Targ w Saran Dun

61
POST BARDA
Pies roześmiał się. Jego śmiech, choć głośny, był przyjemny dla ucha, a do tego niebywale zaraźliwy, jak u małego dziecka. Nawet bez znania kontekstu usta same rozciągały się w uśmiechu.

- Patrzcie go, jaki arystokrata! - Kpił Pies. - Jeszcze trochę i odetniesz się ode mnie, co, przyjacielu? - Pytał, znów opadając w tył, na łóżko, by oprzeć się o ścianę. - Nie będziesz mnie potrzebował, bo masz nowych znajomych, phhh! - Po raz kolejny parsknął, łapiąc się za brzuch. - Zaraz sam zostaniesz baronem!

Mężczyzna nie do końca zdołał odgonić wesołość, gdy przyszedł czas rozmowy o konkretach. Odłożył pierścienie na pościel Morta i zastanowił się chwilę.

- Skoro taki równy, to może po prostu z nim pogadaj? Może zamiast klaczy sprzeda ogiera, albo coś podobnego? - Podsuwał propozycje. Skoro Ardal nie chciał oddawać tajemnicy swojej stadniny, naturalnie sprzedawał wyłącznie wałachy, które nie mogły przekazać genów dalej. - Kurwa, nie znam się na koniach. Ale mógłbym takiego ukraść. - Przyznał się. Z tym nie powinien mieć żadnych problemów natury moralnej. - Nie musisz ty iść, mogę ja, mogę wysłać ludzi. - Proponował Pies. - Jeśli te zwierzaki są takie ważne, to znajdziemy kupca, nie musi to być ten twój baron. - A jeśli naprawdę chcesz przekonać bogatego bubka, żeby oddał towar, to może zastosuj po prostu klasyczny, staromodny... szantaż? - Rozłożył ręce. Najłatwiejsze sposoby były często tymi najlepszymi.

Targ w Saran Dun

62
POST POSTACI
-Sram na tych arystokratów- oburzył się Mort- Myślę tylko jak wyciągnąć z tego jak najwięcej. A jeśli uda mi się wspiąć wyżej, to pociągnę Cię ze sobą!

Trochę brało go frustracja, bo w tym wszystkim stanął w momencie, w którym nie do końca wiedział co zrobić. Można było obrobić Vondelblettów i ryzykować, że spali się "w towarzystwie" tracąc opcje na dalsze robótki u innych bogaczy. Można było namówić Ardala na sprzedaż klaczy i tym samym zarobić trochę w legalny sposób. Fiasko jednak w rozmowach uniemożliwiałoby kradzież konia, bo od razu wiadomo byłoby, kto za tym stoi. Inna opcja mówiła, że trzeba by odpuścić hodowcy i wykorzystać go jako skocznie, by wejść do innych domów i tam zdobywać łupy. Tak czy siak, sam nie byłby w stanie tego wszystkiego zorganizować...

-Nigdy nie planowałem takich akcji i mam małego muła, nie wiedząc, w którą stronę iść. Ardal wydaje się być inny od reszty tych arystokratów i może udałoby się z nim dogadać co do konia. Jednak jeśli nie, kradzież odpadnie jako opcja, bo od razu podejrzenia padną na mnie. Patrząc długofalowo nie wiem, czy nie byłoby lepiej zostawić go w spokoju i zachować w kontakcie, skoro chyba mnie polubił. A na pewno polubiła mnie jego córeczka, więc może on się przydać bardziej jako kontakt. Może go poobserwujemy? Jakieś haki zawsze się przydadzą, a może znajdziemy coś, w czym będziemy mogli mu pomóc mniej oficjalnie, coby nie musiał brudzić sobie rąk? A w międzyczasie poczekam na posłańca od barona, jeśli wogóle się zjawi. Z takimi to nigdy nie wiadomo, czy ich uśmiech i sympatia są szczere... A jeśli jedno i drugie nie wyjdzie, wtedy po prostu tam wpadniemy i weźmiemy co nam się spodoba. Co myślisz?

Myślenie na głos chyba trochę pomogło. Wyklarowało się coś, co można by nazwać szkicem planu działania. W tym momencie wydało się to właściwe i bezpieczne. Dużo było niewiadomych i duży był potencjał w tym interesie. Takie podejście tymczasowo odsuwało ryzyko, które trzeba było ponieść decydując się na konkretne działanie.

-I oczywiście o całości wiemy tylko my dwaj. Dla reszty to kolejna normalna robota. Jak będzie trzeba to wciągniemy któregoś z chłopaków głębiej.

Targ w Saran Dun

63
POST BARDA


Chmury odsłoniły słońce. Przez okno wpadł do pomieszczenia słup złotego światła, podświetlił drobinki kurzu unoszące się w przestrzeni, ominął jednak rozłożonego na łóżku mężczyznę. Odpowiedź Morta zdawała się usatysfakcjonować Psa. Uśmiechnął się leniwie. Zaraz pokój znów skąpał się w półmroku. Dzień był wietrzny i zapowiadało się na deszcz.

- Pytaniem pozostaje, czy mamy dość samozaparcia i oleju w głowie, żeby utrzymać się na tym wyżej. - Zastanowił się Mortiushowy gość. - Nie mam dużego doświadczenia z pracą z arystokratami, ale wiem, że potrafią być bezwzględni jeszcze bardziej, niż my. Wykorzystają cię jak mogą, a potem słuch o tobie zaginie. - Mówił. W międzyczasie podszedł do niego kot, którego Mortiush dostał kilka dni wcześniej. Zwierzę ledwie wdrapało się na łóżko, po czym przycupnęło na klatce piersiowej rozłożonego na łóżku mężczyzny. - Pierdolony sierściuch. - Skomentował, ale zamiast zegnać kota, zaczął drapać go po grzbiecie.

- Ten Ardal, opowiedz mi o nim? Mówisz, że jest inny? Pewnie ledwie się wśród nich zakręcił, co? Nie zdążył jeszcze przesiąknąć snobizmem? - Podpytywał. - Sam sobie odpowiedziałeś: porywamy córkę, żeby wymienić ją na konia! - Zaproponował z energią, która nie spodobała się kotu. Zwierzę mruknęło z żalem i ostrzeżeniem, więc Pies zaraz wrócił do poprzedniej spokojnej pozycji. - Nie musisz brać w tym udziału, możesz sobie obserwować Ardala i być z nim kumplem, tak jak i z tym baronem. Będziesz wsparciem, coby nikt cię nie podejrzewał? - Uzupełniał plan kolegi, starając się patrzeć na sprawę również z innej strony. Posiadanie szpiega między szlachtą było przecież nieocenione, a szkoda było przepuszczać okazję.

Wiatr zawiał mocniej, a szyba w oknie zatrzeszczała złowróżbnie. Pierwsze krople deszczu rozbiły się o dach.

Targ w Saran Dun

64
POST POSTACI
Mortiush w zamyśleniu drapał się po głowie. W jego wyobraźni było to dużo prostsze. Faktem jednak było niezaprzeczalnym, że doświadczenia w tak dużych akcjach ich grupie zwyczajnie brakowało. Nie mogło to jednak być pwoodem, dla którego mieliby przepuścić taką okazję. I tak warto spróbować oderwać coś więcej dla siebie z tego torcika. Porwanie, szantaż jednak było według niego ostatnim, co mogliby zrobić, kiedy inne, bardziej lukratywne plany się nie powiodą.

-Tak, on stosunkowo niedawno zapisał się do tego grona.- potwierdził Mort.-I pewnie dlatego jeszcze zostało w nim trochę normalności. Tym bardziej myślę, że warto go chwilowo zachować jako potencjalnego... sprzymierzeńca? nie wiem, jakie określenie będzie właściwe... Przygotujmy się jednak i na to, że wejdziemy do Jego domu i wyjdziemy z koniem, czy też z czymś innym. Mieć plan nie zaszkodzi.

Uśmiechnął się do kota i uświadomił sobie, że wogóle o nim nie myśli. Nawet niezbyt dba o to, by mu coś do jedzenia załatwić. Ale ten powinien potrafić o siebie zadbać, więc pewnie głodny nie chodzi. Musi jednak kupić mu coś, kiedy będzie na targu.

Ale dobra...- potrząsnął głową jakby chcąc otrzeźwić myśli.-My tu gadamy, bajamy a wniosków brak. Moja propozycja jest taka. Szykujemy plan wejścia do Vondelblettów. Z jego wykonaniem jednak wstrzymujemy się chwilowo. Chciałbym zobaczyć, czy baron faktycznie zechce się spotkać. Jeśli tak, to zobaczymy czy uda się znaleźć lepszy cel. I zobaczymy, co wyniknie z takiej rozmowy. Jak dla mnie to mogą i mnie wykorzystać. Jeśli potem zniknę, oczywiście wciąż pozostają przy życiu, i o mnie zapomną- nawet mi to na ręke. Niech mnie wykorzystają trochę, bo i nienajgorzej za to płacą. A przy okazji ja postaram się wykorzystać trochę ich. No i oczywiście będąc w różnych miejscach, pomyślę o przyszłych robotach, coby zabezpieczyć zysk. Co Ty na to? Nic nie tracimy, plan szykujemy i czekamy co nam los da.

Targ w Saran Dun

65
POST BARDA
Wykradnięcie drogocennego konia było wyczynem zupełnie innym niż oddelegowanie grupy sierot, by wykradła drobiazgi z kieszeni przechodniów, czy nawet włamem do kupieckiego domu. Szlachcice mieli ochronę i zabezpieczenia, o którym Psowi i pozostałym nawet się nie śniło. Byli jednak jedną z większych tego typu grup w Saran Dun i choćby wytężali mózgi, nie mogliby pomyśleć o nikim innym, kto gotów byłby wziąć udział w takiej akcji. Większości brakowało umiejętności.

Pies westchnął lekko i poklepał kota po łbie. Zwierzę zaczęło mruczeć głośno, wciskając łebek w dłoń mężczyzny.

- Czyli ty robisz za przyjaciela i badasz teren? A co robię ja? - Podpytał, gdyż nie nadążał za słowami kolegi. - Czekam? Mogę spróbować w nocy obadać teren tego całego Vondelblettena, ale, cholera, chyba lepiej działać wcześniej, póki ciągle mamy świeże informacje? Jeśli ten baron naprawdę chce konia, to możemy nie być jedynymi, którym to zleci. - Rozważał. - Baron jest wyżej postawiony od tego tam Ardala. Nie będzie miał skrupułów. No, ale jak mówisz, że mamy czekać... W porządku. Sam się tam dzisiaj przejdę.

Targ w Saran Dun

66
POST POSTACI
Ciekawym było dla odmiany widzieć, że Pies podporządkowuje się właśnie jemu. Zazwyczaj to jego przyjaciel był mózgiem akcji i wszystkim dysponował. Rola jednak w jaką wrzucił Morta los stawiała go w korzystnej pozycji i zrozumiałym było, że prowadzenie tej akcji Pies może oddać jemu. Mimo to, wciąż było to bardzo przyjemne. I trudne...

-Nie będziemy zbędnie czekać.-powiedział wstając z krzesła. Myślał intensywnie i nie mógł przy tym siedzieć spokojnie.- Badajmy teren. Obserwujmy posiadłość i zaplanujmy wejście tam. Nie wiem, czy po konia, bo to może być cholernie trudne. Nie wyniesiemy go po cichu w worku... Jednak plan bezpiecznego wejścia i wyjścia nam się przyda. A może by kogoś spróbować umieścić w środku? Nie miałem okazji rozeznać samej rezydencji. Wiem, co na zewnątrz, ale w środku zwiedziłem tylko odrobinę przestrzeni dla służby. Może potrzebowaliby kogoś do pracy? Spróbuj się tego dowiedzieć. Chciałbym znać rozkład pomieszczeń i gdzie warto zajrzeć. Sam spróbuję jakoś zaaranżować, by odwiedzić ich raz jeszcze i się rozejrzeć. Poobserwujmy też dłużej niż jeden wieczór, jak wyglądają ich środki ostrożności. Przy balu nie było dużo strażników, albo byli ukryci. Upewnijmy się, że czują się tam zbyt bezpieczni. I dajmy sobie na te przygotowania tydzień. Po tym czasie spojrzymy co mamy i ustalimy, czy jesteśmy gotowi i na co. A z drugiej strony poczekam na to, czy Baron faktycznie zechce, bym go odwiedził. Ta wizyta może mocno wpłynąć na nasze plany i otworzyć nowe drzwi...

W jego głowie kłębiły się pomysły i plany. Kradzież konia może być bardzo dochodowa, jednak trudna. Potrzeba będzie jakiegoś fortelu, by to się powiodło. Dlatego potrzebna będzie ponowna wizyta u Vondelblettów. A jak to zrobić? Jak się nie wpraszać? Narazie miał jeden pomysł, który nie obiecywał pewności sukcesu. Pokręci się wokolicy targu. Skoro Amerlina raz tam była, zapewne odwiedzi targ ponownie. Wtedy będzie trzeba porozmawiać i liczyć na zaproszenie. Wyrwał się nagle z zamyślenia, klasnął w dłonie i powiedział.

-To co? Do roboty?- SPojrzał na Psa i przyszedł mu do głowy jeszcze jeden pomysł-Aha... Jeśli mamy ukraść konia, musimy mieć kupca gotowego jak byśmy zdecydowali się na ten wariant. Nie będziemy go trzymać w piwnicy przecież. Dasz radę zorientować się na "rynku"? Tylko bez obietnic i zobowiązań na razie.

Targ w Saran Dun

67
POST BARDA
To Mortiush wiedział, co należy robić, widział pałacyk, znał właścicieli. Pies wyszedł z zalożenia, że Mort podejmie lepsze decyzje, jeśli chodzi o rozwiązanie tej sytuacji.

Mężczyzna podniósł się do siadu, a gruby kot grzecznie przeszedł na jego kolana, by zacząć je ugniatać jak na zadowolonego kota przystało.

- Kurwa, koń może być cięzki do ukrycia, fakt. O tym nie pomyślałem. - Pies podrapał się po brodzie. - Mam sieroty, które podjęłyby pracę, ale żadnej nie ufam na tyle, żeby wiedzieć, że nas nie spali. - Dodał. Umieszczenie małego sługusa w środku wiązało się z dużym ryzykiem, nawet jeśli oczy w posiadłości byłyby niesamowicie pomocne. - Do roboty. - Zgodził się Pies. - Kontakt z baronem pozostawiam tobie.

***

Mijały dni. Pies kręcił się tu i tam, ale nie miał żadnych pewnych wieści na temat posiadłości Vondelblettenów, choć pewnym było, że dotrzymał słowa i poszedł odbserwować pałacyk, tak jak obiecał. Co gorsza, Mort długo musiał czekać na kontakt od barona, a kiedy już nadszedł, dostarczono mu ledwie liścik, w którym tłumaczył, że nie ma za dużo czasu i wkrótce wyjeżdża, ale liczy na to, że kiedy powróci, umowa, którą zawarli, będzie wypełniona. Bez szczegółów dał Mortowi znać, że chce zobaczyć u siebie konia, gdy tylko jego podróże się skończą. Jaki to był termin? Mortiush nie wiedział. Niewiadomą pozostawała też kwestia tego, jak baron mógł wyegzekwować sprawiedliwość, gdy zamówiony towar nie zostanie dostarczony. Jak daleko sięgał macki barona i jaką cenę miała jego chciwość?

***

Dwunastego dnia od ich pierwszego spotkania jedno z dzieci Psa przybiegło do Morta. Późnym wieczorem, gdy resztki dnia były tylko czerwoną łuną na horyzoncie czerni, dziewczynka wpadła do zakładu Mortiusha bez pukania.

- Już czas! - Powiedziała jak wieszczka, ale przez brak przednich zębów, jej słowa były zniekształcone. - Masz wszystko zabrać i idziecie! - Popędzała, czekając przy drzwiach, by zaprowadzić Morta w odpowiednie miejsce.

Targ w Saran Dun

68
POST POSTACI
Szykowały się pracowite dni. Liścik dotarczony przez barona nie pomógł, a może nawet nieco skomplikował sytuację. Mortiush liczył na psotkanie i jasne określenie, czego się oczekuje. A teraz... Czy baron zaakceptuje kradzionego konia? Trzeba zacząć działać. Pies okazał się mało skuteczny w obserwacji. Dlatego też Mort postanowił dziś w nocy udać się do posiadłości i osobiście dokonać zwiadu i dokładniejszych oględzin. Jeszcze takie niejasności ze strony barona. Kiedy wraca? Jak zareaguje? Jak już wyprowadzą konia, to jak go ukryć, jak długo go trzymać? Brak informacji nie pomagał... Także plan był prosty. W ciągu dnia pojawiać się dalej na targu na targu licząc na spotkanie z Amerliną i może jakieś zaproszenie. W nocy zaś wizyta w posiadłości. A co dalej? To się okaże...

Tymczasem Pies coś znalazł najwyraźniej. Ale na co już czas? Trzeba było po prostu pójść i sprawdzić. Nie wiedział, co Pies od niego potrzebował. Nie miał więc pojęcia, co ze sobą wziąć. Zgarnął więc swoją typową torbę ze szkicownikiem, kilka wytrychów, nóż i coś do jedzenia i picia- na wypadek dłuższej akcji o małej dynamice. Nie lubił takich sytuacji, kiedy nie wiedział, o co chodzi...

-Prowadź-powiedział do Sierotki, kiedy już był gotów.

Targ w Saran Dun

69
POST BARDA
Sierota nie potrafiła powiedzieć Mortowi nic ponad to, że już czas i że należało wyruszać! Przezorny Mortiush zabrał ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy i mógł wyruszać na akcję, która wcale akcją nie musiała być. W każdym razie, Pies miał jakiś plan.

Znaleźli go pod jedną ze ścian kamieniczek oklających targ. Mężczyzna siedział na bruku i przeglądał rozłożone przed sobą pergaminy w świetle pochodni, którą oberżysta zatknął u wejścia do swojego przybytku. Pies w ogóle nie krył się z tym, co robił - był tak podejrzany, jak to tylko możliwe, ale również przez to, że pod latarnią najciemniej - nikt nie zwracał na niego uwagi! Po raz kolejny śledził plany posiadłości, uzupełnione o nowe szczegóły, których Mort wcześniej nie widział. I mimo pokazu beztroski, można było być pewnym, że z mroku zerkają oczy, które mają pilnowac mu pleców.

- Dzisiaj w nocy. - Powitał go Pies. - Wszystko przygotowane. Mam miejsce, gdzie go przechowamy, sposób, w jaki odwrócimy uwagę strażników. Potrzebny jesteś tylko ty i twoja znajomość posiadłości, od środka. Wchodzisz w to? Jesteś gotowy? Jakieś pytania? Żadnych?! Świetnie. Ruszamy.

Targ w Saran Dun

70
POST POSTACI
Niezbyt spodobało się Mortiushowi to, że Pies tak nieostrożnie rozłożył się byle gdzie. Gdyby zdarzyła się jaką wtopa, musieliby natychmiast uciekać i bogowie jedny wiedzą, co by zostało i jak bardzo spalony byłby plan. Z drugiej strony ucieszył się, że ten tak się zaangażował i miał gotowy plan. Choć pewnie był to plan bardziej brawurowy i ryzykowny od tego, który już kształtował się w głowie Morta. Ciekawość jednak wygrała i nie złajał kolegi za nieostrożność.

-A i owszem, pytania.-powiedział zajmując miejsce obok i lustrując zapiski-Pierwsze to czemu tak tutaj, nie mamy lepszego miejsca na takie rozmowy? I drugie- powiedz, co wymyśliłeś. Ja też mam w głowie pewiem plan. No.. może niekompletny jeszcze, ale coś jest. Widzę jednak, że Ty posunąłeś się zdecydowanie dalej w planowaniu. Opowiadaj!

Powoli zaczynał czuć to znajome podniecenie, które pojawia się przed akcją. Już czuł, że energia zaczyna go roznosić i długo w miejscu nie usiedzi. Dlatego też chciał jak najszybciej poznać szczegóły planu i... działać.

Targ w Saran Dun

71
POST BARDA
Pies nie przesunął się nawet odrobiny, bo poukładał przed sobą mapy tak, by widzieć wszystko, co widzieć należało. Rysunki Morta, przekopiowane na kolejne wymięte kartki, stanowiły wystarczający wzór, który mógł przedstawić im wszystko to, co przed akcją wiedzieć należało, a przynajmniej tyle, ile wydawało się Psu.

- A czemu nie tutaj? - Zdziwił się mężczyzna. - Kto nas tutaj zaczepi, a? - Zapytał, uśmiechając się lekko. Prawdą było, że strażnicy patrzyli na niego z niesmakiem, jak na kolejnego obdartusa, a światło pochodni oberży dawało darmowe oświetlenie. - Spokojnie, mam poustawiane czujki. - Dodał, by Mort nie sądził, że ten jest zupełnie bezmyślny. - A co do planu...

Pies zaczął tłumaczyć. Dotrą do posiadłości razem z trójką starszych sierot. Najpierw we dwóch obejdą posiadłość od wschodu, z dala od zabudowań, przez las, tak, żeby nikt ich nie zauważył. Nie będą mogli zabrać ze sobą światła, więc musieli być uważni na nierównym gruncie. Z tyłu posiadłości znajduje się już przygotowana drabina, schowana pod listowiem, dość wysoka, by mogli przedostać się przez mur. Droga była tylko w jedną stronę - gdy już dostaną się do środka, nie będą mogli wyjść w ten sam sposób, o ile nie znajdą czegoś w stajni. Plan wyjścia był jednak inny: mieli zakraść się do boksów koni, znaleźć tego, który był cenny dla barona, a następnie czekać na ruch sierot, które od frontu będą próbowały udać włamanie, tym samym odwracając uwagę od nich. Bez strażników, z otwartymi bramami - wyjadą na koniach jak królowie!

- Będziemy mieć dwie klacze. - Dodał Pies, przesuwając palcem po mapie. Od stajni, przez bramę, jabłkowy sad, aż po ogrody i wyjście. - Znalazłem kogoś, kto nam je przechowa, za dziesiątą część zysków. To zaufany człowiek, nie martw się. A rabunek domu musimy zostawić na inny dzień. Albo noc.

Targ w Saran Dun

72
POST POSTACI
Mortiush patrzył na to wszystko i się zastanawiał. Podobał mu się entuzjazm, jednak widział w tym planie pewne luki. Plan kończył się w momencie opuszczenia posiadłości razem z końmi. Potem następowała wielka pustka, w której mogliby łatwo utonąć. Nie chciał psuć humoru podekscytowanemu koledze, jednak musiał to powiedzieć.

-ehm...- odchrząknął zaczynając-Brzmi pięknie i niezwykle łatwo. Widzę jednak spore ryzyka, których chcielibyśmy uniknąć. Twój plan ma poważną lukę między opuszczeniem posiadłości a dotarciem do miejsca przechowania. Mówisz o wyjściu "jak królowie". Nie masz mam nadzieje na myśli orszaku , który z pewnością ruszy w pościg? I jak z Twoimi umiejętnościami jeździeckimi? Ja sam, szczerze mówiąc, nie uważam się za wytwornego jeźdźca. Brawurowa ucieczka konno z pewnością nie jest dla mnie. Zwłaszcza w nocy. Nie bez powodu po nocach nie jeździ się konno, zwłaszcza jeśli trzeba uciekać. A trakt nas w tym wypadku nie interesuje, czyli jeszcze gorzej.

Zabrakło mu słów, więc zamilkł na chwilę. W myślach trawił całą sytuację i rozważał, jak mógłby tę luke zapełnić. Pomyślał o swoich Zdolnościach. Nie chciał ujawniać zbyt szeroko, co potrafi. Zresztą nie był pewien, cyz byłby w stanie wytworzyć tak złożoną iluzję. Mogłoby się przydać sporo dynamicznych obiektów. Jednak w ten sposób mogłoby się udać. A i tak dziwnym było, że do tej pory udawało mu się ukrywać ze Zdolnościami. Może to czas, by wtajemniczyć Psa w jego prawdziwe możliwości?

-Słuchaj- podjął już pewniej.-Mogę mieć sposób na to, by zabezpieczyć ewakuację z Towarem. Nie omówię tego jednak tutaj. To jest temat do obgadania między nami.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”