Oberża "Pod Halabardą"

76
POST BARDA
- A witam szanownego pana. Wywar pomógł? Dobre się spało? - Powiedział do niego z uśmiechem karczmach. Co prawda nie był on do końca szczery, ale czy to było aż takie ważne? Nadal był dla niego gościem, który dzięki swemu towarzyszowi zapewnił mu spory dochód na najbliższe miesiące. Nie oszukujmy się, chciwość była u ludzi zazwyczaj nie mniej silnym uczuciem, niż u krasnoludów. Oczywiście gestem zaprosił go do jednego ze stolików. W sali głównej nie panował wielki tłok. Znajdowało się tu zaledwie trzech gości, którzy ewidentnie wyglądali na takich, co nie pospali zbyt dobrze i wyglądali na takich, którzy mieli zaraz usnąć. Ich ubrania były brudne i mokre od czegoś, co przypominało błoto.
- Co sobie pan życzy na śniadanie? Coś specjalnego? - Mistrz mógł mieć pewność, że cokolwiek powie, jest spora szansa, że będzie mu to przygotowane, o ile oczywiście zapasy na to starczą. Nie był ograniczony do tego, co innym dziś serwowano - jajecznicę z dodatkami oraz chlebem. Karczmarz nawet się nie zająknął o uszkodzeniach, jakie powstały przy specjalnym pokoju.
- Co do picia, nie proponuje alkoholu z rana. Udało nam się trafić na ciekawy przepis naparu, którego skład ziół dodaje energii z rana. - Dodał do swoich słów, oczekując na reakcje. Nie proponował tego naparu każdemu, bo przecież ziółka te nie były tanie. Oczywiście czarodzieje mogli sobie na nie pozwolić.


W międzyczasie, jak Tanga zszedł na dół, bo droga na zewnątrz prowadziła przez główny przybytek, karczmarz odwrócił się, by zobaczyć, kto schodzi po schodach.
- Witam i sza...- Urwał w połowie słowa na widok mężczyzny, który zachowywał się tak, jakby lunatykował. Szedł przez siebie, nie zwracał uwagi na otoczenie. Nie ubrany z grzebieniem we włosach.
- Proszę na bogów go powstrzymać. Jeszcze zrobi komuś krzywdę. Zwłaszcza, że dziś ten cały durny turniej. Pewnie będzie więcej straży na ulicach. - Karczmarz błagalnym wzrokiem skierował wzrok na elfa. Coś jeszcze zostało mu z dobroci serca i nie chciał, by towarzysz mistrza magii zrobił coś głupiego.

Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Oberża "Pod Halabardą"

77
POST POSTACI
Lindirion
Rzadko, bo rzadko, ale zdarzało się, iż Lindirion miał dobry nastrój. Wyspał się w wygodnym łóżku, nie bolało go, miał plany, a do tego był w Oros! Może w świetle dnia uda mu się spojrzeć na miasto nieco przychylniejszym wzrokiem. Dobry humor nie znaczył jednak, że elf podskakiwał czy też nucił pod nosem - raczej po prostu nie miał aż tak grobowej miny, jak zazwyczaj.

- Dzien dobry. - Przywitał się uprzejmie z karczmarzem. - A dziękuję, dziękuję. Muszę powiedzieć, iż okład był nad wyraz skuteczny. - Przyznał, przestępując z nogi na nogę, chcąc jeszcze raz przetestować, czy kręgosłup na pewno się nie odezwie. - Łóżko również zrobiło swoje. Bardzo wygodne macie posłania, karczmarzu. - Pochwalił, siadając przy jednym ze stolików. Inni zebrani nie mieli dla niego żadnego, ale to żadnego znaczenia. - Nie będę wybredny. Podajcie, co macie. - Polecił, nie chcąc przesadnie kręcić nosem. Śniadanie nie miało wielkiego znaczenia. Strawa była tylko po to, by napędzać ciało. Mózg karmił się czymś innym! - I poproszę te zioła, skoro proponujecie. - Dodał. Nie zaszkodzi spróbować czegoś nowego. Ale czy na pewno było nowe? Było z Oros!

Tangę odprowadził spojrzeniem. Nie wykazał nawet cienia zaskoczenia.

- Proszę mu pozwolić, musi się dobudzić. - Powiedział Lindirion. - Mam prośbę. Do południa proszę mi nie przeszkadzać. Będę w pokoju.

Oberża "Pod Halabardą"

78
POST BARDA
Kręgosłup nie odezwał się ani razu. Mógł spokojnie podejrzewać, że nawet gdyby zrobił teraz fikołka do tyłu, to prędzej jego kończyny zareagują bólem, niż kręgosłup. Wyglądało to tak, jakby zmęczone długim żywotem jego kości, odzyskały nieznacznie sprężystość z lat młodości. Może teraz, jakby spróbował zrobić to samo z Tangą, nie odczułby takiego bólu?
- Dziękuje bardzo za takie ciepłe słowa. Staram się zrobić wszystko, by zadowolić osoby, które zatrzymują się w moim przybytku. I dlatego dbamy nie tylko o to, by były czyste, ale także wygodne. - Następnie ściszył nieco głos, jakby nie chciał, by inni to słyszeli. - Sam czasem z tego okładu korzystam. Wie pan, jak czasem dużo się nosi, to kości już nie te. Do tej pory anu razu przepis babuni mnie nie zawiódł. - I odsunął się nieznacznie. Elf mógł wyczuć nieco piwny zapach dochodzący z jego ust. Widocznie karczmarz popijał sobie nieco w pracy. Nie były to duże ilości, które spowodowałyby niemoc ciała i umysły.
- Ależ oczywiście. Niedługo wszystko podam w takim razie. - Powiedział uradowany. Głownie z tego powodu, że nie musiał specjalnie silić się na coś szykownego. Oczywiście nie poda mu zwykłej jajecznicy, tylko doda trochę rzeczy, by elf nie odczuł, że to danie dla biednych. Przy tym było znacznie mniej roboty.
- Oczywiście szanowny panie. Obiecuje, że jeśli to nie będzie absolutnie nic ważnego, nikt nie będzie pana niepokoił. - Trochę pokręcił nosem na temat tego, że nie próbował powstrzymać Tangi, jednak nie odezwał się ani słowem. Poszedł do kuchni, by przekazać kucharzowi to, co ma zrobić.


Po niedługim czasie karczmarz wrócił, niosąc mu spory talerz jajecznicy, która posiadała sporo rozmaitych dodatków, mając uatrakcyjnić smak potrawy. Do tego pajda krojonego i ciepłego chleba i napar w ceramicznym naczyniu.
- Trunek ma lekko gorzkawy posmak. - Powiedział uprzejmie, by elf nie zdziwił się, dlaczego to tak, a nie inaczej smakuje. Napar miał zielonkawy odcień i pływamy w nim jakieś rozmoczone listkowia.
- A właśnie, drogi panie. W nocy ktoś przybył to karczmy i prosił, by przekazać panu ten list. Przyjęła go nocna obsługa, więc nie wiem, kim była ta osoba. - Podał mu kopertę, która nie zawierała żadnej pieczęci, ani napisu. Po przekazaniu karczmarz oddalił się od stolika.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Oberża "Pod Halabardą"

79
POST POSTACI
Lindirion


Lindirion nie zamierzał robić fikołków. Jego dzisiejsza aktywność miała zamykać się w powolnych spacerach po Oros. Nauczył się już, iż Tandze nie wolno pomagać. Chłopak nie dość, że był ciężki jak głaz i tyleż samo miał gracji, to i doskonale radził sobie sam.

Skinął karczmarzowi głową, najpierw przyjmując do wiadomości jego opowieść o okładzie, a potem zgadzając się z czasem oczekiwania na śniadanie. Niedługo nie było zbyt kłopotliwe, choć mistrz miał jeszcze dużo planów na ten poranek. Piwo nie było jego kłopotem. A niech sobie żłopie własne trunki.

Posiłek podany do stołu był wystarczającej jakości. Lindirion nie myślał nawet o tym, by zjeść wszystko - zwykle nie jadał dużo, o co głowę suszyła mu jego goblińska gosposia. Z każdym dniem na wygnaniu tęsknił za nią coraz bardziej. Dopiero teraz rozumiał, jak wielki błąd popełnił, nie zabierając jej że sobą w podróż.

Zarówno jajecznica, jak i herbatka, zniknęły w wystarczającej elfowi ilości. List od siostry skutecznie odciągnął go od jedzenia. Cóż znaczyło to, że ma się ukrywać ze swoim elfim jestestwem? Cóż miał zrobić? Przystrzyc uszy? Chodzić na kolanach, by wydać się niższym? Uznał rady Renatii za niedorzeczne. Spotkanie w publicznym miejscu było dobrym wyborem. I choć tego nie planował, będzie mu jednak dane obejrzeć pojedynek Tangi.

- Dziękuję. - Powiedział do karczamarza, choć nie zależało mu bardzo na uwadze. Jeśli go nie usłyszał - trudno! Mistrz zostawił swój talerz i wybrał się z powrotem na piętro, do pokoiku.

Ciesząc się chwilą nieobecnością Tangi, uklęknął na podłodze i zamknął oczy. Starał się wyczuć esencję tych, których poszukiwał: matki i ojca. Na odludziu było łatwiej, tu, w mieście, mieszały się energie żywych i umarłych, wirowały w srebrzystym wirze, z którego trudno było wyłowić pojedyncze elementy.

- Loqui. Matko? - Szepnął, starając się wywołać ją spośród szumu. Ale czy matka była w ogóle martwa?
Spoiler:

Oberża "Pod Halabardą"

80
POST BARDA
Napar zdecydowanie był tym, o czym karczmarz opowiadał. Miał gorzki smak, ale dodawał jego ciału nieco energii. Można powiedzieć, że nie musiał się martwic tym, że dopadnie go ochota na lenistwo. O wiele łatwiej utrzyma skupienie oraz koncentrację. A zmęczenie nie przyjdzie tak szybko. Niby tylko to zwyczajne zioło, pomieszane z gorącą wodą, a jaką potrafiły zrobić różnice. Karczmarz oczywiście nie słyszał podziękowania, a to dlatego, że już go przy nim nie było. Miał innych gości do obsłużenia, stoły do wysprzątania. Pracował nad tym, by móc nie martwić się o podatki nakładane na niego przez miasto.

Mistrz magii w swoim pokoju wykonał odpowiednie przygotowania. Esencji duchowej było bardzo dużo i te różniły się nieco od siebie. Inna posiadały elfy, ludzie, czy nawet niektóre byty. Takie drobne szczegóły, ale czy pośród nich znajdowali się jego rodzice? Ciężko było o pewność, bo potrzebowałby o wiele spokojniejszego miejsca. Rzucił zaklęcie i nic się nie stało. Pośród osobliwych doświadczeń z tym czarem i jego magicznej wiedzy mógł z całą pewność stwierdzić, że jego matka po prostu żyła. Inną możliwością byłoby całkowite zniszczenia istoty duchowej, która usuwa daną osobę w dosłowną nicość. Jako, iż on nigdy nawet nie spotkał się z takim zaklęciem, które umożliwia tak mroczny czyn, o wiele pewniejsza jest opcja, że Lanette Aldario wciąż żyła, a czy miała się dobrze?
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Oberża "Pod Halabardą"

81
POST POSTACI
Lindirion
Czekał na odpowiedź odrobinę dłużej, niż robił to zazwyczaj. W dziczy Varulae jedynym, co mogło mu przeszkadzać w rzucaniu zaklęcia, była jego goblińska gosposia, tu natomiast miał morze dusz, z których musiał wyłowić tę jedną, konkretną. On mógł nawoływać, matka jednak nie odpowiadała. Nie podejrzewając, by z jej esencją stało się coś złego po śmierci, Lin mógł przyjąć, że matka żyła, a to oznaczało, iż należało udać się z wizytą. Gdy spotka siostrę, nie omieszka zapytać ją o drogę do rodziców. Ojca już nie nawoływał, Morion Aldario mógł żyć, jak i nie żyć. Lindirion miał się o tym przekonać wkrótce.

Zaklęcie zajęło mu mniej czasu, niż się spodziewał, gdy wywoływany duch nie odpowiadał. Nie pozostało mu nic innego, jak poczekać na Tangę. Chłopak nie mógł pobiec daleko, a w międzyczasie mistrz nie chciał zajmować się czymś, co mogłoby go pochłonąć nadto. Kusiły odwiedziny w Oroskiej bibliotece uniwersyteckiej, ale był pewny, że gdyby raz tam się znalazł, nie opuściłby przybytku nawet na sen. Tanga musiałby go szukać. Jak sam trafi na turniej?

Oberża "Pod Halabardą"

82
POST BARDA
Elfi mag tak czekał na powrót Tangi. Nie działo się nic niezwykłego przez ten czas. Delikatny deszcz uderzał o szybę i nikt nie próbował zmącić jego spokoju. Przynajmniej do czasu. Rozległo się pukanie do jego drzwi, tylko one zdecydowanie nie było standardowe.
- Puk, puk, puk. - Na początku bardzo wolne. - Puk, puk, puk. - Teraz zdecydowanie szybsze. I po chwili znowu pojawiły się te dźwięki. Umysł Elfa skojarzył to z muzyką. Ktoś pukał, jakby próbował grać na drzwiach w rytm trzech wolnych i tyle samo szybkich uderzeń? Po chwili usłyszał jeszcze cichy, niewyraźny śmiech. Karczmarz na pewno by nie przeszkodził mu, skoro dał słowo, że jedynie w naprawdę ważnych przypadkach przyjdzie tutaj, więc kto to mógł być? Nikt normalny nie uderzałby w drzwi. Chciał się ktoś tu dostać, czy może to były zwyczajne żarty?
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Oberża "Pod Halabardą"

83
POST POSTACI
Lindirion
Pozostał na podłodze, wygodnie klęcząc w pozycji, która była stabilna, ale jednocześnie zapewniała optymalny przebieg energii... a przynajmniej w to wierzył Lin. Był w stanie czarować na stojąco, siedząco, ba, nawet leżąco! Żadna z pozycji nie była jednak na tyle wygodna, jak ta.

Przymknął powieki oddając się niemyśleniu. Bywały chwile, gdy należało oczyścić umysł, zwolnić, skupić się na własnym oddechu, biciu własnego serca, póki to jeszcze pracowało. Medytujący mag mógłby doczekać tak powrotu Tangi, jedank coś nie dawało mu spokoju.

Puk, puk, puk. Puk-puk-puk!

Czyżby ktoś stroił sobie z niego żarty? To, co wyprawiało się po drugiej stronie drzwi, nie brzmiało jak muzyka. W czasach młodości, jeszcze w tym samym, mniej przeklętym Oros, Lindirion uczęszczał do teatrów i oper, by nacieszyć uszy sztuką. Znał muzykę. To była karykatura rytmu.

- Chłopcze, jeśli to ty, radzę ci po prostu wejść. - Powiedział na tyle głośno, by osoba po drugiej stronie go usłyszała, a chłód w głosie miał zmrozić Tangę do szpiku kości!

Oberża "Pod Halabardą"

84
POST BARDA
Kiedy zimny głos Lindiriona dotarł do kogoś, ten usłyszał bardzo niski, dziewczęcy pisk. To zdecydowanie nie był jego ludzki towarzysz, który wybrał się na poranny bieg. To zdecydowanie ktoś inny i o wiele młodszy od niego. Przez chwile nic się nie działo, co mogło sugerować, że ta istota sobie poszła, ale nic bardziej mylnego. Po kilkunastu uderzeniach serca usłyszał znowu ten sam dźwięk, choć rytm był zdecydowanie inny.
- Puk, puk - puk, puk, puk - puk. - Czyżby ktoś się z nim bawił? Próbował doprowadzić do muzycznego szaleństwa? Nikt nie wchodził. Nawet klamka nie była ruszana. Co ktoś chciał osiągnąć, to robiąc?
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Oberża "Pod Halabardą"

85
POST POSTACI
- Psia jucha. - Elf zaklął pod nosem, dając nerwom ulecieć przez usta w postaci tych niewiele znaczących słów. Zaraz też skarcił się w myślach: nie powinien dać ponosić się emocjom. Był w Oros. Miasto się zmieniło, ale to wciąż było jego miasto. Nie było tu nic, co mogłoby mu zaszkodzić, a z pewnością nie dziecko, które ukrywało się pod drzwiami!

Nie miał wyboru, jak tylko ukrócić te żarty. Niszczyciel dobrej zabawy, Mistrz Lindirion Aldario, wstawał powoli. Ruch za ruchem, podpierając się dla utrzymania równowagi, uważał, by jego biedny kręgosłup nie ucierpiał w starciu z grawitacją. Czuł się dobrze i wydawało się, że babciny okład zadziałał cuda, lecz przezorności nigdy nie było zbyt wiele.

Zbliżał się do drzwi powoli, cicho jak kot lub też elf, który nie chciał zdradzić swojego położenia. Podszedł do drzwi i bez wahania złapał i pociągnął za klamkę. Ktokolwiek chciał się z nim bawić, teraz będzie musiał ponieść tego konsekwencje!

...choć tak naprawdę wciąż liczył na to, że zobaczy Tangę.

Oberża "Pod Halabardą"

86
POST BARDA
Pod drzwiami nie zobaczył oczywiście swojego przyjaciela Tangi, a zaledwie dziecko, które nie ma więcej, niż cztery wiosny. Ubrane jest w taki zwyczajny strój bez bogatych dodatków. Nawet bez wprawnego oka widać było, że nie jest to potomek ludzkiego pochodzenia, należący do klasy biedoty. Nie było w stanie dosięgnąć do klamki nawet na wyciągniętych do góry rekach i stojąc na palcach. Ta mała i radosna kulka niewinności uśmiechnęła się szeroko i radośnie do elfa, zadowolona, że ktoś postanowił się z pobawić z nim. Dziecko sięgnęło do kieszeni i wyciągnęło z niej ukruszone ciasteczko. Chwyciło w obie dłonie i skierowało je w kierunku Lindiriona. Uśmiechało się przy tym szeroko i radośnie.
- Cistko. - Zaszczebiotało do niego, jakby chciało mu je po prostu dać. Tak po prostu. Dziecko nie było do niego nastawione negatywnie. Było po prostu zbyt małe, by dorośli mogli mu wmawiać, co jest dobre lub złe. Ono po prostu miało swój świat i ewidentnie było pozytywnie nastawione do wszystkich.


Po tym, jak Tanga wszedł do karczmy, wiele par oczów skierowało się w jego stronę. Niektórzy nie ukrywali zdumienia, inni szybko odwrócili wzrok. Jedynie karczmarz, przyzwyczajony do dziwnych klientów odetchnął z ulgą, że jego worek z monetami..ekhm...ważny klient wrócił cały i zdrowy. Nie chciał oczywiście, by został złapany przez straż.
- Witam ponownie. Jak poranny bieg? Zakończył się dobrze? Nie było kłopotów po drodze? - Zagadał do niego z lekkim uśmiechem. Oczywiście jeszcze nie wiedział o tym, co się stało. Miał nadzieje, że ten człowiek dzięki temu zgłodniał i zechce coś zjeść. Wiadomo, najedzona osoba to zadowolona. I dzięki temu, chętnie tu wróci kiedyś. Dlatego zależało mu na sprawieniu dobrego wrażenia.

Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Oberża "Pod Halabardą"

87
POST POSTACI


Lindirion dostrzegł pod drzwiami dziecko, jednak nie był to Tanga. Dziewczynka była niewielka i mistrz Aldario nie miał pojęcia, jak się zachować. Nie miał wcześniej wiele do czynienia z dziećmi. Nie było dla nich miejsca na uniwersytecie, ani na późniejszej wojnie. Również w Varulae raczej nie przyjmował do siebie interesantów z dziećmi. Krzyczały, płakały, a najczęściej również nie pachniały zbyt dobrze.

I była jeszcze jedna rzecz: zachowywały się całkowicie irracjonalnie. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że to mikre stworzenie przyszło pod jego drzwi i teraz proponowało mu wymemłane ciastko?

Elf nie odpowiedział na uśmiechy dziecka. Jego mina pozostała tak grobowa, jakby patrzył na kolejnego trupa aniżeli żywą istotę. A może zrobić z niej sługę? Takiego, który chroniłby im tyły w mieście? Szybko odgonił od siebie te myśli. Nie było konieczności. Oros wciąż było Oros, mógł dać sobie radę sam, lub z Tangą.

- Znikaj stąd. - Polecił dziecku. - Nie należysz do mnie.

Oberża "Pod Halabardą"

88
POST POSTACI
Tanga
Po wcześniejszym rozdrażnieniu i zaspaniu nie pozostał nawet najdrobniejszy ślad. Zastąpiła go za to nowa energia, która widoczna była od samego przestąpienia progu.
Kiwając entuzjastycznie głową i wytrząsając przy okazji część nazbieranej we włosach wody zupełnie niczym pies, Tanga zbliżył się do szynkwasu.
- Bez kłopotów - potwierdził z uśmiechem, kiwając się lekko na bosych stopach. - Miasto pachnie dzisiaj lepiej. Mniej śmieci na ulicach - poinformował karczmarza z zadowoleniem. Oros zawsze wydawało się czystsze niż jakiekolwiek inne miasto, jakie zdarzało mu się oglądać, ale nie znaczyło to, że jego zapachy mniej drażniły wyczulony węch kogoś, kto wychował się w otoczeniu kompletnej dziczy. Nieczystości w większości wsi i osad zwykło się raczej zakopywać, zbierać na kompost lub wykorzystywać w inny, bardziej pożyteczny sposób. Nic się nie marnowało i nie zalegało w miejscach, w jakich zalegać nie powinno. Zresztą zapachy nieczystości zapachami nieczystości. Dużo gorsze były wciąż babskie pachnidła.
-Mogę dostać coś na śniadanie? - zapytał, po czym wreszcie rozejrzał się dookoła, a nie wyłapawszy wzrokiem znajomej postaci, ponownie zwrócił twarz w kierunku właściciela. - Nie ma go? Czarownika z długimi uszami?

Oberża "Pod Halabardą"

89
POST BARDA

To dziecko nie drażniło jego zmysłu węchu, więc nie musiał się martwić tym, że jakiś zapach zrujnuje mu poranek, choć w jednym się nie mylił. Dzieci nie postępowały według logiki dorosłych. Od dawien dawna wiadomo, że ich świat był o wiele prostszy i przez co nie raz zaskakiwały swoich rodziców. Ile razy dzieci pytały o coś i tym sposobem ich otoczenie było wprawiane w osłupienie? Zapewne bez liku. I dlatego właśnie Lin osiągnął efekt odwrotny do zamierzonego. Te miast zgodnie z jego poleceniem odejść, włożyło do kieszeni ciasteczko i w mgnieniu oka, przytuliło się do jego nogi.
- Ładny pan. - Powiedziało dziecko, jak tylko uniosło głowę do góry i podarowało elfowi swój szczery uśmiech. Jakby tego było mało, powiedział coś, co oczywiście mały człowiek nie zrozumiał. Dlatego właśnie mógł poznać, że dziecięcia ciekawość nie miała ograniczeń.
- Znikaaać? Cio to? Jak się znika? Pan potrafi znikać? Nauczy mnie pan, jak to się robi? - Dzieciak powiedział to tak szybko, jak tylko mógł na jednym oddechu. Tak łatwo teraz nie uwolni się od dziecka.

Kiedy tanga wspomniał, że mniej śmieci było na ulicach, karczmarz od razu skojarzył fakty, które nie były znane dwójce wędrowców. Pamiętał, że ten podróżnik może być na poziomie wykształcenia magów, dlatego wolał unikać dłuższych zdań. Nie musiał także mówić wiele o tym, co trapiło miasto od pewnego czasu.
- Z tego, co pan mówi, wnioskuje, że osoby odpowiedzialne za porządek w końcu ruszyły swoje tyłki. To dobrze. - Mówił to niby do siebie, ale tak naprawdę te słowa nie miały konkretnego odbiorcy. Ucieszył go fakt, że Oros powoli wraca do tego, czym było dawniej. Jeszcze trochę czasu pewnie minie, nim uda się osiągnąć dawny stan.
- Powinno już tak utrzymywać się cały czas. - Dodał, mając nadzieje, że ten drobny szczegół nie wpłynie źle na odbiór jego ukochanego miasta. Nie, żeby jego lokal miał najlepszą opinię w mieście, ale liczył się tu porządek i pewne, cicho przyzwolenie z jego strony.
- Mamy jajecznice dziś z dodatkami, ewentualnie jeśli to nie odpowiada, nasz kucharz przygotuje to, co pan sobie tylko zażyczy. Coś konkretnego chce pan do picia przy śniadaniu? - Powiedział uprzejmym tonem i kiedy spytał o przyjaciela, karczmarz uniósł brwi ze zdziwieniem. Czarownik? To by wyjaśniało pewne kwestie. Nie pytał o nie przez wzgląd na zapłatę, ale zazwyczaj bywał ciekawski.
- Pana towarzysz? Jest w swoim pokoju. Prosił, by mu nie przeszkadzać do południa. - Powiedział, choć nie dodał, iż chodziło tu oczywiście o niego. Podejrzewał, że tamten nawet by tym się nie przejął, właśnie przez wzgląd, że to ich wspólna sypialnia, więc chcąc nie chcąc, może zignorować te słowa.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Oberża "Pod Halabardą"

90
POST BARDA


Im dłużej patrzył na dziecko, tym mniej podobała mu się ta sytuacja. Zerkał na pacholę u swych stóp, jakby to miało zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu, lecz niestety - jego materialna forma nie tylko trwała, ale jeszcze postanowiła zbliżyć się na tyle, by dotykać jego szaty w stopniu zdecydowanie zbyt wysokim. Lepkie łapki, ciepłe, pulchne ciałko... Doskonale obrzydliwy twór, słabość w oczach świata!

- Zachowaj komplementy, słaba istoto. - Odpowiedziałem dziecku na jego opinie. Nie widział dziewczynki jako człowieka, a raczej jako dalekie jemu samemu, dziwaczne stworzenie, tak niezrozumiane w świecie dorosłych. - Odejdź. Nie zamierzam z tobą dyskutować. - Stwierdził szorstko i starał się poruszyć nogą, by dziewczynka odczepiła się i dała mu odejść. - Pójdź swoją drogą.

Wróć do „Oros”