Targ w Saran Dun

46
POST BARDA
Kobieta wyglądała na zaskoczoną przywitaniem, jakie zaoferował jej Mortiush. Spojrzała na niego zdziwiona, unosząc wysoko brwi, jednak w żaden sposób tego nie skomentowała. Na jej ustach błąkał się uśmiech.

- Proszę nie dać się prosić. - Zanuciła wręcz. Gdy poruszyła się, bujając biodrami na boki, materiał jej sukni zaszeleścił, jakby miał dać Mortiushowi obietnicę bogactw, jakim go obrzuci. - Och, każdy uważa, że salony to takie wymagające miejsce! Odnajdzie się pan tam. Och, mam dobry pomysł! Przejdźmy na ty. - Zaproponowała tak lekko, jakby wcale nie bratała się z kimś, kogo dopiero co uznała za żebraka. Najwyraźniej bardzo jej zależało na udziale Mortiusha w jej balu. - Nie musisz mówić, wystarczy, że będziesz rysować! Przed balem wymyjemy cię, wyczeszemy, odwszawimy i damy nowe ubrania. Co ty na to?

Propozycja wprost świadczyła o tym, jakie mniemanie ma o nim kobieta.

- Mamooo! Kup mi pieska!

Targ w Saran Dun

47
POST POSTACI
Mortiush mimowolnie parsknął, słysząc o odwszawianiu. Dobrze wiedział, że nie jest mu potrzebne. Postarał się jednak ukryć to pod uśmiechem i "uprzejmym chichotem", co ułatwiła mała prosząc o zakup pieska.
Propozycja przejścia na ty w rzeczywistości nie była propozycją, co niespecjalnie go zdziwiło. Postanowił więc tego nie komentować. Uznał jednak że dalej nie ma sensu brnąć w nadmierną poufałość.
-Nooo... dobrze-zgodził się po chwili-A kiedy i gdzie miałbym się stawić? I o ilu rysunkach mówimy? Nie dokładnie oczywiście, tego nie przewidzimy. Może to jednak wymagać pewnych przygotowań materiałowych, a dla arystokratów nie wypada szkicować na tak lichym papierze, jaki używam na codzień.
To ostatnie powiedział z pewnym przekąsem. Wiedział, że wielu spośród tych ludzi nie da mu zapomnieć o dzielącym ich statusie.

A w jego głowie powoli kiełkował Plan...

Targ w Saran Dun

48
POST BARDA
Pani arystokratka wydawała się zadowolona. Umiechała się do Mortiusha, jakby oczyma wyobraźni już widziała, jak ten uświetnia jej bal. Uczesany i ubrany w odpowiedni strój, czyż nie wtopiłby się w tłum? Zresztą, każdy wiedział, że artyści byli nieco.... neporządni.

- Doskonale! - Kobieta klasnęła w dłonie. Budin za jej plecami przewrócił oczyma tak mocno, iż mogło to wydawać się wręcz bolesnym, karkołomnym wyczynem. - Och, to dopiero za dwa dni! Zapraszam cię do domostwa Vondelblettów. - Stwierdziła tak dumnie, jakby było to doskonale znane miejsce w mieście, wręcz atrakcja, którą każdy przyjezdny musiał zobaczyć. - Budin po ciebie przyjdzie. Spotkacie się tutaj za dwa dni, powiedzmy, w południe? - Zaproponowała. - Będziemy mieć czas, żeby cię przygotować. Powiedz swoją cenę, Mort. - Zachęcała. W międzyczasie przybiegła do niej Lidia i przylgnęła do jej boku, choć wciąż wpatrzona w swoją kartkę z rysunkiem. Zadowolona z targów Amerlina nawet nie zwróciła uwagi na brudną sukienkę córki. - Przygotujemy dla ciebie, co tylko będziesz chciał.

Oferta była bardzo hojna.

Targ w Saran Dun

49
POST POSTACI
Mortiush uśmiechnął się. Dwa dni... Niezbyt dużo na rozeznanie, ale też niemało czasu. Znów wrócił do myśli, na ile należało by wycenić usługę, o którą był proszony. Nigdy nie rysował dla pieniędzy i nawet do głowy mu nie przyszło, by wyceniać swoje szkice.
-200?-zapytał bardziej niż stwierdził nie wiedząc, czy to dobra cena.

W międzyczasie zaczął się zastanawiać gdzie znajdzie Psa. Musiał mu dać cynk i jak najszybciej uruchomić chłopaków, żeby dowiedzieli się więcej o tych Vondelbettach. Potrzebował informacji. Czym się zajmują? Z czego czerpią bogactwo? Czy ktoś próbował się do nich włamać? Jakieś szczególne plotki? Wiedział już, że Pan ma psy. Ale czy to wszystko? Czekały ich pracowite dwa dni...

Targ w Saran Dun

50
POST BARDA
Arystokratka chętnie przystała na propozycję, więc Mortiush mógł zgadywać, że zażyczył sobie za mało. Nie miało to jednak znaczenia - Amerlina obiecała dorzucić coś ekstra, a przecież jego praca miała opłacić się sobie samej, gdy jego nagrodą będzie uśmiech na dziecięcej buzi małej Lidii.

***

Wywiad nie był ciężki do zebrania. Państwo Vondelblettowie dorobili się w ostatnich latach na rozmnażaniu i sprzedaży najlepszej jakości koni wyścigowych i do jazdy wierzchem. Ich wybudowany w zeszłym roku dworek znajdował się tuż za miastem, obok stadniny, w której trzymali swoje osławione zwierzęta. Byli zwykłymi nowobogackimi, którzy wybili się na dobrym interesie. Przynajmniej nie zostawiali wszystkiego dla siebie; udzielali się w miejscowej świątyni Sakira, wspierając ich finansowo, a nawet ofiarowując wierzchowce wysokim kapłanom. Czyż nie była to doskonała reklama?

Jak dotąd, nikt nie próbował obrabować ich domu, a przynajmniej Mortiushowi nie przyniesiono takich informacji. Psy, o których mówiła Lidia, były zwykłymi psami-stróżami, które miały mieć na oku stadninę. Pan Vondelblett miał również kilka chartów do polowania na kaczki w pobliskim lesie.

To, co przynieśli Mortowi jego ludzie, nie było ani chartem, ani psem stróżującym, ale dziwną mieszanką tego, co wyhodwało się samo na ulicach Saran Dun. Szczeniaki były dwa, oba kudłate i mimo młodego wieku, już całkiem spore. Wydawało się, że gdy dorosną, będą całkiem potężne. Jeden z nich był cały czarny, drugi natomiast biały w czarne i brązowe łaty. Na domiar tego, przyniesiono mu również kota - bardzo niezadowolonego z faktu, iż był targany przez byle ludzi!

***

Po ustalonym czasie Mortiush dojrzał na targu Budina, tego samego strażnika, który wcześniej pilnował Amerliny i Lidii. Dziewcząt nie było przy nim.

Targ w Saran Dun

51
POST POSTACI
Ostatnie dwa dni były pełne pracy. No... może nie nazbyt aktywne, bo obserwacja wcale nie jest wyczerpująca fizycznie, jednak piekielnie wyczerpująca, zwłaszcza kiedy jednocześnie szykuje się szkice i planuje całą akcję. W międzyczasie Mort wykonał robocze szkice otoczenia posiadłości. Nie był może kartografem, więc mapą by tego nie nazwał, jednak dla ogólnego rozeznania wystarczą. Zresztą powinny być one przede wszystkim dla niego. W połączeniu z obrazem z pamięci będzie w stanie odtworzyć to w przydatnej formie iluzji. To samo planował zrobić wewnątrz. W zależności od tego, na ile będzie mógł się poruszać po posiadłości, chciał potem naszkicować plany dworku. Wnętrza nie znał, ale przeanalizował teren na zewnątrz, by opracować potencjalne drogi ucieczki. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

Druga część przygotowań pokrywała sferę bardziej "towarzyską". Do ewentualnych rozmów musiał się przygotować. Skoro rodzina zajmowała się końmi, Mortiush postanowił przygotować kilka dobrych, dopracowanych szkiców koni- zarówno źrebiąt, jak i pokaźnych ogierów przedstawionych w majestatyczny sposób. Powinno się to spodobać. Ponadto, jakby licząc na próżność wysoko urodzonych i bogatych, wśród szkiców znalazł się też przedstawiający jeźdźca. Ten miał być niby niedokończony i wymagać jedynie dodania twarzy, jakiegoś atrybutu i drobnych wykończeń. Przyda się, by kogoś połechtać umieszczając tam jego twarz.

Jak to w takich szybkich robotach bywa, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Sierotki od Psa coś sobie dopowiedziały i... Mortiush stał się "szczęśliwym" posiadaczem dwóch szczeniąt i... kota. Ale może i z tego coś się zrobi? Nie można wszak zamykać różnych dróg. Z tego też powodu wśród szkiców znalazł się i taki, na którym "jego" pieski wesoło bawią się ze sobą. Nawet nadał im imiona- czarny został Demonem, łaciaty zaś Guciem. Kot niespecjalnie chciał się przyjaźnić, jak to kot. Dlatego jego zaczął zwać Obcym. Jeśli zwierzaki gdzieś sobie pójdą-trudno. I tak żyły na ulicy. A może będzie to powód i okazja, by się poprzyjaźnić z małą. Wbrew wszelkiej logice polubił ją natychmiast i uśmiechał się na jej wspomnienie. Może i to pozwoli zbliżyć się do rodziny i ubić na tym jakiś interes?

Jego plan przewidywał trzy warianty.
Pierwszy był rozbudowany i wymagał sukcesu jako atrakcja. Może pozwoli to dostać się do innych domów i rozciągnąć to na serię robótek dla ich grupy. Jeśli udało by się zostać dostrzeżonym i zaproszonym przez innych bogaczy, będzie to wariant do rozbudowania.

Drugi zakładał zbliżenie się i dokładniejsze rozeznanie rodziny gospodarzy. A właściwie to Pana. Żona i córka niewiele znaczyły w interesie, jeśli wogóle cokolwiek. Jeśli to się uda, może dało by się uszczknąć coś ze strumienia gotówki płynącego do tego domu. Nie było to jednak proste. Wymagało rozeznania, jak działa ich interes i znalezienia luki, którą można by wykorzystać i się ustawić. Była to jednak dochodowa i długofalowa ewentualność, względnie bezpieczna i nie wymagająca ciągłego narażania się podczas włamań.

Trzeci, zarazem najbardziej prymitywny wariant był na wypadek porażki założeń dwóch poprzednich. Po to też Mortiush przygotował "plany" posiadłości i potrzebował takowych wewnątrz. W tej opcji poprostu zbierał chłopaków i odwiedzali gospodarzy, by poczęstować się ich bogactwem.



***

Po tym pracowitym okresie, o umówionej porze Mortiush stawił się na spotkanie. Wykąpał się z rana, uczesał i ubrał w czyste ciuchy. Na codzień o to nie dbał specjalnie, ale niech sobie na dworze nie myślą, że jest jakimś tam byle brudasem. Powinno to pomóc powstrzymać drwiny i trochę ułatwić kontakty. Choć i tak zechcą go jeszcze wypacykować pewnie... Nie żeby mu przeszkadzała opinia brudasa, bezdomnego i wogóle. Dzięki temu stawał się niezauważalny w takich stopniu, że nawet wiele problemów omijało go jakby nie widząc. Zabrał ze sobą swoją torbę ze szkicownikiem, w którym przygotował sobie zrobione specjalnie na te okazję szkice plus kilka ekstra- rysunek Pani, małej Lidii i kilku różnych osób, różnych stanów jak posługaczka, młody służący, strażnik i kilku losowych ludzi. Te miały być potencjalnymi przebraniami, które pomogą w trudnej sytuacji. Ponadto zapakował czyste kartki, węgielki i nóż. Broni żadnej mu nie pozwolą wnieść, jednak nóż będzie tylko narzędziem. Jakoś trzebie naostrzyć węgielki.

-Witam-Mortiush podszedł pewnie do strażnika wyciągając ręke na przywitanie.
'Ostatnio ten się śmiał z całej sytuacji. Zobaczmy jak się do mnie odniesie teraz'- pomyślał zbliżając się

Targ w Saran Dun

52
POST BARDA
Posiadłość znajdowała się za miastem, była otoczona murem i... no cóż, Morotiush mógł wykonać bardzo ładne obrazki murów! Okazało się, że wszystkie wejścia obstawione były ludźmi i jeśli ktoś nie miał wyjątkowo dobrego powodu, to tak po prostu nie przepuszczali na teren drogocennej stadniny. Mógł jednak zrobić plan wąskich dróżek, ścieżek, które miejscowi wydeptali wokół posiadłosci, zagajników, gdzie można było się ukryć, jak również domków, które przylegały do domu Vondelblettów jak opite kleszcze do psa.

Co zaś tyczyło się psów... W jego fachu dochodziło do nieporozumień. Skoro miał być Pies, to Mort dostał psa... a nawet dwa. Stanowiły doskonały wzór do szkiców, gdy bawiły się ze sobą, jak to szczenięta miały w zwyczaju. Natomiast okazało się też, że żarły za czterech, za to również rosły niemal w oczach. Z czasem staną się porządnymi, groźnymi psiskami. Potrzebny był tylko czas.

Uzbrojony w szkice posiadłości, koni, źrebiąt, jeźdźców, psów, osób... Mortiush przygotował się dobrze, gdy szedł na spotkanie z Budinem. Mężczyzna uścisnął mu dłoń.

- Toś się wkopał! - Śmiał się dalej, zapewne nie rozumiejąc, jak ktoś może łapać się takiej roboty dobrowolnie. - Pani już na ciebie gotowa. Cholera, gwiazda wieczoru...

Do posiadłości Vondelblettów

Targ w Saran Dun

53
Z posiadłości Vondelblettów
POST BARDA
Mortiush miał za sobą niesamowity dzień i niesamowity wieczór. Nie tylko w jedno popołudnie stworzył więcej szkiców, niż przez cały poprzedni miesiąc, to jeszcze dał rozpieszczonym bogaczom wiele radości, która wyrażała się w ciężkim mieszku, schowanym pod ubraniem. Udało mu się również nawiązać pewne przyajźnie, które mogły rzutować na przyszłość. Szczególną słabość wydawał się mieć do niego baron, Francis, jak kazał do siebie mówić. Mort dopiero zdał sobie sprawę, że nie poznał jego nazwiska!

Mimo tego, Fracis wycałował jego policzki z pełną zażyłością, nim wypuścił go ze swojej złotej karocy na brudne ulice Saran Dun. Kiedy zatrzasnęły się za nim drzwiczki powozu, a piękne vondbletteńskie konie ruszyły z kopyta, by odwieźć państwo baronów do domu, Mort nagle poczuł się... odrobinę nie na miejscu.

Wciąz ubrany w zbyt wystawny strój, stojąc na środku opustoszałego nocą targu, błyszczał się jak złoty pieniążek w błocie. Nic dziwnego, że nim zdołał postąpić kroku, oblezły go sieroty, obecne w mieście nawet o takiej porze.

- Panie! Poratuj pieniążkiem! - Zawołało jedno z dzieci.

- Moja mama jest chora! - Przekonywało drugie, już pchając lepkie łapki do jego kieszeni, jakby spodziewając się, że nie zostanie zauważone! Bogacze przecież byli tak prości do ograbienia!

Dopiero przeciągły gwizd, który przeciął ciszę nocy, kazał dzieciom zabrać rączki i odsunąć się od nieszczęśnika.

- Chyba mnie oczy mylą! - Głos zbliżającego się mężczyzny był Mortowi znany - Pies we własnej osobie! - Nie wiedziałem, że teraz jeździsz złotymi powozami, Mortiush.

Mimo z grubsza niemiłego tonu, mężczyzna podszedł do kolegi, by podać mu dłoń na powitanie. Dzieci jęknęły, rozpoznając imię współpracownika swojego pracodawcy. Dziś nie zdobędą na nim łupów!

Targ w Saran Dun

54
POST POSTACI
Z posiadłości Vondelblettów

Możliwość powrotu powozem była genialnym zrządzeniem losu. Nie dość, że nie musiał iść na własnych nogach całego tego kawału to jeszcze podróżował niezwykle wygodnie. A towarzystwo barona, jakkolwiek wylewnego aż do przesady i uciążliwego na dłuższą metę, było do zniesienia. Zwłaszcza, że mógł on stać się dobrym źródełkiem... Kiedy dotarli na miejsce pożegnał się i wysiadł z powozu. Po raz pierwszy stał się obiektem dla Sierot. Rozbawiło go to na początku, ale zaraz potem trzasnął jedną ze zbyt nachalnych rąk wślizgujących się w jego szaty.

-Postaraj się bardziej! Nie bądź tak nachalny!- warknął na dzieciaka który miał pecha zostać zauważonym.-I pazury obetnij! Aż haczysz szatę i alarmujesz ofiarę!

Zaraz potem zobaczył i Psa. Stary kumpel i przywódca zgrai wyszedł mu na powitanie.

-Nie spodziewałem się takiego komiteciku powitalnego.- powiedział wesoło. Wciąż wszak był trochę podchmielony, choć szczęśliwie uniknął pijaństwa. Przy przywitaniu, podając rękę, wsunął w dłoń Psa jeden z pierścieni, które zdobył na balu.-Jak dalej dobrze pójdzie to niedługo też takimi będziemy się wozić! Przyjdź proszę do mnie rano. Albo trochę później, bo muszę się wyspać, a mam jeszcze trochę roboty.Musimy pogadać. Będzie robota.

Przyjemność sprawiły mu te słowa. Teraz to on tu rozda karty. Trzeba tylko dobrze to zaplanować i przemyśleć. A teraz Mortiush potrzebował wrócić do siebie i iść spać. Ale zanim pójdzie spać, usiądzie jeszcze do stołu i przeleje na papier wszystko to, co widział i zapamiętał. Trzeba uzupełnić plany i "mapy".

Oklepał się po schowkach w szacie sprawdzając, czy któraś z Sierotek nie była zbyt zdolna. Uświadomił sobie w tym momencie, że nie zabrał swoich ubrań z posiadłości... Ciekawe czy przyślą kogoś po zwrot. Jeśli nie, to będzie miał coś, żeby założyć na wizytę u barona. Podwinął nogawki, coby nie pobrudzić zanadto, zdjął buty i boso ruszył w kierunku domu.

- Do jutra!- rzucił za siebie odchodząc

Targ w Saran Dun

55
POST BARDA
Sierotki z Saran Dun nie spały. To znaczy - znajdowały czas na odpoczynek, ale nie przepuszczały okazji, by dokonywać kradzieży w nocy! Dzieci wydawały się zaskoczone tym, że zwrócono im uwagę, ale z zupełnie złych powodów! Chłopiec, który niby miał długie paznokcie, poczuł się szczególnie dotknięty, ale poza kopniakiem w kostkę (i szybką ucieczką po nim), nie zareagował na krytykę w żaden inny sposób.

Mimo nikłego światła, Pies obejrzał pierścień. Zagwizdał z uznaniem.

- Ho, ho! Nie wiem, gdzie żeś się zakręcił, ale wchodzę w to! - Zaśmiał się, podrzucając błyskotkę. Gdy złapał ją, ta jakby zniknęła w jego dłoni! Trik był łatwy do wykonania, iluzja łatwo ogłupiała ludzi, a kosztowności znikały w rękawie. - Wpadnę przed południem. Nie zaśpij.

***

Plany i mapy zabrały Mortiushowi nieco czasu, ale udało mu się położyć jeszcze przed świtem. Nikt nie przyszedł, by odebrać ubranie, nikt też nie pojawił się z jego starymi łachami, dlatego mógł założyć, iż nie odzyska ich już mimo najszczerszych chęci. To, co go obudziło, to jednak nie problemy garderoby, a łomotanie do drzwi.

- Mortiush! Wstawaj! - Pies musiał pojawić się wcześniej, niż zapowiadał.

Targ w Saran Dun

56
POST POSTACI
To była pracowita noc. Najpierw bal, potem opracowanie szkiców. Mortiush był wykończony. I to tak, że zapomniał o tak istotnym szczególe jak to, ile znajduje się w otrzymanej sakiewce. Zdołał jedynie schować ją wraz z łupem w skrytce pod deską podłogi i padł na łóżko. No cóż, pieniądze nie uciekną. Chyba...

Obudziło go łomotanie do drzwi. Popatrzył za okno i stwierdził, że Pies musiał zjawić się wcześniej. Zaniepokoiło go to nieco. Wstał więc i naciągnął koszulę. Spostrzegł, że na stole leży wczorajsze wystawne ubranie. Będzie musiał je zabezpieczyć i schować. Może się jeszcze przydać na robotę. Tymczasem chwycił nóż, by dodać sobie pewności. Nie wiedział, co sprowadziło Psa wcześniej. Nadgorliwość? Nazbyt się zapalił do zapowiedzianej roboty? Czy może coś się wydarzyło? Podszedł do drzwi i uchylił je nieco, by zobaczyć ilu ma gości. Nie widząc zagrożenie otworzy drzwi, wpuszczając kolegę po fachu do środka.

Cześć-powiedział nie do końca rozbudzony-Co tak wcześnie? Coś się pali?

Targ w Saran Dun

57
POST BARDA
Kiedy Mort otworzył oczy, mogłoby mu się wydawać, że bal poprzedniej nocy był niczym innym, jak snem. Widok raczej biednej pracowni przywrócił go do rzeczywistości w bardzo bolesny sposób. Nie tylko dusza cierpiała - okazało się, że przez ilość szkiców, prawa ręka dawała o sobie znać bólem i ciągnięciem w okolicy kciuka. Nie było to jednak nic, co nie przeszłoby po paru dniach oszczędzania się. Ból wart był sumy, jaką zarobił.

Pies był sam, nie towarzyszyły mu nawet dzieci, które zapewne rozesłał w odpowiednie miejsca, by wyżebrały lub wykradły odpowiednią sumę.

- Mortiush! - Ucieszył się mężczyzna. - Pali się? A skąd! Wyglądasz, jakbyś dopiero wstał. - Zaśmiał się, widząc stan, w jakim był kolega. - Obudziłem cię? Wcale nie jest wcześnie. Nie zaprosisz mnie? - Pies pewnie przeszedł przez drzwi, jakby wchodził do siebie. Na stół odłożył papierową torbę i kilka monet. - Twoje śniadanie i to, co zostało z twojej części za pierścień. Takie rzeczy łatwo sprzedać. - Cieszył się, znajdując drogę do wolnego miejsca, na którym mógłby usiąść. Wybrał łóżko, nawet jeśli nie zasłane. - Mów do mnie. Co znalazłeś?

Targ w Saran Dun

58
POST POSTACI
Mortiush wpuścił Psa do środka i przez chwilę zastanawiał się, co się dzieje. Kiedy doszedł już do siebie, usiadł przy stole, rozpakował śniadanie i zaczął jeść.

-Dziękuję za śniadanie-powiedział z pełnymi ustami. Przesunął pieniądze w stronę Psa.-A to dla Ciebie. Ten pierścień to był prezent. Na zachętę.

Chwila przerwy w jedzeniu pozwoliła podejść do skrytki. Nie musiał się kryć, Pies i tak ją znał. Wydobył z niej pozostałe dwa pierścienie i położył na stole, po czym wrócił do jedzenia.

-Wziąłem je właściwie z przyzwyczajenia. Tutaj możemy zagrać o coś większego. Mówi Ci coś nazwisko Vondelblettów, czy jakoś tak? Wczoraj organizowali bal, a ja byłem na nim ważnym gościem.-Zrobił pauzę na kolejny kęs i obserwował reakcję kolegi. Miał zamiar się trochę ponapawać i dawkować informacje. Wskazał palcem pod łóżko, gdzie wcisnął swoje "mapy"-Tam masz szkice ich posiadłości z krótkim opisem środków bezpieczeństwa. Mogą one być wyjątkowe z okazji balu, więc obserwacja będzie wskazana. Jednak nie radzę poza tym organizować żadnej akcji. Przynajmniej na razie. Szykuje się większa jeszcze rybka. Jeśli wierzyć w zaproszenie, na dniach powinien szukać mnie jakiś człowiek. Nie utrudniaj mu, jeśli by do Ciebie trafił. Przyniesie on być może zaproszenie do barona.

Kolejna dramatyczna pauza dała znów czas na podjedzenie. Sam Mortiush jednak był zbyt nakręcony na to, co opracował w tak krótkim czasie, więc nie wykorzystał jej na tyle ile mógł i kontynuował.

-I z tym właśnie panem wiąże się kolejny interes. Bardzo mu zależy na kupnie konia od wczorajszego mojego gospodarza. Jednak chciałby klacz, a to widać jakiś problem wśród koniarzy- nie wiem, nie znam się. Gość sra pieniędzmi i jest gotów każdą cenę zapłacić za tego kopytnego. Tak tylko się głowię i jeszcze nie mam koncepcji, jak do tego doprowadzić. A jeśli za tydzień miałbym u niego gościć, potrzebuję do tego czasu jakiś plan...

Targ w Saran Dun

59
POST BARDA
Pies przyniósł Mortiushowi parę słodkich bułeczek z pobliskiej pierkarni. Ze złotem ze sprzedaży pierścienia, mogli porozpieszczać się przez jakiś czas. Pyszne lukrowane pieczywo było rarytasem, na jaki nie mogły pozwolić sobie chociażby sieroty z ulicy, o ile nie podwędziły ich piekarzowi.

Gość wydawał się zdziwiony rozrzutnoscią Morta, ale nie zamierzał narzekać. Zabrał monety i schował je do sakiewki ukrytej pod ubraniem.

- Jak wolisz! - Skomentował.

Jego uwagę zaraz przyciągnęły dwa kolejne pierścienie. Podniósł je i obejrzał pod światło. Skubnął panokciem, sprawdził elastyczność i z miną znawcy mógł orzec:

- Lite złoto. I jakiś topaz? A przy tym, na moje oko, małe szmaragdy. Będą sporo warte. - Ucieszył się, ale nie chował ich. Szanował fakt, iż należały do Mortiusha. - Im większa wartość, tym bardziej prawdopodobne, że ktoś będzie ich szukał. Tutaj są jakieś runy, zwróciłeś uwagę?

Na wewnętrznej stronie pierścienia ze szmaragdami wyryte zostały nieznane obu mężczyznom znaki. Pismo było drobne, bardzo małe, ktoś, kto je wykonał, musiał być prawdziwym mistrzem jubilerstwa - lub posiłkować się magią.

Z pierścieniami na stole, Pies mógł zastanowić się nad kolejnymi słowami Mortiusha. Oparł się o ścianę i splótł ręce na brzuchu w wygodnej pozycji.

- Vondelblettowie? A to nie ci, co mają posiadłość za miastem? - Podpytał, bo gdzieś dzwoniło, tylko nie wiedzieć, w której świątyni. - To teraz jesteś szlachciem, co? Mam mówić do ciebie sir? - Żartował mężczyzna, gdy bawiło go to, z jaką emfazą opowiadał przygody swojego poprzedniego wieczora. Gdy wskazano mu miejsce schowania map, od razu po nie sięgnął i rozłożył na łóżku. - Środki bezpieczeństwa? Co, dwóch strażników? To jak nic. - Zakpił. Szczęka opadła mu za to, gdy usłyszał o baronie. - Żartujesz! Z takimi się jeszcze nie układalim. -Zauważył. - Duże zyski, duże ryzyko. To co, wystarczy podprowadzić konia? Dostarczymy mu klacz, a o resztę niech sam się martwi.

Targ w Saran Dun

60
POST POSTACI

Mortiush gryzł bułeczki z przyjemnością. Nie pamiętał kiedy ostatni raz miał je w ustach. Z przyzwyczajenia nie pozwalał sobie nawet, kiedy był chwilowo przy pieniądzu. Jednak Pies miał dobry pomysł, by je przynieść. Samych pierścieni wcześniej nie miał okazji obejrzeć. Wzruszył więc ramionami. Jakoś się sprzeda. Zawsze ktoś będzie chciał. Ale teraz można na spokojnie je odstawić i upłynnić za jakiś czas. Miał pełną sakiewkę, więc nie martwił się o najbliższą przyszłość. Jeśli jeszcze interes z baronem się powiedzie to już w ogóle.

-Pierścienie mogą poczekać. Nawet jeśli ktoś by ich szukał, niech leżą bezpiecznie schowane na cieńsze czasy. Teraz chwilowo nie zapowiada się bym narzekał na pieniądze.-tu zatrzymał się na chwilę. Jego samego zdziwiło, jak to brzmi-A jak interes z baronem wyjdzie to zmartwienia odepchniemy na dłużej.

Znów na chwilę skupił się na jedzeniu. Bułeczki były pyszne. Choć smakowało bardziej wspomnienie i ich niedostępność. Przy wczorajszych poczęstunkach były tylko suchym ochłapem. Jadł jednak, mimo iż nie był specjalnie głodny.
Cały czas z tyłu głowy zastanawiał się, jak ugryźć temat klaczy, którą chciał kupić baron. Po prostu porozmawiać z Ardalem? Może ogromna suma i jego by przekonała? Jedno było pewne. Kradzież nie wchodzi w grę

-Tak, Ci Vondelblettowie. Swoją drogą ten szlachciur jest zaskakująco przyjemnym facetem. Jak nie arystokrata.-Mortiush zignorował przytyk o tytułach, choć tu przypomniały mu się wszystkie wczorajsze sery, których próbował-Nie jestem pewien, czy to nie są "nadzwyczajne" środki ostrożności. W końcu kto by szykował napad w dniu balu? Ale i tak -jak mówiłem- tymczasowo odpuścimy sobie wejście tam. Mogłoby to spalić moje potencjalne wizyty u innych. A co do konia- kradzież nie wchodzi w grę. W tym świecie liczy się prestiż. Ten baron jest tak bogaty, że najlepsze konie, których Zakonni używają pod wierzch, on do powozu zaprzęga, by się pokazać. Jak dostanie kradzionego konia to nic mu po nim. I tak się nim nie pochwali. Muszę tu obmyślić coś, żeby urobić hodowcę i nakłonić do sprzedaży. Jeśli masz ochotę na udział w zysku, poratuj mnie jakimś genialnym pomysłem, jak to zrobić.

Mówiąc ostatnie zdanie wycelował bułeczką w Psa i wypowiedział je jakby rzucając wyzwanie, by ten się postarał. Może to początek zmiany tej ich całej "organizacji"? Może czas odejść od kradzieży ulicznych i zająć się czymś poważnym?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”