Lasy na północ od Grenefod

46
Czymże było życie jednej dzikiej dla rycerza? I to takiej, która bezczelnie porwała nie tylko jego wóz, ale również konia i, co najgorsze, syna? Dla takiej nie należało się nic innego, jak śmierć. Billastin nie zastanawiał się nad powodami, dla których Neshkala mogła się tak zachować. To nie miało znaczenia, gdy musiała umrzeć.

Gołti ledwie wyhamował miecz przed grzbietem konia, który znów wierzgnął, a następnie stanął na tylnych nogach, by po chwili wystrzelić do przodu. Zwierzę nie wpadło jednak w kolejny dziki galop, a jedynie odbiegło na parę metrów, uciekając od bójki. Jednocześnie odsłonił Neshkalę.

Krzyki zbliżających się mężczyzn i ich sylwetki, odcinające się czernią na tle śniegu, zdradziły, że było ich tylko trzech. Wciąż mieli spory dystans do przebycia, nim staną u boku Billastina. Dziecko płakało, przerażone wydarzeniami nocy, jednak dzielnie trzymało się siodła.

Wojownik, niestety, nie zrozumiał słów dzikiej. Choć znał podstawy innego dialektu, nawet nie starał się wyłapać znajomych słów.

- Zamknij parszywy pysk! - Warknął, rzucając się w kierunku kobiety, chcąc skończyć jej żywot jednym cięciem miecza. Neshkala w porę odskoczyła, unikając kolejnych obrażeń, co więcej, wyćwiczonym ruchem przyzwała wilki do pomocy.

- Demoni pomiot! - Wrzasnął jeden ze zbliżających się mężczyzn, a widząc przyzwane zwierzęta, zapewne mając w pamięci niedźwiedzia... zmienił kierunek biegu o sto osiemdziesiąt stopni. Dwaj pozostali zwolnili i opuścili swoje bronie, najwyraźniej bojąc się kolejnego spotkania z nieumarłymi zwierzętami.

Billastin nie zamierzał czekać i ruszył w kierunku wilków z bitewnym okrzykiem na ustach, rozumiejąc, że musi pokonać zwierzęta nim dostanie się do dzikiej. Rządza krwi przysłoniła mu zdrowy rozsądek. Wszyscy i wszystko, co stanęło między nim i jego synem, musiało umrzeć! Mężczyzna atakował szerokim cięciem, dosięgając szczęki jednego z wilków i choć nie udało mu się jej odciąć, żuchwa stworzenia zawisła pod nienaturalnym kątem.

Koń Billastina nie był tak płochliwy, jak ten, który wcześniej ciągnął wóz, zapewne będąc szkolonym do bitwy. Przez nagłą obecność kolejnego człowieka na swoim grzbiecie, przestąpił z kopyta na kopyto w nerwowym tańcu, jednak nie ruszył, czekając na znak od jeźdźca.

- Zostaw panicza! - Wrzasnął jeden z pomagierów. - Paniczu!

Mężczyzna był odważniejszy niż jego towarzysze, ruszył w kierunku Neshkali, choć wydawało się, że ma mniej krwiożercze zapędy aniżeli jego pobratymcy.

Lasy na północ od Grenefod

47
To co się działo, trwało nie więcej jak paręnaście sekund. Starcie pomiędzy grupką rycerzy a dziką i jej świtą upiornych wilków osiągnęło punkt kulminacyjny. Jako pierwszy zaatakował splamiony krwią Gołti. Ciął upiornego wilka, który nie zważając na poniesioną ranę, za nic nie chciał ustąpić. Gdzieś w dalekiej odległości, zerwał się drugi kawalerzysta, postawiwszy sobie za cel ochronę chłopca, któremu tak właściwie nic nie zagrażało. Tymczasem przykucnąwszy na grzbiecie konia, Neshkala chwyciła za włócznię, mierząc nią wprost w głowę najbliżej stojącego agresora. Nie mając już w sobie krzty wyrozumiałości, jej celem stało się wyeliminowanie zagrożenia, nawet jeśli wiązało się to z pozbawieniem malucha kolejnego(?) opiekuna.

Wydając z siebie odgłos przypominający ryk rozgniewanego kuguara, gotowała się do kontrataku.

- Klous in ent kil - wymruczała wściekle do wilków.

I w czasie, gdy upiorne bestie rozdzieliły się, aby przypuścić zsynchronizowany atak z dwóch stron na ręce mężczyzny, Nes wybiwszy się z konia, poszybowała w górę, kierując grot włóczni przed siebie i pchając dodatkowo jej trzonek w przód, w celu uzyskania większego pędu i siły uderzenia. Mierzyła w okolicę oczodołu.

Na równi z włócznią, wysunęła i nogi, nie zamierzała bowiem lądować bezpośrednio na ziemi, ino zadawszy cios, oprzeć się stopami na ramionach okutego w żelazo osobnika, odbić się od niego i z powrotem zasiąść na grzbiecie konia, zanim kolejny wrogi jeździec zdoła się do niej zbliżyć.

Dalej należało liczyć na to, iż pozostali nie ośmielą się zaatakować z tak ślepą furią jak ich poprzednik, zwłaszcza że z ich punktu widzenia, kobieta może okazać się szybsza i nim zdążą zareagować, ta krótkim ruchem sztyletu postanowi uśmiercić dziecko, czego tak naprawdę robić nie chciała. Jednakże jeśli tamci nie pozostawią jej wyboru, z istmie teatralnym przesadą zagrozi, iż poderżnie zapłakanemu chłopczykowi gardło.
Spoiler:
Obrazek

Lasy na północ od Grenefod

48
Neshkala była na przegranej pozycji, gdy walczyła z trójką mężczyzn, a i w pamięci miała młodego panicza, któremu nie chciała zrobić krzywdy. Wilki były pomocą, ale czy silne szczęki zwierząt okażą się na tyle mocne, by konkurować z ostrzem miecza?

Gołti zajął się wilkami. Poprawił cios w kierunku wilka, który wcześniej stracił władzę w szczęce. Celując w kark zwierzęcia, rycerzowi udało się wbić ostrze na kilka cali w kark, pozbawiając zjawę reszty tlącej się w nim woli życia, choć wciąż nie pozbawiając go głowy. Wilk padł, a Billastin stracił kilka cennych chwil, starając się wyszarpnąć ostrze z przeciwnika. Drugi zwierz skoczył mu na plecy i wgryzł się w kark, kończąc żywot Billastina De'Loratadin.

Neshkala przeceniła swoje możliwości. Skoczyła na obranego za cel mężczyznę i nim ten zdołał osłonić się rękoma, wbiła sztylet prosto w jego czaszkę. Żelazo zaklinowało się między kośćmi, uniemożliwiając łatwe go dobycie. Krew pociekła z oczu, uszu i ust mężczyzny, gdy ten poleciał na ziemię. Dzika, przez pęd swojego skoku i niestabilność podpory, runęła razem z nim na pokrytą śniegiem ziemię. Biały puch szybko topniał, gdy karmazynowa, ciepła ciecz ciekła z głowy nieszczęśnika.

Drugi z mężczyzn zatrzymał się i uniósł ręce w geście poddania, jednocześnie upuszając swój miecz. Mówił coś przerażonym, podniesionym głosem, jednak dla dzikiej jego słowa pozostały niezrozumiałe. Tuż za Neshkalą, dzieciak spadł z konia i z wrzaskiem rzucił się w kierunku Billastina, jak i ocalałego wilka, który wściekle kąsał ciało ojca chłopca.

Lasy na północ od Grenefod

49
Chociaż nie wszystko poszło tak, jak sobie to zaplanowała, cel w ostateczności został osiągnięty. Agresywny mężczyzna padł martwy, powalony atakiem wilka i dobity ciosem w czaszkę. Jego truchło jeszcze przez krótką chwilą było rozrywane przez upiorne szczęki bestii, a mózg mielony, wiercącym w nim kawałkiem ostrza, które dzika kobieta usilnie starała się wyciągnąć.

Krew zbryzgała jej twarz, gdy żelazny sztylet wreszcie został uwolniony. Patrząc z przerażającym spojrzeniem na przestraszonego ijon, który widząc, co się właśnie stało, zaniechał dalszego ataku, posłała ku niemu kilka gestów.

W pierwszej kolejności wskazała palcem wskazującym na niego. Następnie układając jedną dłoń poziomo przed sobą, dwoma palcami drugiej symulowała czynność chodzenia. W dalszej kolejności wskazała na siebie dwukrotnie, po czym posunęła otwartą dłonią po własnej szyi. Nawet jeśli tamten nie rozumiał języka mówionego, tymi prymitywnymi gestami wyraziła się dostatecznie klarownie.

Krótkim ruchem ręki rozkazała wilczej zjawie, by ta skończyła pastwić się nad ciałem, ani też nie reagować na ewentualne zaczepki malca. Jej sprawa została zakończona, o ile kolejny rycerz nie zechce wymierzyć zemsty za zamordowanie kompana. Na ten jednak czas wszelkim walkom nastał kres. Neshkala miała dość rozlewu krwi jak na jeden dzień. Rzuciwszy okiem po raz ostatni na leżące pod jej nogami ciało, oddaliła się w stronę konia Gołti. Prócz sztyletu, zamierzała sobie przywłaszczyć wszystko to, co znajdzie w przypiętych do siodła jukach, jako swego rodzaju łup wojenny. Samego zaś zwierzęcia nie chciała brać ze sobą. Wolała tego drugiego, niespętanego więzami, jakie zarzucili na niego ludzie.

Co dalej? Jedyne czego pragnęło to znalezienie przytulnego miejsca do spoczynku, z dala od owładniętych rządzą krwi ludzi w żelazie czy przypadkowych osób pokroju Blu-Faji. W chwilach taka jak ta, samotność była jej najmilsza. Obierając odpowiedni kierunek marszu, ruszyła śpiesznym krokiem, pozostawiając w tyle ciemną linię drzew i wóz. Jeśli chodziło o dziecko, przestało ją najzupełniej interesować. Niech współbrat Gołti'iego się nim zajmie. Żywiła do Acri wielki uraz, spowodowany zachowaniem jego ojca, tym samym wypierając się zupełnie akceptacji zajęcia się nim.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Księstwo Grenefod”