Bastion Khudamarkh

496
POST POSTACI
Kamira
Chcąc nie chcąc magiczka była wdzięczna za przygotowanie dla niej broni. Nawet jeśli nie będzie musiała z niej korzystać, to była ona ładną błyskotką, tylko żeby jeszcze pokazali jej jak o nią zadbać. Zdobycie więcej takich broni mogłoby niezmiernie zainteresować Kharkhuna i kto wie... Może właśnie udzielono jej niezwykle interesującej informacji.

Kamira zabrała się na miejsce i już po dotarciu na miejsce atmosfera wydawała się jej niezwykle napięta, a wystawione ostrza włóczni w stronę jej smoczego towarzysza tylko to potwierdzały. Już w tej chwili poczuła, że spokoju nie będzie, ani dziś, ani jutro... Ani jakoś szybko. Zapanowała cisza, nim przemówił orkowy władca. Spojrzenie, jakim uraczył ją smok, znaczyło dla niej tylko jedno. W prawdzie... Doskonale wiedział, co powinien zrobić jeśli prawda wyjdzie na jaw. Nie musiała mu tego mówić. Czy musiał słuchać Kamiry? Nie koniecznie, ale to orkowy władca teraz mówił.

Kamira schyliła głowę i nie przerywała władcy Bastionu, najprawdopodobniej w ostatnich chwilach jego życia. Czy mogła powstrzymać smoka przed spaleniem wszystkiego? Już nie. Nikt nie wierzył w smoczą potęgę i powinni zapłacić za to karę, wyglądało na to, że nie za bardzo się przejmowali sytuacją, zupełnie jakby to był... Normalny dzień, jakich wiele. Czekała, aż nadejdzie jej pora wypowiedzi. Rządania przedstawione smokowi nie mogły zostać spełnione. Kamira nie miała ani odwagi, ani autorytetu prosić by oddał swoje skarby, nawet jeśli były nieużywane i w dużej mierze bezwartościowe. – Panie, zrobiłam to po to, by nie rozgorzał kolejny konflikt w Bastionie. By nikt nie musiał już tracić tutaj życia. Z tymi żądaniami... Teraz jest za późno... Wybacz Kherkimie... EKSPLOZJA!— Spoglądała na głównego orka, czyli Kharkhuna. Miała chwilę na skupienie energii. Chciała, by wybuch był szybki i wystarczający. Dopóki miała magie, musiała jeszcze z niej korzystać. Cofnęła się o krok albo nawet i dwa jeżeli miała taką możliwość, nie chciała być w zasięgu włóczni a skoro włócznie i tak były wycelowane w smoka, na szczęście nie w nią. Tylko co zamierzał zrobić smok? Kamira nie miała zamiaru łamać kolejnych słów. Doskonale wiedziała, że cały Bastion zostanie najprawdopodobniej ukarany za podejście Kharkhuna i innych, którzy zdecydowali się wygadać. Smok miał prawo do zemsty na tym który tyle lat go strzegł. Jej zostało wyciągnąć nowe ostrze, nawet jeśli nie umiała nim walczyć, to było diabelnie ostre i prawdopodobnie wystarczająco ostre by i z jej wątłą siłą... Zrobić... Coś.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

497
POST BARDA
Władca był spokojny, smok był spokojny, nawet strażnicy, choć z bronią przy smoczej szyi, byli spokojni! Tylko Kamira nie potrafiła utrzymać nerwów na wodzy.

Czarodziejka miała chwilę na skupienie energii, ale energii... nie było. Umknęła już dłuższy czas temu, gdy Kamira czuła jej nierówny przepływ, i do tej pory nie wróciła w całym swym jestestwie! Drobne iskierki wciąż krążyły w ciele magiczki, ale te były jedynie wspomnieniem tego, do czego była zdolna! W rezultacie po jej dłoni przemknął pojedynczy płomień, zeskoczył z jej palca, przemknął kilkanaście cali w stronę Kharkuna i wybuchł z głośnym: pyk! Nie było to nic, co mogłoby komukolwiek zrobić krzywdę.

Demon, choć odłączony od duszy czarodziejki, wciąż mógł płatać jej figle. Czyżby magia postanowiła zostać w cząstce duszy, którą miał ze sobą demon? A może przez brak tego kawałka rozpraszała się, nie mogąc odbudować zasobów po tym, jak Kamira wykorzystała wszystko przeciw czarnym elfom?

Jej działania wywołały... zaskoczenie. Przez dłuższy moment cała sala była tak cicho, że nie chrzęściły nawet elementy zbroi strażników. W końcu napiętą atmosferę przerwał śmiech Kharkuna.

- Głupia dziewczyno! - Rżał władca. - Nie potrafisz nawet wykorzystać przeciwko mnie swojej mocy! - Drwił, jednocześnie dając znak dowódcy strażników. Ostrza zbliżyły się do szyi Cassima, dotykając czubkami jego skóry. Co gorsza, wiele zwróciło się również w stronę Ognika. Nawet jej mieczyk nie robił na nich wrażenia. - I co ja mam z wami zrobić? Nie chciałaś dowieść wierności zabijając Quetiapina. Myślisz, że Ghorak dowiedzie swojej, zabijając ciebie?

Buliona nie było w sali, ale sprowadzenie go nie było problemem.

- Wyzwolicielko. - Powiedział Cassim, nad wyraz lekko, wesoło, mimo drobnych stróżek krwi, które zaczynały płynąć z płytkich rozcięć na jego szyi. Kamira miała nieco większą swobodę ruchów. - Czego sobie życzysz?

Bastion Khudamarkh

498
POST POSTACI
Kamira
Nierówny przepływ mocy dokuczał jej już od jakiegoś czasu, wciąż jednak liczyła, że wykrzesa z niej choć trochę. Nie mogło przecież być tak źle, tak nagle i bez ostrzeżenia! Bo jakim ostrzeżeniem był dla niej nierówny przepływ? Ot, mówił jej, że może być trudniej... Ale, że aż tak? Zupełnie nie brała pod uwagę tej możliwości, ta moc była dla niej niemalże wszystkim i nie mogła sobie pozwolić na utratę jej, nie na tak długo.

Gdyby tym razem miała siłę, by podeprzeć swoje słowa i działania... Wtedy każdy patrzyłby inaczej, ale była w tej chwili głupia i bezbronna. Wszyscy to wiedzieli i nie kryli zaskoczenia, najbardziej zaskoczona była natomiast ona sama. Pozostała cicho, próbując poukładać sobie w głowie całe to zamieszanie. Czy może to ten demon tak na nią wpływał? Pojęcia nie miała, ale było zbyt późno by się z tego wycofać. Zostało jej... Grać dalej w tę rozpoczętą grę, tą okropną partią kości, jaką dostała. Tylko czy była w stanie przekształcić to w coś korzystnego? Szala nie była po jej stronie i każde słowo orka wyraźnie o tym świadczyło.

– Yyyy... To-to nie tak panie! To... To właściwie... To takie efekty specjalne, tak! Tak! To chciałam zwrócić uwagę tylko! — Zaczęła machać rekami jakby to, co zrobiła, było częścią... Niezapowiedzianego spektaklu, jakby zupełnie tłumaczyła swoje działania. – Czyż nie był to piękny efekt? — Starała się. Bardzo się starała odwrócić tę sytuację, chociaż odrobinę w mniej straszliwą dla siebie stronę. – Moja magia to nie tylko straszliwe eksplozje jak widać, ale też i idealne źródło rozładowania napięcia! — Starała się lekko skłonić głowę, robiąc to w delikatnie teatralny sposób. – Lecz to nie wszystko! Zapomnij panie o smoczym złocie. Na nic ci będzie potrzebne. — Wtedy też postarała się odwrócić miecz ostrzem skierowanym do tyłu, nie w stronę któregokolwiek orka, tak by mogła je swobodnie i prosto podać, tak by nikomu krzywdy nie zrobić. Nie zbliżała się ponad krok lub dwa, ale wyciągnęła rękę z ostrzem. – Proszę spojrzeć. Takich ostrzy jak to jest więcej, warte są na pewno więcej niż stary smoczy skarb. Ba! Potwierdzi to Mistrz Avon, bo ja się na ostrzach nie znam. Elfy z podziemia na pewno mają ich więcej, każdy takie miał. Na pewno je jakoś pozyskują, a kto wie, co można z nich wykonać! To na pewno doskonalsze materiały niż nasze. Najnowocześniejsze materiały dla tutejszych wojsk. Wyjątkowe i doskonalsze niż inne, jedyne w swoim rodzaju, takie, których nie kupi nawet żadne złoto! A zejście jest tuż obok w strażnicy i kto wie... Może można tam nawet zejść przez nasze jaskinie, pod Bastionem! — Kamirze mocno zależało na zainteresowaniu Kharkhuna doskonałym mieczykiem, w tej chwili była to jej jedyna możliwość skoro jej magia ją zawodziła. Mimo zakłopotania walczyła ze sobą, by utrzymać ten pełen błazenady stan, bo utrata magii była dla niej naprawdę dotkliwa.

– Panie, nie ma potrzeby sprawdzać niczyjej lojalności. Obecny tutaj smok już przysłużył się twojej sprawie i... I bez dwóch zdań będzie w stanie zrobić więcej jeśli będzie dobrze i należycie traktowany. Doskonale wiemy, że moja magia potrafi być śmiercionośna i gdybym naprawdę chciała użyć jej do spowodowania czyjejś śmierci, to tak by się stało i potwierdzi to każdy ork, który był w strażnicy, a nie mam ku temu powodów! Wizyta w Strażnicy pokazała mi, czyja władza jest tą właściwą. — Kamira była pewna, że Ghorak... Niczego nie dowiedzie, tak samo jak i ona nie byłaby w stanie tego dowieść. Liczyła, że ork weźmie miecz i się mu przyjrzy. – Przyjrzyj się, proszę panie temu trofeum, oceń sam i skorzystaj z porady Mistrza Avona. Na pewno będzie ona cenna. To ostrze nadaje się dla mnie, ale dla ciebie i pozostałych orków muszą być większe, wierzę, że znajdzie się mnóstwo materiału, nawet i na tak okazałe i lekkie pancerze, odróżniające jakością naszych orków od innych. — Dalej wtórowała co do jakości i doskonałości znalezionej broni. Co prawda nie miała pojęcia, jaka była elfia liczebność, to doskonale wiedziała, że to, co przynieśli z podziemi, było wartościowe. Musieli to jakoś wydobywać i przerabiać, ale to już kwestia rzemieślników. Delikatnie pokręciła głową na boki do smoka. Nie chciała, by musiał jej bronić, albo karać wszystkich sam. Była bezużyteczna i nie mogła pozwolić mu na walkę samotnie.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

499
POST BARDA
Mały fajerwerk z dłoni Kamiry nie wystraszył nikogo. Co więcej, nie tylko Kharkun, ale nawet strażnicy nie kryli uśmiechu, gdy wyjaśniała swoje nieudane przedstawienie. Jeden z nich nawet dziabnął ją w ramię, jednak na tyle lekko, by nie przeciąć skóry. Poczuła tylko nieprzyjemne ukłucie czubkiem grotu włóczni.

Kharkun wydawał się czerpać radość z małego pokazu, jaki zaprezentowała Kamira. Nawet uniósł dłonie i powoli zaklaskał. Raz, dwa, trzy, dźwięk uderzających o siebie dłoni poniósł się po sali.

- Sądziłem, że jesteś czarodziejką. Ale jesteś błaznem. - Skomentował bezlitośnie, wykrzywiając lekko usta. - Bardzo niebezpiecznym błaznem. Nie zmienia to faktu, że właśnie próbowałaś mnie wysadzić. Sprowadźcie Ghoraka. - Rzucił w eter, ale zadania podjął się nikt inny, jak Avon, który wcześniej podążył za Kamirą i smokiem przed oblicze władcy. Mistrz domu ukłonił się i szybko opuścił salę, spiesząc się do wykonania rozkazu. Wydawało się, że Kamirze tym razem nie ujdzie na sucho, a Bulion zostanie zmuszony do akcji, których z pewnością nie chciał wykonywać.

Ork przyjął miecz, również Kherkim nachylił się nad ojcem, by ocenić znalezisko. W dłoniach Kharkuna, miecz wyglądał jak ledwie sztylet.

- Avon wspominał o tym mieczu. - Przyznał, łapiąc niedopasowaną do jego rozmiarów broń i obracając ją, jakby próbując w swoich zbyt wielkich dłoniach. - Do czego ja to wykorzystam? Do otwierania listów? - Zakpił, sprawdzając ostrość na swoim własnym palcu. Gwałtowne cofnięcie dłoni sugerowało, że ostrze było najwyższej jakości. - Nasi kowale nie potrafią pracować z takim metalem. - Skomentował, jednocześnie oddając broń synowi. Choć nie wydawał się w pełni zainteresowany sprawą miecza, wydawało się, że gra pozorów działała i Kamira chwilowo odsunęła od siebie wyrok śmierci. Mimo to, wciąż miała obstawę strażników, choć nie tak liczną, jak Cassim. - Twierdzisz, że pod Bastionem są jaskinie z czarnymi elfami. Chcesz nas tam zwabić? - Choć Kharkun starał się wydać nieprzekonany, Kamira dostrzegała rosnące zainteresowanie odkrywaniem tego, co rozciągało się pod ich stopami. - Czy raczej wywabić ich, by zniszczyli to, nad czym tak ciężko pracujemy? Twój smok już przyczynił się do strat.

Cassimowi nie podobało się jego położenie. Nie tylko Kamira nie pozwalała mu działać, ale jeszcze miał wycelowane w siebie zbyt wiele grotów włóczni.

- Panie! - Podniósł się okrzyk jednego ze strażników, który chciał zwrócić uwagę Kharkuna na powoli rozpalający się metal, zwieńczający włócznie przytknięte do skóry smoka. Groty zapłonęły żółtym światłem, gdy temperatura bijąca od ciała mężczyzny wzrastała wraz z jego irytacją.

- Powiedz mu, żeby przestał. - Warknął władca. - Jeśli mamy rozmawiać zamiast zabić was od razu, weź go na smycz. - Rozkazał. - Nie ma dla nas wartości, jest tylko przeszkodą. - Dodał, by nie było żadnych wątpliwości co do pozycji Cassima na dworze. Orkowie bardzo starali się nie pokazać po sobie tego, jak bardzo obawiają się osoby smoka, lecz mimo to, obawa przed jego mocą uwidaczniała się w każdym słowie i czynie.

- Ojcze, pani Kamira i Azeliel muszą najpierw wyruszyć do Karlgardu, żeby pozbyć się demona. Później mogą zająć się elfami w podziemiach... prawda? - Zasugerował Kherkim, nie wiedząc nawet, że jest niepotrzebnym adwokatem. - Po drodze, z Karlgardu, mogą zahaczyć o Varulae...

- Milczeć! - Warknął ojciec. - Ty masz jechać do Varulae.

Krótka chwila sprzeczki między Kherkimem i Kharkunem mogła kupić Kamirze czas.

- Nie będziemy musieli szukać tego maga, jeśli uda nam się pochwycić czarnego elfa żywego! Kamira może to zrobić!

Bastion Khudamarkh

500
POST POSTACI
Kamira
Nawet Kamira zdała się ucieszona, jak orkowie zaczęli się uśmiechać. Wyglądało na to, że jej doskonały fortel zadziałał i omamiła ich tym głupim przedstawieniem. Do prawdy, miała talent do przekonywania istot głupszych od siebie... Z tym że tak właściwie to nie, bo mało kto dał się zwieść, a już na pewno nie Kharkhun. Gdy pojęła sytuacje, wyraźnie mina jej zrzedła.

– No to się nauczą z nim pracować! Warto spróbować! — Wciąż grała, starając się utrzymać uwagę na korzyściach, jakie mogliby uzyskać orkowie, pracując na takim metalu. – Jak się nie uda, zawsze można kogoś sprowadzić, kto potrafi! — A gdzie szukać takich kowali jak nie w Karlgardzie? Tamtejsi na pewno mieli jakieś do czynienia z elementem magicznym choćby za obecność samej uczelni. – Nie, nie. Nikogo nie chcę wabić, te elfy są złe, są zagrożeniem. — Wyglądała na urażoną tą insynuacją, bo gdyby chciała ich gdzieś zwabić, to właśnie to zrobiła i wystarczyło, by smok kłapnął ich zębami albo ogniem.

Zdecydowała się nie odpowiadać na zarzuty co do smoka i zniszczeń, jakich dokonał, bo sprawa była zbyt skomplikowana, by wyjaśniać ją Kharkhunowi. – No i widzicie? Denerwujecie go, opuśćcie te włócznie. Przecież rozmawiamy a gdyby chciał, to by już nas wszystkich zdmuchnął. Myślcie trochę, rozgrzewa wam bronie, nic nie robiąc, chyba nie chcecie go denerwować bardziej? No już! Opuszczajcie to. — Zirytowana i zakłopotana niemożliwością tej sytuacji zerknęła w kierunku smoka, a potem Kharkhuna. – Skoro tak uważasz panie... — Skwitowała brak wartości smoka, nie potwierdzając ani nie zaprzeczając jego słowom, bo kontra miała jeszcze nadejść, lecz to za chwilę. – Azel musi jechać do Karlgardu, ja też a z nami Cassim, więc nic tutaj nie spali jeśli o to się martwicie. Q'beu i Venla nie do końca poradzili sobie z ostatnim rytuałem i demon korzysta z naszej energii. Jak tak dalej pójdzie, to uwolni się z lampy silniejszy. — Blefowała, choć nie miała pewności czy jej bezpodstawne biadolenie jest właściwie... Blefem, czy może prawdą, której jeszcze nie miała okazji poznać. Fakty były jednak proste, zginą jeśli nie pozbędą się problemu. – Zły demon będzie wybijał wszystkich tak samo jak próbował Azela albo i gorzej, bo nikt go nie pomieści prócz magów. A uwierzcie mi nie chcecie by bastion stał się miejscem potyczki Cassima z Demonem, tym bardziej że ja już wtedy zupełnie nic nie poradzę. — Wyjaśniła ich położenie i nie mówiła co prawda każdego detalu, bo i tak i tak umknęłyby w natłoku słów. – Pozbycie się demona na stałe to priorytet. Póki się go nie pozbędziemy, ryzyko każdego działania jest zbyt duże! Rozbicie lub zniszczenie lampy tylko go uwolni a większość działań jedynie wzmocni. Musi oddać, co zabrał i trzeba go do tego zmusić. —

– A jeśli demon przejmie Cassima to biada całej pustyni. I panie, nawet nie sugeruj kontrolowania demona jak przedtem bo sytuacja z chwili uwolnienia Cassima się powtórzy, a wtedy z Bastionu nie zostanie już nic i nikt z nas nic na to nie poradzi! Musimy tam jechać — Wykrzywiła mocno usta i skrzyżowała ręce na piersiach – A jak już chcesz mnie pozbawiać głowy to wiedz, że wtedy bez problemu demon sobie moją magię zabierze i zaraz będziecie go mieć tutaj na głowie –
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

501
POST BARDA
Kamira bardzo obstawiała przy swoim i nikt nie mógł jej za to winić. Trzymała się tego, co mogło zapewnić jej sukces, choć wódz nie wydawał się do końca przekonany jej słowami.

- Przekaż to kowalom. - Mruknął Kharkun, jednocześnie oddając ciemnoelfi mieczyk Kamiry w ręce Kherkima. - Niech zobaczą, co można z tym zrobić. - Pięknie przygotowana broń Kamiry, do tego ze specjalnie przygotowaną pochewką, miała być przetopiona! Czy czarodziejka mogła pozwolić na utratę nowej zabawki? - A jeśli nic, niech zrobią z tego gwoździe. Przydadzą się do odbudowy. - Kharkun wykazał się pragmatyzmem. - Nie będziemy sprowadzać nikogo z zewnątrz. Bastion radzi sobie sam. Jeśli my nie poktrafimy tego wykorzystać, to nie wykorzystamy wcale. - Wódz państwa-miasta na środku pustyni był zbyr dumny, by zwracać się po pomoc do Karlgardu czy kogokolwiek innego. Zamykanie się na inne miasta nie wyszło im na dobre, ale mimo to, trwali mimo przeciwności i obecności niszczycielskiej czarodziejki. - Ruszaj! - Huknął na syna. Młody półork zerwał się z miejsca, by zniknąć w tylnym przejściu. Nie ważył się dyskutować z ojcem, gdy ten był w nienajlepszym nastroju.

Nawet bez zezwalającego gestu Kharkuna, strażnicy cofnęli włócznie wtedy, gdy usłyszeli polecenie Kamirki. Czarodziejka rządziła strachem, ale w jej słowach tym razem była mądrość, którą nie wykazywał się orczy przywódzca przez dumę i być może głupotę, bo groty włóczni nie tylko zdążyły się rozgrzać, ale też topić na koniuszkach, skutecznie tępiąc broń. Przezornym było dalej nie drażnić smoka. Mimo większej swobody ruchu, Cassim nie wydawał się nawet odrobinę bardziej rozluźniony. Zaciskając szczęki tak mocno, że aż uwydatniły się jego rysy i grające pod skórą mięśnie, zmrużonymi ślepiami wpatrywał się w Kharkuna. Wszyscy mieli szczęście, że postanowił wybrać sobie Kamirę na władczynię i słuchał jej poleceń bez pudła. Gdyby nie to, z Bastionu nie zostałby nawet popiół.

Kharkun podobnie mrużył oczy, ale wpatrywał się w Kamirę. Chwilę rozważał jej słowa.

- Sprowadziłaś na nas nieszczęście. - Ocenił w końcu. Uniesiona dłoń dała znak sługom; z alkowy, której zawartość była dotąd dla czarodziejki niewidoczna, wyłoniły się dwie pary goblinów, obie z wielkimi wachlarzami, którymi poczęły ochładzać władcę. Zaraz za nimi pojawiły się kolejne, niosąc napitki i owoce. Wiec zbliżał się ku końcowi, więc mógł na nowo oddać się odpoczywaniu i rządzeniu w bardziej przyziemnych sprawach. - Nie będę cię zatrzymywał. Zabierz Azeliela i smoka. Elf ma do mnie wrócić, ale wy, wy nie musicie. - Zezwolił gestem dłoni uzbrojonej w kawałek melona, jednocześnie zwracając Kamirze wolność. Uczucie nie zmieniło nic w stanie Płomyka. - Opuścić broń.

Orczy strażnicy posłusznie odsunęli się od przesłuchiwanej parki. Kharkun chciał mówić coś więcej, ale nim zdażył, do sali wkorczył wezwany wcześniej Bulion, a zaraz za nim Avon, którzy chwilowo zamknęli mu usta. I choć dezycje zostały podjęte, wódz uśmiechnął się krzywo, postanawiając i tak wykorzystać sytuację. Sok melona spływał mu po brodzie. Owoc musiał być doskonale soczysty i słodki.

- Ghorak. - Kharkun zwrócił się do Buliona, ale nawet na niego nie patrzył, zbyt skupiony na przekąsce. - Masz szansę dowieść swojej lojalności. Zabij Kamirę. Dajcie mu jakąś włócznię. - Polecił, a strażnik zaraz wcisnął mu w dłonie nadtopioną broń. Grot nie był ostry, ale z siłą orczych dłoni, mógł z łatwością wejść w ciało, haratając je przy okazji.

Przed Kamirę wystąpił Cassim i uniósł ramię, dając wszem i wobec znak, że będzie jej bronił. W możliwym starciu Cassima i Ghoraka to ten pierwszy był górą. Ten pierwszy mógłby też przy okazji na nowo zniszczyć miasto. Bulion przyjął włócznię, ale wzrok miał zagubiony. Spojrzał na króla, fuknął jak zdenerwowany kot, a następnie przeniósł wzrok na Kamirę, szukając u niej wskazówek.

Bastion Khudamarkh

502
POST POSTACI
Kamira
– A nie wolisz panie poddać tego badaniom gdy już będziesz miał więcej tej stali od elfów? Szkoda robić z tego gwoździe — Nie podobała się jej opcja zniszczenia mieczyka w taki barbarzyński sposób. Już wolała go zachować, bo jej mógł przydać się bardziej. Jego pragmantyzmu i niechęci do współpracy z innymi bastionami oraz osiedlami nie poruszała, bo czuła w głębi, że to kiedyś będzie jego zguba.

Na całe szczęście Kherkim już zniknął, więc tyle było z jego sprzeciwiania się Kharkhunowi. Co zamierzał rzeczywiście zrobić? Czy chciał ruszyć tam, gdzie zamierzał... Ignorując polecenia ojca czy może zamierzał je wypełnić? Tego nie wiedziała, ale najpewniej miała dowiedzieć się szybko.

Przyglądała się Cassimowi, ale też i Kharkhunowi, władcy, który siedział i wydawała rozkazy swoim orkom. Na szczęście miała jakiś wpływ na innych orków, którzy nie decydowali się zrobić czegoś nadwyraz głupiego. Zaczął jeść, bo gobliny przyniosły mu posiłek i wachlarze. Pewnie gdyby chodziło o kogoś innego, w innym rejonie zostałoby to uznane za obrazę i zlekceważenie. Mimo braku zrozumienia pojęcia honoru jako takiego to wciąż Kamira poczuła się zlekceważona. Na szczęście była wolna, tak powiedział władca.

To, co zrobił Khakrun gdy tylko w pokoju ujawnił się Bulion, odrobinę ją zaskoczyło. Przez moment była wzburzona i chciała gwałtownie zareagować, nie dając mu już czasu na żadną reakcję... Mimo to powstrzymała się przed zrobieniem czegoś, czego wszyscy tutaj mogliby żałować. Zacisnęła usta i wypuściła ciężko powietrze, spoglądając wpierw na Buliona, a potem na Kharkhuna. Cassim oczywiście zrobił to co uważał i nie powstrzymała go przed tym jak stanął. – Więc pozwalasz nam odejść i wciąż chcesz poniżyć i ośmieszyć Buliona? — Warknęła przez zęby. – W takim razie dobrze. Jeśli nie cenisz życia swoich wojowników, zobaczmy, jak cenisz własne. Bulion, Azeliel i Cassim są częścią mojej świty i nie wolno ci wydawać im poleceń! Oddaj mój miecz. Słyszałam, że Kerończycy rzucają sobie rękawicę, ja nie mam rękawicy i nie jesteśmy w Keronie, ale wyzywam cię na pojedynek! — Wystawiła rękę i wskazała na orka palcem. Zaraz potem rozłożyła ręce dość teatralnie – Wszyscy mi świadkami odwagi albo tchórzostwa władcy. Kto z wami ramie w ramie walczył z elfami w podziemiach? Kto starał się, byście wrócili i kto oswobodził was z rąk złej orkowej wiedźmy? Udowodniłam, że mimo rozmiarów potrafię stać w boju z wami i nie boję się ryzyka! — Co prawda Kamira nie znała zasad tutejszych pojedynków i wyzwań tego rodzaju to cóż... Ryzykowała. Nie potrafiła się ani bić, ani nie mogła czarować więc była w kiepskiej sytuacji, co prawda ork nie miał pojęcia, jak faktycznie jej magia jest ograniczona. – Wystawienie czempiona z twojej strony będzie tchórzostwem! Wystawienie go przeze mnie, będzie miarą jego oddania mojej sprawie! Co powiesz!? Dzisiaj!— Nie miała zamiaru mieszać w to Azeliela, nie był w stanie walczyć, również nie miała zamiaru pozwolić, by Bulion walczył. To była sprawa dla niej i Cassima. Zresztą. Cassim miał tutaj osobistą wendettę do spełnienia, ukarać tego, który więził go tutaj tyle lat. – Xand i Dwirmir mi świadkiem, że brak zgody, skończy się gorzej dla wszystkich — Wymownie spojrzała w kierunku Cassima, jakby dawała każdemu znać, że nie będzie miała oporu zwolnić mu wszelkich blokad by usmażył tutaj każdego. Zbliżyła się do Smoka.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

503
POST BARDA
Kharkun postanowił, co najleżało zrobić z mieczem i mała Kamirka nie miała żadnej mocy, by zmienić jego decyzję. Zresztą, Kherkim już odszedł, wraz z rozkazami ojca.

- Jeśli zdobędziemy większą ilość tej stali, będziemy ją badać w odpowiednim czasie. - Odpowiedział Kamirze od niechcenia. Złapał za jakiś kolejny owoc, o kolczastej skórce, duży jak głowa goblina. Owoc poddał się sile nacisku dłoni wodza i otworzył, ukazując żółty miąższ. Kamira mogła odnieść wrażenie, że król rozłupałby z podobną łatwością każdą czaszkę. Nic nie robił sobie z poczucia szacunku wobec gościa lub też jego braku.

Żaden z orków nie powistrzymał Cassima, który postanowił zasłonić Kamirę własnym ciałem. Nie było nikogo, kto byłby w stanie go powstrzymać.

- Bulion już dość ośmieszył się samemu. - Powiedział Kharkun, jednak spuścił nieco z tonu. Widok wpatrzonego w siebie smoka musiał podziałać mu na wyobraźnię. Mimo to, nie mógł ugiąć się przed kimś takim, Cassim miał siłę niszczyć, ale nie mógł podważyć autorytetu władcy. - Ghorak nie jest częścią twojej, jak to nazwałaś, świty. - Pojedyncze chichoty rozbrzmiały wśród strażników. - Ghorak jest moim sługą, którego ci nie powierzyłem. Ale w porządku, skoro tego chcesz, niech pójdzie z tobą. Oddasz go Sulfadii. - Postanowił. Młody ork opuścił pikę, rozumiejąc, że do walki nie dojdzie. Wyraz rozczarowania przyćmił dumę na jego ciemnej twarzy. Ktoś, kto chciał zostać królem, nie cieszył się szacunkiem nawet jednego współpobratymca. Gdyby obalił Kharkuna, jego rządy byłyby krótkie. - Niech nie wraca. Nie ma tu z niego żadnego pożytku. - Dodał Kharkun, odrzucając pustą skorupę owoca na bok. - I jak zauważyłaś, nie jesteśmy w Keronie. Jeśli chcesz walczyć ze mną, musisz najpierw pokonać moich strażników. - Dodał, tak leniwie, jakby Kamira nie groziła mu prosto w twarz. Temat miecza zupełnie pominął. Broń została już przecież zabrana, a nie będzie wysyłał ludzi w pogoń za Kherkimem. - Moim pierwszym czempionem jest Avon. Avon? Gdzie jesteś? - Sługa stał tuż przy jego tronie. - Napiszesz list do Sulfadii. Niech zabiera Ghoraka z powrotem.

To, czego Kharkun mógł się nie spodziewać, to spojrzenia, które wymieniali między sobą orkowie. Kamira miała rację - walczyła ramię w ramię z nimi i powstrzymała orkową szamankę. Ale czy to wystarczyło, by odwrócili się od przywódcy? By wedle zasad dostać się do Kharkuna, musiałaby zabić każdego, od Avona, przez Burghera, kończąc na strażnikach, z którymi walczyła w strażnicy.

- Jeśli poszczujesz na nas smoka, nie będzie już miasta ani poddanych, nad którym mogłabyś władać. - Kpił Kharkun. - Twierdzisz, że jestem tchórzem, lecz sama nie chcesz stanąć do walki, zasłaniając się tym tutaj. Czy nie jesteś Zagładą Goblinów? Płomieniem Pustyni? Wybuchająca Czarodziejka boi się ubrudzić ręce? Dość orków zamordowałaś. Dość goblinów straciło przez ciebie życia. Nie testuj mojej cierpliwości, Kamirin z Ogników. Odejdź, póki ci na to pozwalam.

Cassim nie poruszył się ani o milimetr, wydawało się, że nawet przestał oddychać. Był spięty i gotowy do działania. Jego spojrzenie utkwione było w Kharkunie.

Bastion Khudamarkh

504
POST POSTACI
Kamira
Bulion wcale się nie ośmieszył. Nie dla niej – Wcale się nie ośmieszył — Odpowiedziała, nie zgadzając się z opinią na temat orka. – Szedł do was w pokoju, a wy go porwaliście i okaleczyliście. Nic dziwnego, że jest i był zły — Mierzyła orka zajadającego się owocami wzrokiem. Prowokował ją i to mocno. – Więc by zyskać, nie chcesz współpracować z innymi na pustyni, ale by się kogoś pozbyć to już tak? — Skrzywiła się najmocniej, jak tylko jej twarzyczka pozwalała. – W przeciwieństwie do ciebie starałam się ich uratować w strażnicy. W Bastionie? Uwolnienie Cassima to zbieg wielu okoliczności, ale cieszę się, że jest wolny. Orków? Tylko tych, których rozkazałeś. —

– Sprawdźmy więc jak wielka jest lojalność wobec wodza który tylko się innymi wysługuje — Złapała za nadgarstek Cassima. – Zrób to — Ścisnęła mocniej, jakby ściągając z niego wszelkie hamulce. Już nie miała zamiaru go powstrzymywać. – Spal go, niech będzie przykłądem — Szeptała. Nie miała zamiaru spalać innych, tylko jego, tylko on w tej chwili na to zasłużył. Kamira doskonale wiedziała, że nie może udać się do Karlgardu z Bulionem ani zostawić Azela. Nie chciała wybierać, nie mogła wybierać, a ta dwójka nie miała szansy się dogadać. Tak samo nie miała zamiaru zwracać mu Azela po wszystkim. Kherkima już nie było, więc nie będzie ofiarą.


– Kto z was jest gotowy spłonąć w tej chwili z Kharkhunem? — Wezwała do orków, obserwując ich. Nie zależało jej na tym, by spotkało ich to samo, ale jeśli się napatoczyli, to nie miała nic przeciwko temu, by spłonęli. A Bulion? Powinien zostać z tyłu. Jedno w tym wszystkim było ważne, to, że gdyby Bulion ruszyl do Karlgardu, nie odzyskałby mowy a Kamira nie miała zamiaru dopuścić by ork został okaleczony na zawsze, do tego potrzebowała dla niego Venli.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

505
POST BARDA


- Ghorak dostał to, na co zasłużył. - Kharkun był bezlitosny w swoich osądach. Wyjątkowo soczysta brzoskwinia niemal eksplodowała w jego ustach, zabryzgując szatę sokiem. - Jesteś zbyt krnąbrna, czarodziejko. I zbyt głupia.

Żaden z orków nie spodziewał się, że Kamirin naprawdę wystawi do walki smoka. Cassim był groźny, ale stanowił zagrożenie równe temu, które przedstawiałby sobą dziki pies zamknięty w klatce. Mężczyźni byli pewni siebie, ale nie na tyle, by po raz kolejny unieść piki. Wiedzieli, że mimo chęci, prędzej metal roztopi się w zbyt wysokiej temperaturze.

Cassim ledwie obrócił głowę w kierunku Kamiry. Uśmiechnął się lekko, jakby z ulgą, gdy w końcu pozwolono mu działać. Zbyt długo był w okowach. Zbyt długo Kamira blokowała jego mordercze zapędy. Jego oczy znów płonęły tym dziwnym, złowieszczym blaskiem.

- Schowaj się, wyzwolicielko. - Poprosił miękko.

- STRAŻ! BRAĆ ICH!

Rzucony przez Kharkuna rozkaz nadszedł zbyt późno. Straż wiedziała przecież, że nie ma żadnych szans z bestią, nawet w ludzkim ciele. Wściekły pies został spuszczony ze smyczy. Cassim ledwie postąpił kilka kroków w kierunku władcy, gdy orkowie piechrzali na boki. Również Bulion nie zwlekał i rzucił się do ucieczki, zniknęli Avon, gobliny, każdy, kto nie chciał stać się ofiarą ognia.

- Tchórze! - Warknął za nimi Kharkun. I choć zagrożenie było nie do pokonania, orczy władca nie zamierzał się poddawać ani kajać. Złapał za topór, który stał oparty tuż przy jego tronie, po czym podniósł go nad głowę, by z rykiem zaatakować Cassima!

Smok lekko przestąpił z nogi na nogę, w ostatniej chwili lekko odskakując na bok, jak w tańcu. Orczy król nie czekał, odzyskał równowagę i zaatakował po raz kolejny. Kilka kroków, dźwięk miękkich podeszw na podłodze - Cassim nie pozwolił się trafić.

- Wyzwolicielka życzy sobie twojej śmierci. - Odezwał się, ton miał znudzonony, jakby od niechcenia dzielił się własnymi myślami. - Ja również. Więziłeś mnie przez lata pod piaskami pustyni. Dumą było dla ciebie strzeżenie bestii, którą spętali twoi przodkowie. - Zarzucał mu. Splótł ręce za plecami, ale to ani odrobinę nie przeszkadzało mu w unikaniu potężnych, acz powolnych ciosów.

- Tym razem cię zabiję! - Oświadczył Kharkun. Uniósł topór po raz kolejny.

- Nie, nie sądzę. - Cassim uśmiechnął się pod nosem. - Nie sądzę, królu. Nie dam ci szansy.

Obserwująca z boku Kamira mogła dostrzec, jak wokół postaci Cassima pojawiają się złote i czerwone wstęgi ognia, wirując wokół jego postaci, oplatając go magiczną siłą. Oślepiający blask na moment zakrył jej wizję, gdy forma smoka rosła w oczach. Od mężczyzny, przez bezkształtną, ognistą masę, aż po ogromnego, skrzydlatego jaszczura. Sala była zbyt mała, by pomieścić jego prawdziwą postać. Dopiero co wybudowany dach zawalił się, naruszony grzbietem i rozpościerającymi się skrzydłami potwora. Czerwone łuski, spomiędzy których prześwitywał żar, skórzaste skrzydła, kolce i rogi... ogrom bestii nie pozwalał ogarnąć się spojrzeniem ze zbyt bliskiej odległości.

Czarodziejka poczuła wokół siebie ramiona. Nie były one jednak brutalne, nie chciały zrobić jej krzywdy. Uniosły ją lekko, a następnie poczuła, że osoba taszczy ją w stronę przeciwną do smoka.

- Musisz uciekać! - Rozpoznała głos Burghera. - Wszyscy musimy uciekać!

Burgher przybył w ostatniej chwili, by odciągnąć Kamirę spomiędzy opadających ze sklepienia gruzów, jak najdalej od epicentrum walki. Przeszywający ryk wstrząnął budowlą. I choć Płomyk nie widziała ataku bestii, gdy widok zasłaniała jej klatka piersiowa orka, żar, który buchnął od strony rogatego łba smoka, mógł sugerować, że bestia zaczęła ziać ogniem. Burgher warknął w bólu, gdy gorące powietrze owiało jego plecy.

Bastion Khudamarkh

506
POST POSTACI
Kamira
Kharkhun sam się o to prosił. Oni wszyscy powinni byli wiedzieć, że Kamira nie potrafi zbyt dobrze blefować i że groźba była realna od samego początku. Na swoje własne szczęście orkowie czuli respekt i strach przed smokiem, bali się go bardziej niż swojego władcy i finalnie przy jego boku nie pozostał nikt, kto zechciałby go ochronić. Dokładnie tak jak przepowiedziała Kamira. Właśnie w tej chwili czarodziejka obserwowała ich oboje, była gotowa pomóc Cassimowi gdyby jedno małe zionięcie nie wystarczyło. Pewne stało się jednak to, że Cassim nie miał zamiaru się powstrzymywać i jedno małe zionięcie to było tylko w wyobrażeniach Kamiry.

Długo nie czekali, a pojedynek zmienił się w coś innego. Smok... Zaczął rosnąć i rosnąć. Nawet i Kamira zaczęła się go w tej chwili bać. Prosiła o coś innego. Fragmenty budowli nie były w stanie utrzymać ogromnego smoczego cielska i jasne było, że z tej sali zbyt wiele nie zostanie. I tyle byłoby z pracy orków i goblinów do odbudowywania sali tronowej. Był ogromny, taki jak przedtem. Zbyt wielki, by ogarnąć go wzrokiem całego z tak bliska. Odrobinę ją to zszokowało. Spodziewała się zionięcia, ala beknięcia a dostała co? Roztapiające się kamienie i topionego orka. Nie do końca o to jej chodziło. Preferowała smażonego. Czy powinna uciekać? Zapewne tak, ale czy była w stanie? Na szczęśnie był tu jeszcze Burgher. Wtedy Kamira się otrzeźwiła gdy tylko do niej dopadł. Nie była pewna, co chciał zrobić. Czy chciał jej pomóc, czy ją dobić, ale gdy tylko ogień zaczął ziać odruchowo, wiedziała, co należy zrobić. Miała swój amulet, który ją chronił. Złapała go więc i przycisnęła go do orka. Jeśli amulet potrafił ochronić ją, to równie dobrze mógł ochronić i orka. Starała się, by ork skorzystał z amuletu, bo w końcu skoro ochraniał ją, to jej nie groziło zbyt wiele, zwłaszcza jeśli amulet mógł mu dopomóc.

Przez moment zaczęła się zastanawiać, co smok zamierza zrobić dalej. Spalić wszystko? Wszystkich? Odlecieć? Zostać i wrócić do mniejszej postaci? To wszystko było dla niej tajemnicą. Jeśli zostanie, to wiedziała, że ją znajdzie. – Amulet! Ochroni cię! — Odezwała się do Burghera najszybciej jak tylko mogła, by nie opierał się. Liczyła, że nie przypali go zbyt bardzo. – Tylko Kharkhuna! Tylko Kharkhuna! — Krzyknęła również, licząc, że smok ją usłyszy i nie wpadnie w morderczy szał.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

507
POST BARDA
Smok nie rozpętał kolejnego pandemonium. Wydawało się, że dorwał cel - Kharkun nie miał szans wyjść żywcem z pożogi smoczego ognia. Gruzy opadały, a kamienie topniały przez gorąco oddechu Cassima. Z władcy może zostaną kości, a może zupełnie nic.

Po pierwszym zionięciu płomieniem Cassim zaprzestał dalszych prób niszczenia Bastionu. Musiała wystarczyć mu jedna dusza, o ile nie zaplątało mu się pod łapy jakieś goblinisko, i jeden budynek, będący jednocześnie najważniejszym miejscem w mieście. Wydawało się, że smok nie zamierza zmieniać miejsca, ani swojej postaci. Bestia położyła się na gruzach ze skrzyżowanymi przednimi łapami, jak bardzo zadowolony z siebie pies. Wielkie skrzydła, długa szyja i rogaty łeb nie pozwalały jednak dostrzec w smoku wesołego czworonoga. Cassim zamiótł ogonem, powalając przy okazji kilka pomniejszych drzewek i burząc kolejne zabudowania.

Burgher nie zatrzymał się, póki nie byli w sporej odelgłości od zagrożenia. Użycie naszyjnika z pewnością pomogło, ale nie zmieniało to faktu, że żar dopadł jego pleców. Sam fakt, iż obrażenia otrzymał grzbiet, źle świadczył o orku. Nigdy nie powinien odwracać się tyłem do przeciwnika - to oznaczało tchórzostwo! I choć Burgher mógł być tchórzem, był przynajmniej żywym tchórzem.

- Uciekaj, on wciąż tu jest. - Ponaglił Kamirę, odstawiając dziewczynę na ziemię. Smoczysko nie wydawało się chętne do ataku, ale kto wiedział, co siedziało mu w głowie?

- Co do kurwy! - Skomenotwał uczynnie znajomy głos. Azeliel wytoczył się z pobliskiego wciąż stojącego budynku. - Kamira, co ty odpierdalasz!? Czemu go nie powstrzymasz?!

Nie tylko Azeliela zainteresował głośny dźwięk walących się gruzów i ryk bestii. Gobliny i gobliniątka, orkowie, ludzie, wszyscy ci, którzy znajdowali się w okolicy, wylegli przed budynki. Wkrótce przy Kamirze zebrał się mały tłumek dwudziestu, trzydziestu osób.

- Jestesmy zgubieni! - Pisnęły trzy goblinice, Kamira rozpoznała w nich swoje niedawne towarzyszki obierania bobu.

- Nie ma sensu uciekać. - Dodała Maraga. Podparła rękę o własne krągłe biodro i wykrzywiła usta. - Możemy tylko potulnie czekać na śmierć albo spróbować zabić potwora!

- Zabić potwora! - Podpłapali strażnicy. Zaszczękała stal, gdy sięgnęli po bronie.

Smok po raz kolejny zamiótł ogonem, po czym uderzył nim o ziemię. Ciężko było orzec, czy miało to jakiś głębszy cel.

Bastion Khudamarkh

508
POST POSTACI
Kamira
Gdy Burgher ją odstawił, to nie uciekała. Widziała, że smok kończył już swoje zionięcie. Może i zburzył co nieco, ale i pozbył się złego orka. Patrzyła na wielką bestię, bestie, która osiągnęła swoje. Był chyba dumny i zadowolony.

Przez chwilę czekała, musiała sobie wszystko poukładać w głowie, obserwować i wyciągnąć wnioski. Wyglądał groźnie, ale przecież wciąż był to ten sam Cassim, prawda? Ten sam... Niezrozumiany, dziwny... – Nie ma potrzeby... Nie ma potrzeby — Zaczęła głośniej, a skończyła mówić ciszej. – Przyprowadźcie Venlę, zajmie się rannymi. Natychmiast. Tak samo Ghoraka. — Rzuciła do Burghera nim ten się jeszcze zdążył zbytnio oddalić. Oczywiście, amuletu mu oddawać na stałe nie zamierzała, ot, dlatego wciąż wisiał na jej szyi.

– Zamknij się! — Wrzasnęła na Azela – Już po wszystkim, nie widzisz!? — Odpowiedziała, starając się go odrobinę uspokoić, ale to bardzo na swój sposób. – Teraz będziemy mogli ruszyć, gdzie planowaliśmy. Kharkhun zbyt długo każdego irytował i prowokował. I tak to się kończy. Może następny władca nie będzie musiał użerać się z buntownikami średnio co 24 godziny. — Jej spojrzenie było poważne i słowa Maragi wydawały się nieco puste, to były najlepszym przedstawieniem sytuacji, choć... Druga część jej myśli niezbyt podobała się Kamirze. – Kto podniesie choćby palec na smoka stanie się jego kolacją! Zrozumiano? Nie denerwujcie go, to nic wam nie zrobi. A teraz ruchy! Przynieście mu coś do jedzenia! — Zaczęła wydawać polecenia tym którzy rozumieli, że ucieczka nie ma sensu. Kamira miała drobny plan jak wszystko tutaj poukładać bez Kharkhuna, musiała jednak wpierw porozmawiać z Venlą i Ghorakiem. Smok miał część swojej zemsty, tylko czy będzie chciał tutaj zostać? Liczyła, że nie i że wróci do swojej postaci. – Cassimie! Zechcesz wrócić do mniejszej postaci!? Będziesz mniej straszny dla nich! Oni się boją bardzo, wiesz!?— Sama się go bała i najprawdopodobniej sama klekotała zębami gdy wykrzykiwała to do niego, możliwe, że i też się zatrzęsła raz bardziej, raz lżej.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

509
POST BARDA
- Po co ci Ghorak i Venla?! Oni go nie pokonają! - Warczał Azeliel, ale wrzask Kamiry nieco go uspokoił. Zamrugał, jakby nie wierząc własnym uszom: ta mała, licha czrodziejka na niego nakrzyczała!? - Kto wie, co mu siedzi w tym wielkim łbie! Może nas wszystkich zeżreć!

- Właśnie, właśnie! - Zgodziła się z elfem Maraga, ale strażnicy jakby... przycichli. Opuścili bronie, nie chcąc stać się łatwym celem dla smoka, który wciąż siedział w miejscu i wydawało się nawet, że cieszy się ciepłem słoneczka. Resztki sali tronowej grzały go od strony brzucha, za to żar pustyni lał się z nieba. - Może zrobimy kolację z niego! - Groziła Maraga, ale nikt nie był chętny, by za nią pójść.

- Chcesz powiedzieć, że tata...

Głos zza pleców Kamiry mógł należeć tylko do Kherkima. Pół-ork wpatrywał się w bestię, w rękach wciąż miał Kamirkowy miecz, z którym Kharkun wysłał go do kowali. Twarz chłopaka przybrała kolor chorobliwej zieleni, co w orkowym przypadku mogło oznaczać, iż zbladł. Ramiona zaczęły mu się trząść.

- Zabierzcie stąd chłopaka. - Do grupy dołączył Avon. Wydał polecenie strażnikom, którzy bez cienia zawahania zgarnęli Kherkima do jednej z budowli, tak, by nie musiał oglądać smoka i resztek sali tronowej własnego ojca. - Aj, Kamirin. Co my zrobimy z takim władcą? - Jasnym było, że mówił o Kherkimie. W Bastionie władza dziedziczona była z ojca na syna. - Dobrze, że akurat był w Bastionie, ale mógł zostać u boku Kherkima...

Aluzja była oczywista. Kherkim nie nadawał się na władcę, zresztą, niewielu było takich, którzy mogliby rządzić w Bastionie. Do wyboru kolejnego króla miało jednak jeszcze dojść.

Smok wydawał się przekrzywić łeb, a następnie po raz kolejny stanął w ogniu. W językach płomieni jego postać zmalała, aż pośród gruzów pozostał tylko siedzący na ziemi mężczyzna. Był zbyt daleko, by można było z nim rozmawiać bez zdzierania krzykiem garła. Nagle wydawał się mały, nieznaczący, zupełnie bezbronny, gdy wiatr szarpał jego pomarańczowym płaszczem.

- Kurwa! - Azel klął bez przerwy.

Bastion Khudamarkh

510
POST POSTACI
Kamira
– Po co mi Ghorak i Venla? Venla zajmie się rannymi i jest mi potrzebna. Natychmiast. Q'beu zresztą też. Ghorak również. No już! Nie będziemy czekać w nieskończoność! — Szybko ponaglała, by ktoś po nich poszedł. Nie mogli czekać, nie wiadomo ile, wszelkie problemy, jakie przed nimi wyrosły należało rozwiązać tu i teraz. – Nie, nie zrobimy, ale jak chcesz spróbować Marago to pewnie nie pogardzi kąskiem — Fuknęła na kobietę, dając jej do zrozumienia, że nawet gdyby było ich więcej, to przeciwko smokowi nie mają szans. Prawdopodobnie i Kamira w pełni swojej mocy nie miałaby możliwości się mu przeciwstawić.

– Kherkim... Gdy wszyscy się zejdą, musimy zorganizować naradę. Cassim nikogo więcej nie skrzywdzi. Kherkhim. On też będzie tutaj potrzebny. — Zawołała, liczyła, że chociaż ten jeden raz, wiedząc, że ma smoka na smyczy i nie zawaha się go znów użyć, to inni się jej posłuchają. – To proste. Khekrim z tego co widziałam, rządzić nie chce. Ghorak jeszcze nie może, bo nie mówi. Burgher sprawuje władze nad strażą. Ja i Azeliel jesteśmy niedysponowani, ty drogi Avonie znasz się na wielu rzeczach, Maraga również. Nic się nie zmienia. Wszystko działa jak w zegarku jak przedtem. Potrzebujecie tylko kogoś szanowanego. Może czas zmienić tradycje i spojrzeć poza orków... Kto zajmował się waszymi ranami gdy przyszła tragedia? Venla. Kto starał się, by inni nie cierpieli i miała współczucie dla każdego? Venla. Oczywiście Venla jest miękka, jest jeszcze jednak Q'beu... I to właśnie musimy wszyscy sobie omówić, nim poczynimy jakieś kroki. — Dalej rozglądała się po wszystkich. – Bastion zbyt długo był rozdarty na grupy, stronnictwa skłócone tylko po to by Kharkhun trzymał władzę. Nie ma już smoka w podziemiach do strzeżenia. Bastion może stać się lepszym miejscem. — Mówiła, może i wyniośle, ale taka była prawda. Magokracja pozwoliłaby na nawiązanie jakichś sensownych relacji, choćby z innymi Bastionami, coś, czego Kharkhun nie chciał. Może i kontakty z Karlgardem nie byłyby proste... To przynajmniej byłyby "jakieś" a nie takie jak dzisiaj, czyli żadne.

Kamira wierzyła, że Bulion mógłby spróbować rządzenia gdyby Venla go uzdrowiła.

– Azel! Uspokój się już. Nic się nie stało, teraz nie stoi nam na drodze. — Westchnęła, wciąż nasączona adrenaliną sytuacji. – Uff. Jesteś — Odrobinę się uspokoiła, widząc, jak smok zmienia się w znaną jej już postać. Może i nie był w jej typie, to przynajmniej nie był ogromną bestią. – Bardzo dobrze. Czy jesteś usatysfakcjonowany? — Spytała smoczego towarzysza czy jest zadowolony z dokonanej zemsty i mordu. Teraz na pewno wszyscy upewnią się dwa albo i trzy razy nim wystąpią przeciwko niemu, albo Kamirze. Albo spróbują ich ukatrupić tej nocy. – Azel... — Zwróciła się do elfa. – On nie chciał nam pozwolić odejść do Karlgardu. Musieliśmy wybrać, albo on, albo my — Z jednego mogła być zadowolona. Spełniła obietnicę złożoną Ghorakowi, Kharkhun już nie istniał.
Spoiler:
Spoiler:

Wróć do „Wschodnia baronia”