Tawerna "Blady Wampir"

46
POST BARDA
Nikt nie zareagował na wtargnięcie Teliona za ladę i jego bezprecedensowe nalanie sobie trunku za darmoszkę. Wszyscy obecni byli zajęci sprzątaniem. Z kolei Defler, gdyby tutaj był, z pewnością miałby teraz inne zmartwienia na głowie. Alkohol smakował dokładnie tak samo, jak gdy podawała mu go Nazrim, co wydawało się wydarzeniem już tak odległym jakby miało miejsce miesiące temu.
W gospodzie rzeczywiście nie walały się żadne trupy, choć śladów krwi na parkiecie nie brakowało. Szczególnie jego uwagę przykuło, jak mu się wydawało, to miejsce, w którym udało mu się powalić jedną z bandziorek. Zaschnięta plama niedaleko ogromnego fotela wydawała się wyglądać wręcz imponująco, jednak ofiary jego powalenia brak. Nie wiadomo też, co stało się z zatrudnioną elfką, która zwróciła się przeciwko swojemu "patronowi". Tyle pytań bez odpowiedzi. Na szczęście przy kamiennym słupie była przywiązana okazja na choć częściowe zaspokojenie dręczącej go ciekawości.

Marynarz podszedł do kobiety. Siedziała ona oparta o wcześniej wspomniany słup z podkulonymi nogami. Bordowy kaptur już dawno zsunął się z jej głowy w wyniku tarmoszenia. Nie miała jak go nałożyć ponownie z rękami związanymi za plecami, toteż spuszczoną w dół obitą twarz zasłaniały jej czarne włosy. Oddychała powoli, nie dając po sobie poznać czy to chęci ucieczki czy zainteresowania tym co się dzieje dookoła niej. Równie dobrze mogłaby być prześcieradłem narzuconym na zapomniane przez kucharza skrzynie w magazynie.
Przybliżywszy się do niej pojmana podniosła z wolna swój wzrok, sprawdzając kto to zakłóca jej spokój. Tak jak Telion zaobserwował wcześniej - była to kobieta w sile wieku, która z pewnością w życiu widziała już wiele, jednak było za wcześnie by nazwać ją "starą". W rozpoznaniu szczegółów twarzy nie pomagało spuchnięcie. Z tego powodu jedno z oczu było słabo dostrzegalne, jednak czuć było z tego spojrzenia pewien chłód i gniew, dużo bardziej niż zmęczenie.
Zareagowała na propozycję napicia się tylko krótkim zerknięciem na kufel, jednak jej reakcja nie wyrażała niechęci. Telion przysunął kufel z którego kobieta pociągnęła nieduży łyk i potrzymała przez chwilę w ustach. Zanim jednak Telion był w stanie usiąść i przejść do swoich pytań ta bezceremonialnie splunęła na niego zawartością kufla, rozbryzgiem obejmując zarówno jego twarz jak i ubrania. Jej wzrok dalej ciskał gromami.

Gdy Telion już otrząsnął się po tym zajściu postanowił wywiedzieć się tego i owego, zadając bezpośrednio pytania, na które chciał poznać odpowiedź.
- Skoro to nie twoja sprawa to się w to nie mieszaj, głupi khadijk. - użyła wobec niego słowa, którego nie zrozumiał.
- To jest Everam, miasto portowe. Tutaj każdy ma interes. - powiedziała beznamiętnie, już nawet nie próbując patrzeć na swojego rozmówcę. - Moje życie to też "nie twoja sprawa". Nie znasz historii tego miejsca. Za dużo by tłumaczyć a i tak nie zrozumiesz.
Telion opowiedział swoją historię ze spotkaniem Żmij i wzięciem Attyki za zakładnika. Udawanie rozemocjonowania z pewnością wychodziło brodaczowi dobrze, jednak w miarę swojego "występu" zaczynał wątpić, czy ze swoją manipulacją trafił na podatny grunt. Jedynie użycie imienia swojego oficera pozwoliło mu ponownie nawiązać kontakt wzrokowy z przesłuchiwaną, jednak jej zmęczona twarz wyrażała bardziej coś na granicy zmęczenia i zirytowania.
- Wszystkim mężczyznom w tym przeklętym mieście wydaje się, że mogą od nas żądać i żądać. I co, mam ci odpowiedzieć na to wszystko, młokosie? Tylko dlatego, że ode mnie tego wymagasz? Jesteście żałośni, ty i wszyscy tobie podobni, którzy mają "interes" z Delferem.
- Oczywiście, że znam Arbara. Każdy Everamczyk zna historię Arbara. A co - ty nie znasz? - zapytała pozwalając sobie na pierwszy objaw jakiejś silniejszej emocji - uśmiech. Przepełniony drwiną i szyderstwem uśmiech.
"To achieve great things, two things are needed: a plan and not quite enough time."

Tawerna "Blady Wampir"

47
POST POSTACI
Kobieta ewidentnie nie miała zamiaru współpracować. Znieważające splunięcie w twarz, pogarda, jaką dla niego miała z racji wieku i płci oraz potępienie za stanięcie po stronie Delfera, wydawało się zupełnie przekreślić szansę na usłyszenie jakichkolwiek wyjaśnień. Najwidoczniej nie tylko tutejsi mężczyźni cechowali się gruboskórnością. Zapewne taki rodzaj bycia dotyczył tu wszystkich, od co, swoista cecha narodu.

Porzucając wywody na temat nienamacalnego dziedzictwa kulturowego Everamczyków, Telion siedząc już teraz w rozkroku i będąc lekko pochylonym z ułożonymi na nogach i splecionymi razem dłońmi, westnchął ciężko. Głowę spuścił na dół, wpatrując się przez moment w wysłużony parkiet. Następnie unosząc twarz na rozmówczynię, spojrzał na nią z politowaniem.

- Widzę, że cywilizowane rozwiązania nie leżą w tutejszych gustach, co? Zamiast tego wolicie prawo pięści, ale masz rację. Co mi do tego. Wszakże jestem tu tylko przejazdem - przyznał jej rację, od razu kończąc temat, gdyż widział, że do niczego go to nie doprowadzi.

Skoro więc nie miał co liczyć na rzeczowe wyjaśnienia, postanowił kontynuować jedyny wątek, jakim ów przesłuchiwana jako tako się zainteresowała, a nawet krótko skomentowała. Może przynajmniej dzięki temu zdoła wydusić z niej choć trochę informacji.

- Pan ofi... znazy Abrar nigdy nie wspominał o swojej przeszłości. Ciekaw jestem, czym zasłynął, że całe Południe zna jego imię
- przyznał. - Kim on tu był? Księciem, znanym zbójem czy bohaterem narodowym lub waszym wodzem? Boicie się go, bo wie, gdzie gniazdujecie? - celowo wymieniał wszystkie zaszczyty, jakie przyszły mu na myśl, aby tamta mogła naprostować jego domysły, tudzież potrzymać temat do dalszej rozmowy.

Postanowił, że dopiero po zakończeniu tego wątku, raz jeszcze spróbuje wyciągnąć ważniejsze zeznania. Skoro o poznaniu historii miasta może tylko zapomnieć, liczył przynajmniej, że w potoku słanych ku niemu słów zdoła pozyskać wskazówkę o położeniu obozowiska Żmij. Wszakże nie mogły przebywać z dala od miasta skoro, to były zdolne do wypatrzenia łodzi przybijającej do brzegu oraz przemknięcie tak liczną grupą przez spory kawałek pustyni, bez alarmowania strażników czatujących na wieżach obserwacyjnych. Z tego mogło wynikać, że swą bazę wypadową musiały mieć gdzieś w pobliżu lub znać jakieś tajne przejścia do niej prowadzące. Skoro więc tak, problemem pozostawało już tylko wyłudzenie namiaru.

Tylko i aż, gdyż Telionowi nie przychodził żaden pomysł jak to uczynić. Kobieta zdawał się twardym przypadkiem. Musiał nieźle się nagłówkować jakby tu ją podejść. Wiedział, że przemocą nic nie osiągnie, ani też grzeczną prośbą.
Wtem nagły błysk w oku połączony z lekkim i krótkotrwałym uśmieszkiem jednoznacznie wskazał, że wpadł na pewien prosty, lecz dość ryzykowny plan.

- Muszę się napić - palnął ni stąd, ni zowąd.

Przeszedłszy się więc na nowo w stronę szynkwasu, przeszukiwał jego zawartość w poszukiwaniu bukłaku czerwonego wina lub innego trunku, byleby o mocno zabarwionej na ciemny kolor barwie, by następnie zbliżywszy się do paleniska, udawał, że grzeje się w żarze, ukradkiem zbierając niedopalone kawałki opału, na tyle małe, aby mogły zmieścić mu się do kieszeni. Po tym wrócił na pierwotnie zajmowane miejsce, upił nieco wcześniej zagarniętego piwa i kontynuował przesłuchanie.

- Powiem ci coś - szeptał niemal do ucha zabójczyni. - Myśl sobie o mnie co chcesz, ale poniekąd jesteśmy podobni, a przynajmniej w kwestii utraty bliskich - zaczął od osobistych wyznań. - Ja też straciłem moją partnerkę oraz moje nienarodzone na tamten czas dziecko i to poniekąd z rąk bliskim nam osób, bo nasz związek im nie odpowiadał. Więc wiem, co czujesz - wykazywał nadwyraz empatię. - I szczerze, to w dupie mam Delfera i tę jego smarkule. Chodzi mi tylko o pozyskanie skromnych zapasów dla moich załogantów lub lepiej, dania nogi z tego nudnego okrętu, nic więcej. Jest tylko jeden problem, nie mogę tego zrobić, póki Abrar jest w pobliżu, a nawet jeśli, to sam na pustyni niechybnie zginę - jego narracja niespodziewanie została zmieniona. Zdawać by się mogło, że wypił o jeden łyk za dużo, co nieszczęśliwie rozwiązało mu język, sprawiając, iż wylewał z siebie całą zebraną dotychczas gorycz. - Może więc pójdziesz na układ, co? - zaproponował. - Ja cię stąd wyprowadzę, a w zamian zorganizujecie mi małą wyprawkę, hm? Będziesz wtedy mogła zemścić się na Delferze, poprzez jego córę, a ja odzyskam wolność. Decyduj, byle by prędko, bo tamci lada chwila wrócą, a wtedy nici z wszystkiego - poganiał ją.

Tawerna "Blady Wampir"

48
POST BARDA
Pojmana kobieta zdawała się czerpać satysfakcję z widocznej frustracji Teliona. Najwidoczniej znalazła dla siebie jakiś pozytyw w całej tej okropnej sytuacji. Chociaż ciężko było nie stwierdzić, że uśmiechanie się przy tak pobijanej twarzy nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, zwłaszcza dla oka. Można było dostrzec, że jedną z warg miała na bank rozciętą.
Pociągnęła rozmowę na temat oficera Czarnego Gamonia.
- Ach, czyli nic nie wiesz. Niezwykłe. Nic nie wiesz o człowieku, któremu okazujesz bezgraniczne oddanie... Jak mały, posłuszny szczeniak.
Intonowała słowa z taką ironią, żeby oczywiście jak najbardziej zadziałać rozmówcy na nerwy.
- Arbar był kiedyś szanowanym członkiem naszej everamskiej społeczności... To wnuk jednego z naszych gerontów, członka Rady Starszych. Chodzą różne plotki na temat tego, czemu opuścił miasto. Jedni mówili o jakimś szemranym interesie, drudzy że został wydalony, że w grę wchodził jakiś mezalians... Nie wiadomo w sumie.
Minęło już tyle lat, wątpię by coś wiedział o tym co działo się w tym czasie w Everam, nie mniej dziwnie jest go widzieć. Jeszcze dziwniej w takich okolicznościach... -
zamyśliła się, po czym sama postanowiła zadać pytanie, jednak nie spodziewając się do niego odpowiedzi. - Czy to przypadek, że wrócił akurat, gdy Żmije rozpoczęły swą kampanię?

O ile ciężko było się wywiedzieć konkretnych faktów na temat samych Krwiopijnych Żmij kilka informacji na temat Arbara pozwoliło rzucić światło na jego życiorys. Czy Kapitan uznał, że jego konotacje z Everam pozwolą oficerowi szybciej zażegnać kryzys na statku i dlatego wysłał go i resztę w szalupie? Co dokładnie zmusiło Arbara do morskiego życia? Być może im więcej informacji uzyska na temat jego jak i samego Everam, tym mniej Telion będzie zwykłym szarym załogantem? Człowiek - istota społeczna, a budowanie relacji wydawało się ważne dla osiągnięcia sukcesu na pokładzie Czarnego Gamonia.

Telion, odczuwając drobne niepowodzenia w swojej serii przesłuchań postanowił znów skorzystać z "samoobsługi" tawerny i braku barmana. Tym razem udało mu się pochwycić ledwo napoczętą szklaną karafkę czerwonego wina. Próba degustacyjna wykazała, że był to niezwykle dobrej jakości półwytrawny trunek, który aż iskrzył się na języku od mnogości wyczuwanych nut smakowych, a to wszystko obtoczone słodkim posmakiem everamskich winogron dojrzewających w tym jakże potężnym południowym żarze. W tej drobnej chwili dopiero po chwili dotarło do niego, że ktoś doń nawołuje. Odwrócił się w stronę kuchni by dostrzec w okienku młodego kucharza, syna Delfera, wygrażającego marynarzowi pięścią.
- Do roboty się zabieraj, a nie - to nie jest na koszt firmy, chlejusie! Wszystko powiem ojcu.

Tawerniane palenisko wyglądało na już od dawna wygaszone. Wiadomym, że noce na pustyni bywały chłodne, jednak natłok ludzi jaki tutaj się dzisiaj zebrał z pewnością już dostatecznie dawał się we znaki duchotą. W związku z tym Telion nie miał problemu, by wygrzebać z doń parę osmolonych niedopałków. Nawet nie musiał się jakoś specjalnie z tym chować - reszta najemników dalej była zajęta sprzątaniem po burdzie. Trzeba było przyznać, że idzie im to bardzo sprawnie. Na ziemi pozostały może z dwa leżące taborety, jakiś mięśniak latał nawet z miotłą i zbierał roztrzaskane resztki tego co się dało a ktoś inny próbował wstawić ponownie wyważone drzwi, które prowadziły na dziedziniec.

Jego pojmana wciąż siedziała w tym samym miejscu, nawet nie wyglądając jakby próbowała uciec. Starała się po prostu oddychać spokojnie i nie za bardzo interesować się tym, co dzieje się wokół niej. Gdy Telion podszedł ta znów podniosła głowę, a jej wzrok mógł wyrażać tylko jedno zdanie - "Czego znowu chcesz?".
- Czego znowu chcesz? - zwróciła się bandytka. Zaczęła słuchać mężczyzny, jednak kolejny raz jego słowa nie zdawały się w niej pobudzać zainteresowania - może to kwestia zwyczajnego, fizycznego i psychicznego przemęczenia? Jeszcze za mało czasu minęło, by Telion był w stanie poczuć większą siłę oddziaływania alkoholu. Placebo najwyraźniej robiło swoje, bo gadatliwość Teliona zdecydowanie wzrosła.
- Nie masz bladego pojęcia, co czuję, khadijk. I nie próbuj udawać, że jest inaczej. Nie masz pojęcia, z czym musi zmagać się kobieta w Everam, szczególnie stara wdowa. Ile to trzeba przecierpieć, ile znosić upokorzeń, niesprawiedliwych praw i wyroków jakiś starych impotentów na stołkach, brudnych podobnych Delferowi mord. Cały czas udawać niewzruszoną wobec codziennych ludzkich spojrzeń, szeptów, ostracyzmów, szykan! - wreszcie zadziałały w kobiecie jakieś emocje, jednak potrzebowała paru sekund oddechu by spróbować się powstrzymać od histeryzowania. - Na litość mnie nie weźmiesz. Żmije rozumieją, z czym się zmagamy. Żmije nas cenią.

Rozochocony Telion z pewnością powiedział dużo szokujących rzeczy, na tyle że jego rozmówczyni podniosła z niedowierzaniem brew ku górze.
- Skoro nie chcesz tu być, to po co to wszystko? Po co się wtrącasz, przesłuchujesz... Po prostu wyjdź i nie wracaj, a nie udawaj, że Ci zależy... - wykazała swoje niezrozumienie kobieta. Jednak co wywarło na niej największe wrażenie to propozycja Teliona odnośnie spólnej ucieczki. Na początku zaniemówiła, wpatrując się z szeroko otwartymi oczami w brodacza, a potem w jakiś bliżej nieokreślony punkt przed sobą na twarzy. Teliona przepełniła nadzieja, że jego plan powiedzie się, a jego na wpół pijany umysł przechytrzył zarówno ją jak i jego samego.
Chwila zachwytu pękła jednak niczym mydlana bańka, gdy kobieta wybuchnęła śmiechem, tak gromko że nawet kilku najemników odwróciło się w ich kierunku. Bandytka w tym napływie rozbawienia zdążyła zapomnieć, że jest cała poobijana, dlatego zaraz za śmiechem pojawił kompulsywny kaszel i parę krztuśnięć.
- Układ? Że co? O boginie... - westchnęła z rozbawieniem, próbując ustabilizować kaszel. - Jak u Arbara więcej takich lojalnych ludzi jak ty to tylko pozazdrościć ekipy! Czy wszyscy Kerończycy nie mają w sobie za grosz honoru czy to prostu jesteś szczególnym przypadkiem? - nastrój do ironii znów jej powrócił. - Poza tym byłbyś dla nas bezuzyteczny. Nic nie wiesz o naszej sprawie, nic nie wiesz o Everam, tą szablą to zaczynam wątpić, że umiesz się posługiwać... Byłbyś balastem. A mnie nic nie będzie. Poboli trochę, nasłucham się na swój temat, zamkną mnie, nic więcej. - skwitowała.
- Nazrin jest z nami. Moja zemsta na Delferze i tak się spełni. A gdy Żmije odzyskają Everam z rąk naszych oprawców... będę bardziej wolną kobietą niż byłam kiedykolwiek.
"To achieve great things, two things are needed: a plan and not quite enough time."

Tawerna "Blady Wampir"

49
POST POSTACI
Reakcje kobiety zaczynały działać mężczyźnie na nerwy, co zresztą uwidoczniło mu się poprzez mimowolne dygotanie powieki. Wszystkie zastosowane sztuczki wzbudzenia zaufania spełzły na niczym. Mogłoby się wydawać, że postradała zmysły lub była w takim stanie, iż nie zależało już jej na niczym, co tylko pogarszało sprawę i sprawiało, że jego błyskotliwy plan spalił na panewce.

W jednym tylko przyznał jej rację. Nie miał zupełnego pojęcia o historii osoby, pod butem, którego się znajdował. Co nie oznaczało jednak, że był mu po wszech czas posłuszny. I rzeczywiście nie miał też pojęcia co może przechodzić pogrążona w żałobie po mężu dziewczyna ani stosunek tutejszej społeczności do takich jak ona.

Na resztę jej kąśliwych słów byłby pewnie i zareagował na wzór Delfera. Ręka go niemożebnie swędziała, aby wymierzyć kolejny cios w i tak obitą twarz, lecz pomny na nieskuteczność tejże metody, zaniechał, chociażby próby, pozostawiając obrazę bez jakiejkolwiek reakcji. Zamiast tego skupił się raczej na trzech rzeczach, jakie usłyszał z popuchniętych warg.

Pierwszą z nich stanowił rzecz jasna motyw nagłych działań Żmij. Wyglądało to tak, jakby to sama żeńska częćEveramczyków spowodowała uaktywnienie się tejże szajki. Nie wiedząc już, jak mogąc sobie pomóc, postanowiły podnieść bunt, który miałby rozpocząć zbrojna napaść Żmij.

Tu rozpoczyna się druga kwestia. Kobieta jasno dała do zrozumienia, że niebawem coś się w mieście niedobrego wydarzy. Telion przeczuwał, że dojdzie do krwawej rebelii. A gdy to się stanie, w założeniach ma nastać nowy porządek. I w gruncie rzeczy było mu to obojętne, lecz przebywając nadal w murach miasta, przypadkiem mógłby stać się niewinną ofiarą tak, jak nie dawno goście gospody.

Dreszcz przebiegł mu po plecach na tę myśl. Jeśli jego domysły okażą się poprawne, osobiście wolał spędzić już czas na pustyni, aniżeli móc oglądać wszystko z bliska, a nawet stać się bohaterem tego przedstawienia, co niezbyt mu się oczywiście widziało. Musiał więc przeciwdziałać. Czas bowiem uciekał, a dzień sądu mógł nadejść już niebawem. Logika podpowiadał mu, aby ostrzec przed tym każdego, kogo się da. Z drugiej strony usłyszane słowa stanowiły lichy dowód, zwłaszcza że społeczność była podzielona na tych, co panicznie bali się Żmij, jak i tych, co podchodzili do nich lekceważąco. Na przekonanie niedowiarków, mogło więc nie starczyć czasu. Tu należało podjąć inne działania, a jedynym co przychodziło mu na ten czas do głowy, to atak wyprzedzający lub infiltracja gniazda gadów od środka i dokonanie sabotażu.

- Jak to Nazrin jest z wami?
- zapytał, nie dowierzając temu. - Przecież widziałem, jak siłą ją uprowadzacie- sprzeczne fakty powodowały mu mętlik w głowie lub źle zrozumiał przekaz. - Zresztą...pora by to zakończyć - przeszedł z nagła do innego tematu.

Powstawszy z miejsca, włożył naczynie z winem do szerokiej kieszeni płaszcza, jedną dłoń schował do drugiej, tej gdzie uprzednio napchał niedopałki, w drugą zaś wziął szabelkę i zamachnął się w stronę pojmanej. Może i miała rację. Może i nigdy nie używał prawdziwej broni białej, ale byle kretyn potrafił najzwyczajniej w świecie sieknąć z góry na dół. Tak też zrobił. Ostrze przecięło powietrze, w końcu natrafiając na pętające ją liny.

- Idziemy - rzekł pewnym siebie głosem i biorąc ją pod pachę, przytrzymał mocno, próbując podnieść ociężałe ciało z ziemi, a następnie targając je w stronę wyjścia tak szybko, jak to tylko było możliwe zanim ktokolwiek zdoła się zorientować. - Nie martw się, nie zamierzam się z wami tułać. Jak tylko opuścimy miasto, wyjaśnimy kilka kwestii i zdobędę mały prowiant, ja zniknę -zapewniał, jeszcze silniej szarpiąc ją za ramię.

Tawerna "Blady Wampir"

50
POST BARDA
Butelka wina z łatwością weszła do kieszeni płaszcza, jednak stanowiła pewne zaburzenie balansu, co jeszcze-nie-pijany-ale-być-może-zaraz Telion zdawał się odczuwać bardziej niż w stanie całkowitej trzeźwości umysłu.
Zdanie "Pora to zakończyć" oraz wyjęcie białej broni wywołało wpierw w kobiecie zdziwienie i przerażenie. Jednak zanim jej otępiałe zmysły zdążyły zareagować choćby krzykiem szabla poszybowała w dół, odbijając się dźwięcznie od kamiennej kolumny i, faktycznie, przecinając linę. Przerażenie minęło, jednak konsternacja tylko pogłębiła się, objawiając się na wpół otwartymi ustami, ruszającymi się jakby chciały coś powiedzieć, ale nie za bardzo umiały.

Kobieta nie stawiała oporu w byciu podnoszoną - zarówno ze względu na wiek, zmaltretowanie fizyczne, przewagę tężyzny fizycznej brodacza jaki i ciągły stan osłupienia. Ku ich szczęściu nikt z zebranych tutaj najemników nie zwrócił uwagi na to zajście. Wszyscy byli wciąż pochłonięci doprowadzaniem przybytku do stanu poprzedniego. Powoli, lecz efektywnie, para przeszła w kierunku wyjścia i zaczęła wąskim korytarzem wchodzić po stromych schodach w kierunku wyjścia.
Chwilę im to zajęło, bowiem przejście nie należało do najwygodniejszych dla przemieszczania się równolegle dwójki osób, szczególnie w ich stanie. Aż strach pomyśleć, przez co musieli przechodzić pijani goście Bladego Wampira. W końcu jednak nozdrza Teliona uwolniły się od karczemnego zaduchu, gdy wyszedł na powierzchnię. Jego oczom ukazał się znajomy szyld oraz drewniana beczka, przy której rezydowało wcześniej dwóch orków. Z jakiegoś powodu ochroniarze nie byli obecni na swoim stanowisku, jednak niepokoił wbity w poziomą deskę beczułki sztylet oraz niewielkich rozmiarów krwawa plama na ścianie za nią, trochę jakby na wysokości głowy siedzącego...
- I co teraz? - wybiła go z rekonesansu środowiska uprowadzona, której imienia nawet nie zdołał poznać. Telion miał teraz z pewnością chwilę na namysł nad swoimi dalszymi poczynaniami zanim ktoś na górze zorientuje się, że brakuje im cennego źródła informacji i być może potencjalnej karty przetargowej. Zanim jednak zdołał wymyślić cokolwiek dopiero teraz odczuł, jak znane odczucie głaszcze mu spalone słońcem policzki oraz mierzwi włosy na głowie. Był to wiat - bardzo przyjemny, pustynny powiew, wzmagający wręcz dreszcze. Co ten fakt mógł oznaczać dla załogantów Czarnego Gamonia?
"To achieve great things, two things are needed: a plan and not quite enough time."

Tawerna "Blady Wampir"

51
POST POSTACI
Telion wręcz nie dowierzał w to, co właśnie robi. Dotąd oporna na wszelkie próby znalezienia wspólnego języka kobieta, dała się porwać niczym dziecko. Mężczyzna z łatwością mógł ją podnieść, lecz dla pewności oparł się brudną od sadzy ręką o kolumnę, tworzą na niej wyraźny odcisk swojej dłoni.

Następnie przez nikogo niezauważeni, pomknęli ku wyjściowemu korytarzowi. Przejście co prawda nie należało do najszerszych, jednak i tak bez większych problemów para niezbyt tęgich uciekinierów zdołał się przez nie gładko przebić. Tylko raz lub dwa marynarz musiał chwycić się chropowatej powierzchni ścian, by móc poprawić uchwyt dźwiganego ciężaru, przy okazji smarując czarne ślady na jasnej powierzchni.
Im bliżej wyjścia tym coraz żwawiej im to szło i po pokonaniu ostatniego schodka, wreszcie mogli zaczerpnąć nieco świeżego tchu.

Rozejrzawszy się prędko wokoło, nie umknęło mu uwadze, że dotąd strzegący wejścia do przybytku dwaj orkowie gdzieś wyparowali. Jedynym widocznym po nich śladem została beczułka, na której próbowali swoich sił oraz tajemniczy sztylet, który nie wiadomo skąd i nie wiadomo przez kogo, został w nią wbity. Resztę starał się pominąć, przechodząc obok tego obojętnie.

- Co teraz?
- zawtórował za skołowaną kobietą. - Pora nam wiać. Musiałyście się jakoś dostać niezauważenie w mury miasta. Uciekniemy tą samą drogą - zasugerował. - Zdejm tylko ten płaszcz, zbyt przykuwa uwagę i jeszcze straże nami się zainteresują - zauważył słusznie.

Gdy mówił, jego uścisk wcale nie słabł. Wręcz przeciwnie, jeszcze mocniej przysunął nieznajomą do siebie, by mieć zupełną pewność, iż podczas szaleńczej ucieczki nie potknie się i nie upadnie, co mogłoby ich pozbawić kilku cennych sekund, choć kto wie, czy nie kryło się za tym coś jeszcze.

W oczekiwaniu na dalszą reakcję parokrotnie zmuszony był do odgarnięcia nachodzących mu na twarz długich włosów, jaki niesforny wiatr bezustannie mu zwiewał.

-Wiatr! - wykrzykną półszeptem.

Wreszcie coś zaczęło iść po jego myśli. Co prawda lekki podmuch nie zwiastował jeszcze niczego, ale wraz z gnanymi masami powietrza, przychodził optymizm. W głębi siebie pragnął, by ten przybrał na sile, nawet jeśli zwiastowało to nadciąganie piaskowej burzy. Tu na lądzie, zapewne mało kto się z tego powodu cieszył, lecz wyczekującym ze zniecierpliwieniem na okręcie, z pewnością nieco wciskającego się w oczy piachu nie przeszkadzało, jeśli za tą cenę okrętowe żagle na powrót miałyby się nadąć. Wtedy wszystko stałoby się prostsze. Pozbawiony presji uciekającego czasu, mógłby bez pośpiechu, a co za tym idzie mało przemyślanych decyzji, dalej realizować potajemnie ułożony plan.

Przed nim jednak długa droga. Do tego momentu, spełnił jego niewielką część. Reszta niestety, nie zależała zupełnie od niego. Choć nie bardzo mu się to widziało, musiał polegać na przymusowo wziętej towarzyszce. To od niej bowiem zależało dalsze powodzenie lub sromotna klęska. Ona z kolei o tym nie wiedziała. I bardzo dobrze. Myśląc zapewne, że młodszy od niej osobnik postanowił zdezerterować lub w najlepszym przypadku powzięła go do niej litość, nie mogła wydedukować, iż jest częścią ambitniejszego przedsięwzięcia.

- Telion jestem, tak poza tym - przedstawił się z nagła i niespodziewanie, na ułamek chwili przybierając pogodne oblicze, by po tym znów śmiertelnie spoważnieć.

Tawerna "Blady Wampir"

52
POST BARDA
Nie wiadomo, czy poczucie absurdalności obecnej sytuacji udzielała się bardziej Telionowi czy trzymanej przez niego kobiecie. Niemniej było chyba już za późno, żeby zawrócić. No bo co by zrobił? Wrócił niepostrzeżenie do karczmy i przywiązał ją z powrotem? Powiedział, że wyszedł z nią na spacer?
Kobieta posłusznie zdjęła płaszcz i upchnęła go częściowo pod koszulą, a częściowo zawiązując wokół pasa. Dyszała jeszcze przy tym ciężko, co było dla Teliona ważnym sygnałem, że musi zważać na kondycję swojej towarzyszki, która przecież niedawno dostała solidne manto. Była z pewnością wycieńczona fizycznie i psychicznie, a ucieczka z nieznajomym marynarzem stanowiła dla niej wisienkę na torcie.
- Już, chwila, muszę pomyśleć. - powiedziała, gdy śpieszno, ale bez biegu, oddalali się od karczmy. - Jest jedno takie miejsce... Chodź za mną, pokażę Ci.
Ruszyli w ustalonym kierunku, a kobieta bardziej niż za rękę prowadziła Teliona przechylając ciężar swojego ciała w kierunku odpowiednich uliczek.
- Uqira. Jestem... Uqira. - przedstawiła się, nie zmieniając przy tym swojej aparycji na przyjaźniejszą.

**Akcja przenosi się TU***
"To achieve great things, two things are needed: a plan and not quite enough time."
ODPOWIEDZ

Wróć do „Everam”