać! - Wrzasnął Burgher, który był mianowany dowódcą przedsięwzięcia. - Zabierzcie wszystko, co potrzebne! Schodzimy!

Szczęściem, dotarli do ruin, które stanowiły pierwsze z zabudowań zewnętrznej części Północnej Strażnicy. Któryś ze strażników osłonił Kamirę przed pyłem i doprowadził do wystających ponad piach ścian. Miejsce, w którym się znaleźli, mogło stanowić górną część jakieś większej sali, choć przez ilość piasku, jaka dostała się do środka, niegdyś wysokie sklepienie było niemal na wyciągnięcie dłoni, do tego stopnia, że co wyżsi orkowie musieli się pochylać. Drużyna Kamiry złożona była z dwójki magów, Azeliela i niemal dwóch tuzinów orczych strażników, mimo to, w murach znalazło się miejsce dla każdego. To, czego nie mogli się spodziewać, to fakt, że kryjówka była już zajęta. Przy niewielkim ognisku siedział mężczyzna w jasnej, niemal jaskrawej szacie, a obok niego przycupnął juczny jaszczur.

- Zapraszam. Jestem pewien, że zmieścimy się tu wszyscy. - Odezwał się. Miał głos tak niski, że niemal odbijał się od ścian, drżąc basem. - Podzieliłbym się śniadaniem, mam jednak tylko jednego węża. Jesteś głodna, dziewczynko? - Pytanie skierowane było do Kamiry. Nad ogniem, na patyku, opiekało się długie wężowe cielsko.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

2
POST POSTACI
Kamira
Od czasu przybycia do Bastionu Kamira nie miała okazji go opuścić nawet na chwilę. Rozumiała doskonale, że podróże przez pustynie nie są łatwe, ale wciąż było to coś zupełnie innego, coś, do czego jakoś mocno nie przywykła.

Na całe szczęście nie byli nieprzygotowani. Ich wyprawa była wyjątkowo przygotowana i podróż nie była wcale taka straszna, jak mogłoby się wydawać a wszystko za sprawą słoni i baldachimów, które doskonale chroniły pasażerów przed słońcem. W ten sposób podróż była znośna, a na grzbiecie takiej bestii można też było coś zjeść, więc nie trzeba było się zatrzymywać na dłużej, niż to konieczne by zwierzęta mogły wypocząć. Byli przygotowani i Kamira nie ruszyłaby w drogę bez swojej wersji posiłków pozbawionych mięsiw. Nie mogłaby przecież inaczej.

Nie przypuszczała, że na tym terenie potrafią przetrwać jakieś rodzaje drzew, na pewno była to dla niej jakaś drobna nowinka, choć nie oczekiwała, że nie będą wysuszone na wiór, no bo jak inaczej, skoro stoją pośrodku gorącej pustyni, same, ledwo co rzucając cień, by uchronić przed słońcem innych. Przez to wszystko Kamira zaczęła się zastanawiać, skąd one brały wodę do funkcjonowania, a może wcale jej nie potrzebowały? Może już były martwe? – A skąd te drzewa biorą wodę? — Spytała Azelila, bo była ciekawa czy jest w stanie odpowiedzieć jej na to pytanie. Na całe szczęście bestie nie były aż tak groźne dla wielkich słoniszczy jak mogłyby być dla nich, jakby szli pieszo, mimo to Kamira miała ochotę pokazać tym bestiom prawdziwe wybuchy, rozumiała jednak, że mogłaby spłoszyć ich własne zwierzęta, a co za tym idzie zagrozić całej karawanie, dlatego jedynie łypała na nie spod byka, gdy tylko się zbliżały do słoników.

– To przez te baldachimy. Musiał nas nie zauważyć. — Stwierdziła, poprawiając Azela, któremu było tak bardzo śpieszno do spopielenia przez smoka. – Słońce i tak wystarczy — Wyżaliła się, zdając sobie sprawę, że gdy tylko wyjdą spod materiału i opuszczą słonie, to zostaną zmuszeni do stawienia czoła nieprzyjaznym warunkom. Nie rozumiała jednak dlaczego smok nie wykorzystał swojej okazji. To znaczyło, że z jakiegoś powodu nie uznał ich za realne zagrożenie albo większym priorytetem było coś w jego nowym gnieździe.

Czarodziejka słowem nie wspomniała o tym, że nadszedł mróz, mimo to wyraźnymi spojrzeniami dawała znać, że jednak powinno się zadbać by było jej cieplej. Noc jednak przyniosła kolejne ataki stworzeń. Czy to oznaczało, że ta okolica była tak niebezpieczna czy po prostu wszystko z jakiegoś powodu lgnęło do nich jak robactwo do gnijącego truchła? Dotarcie do ruin zwiastowało koniec jakiegoś etapu, ich podroży, tego długiego, teraz rozpoczynał się kolejny, ten, podczas której już każdy musiał choć trochę uważać, Kamira również musiała. Kryjówka, jaką znaleźli, była dobrym miejscem, by odpocząć i możliwe wycofywać się do niego w przyszłości jeśli coś poszłoby nie tak. Nie byli tutaj sami, przyjął ich chwilowy gospodarz tego miejsca. Byłby pewnie zupełnie zwyczajny gdyby nie juczny jaszczur... Jak w ogóle wyglądał taki jaszczur!?

Czy naprawdę miejsca było dla każdego? Byli sporą grupą, a orkowie swoją wielkością to liczyli się czasem nawet i za dwóch! Wpierw zwrócił się do niej a Kamira... Nie miała pojęcia czemu akurat do niej, a nie do przywódcy ekspedycji lub do elfa. Pokręciła głową przecząco, na pewno nie chciała jeść węża a co dopiero jeść węża od zupełnie obcego! Dosyć podejrzliwie obserwowała gospodarza, co i rusz spoglądając na wężowy posiłek. – Skąd taki duży wąż? — Spytała, zerkając na Azela, bo liczyła, że albo on, albo Burgher zajmą się kwestią ich towarzystwa. Nie ona była tutaj od decydowania, jej zależało na tym, by jak najszybciej uwolnić się od wszelkich problemów.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

3
POST BARDA
Azeliel nie był zbyt chętny do rozmowy na tematy botaniczne. Cierpiąc gorąc, wachlował się dłonią i mruczał coś w stylu skąd mam, cholera, wiedzieć, sugerując jednocześnie, by o takie bzdury pytała Venlę. Kobieta była jednak w koszu na grzbiecie innego karena i jeśli Kamira naprawdę chciała się dowiedzieć, to musiała poczekać. Azeliel niewiele również wiedział o bestiach, które starały się dobrać do nóg słoni, a jeszcze mniej o smoku.
Spoiler:
Stworzenie, które przycupnęło przy nieznajomym, było doprawdy dziwaczne. Wielka głowa stanowiła przeciwwagę do grubego, ale krótkiego ogona. Przednie łapy jaszczura były w stadium szczątkowym, natomiast tyle masywne i mięsiste, jakby stworzone do biegu. Jeśli miał kiedykolwiek jakąś uprząż, została ona mu zdjęta.

Spod kaptura o jaskrawym, pomarańczowym kolorze, zekrała w stonę Kamiry para oczu. Ich niesamowity kolor sprawiał, iż wydawało się, że te płoną w ciemności. Twarz nieznajomego poznaczona była tatuażami, a może bliznami; ciężko było ocenić to z odległości.

Orkowa straż rozsiadła się pod ścianami, by nie haczyć głową o sklepienie. Większości nie interesował nieznajomy - najwyraźniej spotykanie wędrowców nie było niczym dziwnym nawet na pustyni. Burgher zajęty był rozlokowywaniem ich obozu w pomieszczeniu. Venla nastomiast, wespół z Q'beuem, strofowała chłopaka z zawiniętą głowa.

- Jakżeś się tu dostał! - Podnosiła głos czarodziejka.

- Chciałem zobaczyć smoka...! - Marudził Shay, starając się wyrwać z uścisku Q'beua. - Schowałem się w tobołkach!

- Nicponiu, pierwszego rzucimy się na pożarcie smokowi! - Straszył Pomyj.

To, co robili magowie, wywołało uśmiech na twarzy nieznajomego. Prychnął cicho i pokręcił głową.

- Pustynia nie jest miejscem dla dzieci. Węże, natomiast... to ich domena. - Wyjaśniał spokojnie. Choć nie podnosił głosu, nawet w całym tym rozgardiaszu, Kamira dokładnie słyszała jego każde słowo. Co gorsza, nieznajomy nie spuszczał wzroku z Kamiry nawet na moment. - Uważaj, gdzie stawiasz stopy, młoda czarodziejko. Uważaj, by twoja własna pewność siebie nie pokąsała cię po kostkach.

- Te, przyjacielu. - Azel w końcu zwrócił mu uwagę. - Zachowaj te ostrzeżenia na inny czas.

Płomyk mogła odnieść wrażenie, że słowa wędrowca nie były dosłowne i oznaczały o wiele więcej, aniżeli prostą przestrogę przed stworzeniami pustyni. Odwrócił w końcu spojrzenie od Kamiry, tylko po to, by podążyło za jego własną dłonią, którą zaczął gładzić jaszczura po łbie. Wierzchowiec zmrużył ślepia.

- Mam na imię Cassim. - Powiedział po chwili. - Ty musisz być Kamira, Zagłada z Pustyni. - Czyżby jej sława prześcignęła ją samą?

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

4
POST POSTACI
Kamira
Jaszczur, którego miał nieznajomy wyglądał jak stworzenie nie z tego świata. Kamirze coś dziwnie podpowiadało, że takie jaszczury mogą być straszliwie groźne, choć ten wydawał się udomowiony. Czarodziejka po chwili miała również wrażenie, że na pewno istnieje biały jaszczur tego kalibru. Dlaczego tak myślała? Nie wiedziała sama, ale przez głowę przeszła jej myśl o jaszczurze albinosie.

Twarz spoglądająca na nią spod kaptura na pewno nie sprawiała wrażenia zwyczajnej. Owy jegomość nie mógł być takim zwyczajnym podróżnikiem, choćby dzięki temu dziwacznemu jaszczurowi, jakiego ze sobą przyprowadził. Czy takie istoty żyły w ogóle na pustyni? Obserwowała go z uwagą.

Orkowie od razu znaleźli swoje miejsce, nie wybrzydzali, jak widać. Czarodziejka natomiast musiała swoje wybrać bardzo dokładnie, bo nie chciała później żałować. Nie mogło jednak obejść się bez kłopotów. Shy również okazał się członkiem ich ekspedycji, pasażerem, na którego gapę powinni oddać jaszczurowi do zjedzenia. Kamira swoim spojrzeniem i krzywą miną wyraźnie dała upust temu, że również nie podobało się jej, że Shy schował się w ich tobołkach i najpewniej zabraknie im teraz zapasów. Wzruszyła w końcu ramionami i zwróciła się do magików, jej spojrzenie zawisło jednak na nieznajomym. – Skoro zabrał się z nami, zamiast zapasów to będziemy musieli zjeść jego! — Powiedziała ciut głośniej i pokręciła głową zażenowana. – Pewnie jaszczur jest głodny.... — Zasugerowała, że może nawet i nie smok powinien zjeść Shy'a, lecz towarzyszący nieznajomemu guar jaszczur. Tak naprawdę to nie nakarmiłaby jaszczura nikim, nie była na tyle szalona, ale zasugerować i postraszyć mogła.

– A ty skąd tyle wiesz? Czy to, że go jesz, nie sprawia, że to bardziej twoja domena? — On natomiast prawił o pewności siebie. Pewności, której co prawda Kamira nie miała, ale próbowała tworzyć obraz, jakby miała jej sporo. Odruchowo wręcz spojrzała pod buty, licząc, że nie ujrzy tam żadnego oślizgłego węża. Nie musiała mu już jednak odpowiadać, Azel zrobił to za nią i tyle powinno wystarczyć.

Zastanawiała się, co rzeczywiście miał na myśli i dlaczego, bo to nie ona była tutaj pewna siebie. To pozostali emanowali tą pewnością, nawet jeżeli teraz była odrobinę zgaszona. Kamira potrzebowała jedynie zamknięcia tematu smoka. – Nie jesteś, aby zbyt pewny? — Zapytała po słowach Cassima, nie pamiętała, by mu się przedstawiała i jak widać, już nie musiała tego robić. Skąd jednak wiedział. Czyżby informacje niosły się jak papier na wietrze? W tej sytuacji wolała się trzymać bliżej Azela.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

5
POST BARDA
Jaszczur, który towarzyszył Cassimowi, nie był albinosem, ale jego skóra była jasna, różowawa, z piaskowym odcieniem, który lepiej pozwalał wtapiać się w otoczenie. Stworzenie mrużyło ślepka, gdy dłoń wędrowca gładziła jego brzydką głowę. Tego typu jaszczury z pewnością mogły żyć w Herbii, czy to na pustyni, czy na mokradłach Varulae. To, że Kamira czegoś nie znała, nie musiało znaczyć, że jest dziwne. Dla zwierzęcia, to Kamira mogła być dziwem natury!

- Zostaniemy tu, póki nie ustanie burza! - do swojej grupy odezwał się Burgher. Spojrzał w stronę odzianego w pomarańcz wędrowcy, a ten skinął głową, dając im przyzwolenie na dzielenie schronienia. - Odpocznijcie. - Polecił, jakby przez ostatnie dni nie odpoczywali na grzbietach karenów. - Wy dwaj, pilnujcie wejścia. - Wskazał parę orków. - Wy, czarowników. A młody... - Burgher zawiesił spojrzenie na Shayu, który miotał się w uścisku Pomyja. - Zostaje. - Zawyrokował w końcu. Czy przez to, że miał miękkie serce, a może w jego głowie kluł się jakiś inny plan? Tego Kamira nie wiedziała.

- Więcej na nim kości niż mięsa. - Odezwał się Cassim, nie przestając gładzić łba jaszczura. Choć jego ton był neutralny, można było spodziewać się, iż nie wydawało mu się, by dzieciak był dobrym posiłkiem dla jego pupila.

Shay głośno wyraził swój sprzeciw przeciwko takiemu traktowaniu, przez co zarobił policzek od jednego z orków (co przynajmniej go uciszyło), a Azel w międzyczasie rozłożył na ziemi chustę, która dotąd chroniła jego głowę przed słońcem. Legł na niej i skrzyżował ręce pod głową, kontent z pozycji, jaką sobie znalazł. Obok niego na chuście było jeszcze trochę miejsca, akurat dla drobnej dziewczynki.

- W dziczy takiej, jak ta, przeżyje najsilniejszy. - Powiedział elf, wtrącając się znów w rozmowę młodej Kamirin i wędrowca. - Skoro złapał węża, wydaje się, że to rzeczywiście jego domena. Jeśli my złapiemy jego, to będziemy górą.

Cassim mógł odebrać to jako groźbę, ale uśmiech, który wykwitł na jego ustach, sugerował coś innego. Czyżby bawiły go niewypowiedziane groźby Azeliela? A może sądził, że nie dadzą mu rady nawet z dwudziestoma orkami, trzema magami, jednym skrytobójcą i jednym przybłędą?

- Nie zaprzeczyłaś, ale nie potwierdziłaś. - Odezwał się Cassim, znów zawieszając skrzące spojrzenie w dziewczynie. - Podróżujesz z orkami Bastionu Khudamarkh. Szukacie smoka. - Wnioskował. - Jesteś płomieniem, który rozpalił pustynię. Ogniem, który trawi wszystko, czego dotknie. Zagładą; końcem, ale i początkiem. - Jego dłoń zatrzymała się na łbie jaszczura. - Ofiarujesz śmierć i wolność.

- Jesteś sławna. - Parsknął Azel. - Pewnie jacyś kupcy rozgadali w okolicy, że jest ktoś taki, jak ty.

- Kupcy? Kupcy... - Powtarzał Cassim. Jego spojrzenie nawet na moment nie opuściło Kamiry.

- Widziałeś smoka w okolicy? - Podpytał znów elf.

- Owszem. Smok jest niedaleko.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

6
POST POSTACI
Kamira
Dowódca zarządził oficjalnie przystanek, co oznaczało, że spędzą tutaj trochę czasu. Czuła, że pozwolenie Cassima nie miało żadnego znaczenia, bo i tak Burgher zrobiłby tak, jak zostało zarządzone. Kwestia Shay'a pozostała... W tle wszystkiego, bo polecono mu zostać, ale chyba tylko dlatego, że nikt nie wiedział, co z tym zrobić. Kamira zastanawiała się jak później Burgher i reszta zamierzają go wykorzystać. Jako podarek, by skusić smoka, czy mieli jakiś inny plan na myśli? Nie wiedziała i wolała o tym więcej nie myśleć.

Czarodziejka nie szukała sobie miejsca zbyt długo, bo akurat trochę zostawił dla niej Elf. Wydawałoby się, że idealnie dla niej. Azel lubił przekomarzanki a Kamira nie zdecydowała się jego słów komentować. Mówili o rzeczach, jakie były dziwnymi przenośniami, które nie do końca z nią rezonowały. Mogła przecież być górą w każdej chwili, gdyby tylko użyła ognia. Nie musiała nikogo nawet łapać, po prostu to ona byłaby górą, bo inny byliby popiołem. Kimkolwiek Cassim był, dla Kamiry nie było zdziwieniem to, że groźba Azela spłynęła po nim jak o goblinie. Nie do końca rozumiała też tę groźbę i być może Cassim również.

Przysunęła się odrobinę bliżej do Azela na chuście.

Cassim zdecydował się dalej prowadzić z nią rozmowę, najprawdopodobniej myśląc, że ma jej coś interesującego do powiedzenia, ale póki co, mówił tylko rzeczy, które w żadnym wypadku wiele dla niej nie znaczyły, bo były pustymi frazesami. – I co z tego? — Odparła lekceważąco, co z tego, że była tutaj z orkami i polowali na smoka? Myślał, że był mądry, bo usłyszał gadających orków kilka chwil wcześniej i myślał, że wszystko już wie, co można wiedzieć? – Ale ty wiesz, że ogniem rozpalającym pustynie to jest słońce? Gdzie się nie schowasz, to mocno grzeje. — Odbiła jego wnioski, ale na tym nie poprzestała – Ej Azel, a co oferują twoje sztylety, co? — Zakpiła z ostatnich słów Cassima, który przypisał jej wartości, które były tak prostymi frazesami, niewiele wartymi zresztą, bo wolność oferowała każda śmierć.

– Nasłuchał się o pożarach albo za długo na słońcu siedział — Westchnęła ciężko, i spojrzała się w górę, również kładąc dłonie pod głowę. Przypatrywała się w zrujnowany sufit tudzież w niebo, starając się większą jego część zakryć swoją czapką. Dalsza rozmowa interesowała ją tylko odrobinę. Słuchała, choć za bardzo na nich nie patrzyła, starając się unikać wzroku tresera jaszczurów. Wyglądało na to, że Azel radził sobie w poznawaniu nowego kolegi wystarczająco dobrze. Nie musiała im przerywać.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

7
POST BARDA
Orkowie, którzy nie zostali przydzieleni do pilnowania, rozsiedli się w kole. Ktoś usypał z suchych drewienek stos, ktoś inny poprosił Cassima o użyczenie ognia, na co podróżnik zgodził się bez wahania. Łatwiej było podkraść płomień, aniżeli rozpalać go na nowo. Istniało też prawdopodobieństwo, że Burgher sam zabierze to, co chciał, jednocześnie wyrzucając Cassima ze schronienia, lub, co gorsza, wysyłając go nie na zewnątrz, a na tamten świat. Nikt nie pomyślał o tym, że łatwo zdobyliby ogień prosząc o niego ognistą czarodziejkę.

I choć uwaga nieznajomego skupiła się na moment orkach, wydawało się, że wciąż zerka na Kamirę. Zaintygowała go, gdy znał ją z opowieści, czy może wpadła mu w oko, drażniąc jak drobinka piasku pod powieką? Tego nie wiedziała, ale czuła na sobie jego spojrzenie.

Mężczyzna drgnął lekko, słysząc surowe, lekceważące słowa. Zamaskował to ruchem, gdy sięgał po węża. Sprawdził dłonią temperaturę przypieczonej skóry i jakby w ogóle nie była gorąca, zsunął bestię z patyka, który sużył za rożeń, wprost na rozłożoną przed nim białą płachtę. Było to lepsze niż jedzenie z piasku.

- Jeśli zmieniłaś zdanie, zapraszam do uczty.

- A mnie poczęstujesz? - Wtrącił się Azel, na co Cassim odpowiedział zapraszającym ruchem dłoni. - Minęły lata, nim ostatni raz jadłem węża na pustyni. - Pożalił się, podnosząc z chusty, by siąść obok wędrowca, po jego przeciwnej stronie; z dala od jaszczura. Kamira miała całe prowizoryczne posłanie dla siebie. - Aż przypominają się dawne czasy. - Westchnął.

- Dawne czasy?

- Sprzed Bastionu. Podróżowałem, handlowałem, zupełnie jak ty. Pod słońcem pustyni, ale ze sztyletami u boku. - Zwrócił się do Kamiry. Nie do końca podabało mu się to, jak czarodziejka traktowała nieznajomego, co jasno pokazywał przez ton i grymas na twarzy.

***

Azeliel i Cassim zacieśniali więzi, gdy Kamira odpoczywała na chuście elfa. Nie wiedzieć kiedy, zmęczona gorącem, a następnie i zimnem pustyni, przysnęła. Jej drzemka nie była zbyt udana, bo przerywana odgłosami, niewygodną pozycją, snami, które wirowały w jej głowie, nie składając się w całość, wreszcie ramieniem, które przygarnęło ją o siebie, gdy Azel również postanowił udać się na spoczynek.

- Kamirin! - Głośny szept i dłoń na ramieniu kazała jej otworzyć oczy. Widziała przed sobą obandażowaną głowę Shaya, który nachylał się i szeptał jej do ucha, najwyraźniej nie chcąc wybudzić Azela. - Burgher i inni wyszli na zwiad! Venla mówi, że jeśli chcemy uciekać, to teraz!

W półmroku pomieszczenia Kamira widziała tylko dogasające ognisko orków. Kąt, który wcześniej zajmował Cassim, pozostawał ciemny - mężczyzna najwyraźniej wyruszył już w drogę. Czarodziejka szybko rozeznała się w otoczeniu. Azel leżał obok niej i spał głęboko, pojedynczy orkowie siedzieli w mroku lub też brali przykład z elfa i spali. Pomyj i Venla zajmowali przeciwny kąt pomieszczenia. Gdy spojrzenia Kamiry i starszej czarodziejki spotkały się, ta skinęła głową. Wystarczyło przemknąć za plecami orków, dopaść do wyjścia, w jakiś sposób ominąć wartowników... i odnaleźć wolność na pustyni.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

8
POST POSTACI
Kamira
To, że nikt nie polegał na Kamirze w kwestiach tak prostych jak podpalanie ognia mogło świadczyć zarówno o wielu rzeczach jak i o zupełnie niczym. Mogło na przykład oznaczyć o wielkim respekcie co do jej magii i niewykorzystywaniu jej do rzeczy prostych i błahych. Wszyscy jednak wiedzieli, że jest to nie prawda. Prawdopodobnie czuli, że figę z makiem dostaną a sama Kamirka raczej nie byłaby chętna do wybuchania kawałków patyków. Jej wybuchy potrzebowały wymyślnych celów, takich jak orkowy kapłan, smok albo nawet Azeliel swojego czasu. Nawet dzisiaj, mimo sygnałów bliskości do elfa, które starała się wysyłać wszystkim, wciąż nie do końca rozumiała, czym jest właściwie ich relacja, zwłaszcza teraz gdy oboje stracili kawałek duszy z ręki jej demona.

Czarodziejka nie miała pojęcia, czemu akurat ją sobie tak upatrzył. Chociaż, właściwie to miała. Nie było za bardzo nikogo innego, na kogo mógł patrzeć, może poza Azelilem, bo orkowie nie byli jakoś ciekawi, a stare dziadygi czarodzieje niezbyt go interesowali albo o nich wiedział już wszystko. Pozostali albo byli zupełnie bez znaczenia, albo się nie liczyli. Przez to wszystko magiczka zaczęła się zastanawiać, jak to jest, że ludzie zaczęli gadać i wszystko to zostało od razu skojarzone z nią, aż tak rzucała się w oczy, czy może było to spowodowane tym, że piasek chyba miał oczy? Choć... To mogło być wszystko przez ten kapelusz.

Nie interesowała się za bardzo jedzeniem, jakie sobie przygotowywał, na pewno bardziej by podpasowało elfowi niż jej. Jedzenie węży nie było jej w smak i tym bardziej nie rozumiała co Azel w tym widział i czemu tak do tego tęsknił, miał lepsze jedzenie w Bastionie niż jakieś tam pieczone węże o bliżej nieokreślonym smaku i konsystencji — przynajmniej wedle czarodziejki. Chcąc nie chcąc przysłuchiwała się wymianie zdań Cassima i Azela. Leżała tak nieco naburmuszona, bo poczuła się... Zignorowana przez elfa. Nie miała jednak zamiaru mówić mu o tym otwarcie. Powinien się sam domyślić. A ton i grymas na jego twarzy w kwestii Cassima nie tyle, co zignorowała, co przyjęła do wiadomości, już nie dogadując pustelnikowi.

Odpoczynek nie był najlepszy za sprawą zarówno gorąca, słońca, a potem chłodu jak i księżyca. Trudno było liczyć tutaj na jakikolwiek komfort, ale pozostało pogodzić się z tym co było, dopóki nie wrócą z tej misji z sukcesem. W tym wszystkim, jedynym, pokręconym do tego komfortem mimo wszystko było objęcie Azela, w którym wyjątkowo zbyt wiele złego jej nie groziło, przynajmniej tutaj.

Oczywiście Shy musiał przerwać jej spoczynek i wybudzić ją w najgorszym z momentów, takim, z którego za wcześnie by wstać, ale i za późno by najprawdopodobniej spać dalej. Pierwsze jego słowa zignorowała, bo liczyła, że odejdzie i nie będzie natrętną muchą. W głowie zadzwoniło jej jednak jedno słowo niezwykle zwracające jej uwagę. Ucieczka... Rozbrzmiewało w jej głowie z dosyć negatywnym wydźwiękiem. Wielokrotnie już chciała zniknąć, ale za każdym razem coś szło nie tak a teraz? Teraz na pewno nie było szansy, by coś się zmieniło. Nie w chwili gdy wcześniej wszyscy zapewniali ją o służbie dla Kharkhuna. – No to niech sobie zwiedzają... — Odpowiedziała półprzytomna, doskonale jednak zdając sobie sprawę, że nie zamierza się w to wikłać, liczyła, że Shy odpuści. W końcu lekko się obudziła i rozejrzała po okolicy, finalnie musiała dojrzeć pozostałych czarodziejów. Wykrzywiła usta to w jedną to w drugą stronę, potem pokręciła głową i pokazała w jej kierunku rękami po prostu nie. Że nic z tego, nici z ucieczki. Venla i Q'beu powinni sobie poradzić ze smokiem, tak przynajmniej zawsze twierdził ten drugi. Chciała próbować zasnąć, lecz coś jej nie dawało. W końcu delikatnie odsunęła się od Elfa i powędrowała do magów, miała zamiar wdać się w prawdziwą szeptaną dyskusje. – Rozum wam odjęło? Upolujemy go i wracamy do Bastionu. Przecież do tej pory byliście wszystkiego pewni. — Nie kryła rozczarowania, które wymalowało się na jej twarzy. Nie chciała uciekać, nie czuła się na silach ani do podróży po takiej pustyni, ani nie chciała być ścigana przez orków, a wciąż jeszcze istniała szansa na naprawienie i jej i Azela. Przynajmniej wierzyła, że ich "demoniczną" kwestię wciąż da się rozwiązać, a ucieczka całkowicie to zaprzepaści. Również nie znała ich planów, w których istnienie całkowicie już wątpiła.

Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

9
POST BARDA
Orkowie nie potrzebowali magii Kamirin, by rozpalić ogniska. Setki, a może tysiące lat posługiwania się krzesiwem wystarczyły, by opanować krzesiwo do perfekcji. Drobne iskry krzesiwa działały na suche gałęzie o wiele lepiej, aniżeli wybuchy, które mogła im zaoferwać Kamira.

Cassim, jakiekolwiek miał plany wobec Kamiry, odszedł, uprzednio ich nie ziściwszy - a przynajmniej nic nie wskazywało na to, by do tego doszło. Bo nieznajomym pozostał zasypany piaskiem popiół i wężowe kostki, usypane w kupkę tuż na miejscu, gdzie było ognisko. Ten niezwykły monument odcinał się w ciemnym kącie, tworząc niemal kurhan dla zwierza, który był kolacją Cassima i Azeliela. Sam elf zdawał się nie zauważać, że w Kamirze rozgorzała zazdrość. Po spotkaniu z nienzajomym wrócił na chustę i zasnął, nie zastanawiając się nad tym, jak nazwać to, co rozkwitło między nim samym i małą Kamirin. Był osobą, która przyjmowała świat takim, jakim jest, bez potrzeby nadawania imion uczuciom i wydarzeniom.

Gdy Kamira wyswobodziła się spod jego ramienia, mruknął coś przez sen i przekręcił się na brzuch, by dale spać w nowej pozycji.

Zarówno Venla i Pomyj, jak i młody Shay, wydawali się rozczarowani decyzją czarodziejki. Chłopak nie dawał jej spokoju, a kiedy postanowiła podejść do magów, podreptał za nią.

Q'beu skrzywił się. W nikłym świetle zmarszczki na jego twarzy wydawały się jeszcze głębsze.

- Rozum straciłaś, dziewczyno? - Zwrócił jej uwagę. - To smok, nie pustynna bestia. Ani my, ani twój demon, nikt z nas nie ma dość siły, by go pokonać, a co dopiero spętać. Sto lat temu, kiedy został uwięziony pod Bastionem, walczyła przeszło setka magów. To starożytna, potężna bestia. - Tłumaczył z niezadowolonym wyrazem twarzy. - Powiedzieliśmy to, co chciał usłyszeć władca. Burgher jest po naszej stronie, wie, że konfrontacja to pewna śmierć.

- Kharkun nas nie zabije. - Wtrąciła się Venla. Siedziała ze skrzyżowanymi przed sobą nogami, z derką na ramionach. - Ale nie mamy pewności co do tego, co zrobi z tobą. Proszę... zabierz Shaya. To dla niego ostatnia szansa, a nie poradzi sobie sam na pustyni.

- Poradzę sobie! I obronię czarodziejkę!

- Mój słodki chłopcze. - Venla rozłożyła ramiona, a Shay zaraz w nie wpadł. - Będę za tobą tęsknić. Kamirin, uciekaj. Ratuj siebie, ratuj jego. Nie patrz za siebie. I zabierz lampę...

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

10
POST POSTACI
Kamira
Cassim był dziwacznym wędrowcem, który wyraźnie wtykał nos w sprawy i siły, o jakich miał mało pojęcia. Zupełnie tak jakby to ten głupi smok zszedł im do obozu i sobie z nich kpił... Ale czy smoki znały się na magii? Najpewniej tak w końcu pluły ogniem, ale czy w takim razie ten jaszczur był prawdziwy? A może to jaszczur był smokiem a on tylko jego kapłanem? Dziwne to były rozważanie, jakie przyszły w trakcie nocy na myśl czarodziejce. Mimo to odrzuciła je. W końcu pozostali czarodzieje wykryliby, że coś jest nie tak. To coś, co zostało przez niego usypane dla węża dla Kamiry było wyjątkowo... Bezcelowe.

Nie rozumiała, skąd wzięły się ich zaskoczone miny jej słowami. To przecież oni postawili ich w tej sytuacji. Gdyby chcieli mogliby spopielić Kharkhuna już dawno, ale z jakiegoś powodu gdy przychodziło co do czego, wszyscy rozważali to ponownie i rezygnowali. Zmarszczki na twarzy kubła zdawały się jej nie większe a zwyczajnie — miała wrażenie, że przyprawiła go o nowe i dobrze tak dziadowi.

Jego słowa wcale nie napawały ją optymizmem, a raczej... Skonfundowały bardziej, miała to wyraźnie wypisane na twarzy już dobrą chwilę. Zmarszczyła brwi, wysłuchując jego bełkotu. – Skoro jest taki starożytny i potężny to dogadajmy się z nim. Bo skoro jest taki potężny, to pewnie gadać potrafi, a skoro ogniem zieje, to pewnie i na magii się zna! — Wtrąciła na koniec wypowiedzi bełkoczącego starca przedstawiając, według siebie, całkiem sensowne argumenty w kwestii smoka. – Wszyscy jego najwierniejsi go oszukali i myślicie, że wrócicie i będzie dobrze? Świetny plan. Po prostu wyśmienity. Wydawało mi się, że to wy macie mu doradzać, a kończy się na tym, że gdy tylko zaczyna mówić, że kogoś skróci o głowę, to wszyscy się z nim zgadzają, nawet jakby chciał skoczyć z najwyższej wieży w bastionie. Pff... — Prychnęła rozczarowana postawą czarodziejów. No i Burghera też, który najpewniej zdaje sobie sprawę z tego wszystko, skoro nawet Q'beu o tym wspomniał. Skrzyżowała ręce, wyraźnie zamykając się na ich słowa. – Czyli, wszyscy się rozchodzimy i liczymy, że Kharkhun w swojej złości nie utnie komuś ręki, a innych nie będzie szukał? Pewnie orków też ukarze... — Westchnęła ciężko zrezygnowana. – Świetny plan... Świetny plan... — Mamrotała pod nosem, wyraźnie zła, że dopiero teraz powiedzieli jej o tym, że tak właściwie to ich misja jest bujdą.

– Skoro was nie zabije to czemu nie weźmiecie Shay'a ze sobą? Przecież nawet nie zauważy, że zniknął z bastionu, bo miał nie jechać — A tak poza tym to, kim niby był ten Shy, by jakkolwiek, się nim przejmować miał władca Bastionu? – Lampę? To paskudztwo? Po co? Skoro i tak nic się nie da z tym zrobić by wszystko naprawić. Jak tak ma to wyglądać, to zaniosę tę lampę do leża smoka i niech sobie ją spali z nim w środku. — Była zła i emanowała wręcz złością. W tej chwili chyba już nie będzie w stanie zasnąć. – Zresztą... Po co ja was potrzebuje wszystkich. Sama tam polecę, zrobię zwiad i wymyślę co zrobić z tym smokiem ... Ugh! — Mimo wszystko, była rozżalona i zakłopotana. Zupełnie nie wiedziała ani co, ani dlaczego. Wątpiła, by Azel naprawdę smacznie sobie w tym wszystkim spał albo, ze nie został wtajemniczony w ten cały plan. Cofnęła się do niego i kilkukrotnie go szturchnęła, a jak to nie starczyło, to lekko go musnęła butem – Azeliel, śpisz? Co o tym wszystkim myślisz? Na pewno nie spałeś cały ten czas... — Zaczęła go podpytywać z drobnym wyrzutem.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

11
POST BARDA
Kharkun był władzą w Bastionie - jego zniknięcie nikomu by nie pomogło. Bezprawie, jakie z pewnością zapanowałoby w mieście, mogło mieć skutki niemal tak opłakane, jak pojawienie się tam Kamirin. Miasto stało w gruzach i potrzebny był ktoś, kto będzie nadzorował odbudowę. Kharkun był najlepszym wyborem. Venla i Q'beu, choć mądrzy i potężni... czy potrafiliby mówić ludziom i orkom, co mają robić?

- Rozważaliśmy rozmowę ze smokiem. - Przyznała Venla. Powoli przesuwała dłonią po głowie Shaya, głaszcząc ciemne loczki. Chłopiec zerkał na Kamirę pojedynczym okiem, zadowolony ze swojego położenia. - Jest ryzykowna, ale możliwa. Musisz zrozumieć, Kamirin... to bestia, ale rozumna, mimo to nastawiona na sianie zniszczenia. Nie zna niczego prócz przemocy. Jedno niewłaściwe słowo, jeden fałszywy ruch... zostanie z nas popiół. - Wyszeptała ostatnie słowa, jakby sama wizja spotkania ze smokiem napawała ją paraliżującym przerażeniem.

- Kharkun nie wie, z czym chce się mierzyć. - Dodał Pomyj. - Sprawdzimy, jak mają się sprawy w strażnicy, gdzie ma leże, a później wrócimy. Musimy uniknąć walki za wszelką cenę. Poinformujemy go o porażce. Kiedy Bastion znów wstanie z kolan, dostaniemy fundusze na zebranie armii i poprosimy Karlgard o pomoc. Tylko tak mamy cień szansy.

- Kharkuna da się przekonać. - Mruknęła Venla z godnym pozazdroszczenia przekonaniem.

- Ale na ciebie jest cięty. - Dodał Shay, niepytany. W ramionach babci Venli czuł się wystarczająco bezpiecznie, by dogadywać Kamirin. - Ciebie zabije, bo zniszczyłaś miasto i zawaliłaś misję.

- Shay. - Upomniał go Pomyj. - Zamknij usta albo przypiekę ci drugą stronę twarzy.

- Q'beu!

Kamirin pytała o jedno, magowie mówili o czymś innym, a do tego byli blisko pokłócenia się przez chłopca, który przylgnął do Venli jak lep. Wszyscy byli zdenerwowani, a to nie sprzyjało podejmowaniu decyzji. Co więcej, orkowie podnieśli głowy, gdy magowie zaczęli dyskusję.

Azeliel obudził się dopiero, gdy Kamirin do niego podeszła i bezceremonialnie tyknęła go butem. Spojrzał na nia podpuchniętymi oczyma, a ledwie szparki między powiekami sugerowały, że wyrwała go z najgłębszego snu. Potrzebował paru długich sekund, by zrozumieć, co się dzieje i o co pyta.

- O czym myślę? O smoku? Kamirin, daj temu spokój.- Elf rozejrzał się, a widząc, że nie dzieje się nic, czym należałoby się martwić, obrócił się plecami do czarodziejki, najpewniej zamierzając kontynuować odpoczynek.

- Nawet o tym nie myśl, dziecko! - Odezwała się Venla z drugiego końca sali. Już nie szeptała, a mówiła głośno i wyraźnie, by przekaz na pewno do niej dotarł. Zobaczyła w Kamirze coś, co bardzo jej się nie podobało: determinację? Była ona jednak podszyta naiwnością, jak się Venli wydawało. - Nie musisz nikomu niczego udowadniać! Nie pokonasz smoka!

- Chce pokonać smoka? Sama? Głuuuupia! - Zarechotał jeden z orków. Siedzący przy nim Bulion trącił go ramieniem.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

12
POST POSTACI
Kamira
Wielkie, zaskoczone oczy lśniły w blasku nocy po usłyszeniu, że magowie cokolwiek rozważali w sprawie kabały, w jaką się wplątali. Dla Kamiry było jasne, że po utracie Quetapina Venla przygarnęła sobie tego łotrzyka i traktowała go jak kolejnego synka. Odrobinę było jej kobiety żal, ale co mogła poradzić, skoro każdy w bastionie wszystko sam na siebie sprowadził? Przynajmniej tak było w przypadku Quetiego, jej, Azela no i Q'beua i Venli jak widać też.

W jednym Venla miała racje. Smok był bestią i dogadanie się z nim było niezwykle... Mało prawdopodobne, zwłaszcza że smok mógł ich spopielić niemalże od razu i w tej konfrontacji to on był górą, jakkolwiek by się do tego starcia nie przygotować. Nie lubiła trajkotania Q'beua ale teraz brzmiał nad wyraz sensownie. Widocznie i jemu zdarzało się mówić mądre rzeczy "od czasu do czasu"

To nie tak, że Kamira się nie bała. Bała się i to bardzo, nie tylko smoka, ale każdej z decyzji, jaką mogli dzisiaj podjąć. Bała się tego, że ucieczka dzisiaj zaprzepaści wiele z tego czego nie udało się jej jeszcze wypracować a konfrontacja ze smokiem z kolei również mogła wszystko pogrzebać. Nie było jej łatwo, bo kwestia tej dziwacznej lampy wciąż nie dawała jej spokoju. Chciała to wszystko jakoś odkręcić, a do tego potrzebowała silnego maga, najwidoczniej silniejszego niż Q'beu i Venla. Może nawet jakiegoś... Pradawnego, tak się składało, że jedna taka bestia była w okolicy i może warto było spróbować. – Jeśli ktoś może z nim porozmawiać to tylko ognik, nawet jak zionie na mnie ogniem to, co z tego? Gdy będę ogniem, nie powinno mi się nic stać a poza tym mam jeszcze ten amulet i on też pomoże troszkę! — Odpowiedziała czarodziejom, już nie licząc, że rozważą konflikt ze smokiem. – Nawet jak nie po to, by go pokonać, to albo znajdę jego skarb, albo coś... Nie wiem... Jak daleko możemy się oddalać od lampy? — To była chyba najważniejsza informacja, jaką mogła od magów dzisiaj uzyskać. Potrzebowała jej, bo jednak wolała nie ryzykować krzywdą swoją bądź Azela przez oddalenie się od tego przedmiotu dalej niż potrzeba. – No jest i co z tego? Powinnam go wysadzić przy pierwszej okazji — Prychnęła do Shy'a. – Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłam, skoro i tak chce się mnie pozbyć — Upominania tego loczka nie miały większego znaczenia. Trudno było czarodziejce traktować go jakkolwiek poważnie. Zastanawiała się jednak, co mu się stało, że chodził taki obandażowany i Q'beu podsycił jej ciekawość.

Azel właściwie zachował się tak... Jak by się zachował. Nie zaskoczył jej swoją reakcją. Mimo to wyczuła, że raczej został wtajemniczony we wszystko, co teraz jej mówili jeszcze wcześniej. Była zrezygnowana i ostatkiem determinacji wyrażała się jeszcze, że może coś zrobić, ale tak właściwie to planu nie miała żadnego. – Ale ja nie chcę udowadniać. W takim razie róbcie sobie własny zwiad, ja sprawdzę, czy nie ma tu skarbów, na pewno wybrał to miejsce nie bez powodu a jak go przypadkiem znajdę, to spróbuję, może rozwiąże mój problem z lampą i przynajmniej od tego badziewia się uwolnię — Tupnęła nogą w trakcie swoich wyjaśnień, a potem rozpuściła swobodnie ręce, bo ta rozmowa zupełnie wysysała z niej energię. Potrzebowała jakiegoś katalizatora dla swojej energii, szkoda, że nie miała swojego kostura, ale w takim razie pozostanie jej przeszukać strażnice i być może znaleźć albo złożyć sobie coś, co pozwoli jej na wykorzystanie pełnej mocy swojej magii.

– Teeee, ja wszystko słyszę! — Odezwała się głośniej do orka – Mam ci przypomnieć jak skończyły gobliny? Jeden ork w tę czy tamtą nikogo nie zaskoczy — Odgrażała się orkowi za jego przytyki.
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

13
POST BARDA
Shay przytulał się do Venli, nie mając pojęcia, że większość z tych, którzy wcześniej przystawali z czarodziejką, nie kończyła zbyt dobrze. Zaczęło się od Propriona, niziołka, którego podczas uczty otruł Quetiapin, za co wina spadła na Kamirę. Z drugiej strony, sam Quetiapin wkrótce też został stracony i choć los bardzo chciał przypisac Kamirze również utratę tego życia, czarodziejka nie dała namówić się na wybuchnięcie barda. Azel stracił cząstkę duszy, Bulion język, Shay połowę twarzy... co czekało Kamirin, jeśli zechce zostać przy Venli? A może to nie od starszej czarodziejki zależało, ale od Płomyka właśnie?

Sprawy rozmowy ze smokiem były jeszcze w strefie wyobrażeń. Nie wydawało się, by ktokolwiek z obecnych kiedykolwiek wcześniej obcował ze smokiem, czy to młodym, bardziej zwierzęciem niż mityczną bestią, czy to takim starożytnym, jakim był Smok z Bastionu, który, wedle przewidywań, mógł porozumieć się z wędrowcami. Pozostawało mieć nadzieję, że wraz z wiekiem, smok nabierze również na tyle mądrości, by nie spopielać wszystkiego przed sobą nim nie usłyszy, z czym przyszli do niego orkowie.

Pomyj spojrzał na Kamirę wielkimi oczyma. Kontemplował przez chwilę.

- To może się udać! Gdy będziesz ogniem, nie zrobi nic, co mogłoby ci zaszkodzić! - Podekscytował się. Choć chciał podnieść się z miejsca pod ścianą, nim zdołał wykonać krok, Venla złapała go za rękaw.

- Nie pozwolę jej pójść tam samej! - Zaprotestowała w swojej typowej, zbyt protekcjonalnej bucie. - Kamirin, miej lampę ze sobą przez cały czas. Nie wiem, co się stanie, gdy się oddalisz.

Q'beu obejrzał się na partnerkę. Minę miał nietęgą, ale słowa Kamiry rozbudziły w nim nową nadzieję. Za to Azel nie przejmował się ich słowami. Jego równy oddech sugerował, że szybko ponownie zapadł w sen, zasłaniając twarz ręką, jakby chcąc odgrodzić się od ich głośnych rozmów. Nie było jednak dane mu odpocząć.

- Coś ty powiedziała?! - Ork, który wcześniej wyraził opinię o czarodziejce, zaczął zbierać się z piasku, choć Bulion trzymał go w miejscu.

Konfrontacji zapobiegł Burgher, który wrócił wraz ze swoim oddziałem zwiadowczym. Zapowiedziały ich rozmowy przy wejściu, a kiedy orkowie strząsnęli z siebie piach, który osiadł na ich ubraniach, przeszli do komory sali.

- Ani śladu smoka. - Oświadczył Burgher. - Na północ stąd spopielił karawanę, zgliszcza są już zimne. - Dodał, sugerując, że nie stało się to w ostatnich dniach, a zapewne tuż po tym, jak uwolnił się z Bastionu. - Zbierajcie się. Wyruszamy.

Mimo ociągania ze strony Azela, który wciąż chciał drzemać, zebranie obozu nie trwało dłużej, niż dziesięć minut. Orkowie sprawie zwinęli koce, zasypali ogniska, zebrali tobołki i ruszyli ku wyjściu. Również Kamirze przypadł tobołek do niesienia, na szczęście nie był zbyt ciężki.

Burza piaskowa minęła. Wiatr wciąż podrywał drobinki piasku, pchając je do oczu i ust wędrowców, przez co utrudniał rozmowy. Darowano Kamirze chustę pokrytą wzorem szachownicy, którą można było łatwo owinąć wokół głowy. Kareny miały pozostać w miejscu - dalszą drogę należało przebyć pieszo, choć przemierzanie pustyni nie było łatwe. Piasek osuwał się spod stóp, a wciąż poruszające się wydmy utrudniały utrzymanie jednego kierunku. Burgher wydawał się jednak zaprawiony w tego typu wyprawach, zerkał w niebo, określając stronę, w którą należało iść. Słońce wspinało się coraz wyżej i grzało bez litości. Wydawało się, że niedługo miało nadejść południe - kiepski czas na wyprawy.

Niczym fatamorgana na horyzoncie zamajaczył ciemny kształt. Im bliżej go byli, tym wyraźniej widzieli formy tak ciemne, że miejscami całkowicie czarne. Rozciągały się na płaskim jak talerz obszarze, pokrytym jedynie nawianym piaskiem, który pokrywał coś, co było... szkłem?

- Stopił piach! - Zauważył Azel, który szedł tuż za Kamirą. - Tak gorący jest jego płomień!

I choć obietnica spopielenia w tak gorącym oddechu nie była obiecująca, grupa mogła odetchnąć, gdy weszli na płaski teren. Szkło pod stopami było stabilne, pozwalało iść o wiele łatwiej i szybciej, aniżeli sypki piasek. Podłużny kształt stopionej materii sugerował, iż atak nadszedł z powietrza, nie dając szans na ucieczkę. Sześć wozów zostało zniszczonych, w ciągu jednego momentu życie stracili tak pasażerowie, jak i ich zwierzęta zaprzęgowe. Kamira potrafiła rozpoznać kształty szkieletów; czaszki, które rozsypywały się na wietrze, rzędy żeber, skulone formy zwierząt, częściowo wtopione w podłoże. Wystające ze szkła kości były dość ponurym widokiem.

Przy całym obrazie katastrofy wyróżniały się dwa elementy - jeden, odziany w jaskrawopomarańczowy płaszcz oraz drugi, w kształcie jucznego jaszczura. Cassim musiał zauważyć nadciągającą grupę o wiele wcześniej, niż oni zauważyli jego, mimo to, pozostawał w miejscu, nieruchomo, jakby ich oczekując. Poruszał się jedynie materiał jego płaszcza, luźno zarzucony na ramiona, marszczony wiatrem. Kamirze nie umknęło, że jaszczur kręcił się przy zgliszczach, ocierając brzydki pysk o spopielałe belki i trącając nosem pozostałości szkieletów. W porównaniu do swojego pana, był wyjątkowo niespokojny.

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

14
POST POSTACI
Kamira
Nie do końca wiedziała, co sobie robić z rozbudzonej wyobraźni starego dziada, który nagle spostrzegł jakąś szansę, dzięki której osiągnąć mogą cokolwiek. To była jakaś szansa, ale wciąż raczej nie dawała szansy na zwycięstwo, ale przynajmniej na przemknięcie koło tej bestii. – I tak musimy sprawdzić co się stanie jak lampa będzie dalej od nas... Musimy wiedzieć, co się stanie, na wszelki wypadek — Musiała wiedzieć, nie mogła przecież liczyć, że wiecznie pozostanie blisko lampy, nie mogła wiedzieć, co się wydarzy, a świat lubił płatać figle, wolała wiedzieć, co może czekać ją albo Azela jeśli nie rozwiążą swojego lampowego problemu. Więcej nie miała im do powiedzenia w tym momencie.

Nadejście Burghera ze zwiadu miało przerwać ich naradę. – Czy on naprawdę pozwoliłby nam iść? — spytała, nim jeszcze zupełnie zdecydowali się pogrzebać swoją rozmowę.

Kamira zebrała swoje rzeczy, jak spostrzegła, że inni również się zdecydowali zabrać. Gdy dostała tobołek do niesienia to niechętnie i z grymasem, ale pogodziła się z tym, że coś nieść musi. Burza piaskowa nie mogła być jej straszna, właśnie za sprawą chusty, jaką otrzymała, podróżowanie bez niej na pewno byłoby dużo trudniejsze i jeszcze mniej przyjemne. Kamira raczej nie znała się na nawigacji, więc liczyła na pozostałych w tej kwestii, głównie na ich przewodnika, orka Burghera. W trakcie drogi miała jeszcze do omówienia kilka krótkich tematów z magami. – Samo rozejrzenie się po strażnicy nie powinno być dużym ryzykiem, może coś ciekawego znajdę, a nawet nie zwrócę uwagi na tyle jak eskadra orków, tylko nie wiem, ile czasu by mi to zajęło. Znam dwa sposoby, które mogą w tym pomóc, jeden na konserwację many... Trochę nieprzyzwoity... – Skrzywiła się, zerkając na moment w piach, po którym szli – A drugi może równie dobrze nie zadziałać, albo po prostu bredzę... — Westchnęła ciężko. Wiedziała, że konserwacja energii magicznej pozwoli jej użytkować ją dłużej, ale nie mogła liczyć na boską pomoc ot, tak a uśmiech Krinn w jej stronę pozostawał w sferze wątpliwości. – Znasz jakieś sposoby Pani Venlo? — Może nie był to najlepszy czas na naukę i zdobywanie nowej wiedzy, ale nie mieli za bardzo innej okazji, a jednak cokolwiek by się nie wydarzyło. Nie mogła zmarnować całej swojej energii w postaci ognika.

Grzejące słońce dawało się jej we znaki i na pewno nie obyło się bez odrobiny Kamirowego marudzenia, że jest gorąco i że jest zmęczona, bo faktycznie dosyć długo już szli, a ona nie przywykła do tak długich podróży. Wspominała sobie w trakcie drogi, jak to niegdyś zakopała się w piasku, by skryć się przed słońcem. O dziwo działało. Gdy dotarli do nowego podłoża Kamira sprawdziła od razu czy jest twarde, podskoczyła raz czy dwa i niemal od razu to nowe odkrycie dodało jej odrobinę energii.

–Uuu, a co to? Wygląda na to, że to musi być jego robota. Całkiem to... Całkiem to ciekawe — Wydawała się odrobinę zainteresowana przekształceniem krajobrazu, jakiego mogła dokonać bestia. Ponuro wyglądające kości co prawda nieco zmywały zainteresowanie z jej twarzy i przynosiły zalążek strachu, to starała się w ich stronę nie patrzeć, jeśli tylko mogła. – Ale chyba musi coś jeść, nie spopieliłby wszystkiego chyba... — Wyraziła swoją niepewność w kierunku smoczego zachowania. Zresztą, miała wrażenie, że skoro stworzył taki dziwaczny krajobraz, to musiał ziać na tyle ogniście, że i kości by spalił. Nie chciała jednak zbyt długo dywagować i dyskutować o kościach. Nie znała się na tym, wiedziała natomiast tyle, że kości i rogi można było sproszkować, jak się bardzo tego chciało, dlatego gigantyczna temperatura również powinna na nie działać. – Mam dziwne wrażenie, że to wszystko to ostrzeżenie, wiecie? — Rzuciła w eter, właściwie do nikogo konkretnego.

Widziała w oddali jaszczura i tego wędrowca, ale skoro ona go widziała to inni na pewno też. Burgher dowodził, więc to on musiał zdecydować czy zamierzają do niego iść, czy nie, pewnie i tak był na ich drodze, poza tym, wydawało się, że niezbyt się ruszy, dopóki do niego nie dojdą, czyżby chciał im coś powiedzieć, czy przestrzec?
Spoiler:
Spoiler:

[Wielkie wydmy] Północna Strażnica

15
POST BARDA
Venla pokręciła głową, choć nie było jasne, czy w odpowiedzi na pytania Kamiry, czy po to, by ostatecznie pogrzebać jej ciekawość. Burgher był w zasięgu słuchu, nie należało rozmawiać o tym, co mógłby lub czego nie mógłby zrobić, nawet jeśli najwyraźniej przystał na propozycję zmiany celu misji.

Gdy wyruszyli, Venla i Q'beu zrównali kroku z Kamirą.

- Powinnaś mieć lampę przy sobie. - Powtarzała Venla. - Nie ryzykuj, nie teraz. Nie możemy pozwolić sobie na słabość przy smoku.

Tuż za Burgherem szedł Bulion i trzech innych strażników. Wszyscy mieli głowy uniesione - wypatrywali bestii na niebie, jakby spostrzeżenie jej pozwoliło uniknąć zagłady!

- Nie sądzę, by w strażnicy było cokolwiek ciekawego. O ile nie zalęgli się tam bandyci albo posuchy, to znajdziemy tylko ruiny. Nie zdążyłby zebrać skarbu. - Mówił Pomyj. Jego stopy zapadały się w piasku, nie pomagało to w utrzymaniu równego kroku. Na wydmach nikt nie mógł poruszać się z gracją. - O jakich sposobach mówisz? Co może być nieprzyzwoitego w konserwacji many? Jeśli potrzebujesz dodatkowego źródła energii, wykorzystaj Azeliela. - Zaproponował wprost. Azel szedł parę kroków przed nimi, nie mając pojęcia, że Q'beu rozważa użycie go jako paliwa dla Kamiry. Raz już został użyty przez demona. Kolejny raz mógłby go zabić, ale nie interesowało to starszego maga.

- Żadnego używania Azeliela. - Wtrąciła się Venla, ale przez chustę brzmiała słabo i niezdecydowanie. Czyżby również to rozważała?

Nikt nie potrafił pomóc Kamirze w jej spowodowanym gorącem i zmęczeniem bólu. Każdy miał swój bagaż i nie było możliwości, by ktokolwiek chociażby wziął ją na barana. Oferowana woda tylko na chwilę gasiła pragnienie. Drużyna musiała przeć przed siebie. Przez sypki grunt poruszali się o wiele wolniej, niż szliby na normalnym podłożu. Szkło było wytrzymałe, wtopione w piasek. Ani ciężar orków, ani nawet skakanie młodej czarodziejki nie mogło go skruszyć.

- Przeszukać. - Polecił Burgher, choć spodziewał się, że niczego prócz popiołów nie znajdą. Orkowie rozeszli się po terenie, by przekopać się przez resztki. Również Shay udał się do najbliższej kupy spalonych desek, która z grubsza jeszcze przypominała zapadnięty wóz. Któryś z orków podszedł do wystających ze szkła żeber. Kości rozpadły się w proch przy ledwie lekkim dotknięciu.

- Ostrzega nas, byśmy za nim nie podążali. - Zgodziła się Venla. Westchnęła cierpiętniczo, opierając się zaraz na Pomyju.

Wędrowiec nie zrobił niczego, by im zagrozić - poczekał, aż sami do niego dotrą. Jego jaszczur usiadł w końcu tam, gdzie, jak się wydawało, życie straciły zwierzęta pociągowe.

- Znów się spotykamy, czarodziejko. - Jak uprzednio, Cassim zwracał się wprost do Kamiry, ignorując pozostałych, o ile ci sami nie nawiązywali kontaktu. - Przekąskę? - Na patyku Cassim miał nadziany rząd skorpionów. Stworzenia nie były duże, ale żądła jadowe na końcach odwłoków wciąż były obecne, grożąc ukłuciem i obietnicą bólu. - Twój widok napełnia mnie radością. Wciąż poszukujecie smoka? Dlaczego jeszcze nie zawróciłaś?

Kamira zauważyła za sobą cień. To Bulion stanął tuż za nią w obronnej pozie.

Wróć do „Wschodnia baronia”