„Pod Gryfem”

16
POST BARDA
Rozgrywka przeniesiona z tego tematu

Mehren wrócił do karczmy "Pod Gryfem", nazywanej również, jak zdążył wyłapać, "Pod Zębem". Nazewnictwo nie powinno mieć dla niego znaczenia, gdy pokój wynajęty na jedną noc miał być jedynie kryjówką, miejscem, gdzie można złożyć umęczoną głowę do poduszki i odpłynąć na parę godzin do krainy snów.

Gobliny i orkowie dawno ustąpili miejsca ludziom i pół-ludziom, przesiadującym przy brudnych stolikach, pijących kiepskie piwo z równie kiepskich kufli. Jedynym reliktem, pozostałym po czasach zielonej świetności w Ujściu, pozostały siostry Shagrada i Shadraga, prowadzące ten przybytek, jakby akceptowane przez gawiedź nie ze względu na swoje pochodzenie, ale raczej na fakt bycia stałym elementem krajobrazu.

Mehren nie zastanawiał się nad tym, czy zatrzymać się na pogaduchy - piwo wypite w poprzedniej karczmie dziwnie ciążyło mu na żołądku, jakby wlał tam kwas, aniżeli ciemny trunek. Miał do załatwienia ważniejsze sprawy aniżeli zwalczanie ognia ogniem, nawet jeśli buteleczka żytniej mogłaby zabić to, co rodziło się w jego brzuchu i wywoływało nudności.

Wdrapawszy się na piętro po drewnianych, skrzypiących jak piekielny pomiot schodach, Mehren odbił na prawo, gdzie drugimi z kolei drzwiami były te do jego wynajętego pokoiku. Pomieszczenie nie było duże, akurat na tyle szerokie, by pomieścić łóżko i większy stolik. To znaczy, to spodziewał się zastać Mehren - po wejściu do izby dostrzegł, że stół zniknął, za to pod ścianą rozłożono barłóg, na którym ktoś siedział! Nieproszony gość, czy też obecnie współdzielący pokój mężczyzna, z zapałem grzebał w torbie, która, bez wątpienia, należała do Mehrena, a wcześniej została skrzętnie ukryta pod łóżkiem.

Szok nie pozwolił półelfowi działać od razu. Karczmarki nie tylko dokoptowały mu kolegę, ale również pozwoliły, by ktoś obcy grzebał w jego rzeczach!
Spoiler:
Mężczyzna miał przyjemną twarz i uśmiechnął się do Mehrena, gdy tylko go zobaczył, zupełnie jakby witał starego znajomego aniżeli kogoś, przez kogo rzeczy właśnie się przekopywał. W jego dłoniach znajdowała się skrzyneczka, którą Mehren zabrał kupcowi. Potrząsając nią przy uchu, mężczyna, najwyraźniej chciał orzec, co jest w środku.

- Jak to się otwiera?- Zapytał bez cienia wstydu.

„Pod Gryfem”

17
POST POSTACI
Mehren
Myśl o zleceniu i próby poszukiwania prawdziwego zleceniodawcy porzucił bardzo szybko. W tymże przypadku miał przypuszczenia, że byłoby o wiele gorzej, gdyż często podwładni byli wybierani poprzez kompetencje. Ten wybór potrafił powiedzieć czasem wiele. W drodze powrotnej miał kilka przemyśleń i skoro z jedną stroną nie wyszło, warto było zwrócić się do drugiej. Tutaj miał pewną przewagę. Wystarczyły opracować plan działania. Miał nad czym pracować. Odpowiedni dobór słów, akcent, miejsce spotkania i czas. Nic nie mogło być tutaj przypadkowe.

Doznanie w żołądku mówiło wiele. Przeszkadzało i powinien złożyć zażalenie. Oczywiście to zrobi, jednak w swoim czasie i w bardziej odpowiedni sposób. Kiedyś znajdzie wolny czas, a wtedy karczmarz zastanowi się, raz, czy dwa o tym, jakie piwo serwuje w przybytku. W końcu niezadowolony klient potrafi wyrazić swoje emocje w sposób dość widowiskowy. Popatrzył na siostry i kiwnął im głową. Osobiście nic do nich nie miał, gdyż nie był z tego typu ludzi. Takie istoty, jak te dziewczyny miały swoją wartość, którą oczywiście należało odpowiednie użyć. Na obecny moment nie widział potrzeby korzystania z ich talentów. Kiedyś jednak się odezwie w tej sprawie.
W izbie doznał lekkiego szoku, który przerodził się w wewnętrzną złość. Nie wiedział, co było gorsze. Dorzucenie mu przybysza, skoro zapłacił za pokój tylko i wyłącznie dla siebie, czy grzebanie w jego rzeczach. Na chwile zapomniał o swoim kodeksie postępowania i miał ochotę pozbyć się go tu i teraz. Zaraz się opamiętał i w myślach szukał sposoby, by zemścić się na tym człowieku. Ukarać go za grzech, który powinien być jego ostatnim. Skoro nie mógł się go pozbyć z kilku powodów, winny mu jest sprawienie losu gorszego, niż gryzienie piachu. W głowie, niczym strzała przeleciało kilka pomysłów. Skupił się na tym, który w jego ocenie był najlepszy.

- Ach, jakże pechowy z ciebie człek. - Stwierdził tak obojętnym tonem na jego los, jak tylko mógł. - Zawartość w środku była przeznaczona dla zabójcy mojej żony, a ty, potrząsając tym, rozbiłeś delikatną powłokę alchemiczną substancji, która się tam znajdowała. - Zaczął iść kilka kroków w kierunku łóżka. Robił to bardzo powoli, nie przestając zachowywać się tak, jakby wiedział, że ten mężczyzna podpisał na siebie wyrok śmierci.
- Wiesz, co tam było? Bezwonny afrodyzjak, który właśnie wdychasz z każdą chwilą. Ma on dość przewrotne działanie. Sprawia, że stopniowo człowiek zakochuje się w tej trędowatej świni ze slumsów. - Intonował w taki sposób, by podkreślać powagę swoich słów. - Kojarzysz tą brzydką, grubą, obleśną, którą straszy się niegrzecznych chłopców? Tą, która na samo wyobrażenie twarzy, opada kuśka z sił przy najpiękniejszej z dam? Jestem pewny, że kojarzysz. - Uśmiechnął się lekko, złowieszczo więc, jakby wizja zabójcy jego żony, związane z takim maszkaronem dawała mu wręcz perwersyjną przyjemność. - Teraz ciebie spotkał los przewrotny, zakochania się w niej na zawsze. - Przystanął blisko niego i poklepał go po barku. Może i znowu w jego słowach nie była krzty prawdy, ale nie mógł sobie odmówić zobaczenia przerażenia na twarzy tego mężczyzny, kiedy zrozumie, jak jego ciekawość doprowadziła go do zguby tak paskudnej.
- Taak, dokładnie taki los chciałem mu zgotować, by wiódł resztę swego życia w najbardziej poniżający sposób i nie mógł się z tego więzienia uwolnić. Masz pecha. - I minął go, napinając swoje mięśnie, jakby szykował się do ataku ze strony tego człowieka. Był na to gotowy, gdyby do czegoś doszło. Ruszył spokojnie po swoją torbę, by zabrać ją i pozbierać swoje rzeczy i przenieść to wszystko na łóżko. Zamierzał wszystko uporządkować, a następnie sprawdzić, czy miał ze sobą pergamin, tusz i pióro. Musiał napisać list.

„Pod Gryfem”

18
POST BARDA
Męczony nudnościami Mehren wolałby raczej położyć się na łóżku i przeczekać największe żołądkowe perturbacje aniżeli mierzyć się z nieproszonym gościem. Mężczyzna nic nie robił sobie z nietęgiej miny półelfa, najwyraźniej wcale nie zauważając, że ten może nie być w nastroju do rozmowy o zdecydowanie jego własnych przedmiotach, które powinny zostać ukryte.

Nie dało się nie zauważyć, że twarz gościa była nieskalana myślą, niewinna i czysta jak nieobsrana łąka. Nie mógł spodziewać się, że prostaczek jest na tyle naiwny, że uwierzy w każde jego słowo. Jego twarz stopniowo traciła swój wesoły uśmiech, bladła, następnie czerwieniała i znów bladła aż do odcieni zieleni.

- Świni...? - Patrzył to na twarz Mehrena, to na pudełeczko. - J-ja... ja jestem tu nowy, ja nie wiem nic o świni! - Próbował się bronić. - Ja nie chcę świni! Ja mam żonę! - Powiedział, a kiedy miał już wolne dłonie, złapał się za głowę w geście skrajnej trwogi. - Malina mnie zabije! Ty nie wiesz, jaka to kobieta, heh!

Nie zamierzał odpuszczać. Gramoląc się w stronę łóżka, oparł się o nie ramionami, wciąż klęcząc na ziemi.

- Przyjacelu! Ty nie znasz mojej żony, weź to odwróć! No weź!

Zamiast wystraszyć, Mehren narobił sobie problemów i zyskał wrzoda. Mężczyzna złapał go za dłonie, jakby to w nich była siła sprawcza.

„Pod Gryfem”

19
POST POSTACI
Mehren
Pierwsze, co zrobił, to wyrwał dłonie z jego uchwytu, wykręcając je w nauczony sposób, by mężczyzna nie potrafił utrzymać ich w swoim uścisku. Popatrzył na niego tak, że mógłby zrozumieć, iż trzymacie się blisko niego, nie jest rozsądne. Przy pomocy mimiki całego ciała, miał zamiar sprawić, by ten człowiek poczuł, że sam może zaraz umrzeć. Niektórzy to nazywali żądzą krwi, inni aurą mordercy. Przy wielu osobach można było czuć lęk, a nawet strach. To samo uczucie chciał zaszczepić w tym człowieku. Strach to pierwotny instynkt, który można było wykorzystać, ale najpierw trzeba go wywołać.
- Widzisz, świat skonstruowany jest w okrutny sposób. Błędy zawsze moją konsekwencję. Czasem one są niewielkie, innym razem olbrzymie. Ty popełniłeś jeden wielki. Wyjaśnię ci to w prosty sposób. Dotknąłeś przedmiotów nienależących do ciebie. Już za samo to, mógłbym odrąbać ci kawałek ciała. I byłby to dla ciebie łagodny los, jednak w swej głupocie wykonałeś inny ruch. - Jego ton jest chłodny niczym objęcia samej śmierci. Nie było w nich gniewu, czy złości, ale wyczuwało się to mordercze napięcie, które próbował stworzyć. Zabicie tego człowieka nie sprawiłoby mu kłopotu, ale to byłby błąd.
- Są gorsze osoby. Niektórzy potrafią zabić kogoś, zakopując go żywcem pod ziemią. Te powolne umierania, bo nie ma czym oddychać. Innym razem wystaje ci głowa na plaży. Przypływ powoli topi cię. Czasem stosowane jest przywiązanie w lesie, gdzie zwierzęta zjadają żywcem ofiarę. - Złowrogi ton wkradł się w jego głos. Wyobraźnia była potężną bronią. Już sam fakt, że ktoś może zginąć w okrutny sposób, zmieniał człowieka bardzo szybko.
- Twoim jednak przeznaczeniem jest los gorszy od śmierci. I to twoja wina, a ja nie mam zamiaru ci pomagać. Nie masz dla mnie żadnej wartości. - Wycedził chłodno, bo ten człowiek sam na siebie sprowadził tak okrutny los. Co z tego, że nieprawdziwy?

„Pod Gryfem”

20
POST BARDA
Znęcanie się nad tym człowiekiem było jak bicie bezbronnego dziecka. Wyrwane z uścisku dłonie cofnął szybko, rozumiejąc, że nie powinien wyciągać łap w stronę tego, z którym przyszło mu dzielić pokój.

- O czym ty mówisz, przyjacielu! - Przeraził się mężczyzna. - Jakie zakopywanie, j-jaka plaża! - Jego głos przybrał niebezpiecznie wysokie tony. - Przestań, n-nie denerwuj się! - Poprosił, jednak trzymał ręce przy sobie. Mimo to wciąż znajdował się na podłodze, przysiadając na piętach w klęczącej pozycji. - Daj spokój, stary. Zapomnijmy o tym, co? Chodź, postawię ci piwo. Co ty na to? Piwo, na zgodę? I nie będzie świń ani umierania.

Uśmiech zdradzał, że mężczyzna nie ma złych zamiarów.

- Po co w ogóle tu jesteś? - Starał się zmienić temat. - Słyszałem, że w Ujściu jest praca, to przyszedłem. Ale póki co... póki co tylko spotkałem ciebie i źle skończyłem. Ech, nie wrócę tak do Maliny... a ty, co cię sprowadza? Jeśli chcesz, to możemy poszukać pracy razem.

„Pod Gryfem”

21
POST POSTACI
Mehren
Przyklęknął przy człowieku, by zrównać się z nim i chwycił mocno za podróbek, ściskając mu żuchwę. To nie miało prawa boleć, to nie było tego celem. Ten mężczyzna za grosz nie miał instynktu przetrwania. Brak piątej klepki oznaczało dla niego spore kłopoty. Ktoś tak nierozgarnięty nie był wart więcej, niż mucha pod jego obcasem. Niestety i takowe osoby potrafiły być szczególnie irytujące.
- Powiem ci, co teraz zrobisz, bo raczej nie chcesz narazić się na mój gniew. Muszę zaznaczyć, że bardzo dobrze idzie ci jednak zaburzanie mojego spokoju. - Popatrzył głęboko w jego wystraszone oczy. Jego rozmówca, który pewnie patrzył teraz w tym samym kierunku, mógł dojrzeć głębie rodem z najgłębszych oceanów, gdzie czają się drapieżniki, jakich świat jeszcze nie poznał.
- Pójdziesz sobie na dół, wypijesz piwo, poszukasz pracy. Będziesz się modlił do swojego boga, by objął cię łaską i uratował od losu, który sobie zgotowałeś i wrócisz tu wieczorem. - Nadal nie unosił głosu. Nie potrzebował krzyczeć. Większą moc miał spokój i powolne wyrażanie. Dawało to poczucie, że różnica jest przytłaczająca i nie warto walczyć.
- I jeśli się dowiem, że znowu grzebałeś w moich rzeczach, nie ukryjesz się przede mną nawet w norze szczura. - Wstał i poprawił swoje ubranie. Ten człowiek wystarczająco już zajął jego czas, koniec z tym.
- Wynoś się. - Rzucił rozkazująco, bo potrzebował spokoju, a przy nim nie będzie dane mu go mieć.

„Pod Gryfem”

22
POST BARDA


Mężczyzna, zaatakowany przez Mehrena żelaznym uściskiem na podbródku, wyraźnie stracił pewność siebie. Przerażenie wymalowało się na jego twarzy rozszerzonymi źrenicami i ściągniętymi brwiami.

- Nie umiesz utrzymać złości na wodzy? - Zapytał, zupełnie nie pasującymi do sytuacji słowami. - Szkoda.

Spojrzenie mężczyzny w jednej chwili zmieniło się, gdy porzucił grę na rzecz pokazania swojej prawdziwej twarzy. Wciąż miał przyjemne rysy, wciąż był tym samym, zdawałoby się, łajzą, a jednak w jego ciało wstąpiła nowa siła.

- Popracujemy nad tym. Mam dla ciebie propozycję, przyjacielu. Tak, jak mówiłem - chciałbym z tobą pracować. Nie tylko ja, również moi, powiedzmy, wspólnicy.

Blondyn podniósł się z posłania i otrzepał ubranie, jakby doszło do nimi co najmniej do przepychanki.

- Yencir. - Przedstawił się, choć nie wyciągnął ręki do Nafa. - Obserwowaliśmy cię. Wiemy, skąd pochodzisz, wiemy, że dostałeś się do domu Barbucha Mendeliosa, choć nie wiemy, dlaczego. Mężczyzna, z którym spotkałeś się w Cechu, również jest od nas. - Tłumaczył zagrywki. - Jeśli ty nam pomożesz, my pomożemy tobie. Jesteś uważny, umiesz improwizować. Potrzebujemy osób takich, jak ty. Prawdę mówiąc, jestem tu, by cię zwerbować do nowej siatki w Ujściu.

Dopiero teraz Mehren zauważył, że mężczyzna nie miał przy sobie żadnych bagaży. Jedynie posłanie, które zostało rozłożone w pokoiku, było jego własnością. Pochyliwszy się, zaczął zwijać materac w zgrabny rulon.

- Więcej informacji uzyskasz, gdy dowiemy się, czy jesteś godny zaufania. Pójdziesz ze mną?

„Pod Gryfem”

23
POST POSTACI
Mehren
Kiedy mężczyzna zaczął tak mówić, mógł on dojrzeć zwycięski uśmiech na twarzy Mehrena. Odszedł od niego, ale nie pozwolił sobie na śmiech. Przeczuwał coś takiego ze względu na sytuację, która nie powinna mieć miejsca. Było zbyt wiele podejrzanych rzeczy, które były zbyt oczywiste, a jego mały pokaz, sprowokował daną osobę.
- Mój drogi przyjacielu, zdradziły cię drobne szczegóły. - Powiedział do niego, by zrozumiał, że tak naprawdę była tu prowadzona gra w grze. Jego emocje były prawdziwe, nie da się ukryć, kimże jednak by był, gdyby nad nimi nie panował. Tak naprawdę przewidywał dwie sytuacje i teraz okazało się, że jedno z nich było prawdziwe.
- Mehren. - Odpowiedział mu, choć podejrzewał, że jego prawdziwego imienia i nazwiska nie znali. Tego nikt nie miał prawa wiedzieć poza kilkoma osobami w Archipelagu. Nie łatwo było i to odkryć, więc podejrzewał, że wiedza miała swoje luki. Zazwyczaj miało to sprawić wrażenie, że interesowali się nim. Doskonale wiedział, że pewne rzeczy miały ograniczenia.
- Oferta jest interesująca, dlatego przejdę się z wami. Jestem ciekawy, czy przebijecie ofertę Bogobojnej. - Powiedział spokojnie i zaczął się także pakować, chcąc im przekazać, że nie tylko oni są w polu jego zainteresowań. Kali również oferowała wiele, a najwyższą wartością była wolność w działaniach. Zresztą, taka siatka idealnie wpasowywała się w jego plany. Nie mógł jednak zdradzić się z zamiarami.

„Pod Gryfem”

24
POST BARDA
Dwóch szpiegów dobrało się i rozpozało w mgnieniu oka. Czy to śwadczyło dobrze o ich zdolności postrzegania drobnych detali, czy raczej źle o nich samych, którzy zdradzali swoim zachowaniem niecne zamiary?

- Wiem.- Odpowiedział mu mężczyzna na jego imię. Skoro go obserwowali, z pewnością mieli informacje na temat jego przybranego imienia.

- Ruszajmy więc. - Stwierdził bez zbędnego przedłużania. - Zabierz swoje rzeczy.

Do tego tematu

„Pod Gryfem”

25
POST BARDA
z tematu: Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

Savos zaśmiał się i podrzucił w dłoni otrzymaną wcześniej sakiewkę. Nie zdążył jej jeszcze przypiąć sobie do pasa, więc bawił się nią, przerzucając z ręki do ręki, ale dopiero teraz zrobił to w taki sposób, by uwaga Loyry skupiła się na mieszku.
- Myślisz, że po to załatwiłem pieniądze, żebyś za siebie płaciła? - spytał, a w jego oczach błysnęło rozbawienie. - To są ważne wydatki związane z misją. Jedzenie. Picie. Samopoczucie fizyczne i psychiczne jest równie ważne, co sama organizacja akcji.
Biorąc pod uwagę jego nastawienie, nic dziwnego, że Ystre i Trev mieli wątpliwości co do dawania mu funduszy. Z drugiej strony, to nie był problem trójki kobiet, wręcz przeciwnie, wychodziło im to na dobre. Zresztą, ile mogli wydać tego wieczoru? Raczej nie sprzeniewierzy wszystkich pieniędzy na dobrą zabawę do białego rana, prawda? Savosowi też musiało zależeć na powodzeniu przedsięwzięcia.
Przeniósł wzrok na Aaylah, marszcząc lekko brwi.
- Uch, oficjalnie - wciąż idąc tyłem, tak, by pozostawać przodem do nich, ukłonił się elfce lekko, może odrobinę prześmiewczo. - Jak sobie pani życzy. Zrobię co w mojej mocy, żeby podczas planowania akcji znalazło się także trochę czasu na coś tak trywialnego i nieistotnego, jak posiłek.
Obrócił się i zmrużył lekko oczy, wytężając wzrok przed siebie.
- Dla mnie jednak jedzenie nie jest nieistotne i zamierzam skorzystać z kuchennych dobrodziejstw jakie mają Pod Gryfem. Myślałem że już zdechnę z nudów w tym teatrze. Jest, proszę - wyciągnął przed siebie rękę, wskazując im niewielki szyld, kołyszący się na wietrze.
Z daleka nie dało się niczego na nim rozpoznać, z bliska dla odmiany też nie. Namalowany tam gryf dawno już przestał przypominać cokolwiek rozpoznawalnego i teraz był tylko brudną, wyblakłą plamą. Sam budynek górował nad innymi, otaczającymi go domami, nad parterem znajdowały się bowiem jeszcze dwa górne piętra, z których niższe otoczone było długim, wspólnym balkonem. Savos przyłożył dwa palce do skroni w geście pozdrowienia, a stojący przy barierce i rozglądający się po okolicy krasnolud odpowiedział tym samym.
Choć gospoda nie wyglądała imponująco z zewnątrz, to w środku wyglądała zupełnie tak, jak każda inna. Duże, drewniane stoły, trochę gości, kręcąca się między nimi dziewka i siedzący za barem wąsaty karczmarz. Wnętrze rozświetlały gęsto rozstawione świece, a w kącie siedział młody chłopak, grający rzewną melodię na flecie. Po wejściu ich czwórki rozmowy w środku na moment ucichły, a spojrzenia w większości zawisły na Durdze, ale Savos zamachał rękami w odpędzającym geście.
- Już już, bo wam ślepia wypadną - rzucił głośno przy akompaniamencie fletu, który w nagłej ciszy brzmiał wyjątkowo wyraziście. - Zajmijcie się sobą lepiej i własnymi problemami.
- Ale przyprowadziłeś kolejny
- mruknęła w odpowiedzi siedząca przy wejściu starsza kobieta.
- Starych bab nie zjada, jesteś bezpieczna, Jia - Olia uśmiechnął się szeroko i ignorując dalsze jej narzekanie, poprowadził kobiety do jednego z pustych stołów po drugiej stronie karczmy, niedaleko szynkwasu. Gdy zajęli miejsca, momentalnie znalazła się przy nich kelnerka. Była młoda, ale miała zmęczone spojrzenie i podkrążone oczy. Zupełne przeciwieństwo ich pełnego energii towarzysza, który zamówił dla nich jedzenie i picie, takie, jakie sobie wybrały. Dla siebie wziął miskę kaszy podsmażanej z kiełbasą i kufel piwa, a gdy dziewczyna poszła realizować zamówienie, rozparł się wygodnie i przesunął zadowolonym spojrzeniem po pozostałej trójce.
- Jak zjemy, pójdę powiedzieć Vezerowi, że potrzebujecie pokoi. I jak się wam podoba? - szerokim gestem ręki otoczył całe wnętrze karczmy. - Nie jest to może perła Ujścia, ale ma bardzo przyjemny klimat.

Spoiler:
Obrazek

„Pod Gryfem”

26
Kiedy opuściły teat, Durga na chwilę zanurzyła się we własnych myślach, odkopując wspomnienia z czasów, kiedy bywała w Ujściu. Kiedy był ostatni raz? Chyba jeszcze za czasów, gdy jej pobratymcy rządzili miastem...? Jej rodzina wtedy dopiero rozkręcała biznes, a sama Durga uczyła się liter i rachunków. Chociaż nie, przecież była tutaj i później - stąd w końcu wraz z Kali wzięły okręt by przedostać się na Archipelag i do Portu Erola. Wtedy jednak nie spędzały wiele czasu na miejscu, raptem dwa dni starczyły by znaleźć okręt, który by je zabrał ze sobą do celu. Teraz musiała przetrwać tu znacznie dłużej i w jeszcze bardziej wrogich warunkach. Jeśli by się to jednak jej udało... cóż, gdyby nie liczyła na konkretne zyski, nie zgodziłaby się na podróż tutaj, prawda? Przez wspominki nie odpowiedziała od razu na pytanie Savosa, raczej przysłuchując się tylko konwersacji toczonej obok niej, zbierając w głowie informacje na temat nowych znajomych. Loyra wspomniała o Oros, na co orczyca zastrzygła uszami. Czyżby w takim razie studiowała na tamtejszym uniwersytecie? Ciekawe, czy znała w takim razie - lub słyszała - o Kali? Zależy jak dawno temu opuściła rodzime strony. Możliwe jednak, że w takim razie była lepszą czarodziejką od niej samej. Będzie musiała ją wypytać o ekspertyzę i dziedzinę magii, na której się skupiała.

Savos z kolei wydawał się być typowym, uroczym rzezimieszkiem, który to archetyp często opiewali bardowie w mniej lub bardziej (raczej bardziej) rubasznych przyśpiewkach. Wygadany, traktujący z pozoru wszystko lekko i z dystansem, lekko obchodzący się z pieniądzem, który jednak łatwo - chyba - udawało mu się też zdobywać. Ciekawe, jaki jest naprawdę i czy pod płaszczykiem jowialności kryje się poważniejsza strona. Wierzyła, że musi być jednak skuteczny w jakichś dziedzinach, skoro Lwia Lilia go przy sobie trzyma.

Wchodząc do gospody, od razu poczuła na sobie wzrok gości, którzy oczywiście nie byli do niej przychylnie nastawieni. Wyglądało jednak na to, że obecność Savosa pomagała, gdyż tylko jedna osoba odważyła się coś odpyskować. Durdze nie podobało się to, że potrzebuje tego rodzaju ochrony. Jeśli już, wolałaby mieć u boku swojego jaszczura, wiernego towarzysza. Niestety, w warunkach miejskich nie sprawdzał się najlepiej, a już na pewno nie w tak ciasnych uliczkach. No i raczej by go nie wpuścili do gospody. Wewnętrzna, orcza duma odezwała się w niej, wołając o działanie, jednak zdusiła to uczucie. Zamiast tego posłała tylko chłodne spojrzenie kobiecie zwanej Jią. Kiedy dotarli do stołu, dla siebie zamówiła to samo, co wziął Savos, kiedy zaś podano jedzenie i postawiono przed nimi, bezceremonialnie wymieniła się z nim półmiskami.

- Tak na wypadek, gdyby jednak w poleconej przez was gospodzie lubili dodawać plwocinę do orczych porcji. - wyjaśniła spokojnie, delikatnie się uśmiechając. - Wcześniej pytałeś, czy byłam już w Ujściu. Dwa razy. Raz dawno temu, kiedy jeszcze Orkowie rządzili tym miejscem. Spędziłam wtedy tutaj jakieś... pół roku, może nieco dłużej. Potem byłam jedynie przejazdem, bardzo krótko - dwa dni nim udało się znaleźć statek do Portu Erola. A ty, jak długo tutaj jesteś? Przyjechałeś skądinąd, czy tutaj się wychowałeś? - spytała, chcąc wiedzieć więcej o osobniku, który będzie ich - ją - monitorować. Zaraz po tym przeniosła jeszcze spojrzenie na elfią czarodziejkę. -A, no i Loyra... wspomniałaś, że znasz się na Sztuce... studiowałaś na Oros? Jaki kierunek? - spytała, nieco ściszonym głosem.
KP

„Pod Gryfem”

27
Loyra szła dalej spokojnie za Savosem. Na jego tekst o płaceniu za jedzenie odpowiedziała wyjątkowo krótko, gdyż bardzo szybkim stwierdzeniem:
- Ogólnie rzecz biorąc raczej wstyd nie płacić za siebie, bo to dobre maniery, a-ale skoro już mamy na to pieniądze, to...

Resztę samej drogi do "Pod Gryfem" spędziła w ciszy. Gdy już zbliżyła się do środka, spokojnie usiadła na miejscu. Zamówiła sobie zupę ziemniaczaną oraz kufel wody. Jeśli mieli tu herbatę, też o nią poprosiła. Założyła nogę na nogę i lekko je ścisnęła, w ten sposób dając odpust stresowi.
- Jeśli chodzi o moją opinię, to nie jest...aż tak źle. Spodziewałam się gorszych warunków, a jest tu nawet...umm...kameralnie.- odparła do Savosa i skupiła się na jedzeniu. Gdy została zapytana o swoje doświadczenia przez Durgę, w jej oczach pojawił się lekki, szczęśliwy błysk, a ta od razu wzięła wdech i zabrała się za monolog.

- Oh, mam masę talentów. Poza oczywiście teorią i mistycyzmem poświęciłam większość swojego czasu na naukę Ognia, pewnie jestem też według Ciebie równie dobra w Energii. To takie moje główne koniki, reszty nie umiem raczej używać, choć na pewno dobrze rozpoznaję. Oprócz tego jestem nienajgorsza w alchemii, ale to raczej taka dosyć poboczna sprawa. Choć przyznam, że z tym Oros to taka kwestia...ummm...kontrowersji, bo jeśli byście o mnie tam zapytali, to pewnie by albo nic nie powiedzieli, albo doszli do wniosku, że jestem Elfką i mnie nie lubią.- kończąc ten wywód, Loyra na chwilę wyjęła z torby swoją broszkę z Nowego Hollar i lekko machnęła nią, by zaprezentować kolegom, po czym znowu ją schowała.- Więc niestety jestem taka "z dwóch światów".- zaśmiała się serdecznie, ale i nie bez nerwów.- A ty? Uczyłaś się czegoś? Wy, orkowie, macie jakieś...uczelnie...nie? N-nie mówię tego z rasizmem, po prostu się nie znam.

„Pod Gryfem”

28
POST BARDA
Zajadający swoją kaszę Savos zerkał na nie raz po raz, początkowo nie uczestnicząc rozmowie, a całą swoją uwagę poświęcając posiłkowi. Albo spędził w zrujnowanym teatrze cały dzień, bez czasu na jedzenie, albo wyjątkowo mocno lubił akurat to danie. Tak czy inaczej wtrącił się tylko w chwili, w której Loyra wspomniała umiejętności, jakie nabyła w Oros.
- Zaraz się okaże, że tylko ja jestem tutaj pozbawiony talentu do czarodziejskich sztuczek - mruknął pod nosem, sięgając po kufel. - Ty też jesteś po szkołach magicznych, Alya... Alaila... - zawahał się i po chwili uśmiechnął się przepraszająco. - Przypomnisz mi swoje imię?
Z wyraźnym zaciekawieniem też czekał na odpowiedź dotyczącą Durgi. Być może również nie miał pojęcia jak wyglądały podobne kwestie wśród orków. A może ta konkretna była dla niego interesująca ze względu na to, że musiał pilnować, żeby nie narobiła problemów i żeby nikt przez jej obecność nie utrudnił życia im? Tak czy inaczej, kasza zniknęła szybciej, niż wydawało się to eleganckie, ale Olia wydawał się nie przejmować takimi nieistotnymi rzeczami jak savoir vivre, przynajmniej w ich towarzystwie. Przetarł usta dłonią, ścierając z wąsów pianę z piwa i rozparł się wygodnie, splatając dłonie na brzuchu.
- No dobra, to co z tą rezydencją - zagadnął, gestem głowy wskazując na zabraną przez Loyrę mapę. - Wiem tyle, co wy, bo wcale nie planowałem się w to pakować. Namówił mnie do tego wasz kolektywny urok osobisty.
Uśmiechnął się szeroko, całkiem ujmująco. Trzeba było przyznać, że potrafił być czarujący, choć ciężko stwierdzić, czy robił to celowo, czy nie.
- Chociaż nie, w sumie wiem więcej. Wiem, gdzie konkretnie jest rezydencja Palrantów. Trudno jej w sumie nie zauważyć, jak już się wie która to. Myślę że Lwia Lilia chętnie wyniesie się z tych pożal się bogowie ruin i przeniesie tam, jak już rodzina Palrantów wyniesie się z miasta. Tyle przestrzeni do wykorzystania, marnowanej teraz przez tych, co wyżej srają, niż dupę mają - mruknął, odprowadzając spojrzeniem zmęczoną kelnerkę. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego niemrawo.
- Na pewno będzie trzeba nająć tragarzy. Nie będziemy we czworo nieść całej zbrojowni. Można też zagadać z dzieciakami ulicznymi, żeby robili za czujki. Znam kilkoro. A jeśli o Laurence'a chodzi... szczerze wątpię, żebyśmy znaleźli go nocą w domu. Ystre zapomina o tym jak to jest, mieć dwadzieścia lat. Łatwiej go będzie dorwać najebanego gdzieś na mieście. Jest tylko jeden problem - pochylił się i oparł łokciami o stół, wzdychając. - Miasto jest duże.

Spoiler:
Obrazek

„Pod Gryfem”

29
Savos najwyraźniej nie miał obiekcji wobec zamiany półmisków z kaszą, więc Durga po prostu zabrała się do jedzenia swojej porcji. Jedzenie okazało się całkiem niezłe, choć niewyszukane. Na szczęście podróżowanie po Archipelagu - mimo bycia opłacaną przez Usha - nieraz wiązało się z nocowaniem w bardzo tanich karczmach, gdzie jedzenie miało być tylko i wyłącznie pożywne, zamiast stanowić wyszukaną używkę. Stąd też nie narzekała.

- Cóż... nie wydaje mi się, żebym wspomniała wcześniej o tym, że znam się na magii... - mruknęła, mrużąc lekko oczy i nadając swojemu tonowi umiarkowane zdziwienie. Przez moment wahała się, czy powinna zdradzać się ze swoimi umiejętnościami - w końcu wiele osób miało... obiekcje, poniekąd zrozumiałe, wobec tej dziedziny magii, którą ona się interesowała. Stąd też nauczyła się ukrywać te zdolności, przestawiając się raczej jako zielarka, rachmistrzyni, skryba... ale niekoniecznie jako nekromantka. W obecnym towarzystwie jednak, jeśli mieli do czegoś dojść, obawiała się, że będzie musiała powiedzieć coś więcej na temat swojej prawdziwej natury. Może jednak... nie od razu.

- ...ale tak, co nieco wiem na ten temat, chociaż nie studiowałam na żadnym uniwersytecie. A odpowiadając na twoje pytanie - tak, posiadamy swoją uczelnię, mianowicie Akademię Czarnoksięstwa w Karlgardzie. Ja jednak nigdy do niej nie uczęszczałam, gdyż zdolności ujawniły się u mnie dość późno, a potem... cóż, nie było za wiele czasu na to. Nie żałuję jednak, z tego co słyszałam rygor jest tam nieziemski i raczej nie wytrzymałabym tam długo. Stąd też w dużej części jestem samoukiem, a moje zdolności w tym zakresie są nieco rozproszone. Nieco magii ognia, nieco powietrza... nieco energii. Znacznie pewniej się czuję jako alchemiczka. Dlatego też zafascynował mnie produkt, który ostatnio zaczęła dystrybuować Bogobojna. - wyjaśniła Loyrze, po czym odwróciła wzrok w kierunku Savosa.

- Jeśli nie bywa w domu... to może nawet lepiej. Jak już go namierzymy, łatwo powinno być go odseparować w jakiejś uliczce zapewne i tam się go pozbyć. Możemy wynająć któregoś z ulicznych szczurów, żeby w takim razie jeden-dwa dni go poobserwował i dał znać, gdzie najczęściej łazi i z kim pija. A co do tragarzy, to jeśli wystarczy wóz - mam ze sobą swojego shasharatha, powinien być w stanie pociągnąć spokojnie wóz. Chyba, że w uliczkach nie będzie na to miejsca, wtedy faktycznie trzeba wynająć tragarzy... chociaż w tym celu wydaje mi się, że możemy też wykorzystać ludzi Usha, którzy przybyli tutaj ze mną i moją przyjaciółką. -
KP

„Pod Gryfem”

30
A więc Durga czegoś faktycznie się uczyła, ale nie na magicznym uniwersytecie. Może ma jakąś wiedzę, której Loyra nie ma, a jeśli nie, to może będzie chciała się douczyć co nieco u Elfki. Teoretycznie miała ona minimalne doświadczenie z uczeniem młodych adeptów magii, w praktyce jednak nie czuła się do tego gotowa. Zresztą, nie było po co o tym myśleć, kobieta nawet nie miała za bardzo zamiaru jej pomagać. Niezbyt mogła jej ufać.



- Tak jak Durga mówi. Jeśli nasz, ummm...jak to się profesjonalnie mówi..."cel", faktycznie bywa w domu tak rzadko jak mówisz, to najłatwiej byłoby po prostu wyczaić gdzie i z kim chodzi, i go...no...capnąć. Ewentualnie jeśli dowiemy się gdzie i z kim pije, to może dałoby się...n-nie wiem, zapłacić komuś by go otruł? Albo w jakiś sposób go odurzyć i wyeliminować? N-nie znam się na profesjonalnym zabijaniu, tutaj przydałaby się opinia ekspertów.- powiedziała raczej chaotycznie do Savosa, jednocześnie powtarzając to co powiedziała orczyca, ale też i dodając swoje parę groszy do tego wątku.

Wysłuchała wypowiedzi Durgi na temat Karlgardu z faktycznym i bardzo szczerym zaciekawieniem - faktycznie zafascynowało ją to jak wygląda to u zupełnie innej kultury. Gdy usłyszała o rygorze, skinęła jedynie lekko głową, a gdy ta skończyła mówić, pozwoliła sobie się grzecznie wtrącić.
- Całkiem fascynujące. Ciekawi mnie w sumie gdzie jest większy rygor. Zaliczyłam dwie uczelnie w swojej karierze i mogę jasno stwierdzić, że większy rygor jest w Oros. Niestety nie mamy tu absolwenta Karlgardu, który mógłby powiedzieć jak to wygląda od środka, więc możemy tylko sobie rozmyślać. A-ale myślę, że gorzej jest w Oros. Zwłaszcza jak się jest nieczłowiekiem.- dodała swoje dwa grosze do tej dyskusji, głównie by domknąć temat, ale jednocześnie po raz kolejny dać wszystkim tu obecnym znać, że Loyra jest elfką światową, która widziała i wie dużo. Trochę zależało jej na tym by zrobić takie wrażenie.



- Jeśli masz zdolności alchemiczne, to myślę, że możemy o tym chwilę podumać.- rzuciła nieco poważniej.- Jeśli kupilibyśmy wystarczająco dużo składników, może dałoby się przyrządzić coś, co moglibyśmy dolać strażnikom do darowanego trunku, c-czy czegoś w tym stylu. W ten sposób może da radę uśpić całą wartę i kupić sobie trochę czasu na obrobienie tego wszystkiego. - dokończyła swoją wypowiedź nieco poważniejszym tonem niż zwykle, a potem lekko się uśmiechnęła.- Więc jeśli masz gdzieś dobry sprzęt i najlepiej składniki, to możemy spędzić razem kilka nocy.- Loyra potrzebowała może trzech sekund by zdać sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziała.- Na pracy, na pracy!- rzuciła głośniej.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ujście”

cron