Karczma „Basen Północny”

61
POST POSTACI
Tanga
Szeroki uśmiech iście dziecięcej radości wykwitł na twarzy Tangi wraz z kolejnym, udanym rzutem. Reakcja tłumu, jak rzadko pozytywnie do niego nastawionym, mogła mieć co nieco wspólnego z nabraniem większej ilości koloru na twarzy. Z pochlebstwami nie spotykał się bądź co bądź na co dzień i musiał przyznać, że była to miła odmiana, nawet jeśli opinia obcych twarzy nie miała dla niego z reguły żadnego znaczenia. Co nie znaczy, że otrzymane kolejny raz w gratisie piwo i nieco mniej znaczące, acz wciąż możliwe do wykorzystania później złoto, nie liczyły się dla niego, jako dodatkowy zysk.
Tanga ledwie uszczknął łyka z nowo ofiarowanego mu kufla, chowając przy okazji grudkę z powrotem do saszetki, gdy oto bez pytania postawiono przed nim nowe wyzwanie. Bardziej zaintrygowany niż zaskoczony, z nową porcją piany na gębie uniósł wzrok na stojącego na krześle niziołka, wysłuchując, jak umiejętnie podjudza tłum.
Jeśli tym razem miał celować w coś naprawdę niewielkiego i wymagającego, nie widział doprawdy powodu, aby nie spróbować. Dziwni byli mieszkańcy Ujścia. On sam nigdy nie stanąłby przed nikim bezbronny, ryzykując głupio wbiciem sztyletu prosto w twarz. Nawet jeśli nie był wysoce inteligentny, wciąż posiadał niezbędne minimum instynktu samozachowawczego.

Nie zdążył oczywiście dojść choćby do połowy trunku, kiedy wciśnięto mu w rękę kolejny nóż i, co szczerze rozbawiło Tangę, zagrożono w razie niepowodzenia? Na dodatek była to niebywale głupia i nieprawdopodobna do zrealizowania groźba. Niby jak ktokolwiek mał go dorwać, będąc jednocześnie martwym? Kompletnie bez sensu! Ani ludzie, ani nieludzie, ani nawet potwory nie wracały zza grobu, gdy już raz tam trafiły. Na pewno by zauważył, gdyby było inaczej.
Nie dając zatem słowom cwaniaczka choćby minimum kredytu zaufania, odebrał jeno nowy nóż, który - gdy już zgodnie z oczekiwaniami skonfiskowano jego niedopite piwo - zaczął przekręcać między palcami i oglądać, oczekując czegoś ekstra. Oczywiście niczego takiego nie dostrzegł. Nóż jak nóż. Ot nieco lepiej naostrzony niż poprzednie. Żadne cudo. Widział lepsze w warsztacie ojca. Większe. Bardziej imponujące. ... A może to były jednak miecze?

Wtem inny facet, ten, który zabrał jego kufel, postanowił zwrócić się do niego konspiracyjnym szeptem, zbliżając się do niego o wiele za mocno, jak na upodobane standardy. Tanga automatycznie zmarszczył brwi i instynktownie mocniej zacisnął palce na rękojeści trzymanego w garści ostrza, zachowując podwójną czujność.
- ...???
Nie doszło do ataku, za to do próby przekupstwa, którego działania najemnik kompletnie nie pojmował i które nie bardzo wiedział, jak powinien traktować. Spudłować? Miałby... Celowo spudłować? Dlaczego? Po co? Choć może nie tyle o spudłowanie, ile o zmianie celu była mowa, Tanga naprawdę nie widział powodu, aby czuć się do czegokolwiek zobligowany. Zwłaszcza że Smolec nie był jego wrogiem ni przeciwnikiem per se w tej całej zabawie. Mimo iż w pełni świadomie ryzykował, nadstawiając się jako potencjalnie żywa tarcza i Tanga nie czułby się z tego powodu źle, gdyby przypadkiem go trafił, zrobienie czegoś podobnego w pełni świadomie i jednocześnie bezpodstawnie było... Jak powinien to ująć? Nie czuł się z tym w porządku?
Odwracając głowę z powrotem w stronę Smolca i trzymanej przez niego monety, najemnik zajął swoje miejsce i dobrze zważył nóż w dłoni, zanim ustawił się do rzutu, powtarzając ruchy z poprzednich dwóch sekwencji. Zdążył wyłapać już mniej więcej, na czym polega cała sztuka ze sztyletami. Łapiąc więc głęboki wdech i uparcie wlepiając wzrok w nowy cel, zamachnął się.

Karczma „Basen Północny”

62
POST POSTACI
Lindirion
Nowy kolega był zdecydowanie niecodzienny, zresztą, obaj mężczyźni byli dość ekstrawaganccy. Mistrz uśmiechnął się i skinął lekko głową na pokaz Hystericsa. Bardziej jednak zainteresowały go jego dalsze słowa.

- Jakże to się stało, że tyle dusz zamieszkało jedno ciało? - Zrymował mimowolnie, zaaferowany przedstawiającymi się postaciami. Rozjaśnił się jak małe słoneczko, co było dość przerażającym widokiem przy jego bladej cerze i smolistych włosach. - Jeśli nasza misja zakończy się sukcesem, chciałbym przedyskutować tę kwestię, o ile zechcecie mi pozwolić. - Poprosił uprzejmie, gdyż widział w Hysiu pewnego rodzaju anomalię wartą sprawdzenia. Nie wziął pod uwagę, że mężczyzna może mieć po prostu roz...trojenie? -czworzenie? jaźni. - Jak powinienem się do was zwracać, by nie urazić żadnego?

Przyglądając się osobie Hystericsa, Lindirion zupełnie nie interesował się przyziemną rozrywką Tangi ani tym, że ktoś był na tyle bezczelny, by próbować dorwać się do jego sakiewki. Nawet zapachy mu nie przeszkadzały! Co jak co, ale niekiedy jego eksperymenty pachniały dużo, dużo gorzej.

Szczęśliwie, Hysterics był na posterunku i złapał złodziejaszka.

- Doprawdy, cóż za lekkomyślny czyn. - Zawtórował Hysiowi, choć nie wyglądał na tak przejętego, jak być może powinien. W środku jednak zagotowało się w nim ze zdenerwowania. Nie pochwalał tego typu zachować. To dlatego uciekł aż do Varulae, daleko od społeczeństwa, daleko od karczm i lepkich łap kieszonkowców. - Jestem pewien, że więcej tego nie zrobi.

Mistrz uniósł dłoń, a następnie, wydawałoby się, lekko klepnął złodziejaszka w policzek. W rzeczywistości jednak chciał przekierować energię poprzez swoją dłoń, w stronę szczęki złodzieja - zmiażdżyć kości żuchwy i wyłamać zęby! Niech energia zrobi spustoszenie w jego gębie, by już nigdy więcej nie mógł wypowiedzieć choćby słowa! Aby pamiętał, że ręce trzyma się przy sobie.

Karczma „Basen Północny”

63
POST BARDA
Złodziej złapany na gorącym uczynku był właściwie kobietą – mizerną leśną elfką, która dała się zaskoczyć Hystericsowi i teraz spoglądała nań ze złością i szokiem wymalowanym na twarzy. Szarpnęła dłonią, w której trzymała mały nożyk służący zapewne do odcinania kies. I wystarczyło mrugnięcie, aby zniknął on w niebycie, jakby dosłownie się rozpłynął. Dziewka butnie spojrzała na wysokiego najemnika i następnie na Mistrza już z nieco większym lękiem, ale i sprytem. Na krótką chwilę uchyliła usta, by coś prawdopodobnie odpyskować, lecz szybko zrezygnowała z tego, w zamian zbliżając się maksymalnie do Hysta, unikając w ogóle dotyku z Lindirionem.

Widać było, iż ostroucha nie należy do najsilniejszych i żelazny uchwyt Sebastiana był dlań nie do pokonania, lecz ciężkim byłoby nie dostrzec jej zwinności, którą teraz wykorzystała. Podbiegając do mężczyzny w ostatniej chwili zanurkowała do jego pasa, wykręcając schwytaną rękę w taki sposób, w który i Hysterics musiał ją mocno nagiąć. Chcąc nie chcąc poluzował więc uścisk, który to wykorzystala dziewucha, by oswobodzić się z więzienia. Zaczęła czmychać w stronę wyjścia, zaś przy pasie Acadii brakowało jednego kukri. Lindirionowi brakowało zaś sakiewki z zapasem ziół do rytuałów.

Tymczasem Tanga nawet nie widział, że jego towarzysze zajęci są złodziejaszkiem uprzykrzającym ich życie. W jego dłoni leżał nóż, przecudownie wyważony, jakby Smolec dopilnował, aby nie doszło do incydentu w związku ze złym stanem broni. Przeciętniak za to stał z boku i obserwował najemnika bacznie, chyba zastanawiając się zapewne, czy ten przyjmie jego propozycję. Niziołek uchachany od ucha do ucha wlewał w siebie kufel piwa, chytrze spoglądając na całą sytuację.

W końcu zaś ostrze przecięło powietrze i ze świstem wylądowało po drugiej stronie sali. Tanga patrzył, jak przecina dosyć głęboko policzek Smolca i jego ucho, wbijając się w drewnianą ścianę. Wokół niego rozległy się za to gwizdy, ale i śmiechy, oklaski, gdy jedni świętowali wygraną w zakładach, a inni wręcz przeciwnie. Przeciętniakowi na sekundę zrzedła mina, niziołek nadal śmiał się do rozpuku, jakby kompletnie miał gdzieś to, czy chłopak trafił, za to Smolec skrzywiony dotknął swojej twarzy i spojrzał spod byka na Tangę i potem na Kwimira. Na jego obliczu pojawiła się wściekłość, którą postanowił wyładować w dosyć interesujący sposób.

Wyciągnął z drewna zakrwawiony nóż i bez słowa ostrzeżenia rzucił nim w kierunku zdawałoby się tłumu, lecz wprawne, wojownicze oko wychowanka orków wychwyciło, że celował w jedną osobę. I niziołek nawet się nie spodziewał, że stojąc na krześle dla lepszych widoków stanie się doskonałym celem cwaniaczka, który rzucając ostrzem, trafił go prosto w oko, zabijając na miejscu. Ciało Kwimira przez dobrą sekundę jeszcze stało w miejscu, gibając się, po czym runęło na podłogę, wywołując wśród gapiów sekundę ciszy, w której znalazł się Tanga.

Kątem oka Lindirion i Hysterics widzieli zaistniałą sytuację, chociaż ich uwaga była raczej skupiona na złodziejce...

Karczma „Basen Północny”

64
POST POSTACI
Lindirion
Smukła dłoń Mistrza nawet nie musnęła policzka złodziejki. Dziewczę było zbyt szybkie, zbyt zwinne, by w łatwy sposób dać się pozbawić większości zębów, nawet z pomocą Hysia, który jednak jej nie utrzymał. W swej dumie mag nie przypuszczał nawet, że maleńki nożyk elfki może zrobić jakąkolwiek szkodę, ale nie spodziewał się również, że ofiarą kradzieży padnie jego własna kiesa. Nie miał może w niej przydatnych złodziejce majętności, ale skąd mogła wiedzieć, co zdobyła?

- Przyjacielu! - Lindirion uniósł dłoń, by zwrócić na siebie uwagę Tangi. Jego wysoki wzrost pomagał w nawigowaniu ponad tłumem. - Złodziej! Łap!

Uznawszy, że młody Tanga łatwiej przyswoi proste, jednoznaczne komendy, wykrzyknął w jego stronę polecenie i wskazał kierunek, w którym czmyhała elfka. Sam nie miał zamiaru biegać, coś takiego nie przystało osobom jego pokroju.

- Cóż za niefortunne zdarzenie! - Poskarżył się Hystericsowi, lekko trącając go dłonią, zachęcając do pościgu. Sam również ruszył za elfką, choć bez zbytniego pośpiechu. Kątem oka wyłapał upadającego niziołka, który wcześniej zachęcał do rzutów nożem, z rzeczonym nożem w oku. To podsunęło mu pewien pomysł.

- Surge sursus. - Wymruczał inkantację, jednocześnie przejmując kontrolę nad świeżymi zwłokami. Zamierzał zmusić je do zablokowania złodziejce drogi ucieczki. Być może on sam nie biegał, ale nic nie stało na przeszkodzie, by animowany trup przydał się drużynie. Zapomniał, rzecz jasna, o tym, że karczma była pełna gawiedzi, a biegający, dopiero co zabity niziołek może nie być codziennym widokiem. Z drugiej strony, czy Kwimir naprawdę musiał umrzeć po tak celnym ciosie? Zawsze mogli próbować okłamać tłum, spróbować wmówić, że ten salwował się ucieczką. Ludzie nie cechowali się zbytnią inteligencją.

Karczma „Basen Północny”

65
POST POSTACI
Hysterics
Hysterics nie wiedział, co tej dziewce da przytulenie się do niego, nawet tego nie chciał, jednak za nim jego móżdżek zaczął działać i dał Acadii zareagować ta już była poza jego uściskiem. Przez chwilę małą sekundę nie wiedział, co się dzieje, że jak to tak. Jak już ogarnął, zatuptał w złości, chciał od razu sięgnął po kukri, ale nie miał. Zszokowany zerknął na pas, no nie ma no. Po chwili zerknął na miejsce, gdzie była ta mała dziewczyna.
-Ty mała kapuściana, nawet się na obiad nie nadajesz!- Wykrzyczał zły jak nigdy, a z jego ust to była już spora obelga. Chociaż powiedzmy sobie szczerze, nadawałaby się. Ale no kraść jego rzeczy? On kraść może, ale jemu lepiej tego nie robić. Nie chciał wiedzieć, jak bardzo Mistrz był zły, w końcu jego piękne uderzenie też zostało zniszczone.
Szczerze powiedziawszy Lindirion nawet nie musiał zachęcać Hysia do pościgu, gdyż ten na pełnej złości (1) ruszył z kopyta, nie zwracając uwagi na to, że ktoś właśnie stracił życie. Można powiedzieć, że nie zwracał uwagi nawet na innych ludzi, biegł za tą małą, wykrzykując.
-Wracaj tu ty prukwo!

1-
Spoiler:

Karczma „Basen Północny”

66
POST POSTACI
Tanga
- Ah - wydał z siebie, widząc, jak tym razem ostrze zbacza z toru lotu i miast sięgnąć celu, jedynie nieznacznie rani twarz Smolca.
Nic wielkiego, nic poważnego, a już na pewno nic, czym należało się przejmować. Zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę, że sztylet mógł równie dobrze skończyć wbity w facjatę, miast jedynie zarysować skórę.
Czy powinien poprosić o możliwość powtórzenia rzutu? Teraz gdy już dobrze się rozkręcił, szkoda było mu rezygnować z zabawy po zaledwie jednej, mało znaczącej porażce. Jeśli była taka możliwość, chciał spróbować tego samego na ruchomym celu! Sztuka rzucania sztyletami okazała się czymś kompletnie odmiennym od ciskania, ot choćby takimi włóczniami, kamieniami, czy toporkami preferowanymi przez jego braci.
Ponieważ Tanga nie był dobry w myśleniu, które częściej przyprawiało go o ból głowy niż nie, zdecydował po prostu głośno zaznaczyć swoją chęć do kontynuowania gry, gdy oto nagle dostrzegł, jak raniony przez niego mężczyzna sięga z wyjątkowo rozeźloną miną po tkwiącą w desce za nim broń. Czystym przyzwyczajeniem ugiął lekko nogi w kolanach i utkwiwszy czujne oczy w Smolcu, uważnie śledził jego dalsze poczynania, gotów do uniku, a nawet ewentualnego odwetu. Z tym że... To nie on okazał się punktem docelowym dla ponownie wprawionego w ruch sztyletu.
Szeroko otwartymi ślepiami patrzył, jak przemiły niziołek, dzięki któremu miał tyle frajdy przez ostatnich parę chwil ląduje z głuchym łupnięciem na podłodze nagle zbyt cichej karczmy.
- Lubiłem go. Był zabawny - stwierdził krótko na głos, wzruszając jednak ramionami na całe zajście w podsumowaniu.
Tak, niziołek był całkiem przyjazny, ale tak naprawdę kompletnie mu obcy. Nie miało więc większego sensu przejmowanie się jego śmiercią. Zamiast tego, chętnie by się dowiedział, czy i tym razem ktoś nie mógłby mu podać kufla piwa. Ah. Prawdopodobnie nie. Skoro nie trafił... Nie należało mu się... Prawdopodobnie?
Wzdychając cicho, jeszcze raz otworzył usta, bo skoro główny raban ucichł, być może bywalcy karczmy lepiej usłyszą jego propozycję kontynuowania zabawy! Niestety, także i tym razem zmuszony został, by odroczyć swoje zachcianki, gdy wyłapał machającego do niego Lindiriona. WOW! Był wysoki! Musiał być! Tanga potrafił to stwierdzić po tym, jak jego głowa górowała ponad tłumem!
W ciszy oraz zastoju, jaki zapanował po nagłym uśmierceniu Kwimira, nie trudno było wypatrzyć jedyną osobę, która usilnie starała się przedrzeć przez tłum i dostać do wyjścia z oberży. "Złodziej", nazwał osobę wysoki, tyczkowaty mężczyzna o śmiesznie długich uszach, z którym rzekomo miał pracować. Tanga nie lubił złodziei. Zawsze pchali łapy tam, gdzie trzymał swoje rzeczy. Po co, skoro i tak kończyli później pozbawieni życia albo z połamanymi palcami?
Mrużąc oczy i marszcząc brwi, jeśli tylko miał taką możliwość, od razu sięgnął po najbliższy kufel, krzesło lub zydel, aby zamachnąć się nim i bez ostrzeżenia cisnąć w stronę bezczelnego złodzieja, zanim sam skoczył w tym samym kierunku, torując sobie drogę własnym ciałem, bez skrupułów odpychając i odtrącając stojącą mu na drodze gawiedź. Jeśli jednak nie miał pod ręką niczego, czym mógłby opóźnić uciekiniera, po prostu zagrzmiał na całe gardło "Z DROGI", zanim zaczął się przedzierać.

Karczma „Basen Północny”

67
POST BARDA
Znajdujący się w karczmie ludzie i nieludzie średnio zainteresowali się uciekającą złodziejką, przed sobą mając istną karczemną bójkę, której zamierzali sami się oddać. Przeciętnie wyglądający mężczyzna, widząc, że Smolec wycelował w Kwimira, z sapnięciem wyciągnął krótki miecz zza pasa i rzucił się w stronę cwaniaczka. Gdyby Tanga był mądrzejszy, zrozumiałby, że prawdopodobnie niziołek i człowiek czyhali wcześniej na życie ich towarzysza, ale próbowali stworzyć słynny "wypadek przy pracy" – gdy jednak miły Kwimir padł domniemanie martwy na ziemię, temu drugiemu puściły już hamulce. A reszta... cóż, dość powiedzieć, że aktualna sytuacja była zarzewiem typowej bójki, która właśnie rogorzała między rzezimieszkami rezydującymi w tawernie. Karczmarz widząc, co się święci, wycofał się na zaplecze, wiedząc zapewne, że nie powstrzyma tłumu przed wymordowaniem siebie nawzajem.

W tym samym czasie w karczmie wydarzyły się również inne rzeczy. Po pierwsze, niziołek z nożem głęboko w oku nagle drgnął i niemrawo zaczął wstawać. Jego tłuste cielsko zafalowało, a resztki gałki ocznej przemieszane z krwią na jego policzku wyglądały dosyć przerażająco. Tylko Lindirion zdołał wychwycić znajome, puste spojrzenie zdrowego oka znaczące o fakcie, że dusza ulotniła się z tego ciała. Niziołek zaczął biec chybotliwie w stronę drzwi, gdzie uciekała elfka. W tym samym czasie mogący to zauważyć Tanga chwycił za krzesło, z którego niedawno zleciał Kwimir i zamachnął się nim w stronę złodziejki, samemu zaraz się tam kierując.

Hysterics, któremu zza pasa zniknęło coś całkiem cennego wybiegł także za dziewczyną, rzucając przy tym inwektywami, które w innych okolicznościach wywołałyby ciarki na plecach postronnych. I zaraz też ujrzał, jak z zawrotną prędkością obok niego przelatuje krzesło lądujące prosto na plecach elfki. Biegnąca ostroucha zachwiała się i upadła na kolana, zaraz jednak wstając. Acadia, czy kto akurat tam był w posiadaniu ciała ujrzał jedynie błysk własnego ostrza, gdy triumfalnie właśnie stanął nad dziewczęciem.

Lindirion i biegnący tam dopiero Tanga widzieli, że niziołek dobiega na swych krótkich nogach do elfki, która właśnie atakowała kukri Hystericsa. Sam atakowany i idący w jego stronę Wysoki Elf wiedzieli, że to kwestia sekundy. Ktoś mógł coś zrobić jeszcze, jeśli chciał.

Karczma „Basen Północny”

68
Nowi towarzysze Mistrza mieli w sobie werwę godną pozazdroszczenia. Niestety, podniesiony z żywych Niziołek nie mógł im dorównać, jednak dzielnie przebierał nogami, chcąc dogonić Tangę i Hysia. W gałce ocznej spływającej po jego policzku było coś poetyckiego, artystycznego... Jednak jego danse macabre nie przyciągnęło tyłu spojrzeń, ile być może powinno. Lin czuł się odrobinę zawiedziony, widząc, że jego mały pokaż musi obyć się bez braw.

Spotkanie z nowymi kolegami nastąpiło ledwie kilka chwil wcześniej, a już było diabelnie kłopotliwe. Nie dość, że zabrano im cenne przedmioty, wydawało się, że Hysterics będzie im za chwilę dotrzymywać towarzystwa jako ożywiony trup. °Lindirion był ciekaw Hystericsa, mnogości jego dusz i zamiłowania do kapuścianych głów, które nie musiały być z kapusty. Na szczęście Mistrz miał w swoim posiadaniu mięso - dosłownie, gdyż nie widział tragicznie zmarłego Niziołka jako niczego innego.

Wykorzystując swoją władzę nad jego postacią, chciał zwalić go z nóg, prosto na elfkę, jak również na jej ostrze, jednocześnie ochraniając Hystericsa ciałem sługi.

Karczma „Basen Północny”

69
POST POSTACI
Tanga
Ah, karczmienne bójki! Piękna sprawa! Jedyny typ rozrywki, jakiego zazwyczaj w nich zaznawał, gdy już zdarzyło mu się je od święta odwiedzać. Gdyby nie sprawa ze złodziejką, Tanga jak nic rzuciłby się w samo centrum burdy tylko po to, żeby powybijać kilka zębów lub poprzetrącać przypadkiem parę karków. Gdyby tak jednak było, trudno powiedzieć, czy którykolwiek ze wciąż dychających "towarzyszy" Kwimira mógłby czuć się bezpieczny. Może to więc i lepiej, że zupełnym przypadkiem nie zdołali wkręcić go w swoją prywatną potyczkę? Tymczasem, krzesło trafiło celu podobnie, jak wcześniej większość z ciskanych przez niego noży. Wielce z siebie z tego powodu zadowolony, zaczął więc również przedzierać się w stronę wyjścia, szybko opuszczając największy tłok i zgiełk. Zamiast jednak skupić się na swoim nowym celu, jego wzrok przykuł raczej niziołek, który... Winien być chyba martwy?
- Twardszy niż wygląda! - zdziwił się na głos, w którym zabrzmiała nutka szczerego podziwy, gdy zwalniał kroku, aby móc lepiej przyjrzeć się na nowo żwawemu Kwimirowi.
Tandze nigdy nie przyszłoby do głowy, że ktokolwiek mógłby ot tak podnieść się po równie śmiertelnym ciosie, i jak gdyby nigdy nic, jeśli nie licząc rzecz jasna śmiesznie pijanego kroku, uznać za stosowne opuścić przybytek. Był pod wrażeniem! naprawdę był!
Niczym kaczuszka, podążał w ślad za niziołkiem, na dłuższą chwilę zupełnie zapominając o osobie, która rzekomo dobierała się do sakiewek jednego z jego nowo upieczonych kompanów. Dopiero gdy znalazł się dostatecznie blisko, aby cała scena stanęła mu przed oczami, z elfką zamierzającą zaatakować Hystericsa jego własną bronią, zdołał przypomnieć sobie, co było w jego oryginalnym zamyśle.
Zwalniając miast przyspieszyć kroku, z jeszcze większą ciekawością obserwował rozwój zdarzeń, sięgając przy okazji niemalże leniwym ruchem za siebie, ściągnął glewię i oparł trzonek jej drzewca o gołą ziemię. Nie planował i nie zamierzał tym razem interweniować, o ile drugi z jego nowych kompanów nie zdoła sam sobie poradzić z problemem. Mowa była przecież o jednej, dość chuderlawej z pozoru dziewczynie. Wątpił, by zdołała uciec, terazteraz gdy już znalazła się w swojej, dość godnej pożałowania pozycji. Jeśli zaś mężczyzna o ciekawej fryzurze nie będzie w stanie się nią zająć-... Cóż. Tanga przynajmniej będzie od razu wiedział, że pomylił się w swojej pierwszej ocenie.

Karczma „Basen Północny”

70
POST POSTACI
Hysterics
Powiedzmy sobie szczerze, że nawet się zdziwił, jak obok niego przeleciało krzesło. Można powiedzieć, że nawet lekko się wzdrygnął, ale dalej biegł do dziewki. Już chciał się na nią rzucić, przydusić, a może i nawet ugryźć. Nie to nie 50 lyc Sakirowca w wykonaniu Hysia, on chciał jedynie sprawdzić, czy się nada na obiad. Ale ta myśl tak szybko mu wypadła z głowy, jak szybko się pojawiła, gdyż musiał szybko wykminić coś innego. Widząc błysk swojego ukochanego ostrza, praktycznie od razu chciał zareagować, chcąc wyciągnąć swoje kukri i zablokować jej uderzenie. Jeżeli udało mu się zablokować jej atak, Hyś będzie chciał zrobić, tak by wybić jej jego własność i sprawić by była bez broni. A później to się pomyśli co dalej zrobić. Na pewno nie będzie chciał, aby uciekła.
Jeżeli jednak jego blokada się nie powiedzie, nie pozostanie dłużny młodej dziewczynie i bez większych skrupułów, będzie chciał machnąć swoim ostrzem idealnie pod brodą małej nieznajomej. Ból nie jest tutaj przeszkodą.
Chciał zrobić to wszystko, oczywiście, jeżeli nowo powstały trup nie ochroni go, jeżeli ochroni go, to z całej siły popchnie cielsko na tę dziewczynę i w sumie poleci razem z nimi. Z nadzieją, że mała dziewka będzie najniżej w kanapce.
Niezależnie od tego, co się stanie, na twarzy Hystericsa widniał paskudny grymas, zaś robią to wszystko krzyczał, z całym sił. Nie był to najcichsza osoba, ale już o tym wiadomo.

Karczma „Basen Północny”

71
POST BARDA
Być może w innych, spokojniejszych okolicznościach dzieło Mistrza zostałoby przyjęte z większą trwogą. Teraz jednak spowodowanie śmierci Kwimira wprawiło w ruch cały łańcuch wydarzeń, w którego natłoku wstające ciało zwyczajnie zostało zignorowane, czy raczej – niezauważone. Wokół, za niemą namową Tangi, zaczęły latać meble, a podczas gdy cwaniaczek i jego rywal siłowali się z sobą, tańcząc i przewracając krzesła, reszta także wyciągała noże, zaciskała pięści i wbijała się w bezkształtną masę, którą stała się karczma. Słychać było jęki, krzyki i odgłosy łamania szczęk.

Tanga jako jedyny zaaferowany podążał za trupem biegnącym na ratunek Hystericsowi i ferajnie, dopiero na finiszu przypominając sobie o tym, dlaczego w ogóle ruszył w tamtą stronę. Wyciągnął swoją glewię, którą zatrzymał w dłoniach, z dziecięcą ciekawością przyglądając się wydarzeniom rozgrywającym się przed jego oczami. Lindirion zaś jako najwyższy w tym budynku widział wszystko doskonale, a także mógł niczym mistrz marionetek poruszać kolejnymi pionkami po planszy. I tak też się właściwie stało.

Kukri leciało nieuchronnie w stronę brzucha... Acadii i reszty i wydawałoby się, że tam dotrze, zanim atakowany jakkolwiek zareaguje. Jednak tuż przed chude ciałko mężczyzny wparował znikąd niziołek z nożem w oku, przyjmując na swoją klatkę piersiową cięcie. Kwimir nie czekał nawet na dokończenie ciosu, bowiem z pomocą Lindiriona i Hystericsa zwalił się na ostrze i na elfkę, przygniatając ją z powrotem do podłogi i na resztki krzesła leżące wokół. Na nich położył się Hysterics, ale nie musiał właściwie wiele robić – niziołki z natury były tęgie, więc ciężar kontrolowanych zwłok wystarczył, by unieruchomić dziewczynę. Kukri upadło obok niej.

Wrzask wydarł się z jej gardła, gdy niewidząca, martwa twarz niziołka pojawiła się tuż przy niej. Zaczęła szarpać się, na razie bezskutecznie, a nawet jedną ręką próbowała wrócić do zabranego Hystericsowi ostrza. De facto była zdana na łaskę trójki nowych współpracowników.
Spoiler:

Karczma „Basen Północny”

72
POST POSTACI
Hysterics
Hysie przeżył, Acadia o mało się nie przeżegnał, czy nie wykonał innego okazania bóstwu szacunku, w którego i tak nie wierzył. Trzeba przyznać, że facet się wystraszył lekko, gdyż nie było czasu na ewentualny ich ratunek. Jednakże widząc, że jakieś ciało mu zasłoniło małą dziewczynę, a Hysterics nie rozpoznał go. Żaden z jego współpracowników nie był tak niski i grubiutki, wiec uznał, że spokojnie może się na niego rzucić i przygnieść, iść dwójkę a szczególnie dziewczynę. Później będzie się zastanawiać, kim był ten ktoś. Plan się powiódł, właśnie sobie cała trójka leżała szczęśliwie na podłodze. Hysie zaśmiał się, jakby działa się najlepszą zabawa, widać było, iż w jego oczach aktualnie było szczęście. No powiedzmy sobie szczerze, mieli się z czego cieszyć. Hysterics, bo dobra zabawa, Acadia, bo żyją, a trzeci? Trzeci nawet nie ogarnął, że coś się dzieje. Jak zwykle.
Kątem oka, mężczyzna zauważył swoje ostrze, nie chcąc schodzić z dziewczyny, wziął je, a następnie pochylając się bardziej, i przytulając się do ciała Niziołka, chciał przyłożyć jej sztylet do gardła. Zapewne teraz do jego nosa doszedł zapach krwi, co sprawiło, że oblizał usta i szeroko się uśmiechnął.
-Czuję, że komuś leci krew. Słodko. - Powiedział niby do dziewczyny, ale jednak nie do niej tylko do Acadii.
-Nie marnuj czasu na podniecanie się krwią, wiem, ładnie pachnie. - Powiedział w umyśle Acadia całkiem spokojnie. - Ale trzeba tej dziwce zapłacić za to co zrobiła i za to, co chciała zrobić. Kurwa jedna.- Ostatnie zdanie wręcz wykrzyczał, aż Hysterics który miał teraz ciało skrzywił się. Nie było to najmilsze uczucie na świecie.
-Ale co mam z nią...- Nie powiedział do końca, gdyż Acadia uznał, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Aktualnie patrzył się na dziewczynę, ciągle przykładając ostrze do jej gardła, jeżeli mu się to udało, to nawet nieco mocniej je przycisnął. Jeden zły ruch, trącenie jego lewej ręki i po dziewczynie.
Mężczyzna miał aktualnie wzrok wściekłego psa, psa, który chciał za wszelką cenę zabić swoją ofiarę, czekał tylko. Właśnie na co? Sam się zastanawiał. Chyba na zdanie reszty, w końcu nie pracują sami, może któremuś będzie ta dziewczyna potrzebna. Liczył, że nie.
Cóż jeszcze nie wiedział, że żyje tylko dzięki jednemu z jego nowych współpracowników.

Karczma „Basen Północny”

73
POST POSTACI
Tanga
Widząc, jak dwa ciała bezlitośnie przygważdżają złodziejaszka, Tanga wydał z siebie pełne zaaferowania: "Ah!", zanim wreszcie spuścił nieco z gardy. Lekkim truchtem pokonał ostatni odcinek oddzielający go od zwalonych na siebie wzajemnie osób, aby lepiej móc przyjrzeć się całemu zajściu. Nigdy sam nie wpadłby na nic podobnego! Co za zabawna taktyka!
Niczym pies, który po raz pierwszy spotkał na swej drodze jeża, obszedł humanoidalną piramidę dwukrotnie, zanim wreszcie zatrzymał się niespełna metr od głowy elfki, aby też zaraz za nią przykucnąć i lekko nawet szturchnąć końcówką trzonka wciąż trzymanej sztywno między dłońmi broni.
- Malutka - skomentował elfkę, przypatrując się jej wykrzywionej w bólu i frustracji twarzy, zanim podniósł absolutnie niewinne spojrzenie na bardzo wyraźnie niepocieszonego mężczyznę, którego imienia nie zapamiętał, ale który aktualnie wciąż przyciskał nóż do gardła dziewczyny. - Nie zamierzasz jej dobić? - zapytał ciekawsko.- Myślę, że i tak ma już coś zmiażdżonego.
Tanga nie lubił niepotrzebnie pastwić się nad swoimi przeciwnikami. Zwłaszcza gdy ci ewidentnie nie nadawali się dłużej do walki. Swoją drogą... Czyżby leżący na dziewczynie niziołek także był teraz w ich paczce? Może był od początku i Tanga zwyczajnie o tym nie wiedział? W końcu pomógł zatrzymać złodziejkę!

Karczma „Basen Północny”

74
POST POSTACI
Lindirion
Niziołek upadł na kobietę, nadziewając się na nóż niczym kawałek mięsa na patyk do szaszłyka. Zadrgał jeszcze parę razy, najwyraźniej podejmując próby powstania spod Hystericsa, ale jednocześnie dociskając elfkę do podłoża. Widząc, że jego mięsna kukiełka utknęła, Lindirion przerwał kontrolę. Podziurawiony niski mężczyzna miał prawo krwawić na złodziejkę, a może nawet rozlać na nią swoje wnętrzności, gdy rozerwano jego powłoki brzuszne, gdy podrygiwał na ostrzu.

- Czyż to nie wspaniałomyślne? Niziołek poświęcił się, by uratować naszego przyjaciela. - Powiedział Mistrz, na tyle głośno, by każdy, kto wyszedł by gapić się na wydarzenie, mógł przyjąć do wiadomości, jaka miała być wersja wydarzeń.

Lindirion podszedł do kanapki i stanął po stronie przeciwnej, niż Tanga. Grzecznie splótł dłonie za plecami.

- Spieszmy się. Chciałbym odzyskać moje własności. - Poprosił Hystericsa. - Zwłoki nie będą problemem. - Dodał ciszej.

Karczma „Basen Północny”

75
POST BARDA
Elfka pisnęła, czując na swoim gardle przyciśnięte ostrze. Odrobina krwi wydostała się przez świeżą ranę, jednak to, co czuł Hysterics i spółka było juchą wykrwawiającego się niziołka. Ta zalewała dziewczynę, oblepiając ubrania i zasychając na skórze - utrudniając jej także ruchy, oczywiście nie wspominając dwóch ciał przygniatających ją i zapierających jej dech w piersiach.

Niewiele osób było zainteresowanych rozgrywającą się tutaj akcją, ale Lindirion wiedział, że ostrożności nigdy dosyć. Dlatego też w jego interesie było upewnienie się, że nikt nie posądzi go o bądź co bądź nielegalne zagranie, jakim była nekromancja. Patrząć zaś po okolicy, wszyscy zajęci byli sobą, łącznie z byłymi towarzyszami kurdupla aktualnie tarzającymi się po podłodze. Tęższy z mężczyzn właśnie podduszał nożownika, który rozpaczliwie grzebał sobie po kieszeniach w poszukiwaniu zapewne kolejnego z ostrzy. Reszta albo rozwaliła na swoich plecach krzesła i zaczęła się rozchodzić, albo do samego końca prała się po mordach.

- N-nie róbcie tego! - powiedziała znikąd elfka, wyjątkowo słabym głosem, który mógł być spowodowany ostrzem przy jej gardle. - Ja pomogę w... czymkolwiek. Nie byłam złośliwa, chciałam tylko przeżyć. Błagam... - na jej policzkach pojawiły się łzy, gdy spoglądała głównie na Hystericsa, to na Tangę, a nawet na Lindiriona, którego chyba nieco bardziej się bała przez jego ostatni komentarz.

Spoiler:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ujście”

cron