Litvaria

1
Obrazek

Litvaria to wioska ulokowana w zakamarkach gór Daugon. Szerzej można powiedzieć, że znajduje się w północno- zachodniej części doliny gór Daugon. Wszyscy okoliczni mieszkańcy oraz jednostki obeznane w świecie, wiedzą że pasma gór Daugon są nieodłącznym elementem tej osady- nawet, niektóre budynki wydrążono w skale. Ziemia jest urodzajna, gdyż prowadzi się tutaj plantację ziemniaków, buraków czy marchewek. Z tego m.in. słynie wioska Litvaria. Kupcy wyjeżdżają ze swym towarem do okolicznych miast- znany jest on nie tylko z bogatych walorów smakowych, ale też z rozmiarów owoców ziemi.
Niegdyś kursem numer jeden było Ujście, lecz panująca tam wojna pomiędzy siłami Keronu a zielonoskórymi, sprawiła że kontakt z tym miastem zastygł. Zmuszeni do zmiany frontu, wieśniacy postanawiają obrać za miejsce skupu inne, duże miasto- Oros. Fortunnie cały towar schodzi, mieszczanie kochają ich ogromne i pyszne warzywa. Można powiedzieć, że Litvaria wyrabia sobie markę w Oros. Wpływ na to ma niewątpliwie fakt, iż Oros poniekąd przejęło funkcję Ujścia. Handlarze z pobliskich rejonów zbierają się tutaj, ażeby opchnąć swój dobytek i za zarobione pieniądze nabyć inny. Jeśli Ujście nie zostanie odzyskane, być może Oros przejmie na stałe funkcję regionalnego ośrodka handlowego, a wymiana drogą morską będzie musiała obrać inny kurs.

Tymczasem...
Prowadzony przez lokalnego hodowcę, pokonałeś zawiłe wzgórza i doliny, aby ostatecznie trafić do uroczego areału, który jakby zatopiono w górach. To właśnie wioska Litvaria i jej okolice.
Na pierwszy rzut oka, widzisz polane zielonych traw, po której biegają owce i jakieś bydło. Nie znasz się na zwierzętach, więc nie potrafisz sprecyzować rasy. Daleko za tym polem, nad jeziorem, widać chatę myśliwego [12]. Leży ona na granicy pól i gęstego lasu. Miejscowy opowiada też o kilku domach pastorskich we wschodnim skrzydle [17], a podobno głęboko w lesie mieszka jeszcze myśliwy [13].

- No a za strumykiem w głębi lasu, żyje matka z synem [15]. Dokładnie nie wiadomo czy on jej syn, ale tak powiadają ludziska. Ja ich na oczy żem nie widział, Ci co byli tam, to cuda wianki opowiadają. Prawda jest jedna, pojeby jakich mało. Podobno opętani jacyś, koleżka raz nawet widział jak ten jej wyrośnięty synalek rzucił się na królika i bez przygotowania, żywego zaczął jeść. Łooo matko! Co za dzikus. W ogóle ta część lasu jest niebezpieczna. Dużo tam wilków, niedźwiedzi a i bogowie wiedzą, co za maszkary tam żyją. Tu zaś masz ścieżkę do wioski, prowadzi do bramy...


Dalej opowiadał o wyglądzie osady. Ścieżka, na której Stone się znajdował, prowadziła do bramy [1]. Drewniana brama złożona z dwóch wież i powbijanych pali, żeby chronić okolicznych przed nieproszonymi gośćmi. Kolejno natrafisz na wielkie pole uprawne [2], właśnie tutaj rosną ziemniaki, marchew, buraki. W zakamarku gór leży kamieniołom [3]. Mężowie pracują w nim ciężko, żeby pozyskać surowiec do rozbudowy miasta. W pierwszej części osady jest jeszcze tzw. "Mysia Nora" [5]- stara chałupa, niegdyś zadbana, teraz rudera należąca do miejscowego starca. Przed mostem do głównego ośrodka miejskiego, jest jeszcze gospoda [4]. Zaraz obok leży gorzelnia i chata bartnika z rozlewnią miodu, przez to gospoda oferuje tak wiele. Przyciąga to ludzi, którzy piją i nocują, kiedy nogi odmówią posłuszeństwa. Podobno wielu z drugiej strony strumyka, gdy wraca do domu- po nocnej popijawie- wpada do wody. Jest to nie lada problem, ponieważ znajdują się tutaj wodociągi [6], skąd pobiera się wodę i służy ona do zaopatrzenia całego miasta. Źródło krystalicznie czystej, górskiej cieczy musi zostać zachowane. Bez tego będzie, co najwyżej brudna woda pitna- taką łatwo wywołać choroby. Po przejściu przez most znajduje się centrum miasta. Agora [7], gdzie wszystkie klasy mieszają się nawzajem. Mowa o głównym placu, rynku. W okół niego toczy się główne życie handlowe, polityczne, religijne i towarzyskie. Stoiska z podstawowymi produktami są wszędzie, a za nimi rozlega się szereg domków mieszkalnych. Ułożone dookoła centrum, poszerzają pierścienie domostw.
Wszystko omówione do tej pory stanowi tzw. Dolne Miasto. Ponad kamienną bramą [8], znajduje się Górne Miasto. Do niego wstęp mają tylko handlarze, straże i ważne osobistości. Byle lalik po prostu nie wejdzie. W Górnym Mieście również jest wiele domów, ale nie są one tak gęsto rozstawione jak ma to miejsce w Dolnym Mieście. Warto wspomnieć, iż są one większe i nieco bogatsze- zewnętrznie oraz wewnętrznie. Największe skupisko domostw jest tuż za bramą [9]. Znaleźć też można tam warsztat płatnerza, lokalnych znachorów i kupców z towarem "wyższej" klasy. Litvaria to typ osady o niskim stopniu religijności. Rodziny, których ojcowie pracują w kamieniołomie modlą się do Kiri. Handlarze są za Tenatirem, natomiast rolnicy i hodowcy wspierają Karille. Ogólnie rzecz ujmując, Kariila ma największą rzeszę wyznawców w Lativarii. Na cześć bóstw, wybudowano kamienną cerkiew [10]. Zajmowana jest przez lokalnego uzdrowiciela. Wnętrze ma skromne, każdemu z trzech bogów stworzono osobny ołtarz- przy czym Kariila ma największy, w samym środku cerkwi. Idąc dalej, w końcu natrafisz na domy w skale [14]. Kilka budynków z drewnianym przodem i dalszą częścią w skale. Żyją tam głównie rodziny żołnierzy. Żadne siły króla, po prostu zlepek najemników, przeszkolonych rekrutów, których najął sołtys osady- Czesław Bolebrody. Jego posesja [11] jest u podnóża góry i zajmuje areał kilkunastu małych domów. Własna stajnia, pole i ogród budzą podziw.

- Teraz Cię zostawiam, idę z mućką do swoich [17]. Trzym się elfie i nie pokazuj uszu lepiej... Do bramy miasta, tędy droga - wskazał palcem jeszcze raz- Uważaj też na strażników, czasami szukają burdy, żeby się wyładować. Bywaj!

Poszedł swoją drogą, a Ty zostałeś sam. Ruszaj, gdzie chcesz, bo wiele jest miejsc do zwiedzenia w tej dolinie.
Ostatnio zmieniony 20 gru 2015, 18:40 przez Callisto, łącznie zmieniany 1 raz.

Re: Litvaria

2
Stone był wprost zachwycony tą osadą.
-Gdyby tylko ludzie byli bardziej mili to mógłbym tu zamieszkać- pomyślał elf
-Hej! Panie kolego!-krzyknął Emeric za chłopem który go tutaj przeprowadził- A może podasz mi swoje imię i miejsce zamieszkania, jakbym chciał o coś spytać lub czegoś się dowiedzieć?
Po otrzymaniu odpowiedzi(lub jej braku) elf popadł w zadumę. Miał tyle spraw do zalatwienia, a nie wiedział nawet od czego zacząć. Nie miał również pojęcia jak zostanie przyjęty przez innych mieszkańców tej wioski. Stał na środku ścieżki, jakby w hipnozie dobrych kilka minut marszcząc brwi. Wreszcie jakby się obudził, kopnął mały kamień z całej siły, żeby ten poturlał się przez całą długość ścieżki.
-No tak. Jestem tam gdzie chciałem być. Ale nawet wiem jaki jest mój stan finansowy.-powiedział sam do siebie elf, obejrzał się czy nikt go nie widzi i otworzył małą sakiewkę licząc pieniądze.
Po uzyskaniu wyniku, postanowił że najpierw uda się do karczmy, coś zjesc i dowiedzieć się gdzie może zarobić. Poprawił więc kaptur na głowie i szybkim krokiem ruszył w stronę tawerny. Po drodze rozglądał się czujnie. Chciał zaobserwować mieszkańców, poznać ich życie i problemy które mógłby rozwiązać za pewną opłatą. Ale przede wszystkim wyglądał niebezpieczeństwa, bo nie tylko ludzie nie udali elfom, elfy ludziom również.

Re: Litvaria

3
Droga do miasta przebiega w przyjaznych okolicznościach. Jest ciepło i wieje miły wiaterek. Podczas przechadzki przez wydeptaną ścieżkę, mijasz stada owiec i bydła. Biegają beztrosko, beczą jedząc trawę. Jednym słowem- istna sielanka. Silniejsze porywy powietrza wzbijają pelerynę, przez co wyglądasz naprawdę jak honorowy bohater. Na pewno zyskuje na tym wizerunek, takim wyglądem wzbudzasz więcej szacunku i podziwu. Niestety, kiedy zbliżasz się do bramy [1], żywioł ustaje. Płaszcz opada, a ty wyglądasz na zwykłego podróżnika z kapturem na łbie. Brama to drewniane wrota, od tyłu zasunięte belką, boczne elementy to grube pale z drewna, które rozciągają się od góry do góry. Do bramy dobudowana jest- również drewniana- wieża. Na jej szczycie stoi mężczyzna w metalicznej kolczudze. Kiedy widzi, że nadchodzisz, krzyczy do kogoś z dołu. Nagle wrota otwierają się, a z nich wychodzą dwaj inni mężczyźni- też w kolczudze i śmiesznym puklerzu na głowie. Ręce mieli wolne, lecz do pasa przypięte pochwy z mieczami. Miny mają nietęgie, więc nie oczekuj radosnego powitania. Podjazd na koniu skutkuje wcześniejszym zatrzymaniem, nie ma mowy o wolnym pokonaniu pierwszej bramy.

Strażnik- Kto ty? Nie znam cię, nie potrzebujemy tutaj obcych. Same problemy z wami.

Re: Litvaria

4
Emeric szedł chwilę rozkoszujac się chwilą w której wygląda niesamowicie. To od razu poprawiło jego humor. Elf widząc strażników z daleka już krzyczał z uśmiechem na twarzy:
-Szacuneczek drodzy panowie!-zbliżając się do nich, już zdecydowanie ciszej odpowiada- Zwą mnie Emeric, Emeric Stone i jestem podróżnikiem, który chce wydać trochę pieniędzy w okolicznej karczmie, czy na rynku. -Teraz już bardzo mocno zniżył głos i mówił pół szeptem. jakby do siebie- Mam nadzieję że znajdę tu tak owy? końcu mieścina na ładną wygląda. A może gdzie tu robotę znajdę.... -
Uśmiechnął się szeroko do strażników, jak tylko najżyczliwiej potrafił. Pomyślał że może to wystarczy. Dla życzliwego może i oni będą życzliwi, a on chętnie z kimś porozmawia. Nie mniej jednak kurczowo sciskal w ręku dwie srebrne monety przygotowane specjalnie na tą okazję. Otóż spotkanie z wieśniakiem wiele go nauczyło.

Re: Litvaria

5
Strażnik- Podróżnik teee? Słyszałeś Bolek, podróżnik u nas. Nie wiem, co się chłopie tu sprowadza, ale w tej wiosce nie ma niczego wartego uwagi. Ostatnio same problemy.
Powiedział mąż z dosyć nieprzychylnym podejściem. A z wypowiedzi wynikało, że ostatnimi czasy nic dobrego nie spotyka wioski, wręcz przeciwnie- borykają ją problemy. I teraz wejście na areał Litvari stoi pod znakiem zapytania. Chociaż strażnicy zaopatrzeni są w dystans do podróżnika, to jego sposób prezentacji nie wzbudza większych podejrzeń i ostatecznie zgadzają się na wstąpienie do osady. Pewnie wpływ na to ma autorytet i przebiegłość elfa. Od razu wyczuli z kim mają do czynienia, a wiadomo, że wywrzeć dobre wrażenie na prostolinijnych strażnikach nie jest ciężko.
Strażnik- Jak chcesz spuścić nieco grosza w naszej osadzie, wbijaj śmiało. Tylko bez burd, bo wylecisz stąd goły i wesoły. - Wtedy odezwał się strażnik numer dwa, taki cichszy osobnik.
Strażnik 2- Robotę powiadasz. Zawsze się coś znajdzie, czy to przy owcach czy gdzieś. Najlepiej zajrzeć do karczmy, tam najwięcej się dowiesz. Pijanemu język lata jak łopata. My nie punkt informacyjny, więc wypytuj mieszczan.
Ochrona odsunęła się na bok, tak żeby Stone wraz ze swym rumakiem mógł przekroczyć majestat bramy [1].

Re: Litvaria

6
-Dziękuję panom. Szacuneczek!-powiedział Stone i ciągnąc za sobą konie, który widocznie przestraszył się nie co strażników, ale zaraz ruszył za przewodnikiem.
-Nie poszło najgorzej.-pomyślał z zadowoleniem elf.
Poprawił kaptur na głowie, otrzepał buty z kurzu i ruszył przed siebie. Kierując się do gospody, Emeric oglądał zarówno rozległe pola uprawne jak i kamieniołom. Pomyślał sobie, że może po drodze spotka jakiegoś mieszkańca, który będzie mógł mu więcej powiedzieć o tym miejscu, a jak nie to wszystkiego spróbuje się dowiedzieć w karczmie. Liczył również na miło spędzony dzień, ale wiedział że to nie będzie łatwe w towarzystwie tylu rasistów, w każdym razie on postanowił być dla nich dobrze nastawiony.

Re: Litvaria

7
Ciężkie kopyta wierzchowca z archipelagu ciągną się po ziemi. Zwierze było już nie lada wyczerpane , a potrzeba postoju zdawała się być przymusem. Jedna kończyna za drugą ciągnięte po trakcie, jaki prowadzi na most, dalej do dolnego miasta. Ów ścieżkę wydeptano tuż przy skale, tak aby odległość od bramy była możliwie najmniejsza. Przez to nie wkracza się na teren uprawny, co najwyżej widać go, o ile obrócisz wzrok. Natomiast jest się bliżej kopalni kamienia. Kamieniołom budzi podziw wędrownych, albowiem jest solidnie zbudowany. Mowa o licznych palach, połączone w jednolitą sieć z prowizorycznymi dźwigami, postojem dla zimnokrwistych koni oraz kilkoma budynkami dookoła.
Pracujący tam mężczyźni są postawni i silni. Z daleka widać, że w głowie im tylko robota, dlatego żaden robol nie spojrzy w kierunku przejeżdżającego elfa. Co najwyżej starszy dziadek z fają w gębie i kapelusikiem, może być zainteresowany przechodniem. Mężczyzna siedzi na drewnianej ławeczce koło najbardziej wychylonego od centrum kamieniołomu, budynku. Cherlawy z siwą bródką, naturalnie to naczelnik lub ktoś na wzór administratora. A może, po prostu człowiek podczas przerwy? Chociaż ta myśl budzi wątpliwości, gdyż odbiega posturą od pracujących panów.
Podczas przechadzki obok kamieniołomu, znienacka wyskakuje zaniedbana kobietka. Pani w kwiecie wieku, odziana brudną- nieco podstarzałą szatą, płoszy konia i budzi wstręt. Wierzchowiec wierci się, lecz trzymany na wodzy nie ucieknie. Wszystko to przez wyskok wieśniaczki, albowiem kobieta raptownie pojawiła się przed elfem i nie wiadomo czemu, okazała nagość. Raptowny skok przed obliczem, wzbogacony o kilka dzikich wrzasków tudzież warknięć.
Arrr! Kchhh! Wyliż mi piczke, sukinsynu! Łeeeeee!!!
Ślina kipi z kącików ust, podczas gdy roznegliżowane ciało trzęsie się jak galareta. Odsłonięte piersi kołyszące się na wietrze i skóra z brzucha to nic w porównaniu z zarośniętą strefą intymną i owrzodziałymi nogami. Kobieta jakby nic sobie nie robiła z negliżu, po prostu obraża przechodnia- słowami jak i czynami. Trzeba przyznać, iż Stone nie przywykł do oglądania TAKIEGO widoku.
Całe szczęście, że z pomocą przybywa siedzący wcześniej mąż.
Rozpędzony facet wbiega w kobieta, powalając ją. Na łapu capu zakrywa jej negliż i przytrzymuje tak, aby nie mogła się zbytnio wiercić. Nie mija kolejna chwila, a za mężczyzną przybywają posiłki w postaci dwójki roboli z kamieniołomu. Spocone chłopy na znak siwego panicza przejmują dziewkę. Ta z kolei wije się jak wąż, miota na wszystkie strony i pluje jadem w postaci wulgaryzmów.
- Zabierzcie ją do chaty! Powiedział starszy pan. Na to kobieta zdzieliła go porcją kolejnych przekleństw, które ciężko powtórzyć, nawet w pamięci. - Wariatka! Skomentował facet, gdy jego współpracownicy ciągnęli ją w wytyczonym kierunku.
- To moja szwagierka. Zwariowała po stracie dziecka. No i mojego brata, ten się zapił. Mruknął, tak jakby chciał się usprawiedliwić na "odwal się"

Re: Litvaria

8
Stone patrząc na mężczyznę uśmiechnął się lekko pogardliwie i rzekł:
-Taaa... Szacuneczek-
Elf miał to całe zdarzenie gdzieś. Bardziej zaciekawił go owy staruszek siedzący przed kamieniołomem, ponieważ mógł być dla niego dobrym źródłem informacji. Poprawiając kaptur na głowie pociągnął za sobą konia. Podszedł do mężczyzny i powiedział dość wolno i wyraźnie, w razie gdyby staruszek miał problemy ze słuchem:
-Szacuneczek!-Stonowi spodobało się to powiedzenie-Daleko jeszcze stąd do karczmy, bo chce mi się pić jak cholera? A w ogóle to co słychać? Coś nowego?

Re: Litvaria

9
"Śledztwo"

Woda Ogień


Obrazek

Przybyła trzy noce temu. Nikomu nieznana - czerwona pani, taki przydomek nadał jej właściciel gospody [4], u którego zatrzymała się na strawę i sen. Nie wiadomo skąd, ani w jakim celu się tutaj zjawiła. Po prostu jest, jak wielu innych przychodniów. Od czasów Ujścia, Litvarie nawiedza coraz to większa fala przypadkowych gości. Kupcy z całego świata dążą do nowego ośrodka handlowego, którym jest Oros. A jeśli kroczą od zachodu tudzież północy, to doskonałym punktem zaczepienia zdaje się właśnie Litvaria.

On przybył ze wschodu, na statku przebył morze, by uciec przed przeznaczeniem. A i obrzeża głównego kontynentu zdawały się na niego polować. Listy z archipelagu rozesłano do zaprzyjaźnionych mord, więc nigdzie nie było bezpiecznie. Im dalej na zachód, tym zdaje się słabnąć wpływ archipelagu, więc w końcu trafił do bajkowej Litvarii. Osady niegdyś radosnej, bo przepełnionej dobrobytem. Dziś zaś boryka się z wieloma problemami.

Po roztopach ziemia była żyzna, odpoczęła od plonów, więc jakoś gleby uległa poprawie. Ziemniaki, marchew ponownie zalały pole. Wygłodniała zwierzyna leśna wyszła z ukrycia, stając się łatwiejszym celem dla myśliwych. Trwająca w Ujściu wojna doprowadza do umocnienia pozycji Oros, jako centrum handlu. W związku z tym przez Litvarie migrują dziesiątki podróżnych, zostawiając swoje pieniądze w okolicznej gospodzie i na targu. Jednakże roztopy pociągnęły za sobą także inne, mniej pozytywne skutki. Obudzone chmary krwiopijców roznoszą choroby. Ludzie padają przez gorączkę. Powiadają, że i muchy rozprzestrzeniają zarazę, więc jeśli, któraś wyląduje ci w zupie - wylej do wychodka. Nie jest to wszakże epidemia, lecz wielu choruje. Najsłabsi i najbiedniejsi, pozbawieni opieki, naturalnie umierają. Przez to osadę odwiedzają uczeni z Oros. Spora grupa magów z akademii już osadziła się w Litvarii. Dostali pokoje w górnym oraz dolnym mieście. Większość opowiada się jednak przeciwko magom, według nich magia w ogóle nie działa, a wymuskani czarodzieje tylko eksperymentują na chorych. W dodatku straż dostaje coraz więcej zgłoszeń w sprawie zaginionych dzieci. Chłopcy i dziewczynki z przedziału cztery-dziesięć wiosen. W ostatnich miesiącach zniknęły dwie dziewczynki i jeden chłopiec. Zrozpaczeni rodzice zabraniają dzieciom wychodzić po zmroku, zaś w samej wiosce panuje nienaturalna nieufność. Wszyscy oskarżają wszystkich.

Shay, wyszła z gospody, żeby rozprostować kości. Dzień był pogodny, zaś wiatr lekki i przyjemny. Grzechem byłoby przeczekać go w izbie. Idąc w kierunku żyznych pól, minęła starą szopę [5], a panowało przy niej nie lada poruszenie. Grupa szepczących ludzi, skumulowanych dookoła. Ktoś krzyczał, ktoś go uciszał. Jakieś donośne dźwięki biegły ze środka okręgu. Stał tam i Xavier, przybył do Litvarii chwilę temu, żeby na powitanie być świadkiem lokalnej katastrofy.

Krótko ścięta kobieta z kuszą w ręku, rozgoniła zgromadzenie.
- Co się tu wyprawia? - krzyknęła - poszli stąd!
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ludziska rozproszyli się na boki, wciąż pozostając niedaleko. To wtedy Xavier, jak i Shay mogli odkryć przyczynę poruszenia. Na ziemi leżała skórzana kamizelka, a obok niej plama krwi. Ciemna kobieta podeszła do pilnujących znaleziska najemników . Miała czarne włosy, tak samo oczy. Odziana w skórzany komplet, który przykrywał solidnej klasy płaszcz. Najprawdopodobniej z wykończeniami z niedźwiedziej skóry. Rozgoryczona zapytała podwładnych.
- Co to jest?
- Pani, znaleźliśmy nad ranem dziecięcą kamizelkę obok tej plamy krwi.
Kobieta przykucnęła, sięgając po wierzchnią część garderoby. Od razu zaryczała, jakby ktoś ją dźgnął piką.
- To jest kamizelka syna sołtysa! To ubranie syna Bolebrodego!
- Tak, pani porucznik. Ślad urywa się w tym miejscu. Wysłaliśmy już patrol do lasu.
- Wyślijcie dwa patrole i przeszukajcie te szopę, a nawet kamieniołom. Na Sakira! Niech to się wreszcie skończy. Czwarte dziecko w tym miesiącu... - dokończyła, łapiąc się za głowę.
- Może trzeba to zgłosić do... - mężczyzna nie zdążył powiedzieć.
- Już poprosiliśmy o pomoc magów i co z tego mamy? Darmozjady wyczerpują nasze zapasy, a jak leków na gorączkę nie było, tak nie ma.
Zgaszony podwładny pochylił głowę, wiedział, że pani porucznik ma rację. To był ich wewnętrzny problem. Im więcej organizacji ingerowało w sprawy Litvarii, tym gorzej na tym wychodzili.
Spoiler:

Re: Litvaria

10
Dziura. Litavia była kolejną dziurą na jej drodze. Podejrzliwi strażnicy, szepty za plecami, zagonieni chłopi z zgiętymi plecami i strażnicy mający się za władców okolicy oraz światowców. Czy tam najemnicy. Jednak nie oni byli najgorsi a magowie, miała złe doświadczenia z magami i starała się ich unikać. Przez obecność czarodziejów zaczęła zachowywać się jeszcze bardziej ostrożnie przez co nudziła się jeszcze bardziej.

Z rana zbiło jej się lusterko, nie należała do osób przesądnych ale to było pięknie zdobione lusterko odbijające niewypaczony obraz. Lubiła je i zdawało się, ze ten incydent popsuje jej humor doszczętnie. Karczmarz gdy zamawiała śniadanie, gulasz z chudego mięsa i kubek cienkiego wina, jak zwykle próbował zobaczyć coś więcej niż kawałek twarzy pod kapturem. Jak zwykle ona nie pozwoliła mu na to.

Dzień zapowiadał się na ładny a ona uparła się, że zrobi wszystko by nie był taki zły jak się zapowiadał. Wzięła z pokoju bukłak wina, który kupiła zaraz po przybyciu i wyszła z osady. Słyszała, że w lesie płynie strumyk a kąpiel w czymś innym niż stara drewniana balia mogła być odświeżająca.

Gdy przechodziła obok szopy zamieszanie przykuło jej uwagę, przybliżyła się jednak stanęła w pewnym oddaleniu, obserwowała. Szybko wypatrzyła innego przyjezdnego, trochę od niej wyższego, szczupłego i odzianego od stóp do głów. Szata w kolorach błękitu z białymi wstawkami i kaptur wyróżniał go pośród chłopstwa, najemników i rzemieślników.

"Mag? Kolejny darmozjad upojony własną mocą? Oby nie..."

Dzieciak, to zginął kolejny dzieciak. Ale nie jakiś ulicznik czy syn miejscowego pijaczyny a potomek samego sołtysa. A to oznaczało, że problem stał się bardziej palący a tym samym chętniej miejscowi sięgnął do kiesy. Jej zapasy gotowizny kurczyły się w zastraszającym tempie. Ale mag... W końcu zawsze mogła zarobić pieniądze... inaczej. Chwilę walczyła z własnymi myślami, w końcu znudzenie wygrało. Podeszła do najemniczki, świadoma, że zakapturzona osoba na miejscu zbrodni zbudza podejrzenia odsłoniła głowę. Tego dnia ściągnęła włosy w prosty kucyk ale parę pasemek zostawiła na twarzy. Swoim zwyczajem lekko się pochyliła i wpatrywała w trawę pod stopami kuszniczki a oczy zmrużyła przysłaniając je powiekami i rzęsami.

- Pani porucznik.

Jeśli kobieta odwróci się będzie kontynuowała.

- Przechodząc słyszałam co za tragedia miała tu miejsce. Od trzech dni jestem w Litvarii i wiem, że to nie pierwszy przypadek. Pomyślałam, że twoi ludzie mogą mieć problemy w znalezieniu tropu stąd chcę zaoferować swoją pomoc. Oczywiście o ile zostanie wyznaczona stosowna nagroda za znalezienie dzieciobójcy.
"Jeśli kobieta mówi, że jest zmęczona życiem, znaczy to, że kogoś zamęczyła na śmierć."

Re: Litvaria

11
Strudzony wędrowiec spowolnił swój marsz przed podnieconym zbiegowiskiem. Tak wiele razy ile widział podobne sytuacje, to nawet razu nie zetknął się z przypadkiem kiedy oznaczało to coś dobrego. Choć miał sporo czasu zastanowić się nad swoim kolejnym krokiem, to jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji. Niezależnie od werdyktu był wdzięczymy za towarzystwo ptaka zdolnego dostrzegać z powietrza znacznie więcej niż on z ziemi.

Kto wchodził w skład tej grupy? Kilku uzbrojonych mężczyzn; brak jednolitych oznaczeń, ani umundurowania wskazywał z dużym prawdopodobieństwem na bandę najemników. Pośród nich dwie kobiety, diametralnie od siebie rożne. Pierwsza w dłoniach dzierżyła pokaźnego rozmiaru kuszę. Rozkazującym tonem wyszczekiwała zbiory poleceń. Wniosek nasuwał się sam, dowódca lokalnej grupy uchodzącej za stróżów prawa. Gorzej z zgadnięciem kim była ta druga. Na chłopkę nie wyglądała. Czerwony strój zbyt misterny, jej uroda zbyt niecodzienna. Ona też go studiowała, wyraźnie czuł gdzie pada badawcze spojrzenie. Orientując się o wzajemności wymiany spojrzeń, rudowłosa błyskawicznie obróciła głowę w inne miejsce. Wyraźnie unikała nawiązania kontaktu wzrokowego.

Lepiej nie wtykać nosa tam gdzie nie proszą - wypowiedział się rozsądek. Doświadczenie potulnie zachórowało za przedmówcą, ignorując wyjący ryk oburzenia nóg. Teraz gdy zwolnił, dopier pojął głębię wyczerpania. Zdrętwiałe kończyny na znak protestu domagały się zaległego urlopu z zdwojoną siłą.

"I tak muszę się kiedyś zatrzymać...uzupełnić zapasy...ustalić dalszy kierunek" wybełkotał pod nosem, jakby przekonując samego siebie.

Ryzykując bliższy kontakt z ludźmi, zbliżył się do centrum zawirowania. Już miał zadać pytanie o najbliższą gospodę, na szczęście zreflektował się w porę do milczenia. Na ziemi leżała samotna kamizelka. Brak właściciela kolał nie mniej niż ciągnący się po ziemi krwawy ślad. Wróżyło to jeszcze gorzej niż początkowo zakładał.

Przełkną zaschłą ślinę w gardle. Zdobywając się na najneutralniejszy ton jaki był w stanie wypowiedział skromną sentencję. "Co się tutaj stało?"
Ostatnio zmieniony 20 sty 2016, 15:16 przez Xavier, łącznie zmieniany 2 razy.
"Honor is in the heart, not the name." - Yasuo, the Unforgiven
"Time doesn't heal all wounds." - Ekko, the Boy who Shattered Time

Re: Litvaria

12
Konwergencja przypadkowych osobistości aż raziła słodkie podniebienie. Tak trudno uwierzyć, że wszyscy spotkali się w jednym miejscu i każdemu zależy teraz na niesieniu pomocy - płatnej czy bezpłatnej. A może ktoś z obecnych przybył infiltrować przebieg śledztwa, ażeby odciągnąć od siebie podejrzenia? W tym momencie wszystkie scenariusze w równym tempie maszerowały po głowie pani porucznik. Kobiety twardej i nieustępliwej. Szorstkiej na pozór, z smykałką do rozstawiania ludzi po kątach.

Ludność powoli rozpylała się po polu, niczym niesione przez wiatr dmuchawce. Jednak istniała część tych, którzy kurczowo trzymają się podłoża. Ciekawość zwyciężała, przeto wciąż wypatrywali, jak ten sęp, nowych sensacji. Mimo że strażnicy z całych sił starają się rozgromić grupki wścibskich wieśniaków. Wtedy, niespodziewanie czerwonowłosa niewiasta zwraca się do pani porucznik. Ochoczo przedstawia swoją usługę, pomijając przy tym maniery i dobry ton. Żadnego przedstawienia się, nic.
- Jak niby możesz pomóc, ty?! - zaczęła roszczeniowym tonem, kiedy wtrącił się jeden z najemników.
- Poruczniku, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Nikt nie musi wiedzieć, że ktoś zajmuje się tą sprawą poza nami. Im więcej agentów, tym lepiej. W końcu sołtys będzie chciał odzyskać syna, a do osiągnięcia tego celu warto zastosować wszystkie możliwe środki.
Rzucił tak niespodziewanie i pewnie, że porucznik zaniemówiła. Czyżby kolor serca ujął go, a przeto popchnął do wystawienia się na karę przełożonej? Tajemnicza kobieta zrobiła na nim wrażenie, dlatego postawił wszystko na jedną kartę. I trzeba przyznać, że się opłaciło. Czarnowłosa podrapała się po łbie, zaś na jej twarzy zarysował się banalny do odczytania przez Shay obraz - "to ma sens".

Z boku stał Xavier, który wszystko monitorował uważnym okiem. Ucho także dało swoje trzy grosze, albowiem słyszał wszystko. Był świadkiem rozmowy karminowej damy z pania porucznik oraz jej najemnikami. W tym czasie właścicielka kuszy skusiła się o objaśnienie sytuacji.
- Słuchaj, kobieto - rzuciła w kierunku Shay - nie znam cię i nikt cię nie zna. To dobrze zresztą. Działaj ile dasz radę, za wszystko zostaniesz wynagrodzona, ale pamiętaj, że jeśli wpakujesz się w tarapaty, to mnie nie znasz. Najlepiej gdybyś zaczęła... - przestala raptownie. Kątem oka dostrzegła, że obserwuje je błękitno odziany mężczyzna. Przypominał typowego maga z uniwersytetu, chociaż oni mieli nieco odmienne szaty. Urazy z przeszłości od razu dały się we znaki, przeto na łapu capu mija Shay, by czym prędzej wtrącić Xaviera do rozmowy.
- Czego nasłuchujesz? - zapytała, obejmując jego biceps i powoli zaciskając uchwyt - kto cię przysłał? Kolejny do pomocy? To w kaplicy znajdziesz swoich koleżków. Tutaj załatwia się sprawy życia i śmierci, a nie bawi w czary mary.

Wyszło nie lada nieporozumienie. Shay najmowano do pomocy, zaś obecność maga wszystko popsuła. Uprzedzona porucznik zajęła się nim, nie kończąc tematu najmu czerwonowłosej. Xavier, z góry przypisany do kolektywu magów z uniwersytetu musi się wytłumaczyć i dobrze rozegrać tę partię, o ile chce mieć swój udział w rozwiązaniu zagadki oraz, co ważniejsze, nabyciu statusu i nagrody.

Re: Litvaria

13
Postarał się wyszarpnąć (lub chociaż spróbował) ramię z żelaznego uchwytu nadgorliwej kuszniczki. Przypominało to bardziej nieudolne wyszarpywanie się z wnyk rozstawianych na niedźwiedzie niżeli uścisku śmiertelnika. Być może to wiatr, może dzika wyobraźnia, ale temperatura zdawała się sprzyjać dość skwapliwie krzepnięciu wody w okół maga.

"Nie interesują mnie wasi guślarze...czy kogo sobie tam teraz sobie stroicie." - wycedził przez zaciśnięte szczęki wyłącznie do strażniczki, starając się zachować resztki spokoju. Dość nieskutecznie, bo irytacja chowała się jak troll na łące. Przymuszona socjalizacja nie czyniła go radym ni krzty bardziej niż samowolność kapitan, radośnie ignorującej takie dyrdymały jak przestrzeń osobista.

Nagle pojedynczy szalony pomysł zrodził się w jego głowie. Z kategorii tych spontanicznych, dzikich, nieujarzmionych i szalonych. Tych co ludzie się wstydzą do końca życia. Tych o których z dumą się opowiada znajomym. Tych, które czasem też je ratują. Nie żeby żadne z owych określeń opisywało obecną sytuację.

Informacja tylko dla MG/Barda
Spoiler:
Więc odbyło się tu coś złego. Tajemnica o której nic dokładniej nie wiedziecie. Panikujecie, bo nie znacie odpowiedzi. Potrzebujecie kogoś kto pomoże wam ją odnaleźć. - słowa te wypowiadał powoli, z wielką starannością by zabrzmieć wyraźnie i donośnie. Przypominało to pewien nieznany dla powszechnej gawiedzi sposób, bo teatralny. Zupełnie tak jakby znalazł się na scenie odgrywając główną rolę. Przesuwał jednostajnie wzrok po sensacyjnym zebraniu. Lustrował ich w poszukiwaniu reakcji na swoją przedmowę.

"Oczywiście można działać na własną rękę." Choć każdy mógł usłyszeć padające słowa, teraz raczej kierował je do płomiennowłosej, jak można było zakładać po rzuconym ukosem spojrzeniu. Ton opadł do powszechniejszych natężeń dźwięku związanego z rozmową w trakcie gdy czarownik począł się krok po kroku zbliżać do adresatki.

Mając jeden, ten sam cel, jaki jest sens w rywalizacji? Wzajemne sabotowanie działań? - zadał ostatnie pytanie odwracając się z powrotem do zebranego grona. Wieńcząc szopkę iście dramatycznym gestem, wystawił swą prawą rękę w górę do niebios. Nim upłynęła kropla w strumieniu wylądowała na niej nienaturalnie wielka wrona. Przeniósł ją drugą ręką z nadgarstka na wyznaczone siedzisko przygotowane na ramieniu.

"Więc czemu ktoś skory do pomocy zostaje odrzucony? Więcej osób niż trzeba do zadania jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a ich brak owszem." - Zaakcentował zakończenie nadmiernie ostentacyjnego monologu dosłownym przytupnięciem z użyciem pulsującego kosturu.

"Przepraszam...też potrzebuję tych pieniędzy" wyszeptał prosto do ucha rudej, w jakiś mistyczny sposób unikając ziemskiego zwyczaju używania słów. Oglądając się na tłum z nutką goryczy dopowiedział - "Nigdy za dobrze nie prezentowałem się pod presją...i zdaje się, że przez przypadek przeszedłem samego siebie..."
Ostatnio zmieniony 20 sty 2016, 19:26 przez Xavier, łącznie zmieniany 8 razy.
"Honor is in the heart, not the name." - Yasuo, the Unforgiven
"Time doesn't heal all wounds." - Ekko, the Boy who Shattered Time

Re: Litvaria

14
Ponoć każdy dobry uczynek zasługuje na nagrodę, jest to wierutna bzdura. Niemniej Shay nie zwykła zrażać do siebie ludzi, no chyba, że miała taki humor co zdarzało się wcale często. Posłała najemnikowi uśmiech równie piękny jak jego właścicielka. Już szykowała się na ripostę dla najemniczki gdy ta doskoczyła do domniemanego maga. Doskoczyła i od razu naskoczyła. Kobiecie nic nie było do tej kłótni, postawiła swój własny kaptur i przyglądała się zajściu z umiarkowanym zainteresowaniem. Spojrzała (chyba, bo można to było poznać tylko po ruchu kaptura) na mężczyznę dopiero gdy ten zwrócił się do niej. Nie miała zamiaru się mieszać, mało ją obchodził jakiś magik a czym mniej osób utalentowanych w magii w jej pobliżu tym dla niej lepiej.

Zdziwiły ją telepatyczne przeprosiny i... prośba o pomoc? Długo się nie zastanawiała i w sposób charakterystyczny dla siebie zmieniła zdanie. Powód o dziwo był, i to banalnie prosty. Peszący się mag z skłonnością do teatralnych gestów mógł jeszcze bardziej od dzieciobójcy urozmaicić ten nudny dzień. Gdy mężczyzna skończył mówić odchrząknęła lekko i odezwała się niegłośno. Nie było potrzeby by gawiedź słyszała więcej niż to konieczne.

- Poruczniku. Jeżeli nie znajdziemy porywacza nic nie stracisz jak zauważył twój rozsadny podwładny. - Kaptur odwrócił się na chwilę w stronę jej wcześniejszego "wybawiciela". - Jeżeli go znajdziemy nikt nie musi wiedzieć, że to nasza zasługa. O ile dostaniemy zapłatę, którą zaraz ustalimy. Tak czy siak wygrywasz a przynajmniej nie tracisz. A ten tu... - niedbałym gestem wskazała na maga. - Nie oczekujmy od maga nawet namiastki dobrych manier czy obycia. To tak jakby oczekiwać od muła dysputy. Nie jesteśmy też za to odpowiedzialni, tylko najgorszy głupiec wychylałby się w takim momencie. Przecież nie będziemy mieli dostępu do śledztwa a z pewnością nas zapamiętasz. Osobnik lub osobnicy, których szukasz do tej pory unikali złapania i raczej nie daliby się zapamiętać. Tak jak my to zrobiliśmy.

Czekała spokojnie na odpowiedź najemniczki wpatrując się gdzieś w ziemię między nią a maga.
"Jeśli kobieta mówi, że jest zmęczona życiem, znaczy to, że kogoś zamęczyła na śmierć."

Re: Litvaria

15
Pertraktacje nie zawsze biegną pomyślnie.

Superpozycja zróżnicowanych światopoglądów sprawiła, że między trójką dyskutantów wynika nie lada zamieszanie. Pierwotny teatr zakapturzonego maga budzi negatywne odczucia, zwłaszcza, że prezentuje się, mówiąc najprościej, jak popapraniec. Rozchwianie emocjonalne uderza do głowy, przeto obie przedstawicielki płci pięknej, zdają się pozostać w niesmaku dysputy. Jednakże w mgnieniu oka negatywny czar pryska, jak za sprawą boskiego dotyku. Harmider cichnie, zaś występ czarownika zdaje się być przeciętnością.

Do głosy dochodzi Shay, która zwięźle przechodzi do konkretów. Po męsku wystawiając kawę na ławę, rysuje zarys sytuacji, w której znajduje się pani porucznik wraz z podwładnymi. Sypie argumentami, opowiadającymi się za pozytywami, które przyniesie jej najęcie.

Próba przekonania pani porucznik kończy się z wzniesieniem prawej dłoni. Gest ucina dalsze wywody, tym samym zwiastując wygłoszenie werdyktu.
- Ja was nie najęłam i nie mamy ze sobą niczego wspólnego - wycedziła przez zaciśnięte zęby - więc na oficjalną pomoc nie liczcie. Pracujecie na własną rękę, a zjawicie się dopiero z dzieckiem lub konkretnymi wiadomościami. Zbędnego zajmowania czasu nie będę tolerować.
Zbliżyła się do nich, tak żeby nikt poza nimi nie usłyszał wypowiadanych słów.
- Informacji mam niewiele. Pierwsze dziecko, które zginęło tuż po wybuchu zarazy po zimie, należało do szwaczki Valicji. Matka oskarżyła lokalnego pijaczka o uprowadzenie jej dziecka. Rzekomo przyglądał mu się kilka dni przed zniknięciem. Jednakże poszlaki okazały się puste. Może wam uda się dowiedzieć więcej. Johnatana Lumpexa znajdziecie w karczmie, ciągle tam przesiaduje.

Zbiorowisko wieśniaków, którzy żywili się sensacją powoli ubożało. Słońce było w zenicie, więc przyszła pora obiadu. Wygłodniali, udali się do domów, zaś porucznik wraz z najemnikami zniknęła za mostem, dalej krocząc do górnego miasta.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Południowa prowincja”