Tawerna "Blady Wampir"

31
Zmiana otoczenia korzystnie wpłynęła na samopoczucie mężczyzny. Brak tłumu, względna cisza oraz w miarę komfortowa pozycja siedząca od razu przywróciła mu pełną trzeźwość myślenia, oraz napełniła nowymi siłami, co zresztą uwidoczniło się po jego twarzy w postaci lekkiego wykrzywienia warg ku górze i odzyskania błysku w oczach.

Mając kilka sekund nim, gospodarz zajął swoje miejsce, Telion w tym czasie pobieżnie zbadał nowy wystrój biura, zgoła odmienny od panującego w reszcie oberży nieładu. Uwagę szczególnie przykuły zalegające na solidnych pułkach tomiki pewnych ksiąg, po które zapewne by z ciekawości sięgnął, gdyby nie obecność właściciela, a także dziwne przeczucie, że zapisane w nich słowa nijak mógłby zrozumieć. Zamiast więc tego zadowolił się podziwianiem obrazów. Z pozoru prozaiczne scenki na pierwszy rzut oka nie wyglądały interesująco, lecz oglądanie przez wiele tygodni falujących fal i z rzadka szybujących przy okręcie ptaków morskich wyczuliło go na każdy rodzaj odstępstwa, sprawiając, że z pozoru błahe malunki wydawały się niezmiernie intrygujące.

Z transu, w jaki wpadł wyrwał go dopiero głos Delfera, wygodnie rozłożonego na swoim tronie. Dopiero teraz marynarz zorientował się, że przyjęta przez siebie pozycja niezbyt pasuje do sytuacji. Prawa noga, a właściwie stopa spoczywała na kolanie drugiej. Na niej z kolei znalazły oparcie skrzyżowane ręce. Tułów zaś pozostawał lekko zgarbiony. Ganiąc się w myślach za to, czym prędzej przyjął bardziej stosowną posturę, ze spoczywającymi na ziemi nogami, jedna przy drugiej i rękoma wspartymi o uda, stanowiącymi podporę dla kręgosłupa, by ten pozostawał jako tako wyprostowany.

- Dokładnie - odpowiedział krótko, na pierwszy człon pytania. - Płyniemy z Nuln, to jest miasta portowego położonego we wschodniej części znanego nam Kontynentu. Stamtąd kierowaliśmy się na południe, zahaczając co jakiś czas o ważniejsze porty, aż w końcu dotarliśmy w te rejony. - przeszedł niemal od razu do ostatniej części, celowo pomijając drugie z postawionych pytań, gdyż wrodzona podejrzliwość kazała mu najpierw rozważyć, na co komu informacje o załodze.

Po tym zamilkł na krótką chwilę, na potrzeby nabrania kilku głębszych wdechów, zarazem po raz kolejny przyglądając się rozmówcy, który kurczowo trzymał w ciemnej dłoni kawałek szmaty, jak gdyby od tego zależało jego życie, co w pewien sposób było nawet i komiczne.

- A czy na okręcie są znane osobistości? - zaśmiał się nerwowo, trąc jedną ręką o kark- Nie, skąd ten pomysł... jesteśmy jednymi z wielu. Może i stali klienci rozpoznają kapitana naszego "Czarnego Gamonia", ale nie sądzę, aby była to wyróżniająca się postać. Przejdźmy może raczej do sedna, bo czas goni - uciął temat, używając najprostszej wymówki. - Co więc jesteś mi w stanie z długim terminem przydatności, proszę mów, przyjmę prawie wszystko - sprytnie odwracając przysłowiowego kota ogonem, wymusił na rozmówcy zamierzoną reakcję.

Tawerna "Blady Wampir"

32
POST BARDA

Przy dłuższych oględzinach wiszących w biurze ozdób Telion mógł określić, co przedstawiają. Na jednym znajdowały się trzy skąpo ubrane żeńskie postaci tańczące dookoła niewysokiego drzewa o jasnych kwiatach w koronie. Drugi z kolei pokazywał scenę z syreną przebijającą włócznią serce nieroztropnego marynarza, który pokusił się o kąpiel w morskiej pianie. Oba te "dywany" wykonane były raczej bez zwracania uwagi na detale, nie to co kerońskie obrazy w książęcych rezydencjach, jednak idealnie wpisywały się w styl artystyczny lokalnej sztuki.

Rozważania na temat sztuki nie trwały jednak długo, bowiem Delfer zaczął zadawać swoje pytania. Było to zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że zainteresował się robieniem biznesu z obcą osobą, w dodatku z obcokrajowcem, który znikąd przyszedł do jego przybytku i zaczął prosić o jedzenie. Z kolei przerażająca ścierka jako ulubione narzędzie perswazji karczmarza znajdowała się w takiej pozycji, jakby w każdej chwili była w gotowości smagnąć marynarza po twarzy w ramach reakcji na możliwą niekorzystną ofertę.
- Nüln? Czyli co, wasza załoga wyjadła stamtąd wszystkie śledzie, skoro przymierają głodem? - zaśmiał się Delfer - A szkoda, takie słynne śledziki by nas tutaj dobrze urobiły.
Nerwowe zachowanie Teliona z pewnością mogło wzbudzić pewne podejrzenia i zastanowienie. Brodacz był w stanie przysiąc, że Ścierka Tysiąca Lat Bólu minimalnie drgnęła w wielkiej łapie karczmarza.
- "Czarny Gamoń"? Przysięgam, te nazwy wymyślają coraz głupsze. Nie to, co "Blady Wampir", takie pomysłowe i z jajcem. -
powiedział z ogromną pewnością siebie i przekonaniem, że jest to chyba najlepsza nazwa lokalu na jaką można było wpaść.
- No ale dobra, nie wiem, nie znam, nie wnikam. Może poznam. Chcesz mi powiedzieć, że sam przyczłapałeś do miasta szukać żarcia dla załogi? To też dziwota, że po prostu nie zwiałeś. Ja bym zwiał. Jak ktoś nie potrafi ogarnąć zapotrzebowania dla ludzi to chyba słaby z niego kapitan, nie? To ja już bym był lepszym kapitanem, haha! - humor go nie opuszczał, pomimo tego jak rozpaczliwie Telion próbował uniknąć tematu rozmawiania wprost o załodze.

- Słuchaj, mam mięso suszone, kapuchę czy beczki piwska, ale ty mi wciąż nie dajesz konkretów. Co mi z jakiśtam portów większych jak nie wiem co przewozicie. A nuż jesteście piraci bądź kaprzy, aczkolwiek to w nosie mam, póki płacisz. A w kulturze everamczyków, nie wiem czy wiesz, wymiana towaru za towar jest lepiej postrzegana niż za byle złoto. Taki no wiesz, symbol przyjaźni i respektu. Przychodzisz do mnie do karczmy, zawracasz mi dupę, gadam z tobą zamiast zajmować się klientelą... Może macie na statku coś, co okaże mi też "należyty szacunek"? - podkreślił dwa ostatnie słowa. Dodatkowo wymownie rozejrzał się wzrokiem po swoim biurze, zatrzymując się co rusz to na książkach na półkach, drogo wyglądających rzeźbach czy wcześniej oglądanych tapiseriach.
"To achieve great things, two things are needed: a plan and not quite enough time."

Tawerna "Blady Wampir"

33
POST POSTACI
Docinki ze strony Delfera Telion puszczam mimo ucha, co jednak nie znaczyło, że zupełnie go to nie obchodziło. Gdy atak nie ustępował, lewa powieka zaczęła mu z irytacji dygotać. I już był bliski posłania gospodarzowi jakiejś ciętej riposty, lecz na posłyszany pomysł o ucieczce nagle spochmurniał, tracąc wszelką chęć do odegrania się.

- I tak nie mam gdzie się udać. Obecnie okręt to mój dom - wciął się w słowo, robiąc to na tyle cicho i niewyraźnie, że ktoś mógłby pomyśleć, iż po prostu w przedziwny sposób wypuszczał z płuc powietrze, przy okazji pozbywając się dyskretnie z gardła zalegającej flegmy.

Murzyn w końcu zaprzestał, słania uszczypliwych uwag, wreszcie przechodząc do konkretów i to w stylu, w którym zaskoczył interesanta swoim niecodziennym podejściem do sprawy.

- Preferujesz handel wymienny bardziej niż złoto? - zapytał, jakby lekko nie dowierzając. Dopiero po chwili rozważywszy ofertę, uznał, że w pewnym stopniu miało to sens. Cóż tamtemu po kolejnym mieszku monet, skoro w posiadaniu miał całą gospodę. Zapewne te kilkanaście sztuk różnicy mu nie zrobi. Co innego wejście w posiadanie pewnych egzotycznych towarów, nawet jeśli nie miałyby się one bezpośrednio przyczynić do powiększenia majątku, a jedynie przykuć czyjąś uwagę, wywołując przy tym nieco zazdrości.

- Jak tam chcesz. Niech no sobie przypomnę, co tam mamy w magazynie - dotknął palcem wskazującym prawej ręki warg i począł rozglądać się po pomieszczeniu, jakby rzeczywiście próbował przywołać pamięcią najciekawsze okazy.

-Wy tu chyba nie macie zbyt wiele zwierzyny łownej, hm...? A co za tym idzie, pozyskanych z niej trofeów - zaczął główkować, pomny na słowa kapitana odnośnie podstaw handlu: "Kupujesz towar w miejscu, gdzie jest najtańszy i sprzedajesz tam, gdzie jest najdroższy". - Z tego co pamiętam, mamy na stanie ileś futer puchatych bestii, wyprawionych i gotowych do zawieszenia na ścianie lub rzucenia jako dywan - oznajmił. - Jeśli chłopcy jeszcze nie wypili wszystkiego z nudów, jak mniemam, uchowała się też gdzieś beczułka mocnego, marynarskiego rumu. Może i twarz wykrzywia, ale jak grzeje! - ucieszył się na samą myśl skosztowania szklanki po powrocie na okręt.

Błądząc dalej oczami, zawiesił wzrok kolejno na obrazach i starych księgach.

- Widzę, że masz ładną kolekcję literatury- przyznał szczerze. - Sądzę, że gdybyś dobrze zagadał z kapitanem, ten chętnie odkupiłby lub wymienił kilka tomików na świeże. Jestem wręcz pewien, że przystałby na to, bo wiesz lub nie, ale najgorsza na statku jest nuda. A tu przynajmniej, chociaż na chwilę byłoby, na czym oko zawiesić - Telion zaczynał się rozkręcać. Co rusz to wymieniał bardziej lub mniej ciekawe przedmioty handlu, robiąc to na tyle entuzjastycznie, by przynajmniej z pozoru czymś zainteresować Delfera. Wreszcie, gdy pomysły mu się skończyły, postanowił skusić go jeszcze jedną, unikalną rzeczą.

- A tak między nami, tu mam coś specjalnego, tylko ode mnie - obniżywszy znacznie głos, wyciągnął z płaszcza książeczkę, z którą praktycznie nigdy się nie rozstawał. - Widzisz, to pamiątka po mojej pierwszej podróży, jeszcze przed tym, jak zaciągnąłem się na okręt - położył tomik na biurku, lekko go przysuwając w stronę władcy ścierek. - Jest to księga, którą pozyskałem od pewnego maga. Nieszczęsny głupek zalazł mi za skórę, więc musiałem go ukatrupić - przyznał bez ogródek, lekko tylko zmieniając wersję tamtejszych wydarzeń, aby stać się bardziej poważnym. -Domyślam się, że wiesz, o co chodzi, nie? Osobiście treść znam już niemal na pamięć, ale sądzę, że ktoś ciekawy świata lub inny wędrowny czarownik dałby za nią się pokroić - podbijał jej wartość, może i nadwyraz. - Liczę, że będziesz miał coś równie ciekawego na wymianę, bo przyznam szczerze, że gapienie się na skrzeczące mewy zbrzydło mi to reszty, a tak, miałbym co do roboty podczas długich wacht. - I tą oto ofertą zakończył składanie propozycji. Teraz nie pozostało mu nic innego, jak tylko czekać na zdanie Delfera. W najgorszym przypadku mógł liczyć na nakaz opuszczenia gospody z powodu zawracania dupy właścicielowi. W najlepszym dobiłby pierwszego w życiu udanego targu na tego typu skalę i chlubiąc się przed samym sobą jeszcze długo po tym.

Tawerna "Blady Wampir"

34
POST BARDA
Delfer uważnie przyglądał się pogrążonemu w zastanowieniu Telionowi, jak gdyby oczekiwał, że podróżnik z tak dalekich stron jest w stanie mu zaoferować najbardziej egzotyczne dewocjonalia czy obiekty o których nawet nie dane było mu słyszeć. Cóż jednak w takiej sytuacji mógł wykombinować szeregowy majtek bez obszernej znajomości na temat całego ładunku przewożonego przez jego statek?
- No oczywiście, że preferuję. Toś ty aż tak nowy w tych stronach? - zareagował pytaniem na pytanie karczmarz, choć miało ono chyba charakter retoryczny. Telion zdecydowanie już podczas ich krótkiego spotkania zdradził dostatecznie wyraźnie swoją niewiedzę na temat tutejszej kultury i historii, niemniej nie ma co mu się dziwić. Everam to miejsce odległe, nie tylko geograficznie ale też w mentalności przeciętnego mieszkańca Kontynentu. Nikt nie uczy w szkołach o zwyczajach czarnoskórych nomadów, a dwie kerońscy bardowie nie opowiadają trudnych, wielowątkowych, zawoalowanych historii i legend ludzi pustyni. Choć Telion nie miał szans starować z lepszej pozycji do negocjacji fakt ten z pewnością zanotował jakże chytry everamczyk.

Przysłuchiwał się po kolei opowieściom Teliona, z mniejszym bądź lekko większym zainteresowaniem, jednak ciężko było w nim wywołać znaczącą fascynację czy zaciekawienie.
- Futra ładnie wyglądają, to prawda. Na noce zimne też przydane, ale... No powiem Ci młody średnio to farpujące. - powiedział robiąc wyraźny błąd próbując wymówić "frapujące". - Zieloni upierdliwcy z północy często tu coś zwożą, na ich terenach więcej jest ciekawych paskud. U nas jak zobaczysz popierdalający po piasku krzaczor to jest już atrakcja, haha!
Na wiadomość o marynarskim rumie Delfer jednak wykazał jednak niechęć poprzez skrzywienie twarzy i przetarcie spoconego czoła swoja ukochaną brudną ścierką.
- Wybacz młody, ale ja tu byle czego nie sprzedaję. To jest establiszment pierwsza klasa, ma się rozumieć! Ma swoją famę! Nie to co ten pożal-się-bogi kurwidołek "Śpiąca Fala" brzy bazarze, bleh. podsumował z obrzydzeniem na myśl o konkurencyjnym lokalu. - Tu tylko najlepsze trucizny, a nie wasze kajutowe bimbry spod poduchy.
Z kolei na wspomnienie o literaturze czarnoskóry jakby na chwilę się rozpromienił. Cieszył się, że ktoś doceniał jego kolekcję nagromadzonych tomiszczy.
- A no widzisz bo, Teluś! Bo ja bardzo oczytany jestem! Ja czytaaaaaaam aż głowa boli. Ale najczęściej to mojego synalka, kiedy tomikiem poezji rąbnę go w ten zakuty łeb. Moja rada, nie rób sobie synów. Córki może złośliwe zołzy, ale przynajmniej pracują. - aluzja do sytuacji w której Telionowi dało się rozstać z barmanką była tu klarowna. Mężczyzna widocznie jednak podłapał trochę entuzjazmu, którego próbował sprzedać mu Telion.

Poruszenie tematu książek wydawało się strzałem w dziesiątkę, toteż marynarz pociągnął wątek dalej. Zaczął prezentować wyjątkowy obiekt zdobyty na jednej ze swoich wcześniejszych przygód. Tutaj Delfer wyraźnie obserwował ruchy dłoni Teliona trzymającej mocno za wolumin. Opowiadał o nim bardzo ciekawie, z pewnością niejedna pannica czy przechodzień byłby zafascynowany... Jednak od Delfra nie odbierał podobnego zaciekawienia. Wręcz przeciwnie.
- Kurwa jeszcze tego mi brakowało, magicznego szachrajstwa. Zabieraj mi to sprzed gęby ale już! - przerażająca ścierka Delera zrobiła łukowaty ruch ku górze, jednak na szczęście nie trafiając ani Teliona ani trzymanej przez niego księgi. - Co, pewnie to otworzę przeczytam i mi gały się roztopią jak masło na ogniu? Albo jaką klątwę mi rzucić by mnie doszczętnie okraść, co?! - Delfer stał a jego uzbrojona w szmatę ręka przybrała pozycję w gotowości do ataku.
- Nie masz nic ciekawego nad te swoje tandetne propozycje, marnujesz mi czas który mógłbym poświęcić na oskubanie innych a teraz próbujesz mnie opętać jakimś waszym hudułuduwudu? Weź wyjdź stąd knypie bo nie ręczę za siebie!

Telion już zaczął przewidywać, jak będzie odczuwał fakturę mokrej i obrzydliwie brudnej ścierki na swoim wcale nie czystszym policzku, jednak akt tej surowej frustracji właściciela przybytku przerwały otwierające się drzwi. Stojący w nich wcześniej spotkany przez Teliona kucharz zrobił to tak gwałtownie, że o mało nie uderzył w jedną z drewnianych komód w gabinecie.
- Tato! Burda jest, i to ostra! Rozróba, chodź szybko!

***

Obaj mężczyźni czym prędzej zerwali się na nogi ze zdziwienia i popędzili przez zagraconą kuchnię, by stanąć zaraz przy przejściu z kuchni na przybytek. Oczom Teliona dalej jawił się tłok i harmider, jednak tym razem towarzyszyło temu wszystkiemu jakiś niepokój, panika i bardzo nietypowe dla dobrej zabawy krzyki. Dużo ludzi starało się uciekać w popłochu w stronę wyjścia, dwóch staruszków siedzących na ziemi zostało staranowanych a przy barze panował największy raban. Telionowi było dane dostrzec w tym wszystkim kilka zakapturzonych na czerwono postaci, które płynnie poruszały się pomiędzy gawiedzią albo rozpętując terror wokół siebie albo strasząc co tych bardziej tchórzliwych. Gdzieś w kącie jakiś mężczyzna stał przyparty do muru z nożem wbitym głęboko w podbrzusze przez jedną z czerwonych postaci. Muzyka ładnych instrumentów została zastąpiona przez raban paniki i przerażenia.
Półnaga elfka, która nie tak dawno dobierała się do grubego oblecha teraz siedziała na nim, jednak z ostrzem przy jego gardle. Mężczyzna wił się i płakał w przerażeniu, podczas gdy kobieta coś do niego krzyczała a kolejna z zakapturzonych postaci przeszukiwała jego dobytek.

- Kurwa! - zakrzyknął wstrząśnięty Delfer. -Kurwakurwakurwa! Dargon! Ungzer! Gdzie oni do kurwy nędzy są? Kogo tu wpuścili?! Synal, podaj ojcu szablę, trzeba się ponapieprzać! - marynarz nie widział nigdzie wspomnianych orkowych ochroniarzy, jednak był w stanie dostrzec kilku najmitów, którzy oczywiście dość często bywali w tego typu szemranych lokalach, co próbowali odeprzeć atak bandziorów w czerwonych płaszczach, toteż Delfer nie był skazany na samodzielną walkę. Dwóch takich właśnie stało prawie na samej scenie, próbując pochwycić jednego ze zbójów tłukąc przy tym wszystkie instrumenty. Jednak to co przykuło jego uwagę najbardziej to sam koniec baru. Tam dwie czerwone postaci próbowały wyciągnąć już mu znaną barmankę i córkę Delfera zza lady, trzymając je za obie ręce, podczas gdy dziewczyna silnie zapierała się nogami. Trzymający już w rękach dwie szable Delfer aż zamarł gdy to dostrzegł.
- Nazrin! ZOSTAWCIE MOJĄ NAZRIN WY BYDLAKI! - krzyknął niesamowicie głośno jak na lekko starszego mężczyznę jego wzrostu. Spojrzał także po chwili na Teliona i bez dłuższego zastanowienia wcisnął mu szablę w dłoń.
- Dam ci wszystko, cokolwiek potrzebujecie! Tylko pomóż mi to ogarnąć i ukatrup te zakapturzone kurwy! - wykrzyczał mu prosto w twarz po czym sam ruszył przez tłum.
Opcji ucieczki głównym wejściem przy takim oblężeniu raczej nie było, choć Telion nie wiedział dokąd prowadzą dalsze odnogi korytarza przy za kuchnią. Dodatkowo miał w ręku po raz pierwszy od dawna porządną, dostosowaną do jego możliwości broń a obietnica zapłaty po nieudanych pertraktacjach mogła wydać się kusząca. Na pewno decyzję musiał podjąć szybko bowiem Nazrin już prawie w połowie znajdowała się poza barem...
"To achieve great things, two things are needed: a plan and not quite enough time."

Tawerna "Blady Wampir"

35
POST POSTACI
Im Telion dłużej mielił ozorem, tym widoczniejszy na twarzy Delfera pojawiał się grymas niezadowolenia, a nawet i poirytowania. Niezależnie od tego, co mu proponował, ten zawsze miał w zanadrzu jakąś ripostę i rzewnie wygłaszał swoje krytyczne zdanie. Z każdą odrzuconą ofertą mężczyzna stawał się coraz mniej pewny siebie. Najwidoczniej plotki, jakie panowały pośród załogantów i innych napotkanych osób co do zapotrzebowania na dany towar w konkretnym miejscu na ziemi, były tyle samo warte co doniesienia o napotkanych na drodze morskiej potworach i innych dziwadłach.

Brodacz westchnął ciężko. Miał bowiem nadzieję, że przynajmniej jego tajna broń w postaci czarodziejskiej księgi na coś się zda. Nic bardziej mylnego. Czarnoskóry w pierwszej chwili wydawał się nawet i nieco zainteresowany, przynajmniej do czasu, aż nie usłyszał historii pozyskania księgi. W tym momencie Telion zamknął oczy, gdy jego rozmówca zamachnął się swoją brudną ścierą, z którą nie rozstawał się nawet na chwilę, sprawiając wrażenie, że ta może i była przyszyta do jego ciemnych dłoni.
Na całe szczęście nic mu nie się nie stało. Właściciel gospody jedynie strzelił nią w powietrze, jakoby próbując odgonić od siebie urok, jaki rzekomo przeklęta księga mogła na niego rzucić.

Jego dziwna reakcja sprawiła, że na twarzy marynarz wyrysował się obraz głębokiego zastanowienia. Do głowy mu nie przyszło, aby nakładać na kogoś klątwę, wszakże nawet nie posiadał żadnych zdolności magicznych, by tego dokonać. Jednakże obronna postawa Delfera wiele o nim zdradziła. Z jakiegoś powodu panicznie obawiał się czarów. Czyżby było to spowodowane najazdami lokalnej szajki bandytek lub jak to określił je wcześniej Ungzer, bandą niewyżytych bab? Być może, że w ich szeregach znajdowały się również wiedźmy, które zalazły karczmarzowi za skórę. Na ten czas pozostawało to jednak tylko w sferze domysłów.

Czas składania ofert się wyczerpał. Delfer jednoznacznie wyraził swoje zdanie o braku zainteresowania chęcią wymiany towarów, nakazując na równi opuścić biuro.

- No trudno, dzięki, że przynajmniej raczyłeś mnie wysłuchać - Telion jakoby będąc mocno zawiedzionym, powstał ze swego miejsca, mając właśnie zamiar skierować się w stronę wyjścia. Skoro pertraktacje zakończyły się fiaskiem, nie zostało mu nic innego, jak udanie się do konkurencji. Może przynajmniej tam zdoła coś utargować.

W tym jednak momencie drzwi od gabinetu otworzyły się z hukiem, a do środka wparowała nie kto inny, jak Haak. Zdenerwowanie pomieszane z przerażeniem wręcz było wymalowane na jego twarzy. Krzyczał coś o burdzie, poganiając ojca, aby podjął szybką reakcję. Ten wręcz wyskoczył z dotychczas zajmowanego miejsca i ruszył do głównej sali gospody, a wraz z nim, zaciekawiony rozwojem wypadku Telion.

***

Zastana na miejscu sytuacja nijak się miała do chwilę wcześniej opisanej. To nie burda, lecz dosłownie rzecz ujmując, bitwa z dwiema wzajemnie się ścierającymi frakcjami oraz realnie rannymi i zabitymi, chociaż o wzajemności można tu polemizować. Pośród rozszalałego z przerażenia tłumu przebijały się postacie zgoła odmienne w ubiorze, a ich znakiem rozpoznawczym był zarzucony na głowę szkarłatny kaptur. Czego chcieli lub kogo szukali, tego nie wiedział nikt. Po prostu wparowali do środka, zaczynając rzeź niewinnych gości.
Co ciekawe, wraz z zamachowcami, do ich grona dołączona długoucha, ta sama, którą wcześniej Telion określił mianem tutejszej kurtyzany. O ironio, elfka ta znów siedziała na wcześniej obsługiwanym tłuściochu, z tą drobną różnicą, że zamiast swojego języka, przy jego twarzy trzymała całkiem dorodny sztylet, w czasie, gdy tajemnicza postać w czerwieni, oskubywała go z drogocennych przedmiotów.

- Aż wracają wspomnienia - kruczowłosy dodał z lekkim uśmiechem na twarzy, przecząc przy tym zdrowemu rozsądkowi.

Z letargu wyrwał go dopiero ryk Delfera. Nawoływał swych odźwiernych, z trudem przebijając się przez wrzaski i kwiki dziesiątek gardeł. Ich brak obecności był dla Teliona niemalże jasny - są martwi lub na tyle zajęci walką w innej części gospody, że nie są w stanie nic usłyszeć.


- Że co...!? - bruneta zatkało, gdy w jego ręce została wciśnięta najprawdziwsza szabla. Jeszcze nigdy w życiu nie miał okazji, by takową potrzymać, a co dopiero użyć w walce. Ledwie potrafił chwycić ją prawidłowo za trzon, a gdzie tu wymachiwać jej ostrzem. W jego oczach dzierżony oręż nie sprawdziłby się najzupełniej.

Brak umiejętności w posługiwaniu się bronią nie zwalniał go z obowiązku stanięcia w obronie tutejszych, zwłaszcza że obiecana za to nagroda będzie spełnieniem jego oczekiwań.
W tym czasie biedna Nazrin ledwie dawała radę przeciwstawić się oprawcom, którzy z każdą sekundą coraz to bardziej wyciągali ją poza obręb szynkwasu. W swej błyskotliwości Telion postanowił zrobić pół susła zza bezpiecznej strefy, gdzie spodziewał się dostać w swoje ręce jeden z barowych taborecików, gdyż w innym przypadku musiałby liczyć na łut szczęścia w wojowaniu szabelką. Wtedy puszczając się pędem w stronę barmanki, zamachnąłby się porządnie i przyłożył dwóm napastnikom jednocześnie. Następnie chwytając dziewczynę za pas, wyrwałby ją z morderczych uścisków, by czym prędzej pociągnąć ze sobą w stronę drzwi prowadzących do kuchni. Tam byliby chwilowo bezpieczni. Jeśli dobrze pamiętał, w kuchni znajdowały się przejścia do dalszych kondygnacji, dostępnych tylko dla obsługi. Był niemalże pewien, że Nazrin znała je doskonale i w razie czego, poprowadziłaby do tylnego wyjścia lub pokoju, w którym mogliby się zabarykadować.

Tawerna "Blady Wampir"

36
POST BARDA
Podczas gdy Telion przetwarzał w głowie fakt dzierżenia najprawdziwszej i to nawet porządnie wyglądającej, zakrzywionej szabli, uzbrojony w broń i furię tysiąca pustynnych słońc Delfer przebijał się ze swoją krępą sylwetką przez tłum jak rozjuszony niedźwiedź przez łamliwe brzozy. Pewnym było, że rusza na koniec długiego baru w stronę swojej córki a marynarz postanowił nie być gorszym.
Pochwycenie za taboret było żadną trudnością - w końcu to nie tak, że ktoś z nich teraz korzystał. Jednak z puszczeniem się naprzód ku pomocy było gorzej. Tłum zebranych w spelunie ludzi zdawał się zmniejszać jedynie o liczbę żywych gości, bowiem już dało się dostrzec pojedyncze osoby słaniające się po podłodze czy ścianach z których uchodziło pomału życie.
Telion pomimo wszystko jednak próbował niczym taran-Delfer brnąć do przodu starając się utrzymać na linii wzroku wierzgającą gdzieś w oddali Nazrin. Dzierżenie jednorącz taboretu w tym nie pomagało. Będąc jednak bliżej celu Telionowi udało się kątem oka uchwycić wyjście na nadworny dziedziniec, na którym wcześniej odbywały się walki. Dwoje z zakapturzonych intruzów skutecznie, acz z wysiłkiem, zabarykadowało wyjście, z którego dobijali się do środka jeszcze nie tak dawno walczący dla rozrywki mężczyźni - zamknięci umyślnie niczym stado wściekłych wilków w klatce.
W tym zagapieniu i jednoczesnym pędzie ku przodowi Telion nieumyślnie potrącił taboretem czyjąś głowę wśród wrzawy tłumu. Zaskoczony odskoczył, by zobaczyć co się stało. Uderzył akurat jednego z czerwonych kapturów, który teraz trzymał się za głowę próbując się otrząsnąć. Okazało się, że stał przedjednym ze starszych, bezbronnych mężczyzn, który w przerażeniu trzymał ręce w górze. Gdy zobaczył, co się stało, szybciutko czmychnął od uzbrojonego napastnika. Telion miał teraz przewagę nad oszołomionym przeciwnikiem co mógł wykorzystać albo zignorować szansę i pędzić do Nazrin jak planował wcześniej, mając nadzieję że jegomość nie będzie trzymał urazy za uderzenie taboretem w głowę. Cokolwiek by nie postanowił, musiał działać szybko.
"To achieve great things, two things are needed: a plan and not quite enough time."

Tawerna "Blady Wampir"

37
POST POSTACI
Sytuacja z każdą chwilą robiła się bardziej i bardziej napięta. W powietrzu można było dobrze już wyczuć charakterystyczny - metaliczny zapach krwi, zmieszanej z ludzkim potem. Odór istnie odurzający, ale do zniesienia. Gdzieniegdzie powstawały małe wyłomy w ludzkim murze, spowodowane sukcesywnym wytrzebianiem gości przez napastników. Szala zwycięstwa przechylała się na niekorzyść obrońców, jeśli prędko czegoś nie wymyślą, karczma przemieni się w krwawą łaźnię, której częścią Telion z całych sił nie chciał się stać.

Dosięgnąwszy upragnionego narzędzie mordu, marynarz pędem udał się w stronę swojej karty przetargowej - córki Delfera. W porównaniu do jej ojca ciężko mu było prześlizgnąć się między bezustannie gnającymi bez ładu i składu bywalcami. Jego budowa ciała nie pozwalał mu użyć własnej masy, a ciągnący się wraz z nim płaszcz oraz dzierżony w jednej ręce taboret, w drugiej oręż, co rusz zahaczyły o przypadkowe osoby.

I właśnie podczas tej desperackiej próby przedarcia się, w pewnym momencie wyczuł silne drżenie w ręku. Rzuciwszy z ukosa spojrzenie, zobaczył, że jedna z nóżek stołka uderzył w czyjąś głowę. Jak się prędko okazało, to przypadkowe spotkanie wytrąciło z równowagi jednego z czerwonych kapturów, który właśnie przymierzał się do zadania ostatecznego ciosu kulącemu się u jego nóg starcowi. Wbrew pozorom, ten niezamierzony akt przemocy, przyczynił się do uratowania jednego życia. Telion mógł być z siebie dumny, lecz nie był to odpowiedni czas, na wpadanie w tego typu zachwyt. Lada moment niedoszły zabójca się otrząśnie, a wtedy z pewnością zapragnie znaleźć tego śmiałka, który pozbawił go ofiary. Kruczowłosy nie mógł do tego dopuścić. W starciu z doświadczonym oprychem jego szanse na przeżycie byłyby znikome, a ponadto wciąż pozostawała kwestia ocalenia Nazrin i co za tym idzie, wybawienia załogi "Czarnego Gamonia" od śmierci głodowej oraz kapitana przed utratą głowy.

Ogólny harmider i ścisk sprawiły, że pomysł na poprawienie nabitego guza szablą lub porządniejsze przyłożenie mebelkiem nie wchodził w grę. Poza tym, kto wie, ile razy musiałby wtórować ciosy, by tamten wreszcie raczył paść. Z tego powodu mężczyzna wpadł na prosty, ale za to skuteczny i niezwykle brutalny pomysł. Przystanąwszy niemal na wprost kapturzastej postaci, uniósł nogą na dobrych kilkadziesiąt centymetrów i twardą podeszwą buta wycelował w kolano oponenta, nacierając przy tym resztą ciała. Tym samym nadany nodze pęd powinien bez trudu nie tyle go podciąć, by ten upadł, a dosłownie wywinąć mu kolano w drugą stronę. Ten szybki zabieg wystarczyłby, żeby na dobre przygwoździć mordercę do ziemi. Jego los natomiast zostałby prędko przypieczętowany poprzez zadeptanie mnogimi parami butów. Wtedy to mając niebezpieczeństwo za sobą, bez większych przeszkód Telion mógłby popędzić na ratunek priorytetowej postaci.

Tawerna "Blady Wampir"

38
POST BARDA
Telion wykorzystał cała swoją masę ciała, choć dużo jej nie było, by jego kopnięcie wywołało jak największą szkodę na kolanie oponenta. I choć jego cios zdecydowanie wycelował w rzepkę zakapturzonej postaci to kończyna nie wygięła się w drugą stronę, ale na pewno pozbawiła równowagi. Noga przeciwnika poślizgnęła się o parkiet i podwinęła się w taki sposób, że runął on twarzą na ziemię z rękami rozłożonymi plackiem na boki. Towarzyszył temu wysoko brzmiący pisk. Po czterech sekundach oględzin Telion mógł zdecydowanie stwierdzić, że osoba ta się nie rusza, więc próba spacyfikowania zakończyła się sukcesem, nawet jeśli nie był to oczekiwany efekt. Staruszek, który był przed chwilą w opresji, zniknął już w tłumie spanikowanych ludzi, być może narażając się na kolejne niebezpieczeństwo, ale na to Telion już nie miał wpływu.
Z pewnością efektowny wyczyn Teliona został niestety dostrzeżony przez jednego z bandziorów, których zauważył wcześniej rabujących bogatego grubasa. Siedząca na nim z nożem w ręku skąpo ubrana elfka krzyknęła tylko coś niezrozumiałego wskazując w kierunku marynarza a zaraz po tym jej kompan zostawił obfite kupieckie sakwy i wyjął zza pasa dwa sztylety. Telion mógł przysiąc, że zza burgundowego kaptura dostrzega kobiecą twarz. Pełną wściekłości, pędzącą w szarży prosto w jego stronę, młodą, kobiecą twarz...
"To achieve great things, two things are needed: a plan and not quite enough time."
ODPOWIEDZ

Wróć do „Everam”