[Zachodnie Zaavral] - Przybytek Tutlichtów

16
POST BARDA
— W istocie... — Lisayana nie była pewna czy odpowiedział jej, czy samemu sobie. Znieruchomiał na moment, po czym obruszył się, jakby całe ciało również brało udział w procesie myślowym. Wtem jakby oprzytomniał i znów to spojrzał na siedzącą przy biurku dziewczynę. Uśmiechnął się przepraszająco — Dobre i złe wieści. I wychodzi na to, że będę miał co odpowiadać — Rzekł na około, ewidentnie sprawiając wrażenie, że nie chciał z nią na ten temat szczegółowo rozmawiać, acz od razu otworzył szufladę i wyciągnął czystą kartkę papieru. Zaraz zaczął kreślić słowa kruczym piórem. Ładne pochylone pismo, miał niemałą wprawę i szło mu to szybko. Lisa mogła wyłapać pierwszy zwrot do odbiorcy, większymi literami o zgrabnej kaligrafii "Droga Sofio" było dość czytelne z odległości i kąta spojrzenia, acz dalsza część tego co pisał mniejszymi literkami ciężko było dostrzec.
— Będę musiał wyruszyć zaraz po otwarciu lokalu, aby wysłać choćby ten list. Jeśli chcesz możesz ze mną przejść się wtedy po mieście — Zaproponował w trakcie pisania, zapowiadało się że to być długi list. Już zdążył napisać jeden akapit — Acz jak widzisz teraz jestem nieco zajęty — Nie podnosząc wzroku, czyniąc pauzę w kreśleniu słów, wskazał lewą, wolną od pióra ręką niewielką stertę pozostałej korespondencji co oczekiwała jego uwagi — To też jeśli jest coś czego potrzebujesz ode mnie na tę chwilę, to proszę wyraź się jasno. A tak to zapraszam na dół do kuchni. Przy blacie po prawej stronie jest klapa do spiżarni. Nie krępuj się i zrób sobie coś do jedzenia w międzyczasie. Znajomi co pomagają mi prowadzić lokal przyjdą za jakąś godzinę, to też nie masz co się przejmować, nikt cię nie zaskoczy. Oprócz nas na ten moment nikogo tutaj w całym domu nie ma. Ja tymczasem potrzebuję chwili skupienia. — Zasugerował przybłędzie jakieś zajęcie, marszcząc zaraz czoło i przykładając do niego dwa palce dłoni, jakby myśli miały się skrystalizować na ściągniętych brwiach samoistnie, a on musiał je tylko chwycić w odpowiednim momencie.

[Zachodnie Zaavral] - Przybytek Tutlichtów

17
POST POSTACI
Lisayane
Nie zamierzała wtrącać się w treść listu. To nie była jej sprawa. Przez myśl przeszło jej, że wspomniane w liście imię, które udało jej się wyczytać, mogło mieć coś wspólnego z widzianym wcześniej na korytarzu obrazem, oraz przedstawionej na niej kobiecie, lecz ciągnięcie domysłów dalej nie miało większego sensu. Dlatego korzystając z okazji, gdy uwaga mężczyzny nie została jeszcze całkowicie pochłonięta przez listy, postanowiła ośmielić się wytrącić rozmówcę z tego zajęcia i zadać parę pytań. Nie zamierzała pozwolić aby wyszedł, lub zatracił się bez reszty w odpowiadaniu na listy, zanim zdąży wyciągnąć od niego więcej potrzebnych informacji. Odsunęła filiżankę z herbatą na bok, aby zrobić miejsce na stole na swój łokieć, na którym pewnie oparła swoją sylwetkę.
- Szukam kogoś. Bren Mags. Fridrich Wills. Czy mówią Ci coś te imiona?
Bezlitośnie wbijała się swoim wzrokiem w oczy rozmówcy, nawet jeśli te były skierowane w inną stronę, a jej głos uległ lekkiej zmianie. W jednej chwili stał się pewny siebie i nieznoszący sprzeciwu, choć nie arogancki czy bezczelny. Chciała w ten sposób wyraźnie, acz subtelnie zasugerować mężczyźnie, iż powinien znać te imiona, a także sprawić pozory, iż sama doskonale wie o kim mówi, jednocześnie dając do zozumienia mężczyźnie, iż bardzo jej zależy na dowiedzeniu się czegoś więcej na temat wymienionych osobników.
Kartoteka

[Zachodnie Zaavral] - Przybytek Tutlichtów

18
POST BARDA
Jak rzuciła pytanie nastała taka cisza, że przez moment miała wrażenie, jakby z jakiegoś powodu ogłuchła. Lucas zdał się nie do poznania. Do tej pory było w nim coś z pobłażliwości, serdeczności, czy prób współczucia. Biło od niego ciepłem i spokojem, acz teraz jakby poraziło go zaklęciem, jego spojrzenie spochmurniało, usta przyjęły zniesmaczony gniewny wyraz. Wyprostował się, odłożył pióro i listy.
— Mówią? Tę kanalię Willsa ciężko nie znać, każdy mniejszy kupiec czy podróżnik trzęsie gaciami, jak słyszy jego miano, kiedy podróżuje przez Księstwo Ujścia. Wills to dowód na to, że bogowie są ślepi na los zwykłych śmiertelników. Skurwysyn i jego siepacze mają na sumieniu setki istnień i żeby tylko ich mordowali — Słysząc jak Lucas cedzi poniektóre słowa przez zęby, Lisayane mogła być pewna, że jego relacja z tamtym ma nie bynajmniej podłoże osobiste — Dziecko, ten bandzior to nie jest jakiś uliczny entuzjasta rozbojów, co go ojciec zdzielił o raz w dupę za dużo... to pieprzony rzeźnik. — Uczynił pauzę, wymieniając z elfką długie i zimne spojrzenie, pochylił się w jej kierunku, nieznacznie — Magsowie mają swój apartament na Taj'cah. Od pokoleń ta rodzinka pracuje dla Syndykatu Tygrysa, czyli tego ustrojstwa co rządzi Archipelagiem. Trudnią się niewolnictwem i sponsorują zamtuzy. Podobnie jak Wills, to sukinsyny z najwyższej półki — Rzekł po czym wskazał na nią palcem — Z tego co widzę chyba zależy ci na spotkaniu z nimi. Zapomnij o tym. Zmarnujesz swoje bezcenne życie. Albo cię zabiją, albo zawloką do burdelu, gdzie będą cię brać na zmianę tak długo, aż zdechniesz z wyczerpania. — Zdecydowanie było to coś osobistego. Za tym całunem chłodnej fasady, którą starał się utrzymać, mogła dostrzec drzemiącą furię. Dłonie miał zaciśnięte na brzegu biurka i gapił jej się w oczy intensywnie. Liczył na jej komentarz w związku z podjętym tematem. Liczył, że ustąpi. Że się ukorzy i odpuści. Że zrozumie jego ostrzeżenie. Że jest to zwyczajnie ponad jej siły.

[Zachodnie Zaavral] - Przybytek Tutlichtów

19
POST POSTACI
Lisayane
Czasem cisza potrafi powiedzieć więcej niż najbujniejszy potok wyrafinowanych słów. W coś trafiła, jednak nie wiedziała w co konkretnie. Właściwie, to nawet sama nieco się wystraszyła wagą pytania, które zadała, biorąc pod uwagę grobową ciszę, która nastała i emocjonalną reakcję jej rozmówcy. Wreszcie, dla Lisayany zaczęło robić się ekscytująco, a przynajmniej ona była bardzo zaciekawiona tym, co się kryje za nagłą reakcją Lucasa. Mimo, iż w środku cała płonęła z ciekawości, na zewnątrz pozostawała niewzruszona, wciąż wbijając oczy w swojego rozmówcę, z beznamiętnym wyrazem twarzy.
Hoo? Denerwuje się. Bardzo dobrze. To brzmi nawet tak, jakby miał z nimi jakieś osobiste zatargi - tym lepiej. Skoro za nimi nie przepada, to nie będzie mi utrudniał zadania.
Z każdym kolejnym słowem, do młodej Elfki coraz bardziej docierało to, z jak poważnym zagrożeniem przyjdzie jej się zmierzyć, i w jak głębokim bagnie będzie musiała się zanurzyć, żeby uratować swoją rodzinę. Jeśli Lisayana kiedykolwiek posiadała jakieś względy litości dla tych, którzy wejdą jej w drogę, to w tym przypadku doskonale wiedziała, że jakakolwiek słabość z jej strony spowoduje potknięcie, które może przypłacić życiem swoim, lub swoich sióstr. Jeśli pozostała w niej jakakolwiek wrażliwość, która mogła by jej wejść w drogę, musiała ją w sobie czym prędzej zabić. Jej poprzednie nadzieje związane z pozyskaniem jakiejś dodatkowej siły mięśni do uporania się z "nieliczną grupką bandytów", tudzież "pojedynczym szlachcicem na byle dworku", w świetle nowo zdobytych informacji brzmiały śmiesznie. To wyglądało na o wiele szerzej zakrojoną i zorganizowaną akcję. Jeśli chciała dopełnić swojej zemsty, musiała myśleć wysoko ponad poprzednimi, dziecięcymi fantazjami.
Dobra. Czyli jednen i drugi to bezwzględne skurwysyny, do których raczej ciężko mi będzie od tak podejść i wbić sztylet w serce - zanotowano. Zresztą spójrzmy prawdzie w oczy - ja? Miałabym walczyć? Z kimś takim? Do tego najpewniej mających jakąś obstawę? Nie, choćbym znalazła najlepszego zabijakę pod słońcem, otwarta walka na pewno nie będzie prosta. A nawet gdyby jakoś mi się udało, to łatwo nie uda mi się ukryć przed zemstą z ich strony. To będzie wymagało więcej finezji. Mogłabym się pod kogoś podszyć. Pod jedną z tych kurew, o których wspomniał, na ten przykład. Hmmm, czy ja umiem się zachowywać jak kurwa? Ja chyba nawet do końca nie wiem co to w ogóle znaczy... wielu nazywało mnie "zimną suką", lecz ciężko powiedzieć jak blisko jedno stoi obok drugiego. Mogłabym też podszyć się pod kogoś, kto mógłby z nimi w jakiś sposób współpracować - jakiegoś kupca, informatora czy innego potencjalnego, dochodowego współpracownika, albo... po prostu dać się złapać, jakkolwiek wariacko to nie brzmi. Ale ta ostatnia opcja jest zdecydowanie zbyt ryzykowna. Tym niemniej, zawsze jest to jakaś opcja.
Słuchając swojego rozmówcy dalej, konfrontowała się z kolejnymi, niezbyt sympatycznymi wariantami niedalekiej przyszłości. Porażki tego typu nie wchodziły w grę. Albo zatopi swój sztylet w sercach tych, którzy ośmielili się porwać na jej rodzinę, albo zginie próbując. Wóz, albo przewóz.
Zaraz! Wóz? Kupiec? Właśnie! Mogłabym komuś z nich zaoferować sprzedaż informacji handlowych. To jakiś start. Pytanie, na ile, i czy w ogóle ktoś taki jak oni byłby tym zainteresowany. Ten cały łowca niewolników raczej nie, ale szlachcic, któremu zależy na zysku? Chyba nie przepuści dobrej okazji do zarobku, zwłaszcza legalnego?
Wiercący wzrok Lucasa, którym obdarzył dziewczynę, w tym momencie był dla niej niejako konfrontacją jej planów z ponurą rzeczywistością. Widziała w nim wszystko to, co wbrew idealistycznym planom mogło pójść nie tak. Nie wiedziała czy stać ją na taki ruch, czy byłaby w stanie rozegrać to dobrze na własną rękę, czy choćby nie zacznie się trząść jak galareta, kiedy tylko stanie na przeciwko jednego ze swoich oprawców, nie mówiąc już o całkiem realnej szansie na to, że zwyczajnie nawet nie spróbują jej wysłuchać, tylko z miejsca zatłuką na śmierć. Była skłonna ryzykować, wręcz wszystkim co ma, jednak różnica pomiędzy przemyślanym ryzykiem, a głupią naiwnością wiary we własne możliwości była znacząca. Lecz na jej szczęście, miała przed sobą kogoś, kto zadawał się żywić urazę do jej wrogów równie wielką, co ona sama.
Być może mogłabym go jakoś do tego wykorzystać? Potrzebuję więcej informacji. Zobaczmy co się pod tym kryje. Może poznam jakiś słaby punkt, który mogłabym wykorzystać?
- Brzmi to tak, jakbyś miał z nimi jakieś osobiste zatargi. - dodała spokojnym tonem po ostrzeżeniu wystosowanym przez mężczyznę, mając nadzieję, że tak nieznacznym pociągnięciem tematu uda jej się sprowokować mężczyznę do uzewnętrznienia się, i rzucenia więcej światła na historię zaszłości pomiędzy nimi.
Kartoteka

[Zachodnie Zaavral] - Przybytek Tutlichtów

20
POST BARDA
Odbicie sióstr i tam nieznaczny prztyczek w szeroki interes, to zadanie które mogłoby się nawet obyć bez rozlewu krwi, jeśli by tylko wiedziała gdzie są i jak przechytrzyć tych, którzy je przetrzymują. Toż zwykłe włamanie się i pomoc w ucieczce. Zaś ucięcie łba samej bestii i jeszcze zwianie przy tym z życiem, to już zupełnie inna gra. Lisayane słusznie mogła się obawiać znacznego oporu ze strony bandytów, a i nawet prób odwetu choćby się jej udało. W końcu chodzi o reputację, a jeśli bandzie można głównego szefa tak o zabić bez konsekwencji, to co to za banda... mechanizm dość prosty. No i zawsze na miejsce poprzedniego znajdzie się następny aspirant, który chętnie pomści swojego poprzednika, aby pozyskać posłuch. Jak chwasty, wyrwiesz, ledwie się obrócisz i wyrośnie kolejny. Słusznie mogła mieć obawy że potrzebuje czegoś znacznie więcej jeśli miałaby położyć temu kres, albo chociaż się zemścić, aniżeli tylko uratować swoje siostry.

— Czy ty w ogóle mnie słuchasz?! — Był moment w którym Lucas miał stracić fason, ale opamiętał się. Miał w końcu przed sobą ledwie poznaną przybłędę. Nawet nie znał jej imienia. Napchaną emocjami i pewnie brawurą młodocianych. W końcu opadł na krzesło, złożył dłonie przed siebie, kładąc je na stole. Odetchnął ciężko, a na jego twarzy znów zawitała ta powściągliwa twarz — Oczywiście, że mam jak to nazwałaś coś pokroju zatargów. Inaczej bym się tak nie uniósł, wybacz moje zachowanie panienko. Dranie zabili mi wielu przyjaciół i paru bliskich, stąd też i moje obruszenie. Nie inaczej dla ciebie pewnie też niewdzięczny temat, skoro go poruszasz tak od razu. Przykro mi. Niestety nic nie mogę z tym zrobić — W ostatnim zdaniu Lisa wyczuła nutę fałszu i do tego jego spojrzenie ku niej nabrało mniej ciepłego wymiaru jak na początku. Chcąc dać jej do zrozumienia, że nie chce z nią rozmawiać na ten temat, zostawił go tak jakby nigdy nic i wrócił do dalszego pisania listu, acz z większą werwą, jakby nabrał czegoś co niosło agresywnie jego rękę. Naciskał pióro mocno, nadstawiając je na szybkie stępienie.

[Zachodnie Zaavral] - Przybytek Tutlichtów

21
POST POSTACI
Lisayane
Przyjmowała jego uwagi ze spokojem, pozostając w bezruchu. Jedynie gdy mężczyzna nagle wstał z krzesła, ona oddała walkowerem miejsce nad biurkiem, odchylając swoją sylwetkę w tył, opierając się wygodnie o oparcie krzesła i zakładając nogę na nogę. Na jej twarzy nie pojawiał się żaden grymas, choć nie odciągała od mężczyzny wzroku w znacznym stopniu. Nie chciała w końcu, aby pomyślał, że Lisayane bagatelizuje jego rozterki, lub tym bardziej - w ogóle go nie słucha.
- To zrozumiała reakcja. - odpowiedziała na przeprosiny Lucasa, gdy już się uspokoił - Nie ma za co przepraszać.
Na odbicie piłeczki w jej stronę, gdy mężczyzna słusznie zauważył, iż dla Lisayany również był to niezręczny temat, dziewczyna wyraźnie i z powagą skinęła głową. Nie zamierzała jednak dać się zbyć ani bynajmniej zakończyć niewygodny temat. Zamierzała go drążyć do samego dołu. Nie ze względu na mężczyznę - jego los nie specjalnie ją interesował. Interesowało ją to zwyczajnie dlatego, iż tam na dole znajdowały się sznurki, za które chciała pociągnąć, aby osiągnąć swój cel. Ze spokojem śledziła wzrokiem wgniataną w papier stalówkę pióra, dając obojgu z nich czas na wzięcie paru oddechów.
Ten gniew... to jeszcze niezabliźnione rany. Tak, to mi się bardzo przyda. Muszę to wykorzystać.
- To co się stało... musiało być dla Ciebie bardzo ciężkie. - po chwili przerwała ciszę - Wybacz mi moje wścibstwo, ale czy nie myślałeś o tym, żeby zemścić się za to co spotkało Twoich bliskich?
Jej beznamiętne spojrzenie znów wwiercało się w oczy mężczyzny, jakby chciała zajrzeć do jego duszy, choćby on sam nie chciał niczego powiedzieć.
Kartoteka

[Zachodnie Zaavral] - Przybytek Tutlichtów

22
POST BARDA
Mężczyzna kontynuował pracę w milczeniu, słysząc to za niedługo słowa współczucia, a następnie pytanie o wendetę — Zemsta z pewnością osłodziłaby mi życie. — Na same słowa o spełnieniu tego od razu poprawił mu się humor, choćby na moment — Nie żebym nie próbował ku temu poczynić jakichś postępów, ale wciąż mi daleko do konkretów. Z mojej pozycji mogę zaledwie wspierać tych co zwalczają tego typu gnidy. Mam też inne zobowiązania, których nie mogę odpuścić — Wzrokiem wskazał na swoje biurko i te wszystkie rzeczy które na nim były, jakby to było właśnie tym zobowiązaniem. Z pewnością dużo pisał i komunikował się z wieloma osobami — Uprzykrzam jednak życie draniom, jak tylko mi to pozwala życie. Choćby pomagam tym co egzekwują prawo w tym mieście i poniekąd walczę z korupcją, jak przykładny mieszkaniec Keronu — Uśmiechnął się nieco z goryczą, jakby sugerował coś zgoła innego, jeśli chodzi o bycie przykładnym mieszkańcem.
Uczynił krótką pauzę, aby tym razem skupić się na osobie przed nim — Ty zaś widzę kontynuujesz temat, szastając moją gościnność. Wiesz, nie ładnie tak naciskać na drażliwe sprawy w pierwszej konwersacji, to psuje pierwsze dobre wrażenie. Acz nie mogę ci ująć determinacji w twoim spojrzeniu. Hmmm... powiedz mi w takim razie, jak mogę ci pomóc z tymi oprychami, a może już masz jakiś błyskotliwy plan jak im się dobrać do skóry. — Rzekł odrywając się zupełnie od pracy, a Lisa znów mogła cieszyć się jego pełną uwagą i nieco cynicznym akcentem w drugiej części ostatniego zdania. To co mogła w nim dostrzec to rosnąca ciekawość jej osobą, jakby miał na czole wypisane pytanie: 'Kim jesteś i czemu oni?'
ODPOWIEDZ

Wróć do „Zaavral”