Karczma „Pod złamanym toporem”

31
POST BARDA
Lashana uśmiechnęła się lekko.
- Z podniesioną głową, hm? - powtórzyła, ale nie dodała nic więcej, cokolwiek miała na myśli. Co by nie mówić, jej przeszłość dla Marsilii, tak samo jak przeszłość Marsilii dla niej, była kompletną niewiadomą. Mogły przez jeden wieczór dla własnego lepszego samopoczucia udawać, że łączy ich znacznie więcej, niż łączyło w rzeczywistości, bo co im szkodziło? Przynajmniej nie były dziś skazane na samotność, albo towarzystwo, na które nie miały ochoty.
Na propozycję o obijaniu komuś mordy półelfka zareagowała głośnym, szczerym śmiechem.
- Przepraszam, ale wyglądasz, jakbyś była w stanie komuś sprzedać co najwyżej liścia i to słabego - przyznała, zaraz po tym unosząc dłonie w polubownym geście. - Nie złość się! Jesteś po prostu taka... delikatna. Jak jedna z tych panienek, którym mówią, żeby nie spacerowały po zmroku. Te, które mdleją na widok myszy. Jeśli tak nie jest, to dobrze dla ciebie! Też chciałabym sprawiać takie wrażenie. Życie się staje łatwiejsze, kiedy z łatwością udajesz słodką idiotkę - szeroko otworzyła oczy, gdy dotarło do niej, co powiedziała. - To znaczy, nie mam na myśli, że wyglądasz jak idiotka! To ja jestem kretynką. Ty jesteś po prostu słodka. Yh, przestań pierdolić, Lashana.
Ukryła twarz za kuflem piwa, przewracając oczami w reakcji na swój własny, niedorzeczny monolog. Wolną ręką przesunęła uzupełniony kieliszek w kierunku swojej towarzyszki, dając jej do zrozumienia, żeby zajęła się konkretnym alkoholem, a nie piwem.
- Nic nie mówiłam. Zacznę od nowa. Mam propozycję. Taką małą, na ten wieczór, żeby nam się tu przyjemniej gniło. Po pierwsze, możemy pójść na górę i zobaczyć, jak wygląda nasz apartament. Zanieść rzeczy, żeby nie przejmować się potem tym, że za pół butelki będą w stanie nas okraść ze wszystkiego. A potem możemy tu wrócić i... sprawdzić, czy nadajesz się do obijania komuś mordy. Znasz grę w trudny wybór?
Rozparła się wygodniej na krześle, zakładając nogę na nogę i uśmiechając się tajemniczo. Miała na sobie powycierane, skórzane spodnie i znoszone buty, choć wyglądało na to, że wcześniejsze argumenty Marsilii przemówiły do niej skutecznie i już się tym nie przejmowała.
- Musisz wybrać, czy wolisz odpowiedzieć szczerze na moje pytanie, czy wykonać wymyślone przeze mnie zadanie, nie wiedząc, jakie będzie ani jedno, ani drugie - wyjaśniła. Standardowa gra w prawdę czy wyzwanie, którą kobieta dobrze kojarzyła, a jaka najwyraźniej w Karlgardzie funkcjonowała pod inną nazwą. Zasady wydawały się takie same. - Gra się, dopóki druga strona nie wymięknie. Wtedy się wygrywa.
Uniosła pytająco brwi, z szerokim i może tylko odrobinkę niepokojącym uśmiechem. Swoją drogą, całkiem uroczym. Gdyby się postarała i nie klęła przez chwilę, też mogłaby udawać słodką idiotkę.
- Chyba, że się cykasz.
Obrazek

Karczma „Pod złamanym toporem”

32
POST POSTACI
Marsilia Nod
Pokręciła tylko głową. Nie lubiła jak ocenia się kogoś po wyglądzie. Prawdą jest, że właśnie on może zmylić. To, że wygląda jak wygląda, nie znaczy przecież, że jest słaba jak porcelanowa laleczka. Słowa półelfki odrobinę ją zabolały, ale nie dała po sobie tego poznać. Uśmiechnęła się z lekkim grymasem, by po chwili wziąć do ust gliniany kieliszek i wypić z niego całą nalewkę, która przyjemnie rozeszła się po jej ciele.
- Jak mniemam, wiele kobiet takich jak Ty ma niewyparzoną buzię. Ale przywykłam do tego, więc nie mam Ci za złe. Może i nie wyglądam jak wojownik, może nie mam predyspozycji do jakiejś dłuższej bójki, ale przypierdolić potrafię - jeśli najdzie taka potrzeba. Potrafię się bronić.
Gdy już odstawiła swoje puste naczynie, czknęła cicho zasłaniając usta dłonią. Przyjrzała się jeszcze raz swojej towarzyszce, zastanawiając się, czy ta faktycznie nie ma złych intencji w stosunku do jej osoby.
- Życie staje się łatwiejsze, jeśli postawisz sobie cele. I zastanowisz się nad jego sensem. Nie wszystko przychodzi łatwo. A za ładną buźkę co najwyżej mogą Cię przelecieć, bo pomyślą, że jesteś łatwa i tania. Mogła ugryźć się w język, ale jak zwykle tego nie zrobiła. Powiedziała po prostu smutną prawdę, rzeczywistość, która niejednokrotnie kopnie Cię w tyłek.
- Nie przepraszaj i nie chowaj się za kuflem. Jest to po prostu dyskusja, zwykła wymiana zdań i opinii. Przecież Cię nie zabiję, bo masz swoje zdanie. Marsilia zaśmiała się perliście. Ten śmiech był szczery i całkiem uroczy jak na nią.
Wzięła do ręki naczynie z nalewką, po czym rozlała trunek do obu kieliszków. Na propozycję, którą złożyła jej Lashana skinęła głową. Sama o tym pomyślała, ponieważ nigdy nie wiadomo, co się stanie gdy na kilku piwach się nie skończy.
Wzięła w dłoń swój kieliszek i przybliżając go do ust, spojrzała znów na swoją towarzyszkę. Widać, że brakuje jej wrażeń. A może po prostu chce sprawdzić na co stać Marsi? Wypiła nalewkę, odstawiła pusty kieliszek. Trunek był ciut słodki, ale to dobrze, pobudzi ją odrobinę.
- Chodźmy z tymi rzeczami. A później zabawimy się w trudny wybór. Marsi wstała ze swojego krzesła, zabrała swoje manatki i czekając na półelfkę ruszyła na piętro, gdzie znajdował się ich pokój.

Karczma „Pod złamanym toporem”

33
POST BARDA
Lashana nie wyglądała na zadowoloną z tego, jak poprowadziła rozmowę, więc nie powiedziała nic więcej, rzucając Marsilii jedynie przepraszające spojrzenie znad swojego kufla. Dopiero gdy towarzyszka zwróciła jej na to uwagę, opuściła naczynie, ze stukiem odstawiając je na blat. A kiedy postanowiły zanieść wszystkie swoje rzeczy na górę, poza swoją torbą i płaszczem zgarnęła też butelkę. Po drodze zastukała w kontuar baru, zwracając na siebie uwagę karczmarza.
- Zaraz wrócimy. Nie sprzątajcie naszego stołu.
Mężczyzna skinął głową i odprowadził je spojrzeniem w kierunku schodów. Nawet jeśli się nie rozglądały, mogły się domyślić, że zrobił to nie tylko on. Obecność nowych, obcych osób w miejscu takim, jak Ujście, zawsze wiązało się ze sporym zainteresowaniem tutejszych. Może to i dobrze; w końcu szukały pracy, a kto wie, czy wśród tu obecnych nie znajdował się ktoś, kto mógłby popchnąć je we właściwym kierunku, gdyby miały odrobinę szczęścia?
- Jedenastka... - mruknęła, rozglądając się po drzwiach wzdłuż długiego korytarza na piętrze, pogrążonego w półmroku, rozświetlanego tylko pojedynczymi płomieniami świec. - O, jest.
Ich drzwi znajdowały się po prawej, mniej-więcej na środku, choć bliżej przeciwległego końca, niż samych schodów. Nikt się tu nie plątał, mogły więc w spokoju otworzyć wynajęty pokój i wejść do środka, by dowiedzieć się, w jakich warunkach przyszło im nocować.
Spoiler:
Stwierdzić, że pokój był ascetyczny, to mało powiedziane. Poza dwoma łóżkami, pustymi półkami nad nimi i jedną skrzynią pod oknem nie znajdowało się tu nic więcej. Niemniej sporym plusem był fakt, że nie musiały dzielić pomieszczenia z nikim innym. Stare deski podłogi skrzypiały pod ich stopami, gdy nowe lokatorki rozeszły się na boki, każda do swojego łóżka. Lashana zapaliła kilka świec, rzucając odrobinę światła na ich sypialnię, bo przez panującą na zewnątrz już noc żadne nie wpadało do środka - co nie pozwalało im też sprawdzić, jaki mają stąd widok. Ciemność spowijała okolicę bezlitośnie.
- Nie najgorzej - skomentowała półelfka, pochylając się przy skrzyni i otwierając ją. Wewnątrz znalazła kłódkę i klucz, który do niej pasował. - O proszę. Możemy tu zostawić swoje najcenniejsze rzeczy. Co za pech, że żadnych nie mam. Ale gdybyś ty chciała tu wrzucić jakieś żakardowe koszule, czy batystowe gacie, to się nie krępuj.
Uśmiechnęła się szeroko i tylko odrobinę złośliwie, by zaraz wstać od kufra i zająć się wsuwaniem swojej torby pod łóżko. Jedyne, co ze sobą zabrała, to sakiewka z pieniędzmi; nieszczególnie ciężka, co Marsilia zdążyła zauważyć, zanim półelfka wcisnęła ją za pasek w taki sposób, by na pierwszy rzut oka nie było jej w ogóle widać.
- Tak czy inaczej dużo lepiej, niż na statku. Mamy ściany i stabilną podłogę - tupnęła, a deska zatrzeszczała. - Dobra. Mam tylko jedną zasadę. Jakby cię poniosło i będziesz chciała spędzić z kimś noc, to nie tutaj. Tutaj się tylko śpi. Nie chcę wrócić i mieć nieprzyjemnej niespodzianki w postaci czyjegoś gołego zadka w powietrzu. W porządku?
Poklepała Marsilię po ramieniu i ruszyła w stronę wyjścia, najwyraźniej nie widząc powodu, by spędzić tu więcej czasu, niż to konieczne. Po drodze podniosła butelkę z podłogi i podrzuciła ją w dłoni, uśmiechając się do ciemnowłosej zachęcająco.
- Chodź. Cała noc przed nami. Klucza nie zapomnij tylko.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ujście”

cron