Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

61
Mistrz Gry

Myśli pół-goblina pędziły z mocą wiatru, kiedy zastanawiał się, jak podejść do sprawy i złapać czarodziejkę. Fakt był taki, że nie wiedział, jaką wartość miał Gryf dla jej osoby, szczególnie zważywszy na jej ciężki charakter. Arno postanowił jednak zaryzykować i zamiast przeczesywać bagien w poszukiwaniu, jak to pięknie ujął w swoich myślach, igły w stogu siana, postawił wszystko na jedną kartę. Wydawszy rozkazy znaleziono jakiś pień, wbito go w ziemię, szarpnięto Olivierem i uwiązano go do niego, kneblując. Oczywiście nie obyło się bez niejasnego mamrotania ze szmatą w ustach i rzucania się na lewo i prawo, ale nie było to coś, z czym jego ludzie nie daliby sobie rady.

I tak też z więźniem przywiązanym do pala i skrytymi za wydmami najemnikami, Arno Verg zaczął realizować kolejny element swojego planu. Wrzeszczał w niebyt, wzywając skrywającą się w okolicy czarodziejkę do ujawnienia się i uratowania swego brata. Jednak gdy czekał dobre kilka minut i odpowiadała mu jedynie wtłaczająca się do uszu cisza, zaczął grozić. Spaleniem okolicy, która nawiasem mówiąc była bardzo podatna, szczególnie tutaj, na ewentualne pokazy piromancji.

I znów odpowiedziała mu cisza przeplatana jedynie pojedynczymi podmuchami wiatru. Celesta Umbra nie pojawiała się – być może miała gdzieś brata, a być może... kto wie. Zdesperowany Arno odkneblował Oliviera, chcąc zachęcić go do rozmowy i płaszczenia się przed nim, na dodatek przygotowując jedną z ognistych sztuczek. Widząc na jego dłoni języki ognia, Trefny Gryf szarpnął się w swoich więzach, jakby poprawiał swoją pozycję.

Ja się kurwa na to nie pisałem — powiedział, gdy tylko miał wolne usta. W jednej chwili wokół goblina rozkwitła chmura dymu, blokując mu tymczasowo widok i gryząc nieco w nos, aż musiał zakasłać. Zobaczył tylko jakąś sylwetkę metr przed nim, która dziwnie się wykręca i po chwili znika z widoku.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

62
Ja też nie. — odburknął — Zastanów się: kto doprowadził do tej sytuacji? Ja?! — parsknął śmiechem raczej sam do siebie, przecież to właśnie on ratował sytuacje... przecież nie mógł być "tym złym", nie? Wiedział przecież jak to wygląda. Olivier związany i przymocowany do pieńka, najemnicy ukryci w okolicy, czekający na sygnał, a wreszcie płomień iskrzący w jego dłoni, odbijający się w ślepiach niby zwiastun nadchodzącego nieszczęścia.

"Każdy jest bohaterem własnej opowieści, co?" — pomyślał Arno, lecz po prawdzie nigdy nie był dobrym protagonistą - w końcu nie posiadał sprawnego kompasu moralnego. Nie dostrzegał zła, gdy działo się tuż przed jego oczami (czy nawet z jego ręki), ani tym bardziej nie odróżniał dobra. Wielokrotnie był świadkiem kradzieży, czy mordu, widział sądy z szafotem, widział wielką odwagę, kłamstwa i przyjaźnie, a jednak nigdy nie mógłby powiedzieć, która z tych rzeczy jest jednoznacznie dobra lub zła. On po prostu nie oceniał tak sytuacji.

Świat, jaki znał nie był ani cnotliwy, ani pozbawiony skrupułów. Świat jak znał jawił się ogromną piaskownicą, w której każdy chce się dobrze bawić, sypać piaskiem i lepić zamki. Oczywiście w swoim czasie wiele piasku zawłaszczono, zaś pewne miejsca w piaskownicy zdecydowanie przesiąkły moczem, jednak w gruncie rzeczy każdy bawił się jak potrafił. A on? Nie był w tym towarzystwie nikim szczególnym - miał swoje demony, swój nieprzystępny charakter, ale zależało mu wyłącznie na nieobarczonej przykrościami "zabawie w piasku". Tym bardziej że w końcu znalazł dla siebie cichy kącik w Czarcich Górach i już kombinował jak tu sobie umilić resztę parszywego życia.

Nie trudno więc zrozumieć irytację zielonego oraz jego poczucie racji w sytuacji, gdy czarodziejka go okrada, a on tę zgubę chce odzyskać. W tej opowieści nie mógł być czarnym charakterem. Wymierzał sprawiedliwość tym, którzy kradli od niego! To prawda, że bywał nieco surowy wobec dwulicowych popleczników, ale przecież dał Gryfowi szansę, żeby naprawić spowodowane straty i odzyskać utracone zaufanie. W przeciwnym razie... na co mógł mu się jeszcze przydać?

W tej logice nie brakowało rozsądku, brakowało empatii.

Tym niemniej gdy Arno ujrzał wokół siebie tajemniczy dym nie zastanawiał się długo i uczynił to, co podpowiadał mu instynkt.

Płoń! — wydarł się rzucając inkantacje czaru, po czym skierował języki ognia w kierunku domniemanej lokacji Oliwiera. — Płoń! — powtórzył głośniej, gniewnie jakby to miało dodać siły zaklęciu, choć dobrze wiedział, że magia nie działa w ten sposób - po prostu dawał upust emocjom. Właściwie nie widział czym był owy dym, ale stara mądrość zawsze mówiła, że gdy próbują z tobą niecnych sztuczek to najpierw wal gonga w ryj, a dopiero potem pytaj jak to się robi. Brutalna siła mogła czasami być najlepszą odpowiedzią (lub najgorszą, kto wie).
Obrazek
Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

63
Mistrz Gry

Dywagacje Arno godne filozofów z Oros – o jego miejscu w świecie, o świętym spokoju, którego pragnął jak nigdy w życiu, o piaskownicy życia, do której połowa społeczeństwa szczała właściwie pod siebie, nie przejmując się niczyimi poletkami. A jednak on sam znalazł swoje własne, małe poletko – o które chciał zadbać pomimo swoich wad, ale co chwila ktoś mu przychodził, kopał w wieże zbudowane z piasku i właściwie srał do środka. Święty spokój... tyle chciałby mieć pół-goblin. A i tego nie mógł uzyskać.

Kiedy więc przed jego oczami, w jego nosie i gardle pojawił się dym, który zasłaniał mu pole widzenia, włożył całą swoją furię w jedno zaklęcie, które miało spalić Oliviera i ukarać go za zdradę. Zapomniał jednak o jednym – ogień żywi się emocjami, jest wręcz uosobieniem tychże emocji... a furia jest jego drugim imieniem. I tak pierw z palców Arno wyskoczyły pierwsze płomienie, które pognały do przodu, a gdy tak wściekły wrzeszczał po raz drugi to samo zaklęcie, kierując swa złość w jednym kierunku, coś w nim pękło... i wybuchło.

Usłyszał wrzask i momentalnie sam poczuł suchość w ustach. Przez chwilę stracił kontrolę nad tym, co się wokół niego dzieje i języki ognia objęły co najmniej pal, gnając dalej. Dym powoli się rozpraszał, dzięki czemu goblin widział Gryfa, który jakoś uwolniony właśnie szedł na czworakach z palącymi plecami. I nie musiał rozszerzać inkantacji, by żywioł był silniejszy. Wystarczyły emocje, a wraz z nimi uciekała woda z ciała mężczyzny. Najpierw była wspomniana suchość w ustach, potem zaczął mrugać oczami, próbując je nawilżyć, jakby dym wszedł do środka, potem nastąpiło palące pragnienie... aż w końcu zaklęcie zostało przerwane i wokół niego pozostała tylko spalona ziemia, palący się drągal, Olivier próbujący ugasić płomienie na swych barkach i trójka najemników otaczająca ich wszystkich, myśląca chyba, że to czarodziejka przybyła na wezwanie Arno.

Arno Vergowi natomiast kurewsko chciało się pić.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

64
Rezultat, jaki uzyskał nie był do końca tym, czego się spodziewał, niemniej wyłaniając się z obłoków dymu pomyślał, że w gruncie rzeczy chyba wciąż jest cały. Krztusił się podle to prawda, ale nadal miał wszystkie palce. Co więcej, wtedy właśnie jego oczom ukazał się żałosny widok płonącego Oliwiera, próbującego umknąć na czworakach. To ten obrazek utwierdził Arno w przekonaniu, że stare mądrości w istocie są najlepsze. Opłacało się walić w ryj, teraz należało zapytać...

Co to za sztuczka? — piromanta zdążył odrobinę się ogarnąć i zaraz pośpieszył do swojego przypieczonego kompana. Szybko zastąpił mu drogę, po czym przykucnął obok jego twarzy, żeby mogli porozmawiać. Krótko po tym jak padło pierwsze pytanie zaczął się krztusić.

"To odwodnienie... suchość w mordzie mi nie służy." — pomyślał, po czym bez dłuższego zastanowienia sięgną po butelkę najprawdziwszego fenistejskiego wina, zębami odkorkował naczynie i zwilżył usta w smaku upojnych elfich winogron. Odetchną z ulgą, po czym ochrzanił Gryfa:

Próbujesz przede mną spierdolić, smarku? Czy ty nadal nie rozumiesz, w jakie gówno się wjebałeś? — Arno pozwalał, żeby płomienie na jego plecach wciąż się paliły. Nie gasił ich, liczył, że to będzie dobra lekcja dla chłopaka.

Ode mnie się nie kradnie, nie zdradza. — zrobił pauzę, żeby te słowa zachowały się w pamięci Oliwiera — Chcesz zabić kogoś w biały dzień? Twoja sprawa. Chcesz zgwałcić córkę sołtysa? Bardzo proszę, ale ani kurwa myśl zrobić coś wbrew mnie! — ostatnie słowa wycedził przez zęby, przechylił butelkę i rozlał część alkoholu nad tlącymi się w ogniu plecami Gryfa. Mieszańcowi właściwie nie zależało aż tak na zdrowiu podwładnego, zdecydowanie bardziej cenił sobie jego oddanie - choćby to wykute w ogniu.

Będziesz mi od teraz wierny jak pies, zrozumiałeś? — kontynuował swój monolog — Pomożesz mi schwytać swoją siostrę albo uczynię twoje życie takim cierpieniem, że będziesz błagał mnie o śmierć na kolanach. Nie rozumiesz? Wisi mi ten cały naszyjnik z klejnotem, Celesta może go sobie wziąć... — "choć nie jest to wymarzony scenariusz" — ...i wsadzić w dupę. Znieważyliście mnie i ktoś musi teraz ponieść za to konsekwencję, stać się przykładem dla reszty. Zastanów się dobrze, Oliwier, czy na pewno chcesz być tą osobą?

Zaczął dyskretnie rozglądać się za czarodziejką.

Wierz lub nie, ale jestem bardzo zdeterminowany, żeby zadbać o swoją reputację. Bardzo.
Obrazek
Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

65
Mistrz Gry

Olivier na razie i tak nigdzie się nie wybierał, wrzeszcząc i próbując tarzać się po ziemi, ugaszając powoli palące jego plecy płomienie. Odpowiedzi na pytanie na razie nie uzyskał, ale wypowiadając je, poczuł, że za chwilę chyba umrze z odwodnienia - i aby temu zapobiec, wyciągnął noszoną ze sobą flaszkę fenistejskiego wina, natychmiast biorąc potężny haust. Trunek odrobinę pomógł nawilżyć usta, ale Arno czuł, że będzie musiał chyba wychłeptać pół beczki wody, żeby ugasić pragnienie.

Gryf był przytrzymywany przez goblina, który na dodatek podsycał ból i płomienie winem rozlewanym po jego plecach. Minus tej sytuacji był taki, że zaalarmowani wrzaskami, ogniem i unoszącym się znad pala dymem najemnicy otaczali właśnie scenę, pędząc na swoich koniach, więc z zasadzki właściwie w tym momencie było nici. Ale za to brawurowa ucieczka Oliviera nie poszła zbyt dobrze, zważywszy na szalejącą na jego plecach pożogę.

Spojrzenie mężczyzny było rozbiegane i szalone, wyglądał, jakby słowa Arno docierały do niego z opóźnieniem, jeśli w ogóle. Ten jednak nie zamierzał ułatwić samej sytuacji mężczyźnie, perorując na temat wierności dla swego pana i urażonej dumie. Pod koniec tej szalonej przemowy Trefny Gryf złapał za rękę goblina, ściskając ją zdecydowanie zbyt mocno - chwyt typowy dla kogoś, kto bardzo się boi bądź coś go boli. Zawył i próbując wspiąć się na Verga, zaczął mamrotać ze łzami w oczach:

- BĘDĘ, BĘDĘ WIERNYYYY! - jego zawodzenie przywodziło na myśl konającego psa, którego banda dzieciaków skopała. - TO ONA MI KAZAŁA, JA SIĘ NA TO NIE PISAŁEM. OBIECAŁA WOREK ZŁOTA, ŻEBY TYLKO JĄ TU PRZYPROWADZIĆ I WRZUCIĆ DO KOPALNI TO DIABELSTWO! PROSZĘĘĘĘ, UGAŚ! - płomienie dopalały się powoli na barkach Oliviera i było widać powoli paskudną ranę, jaka się tworzyła. Swąd spalonego ciała mieszał się z siarkowym powietrzem i przypalonymi ubraniami, które aktualnie były przyklejone do ciała chłopaka. Widok nie był przyjemny. - TO ONA KAZAŁA, JEJ TU NIE MA, KAZAŁA TU Z TOBĄ PRZYJECHAĆ, ŻEBY KUPIĆ JEJ CZASU!

A to... było interesujące.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

66
Mieszaniec zacisną gniewnie zęby, po czym spluną w stronę płonących pleców Oliwiera. Był zniesmaczony widokiem podwładnego, ale ostatecznie chwycił go za włosy, pociągnął i uniósł twarz, by zajrzeć w jego przestraszone ślepia.

"Tu" to znaczy gdzie?! Mów! Gdzie znajdę Celestę?! Co zrobiliście z tym naszyjnikiem? — dopytywał.

Teraz gdy odkrył kolejne dno tej farsy zamierzał wyciągnąć z przypalonego braciszka wszystko to, czego potrzebował do posprzątania bałaganu, jaki zgotowali mu razem z siostrą. Wiedział, że zbyt długie przesłuchiwanie nieszczęśnika mogłoby skończyć się dla niego fatalnie, dlatego kątem oka starał się monitorować jego stan zdrowia zgodnie ze swoją ograniczoną wiedzą medyczną. Po cichu miał nadzieję wyczuć moment, w którym będą zbliżać się do punktu bez powrotu. Naturalnie wolał mieć kogo torturować po powrocie w razie gdyby wszystko miało wziąć w łeb, niźli pozwolić mu zdechnąć na odludziu nim zielony dojdzie sedna sprawy. Nikt nie powinien uciekać w ten sposób przed jego gniewem w objęcia kostuchy - to doprawdy rozczarowujące, nawet pośród tchórzy i złodziei.

Potrzebował konkretów - bez tego nadal błądzili po omacku. Nie mógł mu odpuścić, nie dopóki nie wiedział wszystkiego.
Obrazek
Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

67
Mistrz Gry

Arno nie wiedział nawet, że człowiek może wydawać takie skomlące dźwięki. W oczach Oliviera, gdy goblin przysunął go sobie do twarzy, widział przede wszystkim palący jego plecy ból, który odbierał mu może nie tyle chęć do życia, co umiejętność jakiegokolwiek myślenia. I w tym momencie prawdopodobnie w umyśle Gryfa jawiła się tylko myśl, żeby albo usunąć się w słodki niebyt, albo umrzeć.

Patrząc zaś na zasłonięte maskami twarze jego pozostałych ludzi, widział w nich strach i chyba litość dla fircyka, chociaż na razie żaden nikt nie odzywał się słowem. Rozglądali się za czarodziejką chyba nazbyt mocno, unikając akcji z torturowanym Gryfem. Mocniej ściskali bronie, a ich konie też niespokojnie tupały w miejscu i prychały – chociaż im mogły przeszkadzać raczej odgłosy wydawane przez mężczyznę.

Ona... nigdy... nie uciekła. Tutaj... była dywersja — wybełkotał Trefny Gryf. Arno widział, jak po jego twarzy ciekły łzy, a chociaż ogień, krótki acz intensywny, właśnie się dopalał ukazując okropne spustoszenie na jego barkach, to wcale to nie pomogło Olivierowi. Wręcz przeciwnie, chyba tyle bólu w życiu nie czuł nigdy, bo właśnie zemdlał, padając twarzą w spaloną glebę. Nie był martwy, bo Arno by to widział, ale na pewno był kompletnie nieprzydatny, chyba, że Verg chciałby go jakoś cucić i nadal przepytywać.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

68
Zielony od dawna wiedział co jest dla niego istotne, a co jest w stanie poświęcić. W tym kontekście dwulicowy, acz utalentowany podkomendny był znacznie niżej w hierarchii niż reputacja szefa bandy. Wciąż czuł się odrobinę rozgoryczony ganianiem w polu, ale przede wszystkim był rozczarowany zachowaniem Oliwiera. Mimo swojej bezwzględności nawet Arno miał jakieś emocje i w tym przypadku ukuł go widok marnującego się potencjału. Nie takiego przeznaczenia chciał dla Gryfa, ale coś mu podpowiadało, że i ta lekcja może przynieść jakieś owoce.

"Zobaczmy ile jest warte twoje słowo." — westchną, a następnie zebrał się z klęczek, wyprostował, po czym rzucił do swoich ludzi na koniach:

Ugaście płomienie, ogarnijcie go — nie brzmiał na przekonanego, ale mimo wszystko uważnie obserwował ich poczynania — Wszyscy na koń, natychmiast wracamy do fortu! — obwieścił chwilę później.

Zaraz po wyruszeniu zapytał o bukłak z wodą, zaś przez resztę drogi powrotnej milczał i oszczędzał siły. Miał wiele na głowie, ale jakoś nie czuł potrzeby, żeby dzielić się przemyśleniami z najemnikami. Znacznie bardziej preferował gdy siedzieli cicho i robili to co do nich należało. Wpatrując się w ocean piasku Verg powtarzał sobie prosty plan działania, który ułożył w głowie:

"Oliwier od teraz powinien wracać do zdrowia w niewoli, zakuty w podziemiach fortu do czasu naszej następnej konfrontacji. W międzyczasie wezmę jeszcze dwóch ludzi i ruszę na poszukiwania w kopalni, wcześniej nakażę Sariel postawić straże, wypatrywać uciekinierki i trzymać resztę za jaja pod moją nieobecność." — takie przynajmniej miał zamiary, ale mimo wszystko wiedział, że jest uzależniony od kaprysów losu.
Obrazek
Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

69
Mistrz Gry

Jak rozkazał Arno, tak jego ludzie zrobili. Ktoś zszedł z konia i dogasił tlące się resztki skóry i ubrań na plecach Gryfa i dosyć niezgrabnie przerzucił sobie przez siodło. Goblin wspiął się na inną kobyłę i tak drużyna ruszyła w drogę powrotną. Bukłak, który miał jeden z jego ludzi, natychmiast został opróżniony, a i tak wydawał się mężczyźnie, że to nie wystarcza, by ugasić jego pragnienie. Jego żywiołowość potrafiła być przydatna do zastraszania bądź ustalania porządku, ale miała też swoje minusy w postaci paliwa dla niekontrolowanej magii.

Gdzieś mniej więcej w 3/4 drogi napotkali jednak niespodziewanego gościa. Był to najemnik, który pędził na łeb na szyję, o mały włos nie spadając z konia, gdy próbował się zatrzymać przed dowódcą. — W kopalni jest tragedia! Cokolwiek tam siedzi, wpadło w szał i wylazło z niej prosto na fort. Wszyscy panikują — na jednym oddechu wyrzucił z siebie wszystko, wskazując dłonią na mury niedalekiej już fortecy. Pozostali natychmiast spięli konie i pognali za kompanem prosto do środka, gdzie słychać było jakieś krzyki.

Po wjechaniu na dziedziniec pierwsze, co rzuciło się w oczy Arno, to kilka leżących ciał. Jeden z nich był poduszką na strzały, drugi jeszcze dychał, ale krztusił się własną krwią, trzymając się za przecięte gardło. Trzecia była przyszpilona do jakiejś drewnianej ściany włócznią, zwisając martwo. Ostatni... właśnie wypadał z okna samego fortu z przeraźliwym wrzaskiem. Większość najemników była zaalarmowana i biegali z wyciągniętymi broniami, każdy zbliżając się w stronę głównego budynku.
Spoiler:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Czarcie Góry”