Bastion Khudamarkh

1
Obrazek Po środku bezkresnej pustyni, odgrodzony kilkunastometrowymi wałami z piaskowca, z jedną jedynie acz podwójną i silnie chronioną bramą wznosi się bastion leżący nad starym kompleksem kopalni, umocnionymi i przebudowanymi w jego integralną część. Niewielu trafia tu przypadkiem, jako własność prywatna miejsce nie figuruje na większości map dróg handlowych a czujne goblinie oczy obserwują przybyszów długo zanim same zostaną zauważone. Każdego dnia ulice patrolowane są przez orczych najmitów na usługach rządzącego, i posiadającego prawa do przybytku Kharkuna Wielkiego, od którego nazwiska pradziadka pochodzi nazwa osady. Poza chałupami przy wałach, gdzie niegdyś mieszkali pracownicy oraz kwaterą nadzorcy twierdzy mieszczą się naprzeciwko bramy, w którego skład wchodzi jedyna porządna karczma w zasięgu widzianego słońca, powierzchnia jest tutaj przykryta niemal wyłącznie straganami z niekiedy wąskimi, nie widocznymi wręcz przejściami pomiędzy, tworząc prawdziwy labirynt będący dumą niektórych handlarzy. Stanowią oni stabilną podporę tutejszego społeczeństwa i choć rasowo przeważają gobliny da się pośród nich znaleźć ludzi oraz orków. Kwatery mieszkalne i dla gości znajdują się w podziemnych tunelach razem z infrastrukturą rozrywkową, jednakże każdy nie posiadający karty upoważniającego do stałego pobytu, jest zmuszony wykupić lub wypracować jednorazową za każdą noc pobytu. Na środku miasta znajduje się arena połączona z system tuneli, tworząc sporą dziurę w terenie, ku której delikatnie schyla się całe miasto. Tak jak i niegdyś, służy ona głównie składowaniu mas surowców i jedzenia, lecz wybudowano na niej także zagrodę na wierzchowce przybyszów, do dostępu za dodatkową opłatą.
***** Urywek miasta który widziała wcześniej był dobrym przedsmakiem jego pełnej okazałości, jak i wtedy się zdawało, większość gruntu miasta ukryta była pod straganami w wszystkich kolorach tęczy poza drogocennym fioletem. Goblinia para kupców odchodziła właśnie drogą między nimi, na lewo od miejsca z którego patrzyła. Rozglądała się po cudach, dywanach, pergaminach i głowo-przypominających warzywach sprzedawanych dookoła, oraz samych sprzedawcach, spośród których być może z ulgą, zauważyła i paru przedstawicieli jej rasy ludzkiej. Widziała stąd, choć nie bez obstrukcji, rodzaj areny na której gruncie chodziły muły, oraz ustawiono kilka tuzinów beczek niewiadomej zawartości, a także większy budynek o paru kondygnacjach prosto w linii jej wzroku, do którego zapewne trzeba będzie się udać. Zajęta rozglądaniem się, nie zauważyła nawet kiedy zamknięto za nią bramę... Ani kiedy mężczyzna imieniem Sefu zaszedł ją i złapał za ramię.
-Radzę się odsunąć, jeszcze cie mechanizm w górę wciągnie. -Wykrztusił jakby zaraz miał coś wypluć. Szybki obrót w przestrachu wyjawił czemu. Mężczyzna, będący jak się okazało łysym człowiekiem ciemnej karnacji o małym zadziornym nosie, krótkim zaroście i odbarwieniach skóry pod oczami posiadał wadę zgryzu, jak i nieprzyjemnie choć powszechne żółtawe zęby w tym jeden złoty. Nosił zwyczajną białą lnianą koszulę oraz zielone spodnie z tego samego materiału, używając grubego sznura jako pasa. Na pierwszy rzut oka była bezbronny, choć właśnie tacy okazywali się najniebezpieczniejsi. Chwilę po jego słowach, brama istotnie podniosła się i mogli wkroczyć na ciepły piach wnętrza miasta.
-Na kurtyzanę toś ty za młoda, więc załatwmy to szybko. Nie płacą mi za nadgodziny po zachodzie, ani życie tych co mam przeprowadzić, akceptujemy kredyt w kościach i mięsie dla zwierząt. - Stwierdził po czym parsknął sarkastycznym, szelmowskim śmiechem. Dopiero gdy stanął zwrócony tyłem przed nią, zauważyła dwie pochwy na noże ściśle przywiązane do sznura. Wyglądały na zadbane.
-Którędy chciejta iść, co? Lewo, prawo, oprowadzić podziemiem? Tylko nie myśl zbyt długo bo mózgojady ściągniesz. -Dorzucił szybko, oczekując równie szybkiej odpowiedzi.
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

2
Bramy były wystarczająco głośne, by obudzić umarłego. To wyjaśniało, dlaczego nie otwierali po zmroku i musiała wejść teraz. Nawet gdyby chciała o tym myśleć więcej - dobrze się stało i nie było przesłanek, by zwracać sobie tym głowę. Należało dowiedzieć się tylko kim był ten cały Sefu. Umiał wadzić. Kamira również potrafiła robić to doskonale, czyżby trafiła swoja na swego? Może to jakiś wyzwanie?

Odejdźmy jednak na moment od kwestii Sefu i pozostałych tubylców o bardzo nietuzinkowych imionach. Miasto - było znacznie okazalsze niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, jedna brama, druga brama - teraz na własne oczy widziała to, czego owe bramy strzegły. Wprost z bramy wylądowała na czymś w rodzaju targu, stragany i przedstawiciele różnych ras. W tym nawet ludzie, co również ją zaskoczyło. Ludzie - dostrzegała sylwetki, które ich przypominały, ale skąd mogła wiedzieć, że rzeczywiście nimi są? Może byli hobgoblinami, którzy ukrywali swoją krew? Nigdy nie było wiadomo jaka krew płynie w czyichś żyłach.

W takich miejscach jedno było pewne - w największym budynku, musiał mieszkać najważniejszy osobnik w okolicy. Kamirin doskonale o tym wiedziała, bo gdyby sama chciała zaznaczyć swoją wielkość, tak by właśnie zrobiła. Zbudowała najwyższy budynek, z którego inni dostaliby zadyszki przez wchodzenie po samych schodach, albo w ogóle by zrezygnowała ze schodów i zostawiła jedynie drabinę. Nie mogła jednak patrzeć z podziwem zbyt długo. Weszła tutaj na kredyt, niezbyt wiedziała, jak funkcjonuje lichwa, lecz domyślała się, że z każdą chwilą jej bliżej nieokreślony dług za wejście może urosnąć do niebotycznych wartości, jakie się jej nawet nie śniły.
– Ej, puść mnie — Szarpnęła się raz czy dwa, skupiając swój wzrok na nowym osobniku w swoim pobliżu - Sefu. Przypatrując się przez moment jego zakapiorowatej aparycji, skrzywiła się nieznacznie
– To biały? — Spytała swojego nowego czarnego towarzysza, wskazując zarazem na jego koszulę. Niecodzienny to był dla niej kolor, głównie z tego tytułu, że szybko się brudził. Głównie wspomniała o tym, bo nie czuła potrzeby, by mówić mu otwarcie, że to, co ma białe, nosi żółte i na odwrót.
– Ty jesteś moim Sefu? Gościem od zapro i opro? To świetnie. Zapro i opro w takim razie — I stuknęła kijem lekko w piach. Była pośród nich, to musiała próbować być jak oni. Chciała powiedzieć coś więcej na temat jego wyglądu, lecz zrezygnowała. Miała wrażenie, że nawet gdyby potrafiła parać się magią upiększająca, to ta za dużo by w jego przypadku nie pomogła. To się nazywa mieć pecha. Kwestię kurtyzany przemilczała, nie ukrywała, że owo porównanie uderzyło w nią niemal tak mocno jak worek z piaskiem, jakim mógłby ktoś w nią rzucić gdyby była niewolnicą przenoszącą je z punktu do innego punktu.
– Mózgojady? — W pierwszej sekundzie wyglądała tak, jakby się zawahała. W kolejnej jej spojrzenie stawało się coraz bardziej skupione. W końcu oczy się jej zaświeciły z podniecenia. Brzmiało to jej prosto, jak coś, co można wysadzić. Oczywiście było już późno, a wybuchy po zachodzie słońca też wymagały w jej przypadku dodatkowych opłat - to tym razem mogła uczynić wyjątek. Widziała, jak on wygląda, co ma przy sobie, choć dużo więcej mówiło o nim otoczenie, w jakim się obracał i raczej nie zamierzał tego zmieniać. Sefu wyglądał dla niej na kogoś w typie zabijaki rozbójnika, jakiego wolałaby uniknąć na drodze, lecz teraz właśnie to los połączył ich ścieżki w zadaniu ważnym, albo i ważniejszym niż cokolwiek w tej chwili. Polowaniu na wspomniane przez Sefu bestie. Co prawda Kamirin nigdy o takich nie słyszała, ale na wszystko musiał być pierwszy raz.
– Pozbądźmy się ich razem. Ty je ściągniesz, ja się ich pozbędę. Kredyt w po zbytych mózgojadach, co ty na to? To jedyna szansa na wspaniałą współpracę z Kamirin, największą czarodziejką tej fortecy. Nie daj się prosić! — Prawdopodobnie faktyczne Mózgjady nie istniały, a to była jedynie przenośnia... Lecz dla Kamirin... Oj nie, była naiwna i uwierzyła w prawdziwe mózgo-zjadające bestie. Już w tej chwili wyobrażała sobie, jak wypełzają z jakiejś nory, którą przy pomocy swojej wspaniałej magii zawala. Była zdeterminowana do spłaty wejściówki i dawała o tym znać nie tylko przez ogólne podniecenie, które było widać w każdym jej delikatnym ruchu. Było w tym coś magicznego, może to był ten ognisty i nieposkromiony zapał? Może... Może jednak to tylko zwykłe szaleństwo i głupota w czystej postaci.

Spoiler:
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wschodnia baronia”

cron