Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

31
Jak się niebawem okazało, dwie kobiety, które mi towarzyszyły w drodze do głównej sali, parały się magią. Nie miałam w stosunku do tego żadnych konkretnych odczuć, ani mnie to nie rajcowało, ani nawet zbytnio się tym nie interesowałam. Dobre było chociaż to że była spora szansa na to że nasze umiejętności będą się wzajemnie uzupełniały. Zadanie które zostało nam przeznaczone, okazało się być całkowicie w moim klimacie. Nie dość że głównym zadaniem było podprowadzenie czegoś, to jeszcze jako dodatkowe zadanie, zostało nam powierzone pozbycie się jednego z Palrantów. Zadowolona z faktu iż będę podczas zadania w swoim żywiole, uśmiechnęłam się nieznacznie, wysłuchując reszty informacji oraz następującej po nich wymianie zdań.
- Ja również z chęcią przyjmę pomoc kogoś kto jest lepiej zaznajomiony z tym miejscem oraz wszelkimi obyczajami tutaj panującymi. Miejscem noclegu w karczmie również nie pogardzę, ponieważ sama nie miałam jeszcze okazji aby znaleźć tutaj miejsce spoczynku. - powiedziałam spokojnym tonem.

Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

32
POST BARDA
Mężczyzna, który przedstawił się jako Savos, uśmiechnął się i skinął głową w odpowiedzi na powitanie ze strony kobiet. Poza swoim jednym komentarzem nie wtrącał się już więcej w ich rozmowę z pracodawcami, pozwalając im samodzielnie zdobyć informacje, jakich potrzebowały.
- Bardzo szybko - Ystre odpowiedziała krótko na pytanie Durgi. - Im więcej damy im czasu, tym lepiej będą mogli się przygotować. Tym więcej ludzi zrekrutują, tym więcej narobią zamieszania w założeniach Kali. Nie ma określonego terminu, ale wam też będzie tym łatwiej, im szybciej się za to zabierzecie. Palrant jeszcze nie wie, że zdajemy sobie sprawę z jego planów. Niedługo może do niego dotrzeć informacja o wycieku. Nie ma na co czekać.
Naturalnie, medal jak zawsze miał dwie strony. Im mniej czasu poświęcą na przygotowania, tym większe ryzyko będą podejmować. Ale chyba lepiej było podjąć ryzyko samemu stanowiąc element zaskoczenia, niż wpakowywać się w przygotowaną na atak rezydencję za trzy dni? Cóż, ta decyzja należała już do nich.
Na pergaminie, przejętym przez Loyrę, nie było żadnych zapisków, co nie znaczyło, że jego zawartość nie była dla niej satysfakcjonująca - gdy rozwinęła kartkę, jej oczom ukazał się schemat rezydencji, do której mieli się udać. Szczegółowo rozrysowane umiejscowienie zbrojowni względem dużego domu, podział budynku na pomieszczenia, wraz z opisami w niektórych miejscach. Wyglądało na to, że Lwia Lilia miała swoje sposoby zdobywania przydatnych informacji. A może po prostu miała szpiegów wśród służby Palrantów?
- Żadna szlachta nie współpracowała i nie współpracuje z zielonoskórymi, Durga - dodał niechętnie Trev. - Nie łudź się.
- Laurence Palrant ma niespełna dwadzieścia lat. Nie ma umiejętności magicznych, jeśli o to pytasz
- odezwała się ponownie elfka. - Ale jest wyjątkowo niebezpieczny, gdy dać mu miecz do ręki. Na waszym miejscu spróbowałabym go dorwać gdy będzie sam i z daleka od broni. To chyba oczywiste, prawda?
Siedzący obok brodaty mężczyzna wciąż skrobał coś w zapiskach z dużym zaangażowaniem, nie angażując się w dyskusję, choć po tych słowach zerknął krótko na swoją towarzyszkę. Niestety, przez jego gęsty, kryjący większość twarzy zarost i panujący w sali półmrok, trudno było wywnioskować cokolwiek z tego spojrzenia.
- Siedźcie gdzie chcecie. Pod Gryfem możemy zapewnić wam spokój i za was chwilowo poręczyć - Ystre zerknęła na orczycę. - Ale jeśli tam dogadaliście się wystarczająco dobrze, nie widzę przeszkód, żebyście zostały w innej karczmie. Nie mogłoby mi być bardziej obojętne, gdzie będziecie nocować. Ustalcie to między sobą. Savos też ma tam pokój, jeśli dobrze pamiętam.
- Źle pamiętasz, Ystre. Ale mogę mieć - Olia podniósł się z krzesła z niechętnym westchnięciem. - Jak szanowne panie uzgodnią, co chcą ze sobą zrobić dzisiejszego wieczoru, to się dostosuję.
- Jak miło z twojej strony
- elfka parsknęła suchym śmiechem, na co wąsacz odpowiedział krzywym grymasem.
- Wiesz, że jestem uprzejmy i bezkonfliktowy.
- Mhm -
mruknęła Ystre bez przekonania, by zaraz po tym wyprostować się i oprzeć łokcie o blat stołu. - Jeszcze jakieś pytania? Jeśli nie, nie ma co tego przedłużać, nie będziemy was tu dłużej trzymać.
Obrazek

Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

33
Jakże miło - Loyra pomyślała o tym, że przydałby się schemat pomieszczenia i akurat go otrzymała. Zdecydowanie ją to ucieszyło, co ukazała poprzez nieco mocniejszy uśmiech niż zwykle. Skupiała się na analizowaniu wszystkich szczegółów, których zdecydowanie nie brakowało. Było tu dużo do przejrzenia, zdecydowanie będzie musiała podzielić się tym potem z koleżankami i kolegą z grupy. Myślała przez chwilę o tym chłopaku, którego mogą "dodatkowo" zabić. Zdecydowanie się w tym nie specjalizowała, a już na pewno nie myślała o tym jak wyeliminować kogoś, kto jest mistrzem szermierki. To będzie robota dla tamtej wschodniej Elfki, albo dla Orczycy. Albo dla Savosa? Nieistotne - liczyło się to, że to nie Czarodziejka będzie o tym myśleć.

Odezwała się dopiero gdy temat noclegu ponownie powrócił.
- Cóż, na pewno będziecie mogli spodziewać się mnie Pod Gryfem. Może potem uda mi się zorganizować sobie coś innego, ale do tego czasu chętnie skorzystam z oferty.- wyszczerzyła się, zerkając spod schematu na resztę towarzystwa.- Ja już nie mam pytań, więc jeśli moi bardzo bystrzy i na pewno dociekliwi koledzy też nie mają, to w zasadzie możemy już iść. C-chyba, że macie, to pytajcie. Zachęcam.- rzuciła raczej szybko, faktycznie powoli szykując się do drogi. Zwinęła schemat i schowała go sobie do torby. Będzie musiała go pilnować. Na pewno nie odda go nikomu innemu. Lubi trzymać takie rzeczy przy sobie.

Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

34
Orczyca potarła kark, nieco bezwiednie rozmasowując napięte nieco mięśnie, kiedy słuchała odpowiedzi zleceniodawców. Cóż, nie spodziewała się jakoś mocno, żeby ktokolwiek w mieście miał mieć ciepłe uczucia względem jej rasy - szlachta nie była najwyraźniej wyjątkiem. Na szczęście robota miała raczej krótkoterminowy charakter, więc i tak czasu na długoterminową infiltrację nie będą miały. Gorzej, że pewnie będzie musiała w takim razie skorzystać z magii, aby realnie pomóc pozostałym... na razie bowiem nie miała pomysłu na to, jak może się im przydać - może poza przygotowaniem trucizny, która skróci szybko życie panicza Palranta. O ile oczywiście uda im się ją podać człowiekowi... ale o tym będą jeszcze dyskutować - w końcu na tym będzie polegać ich zadanie.

Widząc, że Loyra rozwinęła pergamin, przysunęła się nieco, żeby móc go również obejrzeć. Plan posiadłości, do tego dość dokładny - na pewno im się przyda. Durga już planowała wymusić na wspólniczkach, aby nauczyły się go na pamięć - znajomość układu pomieszczeń może być w końcu krytyczna dla sukcesu akcji. Potem jeszcze przyjrzy mu się dokładnie.

- Przeniosę się chyba w takim razie również Pod Gryfa. Łatwiej będzie nam się zorganizować w ten sposób. Najlepiej udać się tam od razu, przedyskutujemy informacje, które otrzymałyśmy od was i zastanowimy się, jak najlepiej podejść do zlecenia. Co do pytań... w sumie jedyne jakie mi pozostało, dotyczy jeszcze młodego Palranta - czy wiadomo coś odnośnie jego upodobań, miejsc w który lubi bywać, charakteru? Im więcej będziemy o nim wiedzieć, tym lepiej będziemy w stanie zagrać na jego słabościach i wyeliminować. Szermierka i brak zdolności magicznych to oczywiście dobry początek. -
KP

Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

35
Kiedy Loyra rozłożyła dokument otrzymany dokument, zbliżyłam się do niej aby również przyjrzeć się temu co jest tam zapisane. Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu, nie było tam zapisanych żadnych bezużytecznych informacji, tylko rozrysowany został tam schemat całej rezydencji, która była naszym celem. Dokładnie przestudiowałam rysunki aby w miarę możliwości zapamiętać rozkład budynku a przynajmniej położenie ważniejszych pomieszczeń oraz samej zbrojowni. Następnie kiedy Ystre zaczęła opisywać Laurenca, zamieniłam się w słuch. A więc trafił nam się wirtuoz miecza, hmm? No cóż, w takim razie możliwe że nie dość że będę miała okazję się wykazać podczas samej kradzieży, możliwe że również będę miała szansę postawić przed próbą umiejętności walki jakich nabyłam pod naukami płomiennowłosej zabójczyni, która zabrała mnie ze sobą z Taj'cah. Oczywiście wierzyłam w mój kunszt, jednak słowa elfki były dość jednoznaczne i nie mogłam pozwolić aby moje duma i pycha sprawiła że podejdę do potencjalnej walki z szlachcicem lekceważąco, koniec końców, on mógł być szkolony w walce od najmłodszych lat, więc miał swego rodzaju przewagę nade mną.
- Właściwie to ja również nie mam żadnych pytań i skorzystam z możliwości zakwaterowania Pod Gryfem. - powiedziałam krótko i również przygotowałam się do wyruszenia.

Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

36
POST BARDA
Ystre pokręciła głową.
- Więcej nie wiem. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat chłopaka, musicie to zrobić na własną rękę. Szczerze mówiąc, zastanawianie się nad tym, co gówniarz lubi, a czego nie lubi, było najmniejszym z moich zmartwień ostatnio.
Rudowłosa kobieta za ich plecami przywołała kogoś gestem i teraz rozmawiała z nim cicho, zerkając na nowo przybyłą trójkę, ale byli zbyt daleko, by dało się rozróżnić poszczególne słowa. Szybko jednak Savos odwrócił ich uwagę od tamtych, podchodząc do kobiet bliżej i krzyżując ręce na klatce piersiowej. Teraz mogły przyjrzeć mu się dokładniej; mężczyzna miał na sobie sfatygowany, ale dobrej jakości skórzany płaszcz, a u pasa zawieszoną miał niewielką kuszę. Włosom, utrzymanym w dość sporym nieładzie, nie poświęcał wyraźnie tyle uwagi, co starannie przystrzyżonym i ułożonym wąsom. Dość imponującym, trzeba było przyznać, jak na jego nieszczególnie wysoki wiek. Tak na oko mógł mieć trzydzieści, może trzydzieści pięć lat - o ile którakolwiek z nich potrafiła oszacować potencjalną liczbę przeżytych wiosen u człowieka.
- Zaprowadzę was. Jeśli nie macie więcej pytań, to możemy ruszać. Chociaż... - przeniósł wzrok na półorka. - Trev, jakieś środki na ewentualne wydatki związane z misją?
- Jakie wydatki?
- No wiesz, najęcie tragarzy, przekupienie kogoś, sprzęt, szeroko pojęte usługi...
- Szeroko pojęte... usługi? Jak bardzo szeroko, Savos?
- w głosie półorka zabrzmiało rozbawienie, a jego brwi powędrowały w górę.
- Chyba zależy nam na powodzeniu tego przedsięwzięcia, czyż nie? Nigdy nie wiadomo, co przyniesie los - rozłożył ręce, spoglądając najpierw na Ystre, a potem z jakiegoś powodu przez ramię, na rudowłosą kobietę w żółtej bluzce, której kąciki ust też uniesione były w lekkim uśmiechu. Skinęła głową, a elfka westchnęła i szturchnęła siedzącego obok brodacza.
- Dajże mu coś, zanim nas wykończy - poleciła. Chwilę później w dłoni Savosa wylądowała sakiewka, może nieszczególnie ciężka, ale chyba całkiem wystarczająca. Rzucił trójce kobiet triumfalne spojrzenie, a potem, mocując sobie mieszek do pasa, ruchem głowy wskazał zasłonę, przez którą przyszły niespełna pół godziny temu. I gdy cała przydzielona do sprawy Palrantów czwórka znalazła się poza główną salą teatru, Olia odwrócił się do nich, wciąż zmierzając w kierunku wyjścia z budynku - choć teraz szedł tyłem. Najwyraźniej znał tę drogę na pamięć.
- Co wy byście beze mnie zrobiły, hm? - zagadnął. - No więc tak. Idziemy do Gryfa. Karczmarz to nasz człowiek, nie będzie mieć problemów, nawet z zieloną. Z Trevem też nie miał, nawet zanim się spiknął z Lilią. Nie spodziewajcie się tylko, że każda dostanie swój pokój. To mała tawerna, nie jakiś moloch dla bogaczy. Głodne?
Ostatnie pytanie rzucił, wychodząc na zewnątrz. Słońce już praktycznie zaszło za horyzont, zostawiając tylko pomarańczową łunę na ciemnym niebie. Gdzieniegdzie pozapalano już latarnie uliczne, ale w większości miejsc musiały wytężać wzrok, by swobodnie poruszać się po uliczkach. Savos zaprowadził je na jedną z głównych dróg, którą przemieszczać się było znacznie łatwiej.
- Dziesięć minut i będziemy na miejscu - Olia poinformował swoje towarzyszki, by znów zerknąć na nie, tym razem nieco uważniej. - Pierwszy raz w Ujściu?

Spoiler:
Obrazek

Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

37
Cóż...jak na opinię Loyry, grupa otrzymała już wystarczająco informacji. Na szczęście reszta się z nią zgadzała, dzięki czemu nowo uformowana czwórka mogła po prostu stąd wyjść. Elfka wyszła raczej szybko, trzymając się boku Savosa, który zapewne wiedział o tym mieście o wiele więcej niż ktokolwiek stąd. Nawet jeśli wiedziała, że ich przewodnik jest tu nie po to, by ułatwić im życie a po to, by upewnić się, że żadna z tej trójki nie jest zdrajczynią. Uznała to w zasadzie za sprytne - Wysoka Elfka pewnie sama by tak zrobiła, gdyby to od niej zależało.

Początkowo nie słuchała monologu mężczyzny. Kiedy jednak zadał pytanie, wyrwała się z lekko z zamyśleń.
- Co? Um...tak, to mój pierwszy raz w Ujściu, raczej nie gustuję w...tego typu miejscach. Nie żeby mi się nie podobało, ale...- lekko się uśmiechnęła i posłała Savosowi przyjazne spojrzenie.- Jestem z Oros...w sumie byłam. Raczej nie ma opcji bym tam kiedyś wróciła.- w zasadzie nie wiedziała za bardzo po co zdradzała tę informację. Nie musiała, nikogo to raczej nie obchodziło i zapewne dało się to i tak wywnioskować po akcencie. Z drugiej strony jednak, zawsze dobrze było podtrzymywać konwersację. Była to jakaś okazja by dowiedzieć się nieco o nowych sojusznikach.

- W sumie to bym coś zjadła. Oczywiście zapłacę za siebie, to żaden problem.- stwierdziła po chwili ciszy, odpowiadając przy okazji na pytanie zadane nieco wcześniej. Człowiek ten przypomniał jej o tym, że faktycznie wypadałoby coś zjeść.

Teatr im. Dwarra Bursztyna - północna część Ujścia

38
Obserwowałam z uznaniem jak Savos bez większego problemu wynegocjował dodatkowe środki dla naszej grupy. Mężczyzna miał głowę na karku i jak widać, był również znany i poważany w swoich kręgach co z pewnością było dla naszej grupy czymś dobrym. Kiedy skończyliśmy już rozmowę, mogliśmy ruszyć do naszej nowej "bazy wypadowej", która będzie miała miejsce w karczmie Pod Gryfem.
- Ja również nie byłam nigdy w Ujściu, jednak mam szczerą nadzieję że cała ta operacja będzie owocna. Również bym coś przekąsiła, droga była jednak dość długa a po przybyciu tutaj nie było czasu zajmować się takimi trywialnymi sprawami jak jedzenie. - powiedziałam nieco oschłym głosem, podążając za Savosem, który najlepiej wiedział dokąd idziemy i z pewnością nas doprowadzi na miejsce.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ujście”

cron