Bastion Khudamarkh

16
Oczywiście, że bard miał racje, że czyny mówią najwięcej o czyjejś wielkości, ale cóż innego mogła zrobić niżeli wiecznie się oszukiwać, wciąż zapewniając... Może nie innych, ale siebie samą o tym, że jest wielka i może wiele. Możliwe, że to złudne, ale gdyby nie to, to możliwe, że już dawno jej życie wyglądało by inaczej. Czy lepiej? Bardzo wątpliwe, to było jedyne co potrafiła - przechwalać się czymś, co faktycznie nie istniało, oraz wykorzystywać swoją magię, na swój sposób, mimo że nie należał on do najbardziej "praktycznych" sposobów jej wykorzystywania, ot, mogłaby ułatwiać sobie nią życie, ale jakoś nigdy w tę stronę nie patrzyła. Pewnie, że w jej wiosce i rodzinie tytuły były ważne, każdy musiał, chciał się tytułować, to była swoista tradycja, ale Kamira brała to nieco za bardzo do siebie, zwłaszcza w miejscach, w których nie każdy musiał to rozumieć, lub respektować, to właśnie wtedy, tak jak tutaj - musiała wszystko udowadniać, a z udowadnianiem bywało różnie.

Losy bastionu mogły odmienić się dziś, lecz równie dobrze... Wcale nie. Pewności ku temu nie było żadnej – Wiem! — Powiedziała ciut głośniej gdy wspomniał o tym jak wielką zmianę mogłaby wywołać, po jego kolejnych słowach nie była jednak pewna czy jej inicjatywa zyska odpowiedni poklask. Przedstawienie przed Moxiclawem było wszak jedynie tym, przedstawieniem. Nie chciała mordować całych stad goblinów, tylko po to by tłuścioch się cieszył. Miała inny plan, lecz obawiała się, że nie uda się go zrealizować, a nawet jeżeli się powiedzie - to konsekwencje mogą być okropne.

Mimo to - nie miała problemu, by częstować się tym, co zostało przygotowane, korzystała, póki mogła i z tego co mogła, wszak - jak dawali, to należało brać, choćby i całymi garściami. – Myślisz, że warto? — Było to chyba najważniejsze pytanie, jakie zadała bardowi w trakcie tego wieczoru/popołudnia. Tak naprawdę nie widziała czy tak duży rozlew krwi po prostu jej odpowiada, szukała w głowie jakiegoś innego sposobu na rozwiązanie tego konfliktu, choć z drugiej strony... Wszystkie gobliny były małymi istotami, którym najczęściej zależało na zysku i wymiana jednego watażki na drugiego to też nie było rozwiązanie. Może należało wybrać trzecią ścieżkę? Tę, która jeszcze nie była jasna i klarowna.

Co prawda bard był zabawny i potrafił odciągać uwagę od problemów, które miały nadejść - to te jednak wracały gdy kończył, a im bliżej - tym miały większą siłę.

W końcu musiała też pojawić się i ona, tym razem ubrana, jakby przygotowana do przeprowadzenia tajnej operacji i nastawiona na karcenie zarówno czarodziejki jak i samego barda. Kamirin nie kryła nieco nadętych policzków gdy tylko owa blondyna zdecydowała się oficjalnie ujawnić. – N-nakryła? — Spytała zakłopotana czerwona czarodziejka. Również gwałtownie się cofnęła wraz z poduszką. W tej chwili zdawała się zupełnie niepewna tego co właśnie tutaj miało miejsce, wszak - odbierała to jako jakiś dziwny gest dobroci ze strony barda, niżeli cokolwiek innego, choć... Teraz zaczynało jej co nieco świtać. Szybko się podniosła gdy i ze zmarszczonymi brwiami obserwowała blondynkę. – Nie jestem workiem mięsa, wiesz! — Odpysknęła pewnej siebie "przywódczyni", nie mniej wstała i powoli ruszyła do schodów. – Czy oni myślą, że mogą sobie ze mną tak pogrywać? — Szła z wyraźnie krzywą miną i założonymi rękami. Gdy znalazły się na zewnątrz, szybko dotarło do niej, że te puste słowa, rzucone w jakże pustoszejącą okolicę, były skierowane do niej. – Najlepszy — Odparła na pytanie o plan, stuknęła też swoim kijem w ziemię, delikatnie by dodać powagi swoim słowom. Zarówno w jej głosie jak i geście było odczuwalne zwątpienie. Prawda była jedna - nie miała żadnego planu, bardzo liczyła na to, że bard również weźmie w tej akcji udział. Obecnie niestety się na to nie zapowiadało – Kto zajmie bastion jeśli nie będzie ani Moxiclava, ani Rifaxi? — Spytała dość głupim tonem Qlarę. Tak jakby zupełnie nie zdawała sobie sprawy z Anarchii, jaka mogłaby wtedy wystąpić. Nie mniej zadała pytanie głupio i z kosmosu nie bez powodu, nie chciała by zostało ono odebrane całkowicie na poważnie, jak coś, do czego mogłoby dojść. Po chwili przerwy i możliwie udzielonej odpowiedzi zdecydowała się odezwać znowu – Chciałam umówić Rifaxi na spotkanie z przedstawicielem Moxiclava. Tobą, za bastionem, by wynegocjować rozejm. Wtedy pozbyć się tego co przyjdzie. Później wykończyć resztę. Na pewno przyjdzie ze świtą. Na ciebie będą patrzeć krzywo. Na mnie mniej. — Westchnęła ciężko podpierając się o kostur, a drugą ręką chwytając kapelusz – Opowiedz mi o tej Rifaxi wszystko czego czerwona Kamira może potrzebować by ją przekonać — Bez wiedzy czego się spodziewać - zbyt wiele oczekiwać nie mogła, ani tym bardziej przygotować planu... Który na dobrą sprawę zakładał w obecnej chwili pozbycie się obojga, w ten czy inny sposób, dzisiaj, czy jutro.

Nie myślała o tym co robi jak o głupocie, choć w żadnym wypadku nie mogło to jej przysporzyć ani fanów, ani pieniędzy na spłatę długów. Patrzyła na to bardziej jak na wyświadczenie przysługi okolicy i pozbycie się dwójki niebezpiecznych watażków, chociaż przeszło jej przez myśl, że Moxiclav wprowadza JAKIŚ porządek, którego następca nie utrzyma, z drugiej strony... Liczyła, że uda się jej to rozwiązać jeszcze inaczej. Masowy mord był ostatnim na czym jej zależało.

Spoiler:
Obrazek

Bastion Khudamarkh

17
Bard pozostał w twierdzy Moxiclava, najwyraźniej nie chcąc lub też nie mogąc narażać się na niebezpieczeństwo - wydawał się być ulubieńcem przywódcy, zresztą, zupełnie jak Qlaira. Nie byłoby dobrze, gdyby coś jej się stało! Kobieta była napuszona jak zirytowany kot i gdyby miała ku temu możliwości, z pewnością tak samo postawiłaby sierść na karku i położyła po sobie uszy. Ciężko było stwierdzić, czy Qlairę zirytowało zachowanie Kamirin i Quetiapina, czy obawiała się nadchodzących wydarzeń.

- Oby był najlepszy. - Sarknęła Qlaira, komentując jej słowa na temat planu, które tak naprawdę nic nie wnosiły. Nie miała pojęcia, jaki plan miała Kamira, ani czy w ogóle go miała. - Jeśli pożyjesz dostatecznie długo, może się przekonasz. - Odpowiedziała na jej niedorzeczne pytanie odnośnie nowego przywódcy. Moxiclav, Rifaxi... w Bastionie zapewne mieszkało więcej nic nie znaczących watażek, którzy ostrzyli sobie zęby na pozycję, jaką piastowały gobliny.

Kobiety pospiesznym krokiem wędrowały w kierunku domu, który zajmowały gobliny pod okiem Rifaxi. Im bliżej były celu, tym ulice wyglądały na bardziej opustoszałe. Wkrótce nie było już ani jednego straganu w polu widzenia, za to w cieniach, które spowiły uliczki po tym, jak słońce schowało się za horyzont, Kamira mogła zauważyć przemykające sylwetki. Ledwie kilka przecznic dalej nad okolicą górował budynek o nieregularnym kształcie, jakby kolejne piętra i pokoje dobudowywano do niego bez ładu i składu, pod presją chwili. Rozjaśnione płomieniem okna świadczyły o tym, że króluje w nim życie.

- Jesteś jeszcze głupsza niż na to wyglądasz. - Qlaira skomentowała słowa towarzyszki. - Rifaxi umiera dzisiaj, czy tego chcesz, czy nie. Z twojej lub innej ręki, dla nas to bez znaczenia. - Dodała. W sprawie sporu z golbinami Kamirin miała być tylko nieoczekiwanym wsparciem aniżeli kimś, kto będzie grał pierwsze skrzypce w konflikcie. Czarodziejka miała szansę wykazać się i wkupić w łaski Moxiclava. - To, co musisz wiedzieć o Rifaxi, to że jest stara i słaba, ale ma wielu synów i jeszcze więcej wnuków, którzy będą próbować ją bronić. Zależy nam, by pozbyć się tego ścierwa tak szybko, jak to możliwe. Nie musi być po cichu. - Dodała. Pustki na ulicach mogły świadczyć o tym, że mieszkańcy poczuli, iż coś się dzieje i w porę schowali się we własnych domach.

Spokój wieczora przerwał daleki krzyk bólu.

- Zaczęło się. - Szepnęła Qlaira, wyciągając swój sztylet. Ostrze było krótkie i zakrzywione, do tego ząbkowane w taki sposób, by nawet drobna rana była najpaskudniejszą, jaka tylko mogła być. - Szykuj się, dziewczyno, albo zejdź mi z drogi! - Qlaira z gracją wprawionej zabójczyni ruszyła do przodu. Od Kamirin zależało, czy za nią podąży.

Bastion Khudamarkh

18
Qlara wolała dalej pozostać tajemnicza, nie zdradzając niczego ze swoich planów co do Goblinów wszelkiej maści. Kamira natomiast zupełnie tego się spodziewała, że będą przed nią skrywane tajemnice. Z drugiej strony to wcale nie sprawiało, że mogła jej jakkolwiek zaufać.

Domów było całkiem sporo, a przechadzanie się po ulicach bastionu tylko bez słów mówiło jak puste i skąpane w grozie i cieniu potrafi być to miejsce. Brak straganów pozbawił to miejsce jakiejkolwiek "znajomości" dla Kamiry. I tak by się tutaj nie odnalazła, jednak otoczenie, które w żadnym wypadku nie przypominało tego, co znała, sprawiało, że czuła się tutaj jeszcze bardziej obco niż przedtem, w tej chwili można już było postawić pytanie - czy dało się czuć bardziej obco, niż obecnie czuła się tutaj czarodziejka? Zapewne... Nie.

Jedna z budowli rzucała się w oczy, głównie za sprawą cieni i sylwetek świadczących o nocnym życiu. To zapewne tam musiała przesiadywać Rifaxi, albo jej poplecznicy. Nie mniej brak zaznajomienia z okolicą zmuszał Kamirę do współpracy z niezbyt lubianą Qlarą, wszak bez niej byłaby jak ten kurczak bez głowy. – Hej! Nawet nie wiesz, że denerwowanie pustynnego ognika w taki sposób może doprowadzić do tragedii! I nikt mnie w żaden plan nie wprowadził! — Spodziewała się czegoś zupełnie innego, a tak? Tak nie powiedziano jej kompletnie niczego. Była jak to dziecko we mgle, które mogło jedynie reagować na to, co było w zasięgu jej rąk, a obecnie była to chyba tylko Qlara, której co prawda chciała wypalić twarz, by nieco bardziej przypominała swojego ukochanego goblina - jednak tego nie zrobiła, bo sytuacja wydawała się jeszcze zbyt nieokreślona.

Jedynym pocieszeniem dla Kamiri było to, że przynajmniej niepowiązane ze sporem gobliny pochowały się do domów i ta wojna wewnętrzna obejmie tylko te dwie strony konfliktu. – Poczekaj! Jaki mamy plan! Co mam robić? — Odezwała się do Qlary i ruszyła za nią ze swoim kosturem. Poprawiła też kapelusz, bo w całej tej gonitwie nie chciałaby go zgubić. Idąć, czy też biegnąć rozglądała się na lewo i prawo, nie chciała być bezpośrednio za łotrzycą, wolała trzymać bezpieczny odstęp. Wszak gdyby coś miało trafić Qlarę, to lepiej ją niż Kamirę, poza tym. Trzymając się za nią, przynajmniej nikt nie mógł jasno przypisać strony, po której się opowiedziała, co mogło być jeszcze przez chwilę korzystne. Ostatecznie, zawsze pozostawała opcja zmiany w ognika i szybka ucieczka, to tak w razie nieprzewidzianego wypadku. Obecnie jednak zamierzała dać szansę tej sytuacji.
Spoiler:
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wschodnia baronia”

cron