Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

46
Goblin odpowiedział krótko:

Wiem, że kręcisz... zbyt dobrze cię poznałem przez tych kilka ostatnich dni, żeby teraz tego nie dostrzec. — nie wyglądał na zadowolonego z przebiegu tej rozmowy, jednak nie dawał za wygraną — Jeśli nie powiesz mi, o co tu chodzi to będzie oznaczało koniec naszej współpracy.

Nie był do końca przekonany co do tego pomysłu, ale jakoś musiał wyegzekwować od niej prawdę, a jedyne czym mógł jej zagrozić to ten ciepły kąt, który sobie u niego zrobiła. Gdyby odmówiła... kto wie? Może zmusiłoby go to do użycia bardziej radykalnych metod? Chociaż szczerze miał nadzieję nie posuwać się tak daleko.
Obrazek Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

47
A dlaczegóż to — Celesta poczerwieniała — miałabym kłamać? I jakąż dostanę zapłatę za trudy rozwikłania kolejnej zagadki. Tym razem — podniosła palec wskazując medalion dyndający na szyi — tegoż bibelotu.

Takiś mądry i samodzielny, to sam rozwiąż ten problem — prychnęła arogancko zakończywszy wywód nacechowany negatywnie.

Z nogą zarzuconą na nogę przekręciła cztery litery, zwracając twarz ku biurku, które z wielkim lustrem na blacie przypominało prowizoryczną toaletkę. Unikała patrzenia na swe odbicie, zupełnie jakby w zwierciadle odbijał się duszący gardło klon. Klejnot - ile był wart? Kto jego cenę zna?

A jak nie potrafisz się tym zająć, to może powinieneś oddać go komuś bystrzejszemu — wyciągnęła na wprost otwartą dłoń.
.
.Obrazek
.
.
.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

48
Zielony uśmiechnął się słuchając jak przechodzi do defensywy, a gdy zaraz wzburzyła się i odwróciła doń plecami aż wyszczerzył zęby w szelmowskim uśmiechu. Chwilę później z jego gardła zaczął wydobywać się zduszony chichot, który niedługo ustąpił szczeremu śmiechowi. Słuchał jej cierpliwie i do samego końca. Nie przerywał, nie wcinał się ze swoimi sprawami, ale w żadnym razie nie był w stanie powstrzymać rozbawienia.

Hahaha... kochana, proszę przestań już, bo rozboli mnie brzuch! — otarł łzę z kącika oka — Wcale nie zamierzam udawać bystrzejszego niż jestem, o nie. Uwierz mi jednak, że co by nie było potrafię poznać oszusta, gdy mam go przed sobą. To w końcu mój fach, nie przyszło ci to do głowy?

Miał nadzieję nieco rozluźnić atmosferę tym drobnym przytykiem, dać czas na oddech im obojgu. Oczywiście nie posiadał żadnych dowodów na poparcie tezy o jej zakłamaniu, wszak kierował się głównie przeczuciem, które w rzeczy samej mogło prowadzić go w pole. W takim wypadku prawdopodobnie uderzyłby się w pierś, kto wie, może nawet by przeprosił? Ha! A może jedynie spuściłby nos na kwintę, po czym obrócił na pięcie i poszukał gdzie indziej pomocy? Chociaż prawdopodobnie tak by się nie stało. Zbytnio sobie cenił własnych towarzyszy, żeby w taki sposób kończyć z nimi kłótnie.

Posłuchaj mnie uważnie, Celesto... — zaczął nieco luźniejszym tonem — Nie wiem co sprawiło, że postanowiłaś szukać miejsca dla siebie pośród takich jak my i nie jest moim zamiarem wypytywać cię o to. Wiedz, że dopóki nie masz złych zamiarów co do mnie, czy moich ludzi nie masz żadnego powodu do obaw. Nie oceniam nikogo po jego przeszłości, Czarci Fort to miejsce, gdzie każdy może zacząć od nowa. Ja tylko dbam o to, żeby to wszystko jakoś trzymało się kupy, a uwierz, że nie jest to takie proste. — mieszaniec podszedł bliżej, przykucnął i pochwycił jej dłonie spoglądając w fiołkowe oczy tak, jak niegdyś spoglądał na oroski skarbiec — Potrzebuje każdej pary rąk, szczególnie tak utalentowanych. — wtem złożył na nich krótki, acz czuły pocałunek. Przez moment nie odezwał się ani słowem i tylko przyglądał się jej z pewną nostalgią, jakby lada moment mieli rozstać się na zawsze. W końcu poderwał się z kucek, obszedł ją od tyłu i skierował się w stronę wyjścia. Zatrzymał się dopiero w progu.

Dobrze zastanów się, na czym tak naprawdę ci zależy. Jeśli oczekujesz zapłaty pomóż mi dźwigać ciężar odpowiedzialności wtedy zyski pojawią się szybciej niż myślisz, a jeśli mi nie ufasz to czemu miałabyś z nami zostać? Nie lepiej by ci było poszukać dla siebie lepszego miejsca? — chwilę jeszcze stał do niej odwrócony plecami oczekując w duszy, że go zatrzyma, a jeśli tak by się nie stało udałby się z medalionem i menażką pełną mułu do prywatnej komnaty. Być może z jego umiejętnościami zeszłoby mu się nieco dłużej z analizą podłoża, ale ostatecznie miał nadzieje w jakiś sposób samemu rozwiązać obie zagadki w końcu był taki "mądry i samodzielny", prawda?
Obrazek Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

49
Chciała odpowiedzieć, ale nim zdołała pokonać opór skurczonego i wyschniętego gardła, znowu ją uprzedził, wysondowawszy myśli. Zielonoskóry zapędził czarodziejkę w kozi róg i jak na rasowego gracza przystało, postawił wszystko na jedną kartę - ultimatum. Celesta pojęła, że albo teraz, albo nigdy. Gdy dłoń naznaczona deseniem blizn, strupów i ubytków sięgała klamki, wtem zerwała się ochoczo. Biurko podskoczyło trącone przez udo.

Skończmy te ceregiele! — tembr głosu wzniósł się o ton w górę. — Nie mamy czasu na szczeniackie przepychanki. Zapomnijmy o twoim amulecie na tę chwile. Chodź — wskazała dłonią na biurko, od którego chwilę temu odstąpiła. — Prosiłeś bym znalazła sposób na zjawy w kopalni. Oto on.

Na ciemnym dębowym do znudzenia idealnie wyszlifowanym blacie stołu pod ścianą, leżało oparte lustro. Eliptyczna niezmącona tafla rodem z arystokrackich dworów, obita jasnozielonym metalem w kształcie pętelek i ślimaków. Arno nie był ekspertem w dziedzinie magii, ale czuł, że od obiektu aż zionie nie dającą się opisać siłą.
Spoiler:
To zwierciadło Ain Skelle. Odpowiednio zaklęte pozwala na kontakt z duchami po drugiej stronie. Podejrzewam, że zniknięcia w szybie to sprawka duszy zza światów — uśmiechnęła się wrednie, znowu nawiązując do usposobienia pół-goblina. Jeśli irytował ludzi tak jak ją, wielce prawdopodobne, że komuś za życia wyrządził krzywdę, a ów czas dusza domaga się zapłaty.

Siadaj — położyła dłonie na krześle przed lustrem.

Rozejm? Zawieszenie broni? Pomoc? A może pułapka?
.
.Obrazek
.
.
.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

50
Gdy Celesta zaciągnęła go z powrotem do środka postanowił nie protestować. Usiadł dokładnie tam, gdzie sobie życzyła i cierpliwie czekał na to co miało nastąpić dalej. Oczywiście wiedział, że niechybnie zdaje się na jej łaskę, ale jednak czuł, że winien okazać czarodziejce choć trochę zaufania. Przynajmniej tyle był winien Umbrze po tym jak już nie raz okazała się... pomocna? Naturalnie wciąż nie miał powodu, by ufać jej intencjom, ale może każdy problem powinien być załatwiany osobno. Tym razem akurat przyszła pora na zjawy, które, co gorsza, uwzięły się na nie tyle na nim, ile na robotnikach, których prace wielce sobie cenił.

Dobrze. — odpowiedział po tym jak przestała się krzątać i plątać — Skupmy się na kopalni... więc... co mogę zrobić? — rozłożył ręce niepewien swej roli w tym cokolwiek intrygującym rytuale.

Osobliwe lustro wzbudzało jego ciekawość. Przyglądał mu się ukradkiem, od czasu do czasu tylko zerkając na to co szykowała dziewczyna w międzyczasie. Nie liczył, że nauczy się tu czegokolwiek, ani tym bardziej że zrozumie to co się wyprawia, aczkolwiek i tak nie mógł oderwać wzroku od jej pracy. Po cichu miał nadzieję prześcignąć ją kiedyś w tej mistycznej sztuce, bądź chociaż dorównać kunsztowi, z jakim posługiwała się wiedzą tajemną. Do tego czasu zaś jedynie obserwował, chociaż tyle mógł uczynić.
Obrazek Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

51
Celesta odgarnęła okalające uwydatnione policzki włosy na ramiona. Stała obok Arno, niczym anioł stróż. Z dwiema dłońmi opartymi o barki mężczyzny, który ów czas zasiadł przed magicznym lustrem.

Zastosuję zaklęcie Deprimo, które służy otwieraniu magicznie nieaktywnych obiektów — tłumaczyła powoli i wyraźnie jak najprawdziwszy erudyta. — Gdy zwierciadło Ain Skelle otworzy się, musisz spojrzeć w nie głęboko. Nie tym — rozłożonymi w kształcie litery v palcami wskazywała swe otulone zielonym cieniem ślepia — lecz tym — tedy dłoń Umbry powędrowała w międzypiersie. — Skup się na przeszłości. Na osobach, które odeszły od ciebie lub przez ciebie. Być może uda się wezwać dusze, której przekleństwo ciąży nad tobą.

Pod żadnym pozorem nie dotykaj tafli, gdy ta będzie aktywna — dodała po chwili.

Od tej pory stała za nim z wyciągniętymi przed siebie rękoma. Paliczki z lekka drgały, chociaż w komnatach temperatura była dostatecznie wysoka. Nim jeszcze przebrzmiała inkantacja, czarodziejka już obracała dłońmi w ruch wskazówek zegara. Oczy zapłonęły nienaturalną jasnością, a powietrzę pękało i z drugiej strony, z pęknięcia, powiewając smugą jak skrzydłami, wypadały szmaragdowe wstążki światła.

Per aspera ad astra. Repetitio est mater studiorum. — głos wychodzący z wnętrza gardzieli był niski i szorstki, zupełnie jakby nie pochodził od czarodziejki, a od czegoś głęboko skrytego w jej wnętrzu. — Repetitio est mater studiorum, Repetitio est mater studiorum.

Deprimo! Deprimo, Deprimo! — inkantacja wzniosła się o ton w górę. Przez izbę przemknął dziwny wicher, zgasły wszystkie świece, a dotąd tryskające z pękającego powietrza blaski zniknęły. Coś zawrzało. Pachniało morskim wiatrem, wrzeszczały rybitwy, mewy. Szmaragdowy blask wezbrał gdzieś w szklanej tafli. Wezbrany ciemną aurą począł rozlewać się po szybie, aż zajął ją całkowicie. Dotąd matowe obicia pojaśniały, jakoby emitując własną energią. Udało się. Celesta odegrała swoją rolę. Przyszedł czas na drugiego aktora.
Obrazek
.
.Obrazek
.
.
.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

52
Chociaż Arno zawsze interesował się magią i tym, co miała mu do zaoferowania to sprawiał wrażenie raczej turysty, aniżeli studenta mistycznych arkan. Naturalnie od dawna chciał poznać możliwie wiele czarów, wziąć udział w licznych rytuałach, jednak większość inkantacji pojmował w niewielkim stopniu, zaś te, którymi operował przyswajał wcale nie krótko, z oporami. Podziwiał tę tajemniczą siłę, lecz dobrze wiedział, że nie każdy ma w sobie naturalny talent, czy też środki, by w zupełności oddać się nauce. Również dla niego był to pewien rodzaj fanaberii, rozrywki pomiędzy występami, jak kości, krzyżówki, czy żonglerka. Zresztą nie bez powodu Celesta zwała go "czaromiotem". Obiektywnie oceniając przeważnie czarował pod wpływem chwili, nierzadko w silnym przypływie emocji, a i to nie dawało gwarancji sukcesu.

Nic więc dziwnego, że gdy posadzono go przed lustrem poczuł się jak dzieciak wzięty przez ojca na barana. Każdy element ceremoniału stanowił dla niego coś zupełnie niespotykanego - nie znał słów, którymi się posługiwała, nie wiedział, że zwierciadło może być elementem rytuału, a już kompletnie nie spodziewał się ujrzeć szmaragdowej toni zionącej nań z kawałka szkła. Chciał wyciągnąć przed siebie dłoń, zanurzyć się w odmętach, doświadczyć ich, lecz jak tylko jego palce drgnęły instynktownie uszczypnął się w udo i skarcił w myślach. Nie mógł zanadto odpłynąć, przecież to zniweczyłoby wysiłek czarodziejki. Był jej winien współpracę, szczególnie po tym wszystkim, co dla niego zrobiła.


Obrazek
Tym samym przymknął powieki, a gdy ciemność przesłoniła mu wizje począł sięgać pamięcią do przeszłości i kreować przed sobą obrazy ilustrujące niegdysiejsze przygody. Wspomniał Oriego... ich dawne osiągnięcia kryminalne, jeszcze sprzed napadu na bank oroski, a potem... potem ujrzał Kurtyzanę i Ezio na poddaszu “Pijanego Króla” i odtworzył w myślach ich dynamiczną relację oraz cięte uwagi. Chwilę później dotarło do niego, że mimo szczerych chęci nie zapomniał smrodu Osrit, ba! Traumę, którą mu zafundowała podczas rekrutacji z pewnością będzie leczył jeszcze dłuższy czas.

Powierzchownie wspomniał o przesłuchiwanym bankierze, a także strażniku, którego powalił w czasie wzniecania pożaru, a skoro o tym... Doskonale zdawał sobie sprawę, że tym zamieszaniem mógł przyczynić się do uszczerbku wielu mieszkańców, lecz nie poświęcił im zbyt wiele uwagi, jako że żadnej z tych osób nie miał okazji spotkać personalnie. Co więcej, nie specjalnie przejmował się tymi ludźmi, po prostu stali mu na drodze - ni mniej, ni więcej. Na koniec pozostawił sobie gorzkie wspomnienie matki, którą po ostatnich wydarzeniach wspominał właściwie jak zmarłą. Zraniła go, wykorzystała, a na koniec zniknęła bez słowa.

"Podła suka." — pomyślał i już miał przerywać, gdy w zakamarkach pamięci odnalazł... Cetris.

Ze smutkiem odtwarzał jej ostatnie, gorzkie słowa oraz brutalną śmierć. Z czasem zrozumiał, że wyręczanie się Olivierem było żałosne i uwydatniło tylko jego słabość. Zielony czuł wstyd z tego powodu, ale jednocześnie wiedział, że zrobili co należało. Zadziorność elfki, jej natura oraz trudny charakter stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla jego planów, a co za tym idzie dla przyszłości Czarciego Fortu.

Nikt więcej nie zachował się w jego pamięci, wkrótce później otworzył oczy.
Obrazek Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

53
Nagle i bez ostrzeżenia błysnęła gwieździście tafla zwierciadła, wypełniając izbę iście nienaturalnym światłem. Tafla była głęboko, soczyście i niezmącenie niebieska, iście niczym wyszlifowany szafir. Była gładziutka jak królewskie zwierciadło, do tego stopnia, że Arno zaczął sam się przeglądać. Oczy, uszy, nos. Wszystko na swoim miejscu, nawet blizny odwzorowano do znudzenia idealnie.

Goblin otrząsnął się ze zdziwienia, ale miast kontynuować podziw swej szpetnej mordy, poczuł, jak mgła rzuca mu się na oczy. Jak szarówka zamazuje obraz, a coś niepojętego ciągnie powieki ku dołowi.

Arno — z trudem otworzył ciężkie jak ołów oczęta. Obraz znikł, tylko ciemność. Chłonąca wszystko ciemność. Doskonale czarna, jak melasa mroku chłonęła światło dnia, świecy. Wysysała ciepło, ale również siły witalne.

Arno! — zawołał denny głos prosto z czarnej tafli, w której powoli formowała się pewna wątła sylwetka.

Arno! — rozpoznał ją. Nie po głosie, bo jego tembr tłumiło zwierciadło, ale po twarzy. Ciemne oczy nakropione dookoła dziesiątkami zmarszczek. Wąskie usta i krzaczaste brwi. Widział błysk oczu w szparze opadających włosów, ozdobionych odrobiną łoju. Włosy jak skrzydła kruka, niby nocna burza okalały kosmkami ogorzałą niewątpliwie twarz. To była Osrit.

Musisz spłacić swój dług — prawiła niedorzeczności na wzór niewiasty rodzącej. — Obiecałeś! Obiecałeś! Obiecałeś! — powtarzał głucho zniekształcony obraz w zwierciadle. — Kości mego syna niezagrzebane. Pamięć zaniechana. Obiecałeś! — raptem sinoczarna ręka wypełzła z tafli, niby ryba ze stawu, mocno chwytając goblina za szyję. Grube pazury wżynały się rozrywając skórę, gdy palce jakoby diabelskie sidła zacieśniały uchwyt. Było za późno na walkę. Magiczne zwierciadło wyssało z niego resztki wigoru, zaś rozgniewany duch Osrit nie raczył traktować.

Arno poczuł, jak w głowie zaczyna mu szumieć. Był to szum całkiem podobny do tego, jaki wydaje przytknięta do ucha morska koncha. Zza pleców dobiegł go gwizd, przeciągły krzyk. A po chwili ziemia drgnęła pod siedzeniem, które zajmował. Sunął w dół zupełnie bezwiednie. W uszach szum, na twarzy wiatr. Chłodny wiatr. Kropelki deszczu. W nozdrzach zapach sosny z domieszką palonego pieprzu. I ciemność.
***Panie! Panie! — otworzył oczy, a jasność zakuła mocniej niż ostrze skrytobójcy. — Gdzie jest czarodziejka? — pytała rozgorączkowana Sariel, przytrzymując ramiona goblina, który leżał plackiem na ziemi w izbie Celesty.

Lustro było pęknięte w połowie, gruba szrama przepołowiła dotąd niezmąconą taflę. Wszystko wyglądało identycznie jak przed rytuałem. Tylko Celesty brakowało. Celesty i amuletu na szyi...
.
.Obrazek
.
.
.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

54
Krzyk Sariel docierał do niego stłumiony, jakby wzywała go zza grubej ściany. Wkrótce jej głos począł narastać, a wraz z nim potworna migrena, która uświadczyła go tylko w przekonaniu, że wcale jednak nie umarł. Otworzył oczy i to był błąd - ostre światło ugodziło jego źrenice aż zmuszony był przesłonić wizję zieloną dłonią. Ostrożnie, niezręcznie próbował podźwignąć się do pozycji siedzącej jednocześnie cały czas chroniąc spojrzenie w przyjemnym mroku jego własnej dłoni.

Czarodziejka... — wymamrotał powtarzając za dziewczyną i wtem wspomnienia zalały jego świadomość. Zobaczył Celeste, fragmenty ich rozmowy, a wreszcie ducha Osrit wołającą jego imienia zza grobu, ściskającą kurczowo jego szyje zimną, kościstą ręką. — Celesta! — wychrypiał gniewnie i niemal w tej samej chwili zerwał się jak oparzony na równe nogi. Nie patrzył na swą wybawicielkę, lecz wciąż nieco otumaniony błądził wzorkiem po laboratorium jednocześnie gorączkowo obmacując kieszenie oraz to miejsce, w którym do niedawna wisiał cenny kamień.

"Nie ma go!" — krzyknął w myślach, po czym jego wzrok powędrował w stronę klęczącej Sariel.

Pieprzona suka okradła mnie. Okradła nas! — mimowolnie spojrzał w stronę wyjścia i rzekł raczej do siebie — Ktoś musiał widzieć dokąd poszła.

Nie czekał na reakcje jego prawej ręki, nie miał na to czasu. Musiał czym prędzej złapać trop licząc, że czarodziejka nie oddaliła się na tyle by pościg za nią okazał się daremny. Czym prędzej wybiegł na korytarz i dalej w stronę głównych wrót.

Celeste! Kto widział dokąd poszła czarodziejka?! — wydzierał się na całe gardło przekraczając próg fortu. Na zewnątrz szukał poszlak, czegokolwiek co wskazałoby mu właściwy kierunek. Chciał wskoczyć na koń i osobiście przywlec ją do fortu, ale złość wstrząsała nim tak jakby miał wczesne objawy ataku wścieklizny — Znajdźcie mi ją i sprowadźcie! Natychmiast!

Powiedzieć, że był wzburzony to jak nie powiedzieć nic. Krzątał się i telepał, powarkiwał, przeklinał, a potem milkł.

Bogowie... — bełkotał pod nosem — ...dajcie mi jakiś punkt zaczepienia. — a już nieco bardziej zniecierpliwiony — Cokolwiek!
Obrazek Av: Callisto
Sygn: Juno
ODPOWIEDZ

Wróć do „Czarcie Góry”

cron