Oberża "Pod Halabardą"

1
Obrazek

Położona niedaleko rynku w jednej z bocznych uliczek jakich to wiele w tym mieście, stała Ona. Tak to była osław... znaczy sławna Oberża "Pod Halabardą" Pomimo tego, że ulice przy tejże oberży szczególnie tłoczne nie były, to jednak w środku niemal zawsze było sporo luda. Sam budynek tawerny był lekko pochylony i wyglądał jak prosta, zwyczajna stara kamienica... nie licząc szyldu, który wisiał nad drzwiami... a raczej ostrza halabardy. Weterani oberży żartowali, że jeżeli pod tym ostrzem przejdzie ktoś kto będzie żądał od oberżysty pieniędzy, to ostrze to niechybnie spadnie mu na łeb... i ponoć było w tym ziarno prawdy... ale o tym lepiej nie mówić. Dach, opatrzony w czerwone dachówki... no miejscami były zielone... a połowy brakowało, a dziury załatane były słomą. Front budynku był jeszcze bardziej umęczony niźli dach ... wyglądało to jakby ktoś pod wpływem alkoholowego wyzwał budynek na bitwę śmiertelną i walił w kamienie i deski tak długo, aż nie padł trupem... ale znowu zbaczamy z temat. A więc teraz wnętrze. Oooo to jest ciekawe. A w zasadzie to niezbyt. Oberża znajduje się na parterze, a na pięterku sypia sobie właściciel wraz z małżonką. W sali biesiadnej, o ile biesiadą nazwać można picie na umór i wymiotowanie wieczorami po kątach, życie pędzi niczym narowisty koń. Co rusz ktoś gra w karty, siłuje się na rękę, klepie po tyłku nadobną dziewkę roznoszącą trunki, a wieczorami słychać radosna okrzyki, muzykę, a na stole tańcują podpici artyści. Przesiadują tu najróżniejsze osobistości - strażnicy, złodzieje, czarodzieje, żacy którzy uciekli z lekcji, lichwiarze, pijacy i wielu wielu innych. Na ścianach wiszą skóry dzików, a w kącie cicho skwierczy kominek ogrzewający zimne ściany oberży. Nad jego wesołym ogniem wisi garnuszek w którym Henry często gotuje grochówkę. Dlaczego? Tego nikt nie wie, ale każdy wie że gdy Siwy Zlakum próbował ugotować w nim rosół skończył ze złamaną ręką i kawałkiem szklanego kufla w gardle... a może był to cały kufel? Wracając do sali, to znajdują się w niej liczne większe i mniejsze stoły przy których siedzi wcześnie wspomniana śmietanka towarzyska. Na przeciwko wejścia stoi lada, która wygląda jakby niejeden już waleczny wój zwrócił na nią swój posiłek po czym pacnął w nią twarzą.Za ladą stoi pan i władca tych czterech ścian- Gruby Henry. To człowiek pogodny, będący przy kości i lubiący świętować, lecz jednocześnie nieznoszący jakichkolwiek burd i rządzący w swoim przybytku twardą ręką. Ponoć nie pozwala nikomu tu umrzeć... no chyba że z przepicia. I to właśnie jest Oberża "Pod Halabardą"... co w niej takiego wyjątkowego? Cóż... jak było powiedziane zbierają się tu najrozmaitsze persony. Często dochodzi tu do różnych nielegalnych interesów, a lichwiarze wręcz uwielbiają to miejsce.. o ile ktoś im nie przyłoży w twarz. Wiel osób przychodzi tu szukać pracy i mówi się że najdzie się tu nawet osoby gotowe zabić samych bogów. Niektórzy zaś mieszkańcy Oros żartują, że to tutaj, a nie na dworze królewski czy ksiażęcym ważone są losy całego Keronu, a może i świata. Ale kto by się przejmował gadaniem hołoty... prawda?


Tak własnie myślał Profesor Felivrin, który przeszedł tu prosto z Uniwersytetu wchodząc po cichu przez drzwi do dobrze sobie znanego przybytku. Następnie zamknął je za sobą i rozejrzał się po sali.
A w tej nie było tu dzisiaj zbyt tłoczno i o dziwo nikt nie leżał na podłodze. Widać nikt wczorajszej nocy nie miał urodzin, a raczej nikt nie stawiał. W karczmie było dość czysto, a meble stały tam gdzie powinny... innymi słowy wczoraj zdecydowanie nie było tu burdy. Elf już nie pamiętał kiedy ostatnio widział lokal w równie dobrym stanie. Przy stołach siedziało kilku znanych mu bywalców, którzy lubili dobrze wypić, ale pora była jeszcze wczesna, więc elf nie musiał na razie zbytnio na nich uważać. Pod ścianą dojrzał znajomego lichwiarza rozmawiającego o czymś energicznie z jakimś zasmuconym mieszczaninem... a więc nic nadzwyczajnego. Po za tym kilka twarzy których jakoś nie umiał sobie przypomnieć. Podchodząc do lady czuł na sobie spojrzenia kilku osób, ale całkowicie je zignorował i najzwyczajniej w świecie oparł się o blat. Spojrzał w nalaną tłuszczem twarz oberżysty i rzekł.

- Henry mogę cię prosić o kufel ciemnego piwa? - przy czym słowo "piwo" podkreślił całkiem wyraźnie. Nie chciał znowu mieć do czynienia z eksperymentami Henryego. Owszem dawały mocnego kopa i rozjaśniały umysł niczym wodospad... ale zawsze kończył przez nie z głową w wychodku i z dziwną wysypką na twarzy. Nie chciał znowu udawać do medyka i odpowiadać na niewygodne pytania.

Kiedy kufel z jakimś płynem pojawił się przed jego twarzą elf zajrzał ostrożnie do naczynia i pociągnął mały łyk, aby upewnić się iże jest to to co zamawiał. kolor się zgadzał, smak też... jeśli nie przewróci się za kilka minut to zdecydowanie jest to zwyczajne piwo hojnie pokropione wodą. Uspokojony uśmiechnął się do oberżysty i zapytał go swobodnie.

- Coś ciekawego się ostatnio dzieje na mieście? - ciekawość wzięła górę nad pośpiechem. Nie mógł sobie tego po prostu odmówić. A na dodatek w tym miejscu czuł się na dodatek tak swobodnie... mimo że było tu dość ciasno. Nie to co Uniwersytet. Tutaj mógł się odprężyć i odpocząć od pracy. Postanowił więc, że dowie się co słychać na mieście, a dopiero potem zajmie się zakupami.
Spoiler:

Re: Oberża "Pod Halabardą"

2
— A bo ja wiem? — burknął Henry, jakby nie bardzo chciało mu się gadać. — A bo ja bywam w mieście? Siedzę tu na rzyci i piwo polewam dzień w dzień, to skąd mnie takie rzeczy wiedzieć?

Oczywiście Felivrin doskonale wiedział, że Henry tylko tak go kokietuje. Tak naprawdę lubił mówić i dużo wiedział, jak każdy karczmarz pod słońcem Herbii.

— Ej, ty! — wtrącił znienacka się jakiś młody, przystojny, gładko ogolony mężczyzna. Jeden z tych gości, których twarzy Felivrin jakoś nie kojarzył. Lepiące się do pleców profesora spojrzenia jakby przybrały na sile i natarczywości. — To miejsce dla ludzi, nie dla psów. Won.
— Pfu, elfie ścierwo! — do młodego dołączył sympatyczny staruszek z drugiego końca sali. — Czego tu szukasz? Wracaj do swojego lasu, psia mać!
— Dobrze gadasz, Alfrik — poparła go chuda koleżanka tego pierwszego młodzika. — Elfy na drzewo! Że to się śmie tu pokazywać. Wracajcie do waszej puszczy, zamiast uczciwym ludziom zabierać pracę i miejsce do życia!

Powarkująca znad miski kaszy kobieta jakoś nie wyglądała na wykształconą magiczkę, której akurat elfi profesor odebrał miejsce pracy. Przestrzeni życiowej też chyba nie było jej trzeba wiele, bo chuda była niby bezlistna brzózka.

— Mór na was wszystkich, długouchy — dodała głosem pełnym żółci. — Żeby was pokręciło. I wasze baby i dzieci. Tylko robaki roznosicie.

Henry nie reagował na nienawistne okrzyki i zaczepki, co właściwie było do niego niepodobne. Do tej pory miał zwyczaj ukrócać podobne awantury, nim zdążyły przerodzić się w rękoczyny. Dzisiaj - ignorował. I nalewał piwo jak gdyby nigdy nic.

— Kiepskie czasy dla twoich ziomków nastały, brachu — skomentował tylko niezbyt donośnym głosem, zerkając to na elfa, to na pokrzykujących gości. — Wczoraj znów dwójkę Fenistejczyków powiesili za miastem. Samosąd jakiś. Nic dobrego się nie dzieje. Podobno twoi mają uciekać z kraju. Tyś nie myślał, żeby też dać nogę?
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: Oberża "Pod Halabardą"

3
Felivrin z uśmiechem słuchał sobie zrzędzenia starego znajomego, kiedy To się zaczęło. Pierwszy docinek nawet go rozbawił. W końcu gdyby ten głupiec wiedział iż elf ma z psem więcej wspólnego niźli niektórzy mogli przypuszczać. Drugi był z kolei naprawdę głupi. Wrócić? Jak? Doprawdy to jakby kazać człowiekowi bez rąk podnieść ręce do góry! Trzeci głos był nawet bardzo przydatny... Alfrik. Elf postanowił zapamiętać to imię, gdyby jednak te docinki przerodziły się w coś bardziej poważnego. Reszta tej wypowiedzi natomiast była już typowym bełkotem jakim to plebs obrażał każdego kto nie należał do niego. Motyw z odbieraniem pracy był świetnym tego przykładem. Profesor mógł się założyć, że w promieniu stu metrów nie ma nikogo kto umiałby użyć magi inaczej niż parząc sobie dłonie, a na Uniwersytecie też raczej nie było hordy czarodziei umiejących używać magii przemiany. Uzdrawianie i magia bojowa... te kierunki najczęściej ukazywały się w mózgach ludu gdy myśleli o czarodziejach... zresztą nie bez powodu. Potem poleciała wiązanka o tym aby wszyscy pomarli... cóż jego naród ni tak dawno przeżył boski gniew... raczej wątpliwe aby po prostu padł teraz od zarazy.

Mimo iż Sulon wyraźnie odtrącił całą jego rasę, to elf nie przestawał w niego wierzyć. Może to próba? Może ci którzy będą czekać i prosić o zmiłowanie dostaną je? Te pytania ciągle paliły go w umyśle. "Bo cóż ja mam zrobić? Po 50 latach szukać nowego boga? Niby kogo? Jestem magiem, naukowcem, poszukiwaczem wiedzy... a ty Sulonie jesteś bogiem wszelkiej mądrości, więc jak mógłbym przestać w ciebie wierzyć? Będę dalej szukał wiedzy z twym imieniem w duszy... i może znajdę odpowiedź co zrobić abyś na powrót przyjął mnie pod swe skrzydła." Rozmyślając tak o bogach i swym życiu elf nie zapomniał jednak o obecnym czynniku, który zagrażał temu drugiemu. Zwiesił luźno lewą rękę wzdłuż ciała podpierając się o blat już tylko prawą. W razie gdyby ktoś zaczął robić jakieś gwałtowne ruchu i elf usłyszałby jak ktoś biegnie w jego stronę bądź grozi mu pobiciem lub śmiercią po czym wstaje od stołu, to zacznie inkantować przemianę w wilka. Nie chciał nikogo zabić... i paradoksalnie to był najlepsze wyjście. Po pierwsze wywoła to szok u większości gawiedzi co da mu czas na wybiegnięcie z karczmy... zawsze można warknąć dla lepszego efektu. Po drugie jeśli potem będą go ścigać, to będą musieli go opisać jak zmiennokształtnego demona... czy coś takiego, a wtedy nikt im nie uwierzy, albo ludzie będą szukali kogoś z rogami. A on zaraz po wybiegnięciu z karczmy zmieni się znowu w siebie i pobiegnie do Uniwersytetu... tak to dobry pomysł. Wolałby to rozwiązać bez użycia magii... ale jak przemówić do rozumu tłuszczy? Stał więc przed ladą z gotową ręką do rozpoczęcia inkantacji i dalej rozmawiał z Henrym, jednak już znacznie przyciszonym głosem. Zauważył też że jego przyjaciel jest dzisiaj nadzwyczaj nie radykalny jeśli chodzi o porządek... a może to nowy porządek? Tak i którym nie ma dla niego i jego współbraci miejsca? Ze smutnym uśmiechem na twarzy odparł do oberżysty.

— A dla kogo czasy nie są kiepskie? Ponad połowa Herbian ma teraz problemy. Na Północy demony, na Południu wojna, tutaj prześladowania i wewnętrzne spory. Mówisz, że powiesili dwójkę... ehhh ciekawe co oni tu jeszcze robili. Pytasz się czy nie myślałem o ucieczce? — elf mimo swej średnio ciekawej sytuacji omal nie parsknął śmiechem — Oczywiście. Zebrać co się ma i czmychnąć... to wiele razy pojawiało się w głowie. Ale po co? Nie dam się tak łatwo zabić, a tu mam przynajmniej jakieś poczucie obowiązku. Nawet jeśli to użeranie się z dzieciarnią. — pociągnął solidny łyk piwa i kontynuował — Moi uciekają z kraju? Wiem o tym... zresztą chyba każdy elf wie. Ale cóż z tego? Gdzie niby mój naród zostanie przyjęty z otwartymi ramionami? Coś tam gadają o Archipelagu. Mi to pachnie wojną... a przynajmniej konfliktem politycznym, zabawą z cłem i jakimś tam politycznymi intrygami. Ja jestem uczonym, nie politykiem, nie żołnierzem i nie robotnikiem. Nie potrafię stworzyć państwa. — Wtedy przez głowę przebiegł mu cichy głos "A może by stworzyć Akademię?" elf potrząsnął głową ale ta myśl już gdzieś się zakorzeniła w jego umyśle czekając na dogodną okazje by wykiełkować — Ale jeśli dalej będę tak gorąco witany na każdej ulicy i nawet na Uniwersytecie... to chyba faktycznie będę musiał zrezygnować z posady i najpewniej wybiorę się na wschód. — kończąc to zdanie elf jednak nie wiedział czy mówi o wyspach, czy o miejscu swych narodzin. — A właśnie... przecież przyszedłem tu kupić coś do picia. Masz może w piwniczce jakieś wino? Jeśli nie to mała beczułka piwa też będzie mile widziana. — elf kątem oka zerknął na najbliższy od lady stolik. Miał nadzieje że nim Henry wygramoli się z piwnicy nie będzie tu leżało kilka trupów... a w tym jego własny. A jeżeli Henry odmówi mu sprzedaży... cóż zrozumie, zapłaci za piwo i spróbuje żywy opuścić ten przybytek.
Spoiler:

Re: Oberża "Pod Halabardą"

4
— Wina sprzedać nie mogę — skrzywił się gospodarz, unikając jego spojrzenia i wzrokiem omiatając podłogę. — Piwo się znajdzie. Czarne z Irios może być? W sumie innego aktualnie nie mam, więc... Zaraz przyniosę, czekaj no.

Pod nieobecność karczmarza ku elfiemu profesorowi poleciało kilka nowych inwektyw, ale póki co nikt nie przystąpił do czynnej, bezpośredniej agresji. Henry wrócił dość prędko, tuląc w objęciach pięciolitrową beczułkę.

— To siedemdziesiąt gryfów będzie — oświadczył i postawił piwo z hukiem na kontuarze. — Plus osiemnaście za to — dodał, wskazując na trzymany przez profesora kufel. — No, dla ciebie trzynaście, po starej znajomości.

Siedemdziesiąt gryfów? Siedemdziesiąt gryfów mogło kojarzyć się z różnymi rzeczami, ale na pewno nie z uczciwą ceną. Żeby to jeszcze jakiś rarytas był, a nie pospolite irioskie piwsko. Po przeliczeniu zawartości sakiewki elf był wręcz zmuszony ze smutkiem przyznać, że to o jakąś dychę więcej niż w ogóle posiada...

— Felivrinie! Kolego! — czyjś pogodny okrzyk przerwał elfowi te niewesołe finansowe rozważania. — Dzień dobry, jak zdrówko?

Z wielkiej chmury fajkowego dymu za plecami czarodzieja wyłonił się niespodzianie poczciwy Finde. Stary znajomy. Wędrowny mag. Pomachał przyjaźnie swoją wielką dłonią, rozganiając siwy obłok, a wtedy okazało się, że nie siedzi przy stoliku sam. Towarzysząca mu dama w podróżnym aksamitnym kubraku była ogromnie podobna do małżonki jednego z oroskich bogaczy, wspierających hojnie budżet Unwersytetu.

— Kopę lat, przyjacielu! Słuchaj! Dziś z wieczora jedziemy sobie z Halszką na wykopaliska do Zaavral, wiesz? Może chcesz się z nami zabrać, ha? Mnie to grzebanie w piachu zawsze odprężało. Trzy miesiące z łopatą i pędzelkiem to jak wakacje dla duszy. A jakich cudów tam można się ponoć dogrzebać, hoho...

Wolny duch Finde, prędki i niestały jak wicher, istny włóczykij, nigdy nie rozumiał ograniczeń dotykających tych, którzy pracowali w Oros na etacie i nie mogli ot tak sobie z dnia na dzień pojechać na drugi koniec królestwa. Zwłaszcza gdy sakiewka nagle robiła się jakoś tak nieprzyjemnie lekka.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: Oberża "Pod Halabardą"

5
Profesor zdziwił się na wieść o barku wina ,ale chwile potem do głowy przyszła mu kolejna już dzisiaj smutna refleksja. Gdyby Henry sprzedał mu wino zapewne zdenerwowałby bardzo owych "zacnych klientów". Nie pozostało mu nic tylko zacisnąć zęby i pogodzić się z tym, że musi kupić piwo... jednak chwile potem nawet to zostało mu odebrane.

"Ile? Za to to ja mogę zacząć nowe badania! Henry nie przeginaj! Pięć gryfów zniżki w zamian za siedemdziesiąt? Chwila... no tak, on nie chce żebym cokolwiek kupił. Zrobił mi zapewne zniżkę tylko na ten jeden kufel, aby mnie spławić. Cóż za serdeczność w prześladowaniu..." Przeszło mu przez głowę. Przez chwilę patrzył na beczkę jakby z namyślając się i rzekł.

— Chyba będę musiał podziękować... przepraszam za fatygę. — powiedział kładąc trzynaście gryfów na ladzie — Tak więc na zdro... — zaczął podnosząc kufel do ust, ale nie dane było mu skończyć gdyż usłyszał głos, którego dość dawno nie słyszał.

"Doprawdy... wszelcy moi znajomi są teraz w mieście czy jak? Jeszcze trochę i czeka nas inwazja nekromantów!" Myślał wstając z kuflem w ręku i podchodząc do stolika zajmowanego przez maga z grymasem rozbawienia na twarzy.

— Zdrowie jest jako takie... jak zwykle. Zaavral mówisz? Gdzie ty chcesz mnie wyciągnąć? Nawet gdybym chciał to mam na głowię kilkunastu żaków i własne badania. — nie mógł wręcz uwierzyć iż Finde ciągle nie może zrozumieć, że jego przyjaciel nie ma czasu szwendać się po całej Herbii? — Ale o tychże cudach chętnie posłucham. — zerknął na damę i zapytał Finde — Można się dosiąść? Czy będę tylko przeszkadzał?

Próba wyjścia teraz z tawerny była wręcz niemożliwa, gdyż Finde zrobiłby i tak wszystko by go zatrzymać, a elf nie maił ochoty słuchać jak ludzki imag drze się na całą karczmę, że rozpowie wkoło co obecny Profesor swego czasu robił w komnacie pewnego Mistrza. Miał nadzieje, że Finde będzie dzisiaj mało gadatliwy i opowie damie tylko dwie niewydarzone historię, w których heroicznie ratuje mu życie.

"Cóż posłucham co tam ma do naopowiadania, a potem już będę musiał się zbierać na korepetycje. Tylko pamiętaj elfie... nie bierz od niego żadnego ziela."
Spoiler:

Re: Oberża "Pod Halabardą"

6
Gruby Henry burknął coś niezrozumiałego, zadziwiająco zgrabnym ruchem zgarnął pieniądze i zabrał się za obsługiwanie pozostałej klienteli, nadal unikając spojrzenia elfiego profesora.

— Proszę śmiało siadać — zaprosiła Halszka, poprawiając zdobiący jej głowę wiśniowy toczek z aksamitu i wielkopańskim gestem wskazując elfowi przykurzony zydel.

— Zapalimy? — rzucił beztrosko Finde i podetknął koledze rzeźbioną wrzoścową fajeczkę pod nos.

Jakoś tak już się działo, że wielu związanych z domeną powietrza czarodziejów lubiło odurzać się wonnymi oparami, a znajomek Felivrina nie stanowił tu wyjątku. Charakterystyczny zapach dymu elf kojarzył z jego osobą już od tamtej pamiętnej chwili, gdy jako nieopierzone chłystki spotkali się na uroczystym powitaniu nowych studentów w Oros. To były czasy!

Finde pogładził się po brodzie, która ani trochę nie straciła dziwnego odcienia od czasu ich ostatniego spotkania, choć pojawiło się w niej kilka nowych srebrnych nitek. Zwrócił się do swej zacnej towarzyszki:

— To jest, moja droga, mój serdeczny przyjaciel Felivrin Nargothrond, wybitny Czarodziej i pedagog. Doprawdy nie mam pojęcia, jak on wytrzymuje z tą dzieciarnią, która z roku na rok staje się coraz bardziej rozwydrzona, słowo daję, że my tacy nie byliśmy... Wytrzymujesz jeszcze, brachu?

— Miło poznać. — Kobieta podała elfowi dłoń do ucałowania. — Jeśli zaś chodzi o zaavralskie cuda... Zapewne słyszał pan, że niespełna trzy lata temu wielkie trzęsienie ziemi dotknęło okolice Południowej Prowincji Keronu. Ogromne nieszczęście dla tych, którzy tam mieszkali, ale w nieszczęściu i okazja! Oczywiście zanim udało się nam zgromadzić fundusze i zorganizować wszystko jak należy, zanim w międzyczasie przyszła i odeszła wielka zima, która wszystko nam utrudniła... Ale dość, że wreszcie możemy wyruszyć. Pan wie z pewnością, że pod powierzchnią daugońskich gór i pagórków spoczywają stare grobowce Wysokich Elfów. Dotąd były to tylko przypuszczenia, wnioski wyciągane z kronik i półlegendarnych opowieści, ale odkąd pęknięte powłoki skał się rozstąpiły, wiemy już, że to prawda. I możemy wszystko dokładnie zbadać.

— Masz pojęcie, że Wysocy przed wiekami, jeszcze za czasów swojej chwały, chowali
swoich zmarłych w istnych skarbcach? Wypełniali je po brzegi brylantami. I — tutaj Finde skrzywił się trochę — ludzkimi niewolnikami, grzebanymi żywcem z każdym elfem. Samych zaś denatów jakimś sposobem zalewano wonną, przejrzystą żywicą, dzięki której podobno i dzisiaj wyglądają jak żywi, jakby tylko spali wśród zatopionych w szkle kwiatów. Różowi na twarzach, piękni w swoich jedwabnych szatach...

— Nasi uczeni twierdzą — dopowiedziała magnacka żona z błyszczącymi oczami — że ta substancja w istocie ma pozwolić im doczekać czasów, w których stanie się... coś... coś, co pozwoli im powrócić do życia i dawnej chwały w ich pięknych, nienaruszonych przez śmierć ciałach.

— Dobre, co? Poważnie nie korci cię, żeby zobaczyć to wszystko na własne oczy? Wziąć nieco próbek tej ich żywicy, która potencjalnie daje nieśmiertelność? Nie mówię już o innych rzeczach, które można tam znaleźć. Rzemiosło Wysokich przewyższa swoją artystyczną klasą chyba wszystko, co w życiu widziałem. Zresztą byłem tam już na krótkim zwiadzie i obejrzałem część cudów pokrótce, zanim przyjechałem tutaj, zbierać fundusze na ekspedycję. A wiesz co? To mi nawet o czymś przypomniało! Miałem się z tobą widzieć i przywiozłem ci podarek prosto z zaavralskiego grobowca!

To mówiąc, Finde sięgnął do swojego podróżnego tobołka i po dłuższej chwili przeszukiwania go wyciągnął jakiś niewielki, podłużny, mieszczący się w dłoni pakunek.

— Tak, to dla ciebie! Bierz, nie rozdziawiaj głupio dzioba!

Po odwinięciu białej jedwabnej chusty oczom Felivrina ukazała się figurka z dymnego kwarcu. Od razu rozpoznał, kogo przedstawia. Samego Sulona. Bóstwo dzierżyło w dłoniach małą miseczkę, do której można było chyba nasypać kadzidła. Na głowie miało malowany turban, a w oczach świeciły mu dwa wspaniałe szafiry. Co więcej, posążek był wydrążony i w środku miał jakiś rulonik pergaminu...

— Wasze bóstwo, ha? — W sercu Felivrina coś boleśnie na te słowa drgnęło. Jakby był świeżo osieroconym dzieckiem, a ktoś w dobrej wierze wspominał właśnie jego rodziców. — Od razu o tobie pomyślałem. To jeszcze z czasów, kiedy Sulon był życzliwy waszym wysokim kuzynom. Cholernie stara błyskotka, brachu!
Spoiler:
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: Oberża "Pod Halabardą"

7
Elf ukłonił się na tyle dwornie na ile był w stanie i pocałował dłoń damy, a następnie usiadł przy stole. Kiedy jego stary druh podetknął mu pod nos fajkę to podziękował, gdyż nie chciał dzisiaj skończyć latając nago po ulicach, bądź becząc jak koza. Postanowił zostać przy swoim kuflu z piwem i nie oddychać zbyt szybko aby nie wciągnąć nosem zbyt wiele z tych tajemniczych oparów. Kaszlnął lekko i odparł do swojego druha.

— Jakoś wytrzymuje. Co prawda głównie dlatego, że ciągle część tych urwisów daje drapaka z moich zajęć... ale jednak.— "My tacy nie byliśmy? Z roku na rok coraz bardziej rozwydrzona... starzejesz się Finde... zresztą jak wszyscy ludzie wkoło mnie... jak tak dalej pójdzie zostanę tylko ja." Pomyślał ze smutkiem elf. Tak to była cena długiego życia i nic z nią nie mógł zrobić.

Następnie wysłuchał opowieści damy z dużym zainteresowaniem. Co prawda czuł się jakby ktoś próbował go uczyć o jego wujku, ale najnowsze wieści żywo go zaintrygowały. Nie podejrzewał, że to wielkie trzęsienie ziemi będzie miało taki skutek.

— A więc kilka grobowców zostało odsłoniętych? Ciekawe... pytanie tylko czy Wysokie elfy nie będą robiły problemów? W końcu to ich przodkowie. — powiedział w kłęby fajkowego dymu — Ciekawe ile jest w sumie tych wszystkich grobowców.

Słysząc uwagę Finde dotyczącą ludzkich niewolników też się skrzywił. Nie lubił rozmawiać na te tematy... a jeżeli usłyszał by to ktoś z jego uprzednich prześladowców prawdopodobnie ryknąłby na całe gardło "Precz z wyzyskiem" i rzucił się na niego. Ten nieświadomy docinek zdecydowanie zepsuł mu humor lecz starł się tego nie okazywać. Widząc błysk w oczu magnatki jego irytacja wzrosła dodatkowo. "Chciałoby się żyć wiecznie co? Jedyne co zapamiętałaś z tamtych wywodów to to, że będą piękni prawda? Ty to byś się pewni zalała jak najszybciej żeby się bardziej nie postarzeć. Jeśli tacy ludzie będą odpowiedzialni za te wykopy to wkrótce nawet Oros zwariuje od tej żywicy." Elf jak to miał w zwyczaju drastycznie zmienił swoje nastawieni względem nieznajomej, jednak ukrył to zwracając się do Finde, który akurat go zagadał.

— Pewnie, że korci, ale nawet gdybym zawiesił swoje badania to i tak nie dostanę raczej zgody na urlop... choćby i naukowy. Raczej nikogo do tego nie przekonam. — elf zaśmiał się próbując ukryć irytacje jaka wiązała się z jego bezsilnością jeśli chodzi o Uniwersytecką politykę. Nie miał zbyt wielkiego autorytetu, ani jakiś szczególnych znajomości, więc szanse na urlop były nikłe — Jednak ta żywica może być faktycznie interesująca... ciekawe jakie ma jeszcze właściwości... bo teoretycznie gdybym ją zbadał a potem użył magii i zmienił powietrze wkoło siebie... nie lepiej coś podobnego... zwykłą żywicę w tę subs... — tu urwał zauważając, że jest o krok od zaczęcia wywodu nad możliwościami zastosowania tej nietypowej żywicy w magii przemiany. Potarł się po czole i mruknął — Ech... przepraszam... zboczenie zawodowe.

Na chwilę ucichł, ale wtedy właśnie Finde wręczył mu drobny pakunek. Odwinął go i jego oczom ukazał się On. Pan wiedzy tajemnej, dzikiej natury i wróżb. Patrzył na niego pod postacią drobnej figurki... ale jednak. Profesorowi zrobiło się jakoś lżej na sercu i wilgotno w oczach... ale to był chyba efekt zielska, które palił Finde. Może to był znak? Tylko oczy Sulon wręczył by mu go poprzez Findego? Chociaż kto wie... może chce mu w ten sposób wskazać właściwą drogę? Czyżby powinien udać się na te wykopaliska? Z tymi pytaniami krążącymi po umyśle i będą zapatrzonym figurkę Felivrin rzekł lekko nieobecnym głosem.

— Dziękuje... to naprawdę wspaniały podarek. — elf zapomniał o wszystkim i na chwilę cały świat dla niego zniknął byli tylko oni... po chwili jednak się otrząsnął i wrócił do rozmowy — Gdybym mógł chętnie bym dołączył, ale mówiłem już jak jest. A właśnie... nurtuje mnie pewna kwestia... co zrobicie z ciałami Wysokich? Przeczeszecie ich grobowce, a potem je po prostu zamkniecie? Czy też zostawicie groby otwarte? A może Wysokie elfy już zaczęły coś w tej sprawie robić? — zapytał zawijając posążek na powrót w płótno, a następnie pociągając solidny łyk piwa, którego niewiele już zostało w kuflu.
Spoiler:

Re: Oberża "Pod Halabardą"

8
Magnatka chyba nie wyczuła niechęci Felivrina, bo dalej opowiadała o elfim cmentarzysku z tym samym zapałem.

— Ile jest grobowców, tego jeszcze nie wiemy. W przepastnych podziemiach koło Zaavral jest mnóstwo miejsca, mogą być ich tam setki. Trzęsienie ziemi odsłoniło zaledwie kilka, ale nasza już w tym głowa, żeby dostać się do reszty.

— Co do samych Wysokich, ekhem... — Finde podrapał się po brodzie, po czole, po czubku głowy i znów po brodzie. — Oni... chyba się tym za bardzo nie interesują? — mruknął niezbyt pewnie, jakby czekając potwierdzenia z ust przyjaciela. — No wiesz. Większość z nich siedzi gdzieś w Nowym Hollar i od lat pogrąża się w swojej dekadencji. Zdaje się, że przeszłość ich tak bardzo nie obchodzi, jakby odcięli się już od niej. A z kolei przyszłość też nie, bo dobrze wiedzą, że w gruncie rzeczy nie mają żadnej przyszłości. — Czarodziej przybrał teraz bardziej filozoficzny ton. I, jak na filozofa przystało, zaciągnął się mocno dymem z głęboką zadumą na twarzy, dbając o to, by przypadkiem nie powiedzieć nic zanadto konkretnego. — Trwają... jeszcze przez chwilę. Ale to już nawet nie ich zmierzch. Już nawet zmierzch mają za sobą.

Pachnący dym cienkimi i zdradliwymi strużkami wciskał się Felivrinowi do płuc, niezależnie od tego, jak bardzo elf próbował tego uniknąć.

— Nie zamierzamy nic dewastować — włączyła się znów pani aksamitna, przywracając dyskusji bardziej rzeczowy ton. — Ani bezcześcić ciał, ani nic podobnego. Choć muszę powiedzieć, że w mojej opinii te ciała i groby dawno straciły swoją... żywą wartość religijną, jeśli rozumie pan, co mam na myśli. To znaczy, nikt rozsądny nie będzie traktował pochowanych tam elfów jako swoich bliskich, a samych grobowców jako miejsc kultu. Raczej jako świadectwo przeszłości, nasze wspólne dziedzictwo, do którego wszyscy mamy takie same prawa. Kieruje nami naukowa ciekawość, pragniemy przede wszystkim zbadać ślady tej pradawnej kultury. Być może dotrzemy nawet do pozostałości jednego z najstarszych na Herbii ludów. To jakbyśmy oglądali własnymi oczami sam dzień stworzenia.

— Feli, brachu... — Wzrok Czarodzieja-włóczykija zrobił się trochę mętny, lecz nie przeszkodziło mu to w dosypaniu sobie do fajki nowej porcji... tego czegoś, co palił. — Myślisz, że oni już wtedy, tuż po swoim stworzeniu przewidzieli swój upadek i postanowili go przeczekać, a teraz naprawdę czekają na coś, a może na kogoś, co obudzi tych wszystkich śpiących w żywicy? To nieoczekiwane trzęsienie ziemi... mogło być pierwszym etapem ich nowego początku? Skąd właściwie ten kataklizm? Nigdy przedtem nie zdarzyło się tam nic podobnego...

Halszka położyła dłoń na ramieniu Finde i rzuciła mu z lekka pobłażliwe spojrzenie. Pokręciła głową.

— Fin, znowu zaczynasz? — mruknęła Czarodziejowi do ucha, poufale głaszcząc go po brodzie niczym salonowego pieska. — Tak, wprawdzie istnieją podejrzenia, że ta katastrofa miała... nienaturalne podłoże — wyjaśniła Felivrinowi, ważąc słowa. — Ale wszystko to tylko spekulacje. Nie ma co szukać jeszcze większej sensacji, skoro już same twarde fakty są wystarczająco sensacyjne.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: Oberża "Pod Halabardą"

9
Rzeczowy wywód magnatki zbił nieco z tropu Profesora. Wywód Findego na temat jego kuzynów wcale nie poprawił mu nastroju. Czuł się winny. Pod wpływem emocji najwyraźniej źle ocenił ową dame. Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć... no a potem wyskoczył Finde z tą swoją teorią pod wpływem zielska. Ciekawe ile się znała ta dwójka? Jednak teraz ważniejsze było uspokojenie Findego... wszedł już w fazę rozważań o świecie i bogach... nie dobrze. Jeszcze trochę i zacznie śpiewać.

— Tak... to będzie jak podróż w czasie... — powiedział jeszcze rozmarzonym głosem, a następnie zwrócił się do Findego, aby przemówić mu do rozsądku— Mój drogi... kto wie? Może faktycznie to przewidzieli... w końcu Sulon to pan wróżb. — spojrzał na zawiniątko, które trzymał w ręku i na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech — Tylko jak odróżnić przypadek od przeznaczenia? Jedno i drugie tak samo potrafi zaskoczyć każdego. A jeśli nie ma dowodów, że coś ma związek z bogami i przeznaczeniem, to jak Pani mówi. — tu skinął magnatce — Lepiej trzymać się faktów.

Jednak w jego głowie zaczęły już obracać się powoli trybiki. Ta bogata dama chyba nie chciała mu powiedzieć wszystkiego. Po raz pierwszy od lat miał wątpliwości czy to Finde omotał kobietę, czy kobieta jego. Postanowił jednak odłożyć to na bok i zapytać o kilka szczegółów.

— A właśnie... kto przewodzi tej wyprawie? A raczej z kim powinienem rozmawiać, aby dołączyć do tej ekspedycji? Pytam raczej z ciekawości... chociaż kto wie? Ostatnimi czasy na kontynencie dzieje się wiele niespodzianych rzeczy. — powiedział szczerze Felivrin. W końcu nigdy nie było pewności, że prześladowania elfów sięgną aż na Uniwersytet. Trzeba było mieć jakąś alternatywę, a raczej nikt nie będzie go szukał w grobie. A może pojedzie tam bez przymusu, a potem da drapaka na wschód? Nie... tak zachowują się dzieciaki... tyle że w obecnej sytuacji, gdzie nawet w karczmie ludzie chcą twej śmierci myślenie racjonalne może nie być najlepszym pomysłem.
Spoiler:

Re: Oberża "Pod Halabardą"

10
— Ja przewodzę — oznajmiła kobieta. I chciała powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał jej absurdalny, weselny w swym charakterze i tonie zaśpiew czarodzieja-włóczykija, porządnie już rozochoconego.

Z tego Felivrina to takie straszydło,
boją się go ludzie i na polu bydło!
Heeej! Hooo!


Elf znał niestety dobrze tę przyśpiewkę, nasłuchał się jej za czasów studenckich. Znał również tę towarzyszącą jej minę przyjaciela, która ostrzegała: "zaraz wskoczę na stół i będę tańczyć!". Ostrzeżenie było poważne i nie należało go lekceważyć.

Jak ten nasz Felivrin raz się objadł bobu,
poszedł wnet do karczmy i narobił smrodu!


— Ekhm. — Pani aksamitna, choć nieco zażenowana, starała się dalej być rzeczową i spokojną, nie zwracać większej uwagi na wybryki swojego towarzysza. — Jak już Finde wspominał, wyruszamy dziś wieczorem, więc zapewne nie zdąży pan do tego czasu podjąć decyzji i załatwić wszelkich ewentualnych formalności na uniwersytecie, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by dołączył pan do nas później. Zatrzymamy się na przynajmniej trzy miesiące w dworku mojej kuzynki, Mirhy von Horso. To nieco na zachód od traktu między Oros i Zaavral, mniej więcej w dwóch trzecich drogi.

Finde wymachiwał łapami, jakby instynktownie próbując przegonić otaczający go dym, ale było tu już tak gęsto i sino, że nie było nawet dokąd go przegnać. Włóczykij podobny był teraz do tonącego, który rozpaczliwie usiłuje rozganiać zalewające go fale, jednak bez szans na powodzenie. Niemniej jednak na jego twarzy wciąż malował się szeroki uśmiech.

— Ej, Feli, Feli! A pamiętasz, jak na trzecim roku... Oj, to śliczna historia, Halszko, muszę ci opowiedzieć! Otóż, wyobraź sobie, mój obecny tutaj przyjaciel smalił podówczas cholewki do takiej jednej... a nie, zaraz, to nie to. Chciałem powiedzieć, że Feli jako student bywał bardzo nieroztropny i ciągle musiałem wyciągać go z jakichś tarapatów! Ale to bez przerwy! Raz to nawet uratowałem mu życie, słowo daję. Ba, raz. Dwa razy! Feli, pamiętasz, jak to było, kiedyśmy... hehehe... pływali w tym stawie na golasa i... hehe-he-hhe...
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: Oberża "Pod Halabardą"

11
Elf słysząc durną piosenkę starego znajomego prawie wypluł ostatni łyk piwa. Ta przeklęta piosenka... gdyby usłyszał ją od kogoś innego pewnie srogo by tenże piosenkarz za to zapłacił. Ale na Findego Profesorowi było ciężko choćby krzyknąć... szczególnie kiedy ten już podstarzały czarodziej był pijany... owszem mógł on napsuć krwi... ale z drugie stron zachowywał się jak małe dziecko zamknięte w ciele podstarzałego człowieka... ech że też nie mógł sobie dobrać jakiś spokojniejszych kompanów za czasów studiów... a no tak on też wtedy święty nie był.

Chwilę po tym zaczął się wywód podstarzałego maga o miłości młodzieńczej, ratowaniu życia i kąpaniu się na golasa. I wtedy zaczęła dziać się magia bo wydawałoby się nieskończona tolerancja głęboka niczym ocean bez dna... nagle to dno mieć zaczęła. I Finde zaczął powoli opadać w kierunku tego dna... może nie zbyt szybko ale jednak. Ignorując go zwrócił się do magnatki.

— Dworek Mirhy von Horso... na zachód od traktu... w dwóch trzecich drogi. Na wszelki wypadek zapamiętam — spojrzał na Findego i rzucił w jego stronę kilka pustych słów, gdyż jego towarzysz prawdopodobnie unosił się teraz pośród bogów wśród anielskich dźwięków — Będę się już chyba zbierał przyjacielu. A i taka mała rada... lepiej nie pal tego czegoś na wykopaliskach bo jeszcze wpadniesz do jakiegoś grobowca i jego nieszczęsny właściciel będzie musiał patrzeć spod tej całej żywicy jak tańczysz po jego miejscu spoczynku... chociaż zapewne to byłby dla niego całkiem odkrywczy widok. A teraz wybacz mi druhu i ty piękna pani... obowiązki wzywają — elf uśmiechnął się półgębkiem do Findego, skłonił się dwornie magnatce i ruszył w kierunku drzwi. Wyszedł z oberży, odetchnął z ulgą i ruszył do swojego pokoju gdzie na zajęcia dodatkowe już prawdopodobnie czekała jego uczennica...
Spoiler:

Re: Oberża "Pod Halabardą"

12
— Już idziesz? — Finde posmutniał, ale tylko na chwilkę, bo zaraz z fantazją wskoczył na stół i pomachał przyjacielowi szeroko, zamaszyście, jak gdyby stał właśnie na pokładzie odpływającego do lepszego świata okrętu. Halszka zaś skłoniła się wytwornie, odrobinę przy tym przewracając oczami, ale nie mówiąc nic.
— Trzymaj się, brachu, nie zapomnij o mnie! Pięknego dnia!

Popołudniowy spacer uliczkami Oros byłby zdecydowanie milszym, gdyby na drzwiach kilku mijanych przez profesora sklepików i zakładów nie wisiały komunikaty w rodzaju "elfom i psom wstęp wzbroniony!". Wymowny rysunek długouchego wisielca z podpisem "elfie, wracaj na drzewo!" (lub, by zachować pisownię oryginalną, "na dżewo"), który stanowił wątpliwą ozdobę jednej z miejskich kamienic, także dorzucił swoje trzy miedziaki do sympatycznej atmosfery przechadzki. Lepiej było nie rozglądać się już zbyt dokładnie i jak najprędzej znaleźć się w swoim prywatnym kącie.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Oberża "Pod Halabardą"

13
POST BARDA
W środku oberży wyjątkowo tłoczno było dziś. Każdy stolik zajęty, a ludzie opowiadali o rozmaitych rzeczach. O zbliżającym się turnieju i wymieniali swoje poglądy, czy teorie. Niektóre o wiele bardziej paskudne, inne szykujące w tym kontekstu politycznego. Cześć osób rozmawiała o wydarzeniach z przeszłości. O tym, co stało się z biblioteką i jaka to była tragedia dla miasta. O tym, co zrobili nieludzie z tym pięknym miastem. Wspominało o dobrych chwilach, jak niektóre jarmarki i pokazy czarodziejów. Można było usłyszeć o plotkach dotyczącej obecnej rektor Uniwersytetu, że sprzymierzyła się z kimś potężnym i jej władza w tym budynku jest wielka. Kolejni goście rozmawiali o dziwnych zniknięciach pośród zwykłych mieszkańców. Mówiono o dziwnych cieniach. Obwiniano o to nieludzi, choć zaznaczono, że dawno żadnego nie widziano. Uznano, ukryli się i nękali poczciwych obywateli miasta.

Przy szynkwasie także było pełno roboty. Poczciwy, gruby karczmarz co chwila komuś nalewał piwa, a jego pomocnik roznosił jedzenie. Nie miał czasu nawet, by z kimś porozmawiać, gdyż w kolejce byli następni. Był bardzo zadowolony, iż jutrzejszy turniej, pierwszy w takowym mieście spowodował przybycie tak licznej grupy do jego karczmy. Zapełni swoją sakwę dziś. Spoglądał od czasu do czasu na grajka, który grał skoczną muzykę, przez co melodia, tak przyjemna dla uszu, rozluźniała atmosferę. Na oku także miał grających w kości oraz karty, bo ci, już podchmieleni, mogli zacząć się awanturować, a to, jak każdy wiedział, nie było czymś pożądanym tutaj.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Oberża "Pod Halabardą"

14
POST POSTACI
Lindirion
Podziwianie uliczek Oros z perspektywy ciężaru niesionego na barkach szybko znudziło się Mistrzowi. Tym bardziej, gdy jego wierzchowiec był tak nieprzewidywalny! Lindirion pozwolił jednak Tandze wybrać miejsce, gdy on sam zanurzył się w nostalgii, tylko po to, by nigdy już nie wypłynąć na powierzchnię rzeczywistości...! Taki był plan, ale gdy Tanga znów tak brutalnie się z nim obszedł, tym razem odstawiając go na ziemię, Lin musiał otrząsnąć się z zamyślenia nad dawnym Oros. Miał ucznia do upomnienia.

Uczeń z przypadku, to znaczy Tanga, nie czekał grzecznie na pouczenie ze strony nieuznanego mistrza, ale z miejsca ruszył w kierunku otwartych drzwi "Pod Halabardą". Miejsce nic Linowi nie mówiło: wydawało się speluną, niewartą spojrzenia elfiego maga! Ah, gdyby tylko Czarka wciąż istniała...

- Tanga, ty niegrzeczny chłopcze! - Zawołał do niego, gdy już zdołał dogonić go w środku. - Nigdy więcej tego nie rób! - Upominał, a dla podkreślenia wagi swoich słów, uderzył Tangę dłonią prosto w to niedorzecznie umięśnione ramię!

To był błąd. Przez drobną dłoń maga przetoczył się ból, jakby uderzył w kute żelazo. Miał wrażenie, że kilka kostek zmieniło miejsce pod skórą, a jeszcze kilka kolejnych pękło lub nawet rozpadło się w pył. Lindirion syknął, łapiąc zaraz dłoń w drugą, jakby ucisk miał pomóc. Obrażenia były nie do naprawienia! Do końca życia pozostanie mu niewładna ręka, wszystko przez Tangę i to, że nie potrafił się zachować!

Ból stopniowo przechodził, choć nie tak szybko, jak się pojawił.

- Wykup pokój, chłopcze, i skończmy ten dzień! - Warknął, rozeźlony.

Plotki, które rozbrzmiewały wokół, były dla Lindiriona niemal tak bolesne, jak cios w ramię Tangi. Z każdym wspomnieniem dawnego miasta kolejny nostalgiczny sztylet wbijał się prosto w serce elfa. Z każdym obwinieniem o to nieludzi - ten sam sztylet przekręcał się w ranie, by narobić jak najwięcej szkód! Lin był zmęczony, zdenerwowany i... w gruncie rzeczy, smutny. Było to uczucie, którego nie gościł od bardzo dawna.

Oberża "Pod Halabardą"

15
POST POSTACI
Tanga
Słysząc słowa Lindiriona, Tanga zatrzymał się gwałtownie, zupełnie niczym koń, który zobaczył na swojej drodze przepaść. Ten elf naprawdę za bardzo przypominał mu jego matkę! Dlaczego tak często używał tych samych zlepków słów?! Nawet trzepnął go po ramieniu tak, jak czasem miała w nawyku! Ma się rozumieć, o ile wcześniej w porę schował głowę między rękoma, bo ta była mimo wszystko najczęstszym celem dla karcących dłoni, szmat lub akurat trzymanego pod ręką kija tudzież innego, nadającego się narzędzia. Z tą różnicą, że jej uderzenia naprawdę potrafiły zapiec. Tymczasem to, co zafundował mu spiczastouchy mężczyzna, ledwie można było porównać do klepnięcia sprzedanego przez dziecko. Huh. Rzeczywiście czarownik! Poprzedni też miał strasznie słabe pacnięcia, nawet jeśli pamiętał to, jak przez mgłę.
Mimo wszystko spojrzał na elfa niemalże zakłopotany, gdy ten wyraźnie niezadowolony zaczął rozcierać tę samą dłoń, którą dopiero co na niego podniósł.
- Czemu? - zapytał, bo nadal nie do końca rozumiał, gdzie popełnił błąd. - Było szybciej.
Chciał zauważyć, że być może mężczyźnie potrzeba więcej ruchu i więcej porządnego treningu, bo przy takiej kondycji nie będzie w stanie nigdy nikogo w swoim życiu pokonać, ale ewidentny przejaw złości sprawił, że tylko zamrugał szybko kilka razy, po czym bez słowa ruszył wyjątkowo zgodnie w stronę szynkwasu. Słyszał już nieraz, że głodnemu wszystko zawsze przeszkadza. Jemu też czasem przeszkadzało, kiedy zbyt długo nic nie jadł. Może elfowi potrzeba było najpierw pełnego żołądka, żeby odzyskać siły? Bez odpowiedniej siły nie można było trenować! Dobrze się składało! Nadal miał dwie, pozostałe bryłki złota!
- Chcę pokoju! - poinformował głośno, przepychając się do lady i wyglądającego na właściciela karczmarza. - Pokoju i dwóch posiłków! - dodał, wystawiając dwa palce. - Pokoju, dwóch posiłków i czegoś do picia! - poprawił się jeszcze raz, zerkając w stronę najbliżej stukających się kuflami.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Oros”