Dom Ibrerta Ulisa

31
POST BARDA
— Żartuję, spookoojniee~ — Sylvia z psotnym uśmieszkiem badała jego reakcję — Muszę tylko się osuszyć. Może zmrużę nieco oczy, coś zakąszę. Do wypadu mam przy sobie wszystko co trzeba, a teraz już nie muszę iść do swojej dziury, kiedy tutaj masz nawet przytulnie i miło... no nie licząc niespodziewanych gości — Zapewniła szukając jakiegoś kaganku, aby to sprawić sobie własne światło. Wkrótce zajęła się sobą, kiedy znalazła co potrzebowała i ruszyła do jednego z pokojów, aby na chwilę odetchnąć. Bez pytania uszczupliła go o niedużą ilość prowiantu.
*** — Od razu lepiej — Stwierdziła z ulgą, kiedy to odnalazła swobodną przestrzeń przy swojej szyi. Otarła ją odruchowo ręką, a potem próbowała wstrzymać kaszel, zasłaniając usta. Tym samym gospodarz kontynuował dialog. Padały kolejne słowa — Niestety nie mam wprawy w pisaniu magicznych kontraktów wiążących duszę, a inaczej to będą to wciąż zapewnienia i jak to ująłeś tylko słowa, w które można wątpić w nieskończoność — Rzekła — Acz nie musimy się tak traktować, pozwól mi tego dowieść. Nie mam powodów, aby wbijać ci nóż w plecy. Nic o tobie nie wiem, trafiłam tu przypadkiem, uciekając do jakiegokolwiek domostwa i padło na twoje. Rozumiem swój błąd i problem jaki ci sprawiam. Pragnę naprawić błąd i proszę cię o ledwie drobną pomoc, akceptując moją skromną obecność, a uczynię co w mojej mocy aby naprawić szkody z nawiązką. To dobra wymiana. Przysługa za przysługę. Moja opłata za twoją ochronę i dyskrecje. I jak dobrze zauważyłeś, martwa nie naprawię szkód, ani w niczym ci nie pomogę. Dajmy sobie szansę. — Zaproponowała wypowiadając ostatnie zdanie jawnie uwydatniając, że bardzo jej zależy. Cóż z pewnością, w końcu to ona była w nieciekawej sytuacji. Z drugiej strony niewiele osób mogło się pochwalić pomocą od gnoma. Z plotek Mehren wie, że to bardzo inteligentne, wielbiące wiedze istoty i wyższe nietrywialne wartości, a każdy kto próbuje ich wykorzystywać, ujmując ich zdolnościom pojmowania zwykle kiepsko kończy.

Dom Ibrerta Ulisa

32
POST POSTACI
Mehren

- Dobrze. -
Potwierdził krótko, bo nie miał nawet siły na luźniejszy ton. Od dłuższego czasu wymagała sytuacja od niego pełnego skupienia. Mógłby uciec w jakieś pozorne przyjemności, jak alkohol, czy dziwki, aczkolwiek byłoby poniżej jego godności. Musiał sobie z tym poradzić o własnych siłach bez zdradliwego partnera, który nie był pewny. Uzależnienie od czegoś zawsze dla niego była słabością, którą jedynie należy wykorzystać i niczym inny. Patrzył, jak odchodzi, a następnie znika na schodach. Czuł pewną ulgę, że przynajmniej tutaj nie musi się martwić. Powiedział jej wcześniej, że ważne jest to, by ich nie złapali, niż fanty, które na nich czekają. Utrata zdolnych ludzi boli zdecydowanie mocniej, niż kłopoty finansowe. Z nimi można sobie poradzić.

Z kolejnym słowami sytuacja stawała się zabawniejsze. Po jej słowach o tym, że nie ma wprawy w magii, wiedział już, że nie zrozumiała w pełni, co miał na myśli. Nic nie szkodzi. Istniało przecież wiele różnych dróg, by uzyskać to, co się chciało. Jednocześnie pojął już pewne ograniczenie tej istoty i postanowił szukać kolejnych. Nie zamierzał mówić, że jest sprytniejszy lub przebieglejszy od każdego. Brał pod uwagę, że w ten sposób próbowała go zmylić, ale to już sobie zweryfikuje później. Cierpliwość była kluczowym czynnikiem w wielu aspektach. Nie zawsze słusznym, bo czasem trzeba działać zdecydowanie, aczkolwiek tutaj nie widział nic, co by zmuszało go do ryzyka.
- Drugi pokój dla gości na piętrze jest wolny. - Stwierdził, jako zawarcie porozumienia między nimi. Nie była wrogiem, a kimś, kto mógł stać się użyteczny. Rzucił okiem na trupa na stole i krew na podłodze. To były rzeczy, którymi musiał się zając i to pilnie. Teraz już tych trupów nie będzie w stanie wywieźć. Jutrzejsza noc będzie pasowało do tej roboty.
- W takim wypadku powinniśmy się przedstawić. Możesz mi mówić Mehren lub Duch. - Miał jeszcze inne aliasy, acz tych nie zamierzał zdradzać. Dla urzędników był Ulisem. Reszta nie musiała być istotna. Posiadanie wielu imion, pseudonimów, czy nazwisk bywało przydatne.
- Pierwszy problem, który należy rozwiązać pilnie to zamek w drzwiach. Otwarte wejście to zaproszenie dla wszelkiej maści najgorszych paskudztw. Najszybciej na ten moment będzie chyba zwyczajna podmiana. Jako zamiennik można użyć tego z drzwi prowadzących do piwnicy. To są te same modele, więc kształtem będą pasować. - Potrzebował się chwile zastanowić, gdzie trzymał materiał, by przykryć zwłoki. Większe szmaty powinny być w jednym z kufrów w składziku przy kuchni. Nie latałby po takie rzeczy na strych.
- Czekają nas ciekawe rozmowy. - Zauważył, bo czeka ich to najpewniej. Uznał, że najpierw powinien pozbierać bojowy ekwipunek, jeśli jeszcze Sylvia tego nie zrobiła wcześniej. Zebrany sprzęt zaniesie na drugie piętro do zbrojowni, gdzie potem będzie czekać na decyzję, co z tym zrobi ostatecznie. Kolejnym krokiem będzie wykorzystanie szmat, by przykryć ciała i przenieść je właśnie w okolice zejścia do piwnicy, bo tam żadnego okna nie było i mógł trzymać zwłoki, nim zostanie usunięte z domu. Nawet tego ze stołu. i na końcu coś, by krew wsiąkła w materiał. Oczywiście potem i tak je rozbierze do naga, by zmniejszyć ich ciężar, ale to już zadanie na jutro.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Dom Ibrerta Ulisa

33
POST BARDA
— Dziękuję ci — Odpowiedziała, dostrzegając zmianę w zachowaniu gospodarza i realną sugestie, że zgadza się. Wtem mogła się ku niemu obrócić. Teraz rzeczywiście całkiem przypominała dziecko z postury, acz rysy i pierwsze zmarszczki twarzy zdradzały posunięcie w wieku. Skłoniła się lekko na przedstawienie się w smak jakiejś etykiety — Verna, z domu Flord. Trudzimy się alchemią od wieków.

— Spodziewam się — Obdarowała go powściągliwym uśmiechem na kwestię czekających ich rozmów. Teraz kiedy mógł widzieć jej twarz w pełnej okazałości odniósł wrażenie, że jej mętne zielone oczy... widziały już wszystko? Z pewnością bardzo wiele. Choć minę miała neutralną, dość wymiętą z emocji, w oczach tlił się jakiś mdły żar. Było w nim coś niepokojącego. Mehren spostrzegł to od razu, przyprawiając się o lekki dreszcz, jakby coś pierwotnego ostrzegało go przed tym żarem. Nie rozumiał całkiem przyczyny, ale zaniepokojenie lekko ukłuło tylko na chwilę, po czym natychmiast rozpłynęło się. Dziewczyna wtem rozejrzała się po pomieszczeniu — Dokończę wywar, po czym udam się na spoczynek. A jeśli pan Mehren obawia się niezapowiedzianych gości, mogę przygotować parę niespodzianek, za pozwoleniem oczywiście. I z tego co słyszę, twoja podwładna ma jakieś zadanie tej nocy... — Powiedziała, po czym skierowała się w stronę swoich tobołków ułożonych na blacie, sięgnęła po jedną z fiolek, w którym wydawało się że nic nie ma, acz dopiero po skupieniu wzroku, szpieg dostrzegł taflę ruchomego menisku w szyjce naczynia — Suknia Zjawy, czy może mniej poetycko to eliksir niewidzialności. Jeśli osoba nie wybiera się na cmentarz, czy nie trudzi się demonologią, to może spokojnie wesprzeć się jego działaniem. Nie działa długo... to zależy od metabolizmu, od pół do nawet trzech minut, ale pozwoli jej uderzyć z zaskoczenia lub przekraść się przez dowolny tłum strażników. Aby zmaksymalizować czas działania należy na możliwym wydechu spożyć. Skutki uboczne to koszmary nocne przez co najmniej trzy dni. Ewentualnie brak apetytu i popędu. Nie stosujemy w ciąży i w depresji — Ostatnie zdanie było w jej ustach już czystym jawnym żartem, które skwitowała uniesieniem drugiego kącika ust, kiedy to proponowała mu wzięcie fiolki do ręki. Sam dar odczuwalnie był też pokazem i zapowiedzią na co ją stać, odniósł takie wrażenie. — To tak na dobry początek naszej znajomości... za akt dobrej woli gospodarza dla niezapowiedzianych gości. — Rzekła zachęcająco.
*** Alchemiczka, po zażyciu wywaru i uporządkowaniu rzeczy w swoją torbę, stwierdziła, że pomoże Mehrenowi z wymianą zamków a potem ruszyła na górę, zabierając ze sobą tylko swój płaszcz i przemoczone ubrania, zostawiając oprzyrządowanie na dole. Tak jakby ostentacyjnie pokazywała, że nie ma zamiaru nic kombinować. W obyciu nie odzywała się niezapytana i zawsze odzywała się tylko w konkretach.
Później, cóż Mehren miał co robić. Sprzętu po łowcach trochę nałapał. Jako że bywalcy zmarli z powodu uduszenia, a nie ran ciętych, czy kłutych ich skórzane pancerze były w całkiem dobrym stanie. Broń była zebrana przez Sylvię na kupce, trzy kusze, cztery pałki, dwa korbacze, topór, z dwanaście sztyletów całkiem niezłego wyważenia. Acz nie mieli ze sobą mieszków, niziołek musiała zabrać ich oszczędności. Nie znalazł też żadnych dokumentów, czy korespondencji. Przyszła kolej na zwłoki
Samo znoszenie trupów zaczął od ustawienia warstwy materiału z dostępnych koców i wykładzin z juty w uznanym przez siebie miejscu. Worków miał i szmat na jakkolwiek chciał to zakryć czy pochować. Pierw przymierzył się do martwego Lawrence. Będąc blisko mógł dostrzec nieco wnętrza ciała. Niby widok flaków, jak to flaków, acz dostrzegł że pewne miejsca były dziwnie puste. Nie znał się na anatomii, acz z pewnością brakło mu serca, patrząc po oczywistej spodziewanej lokacji tego istotnego narządu. Reszta mozolnej pracy nie miała w sobie żadnych niespodzianek, poza tym że w pewnym momencie łokieć go tak zabolał, że piątego i ostatniego drania nie mógł już sam targać. Ból był nie do zniesienia, a i sugerował kontuzję, której nie był winien ignorować już więcej. Tak też jeden z martwych wciąż trwał w salonie.
Trochę czasu minęło przy tym całym ambarasie i czyszczeniu bałaganu. Nadchodziła też pora, żeby niziołek ruszyła i tak też się stało. Usłyszał jak schodzi, widać w dobrym nastroju jak na ponowne wyzwanie i nieprzespaną noc.
— No to bierzem się do pracy! — Rzekła uśmiechnięta do Mehrena — Życz mi szczęścia.
Spoiler:

Dom Ibrerta Ulisa

34
POST POSTACI
Mehren
Pozwolił sobie dopiero wtedy przy niej zdjąć zakrycie twarzy, by ujrzała, jak wyglądał. Zastanawiał się nad tym, by stworzyć organizacje, gdzie nikt nie wie, jak kto wygląda. Taki twór wymagał ogromu sporej pracy i pewnej dozy kształtowania od najmłodszych lat. Odwzajemnił ukłon w sposób lekko delikatny. Przedstawienie miało miejsce, a on się zastanawiał już nad czymś innym. Potrzebował odpoczynku, acz w najbliższym czasie będzie go mało. Także miał pewne plany z rana.
*** Dawno już nie czuł dreszczu, wynikające ze strachu. Coś w tej istocie było takiego, że pokonywała jego własne opanowanie. Miał w pamięci otwartego człowieka. Czy może wspomnienie tego widoku i to dziwne spojrzenie powodowały takie emocje? Lata także minęły, kiedy nie potrafił zrozumieć, co czuje inna istota. Niepokój szybko minął, acz pozostawał w pamięci. Dla pewności obiecał sobie, by na nią uważać.
- Całkiem interesująca koncepcja, która wymaga rozważenia. - Skomentował pomysł niespodzianek. Po prostu będzie to kolejny temat na rozmowę, bo wolał zabezpieczyć pewne pomieszczenia lepiej. Z pewnych względów mieszkanie, które od początku na pułapki mocno by się wyróżniało i wzbudziłoby sensacje. Co innego pewne miejsca.
- Nie będę ukrywał, że to gniazdo węży zostało poruszone dość mocno i trzeba działać. Sam także muszę działać w okolicy poranka, gdyż czas nie jest moim sprzymierzeńcem. Można powiedzieć, że prowadzę pewien wyścig, który może mieć nieprzewidziane skutki. - Stwierdził spokojnie, jakby to była całkowicie normalna rzecz. Powagi sytuacji nie dało się ukryć takimi słowami. Najgorsze dopiero było przed nim i zdecydowanie nie umiał do końca przewidzieć wszystkich skutków.
Kiedy tak pokazała mu miksturę i wyjaśniła działanie, zastanawiał się nad czymś. To naprawdę było można uczyć kogoś przy pomocy nauki niewykrywalnym? Jak jednak powiedziała mu o koszcie dla organizmu, już mniej był chętny na próbę. Niewygodny efekt uboczny. Sam uśmiechnął się z żartu, który powiedziała pod koniec.
- Jestem pod wrażeniem tego działania. - Przyznał, jednak jego racjonalna część mówiła mu, że koszt nie był wart nagrody. Brak apetytu i popęd to nic takiego, przy tak wpływie na sen. Koszmary nie są czymś, co by chciał odczuwać. Może jednak warto dać to komuś na weryfikację? Nie wypowiedział na głos własnych negatywnych myśli, co do efektów ubocznych. Kwestia, którą musi przemyśleć. Odebrał od niej butelkę.
- Za dobry początek, który to będzie wyśmienitą podstawą do dalszej współpracy. *** Zamek z gnomką wymieniony, a potem rozpoczęła się istna robota. Sprzęt nie był większym problemem, choć na pewno część sprzeda. Zwłaszcza ten niepasujący do tego, co zamierzał robić. Zostawi sobie kusze i sztylety. Robienie z tego domu zbrojowni nie było dobrym pomysłem. Powinien nauczyć się walczyć przynajmniej mieczem, ale to taki plan, jakby miał za dużo czasu. Sztylety oferowały szybkość i zdolność do ataku na tak bliskim dystansie, że przeciwnik często się gubił. Trzeba jeszcze się zbliżyć. To czasem sprawiało problem.
Transport ciał szedł dobrze, dopóki nie poczuł bólu w ramieniu, które wcześniej już dawało się we znaki. Stłumił odgłos, jaki zbierał się w jego gardle i chcąc nie chcąc, pozostawił trupa w salonie, co zdecydowanie go nie radowało. Ból promieniował i nasilał się, kiedy kończynę obciążał. Jak nic w niej nie miał, mógł jakoś egzystować. Musiał uważać bardziej teraz. Wiedział już, że sam potrzebował pomocy przy tych zwłokach. Musiał wytężyć pamięć, czy jakiś grabarz miał dość lekki stosunek do ciał, które sprowadza. Jeśli takowy istniał, będzie musiał z nim pomówić o interesach. W końcu, gdzie najlepiej ukryć zwłoki, jak nie na miejscu pochówku? Bezimienne groby załatwią sprawę. Jakby mało było takich trupów w tymże mieście. A pozostało jeszcze czyszczenie. Gdzieś po drodze zdecydował się wypróbować jeden z zakupionych eliksirów wspomagających regeneracje. Dla sprawdzaniu napił się tylko jeden łyk. Jego stan nie był na tyle poważny, by brać więcej. Tak liczył. Nie pomoże natychmiast, ale miał nadzieje, że to przyspieszy leczenie urazu przez organizm.
*** I kiedy tak już prawie wszystko zrobił i miał brać się do pisania listu, pojawiła się Sylvia.
- Po prostu powiem: powodzenia. - Powiedział lekko rozbawiany. - Sylvia. Nasz niespodziewany gość podarował nam dar na początek współpracy. - Wyjaśnił, co mogło jej także powiedzieć, że doszli do jakiegoś porozumienia, jak już poszła. Może podsłuchiwała?
- Wątpię, byś to potrzebowała, patrząc na twoje zdolności, ale im lepsze przygotowania, tym efekty większe. Według niej to mikstura niewidzialności. - Wstał i podszedł do jednej z półek, by skąd wyciągnąć ten eliksir i podał go kobiecie.
- Czas działania wynosi od pół minuty do trzech minut. Zależy od metabolizmu. Podobno najlepiej wypić to na wydechu. Efekty uboczne to głównie koszmary przez kilka dni, czasem występuje brak apetytu, czy popędu. Dlatego skorzystaj z niego w ostateczności. Wolałbym sprawdzić go na sobie w bardziej sprzyjających okolicznościach, ale nie mamy tego luksusu. - Jeśli ktoś by pomyślał, że jest tak wspaniałomyślny dla współpracowników, grubo się mylił. Mehren uważam siebie za wyrachowanego manipulanta i dla dobra współpracy trzeba pokazać nieco milszą stronę. A przynajmniej sprawić takowe wrażenie. Nie chciał uskuteczniać rządów poprzez strach. Lepiej pokazać, że traktuje się współpracowników, jak osoby ważne.
- No, nie zatrzymuje cię już.- Poczekał, aż wyjdzie i wziął się za pisanie krótkiego listu. Wiedział, że nie dostanie dopuszczony do Bogobojnej, więc wiadomość zostanie przekazana przez osoby trzecie, dlatego musiał się zabezpieczyć.
Spoiler:
Następnie złożył list tak, by nikt nie rozczytał go zbyt łatwo i nałożył wosk, by zapieczętować go. Jako formę symbolu, użył po prostu własnego klucza przyłożonego w losowych, dwóch miejscach. Nie miał on żadnego znaczenie z wyjątkiem takowego, by trudniej byłoby ukryć ślady oderwania go od papieru. Na odwrocie napisał:

Przeznaczone tylko i wyłączne dla Bogobojnej Kali.

I tak przygotowany, poszedł odszukać jej ludzi. Wiadomość musiała zostać przekazana jak najszybciej.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Dom Ibrerta Ulisa

35
POST BARDA
Jeśli Mehren miałby się martwić trupami, z pewnością znalazłby nie jedną grupę co zajmowała się takimi rzeczami na różne sposoby. Grabarze dokonywali pochówku wraz z kapłanami Usala, jak to miał zwyczaj na kontynencie. Prosty obrzęd i do grobu. Pewnie pośród tych znaleźliby się tacy biorący robotę na boku, acz półelf mógłby ogarnąć kogoś kto ma sobie za nic szacunek do obyczajów i bogów i zwyczajnie zwłoki gdzieś wyrzuci, zutylizuje, wywiezie, cholera wie. I całkiem możliwe że taniej. Na pewno w Ujściu, gdzie wzrost przestępczości był serwowany rajcom na śniadanie każdego dnia, a względnie prosty interes w pozbywaniu się nieprzyjemnych 'pozostałości' prężył się, jak wiele różnych, nietypowych usług, które w innych miastach graniczą z łamaniem prawa, czy też zwyczajnie je łamią.
To też mógł kazać Adreiowi, czy Sylvi rozeznać się lub samemu spróbować sił, pytając obcych, czy też pójść do grabarza i ustalić zakres usługi. Jeden ze znajomych w tej branży, Siegfried, kojarzył, że był dość postępowym przedsiębiorcą o dość praktycznym podejściu, jeśli chodzi o jego zakład pogrzebowy. Jego cmentarz podobnie jak i mieszkanie było jednak na drugim końcu Ujścia w stosunku do mieszkania Mehrena.

Sylvia na początku wzięła fiolkę z chęcią i wdzięcznym uśmiechem, a i nawet z niemałym zaskoczeniem i kpiną niedowierzania w oczach, gdy tylko usłyszała mikstura niewidzialności. Acz kiedy łowca informacji zdradził jej wszystko o tym specyfiku... entuzjazm Sylvi opadł spektakularnie, aż westchnęła, kiedy usłyszała o tym, że Ibrert Ulis nie posiada luksusu bycia testerem, zwłaszcza że efekty uboczne wydawały się dziwne, albo chciał ją przestraszyć? Taki rewanż, za jej żarcik z tym, że idzie spać do południa? Nie schowała go pod płaszcz, tylko wciąż trzymała w dłoni, chyba miała jakieś pytanie odnośnie tego. Obdarowała go wymuszonym uśmiechem, jakby dziękowała mu za to, że chociaż był szczery w tym wszystkim, prawda? Eliksir niewidzialności? Niby skąd coś takiego wytrzasnął. Od tej Gnomki? Mehren mógł spostrzec jej zmarszczone zakłopotane czoło, kiedy tak próbowała przetrawić fakt zastany.
— Mikstura niewidzialności? Ty tak na serio, czy sobie jaja robisz? — Nie bynajmniej stała się ciut podejrzliwa, ale gdzieś tam Mehren dostrzegł iskierkę nieznanej mu ambicji w oczach złodziejki, jakby żywiła nadzieję, że jednak Mehren nie żartuje sobie z niej.
Najwidoczniej magiczne eliksiry z wysokiej półki nie były aż tak popularne pośród ulicznych złodziei. Czy może raczej nie były w ogóle dostępne, nie tyle choćby ze względu na duże koszty, a przede wszystkim na trudność znalezienia sprzedawcy. Całkiem możliwe, że większość z bandytów nie była świadoma, że coś takiego może istnieć. Handel magią z pewnością nie należał do łatwych i znanych i z pewnością znaleźliby się przeciwnicy takich praktyk, aby to prostactwo mogło się cieszyć efektami mocy, nie musząc rozumieć całej drogi pozyskania jej i szerokiej gamy skutków zaciągania praw magii pod swoje prostackie zachcianki.
Spoiler:

Dom Ibrerta Ulisa

36
POST POSTACI
Mehren
Nie potrzebował nabożnej czci w pozbywaniu się truposzy, a praktycznego podejście. Osób, które wiedza, jak skutecznie pozbyć się ciał i nie zadawali pytań. Nie chciał ich przypadkowego odkrycia. Dlatego, jak pierwsza analiza osób, które mogły ukryć ciało na cmentarzu, nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Dlatego uznał, że ta droga jest zbyt problematyczna dla niego, dlatego skupił się na przeszukiwaniu organizacji, które tym się zajmują, nie pytają o nic i można na nich polegać. Oczywiście wolałby to zrobić samemu, aczkolwiek istniała jedna przeszkoda - ręką. Z drugiej strony, czy za bardzo się nie przejmował? To nie były osoby znane w Ujściu, więc nie musiał się bać, że ktoś ich rozpozna. Więc może faktycznie lepiej wybrać się do takich osób, które będą tanie, a skuteczne. Tylko, czy miał w pamięci kogoś konkretnego?

Mehren popatrzył na Sylvie tak, jakby go nie znała. Czy on kiedykolwiek pozwolić sobie na żart w kwestii zadań? Uważał się za profesjonalistę i tak też zamierzał postępować. Choć jego poczucie humoru istniało, to mało kiedy miał okazje je ujawnić. Ta powaga, która zazwyczaj mu towarzyszyła, wynikała z ich sytuacji. Nie uważał, by miał luksus pozwolić sobie na chwile wytchnienia, kiedy co chwile, coś się działo i musiał na tym się skupić. Jego spojrzenie stało się twarde, nieprzejednane. Ewidentnie było po nim widać, że nie ma nastroju do żartów. On już patrzył po prostu dalej.
-Nie zwykłem żartować przed akcją. - Odparł, siląc się, by jego ton nie był chłodny. Wystarczyło, że posyłał swojego współpracownika z niesprawdzonym podarkiem. To samo w sobie brzmiało dla niego, jak kiepski żart. Niepewność przy planowaniu jakiekolwiek akcji mogła spowodować spore trudności. Wiedział, że nie da się przewidzieć wszystkiego. Mimo to, rzeczy, które zabiera się ze sobą, musiały być pewne w użyciu.
- To słowa naszego gościa. Jest alchemiczką, ale nie każdy potrafi stworzyć coś takiego, o ile się orientuje. - On sam nie wiedział o magii nic poza tym, że istnieje. To była jego słabość, którą musiał zneutralizować w przyszłości i dowiedzieć się o niej samej więcej.
- Użyj tylko w ostateczności. Nieroztropne jest zawierzanie czemuś, co nie mamy wcześniej sprawdzone. Dodatkowo dość nieprecyzyjny czas trwania może łatwo stać się przekleństwem. - To dla niego było dość praktyczne podejście do sytuacji. Używanie takich przedmiotów powinno być wcześniej zweryfikowane, by uwzględnić w planach. Opieranie akcji na jednym przedmiocie jest błędem. Rzeczy są po to, by ułatwiać, ale brak jednego nie powinien powodować, że akcja nie wypali.
- Nie ma czasu, bo ominą cię najlepsze łupy. - Tak, właśnie ja wyganiał, bo od tej akcji było ich swoiste być albo nie być finansowe. Owszem, złapią jakiś oddech po sprzedaży łupów od łowców głów, ale to nie było coś, co pozwoli im przetrwać nawet w średniej perspektywie.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Dom Ibrerta Ulisa

37
POST BARDA
Kilka osób co władali wiedzą powszechną, o otaczających go ulicach miasta, znał. Bjorn, Vincent i Quinlan. Możliwe, że ci sami ludzie rozpatrywali już zrzeszenie się z Bogobojną niezależnie od działań Mehrena. Mogliby rozwiązać jego problem, a już z pewnością wiedzieliby kto inny mógłby się uporać z prostą pracą dorywczą za rozsądną cenę.
Bjorn kiedyś był podróżnikiem i handlarzem z północy, ale po incydencie z Wieżą, musiał zacząć od nowa. Ma swoją grupkę działaczy, co kręci się po karczmach i zarabia na występach w Ujściu. Z pewnością idzie dopytać w pierwszej lepszej karczmie i zapytać czy będą, czy byli, albo gdzie mają być następnie. Vincent z kolei był rasowym domokrążcą, akwizytorem co załatwia sprawy i sprzedaje przeróżności. Poznali się, bo jakże inaczej, odwiedził go. Co lepsze Mehren poznał jedną część jego charakteru, a konkretnie słabość do darmowych, nieważne jak rozcieńczonych, trunków i długaśny jęzor. Mieszkał niedaleko, tylko pytanie kiedy znów będzie w domu.
Quinlan z kolei prowadził skromny dom uciech nieopodal portu o dość otwartej polityce robienia u niego interesów - do póki nie lała się krew, a jego dziewczyny nie narzekały, mogli robić co tylko chcieli, za odpowiednią cenę oczywiście. Właściciel należał do typów traktujących swoje miejsce pracy jak dom, to i witał gości często osobiście, lubił rozmawiać i polecał to jak można spędzić czas.
Każdy z nich z pewnością słyszał o jakiejś grupce lub nawet wiedzą kogo dokładnie polecić, jako że wiadomo, w interesach rekomendacje często się zwracają, jak klienci zataczają podobne koła. Mehren wiedział, że też sami jakoś nieraz załatwiali tego typu problemy o własnych siłach.

Powaga na twarzy widocznie zrobiła swoje. Sylvia uśmiechnęła się bezbronnie, jakby chciała przeprosić, czy może rozładować sytuację. Przyjęła jego słowa za pewnik i schowała eliksir, a tląca się iskierka ambicji w oczach urosła, do całkiem psotnego, szelmowskiego spojrzenia. — Słusznie, nie mamy już czasu — Rzekła i ruszyła. Chwilę potem Mehren pozostał sam. Tyle że burza zdążyła w tym czasie zelżeć do poziomu ledwie irytującego deszczu. Pozostało mu dalej, nieugięcie pracować. Zabrał się za pisanie listu. Przy skąpym świetle świec z kandelabra, począł pisać przy pulpicie swoją wiadomość. Spokojnie i metodycznie. Wtem po złożeniu listu i zapieczętowaniu, znów zwrócił swoje spojrzenie ku wyjściu, aby pójść w miejsce gdzie na pewno spotka ludzi Bogobojnej.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ujście”