Port w Ujściu

241
POST BARDA
Sekundy zamieniały się w minuty, zaś minuty w godziny, gdy Mehren sterczał na dachu i obserwował pokład i okolice portu. Szmaragdowa Korona nie była bardziej intersująca, niż inne statki, które zawinęły do odbudowywanego portu Ujścia. Znajdujące się nieopodal biuro celnicze było dawno zamknięte, więc i straży mniej było w tej części, jednak pojawił się mały trzyosobowy oddział, niespiesznie przechadzając się wśród marynarzy. Wśród mężczyzn na wybrzeżu wybuchła pojedyncza burda, szybko zakończona małą bójką, która nie przyniosła ofiar.

Na statku panował spokój. Załoganci załatwiali swoje codzienne sprawy, kapitan zaś albo wmieszał się między nich, nie wyróżniając się zbytnio, albo w ogóle nie wychodził na górny pokład.

Mehren miał plan, musiał jednak przejść do jego wykonania. Lucien towarzyszył mu przez cały ten czas, ale nie odzywał się ni słowem. Rozłożył się na dachu, ciesząc słońcem, w pewnym momencie nawet zapalił fajkę, korzystając z pełnego relaksu.

Zbliżał się wieczór.

Port w Ujściu

242
POST POSTACI
Mehren
Natrafił na niespodziewane problemy, przez które zmienić musiał pierwotny plan. Nie był w stanie wykonać pierwotnego planu. Nie miał informacji o pewnej grupie ludzi, którzy wykonaliby takie zlecenie, a to utrudniało mu zaplanowanie całej akcji. I jeszcze kryjówka - tej także nie miał. Oznaczało to dwie rzeczy, które mu zdecydowanie nie odpowiadały. Niestety, takie trudności oznaczały, że musiał raptownie zmienić plan. Po pierwsze, musiał go porwać. I zrobić to w taki sposób, by nikt się nie domyślił, co zaszło. Musiał skorzystać z metod dość nieoczywistych. Wejście na statek i zabranie kapitano oczywiście miało jeden wielki problem. Nie był w stanie zrobić tego w sposób niezauważony. By wstrzyknąć mu miksturę nasenną, potrzebował czegoś. Ogłuszenie mogło już zostać potraktowane jako złamanie kontraktu. Do tego zadania potrzebował dość nieoczywistej broni - dmuchawki z lotkami oraz wynajęcie wozu. To drugie nie powinno mu sprawić problemu. Czy ktokolwiek sprzedawał takową broń w tym mieście? To było pytanie. Musiał wytężyć swoją pamięć mocno, by spróbować odnaleźć odpowiedź.
W międzyczasie, gdy tak myślał i zastanawiał się nad tym, po raz pierwszy od długiego czasu odezwał się do elfa.
- Jakie masz wytyczne w kwestiach obserwacji mnie, jak postanowię udać się na spoczynek i odpocząć? - Na pewno nie wprowadzi go do własnego domu. Na to nie było najmniejszych szans. raz, nie ufał mu, by spać pod jednym dachem. W kwestii praktycznej nie miał nawet gdzie spać. Nie miał zamiaru potykać się o jego ciało, bo robi drzemkę na podłodze. Były granice zaufanie, nawet pośród współpracowników. No i sam musiał coś zjeść. Dlatego nie czekając na odpowiedź, po prostu postanowił zejść z dachu i skierować się po prostu gdzieś, co można coś zjeść, a potem trzeba odpocząć i zaczynać działać.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Port w Ujściu

243
POST BARDA
Przed Mehrenem postawiono zadanie, które wydawało się na pierwszy rzut oka łatwe, lecz z kolejną mijającą sekundą okazywało się, że narasta więcej i więcej problemów. Zniknięcie mężczyzny byłoby pestką, gdyby nie musiał być on nietknięty. Bez oczywistych znajomości, które mogłyby załatwić sprawę za niego, Mehren musiał myśleć o innych rzeczach. Wóz był w zasięgu ręki, ale dmuchawka na strzałki, jak i same strzałki?! Tego musiał poszukać nieco głębiej, niż na pierwszym lepszym straganie w centrum.

Lucien zaczął przysypiać, bo cały dzień na ciepłym dachu potrafił rozleniwić, tym bardziej, gdy nie miał za wiele do roboty poza obserwowaniem obserwującego. Przeciągnął się jak kot, zesztywniały po drzemce, i podniósł się na równe nogi.

- Niech cię to tak nie interesuje. - Odwarknął Mehrenowi. Gdyby nie wcześniejsze zachowanie Ducha, może byłby milszy.

Wkrótce okazało się, że Mehren zgubił elfa lub też on sam postanowił się zgubić. Mimo braku bezpośredniego towarzystwa, mógł spodziewać się, że wciąż jest obserwowany.

***

Kolejny dzień powitał go o świcie. Wpadające przez okno izdebki pierwsze promienie słońca dosięgały go z zatrważającą wręcz precyzją, świecąc dokładnie w jego oczy. Nad miastem stała niska, rzadka mgła, uliczki śmierdziały stęchlizną, ale przynajmniej wciąż były dość puste. Po szybkim śniadaniu w karczmie Mehren mógł zacząć działać. Miał cały dzień, by zaplanować i wykonać swoje kolejne kroki.

Port w Ujściu

244
POST POSTACI
Mehren
Prawie parsknął śmiechem, słysząc odpowiedź elfa. Doprawdy musiał być czyimś ulubieńcem, skoro zachowywał się tak arogancko. On sam nie zamierzał go lubić. Wysłanie gbura do pilnowania mu pleców ewidentnie powodowało, że nie szło nawet nawiązać jakikolwiek kontaktów. Zresztą jego gra było tak marna, że nie wiedział, jakie ma w istocie zalety. Zresztą, nie obchodziło go to. Może stwierdzi, że nie chce już pilnować mu pleców i pojawi się ktoś nieco sprytniejszy? To nie byłby zły scenariusz.

Następnego dnia, po wyspaniu się, zrobił śniadanie dla całej trójki. Uznał, że niewiele straci, robiąc dla nich posiłek. Potrzebował i tak zastanowić się nad czymś. Poszukiwanie tego konkretnego sprzętu nie będzie łatwe. A jeszcze trzeba je opanować i poznać ograniczenia. Ewentualnie naprawdę niewielka kusza? To byłaby ostateczność, a taka broń niekoniecznie długa nie wydaje żadnego dźwięku. To była jej największa zaleta. I opracowanie planu - będzie trzeba czekać, aż wyjdzie kapitan na kobiety i nigdy nie wróci. Potem trzymać go w piwnicy.
po zrobieniu śniadania spytał o stan Sylvii i o to, czym był biały proszek. Wyjaśnił jeszcze sytuacje i zapewniał, że nadal poszukuje żartownisia. Na razie musi po prostu przestrzegać zasad gry, ale jak tylko będzie okazja, zamiesza na planszy. Nadal nie wiedział, który gang stoi za tym, ale się dowie. Nie miał żadnej podpowiedzi, który to być może.

Po wyjściu z domu ruszył w kierunku rynku, by poszukać w mieście tej konkretnej broni, rozglądając się dyskretnie za osoba, która będzie go śledzić, bo nie spodziewał się, by było inaczej.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Port w Ujściu

245
POST BARDA
Lucien nie męczył Mehrena swoim towarzystwem ani chwili dłużej. Zniknął, pozwolił złodziejaszkowi odejść do swojej posiadłości, zostawiając jego kwestię komuś, kto miał mieć na niego oko w nocy. Gdy słońce zaszło, a Mehren udał się na spoczynek, nikt mu nie przeszkadzał. Po zmroku nie działo się nic szczególnego, pozwalając mu odpocząć, a kiedy słońce znów wzeszło, miał wolną rękę, by zrobić śniadanie pannom, które urzędowały pod jego dachem. Obie kobiety wdzięczne były za posiłek. Proszek, którym została obsypana Sylvia, został zidentyfikowany jako talk, którym siłacze obsypywali swoje ręce przed podnoszeniem ciężarów, by te nie wyślizgiwały się z ich dłoni. Prócz talku w proszku było coś jeszcze, nad czym Verna pracowała niemal bezustannie od poprzedniego dnia. Przynajmniej Sylvia czuła się dość dobrze i nie zgłaszała żadnych niepokojących objawów.

Dziewczęta nie potrafiły mu doradzić, gdzie dostanie odpowiednie narzędzia, jeśli odważył się ich o to zapytać. Wszyscy troje wiedzieli jednak, że jeśli gdzieś mógł znaleźć egzotyczną broń, to był to rynek.

-> Do Placu Odnowienia

Wróć do „Ujście”