Aleja Złotników i Brama Książęca

61
Wszystko szlo zgodnie z planem Hermiona zdecydowanie narzekała na plagę. Dlatego też istniała wysoka szansa na to że przyda mu się jej pomoc. Jak i nie wystawi go w dodatkowe problemy. Otrzymał również wino. Więc Upił łyczek aby następnie zacząć mówić gdy Hermiona już się wygadała.
-Pamiętasz jak prawie pierwszy trafiłem na plagę. Cóż jakby to powiedzieć trochę zaszalałem wówczas z magią. Odprawiłem pewien rytuał prosząc Kariilę o pomoc, używając do tego staro herbiańskiej pieśni i pewnego artefaktu. Plagą zamiast tego wskrzesiłem wiwernę która była jakby ofiarą. Wówczas nie rozumiałem... Teraz jednak rozumiem że jest coś co mogłem zrobić tylko ja. I ma to bardzo wiele wspólnego z klątwą ale o tym później. Mimo to plaga mnie przeraziła uciekłem. I chyba to również było mi pisane. Jakby to powiedzieć popsułem zadanie dla Thoma. Myślałem żeby usunąć się na bok przemierzałem niezbyt uczęszczane rejony, w końcu jestem poszukiwany w pewnym zadupiu. Kiedy odkryłem coś przerażającego. Nie jestem pewien kto stworzył tą plagę. Wiem jednak że większość zabitych przez nią uformowała armię nieumarłych. Utrzymywaną przez ludzi którzy są kontrolowani przez jakąś czarną maź. Są oni niczym naczynia energii dla zwykłych nieumarłych. Walczyłem z nimi przypadkiem. I jakby to powiedzieć wówczas zrozumiałem że muszę porozmawiać z królem. -
Septo zrobił chwilę przerwy aby napić się wina.
-Po pokonaniu tego splugawionego dziesiętnika nieumarłych podjąłem nietypową decyzję. Zamroziłem magią czarną maź i zabutelkowałem. Wydaje mi się że magowie mądrzejsi odemnie mogą coś się dzięki temu dowiedzieć o naturze plagi. Zabrałem też różdżkę tego stwora ale to nie wszystko. Wówczas uświadomiłem sobie że Wiwerna którą wskrzesiłem to nie przypadek. Ona mimo bycia zarażoną plagą nadal żyje, rozwój plagi jest kompletnie zatrzymany. Ona żyje jak by nic się nie stało. Choć jest pewien problem, ale i coś co sprawia że mam nad nią kontrolę. Jestem z nią jakoś połączony. Jeśli mi dzieje się krzywda jej również.
Septo ponowienie się napił wina, czując że musi zwilżyć swój język.
-Do tego dopiero po tych wydarzeniach otrzymałem twój list o Nobilitacji. Wieżę że jesteś w stanie bezpiecznie dać mi porozmawiać z królem albo kimś zaufanym, aby dostać się do niego. Szczególnie że wydaje mi się że Mogłem przypadkiem rozruszać Armię nieumarłych która była niedawno u podnóża góry Erial. W czasie walki wystrzelił on Jakiś dziwny promień światła w niebo. Co mogło być jakimś sygnałem do ataku albo zmiany miejsca.
I zamilkł ostatecznie dając Hermionie to wszystko przetrawić. Samemu kryjąc się w winie. Kłamać nie potrafił jednak nie musiał, sam widział jak los go poprowadził. Teraz to wszystko miało niemali linijny sens.
Obrazek

Aleja Złotników i Brama Książęca

62
Hermiona słuchała w skupieniu. Nie ruszała nawet wina, zaintrygowana historią Septo.
Czyli może być jeszcze gorzej? To nieprawdopodobne. Jak można przeoczyć armię tych... nieumarłych? Z jednej strony plaga, z drugiej strony chodzące trupy. To nie wygląda na przypadek. Jeśli to wszystko prawda, jest to jak najbardziej sprawa wagi królewskiej. Mam pewne koneksje w Pałacu. Mój kuzyn jest urzędnikiem pracującym dla Aidana. Poślę posłańca jeszcze dziś, zobaczymy czy uda się zorganizować audiencję u Króla lub chociaż w trybie pilnym doręczyć pismo.
Kobieta dopiła resztkę wina i powstała poprawiając suknię.
Gustavie! — zawołała. — Zamów dorożkę. Jedziemy do Wielkiego Pałacu.
Oczywiście, jaśnie pani — odparł, wparowując do pokoju. — Czegoś jeszcze potrzeba?
Zapakuj butelkę dla pana Septo i każ dostarczyć do jego domu — dodała posyłając Neherisowi nieznaczny uśmiech, który prędko skryła powaga.
Hermiona zniknęła za drzwiami do sąsiedniego pokoju. Po paru chwilach do pokoju wszedł Gustav i wraz Septo oczekiwał na panią domu. Mijały minuty. Za oknem widać było podjeżdżającą dorożkę. Zatrzymała się przy wejściu do kamienicy. Nieobecność Hermiony dłużyła się i dłużyła, a kielich zdawał się pustoszeć nadzwyczaj prędko. Panowie doczekali się jednak w końcu ponownej obecności panny Vicenti, która przez cały ten czas przebierała się w swój strój wyjściowy.
W razie gdyby przyjęto nas do Króla... czy znasz podstawy etykiety, Septo? — zagaiła, wsuwając rękę pod ramię Neherisa i nadając kierunek ku drzwiom wyjściowym. — Na wszelki wypadek... Lewa dłoń za plecy, prawa dłoń na sercu, głęboki ukłon i oczy wbite w posadzkę. Nie patrzy się Królowi w oczy, a tym bardziej Królowej, jeżeli nie prowadzą z tobą rozmowy. Nie należy dużo mówić, a treściwie, składnie i zwięźle. Co jeszcze... — zamyśliła się. Byli już prawie pod drzwiami. — To są podstawy. Będę cię instruować na bieżąco, o ile pozwoli na to sytuacja.
Wyszli na zewnątrz i wsiedli do zadaszonej bryczki. Hermiona nakazała woźnicy ruszyć i odjechali w stronę Wielkiego Pałacu. Kobieta siedziała na przeciwko Septo, lustrując go z góry do dołu. Zauważywszy włos na jego koszuli, strzepnęła go jednym ruchem.
Wyglądasz odpowiednio. Dobrze że przyszykowałeś się przed wyjściem. Zaoszczędziliśmy dużo czasu. A teraz powiedz mi, w jaki sposób zwróciłbyś się do Króla i jakimi słowami przekażesz mu wieści.

Aleja Złotników i Brama Książęca

63
Słysząc jej słowa czy nie może być gorzej nie wiedział. Zdawało mu się że jednak zawsze może być gorzej. Przemilczał jej słowa w skupieniu i obawie. W końcu coś mu podpowiadało że może nie być tak łatwo. widział też jak niemal od razu uszykowała się do wyjazdu. rozumiał ją sam gdy się o ty dowiedział ruszył od razu. Nie tracił czasu, mimo wątpliwości i pytań. Czuł determinację. Słysząc jej słowa o etykiecie zdał sobie sprawę że może i coś wiedział jednak gdzie żeby to starczyło na królewskie dwory. czuł się niegodzien dlatego też powiedział.*
-Podstawy znam, ale nie wiem czy dam radę nie popełnić jakichś błędów na dworze. Będę starał się być ostrożny.-
Miał nadzieję że da radę, Hermiona szybko pokazała mu jednak ukłon który starał się zapamiętać. Słuchał ją przy tym równie uważnie. Kiedy jednak jej słowa przeszły na to jak przekaże mu wieści Septo w bryczce lekko ukłonił się, kładąc lewą dłoń na plecy, robiąc głęboki ukłom podczas gdy prawą, trzymał na klatce piersiowej. Nie spoglądał przy tym te na nią coby nie patrzeć podejrzanie na suknię i powiedział.*
-Szlachetno Hermiono Vincenti mam dla ciebie prośbę, myślę że aby być bardziej przekonujący potrzebuję zabrać dwa przedmioty z mojego domu. Te które udało mi się pozyskać od nieumarłych u podnóża Góry Erial. Chodź o różdżkę i krew jednego z nich. Myślę że też postaram się przywołać JĄ do okolicy.-
Następnie Septo powrócił na miejsce aby na chwilę się skupić, postarać się przywołać wiwernę do okolic Saran Dun. Starał się jej wytłumaczyć że jeśli wszystko pójdzie dobrze to nie dość że pozbędą się plagi z jej okolic ale być może ludzie jeszcze ją zaakceptują. Prosząc ją o zatrzymanie się w okolicy, nie zaraz lecieć do Miasta. Kiedy spróbował znów wstał. Chrząknął. Aby nagle ponownie się ukłonić powielając ostatni ukłon, nabierając w tym wprawy.
-Królu Aidanie.-
Kolejny ukłon nieco na bok jak by ktoś tam był
-Królowo.
Dopiero się wyprostował w pełni spoglądając jednak w dół.
-Królu ja uniżony twój sługa Septo Neheris, były adept akademii w Saran Dun, były zwiadowca w armii Keronu podczas konfliktu z leśnymi elfami w 82, mam dla ciebie dwie bardzo ważne wieści. Dobrą i złą. Zacznę jednak od złej bo w ten sposób historia nabierze więcej sensu. Podczas popadnięcia z prawem w Lucio Lair postanowiłem ukryć się u podnóża góry Erial. Napotkałem tam jednak armię nieumarłych. Zagłębię się jednak w historię gdyż jest bardzo istotna, na początku napotkałem jednie dwójkę nieumarłych wyglądających na chłopów którzy umarli maksymalnie dwa lata temu, uzbrojonych w narzędzia rolnicze, wydaje mi się że mogli pochodzić z rejonów plagi. Dowodzonych przez istotę którą gdybym miał opisać nazwał bym potworem, człowiekiem o ciele tak zdeformowanym że przypominało jakąś bulwę. Nie wiem czy była kiedyś magiem jednak posiadała taką różdżkę.-
Wyciągnął nagle ręce ukazując powietrze i lekko klękając w miejscu jak by czekał aż ktoś to od niego odbierze.. Po pewnym czasie wstając.
- Wdałem się z nimi w walkę. Podczas której istota ta wystrzeliła promień w górę. Nie rozumiałem wówczas że to był sygnał dla innych. Wygrałem jednak zabijając tego z różdżką, co sprawiło że dowodzona przez niego dwójka padła. Stając się na powrót ciałami. To co jednak jeszcze mnie zaniepokoiło to krew tej istoty która niegdyś mogła być człowiekiem. Była czarna i zdawała się żyć własnym życiem. Zamroziłem ją i odkruszyłem kawałek zamykając w ampułce. Nie wiem czy przetrwała podróż. Pomyślałem jednak że Magowie zapewne lepiej zbadają krew tej istoty która może pomóc nam z tym walczyć.-
Znów wyciągnął ręce z niczym klękając lekko i również wstał.
-Następnie postanowiłem uciec, nie wiedziałem czy to koniec, a walka była dla mnie bardzo trudna cudem przeżyłem. Gdybym nie rozwalił mu głowy podczas walki zapewne nie dotarł bym tutaj. Wydaje mi się że głowa może być ich słabym punktem na resztę średnio to coś zwracało uwagę. Podczas ucieczki konno dostrzegłem że on nie był sam. W mroku dostrzegłem setki jeśli takich jak ten z różdżką, do tego tysiące nieumarłych chłopów. Była tam ogromna armia wówczas wiedziałem że muszę powrócić aby króla o tym poinformować. Dlatego też przybyłem starając się dostać prosto do króla wykorzystując znajomości które miałem.
Zamilkł na chwilkę.
-Z dobrych wiadomości jednak to wydarzenie sprawiło że dopiero zdałem sobie sprawę że przed boskim przeznaczeniem nie ucieknę. Niemal na początku plagi gdy ta się pojawiła byłem jednym z pierwszych którzy ją napotkali. Wówczas chyba ręką boską nieopodal mnie upadła Wiwerna martwa z powodu drożącej jej plagi. Przerażony tym zjawiskiem postanowiłem Pomodlić się do Kariili, jednak nie tak zwyczajnie, stworzyłem krąg w którym zamknąłem jak najwięcej mocy byłem w stanie aby być może dać sygnał bogini o tym co się dzieje. Modląc się przy tym bardzo starą modlitwą do niej. Straciłem wówczas przytomność. Kiedy się obudziłem dostrzegłem że Wiwerna która jeszcze przed chwilą była martwa żyła równie zdezorientowana co ja. Istota ta zdawała się żyć, a nie być nekromowaną, znów jadła, żyła jak niegdyś jednak plaga zdawała się być na niej, jednak nie rozszerzała się. Informacje te zachowałem dla siebie z obawy o to co stanie się zemną. W końcu może i nie ja ją wskrzesiłem ale to podpada pod nekromancję. Z istotą tą jednak łączy mnie coś jeszcze jestem w stanie się z nią komunikować w jakiś mistyczny sposób. To jednak nie wszystko gdy straciłem przytomność i ona straciła przytomność. Znaczy to że jesteśmy połączeni. Myślę jednak że Kariila w swej mądrości przewidziała to wszystko i dlatego powierzyła Wiwernę właśnie mi. Może gdyby to był ktoś inny przybył by za wcześnie albo za późno. Wydaje mi się że powinienem pomóc w walce z plagą choć sam nie jestem do końca pewien jak.
I Septo zamilkł siadając na fotelu. karocy.
-Miało by szansę?
Zapytał z dość niepewnym wzrokiem. W końcu nie wierzył w swe zdolności etykiety. Raporty jednak kiedyś zdawał.
Obrazek

Aleja Złotników i Brama Książęca

64
Woźnica! Stać! — krzyknęła kobieta.
Wóz zatrzymał się gwałtownie, szarpiąc lekko pasażerami.
Zawracamy w kierunku zewnętrznego pierścienia, później z powrotem do pałacu — rzekła Hermiona stanowczo, wychylając głowę przez okno, by mężczyzna dobrze ją zrozumiał.
Pojazd zawrócił. Septo zaś z sukcesem nawiązał nić komunikacji z wiwerną. Przez krótką chwilę zobaczył migający, rozmyty obraz linii jesiennego lasu, rozległych pól uprawnych i łąk, z całkowicie zdewastowanymi rogalami, na których suszono siano. Daleko w tle Septo dostrzegł majaczące na horyzoncie miasto stołeczne Saran Dun. Zielona towarzyszka, wysłuchawszy prośby, powstała leniwie ze swojego legowiska i zebrała się do lotu. Wtedy obraz zanikł, a Septo zobaczył przed sobą z powrotem Hermionę. Kobieta wysłuchała próby generalnej przemowy.
Powiedzmy że może być — skomentowała. — Trochę za długo, słuchając można stracić wątek, ale całe szczęście Król ma od tego protokolistów. Wierzę że nawet we wspomnieniu o tym twoim... stworze masz jakiś cel, choć wydaje się to być ryzykowne.

Nadkładając sobie drogi przez podróż do dolnego miasta, Septo zabrał potrzebne rzeczy z domu. Zaraz potem wsiadł z powrotem do dorożki i ruszyli prosto do Pałacu, licząc że zostaną jeszcze przyjęci pomimo zbliżającego się wieczora.

Aleja Złotników i Brama Książęca

65
POST BARDA
Aleja przed południem była tłoczna i gwarna. Spięcie po minionym zaćmieniu było wyczuwalne i słyszalne w rozmowach. Przed pracowniami rzemieślników rozstawione były już kramy. Kupcy odbierali swoje zamówienia, panny ze swoimi mężami wili się między stoiskami, poszukując nowej biżuterii, jakby zakup świecidełka miał ukoić zszargane nerwy i stłumić strach, jaki jeszcze przed trzema dobami ogarnął całe miasto.
Septo nie zastał swoich sióstr w żadnej z posiadłości rodzinnych, toteż pozostawiwszy niepotrzebne rzeczy w domu, udał się do kolejnego zaplanowanego przystanku — kamienicy lady Hermiony Vicenti. U progu przywitał go konsjerż o grubym wąsie i lśniącej łysinie, poznany już wcześniej pan Gustaw.
Sir Septo Neheris, jak mniemam — podjął. — Lady Hermiona jest na śniadaniu, zapytam czy pana przyjmie.
Gustaw zniknął za dwuskrzydłowymi drzwiami i powrócił po chwili.
Zapraszam do salonu. Czy kazać przygotować posiłek?
W przestronnym salonie, przy jednym z końców dużego stołu siedziała samotnie panna Vicenti, otoczona talerzami z pieczywem, wędlinami i owocami. Gdzieś pomiędzy nimi był też nieodłączny atrybut Hermiony, garniec wina i kryształowy kielich. Kobieta siedziała ubrana w aksamitny szlafrok, rozluźniony pod szyją i odkrywający dekolt szlachcianki. Włosy kobiety były rozpuszczone i lekko zmierzwione po śnie. Powitała Septo przyjacielskim uśmiechem. Zwilżyła usta w czerwonym trunku i gestem dłoni zaprosiła mężczyznę do stołu. Oczy miała lekko pijane, a twarz bladą.
Septo. — Jej głos również wskazywał na pierwsze oznaki upojenia. — Chodź, siadaj — poleciła, jednocześnie rozbijając skorupkę gotowanego jajka srebrną łyżeczką. — Dobrze widzieć znajomą twarz po tak potwornie długiej i niepokojącej nocy.

Aleja Złotników i Brama Książęca

66
Septo czuł że nieco za bardzo wczuł się w wykradanie z siedziby gildii, jednak mniejsza o to nie chciał ich niepokoić. Czasem tak bywało że paranoja sprawiała że wolał wymknąć się bez wiedzy innych. W domu oczywiście upewnił się że wszystko będzie dobrze a jajko o które zamierzał dbać zostawił opatulone i bezpieczne, jeśli miał okazję uprzedzić to uprzedził gosposię coby przypadkiem nie przerobiła go na jajecznicę. Jeśli jej nie widział to zostawił na jajku kartkę z napisem "Nie jeść" Do tego jeszcze położone między poduszkami. następnie wyszedł do Herhmiony. W końcu trzeba było porozmawiać.

- Tak Sir Septo Neheris. - Choć to Sir brzmiało mu dziwnie jeszcze nie przywykł do tego że właściwe to był teraz szlachcicem. Kiedy został zaproszony do salonu spokojnie usiadł sobie i zaczął przyglądać się Hermionie która właśnie posilała się w stroju zdecydowanie wygodnym dla niej, choć też nie narzekał na widoki.
- Dobrze widzieć że z tobą wszystko w porządku. To była długa noc... Na całe szczęście już po wszystkim. - Powiedział poważnie widząc ją w dość wczorajszy stanie, chyba piła od rana. - Pozwolisz że się poczęstuję? - Powiedział samemu przypominając sobie o tym że wypadało by coś zjeść. Dlatego też spokojnie postanowił się obsłużyć.
- Właściwie z tego co słyszałem powoli przenosisz obszar działania z Saran dun na dalsze okolice, sam zajmę się niedługo pewną wioska o ile coś się niezmienni, miło by było gdybyś czasem wpadła, zapewne stolica z wszelkimi wygodami to nie będzie, jednak prowincja ma swoje zalety. - Powiedział uśmiechając się do Hermiony. Przyjaźnie, trochę nie chciał zraz zarzucać jej problemami przy śniadaniu.
Obrazek

Aleja Złotników i Brama Książęca

67
Bogactwo stołu ciężko było porównać do skromnych warunków w posiadłości Neherisa, a trzeba było rzec, że Józefina zawsze starała się jak mogła, by zadowolić pracodawcę oraz gości. Septo doliczył trzech rodzajów wędlin i dwóch rodzajów kiełbasy. Chleb pokrojony był już w grube pajdy. W jednej miseczce był smalec ze skwarkami, w kolejnej utarty chrzan, w innej kostka masła, a w jeszcze kolejnej kawałek bielutkiego twarogu. Zdawało się, że ilość jadła przerasta możliwości i pojemność żołądka Hermiony. Sugerowało to, że albo spodziewała się gości, albo nie przejmowała się zbytnio marnotrawieniem jedzenia.
Do salonu wszedł konsjerż, na otwartej dłoni trzymając półmisek ze świeżo ugotowanymi jajami. Postawił ją przed Septo, podobnie jak czysty talerz i sztućce. Tuż obok pojawił się pusty kielich. Hermiona, nachylając się nad stołem, podsunęła Neherisowi dzbanek z trunkiem. Odezwała się dopiero, gdy Gustaw opuścił pokój i zamknął za sobą drzwi.
Stolica ginie w swoich problemach, nic zatem dziwnego, że zakłady przenoszą swoją działalność — włączyła się do tematu. — Południowa i Wschodnia Prowincja kwitnie kosztem więdnącego centrum Keronu. Tylko głupiec nie dostrzega takiej okazji — skwitowała.
Kobieta pokroiła jajko w grube plastry i ułożyła na kromce obficie wysmarowanej smalcem.
Klimat tam jest cieplejszy i bliżej do surowca, co skraca koszty i czas produkcji. Szczerze nie mam pojęcia, czemu mój ojciec ulokował winiarnię akurat w Saran Dun. Chyba dlatego że nigdy nie ruszył się spoza miasta i nie poznał świata... — gdybała panna Vicenti. — Zresztą nie ważne... Stary Vicenti był szaleńcem i degeneratem, wbrew temu co widziała publika.
Szlachcianka spuściła wzrok i wlepiła go w przygotowaną kanapkę. Po chwili odchyliła się do tyłu i oparła plecami o fotel, nieświadomie odsłaniając jeszcze więcej ciała niestarannie chowanego pod delikatną tkaniną szlafroka. Przez krótką chwilę przed oczami Neherisa mignął nawet sutek kobiety. Wydawać się mogło, że robiła to wręcz specjalnie. Wsparła następnie łokieć o oparcie, a brodę na dłoni. Mały palec oparł się na wydatnej dolnej wardze. Spojrzała na Septo z ciekawością i pogłębiającym się stanem upojenia nie takim słabym winem.
Odwiedzę cię, gdy będę w okolicy załatwiać sprawy na miejscu — odparła na propozycję Neherisa. — Bardzo mi na rękę, że ktoś zaufany będzie w pobliżu, gdy będę otwierać nowy zakład. Można wręcz powiedzieć, że spadłeś mi z nieba, Septo.
Zaśmiała się odsłaniając perliste i nadzwyczaj równe zęby, a potem wstała. Zrobiła kilka powolnych kroków w stronę Neherisa i przystanęła opierając się pośladkami o blat stołu. Opuściła wzrok, uśmiech zszedł jej z twarzy, jednak wcale nie spochmurniała. Wręcz przeciwnie, Septo poczuł nagłe zagęszczenie atmosfery pomiędzy nim a Hermioną, zaczątek intymności.
Czy poczyniłeś jakieś postępy w sprawie mojej... przypadłości? — zapytała zmieniając ton na nieco cichszy i położyła dłonie na podbrzuszu.

Aleja Złotników i Brama Książęca

68
Jedzenia było pod dostatkiem to było pewne że luksusowe życie panowało w tym domostwie podczas gdy na zewnątrz nie było najłatwiej. Jedni powiedzą że jak w przyrodzie jedni mają więcej drudzy mniej. Septo jednak nie był pewien co stanie się z jedzeniem pużniej. Z tego co wiedział często pużniej posiłek trafiał do służby, a czasem nawet i do rodziny służby. Mogło wydawać się dziwne ale w ten sposób można było upewnić się że rodziny służby nie głodują. Septo jednak też zjadł troszkę. Słuchając początkowo uważnie jedząc. Aż w końcu dorzucił cos od siebie.
- Przenoszą, miasto nie zapewnia już bezpieczeństwa. A co do twojego ojca sam nie mam pojęcia gdyby to była gorzelnia jak w przypadku mojej rodziny bardziej bym rozumiał, łatwiej upędzić cokolwiek niż zrobić wino, do wina potrzeba winogron, w przypadku gorzelni ziemniaki wystarczą. -
Wytłumaczył choć zdawał sobie sprawę że obecnie to lipa, prawda iż lepiej zapewne było by mieć gorzelnię na prowincji. Jednak takie miejsce wydawało się być bardziej niebezpieczne a sprzęt tani nie był, do tego potrzeba było w miarę ogarniętych ludzi. A tych w nieście jest pod dostatkiem. Temu tez gorzelnia w Saran dun niegdyś funkcjonowała przyzwoicie. Widział jednak jak jej sutek wyłonił się kusząco co sprawiło że na chwilkę zamilkł. Aby następnie dopowiedzieć.
- Dlaczego uważasz go za szaleńca i degenerata? -
Dopytał chcąc wiedzieć co właściwie przytrafiło się w jej rodzinie. Kiedy przysunęła się do niego przyglądał się jej uważnie zdecydowanie była pijana.
- Już nie mogę się doczekać wizyty. -

Odpowiedział na jej zgodę przybycia.
Następnie pytanie było trudne w końcu w swoim mniemaniu uczynił spore postępy, jednak czy słuszne i czy takie które rozwieją jej problemy. Sprawiło to że delikatnie dotknął jej brzucha.
- Znalazłem dwie metody, pierwsza jednak jest ryzykowna, nie jestem pewien czy zadziała, można by ją porównać do próby wywarzenia drzwi, można by spróbować magią wymusić u ciebie płodność, jednak a ja nie chcę aby stała ci się krzywda. Konsekwencje takiej próby mogą być nieprzewidywalne. -
Wytłumaczył jej dość poważnie nieco pochmurniejąc.
- Druga wydaje się znacznie lepsza, Uczę się zaklęć które gdy odpowiednio opanuję powinny być w stanie zdjąć klątwę, problemem jest jednak praktyka. Nauka tego zaklęcia może zająć stosunkowo długo. Jak i jest ono obciążające dla mnie. Jeśli będę przesadzał z próbami albo podejmę takową za szybko może być problem. -
Dopiero wypowiedziawszy jak wygląda sytuacja podniósł na nią wzrok.
- Wydaje mi się jednak że opanuję to drugie zaklęcie. Choć czeka mnie sporo nauki i ćwiczeń.
Obrazek

Aleja Złotników i Brama Książęca

69
Czyli jest nadzieja... — Objęła swoją filigranową dłonią dłoń Septo.
Neheris czuł ciepło ciała szlachcianki, przenikające przez cienki szlafrok, jej smukły, miękki brzuch. Zorientował się, że kobieta poruszyła ręką, jednym płynnym ruchem odsłoniła kawałek materiału. Septo wyczuł i ujrzał gładką skórę wrażliwego podbrzusza. Krew zabuzowała mu w żyłach, serce zaczęło walić jak szalone. Hermiona pozwoliła sobie przesunąć dłoń gościa niżej. Septo uzmysłowił sobie tedy, że prócz szlafroka, kobieta nie ma na sobie nic więcej. I chciała więcej, niż tylko dotyku. Była rozpalona.
Klątwa, a jednocześnie ulga, że nie pojawi się nic niechcianego — szepnęła nachylając się nad uchem Septo.
Odchyliła się w tył. Owinęła się z powrotem szlafrokiem, ciasno i mocno, uwypuklając swoje kształty i uśmiechając się zalotnie, a jednocześnie z prowokacją. Uniosła kielich Neherisa i pociągnęła z niego łyk wina, unosząc brwi w uśmiechu. Oblizała wargi, nad wyraz dokładnie.
Pójdziemy do moich komnat? — Odchyliła głowę w tył i zakołysała rozpuszczonymi włosami, zrzucając je z ramion na plecy. — Czy może wolisz tu i teraz? Musisz wiedzieć, że jestem kobietą wolną i wyzwoloną. Czasem możliwość odpuszczenia sobie konwenansów, to największa przyjemność, na jaką można sobie pozwolić.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”