Wioska Arlen

1
Niewielka osada umiejscowiona w pobliskim towarzystwie Wzgórza Rahion u samego podnóża. Osada nigdy nie należała do najbardziej istotnych w regionie, jednak to tutaj, na jednym ze wzgórz wybudowano niezwykle wydajny młyn, którego właściciel od lat pełni rolę sołtysa tej osady. Sama wieś szczyci się wyrabianą przez siebie mąką jako wyjątkową w tym regionie. Możliwe, że dzieje się tak za sprawą zbóż zbieranych z kilku, wyjątkowo niewielkich pól przynależących do farmerów, którzy zamieszkują osadę. Mąka, która jest tutaj produkowana, służy mieszkańcom nie tylko na handel z innymi wsiami lub okolicznymi fortecami, ale również do wyrobu własnych wypieków, które są dosyć sławne pośród innych okolicznych wiosek. Jeśli stwierdzić co najlepszego spotkało tę wioskę przez ostatnią dekadę, to należałoby wspomnieć, że nie nawiedził jej żaden kataklizm, a to już było jakieś osiągnięcie jak na królestwo Keronu. Możliwe, że jest to zasługa samych bogów, bo tutejsi ludzie byli wyjątkowo pobożni i z radością przyjmowali w swoje strony sługi i innych boskich wysłanników.

Zwracając uwagę na punkty zainteresowania w wiosce i okolicy, należałoby wskazać właśnie Młyn znajdujący się na jednym z wzgórz, widocznym już z daleka a w samej wiosce całkiem spory budynek służący za piekarnię. Ze względu na ochocze przyjmowanie zakonników i innych współwiernych w osadzie znajduje się również zajazd z kilkoma pokojami na piętrze. W okolicy wioski również jest kilka niewielkich chat myśliwskich. Nie mniej nie są one aktywne przez cały rok, gdyż kto pozwoliłby zwykłym wieśniakom polować na należące do króla zwierzęta... Oczywiście nie o każdym upolowanym jeleniu musiał wiedzieć. Prócz tego tutejsza ludność to zwyczajni farmerzy i wyrobnicy.

Do samej wioski można było się dostać traktem od południa, który prowadził przez niewielki bród na rzece, dzięki któremu można było dostrzec do Gryfiego gniazda oraz z północy, jeśli ktoś nie obawiał się podróżować górami od strony szczytu irios.

Wioska Arlen

2
POST POSTACI
Dorian
Tak jak co dzień mężczyzna przedzierał się przez sporą gęstwinę okolicznego, zalesionego terenu aby dotrzeć do niewielkiej osady, w której okolicy przyszło mu egzystować od kilku lat. Tym razem sprawa wyglądała nie mniej tak samo. Darion, były sierżant kerońskiej armi wlókł, a w zasadzie niemal tachał za sobą wóz z paroma skórami oraz coś na wzór zasobnika zamkniętego na tyle szczelnie szpuntem, ile się dało pod kątem ręcznego dociśnięcia otworu. Rozglądał się po okolicy ubrany w skórzany kaftan i nieogolony od paru dobrych dni, doglądając farmerów poruszając się wzdłuż żyznej gleby. Ciągle szli w swej monotonii do ciężkiej orki, aczkolwiek w tym krajobrazie Hodges odczuwał pewnego rodzaju spokój oraz ulgę. Całość prezentowała się tak banalnie prosto, co czyniło tę wizję w jego głowie piękną. Należał wszak do grupy zwykłych ludzi, starających się wiązać koniec z końcem. Przy tej rutynie snuł się nieco zmęczony w stronę centrum wioski, aby niedaleko młyna starać się dorwać sołtysa. Gdzie znajdował się ten gagatek? Pewnie zbijał bąki w domu, lecz co mógł mu na to powiedzieć były żołnierz? Niewiele, gdy ten w zasadzie zarządzał całą połacią tych ziem - pomijając króla oczywiście. - Dzień dobry, mam skóry dla was. - z braku laku w jego inwestygacji położenia opiekuna farmy udałby się pod młyn, szukając pracownika. Myśliwy spoza Arlen nie będzie wszak czekał całego dnia na przybycie Wielmożnego Pana czy osoby za to odpowiedzialnej, a musiał się gdzieś dowiedzieć gdzie może zestawić zdobycze. - Częściowo zasoliłem mięso, ale długo ono tutaj nie postoi. Trzeba wpakować do piwnicy do dalszego przerobienia na odpowiednią okazję. - wyjaśnił pokrótce, aby nie było wątpliwości w kwestii upakowanej beczki.

Bez odpowiedniego wózka mężczyzna by tego prawdopodobnie nie przytachał, aczkolwiek pozostawał w tym momencie całkiem mobilny. Poprawił w międzyczasie swój pancerz, podobnie jak łuk na ramieniu z kołczanem strzał. Pogoda póki co w miarę dopisywała, ale co będzie dalej? Straż znowu spróbuje podejść pod okoliczne tereny, nękając biedotę o większy podatek? Kto wie. Rozkazy władcy od dawna nie podchodziły pod przekonania wojownika. Jedyne jednak co mógł w istocie robić to swoje, starając się unikać wzroku stróżów prawa pośród łona natury. W każdym razie zaczeka jeszcze kilka minut na przybycie odpowiedniego wieśniaka czy spasionego urzędnika. Spojrzał na niebo, takie czyste w tamtym momencie. Nabrał sporo powietrza w płuca. Szykował się przed nim kolejny, pracowity dzień. Żywot nabierał powoli lepszych barw od dawnych przeżyć łucznika. Brak kataklizmów i gustowny, sprawny młyn! Czego więcej chcieć jak nie krystalicznego porządku ciszy oraz dobroci zwierząt? Być może właśnie odszedł należycie na tak potrzebną od dekady emeryturę.
Spoiler:
Ostatnio zmieniony 23 maja 2022, 18:54 przez Dorian, łącznie zmieniany 1 raz.
Głos

Muzyka

Wioska Arlen

3
POST BARDA
Życie w okolicy wioski i farm potrafiło otworzyć w człowieku nowe spojrzenie na świat. W końcu Dorian mógł zwolnić, nawet jeśli wciąż obawiał się, że ktoś będzie go szukał, to właśnie tutaj mógł zwolnić i odpocząć, naprawdę odetchnąć, polując albo właśnie obserwując pracę z dnia na dzień, tutejszych ludzi. Było w tym coś osobliwego. Wstać rano, zjeść w spokoju śniadanie, pracować, potem obiad i zająć się swoimi sprawami, powoli i bez pośpiechu, bo przecież nie uciekną i nie znikną za rogiem. Jedynym poganiaczem były pory roku i czas żniw.

Polowanie nie trwało krótko, obserwacja a późniejsze upolowanie zwierzyny, wszystko zajmowało czas, wstępne przygotowania i tak należało przeprowadzić względnie na miejscu ubicia zwierza, wszelkie późniejsze mogły poczekać na to, aż wrócisz do swojego niewielkiego domostwa. To wyjaśniało, czemu nie zadbałeś o swoją brodę. Nie mniej, nie byłeś już w armii i nie musiałeś się z tym pilnować tak samo jak wtedy. To też nie tak, że w oddziałach prowadzono jakieś straszliwe regulacje odnośnie długości dozwolonej brody, nie mniej, żołnierz musiał wyglądać stosunkowo godnie, a zapuszczony zarost taki nie był. Przybyłeś do wioski wraz ze swoim urobkiem. Skóry i mięso były, jak zazwyczaj. Jednego z pracowników młyna znalazłeś na miejscu, zawsze ktoś się tam kręcił. – Skóry, tak? — Spytał znajomy ci mężczyzna. Nazywał się Niclas. Wzrostu był podobnego tobie. Blondyn, krótko ostrzyżony, jedynie z wąsami. Spoglądał on na twój wóz, lekko przecierając ręce. – Jasne. Co do skór, możesz je zostawić. Ja już się nimi zajmę... Może będziesz chciał się rozmówić z sołtysem. Nie mógł przyjść, ale będzie w zajeździe. Jacyś goście się zapowiedzieli z wizytą i chciał się z nimi spotkać. Może ich uprzedzisz. — Mówiąc, delikatnie gestykulował i zakończył, wskazując ci kierunek osady. – W sprawie mięsa to jak zawsze z Mylem z zajazdu albo ze Stanlerem — Co oczywiście oznaczało, że mięsa od ciebie nie weźmie. Sam Stanler, jak zwykle z chęcią jednak brał przygotowywane przez myśliwych mięsa i inne, bardziej osobliwe wyroby. Miał układy z wędrownymi kupcami i potrafił utargować całkiem niezłą cenę za nietypowe towary. Kimże jednak był owy mężczyzna? Nie znałeś go za dobrze, raczej trzymałeś dystans, bo była to osoba wielu słów i znajomości jak na taką wioskę. Nie chciałeś się przecież rzucać w oczy. Wspomniany facet żył na wiecznym wynajmie pokoju w tutejszym lokalu, ale to nie było wszystko, bo żył również w dobrych relacjach z większością osady i zapowiadało się, że być może niedługo sołtys powierzy mu w wiosce jakąś funkcję. Zważywszy na łeb do interesów, możliwe, że opiekę nad tutejszą wersją spichlerza i magazynu, tak przynajmniej się mówiło w wiosce, czy była to jednak prawda?

– I co? Dalej nikt cię nie niepokoi w twojej samotni Dorian? — Zabierał się powoli za zebranie przywiezionych przez ciebie zwierzęcych skór.

Niclas

Wioska Arlen

4
POST POSTACI
Dorian
Na słowa Niclasa mężczyzna o surowym wyrazie twarzy przytaknął z krótkim komentarzem, jakoby przyjmując te informacje niczym wytyczne do następnego manewru na polu wroga. Mocny, nawet nieco przepity głos to odzew niczym od oficera musztry gotowego na śmierć ze swoimi podopiecznymi. - Wpadnę tam, bo ten piernik nie da mi spokoju. - Prezencja Doriana wskazywała jasno, że jest to człowiek czynu niżeli słów. Jak większość żołnierzy sprawiał wrażenie chłodnego, twardo stąpającego po ziemi faceta z bagażem doświadczeń. Obie te rzeczy miały faktyczne przełożenie na rzeczywistość, a komuś kto odsłużył dekadę w armii w burzliwych okresach kraju nie da się odmówić wielu powracających we snach i na jawie traum. Hodges to na pierwszy rzut oka typowy weteran, który resztę życia zamierza spędzić na spokojnym zajmowaniu się własną ziemią gdzieś na odludziu, toteż Arlen zdawała się nadawać idealnie na takie miejsce. Czemu miałby uciekać poza Keron? Prawdopodobnie nie dałby rady przyzwyczaić się do klimatu stepowego lub mroźnych niekiedy wysp. Wybrał swoją ojczyznę w dalszym ciągu, odseparowany od większych miast czy w ogóle aglomeracji ludzkich. Takie interakcje jak teraz działały niezwykle terapeutycznie na niego - czasami mógł z kimś pogadać, jednak to nie jest konieczność. Zabierający skóry gość nie należy do klasy urzędników i nie będzie prawdopodobnie go nawiedzał w samotni myśliwego. Została tylko postać Sołtysa, aczkolwiek jednego pasibrzucha ex-wojownik był w stanie znieść. Już sobie poradzi z właścicielem ziemskim na swój sposób. Choć czy ktoś miał prawo narzekać czy stawiać mu ostre warunki jak “wolny kmieć” przynosił tyle dóbr natury? Co jak co, ale obecność rodowitego mieszkańca Qerel mogła się przysłużyć wiosce w dużym stopniu, szczególnie gdy ktoś odznaczał się taką pracowitością oraz dyscypliną. Niemniej jednak dalsze losy łucznika pokażą czy znajdzie tutaj swoją przystań na stałe.

W tych rozmyśleniach nad kolejnymi obowiązkami czy też planami na wolny czas, tropiciel stał wyprostowany przy wozie, rozglądając się dookoła. Nabrał powietrza w płuca, zaciągając się porządnie przez nos z przymkniętymi oczami. Czerpał przyjemność z bycia na łonie natury bez konieczności ukrywania się za swoją tarczą lub drzewem w obecności zagrożenia. Czuł się bezpieczniejszy pośród zwierząt niż ludzi, co może niektórych dziwić. Nie było to jednak tak szokujące, bacząc na poczynania niektórych możnowładców lub “światłych” organizacji. Kwestia Stanlera mogła być przykładem, zwłaszcza że miał przyszytą łatkę szczwanego lisa przez łowcę. Hodges posiadał wiedzę na temat jego machlojek? Nie, jednak opinia pozostała opinią. Nie ufał zbytnio nikomu. Pomagał tym, którzy okazywali mu podobne traktowanie bez usilnego włączania do życia społeczności osady. Ex-wojskowy mało interesował się biznesem innych. - Na szczęście nie. Nie jestem tyle wart, aby mnie jacyś koledzy z jednostki szukali po kontynencie czy sam Augustyn. Dopóki wam nie przeszkadzam to będę sobie tam przebywał w pojedynkę. I oby tak zostało. - Ten temat skończył mocnym akcentem, choć nie wywierał odpowiedzią presji na Niclasie. Ot takie obycie odzianego z skórzaną zbroję specjalisty od zabijania ludzi oraz zwierząt. Splunął na ziemie gdzieś kawałek dalej od drewnianej taczki, przyglądając się czynności blondyna. Bez pośpiechu mógł sobie z nim dalej ucinać pogawędkę.
Spoiler:
Głos

Muzyka

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gryfie Gniazdo”