Re: Kryjówka Gildii Bandytów

76
Fi zasępiła się, analizując ceny. Nigdy nie robiła żadnych interesów samodzielnie, wszystko załatwiali jej ludzie z bandy byłego. Przyglądała się przez chwilę badawczo krasnoludce, marszcząc czoło, aż w końcu potarła skroń i pokiwała głową.
– Karwasze i kaftan zostawię sobie na kiedy indziej, resztę biorę w ciemno – wyciągnęła dłoń do krasnoludki by przypieczętować interes – trzysta lwów jest twoje i dziś zabieram te bambetle.
Młode dziewczę wzięło do ręki sakiewkę i wyliczyła należność. Chciała jak najszybciej zebrać swój ekwipunek i przebrać się w coś wygodnego, jednak naszedł ją pewien pomysł. Czym prędzej wręczyła swoje rzeczy Bonnie i odezwała się do niej półgłosem:
– Bonnie, zabierz te rzeczy do elfa, ja zakręcę się tutaj i pozbieram jakieś informacje dotyczące tego potwora, spotkamy się tam niedługo – ścisnęła jej muskularne ramię by przekazać jakąś bliżej nieokreśloną wiadomość dodającą otuchy – poradzę sobie.

Rozejrzała się ciekawsko po okolicy, szukając odpowiednich osób do których mogłaby zagadać. Skoro ociepliła nieco swój wizerunek u handlarki zostawiając u niej dużą ilość złota, postanowiła od niej zacząć.
– Vardo, mogę zadać Ci pytanie – zwróciła się do krasnoludki Fi i nie czekając na odpowiedź wypaliła – widziałaś może tego ognistego potwora, który podobno próbował się tu wedrzeć? Możesz mi coś o nim powiedzieć?
Freeda liczyła, że uzyska jakiekolwiek informacje o potworze, ale wspomnienie tego monstrum, powiodło jej myśli w nieoczekiwane rejony. Renard. Ofiara potwora, która ledwo uszła z życiem po spotkaniu tegoż. Tak naprawdę nic o nim nie wiedziała. Czy to możliwe, że zupełnie jak Bert był on osobą dwulicową? Postanowiła delikatnie wyadać grunt.
– A Renard, widziałaś go ostatnio – zapytała jakby mimochodem – jest tu częstym gościem, mam nadzieję, że nie było go tu w chwili ataku? Dawno go nie widziałam i zastanawiam się czy wszystko z nim w porządku.
Obrazek
Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę

Re: Kryjówka Gildii Bandytów

77
Krasnoludka wzruszyła ramionami i wyciągnęła szeroką dłoń, lecz nie po to, by uścisnąć rękę Fi, a po zapłatę. Poznać to można było po tym, że wyciągnęła ją wierzchem do dołu. Gdy jednak odciążona trzystoma gryfami sakiewka Freedy wciąż całkiem przyjemnie pobrzękiwała, Varda spojrzała przeciągle na dziewczynę.
Jeno skończony dureń i kiep skąpi na ochronę ciała — zauważyła, jak na nią, całkiem uprzejmie. — Niedługo trwa jak zostaje skończonym trupem.
Oderwawszy ciężkie spojrzenie od twarzy dziewczyny, Varda skrupulatnie przeliczyła swoje „lwy”, a doliczywszy się okrągłych trzystu, mruknęła zadowolona pod nosem i złoto w mig zniknęło z pola widzenia. Zaraz po tym krasnoludka odwróciła się i chciała odejść gdzieś na bok, uznając widać interes za skończony, gdy Freeda zagadnęła ją, odprawiając jednocześnie Bonawenturę.
Ani jedna, ani druga nie była zadowolona z obrotu spraw. Wojowniczka powstrzymała się jednak od komentarza i pokornie wykonała polecenie godne tragarza, podczas gdy Varda mało nie zamordowała Freedy wzrokiem.
Informacja to też towar — odburknęła wreszcie krasnoludka, wyciągając z odmętów wozu pognieciony kufel z cyny. Gdy golnęła zeń, wokół rozszedł się szczypiący w oczy aromat berbeluchy o woltażu mogącym zabić każdego prócz krasnoluda bądź orka. — Kosztuje znaczy się. To chyba, kurwa, jasne? — Łypnęła na Freedę znad brzegu „pucharu”. Milczała chwilę, wreszcie jednak odstawiła z hukiem naczynie na ladę i opierając się nań knykciami, nachyliła do dziewczyny, patrząc na nią spod byka.
Ale jedno zdradzę ci zupełnie za frajer, laleczko: widzę cię tu pierwszy, kurwa, raz, jesteś tak zielona, że na jebaną milę czuć od ciebie zapach pierdolonej łąki, a zadawanie podobnych pytań w podobnych, jak to, miejscach to bardzo chujowy pomysł, gdy cechują cię dwie pierwsze rzeczy, o których wspomniałam.
Ktoś bardziej nerwowy — dodała po chwili, odstępując od lady i splatając ręce pod wydatnym biustem — mógłby cię wziąć za jebanego szpiona, ślicznotko.
Obrazek

Kryjówka Gildii Bandytów

78
Czuł jedynie głód, pragnienie i dezorientację. Jego powieki były ciężkie, jakby trzymały je kilogramowe odważniki. Z początku słyszał jedynie szum myśli, jednak ten z wolna przeistoczył się w znajome dźwięki — pluskanie wody w strumieniu, świst wiatru w szczelinach, strzelające drwa w ogniu i odgłosy stąpania. Później poczuł zapachy. Zapach palonego drzewa i wosku świec. Był też zapach ludzkiego potu, bardzo bliski i intensywny, kryjący się za subtelną wonią słodkich perfum. Znał te perfumy doskonale. Wtedy też odzyskał zmysł dotyku. Poczuł ciepło, ucisk na klatce piersiowej, jakiś duży obiekt po jego lewej stronie. Poczuł delikatne podmuchy powietrza rozgrzewające jego policzek. Nagły skurcz poruszył ciałem Septo w kilku nieprzyjemnych spazmach. Odzyskał czucie kończyn i poruszył palcami u dłoni.
Septo? Słyszysz mnie? — szepnęła kobieta.
Była bardzo blisko. Czuł jej smukłą i ciepłą dłoń pomiędzy grubym kocem a jego nagą klatką piersiową. Gładziła nią czule i delikatnie.
Jesteś bezpieczny, nie wysilaj się, dojdź do siebie.
Odzyskawszy władzę nad zmęczonymi powiekami, rozchylił je lekko i ujrzał twarz Veriany oświetloną subtelnym światłem świec. Byli w namiocie, w wygodnym łożu, okryci wełnianym kocem, w atmosferze zgoła innej niż zapamiętanej przed utratą świadomości.
Dziękuję — mruknęła mu do ucha. — Uratowałeś mi tam życie, chociaż wiedziałeś że źle może się to dla ciebie skończyć.

Kryjówka Gildii Bandytów

79
POST POSTACI
Septo Neheris
Umarł? Przez chwilę myślał że tak skończy szczególnie gdy poczuł że nie zatrzyma wycieku swojej Vitea, gdy poczuł smak swojej krwi. Nagle poczuł falę bólu, był głodny spragniony i zdezorientowany. Niebędący w stanie nawet się poruszyć mimo tego że instynktownie próbował. Dopiero po chwili zaczął odróżniać inne bodźce słyszał wodę. Czuł znikomą nutę dymu, ale i czyjąś obecność, żeńską, bardzo blisko siebie. Zdając sobie sprawę z tej obecności nieco się uspokajał. Mimo tego poczuł skurcz a tyle silny że gdyby mógł to pokazać to zapewne na jego twarzy pojawiło by się napięcie mięśni bólu. Czuł się zdecydowanie nie najlepiej. Usłyszał jednak głos, początkowo na tyle otumaniony że ciężko było zrozumieć do kogo należy, po chwili jednak łączył fakty, już kiedyś tu był i miał przy sobie Verianę, słysząc jednak że ma się nie wysilać. Postanowił dokładnie to zrobić. Widząc ją spróbował zrobić coś bardzo prostego. Najzwyczajniej w świcie uśmiechnąć się. Czuł że to było w jego zasięgu choć uśmiech mógł mu nie wyjść najlepiej. Na razie nawet nie próbował nic mówić. Czuł że chwilowo może odpocząć. A do tego czuł jak by wybudził się zbyt wcześnie. Pewnie z głodu, albo z powodu tego co działo się zanim stracił przytomność. Zastanawiał się jednak jak przekazać że jest cholernie głodny. Chyba powinien użyć słów. Ale chwilowo chciał jeszcze trochę poleżeć nim zacznie z siebie wyduszać obolały pół przytomny bełkot.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”