Targ w Saran Dun

46
POST BARDA
Kobieta wyglądała na zaskoczoną przywitaniem, jakie zaoferował jej Mortiush. Spojrzała na niego zdziwiona, unosząc wysoko brwi, jednak w żaden sposób tego nie skomentowała. Na jej ustach błąkał się uśmiech.

- Proszę nie dać się prosić. - Zanuciła wręcz. Gdy poruszyła się, bujając biodrami na boki, materiał jej sukni zaszeleścił, jakby miał dać Mortiushowi obietnicę bogactw, jakim go obrzuci. - Och, każdy uważa, że salony to takie wymagające miejsce! Odnajdzie się pan tam. Och, mam dobry pomysł! Przejdźmy na ty. - Zaproponowała tak lekko, jakby wcale nie bratała się z kimś, kogo dopiero co uznała za żebraka. Najwyraźniej bardzo jej zależało na udziale Mortiusha w jej balu. - Nie musisz mówić, wystarczy, że będziesz rysować! Przed balem wymyjemy cię, wyczeszemy, odwszawimy i damy nowe ubrania. Co ty na to?

Propozycja wprost świadczyła o tym, jakie mniemanie ma o nim kobieta.

- Mamooo! Kup mi pieska!

Targ w Saran Dun

47
POST POSTACI
Mortiush mimowolnie parsknął, słysząc o odwszawianiu. Dobrze wiedział, że nie jest mu potrzebne. Postarał się jednak ukryć to pod uśmiechem i "uprzejmym chichotem", co ułatwiła mała prosząc o zakup pieska.
Propozycja przejścia na ty w rzeczywistości nie była propozycją, co niespecjalnie go zdziwiło. Postanowił więc tego nie komentować. Uznał jednak że dalej nie ma sensu brnąć w nadmierną poufałość.
-Nooo... dobrze-zgodził się po chwili-A kiedy i gdzie miałbym się stawić? I o ilu rysunkach mówimy? Nie dokładnie oczywiście, tego nie przewidzimy. Może to jednak wymagać pewnych przygotowań materiałowych, a dla arystokratów nie wypada szkicować na tak lichym papierze, jaki używam na codzień.
To ostatnie powiedział z pewnym przekąsem. Wiedział, że wielu spośród tych ludzi nie da mu zapomnieć o dzielącym ich statusie.

A w jego głowie powoli kiełkował Plan...

Targ w Saran Dun

48
POST BARDA
Pani arystokratka wydawała się zadowolona. Umiechała się do Mortiusha, jakby oczyma wyobraźni już widziała, jak ten uświetnia jej bal. Uczesany i ubrany w odpowiedni strój, czyż nie wtopiłby się w tłum? Zresztą, każdy wiedział, że artyści byli nieco.... neporządni.

- Doskonale! - Kobieta klasnęła w dłonie. Budin za jej plecami przewrócił oczyma tak mocno, iż mogło to wydawać się wręcz bolesnym, karkołomnym wyczynem. - Och, to dopiero za dwa dni! Zapraszam cię do domostwa Vondelblettów. - Stwierdziła tak dumnie, jakby było to doskonale znane miejsce w mieście, wręcz atrakcja, którą każdy przyjezdny musiał zobaczyć. - Budin po ciebie przyjdzie. Spotkacie się tutaj za dwa dni, powiedzmy, w południe? - Zaproponowała. - Będziemy mieć czas, żeby cię przygotować. Powiedz swoją cenę, Mort. - Zachęcała. W międzyczasie przybiegła do niej Lidia i przylgnęła do jej boku, choć wciąż wpatrzona w swoją kartkę z rysunkiem. Zadowolona z targów Amerlina nawet nie zwróciła uwagi na brudną sukienkę córki. - Przygotujemy dla ciebie, co tylko będziesz chciał.

Oferta była bardzo hojna.

Targ w Saran Dun

49
POST POSTACI
Mortiush uśmiechnął się. Dwa dni... Niezbyt dużo na rozeznanie, ale też niemało czasu. Znów wrócił do myśli, na ile należało by wycenić usługę, o którą był proszony. Nigdy nie rysował dla pieniędzy i nawet do głowy mu nie przyszło, by wyceniać swoje szkice.
-200?-zapytał bardziej niż stwierdził nie wiedząc, czy to dobra cena.

W międzyczasie zaczął się zastanawiać gdzie znajdzie Psa. Musiał mu dać cynk i jak najszybciej uruchomić chłopaków, żeby dowiedzieli się więcej o tych Vondelbettach. Potrzebował informacji. Czym się zajmują? Z czego czerpią bogactwo? Czy ktoś próbował się do nich włamać? Jakieś szczególne plotki? Wiedział już, że Pan ma psy. Ale czy to wszystko? Czekały ich pracowite dwa dni...

Targ w Saran Dun

50
POST BARDA
Arystokratka chętnie przystała na propozycję, więc Mortiush mógł zgadywać, że zażyczył sobie za mało. Nie miało to jednak znaczenia - Amerlina obiecała dorzucić coś ekstra, a przecież jego praca miała opłacić się sobie samej, gdy jego nagrodą będzie uśmiech na dziecięcej buzi małej Lidii.

***

Wywiad nie był ciężki do zebrania. Państwo Vondelblettowie dorobili się w ostatnich latach na rozmnażaniu i sprzedaży najlepszej jakości koni wyścigowych i do jazdy wierzchem. Ich wybudowany w zeszłym roku dworek znajdował się tuż za miastem, obok stadniny, w której trzymali swoje osławione zwierzęta. Byli zwykłymi nowobogackimi, którzy wybili się na dobrym interesie. Przynajmniej nie zostawiali wszystkiego dla siebie; udzielali się w miejscowej świątyni Sakira, wspierając ich finansowo, a nawet ofiarowując wierzchowce wysokim kapłanom. Czyż nie była to doskonała reklama?

Jak dotąd, nikt nie próbował obrabować ich domu, a przynajmniej Mortiushowi nie przyniesiono takich informacji. Psy, o których mówiła Lidia, były zwykłymi psami-stróżami, które miały mieć na oku stadninę. Pan Vondelblett miał również kilka chartów do polowania na kaczki w pobliskim lesie.

To, co przynieśli Mortowi jego ludzie, nie było ani chartem, ani psem stróżującym, ale dziwną mieszanką tego, co wyhodwało się samo na ulicach Saran Dun. Szczeniaki były dwa, oba kudłate i mimo młodego wieku, już całkiem spore. Wydawało się, że gdy dorosną, będą całkiem potężne. Jeden z nich był cały czarny, drugi natomiast biały w czarne i brązowe łaty. Na domiar tego, przyniesiono mu również kota - bardzo niezadowolonego z faktu, iż był targany przez byle ludzi!

***

Po ustalonym czasie Mortiush dojrzał na targu Budina, tego samego strażnika, który wcześniej pilnował Amerliny i Lidii. Dziewcząt nie było przy nim.

Targ w Saran Dun

51
POST POSTACI
Ostatnie dwa dni były pełne pracy. No... może nie nazbyt aktywne, bo obserwacja wcale nie jest wyczerpująca fizycznie, jednak piekielnie wyczerpująca, zwłaszcza kiedy jednocześnie szykuje się szkice i planuje całą akcję. W międzyczasie Mort wykonał robocze szkice otoczenia posiadłości. Nie był może kartografem, więc mapą by tego nie nazwał, jednak dla ogólnego rozeznania wystarczą. Zresztą powinny być one przede wszystkim dla niego. W połączeniu z obrazem z pamięci będzie w stanie odtworzyć to w przydatnej formie iluzji. To samo planował zrobić wewnątrz. W zależności od tego, na ile będzie mógł się poruszać po posiadłości, chciał potem naszkicować plany dworku. Wnętrza nie znał, ale przeanalizował teren na zewnątrz, by opracować potencjalne drogi ucieczki. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

Druga część przygotowań pokrywała sferę bardziej "towarzyską". Do ewentualnych rozmów musiał się przygotować. Skoro rodzina zajmowała się końmi, Mortiush postanowił przygotować kilka dobrych, dopracowanych szkiców koni- zarówno źrebiąt, jak i pokaźnych ogierów przedstawionych w majestatyczny sposób. Powinno się to spodobać. Ponadto, jakby licząc na próżność wysoko urodzonych i bogatych, wśród szkiców znalazł się też przedstawiający jeźdźca. Ten miał być niby niedokończony i wymagać jedynie dodania twarzy, jakiegoś atrybutu i drobnych wykończeń. Przyda się, by kogoś połechtać umieszczając tam jego twarz.

Jak to w takich szybkich robotach bywa, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Sierotki od Psa coś sobie dopowiedziały i... Mortiush stał się "szczęśliwym" posiadaczem dwóch szczeniąt i... kota. Ale może i z tego coś się zrobi? Nie można wszak zamykać różnych dróg. Z tego też powodu wśród szkiców znalazł się i taki, na którym "jego" pieski wesoło bawią się ze sobą. Nawet nadał im imiona- czarny został Demonem, łaciaty zaś Guciem. Kot niespecjalnie chciał się przyjaźnić, jak to kot. Dlatego jego zaczął zwać Obcym. Jeśli zwierzaki gdzieś sobie pójdą-trudno. I tak żyły na ulicy. A może będzie to powód i okazja, by się poprzyjaźnić z małą. Wbrew wszelkiej logice polubił ją natychmiast i uśmiechał się na jej wspomnienie. Może i to pozwoli zbliżyć się do rodziny i ubić na tym jakiś interes?

Jego plan przewidywał trzy warianty.
Pierwszy był rozbudowany i wymagał sukcesu jako atrakcja. Może pozwoli to dostać się do innych domów i rozciągnąć to na serię robótek dla ich grupy. Jeśli udało by się zostać dostrzeżonym i zaproszonym przez innych bogaczy, będzie to wariant do rozbudowania.

Drugi zakładał zbliżenie się i dokładniejsze rozeznanie rodziny gospodarzy. A właściwie to Pana. Żona i córka niewiele znaczyły w interesie, jeśli wogóle cokolwiek. Jeśli to się uda, może dało by się uszczknąć coś ze strumienia gotówki płynącego do tego domu. Nie było to jednak proste. Wymagało rozeznania, jak działa ich interes i znalezienia luki, którą można by wykorzystać i się ustawić. Była to jednak dochodowa i długofalowa ewentualność, względnie bezpieczna i nie wymagająca ciągłego narażania się podczas włamań.

Trzeci, zarazem najbardziej prymitywny wariant był na wypadek porażki założeń dwóch poprzednich. Po to też Mortiush przygotował "plany" posiadłości i potrzebował takowych wewnątrz. W tej opcji poprostu zbierał chłopaków i odwiedzali gospodarzy, by poczęstować się ich bogactwem.



***

Po tym pracowitym okresie, o umówionej porze Mortiush stawił się na spotkanie. Wykąpał się z rana, uczesał i ubrał w czyste ciuchy. Na codzień o to nie dbał specjalnie, ale niech sobie na dworze nie myślą, że jest jakimś tam byle brudasem. Powinno to pomóc powstrzymać drwiny i trochę ułatwić kontakty. Choć i tak zechcą go jeszcze wypacykować pewnie... Nie żeby mu przeszkadzała opinia brudasa, bezdomnego i wogóle. Dzięki temu stawał się niezauważalny w takich stopniu, że nawet wiele problemów omijało go jakby nie widząc. Zabrał ze sobą swoją torbę ze szkicownikiem, w którym przygotował sobie zrobione specjalnie na te okazję szkice plus kilka ekstra- rysunek Pani, małej Lidii i kilku różnych osób, różnych stanów jak posługaczka, młody służący, strażnik i kilku losowych ludzi. Te miały być potencjalnymi przebraniami, które pomogą w trudnej sytuacji. Ponadto zapakował czyste kartki, węgielki i nóż. Broni żadnej mu nie pozwolą wnieść, jednak nóż będzie tylko narzędziem. Jakoś trzebie naostrzyć węgielki.

-Witam-Mortiush podszedł pewnie do strażnika wyciągając ręke na przywitanie.
'Ostatnio ten się śmiał z całej sytuacji. Zobaczmy jak się do mnie odniesie teraz'- pomyślał zbliżając się

Targ w Saran Dun

52
POST BARDA
Posiadłość znajdowała się za miastem, była otoczona murem i... no cóż, Morotiush mógł wykonać bardzo ładne obrazki murów! Okazało się, że wszystkie wejścia obstawione były ludźmi i jeśli ktoś nie miał wyjątkowo dobrego powodu, to tak po prostu nie przepuszczali na teren drogocennej stadniny. Mógł jednak zrobić plan wąskich dróżek, ścieżek, które miejscowi wydeptali wokół posiadłosci, zagajników, gdzie można było się ukryć, jak również domków, które przylegały do domu Vondelblettów jak opite kleszcze do psa.

Co zaś tyczyło się psów... W jego fachu dochodziło do nieporozumień. Skoro miał być Pies, to Mort dostał psa... a nawet dwa. Stanowiły doskonały wzór do szkiców, gdy bawiły się ze sobą, jak to szczenięta miały w zwyczaju. Natomiast okazało się też, że żarły za czterech, za to również rosły niemal w oczach. Z czasem staną się porządnymi, groźnymi psiskami. Potrzebny był tylko czas.

Uzbrojony w szkice posiadłości, koni, źrebiąt, jeźdźców, psów, osób... Mortiush przygotował się dobrze, gdy szedł na spotkanie z Budinem. Mężczyzna uścisnął mu dłoń.

- Toś się wkopał! - Śmiał się dalej, zapewne nie rozumiejąc, jak ktoś może łapać się takiej roboty dobrowolnie. - Pani już na ciebie gotowa. Cholera, gwiazda wieczoru...

Do posiadłości Vondelblettów
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”