Plac Odnowienia

1
Obrazek


Wbrew dumnej nazwie trudno dopatrywać się w owym skrawku miasta czegoś więcej niż taniej kopii placów Saran Dun... jakich to zresztą wiele w całym mieście. Powstały na gruzach domostw spalonych w nie tak dawnym pożarze plac miał w zamyśle architektów stanowić punkt rozpoczęcia odbudowy Ujścia po latach okupacji i sporów... w praktyce pieniędzy starczyło jeno na wyrównanie gruntu, wyłożenie go cegłą oraz wzniesienie jednemu z rajców przytulnego jednopiętrowego domostwa na jego środku. To zaś co zostało miast przeznaczyć na renowacje otaczających plac domów niemal natychmiastowo przeznaczono na cel zgoła szlachetniejszy. Fontannę.

W efekcie sam plac odcina się zdecydowanie od otaczającego go miasta... lecz również daleko mu do zamierzonej elegancji. Gdyby nie domostwo rajcy Heviego przyciągające w tą bądź co bądź zapomnianą część miasta odrobinę wyższych sfer to nie uświadczono by tutaj najpewniej jednego straganu czy nieumorusanej twarzy. Plac graniczy również dosłownie z kilkoma dawnymi podwórkami przystających do niego bokiem kamienic co sprawia, że miejscowe dzieciaki traktując go niczym swoje domowe terytorium. Brak zaś porządnego planowania spowodował, że od jakiegoś czasu wcześniej porządnie wyrównana ziemia powoli dość dosłownie wsysa cegły w swoje rozmokłe głębiny. A. I fontanna przestała działać jakieś dwa miesiące temu. A że pieniędzy na odnowienie Placu Odnowienia nie ma obecnie w kieszeni miasta... cóż pewnym jest, że w przeciągu jednego pokolenia plac nie będzie zbytnio różnił się od otaczających go starych domostw.
Spoiler:

Plac Odnowienia

2
POST BARDA
(wątek przyszedł stąd)

Mehren niemal natychmiastowo po wmaszerowaniu na plac wtopił się skutecznie w przemierzających go ludzi... niemal potykając się gdy jego stopa spoczęła na cegle która nagle postanowiła zapaść się pod jego ciężarem. Nawet gdyby zaklął najpewniej nikt by się nie obejrzał. Tego typu wydarzenia były na placu codziennością. Ale także ponieważ dziś zdradzieckie podłoże nie było jedyną przyczyną narzekań i okrzyków na placu. Szpieg szybciej usłyszał niż ujrzał niewielki tłum stojący u jak mniemał frontowego wejścia do domostwa Heviego. Było tam może z dziesięciu ludzi, krasnali i cholera wie czego jeszcze. Prawie wszyscy ubrani elegancko i jak widać niezachwyceni z braku obecności najpewniej jedynego powodu dla którego się do owej dzielnicy zapuścili. Wykłócali się właśnie z jedną wyraźnie przygnieciona ciężarem sprawy sprawy strażniczką. Wymachiwała właśnie rękoma i ledwo słyszalnym z tej odległości głosem gadała coś o spokoju i ciszy.

Nie było to jednak o dziwo jedyne zbiorowisko ludzi na tej zapuszczonej kupie zmarnowanego potencjału. Nieopodal fontanny wzniesiona stała jedyna nowa część owego niewątpliwie urokliwego zakamarku. Szubienica. Zebranych pod nią było ze dwa razy tyle luda i widać było, że niedługo miało coś się zacząć. Na podwyższeniu stał jakiś jaskrawo ubrany gołowąs z wielkim piórem w czapie. W dłoniach zaś trzymał jeden z tych absurdalnie długich zwojów. Obok niego stał zaś zakuty w ciężki pancerze zbrojny. Informatorowi mignęła także gdzieś po drugiej stronie tłumu stal. Widać Pan Pstrokaty miał obstawę. Ludzi przybywało jeszcze w tłumie ale widać było, że niedługo nie będzie już komu napłynąć. Większość ubrana była w takie łachy, że równie dobrze to oni sami mogli być zaraz wieszani.

Oprócz owych małych tłumów kilku miejscowych i przechodniów przechadzało się po koślawej cegle i z wyraźnie kwaśnymi minami uważali na każdy krok. Było też kilka straganów... te jednak zdawały się nie mieć szczególnej klienteli. Dość jasnym było, że gdy domniemani zniecierpliwieni petenci oraz najpewniej spragniony widoku egzekucji motłoch opuści plac dość ciężko będzie zachować anonimowość. Nawet Sylvii szarpnęła szpiega za rękaw pomrukując.

- Teraz jest nasza szansa partnerze. Absolutnie nikt nie patrzy. Możemy obleźć domostwo wkoło i z dziesięć razy... chyba, że wolisz patrzeć jak straż krew zalewa lub jak kogoś wieszają?
Spoiler:

Plac Odnowienia

3
POST POSTACI
Mehren
Wygląd tego miejsca przypominał mu inne rzeczy. Ujście faktycznie było mocno zaniedbanym miastem i choć nie czuł się do niego przywiązany, to przez widok takich miejsc, zastawiał się, czy Kali właśnie z tego powodu zaczęło rewolucje. Niby mówiła o wolności dla wszelkiej maści, a w środku jej głównym celem było odbudowanie tego miejsca? Rozmowa między nią, a nim, byłaby na pewno interesująca, acz takie osoby nie rozmawiają z płotkami, jakim jest obecnie. Zaklną pod nosem, jak wpadł do dziury i to przerwało jego rozmyślenia. Słyszał, a potem zobaczył coś, co spowodowało, że uniósł brew. Tłum przed domem był całkiem spodziewany. Pojedynczy strażnik próbował właściwie coś robić, acz z tej odległości nie było możliwości podsłuchać rozmowy. Niespodzianką był szafot. Nie słyszał, by ktoś słynny miał zawisnąć, bo to wzbudziłoby zainteresowanie wielu osób. Skoro wici rozniosły się po okolicznych mieszkańcach, musiało to być zwyczajna egzekucja po wydanym wyroku. Nic specjalnego dla tego miejsca. Uważał, że to marnotrawienie wielu zasobów, które można o wiele lepiej zagospodarować.

- Tak, to dobry pomysł. Wykorzystajmy okazję. Przy okazji, podsłuchajmy rozmowy przy domu. - Jego nie interesowało to, kto jest wieszany. Widział stal, a zatem, jakaś ochrona była. Co więcej, gdyby jakimś cudem uznał, że warto ryzykować uwolnienie jeńców, pomijając oczywiste konsekwencje, nie był przygotowany do takiej akcji. Dlatego niezależnie kto to był, nie brał tego ruchu pod uwagę.
- Tylko nie idźmy razem. Ja z jednej strony, ty z drugiej. Powoli, bez pośpiechu. Uważnie się przyjrzyjmy domostwu. - Dodał do swoich poprzednich słów i jeśli nic nie stało na przeszkodzie, zamierzał zrealizować ten plan. Oczywiście będzie szedł spacerowym, krokiem, bez pośpiechu. Zatrzymując się, co jakiś czas, by zawiązać buta to lewego, innym razem prawego. Wykorzysta te momenty, by przyjrzeć się domostwu uważnie, szukając możliwych ścieżek wejścia. Wliczał nawet wdrapanie się po ścianach przez nierówności. Tylne drzwi? I dodatkowo patrzył się także, skąd jaka droga przychodzi, by mieć rozeznanie, gdzie w nocy się ukryć, skąd on może być widoczny przy świetle gwiazd i księżyca. Po prostu zbierze wszystkie potrzebne informacje, by zaplanować smok w nocy.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Plac Odnowienia

4
POST BARDA
Spacer wkoło domostwa dość szybko uświadomił szpiegowi kilka raczy. Pierwszą był fakt, że wspinanie się w nocy na dach przyniesie mu niewiele. Na piętrze nie było bowiem żadnych otwartych okien. Nie było nawet okien. Zasadniczo "piętro" domostwa o ile faktycznie istniało było upchanych pod dachówkami strychem. Dom więc w teorii był piętrowy... tak samo jak plac na którym stał był w teorii symbolem odnowy Ujścia. Na papierze. Był nawet niższy od otaczających plac kamienic. Ale jedno trzeba było mu przyznać. Był zadbany. Kamienie nie odpadały od ścian, dachówki leżały równo. Trudno było dopatrzeć się jakichkolwiek oczywistych wad. Nawet tylne drzwi które znalazł po przeciwnej stronie domostwa okazały się być rzut kamieniem od szafotu i czujnych spojrzeń straży. I nie wyglądały nijak na mniej solidne od frontalnych. Jeśli więc chciał znaleźć jakiś wyłom w strukturze budynku by się do niego dostać... najpewniej musiał się przyczynić do jego powstania.

O wadach mówiąc. Stopy informatora przy już drugim okrążeniu wyczuły pewien rytm co do tego kiedy bruk pod stopami poczynał próbować połamać mu kostki. Ilekroć zbliżał się do południowo-wschodniej strony domostwa czuł jak cegły toną mu pod stopami... tylko po to by po dotarciu na północno-zachodniej krańce placu mieć wrażenie jakby stąpał po wielkim, niewzruszonym żółwiu. Ciekawym zbiegiem okoliczności to właśnie w południowo-zachodniej części placu stała felerna fontanna... i dom rajcy jakoś świeżej z tamtej strony wyglądał. To tam napotkał również Mehren jedynego patrolującego plac strażnika. Nieszczęśnik paradował wkoło fontanny i nieco dalej na zachód i północ... ale nigdy nie opuszczał rozmokłej strefy na długo. Wyraz jego twarzy mówił wszystko. Raz nawet prawie wpadł na informatora. Chłop był rosły, barczysty... musiało mu być naprawdę ciężko. Ale widać też było, że traktuje swą pracę poważnie. Każdy pierwszy lepszy cieć wsparłby się o ścianę i tylko zerkał na lewo i prawo. Tymczasem ten tutaj z narażeniem własnego zdrowia przemierzał regularnie ponad jedną czwartą placu.

Reszta strażników była tymczasowo przykuta do miejsca więc nijak nie dało się stwierdzić gdzie i w ogóle czy mają za zadanie patrolować. Ci przy szubienicy nie wyglądali na czynnych oficerów a na jakąś straż paradną. Halabardy, pstre stroje, te sprawy. Było ich chyba ze trzech. Strażniczka przy frontalnych drzwiach miała z kolei ekwipunek zbliżony do osobnika łażącego wkoło fontanny... i czerwoną od gniewu twarz. Z każdym okrążeniem jej dysputa z petentami rajcy nabierała ognia. Urywkowe jej fragmenty wymalowały szpiegowi dość jasny obraz sytuacji. Petenci nie wierzyli, że rajca od tak zniknął i oskarżali straż a także strażniczkę która jak Mehren mógł zrozumieć była krewniakiem kogoś wysoko w niej postawionego o porwanie Heviego, zabójstwo czy inną cholerę. W końcu kobieta posłała ich do wszystkich diabłów... to jest do koszar straży żeby tam wylali żale... i na tym się skończyło. Petenci zniknęli... ale zostały emocje. Zmęczona strażniczka otworzyła na oczach szpiega frontalne drzwi... tym samym na chwilę dając mu szanse rzucić okiem do wnętrza. A raczej do przedsionka wiodącego do... korytarza? Poczekalni? Salonu? Cokolwiek to było Mehren ujrzał tylko kamienne ściany, skrawek dywanu i jakiejś podłużnej ławy nim kobieta zatrzasnęło drzwi. Przy jego ostatnim już okrążeniu stała na powrót na zewnątrz. Wyraźnie zmęczona i wsparta o odrzwia.

W międzyczasie egzekucja przy szubienicy również się rozegrała. Próbując jednak skupić się na szukaniu potencjalnych wejść do domostwa mężczyzna nie był pewien co dokładnie miało tam miejsce. Słyszał tylko skrawki. Coś o zbrodni przeciw bogom, publicznym zgorszeniu i kradzieży. Może były to zbrodnie kilku osób, może usłyszał tylko zbrodnie jednej. Oficjalny bełkot herolda nie pomagał mu w ułożeniu całości do kupy. Przegapił również moment wieszania nasłuchując finału kłótni strażniczki. Kiedy wrócił na drugą stronę placu tłum się już rozchodził a na szafocie wisiała jakiś siny krasnal, obity pół-ork, gnom... albo gnomica chorela wiedziała i jakieś okropnie wychudzone elfie truchło. Przy szafocie został jeden strażnik i tylko kilku ciekawskich. Cóż, stracił te wątpliwej jakości "widowisko"... ale zauważył w zamian za to parę rzeczy.

Jak wcześniej odnotował domostwo nie miało oczywistych wad w konstrukcji. Ale nie było też przesadnie opancerzone. Kraty znajdowały się w dwóch jeno oknach. Jednym na południu domostwa, z widokiem na fontannę. I drugim na północy. Były solidne i choć nie miały tylko kilka prętów postawionych pionowo bez żadnych poziomych odpowiedników to nie było szans by dorosły człowiek się przez nie przecisnął. Nawet Mehren musiałby chyba stracić z kilka lub kilkanaście kilo. Gdzie jednak okno na południu jak prawie każde inne w domu było zamknięte i zasłonięte kotarą, to okratowana okiennica miała jedno i drugie uchylone. Co więcej upchane była zaraz obok jednego z dwóch kominów domostwa co ukrywało ją od oczu strażnika przy szafocie. Widać też było że prowadzi do najpewniej niewielkiego pomieszczenia bo drewniana ściana znajdowała się jakieś trzy metry za szybą. Więcej jednak nie mógł szpieg zaobserwować bez dosłownego wsadzenia głowy między kraty.

Odnotował jednak również drugie nie zakryte kotarą okno znajdujące się jednak już za kominem... a więc od strony szafotu. Nie było tam kraty ale okiennica była zamknięta. Widać było przez nią korytarz niknący w półmroku jaki obejmował wnętrze domostwa. Musiał się ciągnąć albo na drugą stronę domostwa albo prawie na drugą stronę domostwa. Drewniane podłoga, drewniane ściany. Najpewniej tylko frontowa "oficjalna" część miała kamienne wykończenia wnętrza.

Więcej nie zauważył. Tłum przy szafocie gasł z każdą chwilą, część kupców zwinęła interes po odejściu klienteli. Plac pustoszał i jasnym było, że każda próba dobadania czegoś do jego spostrzeżeń będzie już wiązać się z ryzykiem odnotowania jego osoby. Kilka chwil później siedział w pobliskim ale nie bezpośrednio przyległym do placu zaułku z Sylvii, która po krótkiej wymianie spostrzeżeń wyciągnęła niewielki notes doskrobała to i owo, wyrwała kartkę i wepchnęła mu ją w dłoń ze słowami:

- To powinno się mniej więcej zgadzać co nie? Może jedną z tych rzeczy jeszcze zdążymy lepiej wybadać zanim tych kilku dewiantów przestanie się gapić na zwłoki... ale musielibyśmy już być dyskretni. Albo spróbować odwrócić uwagę straży. A wiem że jesteś ostrożny więc no... czekamy do zmierzchu? Czy ryzykujemy?
Spoiler:
Spoiler:

Plac Odnowienia

5
POST POSTACI
Mehren
Oględziny domu były odrobinkę tylko zaskakujące. Nie potrzebował korzystać ze swoich talentów do wspinaczki ze względu na fakt, iż posiadłość nie posiadała zwyczajnego piętra, a także dach był dość typowy i nie przedstawiał dla niego żadnej wartości. Przez komin się nie przeciśnie, więc ta ścieżka odpadała. Jak widać, to miasta w jakiś sposób, może dość mimowolny, wyeliminowało główną słabość bogatych ludzi. To nie pierwszy budynek zabudowany w tenże sposób. Praktyka była tu ceniona wyżej, niż wygoda. To dość dobry omen dla mieszkańców, aczkolwiek nie dla niego. Strażnicy przy szafocie. Ich ubiór wskazywał bardziej na to, że nie nalezą do zwyczajnych jednostek. Nie kojarzył tejże jednostki, ale spodziewał się, że będą tu tkwić do konkretnego dzwonu, a potem wrócą do koszar. Czego mieliby pilnować? Wiszących trupów? To byłoby głupie, nierozsądne, a także niepraktyczne. Nie byli kimś, kim powinien się przejmować.

Dwójka pozostałych strażników była o wiele większym problemem. Ci na pewno tutaj zostaną, aż przyjdzie do nich zmiana. Tak wynikało pośrednio z informacji, jakie przy niósł chłopak. Strażniczka przy wejściu głównym była zmęczona, a skoro teoretycznie miała tu spędzić jeszcze całą noc. Zmęczenie spowoduje, że może przysnąć. A na pewno będzie mniej uważna. Zwłaszcza że miała klucze do drzwi. To było potencjalnie wejście. Mężczyzna, który spacerował, pilnował jednocześnie wejścia od tyłu. Jeśli on sam stwierdzi, że to nie ma sensu, być może będą mieli sposobność z tamtej strony.

Istniała jeszcze jedna opcja wejścia, choć ryzykowna. Rozbicie szyby, które będzie trzeba zrobić jakimś cudem po cichu. To nie było niemożliwe, acz wolałby unikać takich metod. Uszkodzenie budynku, a raczej bardziej odnowione rzeczy były zastanawiające. Grunt nie był stabilny i przez to domostwo się zapadało. Tak podejrzewał, bo nie był rzemieślnikiem, specjalizującym się w budowaniu domów. Ciekawiło go, czy dom miał piwnicę i można się dostać z kanałów. Jakby miał więcej czasu, pewnie by sprawdził ową możliwość. Obchodząc, widział także fragmenty wnętrza i choć to było niewiele, musiał się powstrzymać, by podejrzeć bardziej. Nie wolno mu zwracać uwagi, bo inaczej strażnicy będą czujni.
Oczywiście wieszanie innych umknęło mu, choć oczywiście widział efekty. Nie współczuł im. Skoro dali się złapać, byli zbyt słabi, by przetrwać. Takich należało eliminować lub wykorzystywać. Jeśli nikt nie ściągnie trupów na czas, mieszkańcy za parę dni będą mieć miłe zapachy.


- Nie ryzykujemy. Nie chce wzbudzić czujności strażników. Ta przy drzwiach dziewczyna jest zmęczona, osłabiona. Drugi może mieć dość krążenia w kółko w nocy. Wracamy do domostwa, by się przyszykować. Wątpię, by się zmienili do jutrzejszego poranka, więc ich stan będzie nam sprzyjał. - Odwrócić kartkę i na niej napisał swoją odpowiedź, którą następnie otrzymała. Kraty dla niego oznaczały, że w tych miejscach były dwa, najważniejsze punkty, bo nikt bez powodu tak nie zabezpiecza okien. Następnie ruszył w kierunku własnego domu, bo przecież nie mieli wszystkich rzeczy przy sobie. Zwłaszcza że mogą potrzebować słabego światła, by przeczytać dokumenty.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Plac Odnowienia

6
POST BARDA
Sylvi pokiwała z namysłem głową. Trudno było jednak powiedzieć jak bardzo była to reakcja na słowa szpiega a jak bardzo ona sama wybiegała myślami w przyszłość. Jej drobna persona dreptała za dwukrotnie wyższym i masywniejszym człekiem niczym dziecko zatopione w śnie na jawie. Nie zamieniając z nim nawet słowa całą drogę do jego domu.
Spoiler:

Plac Odnowienia

7
POST BARDA
Po ponownym przybyciu na plac część nadziei i obaw Mehrena okazało się prawdą. Sytuacja się zmieniła. Być może na ich korzyść... być może nie. Bez wchodzenia bezpośrednio na plac nie mógł być tego pewnym... ale też samo wejście było problemem. Przemykając z Sylvii po bocznych uliczkach i unikając wzroku straży mógł jednak stwierdzić jedno. Jeśli chciał wejść na plac i podejść do domu... musiał mieć plan od której strony to zrobić. Sam ryneczek był bowiem absolutnie pusty. Pomijając strażników. Podkradanie się pod dom na ślepo byłoby głupotą. Oczywiście mógł też próbować nie skradać się wcale. Nie było wszak w mieście ogłoszonej godziny policyjnej jako takiej. Niemniej... potrzebny był plan. Jakikolwiek.

Przy frontalnym wejściu dalej stała straż. Nie była to jednak z tego co mógł ocenić ta sama strażniczka która przeganiała petentów. Chyba że w międzyczasie zdążyła przytyć i straciła nogi. Przy drzwiach stał najpewniej jakiś krasnal... może brodaty niziołek. Przez brak światła trudno było być pewnym. Nie ruszał się nigdzie ale zerkał co jakiś czas na prawo czy lewo. Z kolei strażnik z okolic fontanny który tak się męczył... dalej się męczył. Tym razem jednak był dość dosłownie "strażnikiem fontanny". Chodził wyraźnie styrany wkoło marmurowej konstrukcji i z rzadka tylko podnosił zakutą w hełm głowę. Musiał być wycieńczony. Za to strażnika stryczka... nigdzie nie było. Tylko cztery truchła dalej ponuro wisiały na szafocie a okoliczne ptactwo poczynało coraz bezczelniej wkoło nich się zbierać. Tym samym plac co chwilę wypełniał ich skrzek. Nie miał też możliwości dopatrzeć się stąd wnętrz domostwa. Był pewien tylko jednego. Nikt nie zapalił w nim nawet jednej świecy.

Sylvii przy którymś tam wychylaniu się z zaułka pociągnęła szpiega za nogawkę ich portek i mruknęła.

- Widzisz tam coś innego z góry? Bo jak dla mnie już wszystko zobaczyliśmy.

Tak było w istocie. Niewiele więcej dało się powiedzieć o placu przy obecnym oświetleniu.... i pogodzie. Na nieboskłonie poczęły bowiem zbierać się chmury, odcinając światło gwiazd i księżyca. Zapowiadała się wyjątkowo ciemna noc.
Spoiler:
Spoiler:

Plac Odnowienia

8
POST POSTACI
Mehren
Pewne jego domysły się sprawdziły, jednak nie to było najgorsze. Liczył, że niewiele się zmieni, jednakoż zmiana przy głownym wejściu, wykluczyła plan numer jeden. Na szczęście pozostała możliwość druga. Ubrany, jak zawsze do akcji, czyli w kolorze nocy, a pod ubraniami najważniejsze rzeczy. Mimo tego wiedział, że nie mógł wejść na plac ot, tak. Ptaki przy ciałach hałasowały, więc to był plus. Jego myśli intensywnie analizowały sytuacje. Zabijać strażników, czy też nie? Kalkulował ryzyko i koszty. Ukrycie ciała może i w krótkiej perspektywie przyniesie im zysk, ale w długofalowej rozgrywce istnieje ryzyko szkód. Co się stanie, jak strażnik zniknie? Rano będą go szukać i jak odkryją, oczywiście jego już dawno nie będzie, jednak może zostać odkryte jego wejście do domu. W przypadku zwyczajnej utraty przytomności może spaść to na karb przemęczenie. Rachunek wydawał się prosty, pozostała tylko jedna niewiadoma.
- Nastąpiła nieoczekiwana zmiana warty przy drzwiach, co nieco nam utrudniło sytuacje. Podejdziemy od drugiej strony. Wyeliminujemy strażnika patrolującego z gry. Sprawimy, by wyglądało to tak, jakby padł ze zmęczenie. - Stwierdził, bo w tej sytuacji to była najrozsądniejsza próba. Skoro i tak musieli się jakoś dostać po cichu, lepiej zacząć od tyłu.
- Nim jednak to zrobimy, upewnimy się, co do dźwięków jego kroków. Jeśli nie słychać jego kroków, wtedy ich brak nie zaalarmuje drugiego. Jak tylko się go odpowiednio ułoży, czaruj z drzwiami od tyłu. - I taki był prosty plan. Jedyne, co mógł teraz zrobić to obejść dom, by trafić w ślepe miejsce dla oczu strażników. Oczywiście skradał się od momentu wejścia na plac, bo nie chciał sprawić, by zainteresowali się dziwnymi dźwiękami. Przystanął przy rogu budynku, nasłuchując, czy słyszy kroki pomimo dźwięku ptaków, które zaczęły ucztować. JEŚLI nie słyszał tego dźwięku lub był ledwo słyszalny z tejże odległości oraz nikogo nie widział, poczekał, aż strażnik minie ścianę budynku. Zacznie się do niego podkradać się do niego, zajdzie go od tyłu i uderzy w punkt witalny bocznej powierzchni szyi głowicą sztyletu, by stracił ten strażnik przytomność, jak tylko znajdzie się przy fontannie. Następnie od razu go chwyci, by nie upadł bezwładnie, wraz z ekwipunkiem. Chciał uniknąć jakiekolwiek hałasu i zrobi wszystko, by to było ciche. Jak to się uda, położy go tak, by wyglądało, że przysiadł na chwile i zasnął na służbie. W tym czasie Sylvia miała otworzyć tylne drzwi, przez które wejdą do środka.

Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Plac Odnowienia

9
POST BARDA
Zakradnięcie się do ściany domostwa przyszło im bez większego trudu. Zresztą dotarcie do punktu obserwacyjnego też. Nasłuchiwanie również zwróciło Mehrenowi wyniki jakich oczekiwał. Nie słyszał strażnika. Ba! Nie słyszał oddechu Sylvii. Nie słyszał nawet własnych myśli. Ptactwo ucztowało wszak rzut kamieniem od miejsca w którym postanowił się zatrzymać. W całej tej części placu nie dało się zbytnio słyszeć czegokolwiek poza skrzydlatymi padlinożercami. Kropla wody spadająca bezpośrednio na czoło czy szept skierowany centralnie do ucha potrafiła zagłuszyć odległy dźwięk. Co dopiero wystawienie swojej łepetyny tuż obok tego harmidru. Szpieg uznając, że jego obserwacja jest dobry punktem odniesienia do tego co było słychać na całkowicie przeciwnej stronie budynku podjął się następnie zaplanowanej z góry akcji. A więc planu pozbycia się strażnika przy fontannie.

Odchodząc od ptactwa poczuł wyraźną ulgę. Z każdym krokiem były choć odrobinę cichsze i nie przyprawiały go tak bardzo o ból głowy. Być może nawet odrobinę za ciche gdy bowiem dochodził do strażnika ją dosłuchiwać się w kakofonii chrzęstu spartaczonego ceglanego podłoża. To na szczęście mieszało się dalej z wronią ucztą i krokami strażnika, który nie zauważył nowego dźwięku. A jeśli to nawet zrobił... to było za późno. Głownia sztyletu i zaciśnięta pięść szpiega zagłębiły się z głuchym mlaśnięciem w kark stróża prawa. Przez ułamek sekundy Mehren widział wytrzeszczone ślepo w pustą przestrzeń oczy służbisty, czuł jak metalowa głownia zatapia się na chwilę w skórę i mięśnie i usłyszał ciche zdławione jęknięcie... po czym strażnika zwalił się na niego. Zgodnie z planem szpieg wyciągnął ramiona by go pochwycić... i tutaj ukazał się element planu w którym przecenił własne zdolności.

Strażnik był ciężki. Jak zresztą każdy dorosły i wysoki mężczyzna. Ten konkretny był jednak zauważalnie masywniejszy od zwykłego męża, ponadto przyodziany w zgoła niezwiewne fatałaszki na których na dodatek nosił kolczugę, hełm i u pasa zwisał mu miecz. Był to może znośny dodatkowy ciężar gdy ekwipunek nosiło się na swoim ciele i rozkładał się po wszystkich mięśniach. Nie był jednak równie przyjazny gdy trzeba go było tachać jak worek kartofli... zwłaszcza z tym pół-olbrzymem w środku. Mehren nie był oczywiście słaby, był w dobrej formie i nie brakowało mu wytrzymałości. Ale trudno było też go nazwać siłaczem gdy chodziło o surową krzepę. W tym zaś konkretnym wypadku właśnei tego było mu potrzeba. Nagły ciężar niemal przewrócił mężczyznę. Kolana ugięły się pod nim i przez sekundę był zatrważająco blisko wylądowania plecami na bruku. Nie pomagało również podłoże w które Mehren jął zapadać się nagle dwa razy bardziej. Zataczając się zaś do tyłu krok i drugi oraz robiąc wszystko co w swojej mocy by upadek ogłuszonego nie zakończył się głośnym brzdękiem... uderzył się z impetem lewym łokciem o marmurową obudowę fontanny. Nie wydało to co prawda dźwięku głośniejszego niż uderzenie szpiega w kark... ale lewa kończyna Mehrena zdecydowanie nie była zachwycona.

Po odłożeniu wreszcie po cichu strażnika szpieg mógł ocenić, że oprócz obitego łokcia niektóre ścięgna również wołały o pomstę do nieba. Aczkolwiek zdawało mu się, że mógł to akurat szybko rozchodzić. Łokieć z kolei zdecydowanie potrzebował jego uwagi. Raczej nie natychmiastowej... a przynajmniej tak mógł ocenić mężczyzna. Mógł ruszać ręką więc chyba nic nie było złamane. Tego był pewny. Rozejrzawszy się zaś mógł stwierdzić, że nikt jak na razie nie maszerował w jego stronę z obnażonym ostrzem. Tylko znajoma drobna postać machała do niego z uchylonych drzwi. Pierwsze kilka kroków było wyjątkowo bolesnych jednak dochodząc już do progu Mehren czuł się nieomal całkowicie sprawnie. Chyba niczego sobie nie zerwał a i jego wytrzymałość też robiła swoje. Przeciskając się przez uchylone drzwi przeszedł niemalże nad głową niziołczycy która na chwilę skurczyła się jeszcze bardziej i domknęła cicho drzwi.

Byli w środku
Wnętrze było wyjątkowo... ubogie. Znajdowali się w prostym drewnianym korytarzu nieprzyozdobionym choć jednym obrazem lub komodą. Nieopodal przed nimi znajdowały się dwa dość zwyczajnie wyglądające drzwi pod którymi leżały małe i skromne dywaniki. Korytarz ciągnął się jednak dalej rozgałęziając się na prawo i lewo gdzieś w połowie jego widocznej długości... zaś kończył się drzwiami, które zdecydowanie nie wyglądały normalnie. Wyglądały jak wrota wejściowe. Masywne, dwuskrzydłowe i obite tu i żelazem. Widniał na nich również masywny zamek. Były lepiej zabezpieczeniem niż drzwi którymi właśnie weszli... ale niekoniecznie krzyczały "jest za mną wielki skarb". Tego typu drzwi zazwyczaj ładowano na front domostw i informator mógł przysiąc, że widział już kilka identycznych... w tym jedne na froncie chałupy. Sylvii jęknęła cicho gdzieś w półmroku w okolicach kolana Mehrena i po chwili szepnęła do mężczyzny ciągnąć go przy tym lekko za portki.

- To ma być niby dom rajcy?

Trudno było się z nią nie zgodzić. Całość przypominała bardziej jakieś baraki gwardii pałacowej czy dom sołtysa. Nie kogoś z wielką ilością koneksji zdolnych do zmaterializowania sił uderzeniowych praktycznie z powietrza. A przecież z tego był sławny Hevi. Nic nie wskazywało również na to, że kosztowności zostały pozdejmowane ze ścian a meble wyniesione. Jakąkolwiek funkcje pełnił ten korytarz w "reprezentatywnym domostwie mającym być symbolem nowej ery"... to wszystko wskazywało na to, że od zawsze wyglądał równie ubogo.
Spoiler:
Spoiler:

Plac Odnowienia

10
POST POSTACI
Mehren
Zaletą sytuacji tego momentu był fakt, że dźwięk w nocy inaczej się rozchodził, niźli za dnia. Był bliżej ptaków, niż zapewne strażnik, ale to nie zmieniało niczego w danej sytuacji. Tak głośny dźwięk, że niczego nie słyszał z tej odległości punktu obserwacyjnego, był jedynie dowodem, że kolejny miejski gwardzista w nieco mniejszym stopniu byłby w stanie skorzystać z tego konkretnego zmysłu. To spowodowało, że spokojnie zdecydował o takiej, a nie innej realizacji swego planu. Oczywiście nadal pozostał jeden problem, który powodował, że cała akcja była z tych, gdzie należy nie marnować czasu. Ktoś zmęczony ciągłym hałasem spróbuje wygonić ptaki z ich uczty. Oczywiście nie na długo, ale właśnie ta przerwa była groźna. Miał nadzieje, że do niej nie dotrze.
Im zbliżał się do swej ofiary, tym odgłos był cichszy, aczkolwiek jednak zagłuszał odgłosy kroków. Zgodnie z jego przewidywaniami strażnik nawet nie miał zareagować na bardzo dobrze wymierzony cios. Niestety nie przewidział lub nie domyślił się, jak dużo żelastwa taki piechur może mieć ze sobą. Błąd w kalkulacji, niedopatrzenie mogło dla niego skończyć się dość fatalnie. I co gorsza, to miało swoje konsekwencje.

Zaczął się zapadać, ciężar powodował, że tracił równowagę. Prawie się przewrócił, co mogło zniweczyć jego wysiłki. Nie mógł się poddać i walczył do końca. Grunt nie był dla niego przyjazny. Jakoś udało mu się osiągnąć, coś na kształt pozornej równowagi. Podczas walki z cielskiem, uderzył mocno o fontannę i otworzył usta, by wypuścił powietrze oraz wydać z siebie sapnięcie, które było jedynym dźwiękiem tego, że w coś walnął. To była ceną, którą musiał zapłacić za swój błąd. Zaakceptował to. Udało mu się położyć strażnika, tak jak chciał. Broń także odpowiednio postawił, by faktycznie to wyglądało za zaśnięcie z przemęczenia. Rękę go bolała, a fakt, że mógł zginać i poruszać, oznaczało, że nic poważniejszego nie było. Niestety liczył się z tym, że nie mógł tej ręki obciążać na ten moment. Teoretycznie było to mocniejsze obicie, ale dopóki nie będzie miał pewności co do tego, lepiej uznać, że ta część ciała jest częściowo niesprawna i należy uwzględnić ten fakt w swoich kalkulacjach. Ból minął przy drzwiach, choć na początku tak wesoło nie było. Być może to szkolenie, jakie miał w rodzinnej krainie, sprawiło, że niezbyt mógł się tym przejmować. Nadal jednak lepiej obserwować, co się będzie działo z kończyną.

Wnętrze jest ciekawe. Tak, to dobre słowo. Rajca niekoniecznie musiał być osoba, która musi zbierać przedmioty, jak inni. Może cenić skromność i praktykę ponad przepych. Jednakoż może i zmarnują czas, jednak skoro już byli w środku, rozejrzał się i zastanowił. To mogły być jakieś pomieszczenie, gdzie ktoś wycierał tam buty. Ewentualnie element ozdobny. Na pewno należy się rozejrzeć po tym miejscu.

- To może być pomieszczenie dla służby. Ewentualnie nasz rajca jest dość pragmatyczny i nie wywala własnych inwestycji na niepotrzebne przedmioty. Musimy sprawdzić wszystkie pokoje i korytarze, czy na pewno nikogo tu nie ma, nim pójdziemy dalej. - To była zwyczajna ostrożność. Lepiej nie zostać zaskoczony, bo nie sprawdziło się jednej rzeczy. I tak zamierzał zrobić. Jeśli jakieś drzwi będą zamknięte, Sylvia je otworzy lub pożyczy od niej wytrychy i sam to zrobi, jeśli będzie zajęta przy innym zamku. Trochę ich pewnie dyskretnego sprawdzania czeka. Jeśli pokój będzie interesujący, nawet go przeszuka.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Plac Odnowienia

11
POST BARDA
- To co... ja prawo, ty lewo?

Rzuciła złodziejka i bez czekania na odpowiedź Mahrena podkradła się do jednych z drzwi, wyciągnęła wytrychy... i nim szpieg zdążył choćby do niej podejść samek cicho jęknął i przysłowiowe wrota stanęły otworem... czy też szparą, w której Sylvii błyskawicznie zniknęła. Podszedłszy zaś do drzwi po lewej stronie mężczyzna mógł zrozumieć ten włam niemalże "w biegu". Zamki w obu były delikatnie mówiąc... żałosne. Było to najtańsze badziewie dostępne na rynku i po odrobinę dłuższej chwili dłubania szpieg otworzył drugie drzwi.

Powitał go... może nie zaskakując, zważywszy na wygląd korytarza ale i tak zdecydowanie nie-rajcowy widok. Pokój do którego wszedł wyglądał jak mikroskopijne koszary. Trzy łóżka upchane w jednej części pokoju razem z wyjątkowo toporną komodą. Druga zaś połowę zajmował spory okrągły stół zdecydowanie za duża liczba taboretów. Komoda była zauważalnie otwarta i opróżniona, na podłodze wlały się jakieś szmaty a stół zdobił szereg szram i dziur. Trudno nie było nazwać tego miejsca "dziuplą", "mordownią" czy jakimś innym ulicznym slangiem. Do oczu Mehrena nie trafił nawet połysk srebra czy złota. Tylko na jednej ze ścian błyszczała stal wbitego w nią sztyletu. A raczej sztyletu wbitego w szkic jakiegoś styranego starego listu gończego z którego środkowej części nie zostało praktycznie nic. Musiał zostać przylepiony tam wieki temu i od tego czasu ktokolwiek tu sypiał najpewniej raczył się ciskanie nożem w kratkę papieru. Nawet jeśli ta dawno zmieniła się w kupię wybielałych strzęp. Jednak sam sztylet wyglądał zadziwiająco porządnie i zdatnie do użytku. A i opchać go komuś dałoby się najpewniej za znośną sumkę. Nic wielkiego... ale jak na razie były to pierwszy promyk nadziei Mehrena na choćby pokrycie kosztów operacji. Oczywiście jeśli chciał się pofatygować i wyszarpnąć go ze ściany.

Cokolwiek zrobił z nożem po wyjściu przywitała go w ciemności drobna kobieca sylwetka. Chwilę zaś później usłyszał cichy, znajomy i wyraźnie zawiedziony głos.

- Nic... a raczej... prawie nic.

Sylvii wyciągnęła z kieszeni jakiś drobny przedmiot i potrząsając nią lekko pozwoliła dobiec do uszu mężczyzny wyjątkowo cichemu i niemal smutnemu brzdękowi monet.

- Gdzieś ze dwadzieścia srebrników... niby wyglądało to na kwaterę pokojówek... ale i tak liczyłam na coś więcej. Czy on na nic nie wydaje pieniędzy?

Zerkając nad postacią kobiety szpieg mógł potwierdzić jej słowa. Kwatery które właśnie opuściła nie wyglądały wiele lepiej od jego. Było w nich więcej mebli... ale i te wyglądały na opustoszone. Po sprawdzeniu obu pomieszczeń niziołćzycy razem z Mehrenem podeszli wreszcie do rozwidlenia. Lewa odnoga wyglądała na ślepy zaułek. Nie było w niej nawet okna. Być może był to kolejny przykład nieprzemyślanej konstrukcji budynku. Po prawej zaś stronie było okno... znajome okno. Okno przez które kilka godzin temu szpieg zerkał w głąb korytarza w którym właśnie stali. Obok zaś niego widoczne były znowu drzwi. Sylvi podkradła się pod nie i jęła przy nich majsterkować. Zamek zdawał się być odrobinę porządniejszy niż przy kwaterze służby. Po krótkiej chwili jednak i ten zamek zgrzytnął, złodziejka wydała pomruk zadowolenia i uchyliwszy drzwi skinęła na Mehrena.

Pomieszczenie po drugiej stronie wyglądało na... kuchnie. Stał w nim garnek przy ścianie znajdowało się palenisko i blat a tu i tam leżały skrzynie i worki. Niektóre pełne warzyw, owoców czy innej żywności. Do pomieszczenia wpadało mdłe światło nocy rzucając ciekawy wzór na przeciwną ścianę. Wzór kraty. Okno było zakratowane. Na drugim końcu pomieszczenia znajdowały się następne drzwi a na lawo od nich można było zauważyć pewne wgłębienie. Nie szafę a bardziej... aneks? Oddzieloną część kuchni? Trudno było powiedzieć. Nim bowiem dwójka włamywaczy weszła i rozeznała się lepiej w rozkładzie pomieszczenia to właśnie zza tego załomu rozległ się nagle skrzyp, głuche uderzenie i cichy pisk a potem... łkanie. Niziołczyca cofnęła się szybko i możliwie cicho. Tym samym zmuszając szpiega do cofnięcia się prawie pod przeciwną ścianę korytarza. Próbowała także zamknąć za sobą drzwi jednak te w połowie drogi jęły skrzypieć. Przerwała więc to natychmiast, puściła klamkę i przylegając do ściany obok drzwi zastygała w bezruchu. Szpieg nie mógł być tego pewien ale miał wrażenie że jej drobna postać zerkała w jego stronę. Ruszała też co chwila głową w stronę. Chyba w stronę przeciwną od kuchni.
Spoiler:
Spoiler:

Plac Odnowienia

12
POST POSTACI
Mehren
Sylvia była swoistą mistrzynią zamków. Zdecydowanie, jeśli ktoś kiedyś będzie chciał coś przed nią ukryć, musiałby wykorzystać jej słabości. Ile minęło, nim podszedł do drzwi? Kilkanaście uderzeń serca? Nie liczył, tylko sam przyłożył się do zabawy. Miał w tym o wiele mniejsze doświadczenie od kobiety, aczkolwiek on także włożył jeden, duży wytrych napinający i drugi, by przekręcić zamek. Zajęło mu to o wiele dłużej, ale tez to nie było coś drogiego. Najtańszy szmelc, jaki można dostać na rynku. Jemu samemu, jak widać, także nie zajęło zbyt wiele czasu na otwarcie. Może i lepiej, że nie nie miał przed sobą wyzwania, gdyż czasu zdecydowanie nie miał.
Po "włamaniu" się i rozejrzeniu się w środku zaczynał rozumieć, skąd ten surowy wygląd tej części domu. Tutaj musiała mieszkać ochrona rajcy. Sam wygląd przypominał mu to, co można nazwać dziurą najemników. Stół i duża ilość taboretów oznaczała grę w karty. Dodatkowo rzucanie sztyletem do czegoś, co kiedyś robiła za cel, ewidentnie było dowodem słuszności jego tego. Niewielka ilość rzeczy potwierdzała także, że ten rajca był podróżnikiem. Nie trzyma się tu rzeczy innych, niż potrzebnych do wyjazdu. Popatrzył na sztylet i przez chwile bił się z myślami. Zabrać go, czy nie? Nie był złodziejem, a jednak ciężko było mu stwierdzić, czy to jest gra warta świeczki. Uznał po chwili, że jego rozmyślania są bezzasadne i martwi się drobnostkami. Podszedł w końcu do ściany i wyrwał sztylet z niej, używając prawej ręki. Nie przyglądał mu się jeszcze uważnie, tylko schował od razu. Nie miał czasu na podziwianie skarbu. Nie uważał siebie za złodzieja, bo w końcu jego głównym zajęciem było coś innego, a to traktował jako dodatek.


Popatrzył na Sylvie, która wyglądała na rozczarowaną. Dźwięk moment faktycznie nie był zachęcający, jednak to dla niego wciąż nie było ważne. Główna nagroda była gdzieś indziej, a to po prostu dodatki. Jeszcze nie zajrzeli do oficjalnej części domu. Tam mogło być o wiele więcej rzeczy i przedmiotów, które były cenne w ten, czy inny sposób.
- Służba musi podróżować z nim, więc nie trzyma w tym miejscu wartościowych rzeczy. - Stwierdził, bo tak to wyglądało. On sam, jak wędrował, odkąd opuścił swój dom i przywędrował do Ujścia. Dlatego rozumiał takie decyzje. Ludzka natura była jednak przewrotna i taka osoba, jak ten rajca musiał mieć miejsce, które zwał domem. Tylko one było nieznane dla świata. Miejsce, gdzie w spokoju mógł być sobą. Wątpił, by to było Ujście. Może faktycznie traktował to miejsce, jak plansze do gry? To byłby ciekawy konspekt, bo jednocześnie uzmysłowił, że mógł się liczyć ze stratą tego miejsca. Rozejrzał się w pokoju dla damskiej części służby, jak przypuszczał, ale tu nie zobaczył nic nadzwyczajnego. Wszystko to, co mógł się spodziewać po tak surowej części wystroju.


Kolejne pomieszczenie było kuchnią, znajdował się także piec, zatem już potrafił stwierdzić, mniej więcej jak wyglądał ten dom. Istniała szansa, że to miejsce było dobudowane i dlatego wyglądało tak, a nie inaczej. Niestety nie był rzemieślnikiem, by móc takie rzeczy wiedzieć. Słysząc dźwięki, zamierzał postąpić inaczej, niż Sylvia, ale ta zaczęła panikować i wręcz go wypchnęła z kuchni, kiedy nie było czasu na takowe działanie. Irytacja szybko się pojawiła, ale ponownie zaczął skupiać się na ich zadaniu, by nie dać rozproszyć się własnym emocjom.
- Pilnuj przejścia do drugiej części domu. - Powiedział krótko, kiedy już mógł ją bezpiecznie minąć. On podjął decyzję w chwile, bo istniało spore ryzyko, że jeśli tym się nie zajmie, strażnik pilnujący wejścia zainteresuje się tymi dźwiękami i wejdzie do środka. Nie chciał tego scenariusza brać pod uwagę. Dlatego on sam postanowił udać się do źródła hałasu i je zwyczajnie wyeliminować. Najpierw przejdzie przez drzwi bokiem, bo nie było potrzeby ich otwierać, a powinien przejść tak, gdyż brzucha piwnego nie miał. Następnie ostrożnie zajrzy do środka aneksu, by sprawdzić, kto lub co tam jest. Skradając się cały czas, by nie został zauważony. Jeśli będzie to jakaś istota, która dodatkowo nie zauważy go, wyeliminuje go bez wahania. Tutaj nie było czasu na zastanowienie się, czy przepytywanie. Obce osoby mogły zniweczyć jego plan. Jak go zabije? Sztyletem pewnie, bo nie było sensu bawić się w subtelności, a ciało może da się jakoś ukryć, bez obciążania lewej ręki.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Plac Odnowienia

13
POST BARDA
Skradając się cały czas, by nie został zauważony. Jeśli będzie to jakaś istota, która dodatkowo nie zauważy go, wyeliminuje go bez wahania. Tutaj nie było czasu na zastanowienie się, czy przepytywanie. Obce osoby mogły zniweczyć jego plan. Jak go zabije? Sztyletem pewnie, bo nie było sensu bawić się w subtelności, a ciało może da się jakoś ukryć, bez obciążania lewej ręki.

Mehren postanowił działać pewnie i zdecydowanie. Krótka komenda rzucona do złodziejki zdecydowanie do niej dotarła. Drobna postać przemknęła w półmroku ku jedynym nieotwartym przez nich drzwiom na korytarzu. Szpieg zaś niemal bezgłośnie przemknął się w stronę źródła problematycznego szlochu. Tylko on naruszał ciszę nocy. Żadne ostrożne stąpnięcie, szurnięcie przyodziania czy oddech wydawany przez informatora nie przebijał się przez ten i tak cichy dźwięk. Zwłaszcza gdy podchodząc do załomu dźwięk szlochu jął się nasilać. Czy była to bliskość źródła? Czy też samo źródło jęło robić więcej hałasu?

Wychyliwszy ostrożnie głowę za załom szpieg mógł stwierdzić, że było to najpewniej to samo. Patrzył obecnie na niewielki magazynek, spichlerze czy coś podobnego. Ewidentnie to tutaj domostwo przetrzymywało żywność. I tu wiało jednak mocno pustką... lecz nie całkowicie. Na podłodze walał się pełna butelka wina. Zaś w rogu niewielkiej przestrzeni leżała skrzynia pełna warzyw. Przy niej leżała zwinięta w kłąb, ewidentnie przesiąknięta bólem i rozpaczliwie próbująca powstrzymać szloch sylwetka. A raczej jej cień sylwetki. Cień osoby. Upiór. Postać była tak drobna, chuda a jednocześnie patyczkowata, że było to wręcz przerażające. Zwłaszcza w półmroku kuchni, zwłaszcza przy wydawanych przez nią odgłosy. I zawłaszcza, że trzymałą się za głowę dłońmi przez które przesiąkał obficie szkarłat. Wkoło niej leżały rozsypane warzywa ubarwione podobną barwą.

Kim była postać? Trudno było powiedzieć. Nikt... i nic nie powinno tak wyglądać. A przynajmniej w to chciałoby się wierzyć. Może był wychudzony niziołek... lub krasnolud? A może... było to ludzkie dziecko? Musiałoby by być w wieku zbliżonym do sierot które zatrudniał... może młodsze. A może lepiej było nie wiedzieć. Nie badać. Nie żeby szpieg miał zamiar. Czymkolwiek było owo "widmo", było dla niego tylko niepotrzebną przeszkodą, która wybrała złe miejsce i zły czas by się przed nim pojawić. Gdy sztylet zagłębiał się w kark sylwetki Mehren mógł przysiąc, że na chwilę przed śmiercią poczuł ruch istoty... w kierunku przeciwnym do ruchu ostrza. Szloch ustał. Kilka pośmiertnych drgawek... i kuchnie na nowo wypełniła grobowa cisza. Ciało również nie było problemem. Nie krwawiło zbytnio. Może nie miało czym? Podniesienie go i upchanie do pustej beczki nie było żadnym wyzwaniem dla Mehrena. Było lekkie jak piórko. Łokieć go nawet nie zakuł. Upychając zakrwawione warzywa do tej samej beczki i zakrywając ją wiekiem szpieg mógł z satysfakcją stwierdzić, że wszystko wyglądało normalnie. Chyba.

Pozostawało pytanie... co dalej? Stał tuż obok niezbadanych przez niego jeszcze drzwi. Co więcej zdawały się nie mieć zamka. Sylvii była też dość daleko. Odesłał ją w końcu pilnować dużych drzwi na korytarzu. Przed szpiegiem stał więc wybór czy kontynuować badanie tej części domostwa na własną rękę, czy też powrócić do swojej partnerki. A może istniało więcej opcji?
Spoiler:
Spoiler:

Plac Odnowienia

14
POST POSTACI
Mehren
Kimkolwiek był ten nieszczęśnik, musiał zginać. Jego stan i los pewnie ująłby za serce paru czulszych mieszkańców Ujścia, acz w jego oczach był rzeczą, która przeszkadzała mu w realizacji działań. Można powiedzieć, że nawet był dla niej litości, wybawiając ową istotę od bólu i cierpienia. Dał szybką śmierć. Lekkie, mocno niedożywione ciało, nie mogło przetrwać w ich okrutnym świecie. Nie przy takich osobach, jak Duch. Wrzucił go do beczki, jak śmiecia, którego należy się pozbyć. Tak samo zrobił z brudnymi warzywami i zakrył to wszystko wiekiem. Rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając jeszcze drogi, która mógł przybyć ten pechowiec. Szybko zrozumiał możliwą drogę wejścia. On sam nie byłby w stanie wejść przez zakratowane, uchylone okno. Sylvia także miałaby ten sam problem, lecz nie istota, która tu się znalazła. Może chciała się schronić, może zjeść. Nie obchodziło go to. Znalazła się w złym miejscu i o złej porze. Nie zaprzątał sobie już więcej uwagi trupem. Rozglądając się po pomieszczeniu, zauważył drzwi i zastanowił się przez moment. To było dla niego pewnie przejście do salonu, gdzie jadano posiłki. Nikt przecież nie chodziłby wokół całego domu, by podać danie. Podszedł do tych drzwi i używając bardzo minimalnej siły, próbował je ruszyć, by sprawdzić, czy są zamknięte i tylko tyle. Nie chciał zaglądać do środka, gdyż ktoś na niego czekał.

Niezależnie od wyniku testu, wrócił do Sylvii, która pilnowała przejścia. Nie został zaalarmowany, zatem istniała spora szansa, że krasnolud jeszcze nie usłyszał tego szlochu. Grobowa cisza zdecydowanie bardziej mu odpowiadała. Oczywiście nadal uważał, jak stawiał stopy. Pewien standard musiał zachować. Szedł do niziołczycy, ale nie zachodził ją bezpośrednio od tyłu, a tak, by być po drugiej stronie ściany. Chodziło o to, by go zauważyła. Nie chciał, by się wystraszyła, jeśli znajdzie tuż za jej plecami. Wtedy mogła zareagować panicznie, przez co dźwięk mógł zwabić strażnika.
- Problem wyeliminowany. - Powiedział krótko, bo więcej nie trzeba było mówić. Już nikt nie będzie w tym domu ich straszył. I jeśli tamte drzwi były faktycznie otwarte i nie jęczały, jak stara kurtyzana, to po prostu powie o nich, jednak nie będzie na razie ryzykował przechodzenia przez nią. Najważniejsze były otworzenie tych drzwi i dostanie się do głównego korytarza. Chciał najpierw przeszukać lewą część budynku, bo zgodnie z tym, co wnioskował, tam powinny być biura, dokumenty i prywatne komnaty. Salon jednak był miejscem dość publicznym.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Plac Odnowienia

15
POST BARDA
Zostawiając za sobą magazyn wraz z jego nowym zaopatrzeniem szpieg podszedł do pobliskich drzwi. Dłoń jego spoczęła a klamce... i nie napotkała żadnego oporu po jej przekręceniu. Drzwi same się delikatnie uchyliły zmuszając Mehrena do złożenia odrobiny siły w ich zamknięcie. Może był to zamierzony zabieg mający ułatwić transport posiłków i żywności? A może kolejna wada na tym "placu spektakularnych wtop"? Jakkolwiek nie było nie spędził przy niezabezpieczonych drzwiach dłuższej chwili. Jego kroki powędrowały w kierunku odprawionej przez niego niziołczycy.

Sylvii zgodnie z jego instrukcjami miała drzwi na oku. Może nawet za bardzo gdyż zastał ją dość dosłownie z oczyma wtopionymi nie tyle w drzwi... co za drzwi. Te stały uchylone dość by głowa niziołczycy była w stanie zmieścić się w szparze. Może też były od początku otwarte? Choć równie dobrze złodziejka mogła je otworzyć. Zabijanie przypadkowego świadka i ładowanie go do beczki trudno było nazwać ekspresową operacją... miała pewnie dość czasu. Pewnie nawet nadto skoro postanowiła nie czekać na szpiega. Na jego głos drobna stylwetka zuważalnie spięła się na chwilę. Dłoń podążyła jej do sztyletu... jednak po sekundzie rozpoznała znajomy ton i wychylając głowę ze szpary mruknęła zauważalnie bardziej radosnym tonem.

- Dobrze... dobrze... rzuć na to okiem.

Korytarz po drugiej stronie drzwi wyglądał... inaczej. Podłoga położona byłą porządniej i wykonana z porządniejszych desek. Ściany były jakieś bardziej gładkie. Na podłodze leżały porządne dywany. Wydalało to jak prawie inne domostwo. Zauważalne było także, że nie tylko ściana na końcu korytarza byłą kamienna jak w każdej innej jego odnodze. Również część ściany na jego lewym krańcu byłą całkowicie kamienna. Zaś na środku tego segmentu widać było niewielkie dwuskrzydłowe drzwi. Praktycznie mikroskopijna wersja tych w których odrzwiach stali. Bliżej nich widać było kolejne dwa przejścia. To po prawej wyglądało identycznie jak drzwi do pokojów służby. Lewe z kolei wyglądały... nietypowo. Wyglądały skromnie, a zamek nie zdawał się być identyczny do drzwi po prawej... lecz ich odrzwia okute były z jakiegoś powodu żelazem.

- Hmmm... te okute drzwi mogą być...

Sylvii zamilkła nagle. Przestała nawet oddychać i ciągnąc szpiega za nogawkę zdawała się nakłaniać go do tego samego... i do nachylenia się. Co gdy ten zrobił do jego uszu dobiegać jęło naprawdę ciche, nieomal nieuchwytne i wyraźnie zdeformowane... chrapanie? Dźwięk byłby nieuchwytny gdyby nie wszechobecna cisza. A nawet wtedy niknął niemal nawet w naturalnych szmerach otoczenia. Wpadał na korytarz gdzieś ze strony tych odleglejszych drzwi otoczonych kamieniem. A wiec gdzieś od... frontalnej strony domu? A może dalej? A może ktoś po prostu bardzo cicho chrapał tuż za drzwiami?
Spoiler:
Spoiler:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ujście”