Sala Leszego

31
POST POSTACI
Vera Umberto
- Co? - spytała, jeszcze bardziej zdezorientowana, gdy Ulis zaczął się spoufalać. Wyszedł z założenia, że Vera potrzebuje pocieszania? Że będzie użalać się nad sobą nie wiadomo jak długo? Życie szło do przodu, ona razem z nim. Potrząsnęła głową, patrząc na mężczyznę, jakby wyrosła mu trzecia głowa. Już leciała, szukać jakiegoś pierwszego lepszego kupca na drugim końcu świata, żeby wypłakać mu się w ramię. - Nie będę chciała i niczego mi nie trzeba zdejmować. Ostrzegam was tylko o problemie na Złotym Morzu, nie użalam się nad sobą i nie proszę o współczucie.
Zaczynała być zirytowana. Jeden traktował ją jak wrażliwą, cierpiącą kobietkę, drugi jak pijaną idiotkę. Z żadnym się nie dało porozmawiać normalnie. Dlaczego właściwie jeszcze tu siedziała? Opuściła wzrok na szklankę z rumem. Hmm. Chyba dlatego właśnie. Napiła się, zabijając gorycz frustracji przyjemną goryczką alkoholu. Zawsze mogła im powiedzieć, żeby się obaj pierdolili, a sama iść do innego stolika, albo w ogóle do innej sali, bo najwyraźniej były takie w tym dziwnym przybytku. Albo po prostu zebrać się w sobie i spróbować się jakoś obudzić, opuścić to miejsce, wrócić na Siostrę. Może za chwilę, jak dopije.
I jak Ulis skończy panikować, bo choć ją też niepokoiły zaistniałe okoliczności, to jego zachowanie było całkiem zabawne. Z powrotem rozparła się wygodniej i pociągnęła łyka ze szklanki, patrząc, jak ten w przestrachu rozgląda się i szuka odpowiedzi na zbyt wiele zadanych w zbyt krótkim czasie pytań.
- W Porcie Erola bywam dość systematycznie - jedna z jej brwi powędrowała w górę. - To nawet nie jest wystrój typowy dla Archipelagu. Gdybym miała wybrać miasto, w którym ta tawerna mogłaby stać, byłby to... - rozejrzała się, zastanawiając się przez moment. - Byłoby to prawdopodobnie Ujście. Obskurwiała i brudna, jak cała reszta tego miasta.
Przesunęła dłonią po blacie stołu, ale ten wcale brudny nie był. Cóż, może jej wrażenie wynikało z krzywych ścian i panującego tu półmroku. Archipelag był jasny, kolorowy i kwiecisty, nawet po nocy. I z pewnością było tam cieplej, nie trzeba było rozpalać w kominku, nie o tej porze roku. Everam tak samo. Północ? Może jednak byli gdzieś na północy?
Odprowadziła Teliona spojrzeniem, nie zatrzymując go. Jeśli chciał coś udowadniać, droga wolna, ale Vera daleka była od biegania za nim w tę i z powrotem i wyglądania wspólnie z nim przez drzwi i okna. Westchnęła ciężko i pożałowała, że nie ma w zasięgu ręki fajki Corina z ziołami, które otępiłyby ją i pozwoliłyby jej osiągnąć całkowite zobojętnienie. Trudno się mówi - wypije i będzie się zbierać, z czymkolwiek to się wiązało.
- I jak tam idzie to udowadnianie? Dobrze? - zagadnęła, zakładając nogę na nogę.
Obrazek

Sala Leszego

32
POST BARDA
Krótki korytarz, który ukazał się oczom Teliona, był ciasny, raczej ciemny, z nisko zawieszonym sufitem, przypominając raczej tunel, aniżeli przejście w domostwie. Na jego końcu znajdowały się kolejne drzwi, ciężkie i metalowe, lekko uchylone. Ze szpary między nimi i framugą sączyło się jasne, ciepłe świało.

Drugie przejście prowadziło do przestronnego, acz przytulnego pokoju. Ciepły kolor ścian pokrytych burgundową tapetą przecinały belki żółtawego drewna. Spod wysokiego sklepienia pysznił się kryształowy żyrandol z mnogością zapalonych świeczek, również ozdobne złote kinkiety na ścianach były zapalone, ciesząc oczy długimi płomieniami. Przy każdej ze ścian, w półokręgu, ustawiono mahoniowe stoły, przy których w równych odstępach stały obite niebieską tkaniną krzesła. Stoły były całkowicie puste, o ile nie liczyć opadłej na nich cienkiej warstwy kurzu. Podłogi wyłożono w całości wzorzystymi dywanami w kolorze podobnym ścianom.

Kolory i świeczniki nie były jedyną ozdobą sali. Na ścianach wisiały obrazy w bogatych ramach, wkrótce trójka zgubionych mogła przekonać się, że na każdym przedstawiono inne zwierzę, choć w prawie ludzkiej formie, jakby człowieczym postaciom podmieniono tylko głowy na te należace do bestii. Na honorowym miejscu, na najdłuższej ścianie wprost od wejścia, wisiał duży obraz, na którym przedtsawiono wszystkie te intrygujące postaci.
Spoiler:
Nie to było jednak najdziwniejsze. Pod żyrandolem, zwrócona przodem do drzwi, stała dorosła, żywa owca. Ogrom wełny na jej grzbiecie prosił się o strzyżenie, ona jednak zajęta była przeżuwaniem tego, co akurat trafiło jej do paszczy. Patrzyła na wchodzących żółtymi oczyma o pionowych źrenicach.

Sala Leszego

33
POST POSTACI
Mehren aka Ibrert Ulis
Już miał całkiem niezły obraz charakteru Very, dzięki jego niewielkim działaniom. Dodatkowo jej charakter był spójny i nie zawierał w sobie krzty fałszywości. Jeśli miałaby słabszy charakter, widziałby w moje jej ciała coś zdecydowanie innego. Tak, miała gorszy moment, ale nie był on sprzeczny z postawą, jaką prezentowała. Oczywiście dla innych mogło to wyglądać, jakby dostał teraz kosza lub inna, podobna bzdeta, która przychodzi słabszym umysłom do głowy. Dodatkowo miał pewność, że nie była to zastawiona na niego pułapka przez tego, kto stworzył owo miejsce. Przynajmniej nie taka bezpośrednia, bo nie wykluczał całkowicie tej opcji. Nie zamierzał już kontynuować tego typu rozmowy, zdając sobie sprawę z irytacji kobiety. To był ten moment, kiedy należało zakończyć. Tylko ślepy by nie zrozumiał tego przekazu. Oczywiście nie musiała mówić mu tych słów. I zdecydowanie zyskała w jego oczach, co nie było takie łatwe. Jeśli kiedykolwiek ją spotka w innym miejscu, będzie przez niego traktowana poważnie.
- Przepraszam cię. - Rzekł to, jak już skończył panikować po tej nagłym odejściu od stolika. To była informacja dla niej, że już więcej nie poruszy tego tematu. Zdecydowanie ucięcie. Nie było to nawet próba załagodzenia sytuacji. Lepsze było po prostu postawienie linii i pójście dalej.
- Nie robicie sobie ze mnie jaj. - Mruknął, jakby uświadamiając sobie, że coś tutaj nie gra, ale nie był w stanie tego zrozumieć, co i dlaczego. Skąd kupiec miał mieć taka wiedze. Westchnął po chwili i wrócił do stolika i usiadł nawet. Przez chwile rozważył, czy nie wyglądać na zaniepokojonego, ale darował to sobie. Można być miłym, ale jednocześnie umieć szybko dostosowywać się do sytuacji. Nie było w tym sprzeczności. Dodatkowo była to pożądana cecha w świecie handlu, jak działo się coś niespodziewanego.

- Założyłem, że to tawerna prowadzona przez osobę, która opuściła kontynent i przybyła tutaj. Portowe miasta słyną z różnorodności osób i przez to, nie każdy dom i przybytek wygląda tak samo. Rdzenni mieszkańcy archipelagu tacy są, ale przyjezdni? Są nasiąknięci kulturą, z której się wywodzą. - Wypowiedział te słowa, jakby próbował rozmawiać o możliwościach. Oczywiście w duszy parsknął śmiechem, jak porównało to miejsce do Ujścia. W jego ocenie ten przybytek to najwyższej klasy tawerna w standardach tego miasta, gdyby oczywiście się tam znajdował. Zbyt dobre jedzenie, za dobre piwo, za czysto, jak na miasto, w którym przebywał do tej pory.
- Słyszałem, co nieco o tym całym Ujściu, ale nie dojrzałem tu niczego brudnego. Dobra, wygląd sali może nie zachęca, ale kufel i talerz, jaki otrzymałem, były czyste. - Oczywiście było to w odpowiedzi do jej porównania. On nie potrafił określić, gdzie mogli się znajdować. Zbyt wiele nieznanych mu czynników. Już sam sposób wejście sugerował przemieszczenie do gdziekolwiek. Także nie ruszył za nim, doskonale wiedząc, że to nie miało sensu. Chciał coś im udowodnić, ale skoro każdy z nich przybył z różnych rejonów ich świata, to istniała szansa, że wrócą w to samo miejsce, o ile celem stworzenie tego miejsca było zebranie losowych osób bez konkretnego powodu.
- Wszystko tak, jak powinno być? - Dopytał zaraz po Verze, bardziej by podtrzymać rozmowę niż z ciekawości. Nie obchodziło go totalnie, co tam zobaczy. Teliona także mógł wykluczyć z grona osób, które mogły być tworem tego miejsce, skierowanym w niego. Reakcje miał naturalne. Mógłby jeszcze zakładać, że to idealne pranie mózgu, ale to już byłaby pewna paranoja. Oczywiście pozostanie ostrożny, ale będzie wciąż kupcem, który jest po prostu miły.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Sala Leszego

34
POST POSTACI
Telion
Podczas gdy Vera i Ulis spierali się do możliwego położenia gospody, Telion wytężał wzrok, by w półciemnym korytarzu dostrzec jakieś odchodzące od reguły elementy. Z początku nic nie przykuło jego uwagi. Niby wszystko było takie, na jakie wyglądało z samego początku, gdy jeszcze nie przestąpił progu aktualnie zajmowanej gospody. Jedyną różnicę stanowiły niedomknięte drzwi na drugim końcu korytarzyka. Nie mogąc sobie przypomnieć czy były tam od samego zawsze, tylko nie zwrócił na nie uwagi wcześniej czy w pewien magiczny sposób się tam pojawiły, skupił uwagę raczej za kryjącą się za nimi scenką.

Dość urokliwy, a zarazem zatrważający wystrój izby wywołał na ustach mężczyzny głupkowaty uśmieszek. Niedorzeczne obrazy same w sobie budziły podziw dla ich autora. Ktoś musiał mieć nieźle zryty łeb, aby wpaść na tak absurdalny pomysł, chociaż raz po raz podsłuchując klientów swego ojca oraz dowiadując się o ich ekstrawaganckich pomysłach na szyldy, nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Pomysłowość ludzka nie zna granic, a mogłoby i się wydawać, że im bardziej odstający od reguł obraz, tym lepiej przyciąga uwagę.

- Tak jak mówiłem, nic niezwykłego - podniósł nieznacznie głos, by móc przebić się przez rozemocjonowaną parkę, zrazu uchylając do szeroka drzwi wejściowe. - Chyba że za dziwactwo uznacie samotną owcę, która z tego, co widzę, postanowiła się uraczyć frędzlami dywanu pokoju naprzeciwko naszego - dodał kpiarskim tonem.

Spojrzawszy z politowaniem na biesiadników, westchnął ciężko i pozostawiając niedowiarką otwarte drzwi, co by mogli sami się przekonać, podszedł do lady, w celu zamówienia ostatniego na dzisiejszą noc napitku.

- No i gdzie on polazł? - zapytał sam siebie, gdy ni stąd, ni zowąd okazało się, że szynkwas pozostał bez opieki.

Biorąc pod uwagę możliwość udania się karczmarza na stronę, który wymknął się najpewniej ukradkiem przez wąskie drzwiczki pomiędzy pułkami z oferowanymi dobrami w czasie, gdy ten wgapiał się w żółte ślipia zwierza, Telion ponownie westchnął, tym razem zawiedziony. Oczywiście skoro pozostali sami, mógł bez najmniejszych ogródek przeskoczyć za ladę i samemu się obsłużyć, rzecz jasna płacąc należność lub nie.

Koniec końców postanowił jednak nic nie robić. Tamtemu długo nie powinno zejść, no, chyba że paszteciki, które serwował, również i jemu zaszkodziły.

- I jak? Przestaliście się już ze sobą droczyć gołąbeczki? - zakpił z nich obu, mając serdecznie dość kłótni o nic. W porównaniu do tamtych dwojga mało go obchodził styl, w jakim wykonano lokal. Równie dobrze mogli znajdować się na dalekiej Północy lub na którejś z mniej uczęszczanych wysepek Archipelagu Łez, o ile było to w ogóle możliwe. - Jeśli aktualny wystrój wam nie pasuje, tam, po drugiej stronie korytarzyka jest zdecydowanie lepiej urządzona salka. Możemy się do niej przenieść, o ile pani kłębiasta nie postanowi nas zbeczeć i wykopać - zaproponował, ostatnią część zdania podkreślając wyjątkowo żartobliwym tonem.

Sala Leszego

35
POST POSTACI
Vera Umberto
Owca w sąsiedniej sali nie była czymś, czego Vera się spodziewała... choć czy faktycznie powinno ją to dziwić? W miejscu, w którym się znaleźli, była to jedna z mniej zaskakujących rzeczy. Pokręciła głową z niedowierzaniem i napiła się, a gdy zostali z Ulisem nazwani gołąbeczkami, rzuciła w stronę Teliona zirytowane spojrzenie.
- Spierdalaj - odpowiedziała elokwentnie, w jednym słowie zawierając wszystko, co miała do powiedzenia na ten temat, po czym z powrotem przeniosła wzrok na bliżej nieokreślony widok za oknem. Nic jej on nie mówił, nie widziała roślinności charakterystycznej dla żadnego regionu, nie widziała śniegu, a panująca na zewnątrz noc nie pozwalała wypatrzeć innych szczegółów. Czy chciała szukać wyjścia i zastanawiać się, dokąd zabrał ją los? Nie. Może i nie mogła się obudzić, ale to musiał być bardzo realistyczny sen, nie było innej opcji. Do takiego wniosku doszła i uznała go za swoją ostateczną decyzję.
- Nie czuję potrzeby przenoszenia się do sali z owcą - stwierdziła, sięgając po kolejny pasztecik. Przynajmniej miała okazję zjeść coś, co nie było zatęchłymi sucharami i suszonym mięsem. Pod Everam objadła się pysznościami za wszystkie czasy i teraz wciąż ciężko było jej przyzwyczaić się do okrętowej codzienności.
- To co w takim razie? - zagadnęła. - Rozmowa się nie klei, w kości nie wiem, czy chcecie dalej grać, ktoś ma jakiś pomysł na zabicie czasu?
Może była zbyt bezpośrednia, ale ktoś musiał być. Uniosła wzrok z powrotem na starszego mężczyznę.
- Może ty masz jakieś ciekawe opowieści w zanadrzu, hm? Skoro twoim głównym celem w życiu jest pogardzanie tym, o czym mówią inni, to znaczy, że twoja codzienność musi być naprawdę fascynująca - uniosła brwi. - Więc zamieniam się w słuch.
Obrazek

Sala Leszego

36
POST POSTACI
Ibrert Ulis
Owca? Czekaj... co on pierdoli? Nie mógł się zdecydować, czy to, co mówi, jest prawdą lub wierutnym kłamstwem. Nie chciało mu się nawet sprawdzać tego. Nawet zakładając różne scenariusze i tak mógł zaliczyć to po prostu jako coś dziwnego do tej sytuacji. Mogło to sugerować pułapkę bez wyjścia, ale tu był inszy problem. On nie chciał wyjść, tylko sprawdzić, co jest w następnym pokoju. Teksty Teliona jak widać, nie tylko jego zaczynały irytować. Vera skomentowała pierwsza to, co myślała. On dodał do tego też coś od siebie.
- Ja pierdole. - Położył dłonie na twarzy i po chwili przejechał nimi w dół. Ten kiepski żart Teliona nie przypominał mu niczego, co byłoby dobrym przytykiem. W ten sposób dawał głównie jemu znać, że sam jest zażenowany doborem słów, choć niekoniecznie zrozumie ten przekaz. Powstrzymał się przed powiedzeniem tego, co naprawdę myśli. Wyszedłby wtedy z roli.

Vera powiedziała o tym, co sam myślał później. Także nie czuł potrzeby przenoszenia się do innej sali, aczkolwiek powoli przebywanie tutaj stawało się nieistotne. Dowiedział się tyle, co mógł i nic nowego już raczej się nie pojawi. Istniał cień szansy, że inni goście zauważyli to samo, co on i będą znać odpowiedź. Irytowało go wewnętrznie, że nie potrafił rozwiązać zagadki tego miejsca. Przecież coś za tym musi się kryć. Nie rozważał opcji oczywiście, że nic, bo wtedy to wszystko kompletnie straci sens.
- Ja chętnie mógłbym zagrać w cokolwiek. Nawet jeśli będzie to rzut nożem do celu. Nie, żebym umiał w to, ale zawsze jest jakieś nowe wyzwanie. - Rozmowa faktycznie się nie kleiła, ale to nie był dla niego problem. Chodziło po prostu o podtrzymanie rozmowy w jakikolwiek sposób. Rzucanie do celu było całkiem popularną zabawą. Nie tylko w Ujściu, więc propozycja niekoniecznie musiała być aż tak nietypowa. Ostatnie słowa kobiety skierowane do marynarza odebrał jako swoiste wyzwanie. Uniósł wysoko brew, a następnie skierował spojrzenie na Teliona.
- Nie ukrywam, że i ja chętnie bym posłuchał. - Dołączył się do Very, nadal utrzymując miły i uprzejmy ton, przyznając jej w duchu rację. Oczywiście stawiał sto zębów, że kolejny raz ich zlekceważy i nie powie nic istotnego.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Sala Leszego

37
POST POSTACI
Telion
To, co na pierwszy rzut oka miało zostać potraktowane jako swoisty żart, przerodziło się w pełna niesnasek sytuację. Najwidoczniej słowo "gołąbeczki" zostało źle odebrane zarówno przez Ulisa, jak i Verę, co zresztą uwidoczniło się poprzez ich niemalże jednakową reakcję. Przez ten krótki moment, Telion zastanawiał się, czy rzeczywiście, aby na pewno nie przegiął, wszakże przebywanie niemal pośród samych mężczyzn przez większą część roku mogło odbić się na jego kulturze osobistej, co w rzeczy samej miało rację bytu, patrząc po tym, jak ochoczo sięgał po fajki lub trunki, a czego by nawet nie tknął przed zaciągnięciem się na służbę. W końcu jednak wzruszył tylko ramionami, nie jego sprawa jak bardzo jego rozmówcy byli wrażliwi na niewinne docinki.

- Mówisz rzutki, ano chętnie - poparł propozycję drugiego mężczyzny, prędko zauważając, że jeszcze zanim rozpoczęli zabawę, pojawił się dość spory problem. A mianowicie, nie mieli rzutek, ani nawet dobrych noży, no, chyba że nagle okazałoby się, iż każdy ma przy pasie swój własny, a to by zdecydowanie zaniepokoiło Teliona i to do tego stopnia, że mógłby nawet opuścić towarzystwo z obawy o zachowanie własnego życia.

- Zobaczmy, może za ladą znajdzie się jakiś odpowiednie co do tej gry narzędzie
- W końcu nikogo i tak tam nie było. Oberżysta nadal nie wracał, a nie chcąc do czasu jego pojawienia zanudzić się na śmierć, marynarz pozwolił sobie na samowolkę. Zręcznie przeskoczył przez blat, opierając jedną rękę o jego krawędź, następnie wspierając się na niej, przerzucił nogi, a za nimi resztę ciała i cyk, stał już po drugiej stronie.

Pośród wszelkiego rodzaju urządzeń i sprzętów, znalazł on kilka noży, na jego nieszczęście o zaokrąglonych czubkach. No tak, na co komu nóż zakończony sztychem do krojenia kruchej szynki. Jak mniemał, te właściwie ostrza spoczywały bezpiecznie w kuchni, a tam już nie miał odwagi się zapuścić.

Przeszukując dłonią po najniższych pułkach, wreszcie natrafił na ciekawy przedmiot. I nie, nie był upragniony zamiennik rzutki, a coś lepszego. Mały i poręczny, o trapezowym kształcie i nieco wklęsły na dolnej i górnej krawędzi toporek z porządna, drewnianą rączką. Nic dziwnego, gospodarz musiał być przygotowany nie tylko na wilczy apetyt tuzina gości, ale i też w razie czego do obrony.

- Moje niesamowite opowieści? - Sparaliżowało go na to pytanie, gdy już miał obwieścić, że znalazł dobre do miotania narzędzie, które w tym momencie spoczywało w jego dłoni, skierowane ku dołowi, przylegając do lewej nogi. - No nie wiem - wydawał się zaniepokojony. - Ostatnie dwa lata nie były dość ekscytujące, tylko okręt, praca i morze - mówił z widocznie zniesmaczoną miną. - Zresztą, ciężko byłoby mi przebić historię o spotkaniu z dotychczas żywą syreną - zaśmiał się nerwowo. - Mniejsza, nóż, to może nie jest, ale myślę, że się nada, jest wystarczająco lekki, aby nawet pani kapitan dała radę się zamachnąć - uciąwszy z nagła temat, położył na powyszczerbianej powierzchni blatu toporek. - Brakuje tylko odpowiedniego celu, nie chciałbym narobić niepotrzebnych zniszczeń - przyznał słusznie.

Sala Leszego

38
POST POSTACI
Vera Umberto
- W rzucanie nożem do celu akurat się nie bawiłam. Mogę spróbować, ale nie będzie to zbyt efektowne - zaśmiała się cicho. Z drugiej strony, rozrywka dobra jak każda inna. Ciekawe, że na Siostrze na to nie wpadli. Może spróbują, jak już się obudzi, choć podejrzewała, kto będzie w tym najlepszy i niestety była absolutnie pewna, że nie będzie to ona.
Westchnęła tylko ostentacyjnie, gdy Telion znów wykręcił się od odpowiadania na pytanie i nawet chciała to jakoś skomentować, dopóki nie padły te nieszczęsne słowa, które sprawiły, że jej dłoń z kubkiem znieruchomiała w połowie drogi do ust, a potem powoli opadła z powrotem na blat stołu. Przeniosła lodowate spojrzenie na starszego z mężczyzn, przekrzywiając nieco głowę. Przez moment wyglądała, jakby miała trzymane przez siebie naczynie rozkwasić mu na twarzy, ale do niczego takiego nie doszło. Jeszcze.
- Nawet pani kapitan? - powtórzyła powoli. - Nawet?
Podniosła się z krzesła i zrobiła kilka kroków w kierunku Teliona, a stuknięcia obcasów jej butów poniosły się po pomieszczeniu. Była wysoka, nie musiała więc nawet szczególnie zadzierać głowy, żeby z bliska spojrzeć mu w oczy.
- Możesz mi wyjaśnić, jaki masz ze mną, kurwa, problem? Bo ewidentnie czegoś nie rozumiem - syknęła. - Może i nie mam wprawy w rzucaniu jebanymi toporkami, ale za to niejedną mordę takiemu idiocie jak ty obiłam. Jedna więcej nie zrobi szczególnej różnicy. Pierdoleni marynarze od siedmiu boleści, tacy silni i męscy, a każdy z nich składa się jak pizda.
Pchnęła dłonią w klatkę piersiową Teliona i zrobiła kolejny krok w jego stronę. Chciał ją sprowokować? To bardzo proszę, udało mu się. Nie to, żeby kiedykolwiek dla kogokolwiek było to szczególnie trudne.
- Nie wiem, w jakim świecie brak chuja w spodniach świadczy o tym, że nie potrafię posługiwać się bronią, albo nie potrafię zarządzać załogą, bo tak, widziałam ten pierdolony uśmieszek wcześniej. Zaraz ci mogę, kurwa, naprostować punkt widzenia - zaproponowała uprzejmie. - I wybić ze łba te zacofane poglądy, rodem z dupy Keronu. Nie wiem, w jakiej wsi się urodziłeś, ale witaj, kurwa, w wielkim świecie.
Zacisnęła dłonie w pięści, gotowa rzucić się na niego, jeśli mężczyzna nie wycofa swoich idiotycznych słów. Gdyby jednak zamierzał zaatakować, cóż... była szybka. I miała spore doświadczenie w karczemnych bójkach.
Obrazek

Sala Leszego

39
POST POSTACI
Ibrert Ulis
Kiedy wszystko wyglądało tak, że będą rzucać czymkolwiek do celu, padły słowa, które ewidentnie nie były zbyt mądre. Słowa, które jego gorsza kopia wypowiedziała, były w istocie nawet nie prowokacją, a czystą zniewagą. Ubraną w grzeczne słówka. Już wcześniej prowokował Verę do czegoś, ale teraz granica została przekroczona. Zwłaszcza że kobieta nie należała do osób cierpliwych i znoszących uszczypliwości w swoją stronę. Widział do dokładnie w jej zachowaniu i słowach, jakie wypowiedziała w kierunku prowodyra. Zastanawiał się, gdzie takich ludzi sieją, bo przecież to wykracza poza jakiekolwiek rozsądne wyjścia. Nieznane miejsce, nieznane osoby, różne miejsca przybycia. Ewidentnie tu coś nie grało, to miast szukać rozwiązania, robi się wszystko, by odnaleźć guza. Wyjątkowo się cieszył, że Telion nie był z nim nijak spowinowacony, bo nie dość, że takie zachowanie było po prostu głupie, to jeszcze sam musiałby się go pozbyć, by w przyszłości nie narobił mu problemów. Vera miała wszelkie prawo być zła. I miała racje w wielu kwestiach. Dla niego także płeć nie miała znaczenia. Liczyły się umiejętności i skuteczność. Mógłby się wmieszać w to i spróbować załagodzić sytuacje, ale po pierwsze, nie miałby z tego żadnej korzyści. Prędzej jeszcze straci na tym. Po drugie, szansa na to jest tak niewielka, że nie umiał wyrazić liczby słowami. Nawet, jakby cudem mu się to udało, Telion prędzej, niż później, znowu coś zrobi. Kolejny powód, by nie wchodzić między nich to obserwacja ich postaw. Jeśli dojdzie do bójki, mogą ujawnić te drobne cechy, które to spowodują, że w przyszłości może przewidywać ich ataki. I nie warto było zdradzać swoich atutów. Nadal lepiej pozostawić niegroźnym kupcem. Właśnie na tym polegała przewaga. Dlatego właśnie wyczuwając zbliżającą się nieuchronnie bijatykę, wstał od stołu, zabrał swoje piwo. Na szybko zamówił kolejne dwa i nowy talerzyk z pysznymi pasztecikami. Wybrał stolik, który był nieco dalej od nich. Usiadł i postanowił obserwować sytuacje. Przy okazji będzie zajadał się jedzeniem, popijał piwem. A drugi kufel dla tego, kto oczywiście wygra.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Sala Leszego

40
POST POSTACI
Telion
Który to już raz? Drugi, trzeci? Może już czwarty, kiedy to przedstawicielka płci pięknej realnie groziła Telionowi pozbawienia jego nędznego życia. I jak się to zawsze kończyło? Śmiercią grożącej lub pojednawczym rozłożeniem przed nim nóg. Brunetowi przyświecało wyjątkowe szczęście do znajdowania się w takich sytuacjach. Nie raz wystarczyło, że po prostu był, lecz w tym przypadku zwykłe, z pozoru nic nieznaczące słowa, wprawiły kobietę w diabelską furię. Vera kroczyła zdecydowanie ku niemu, zrazu wylewając morze nietuzinkowych słów, bredząc coś o równości w piastowaniu znamienitych urzędów, bez względu na to, czy ktoś posiadał przysłowiowego członka w spodniach, czy nie. Jej bojowa postawa nie wróżyła nic dobrego. Najpewniej kierowana swoistymi kompleksami lub popularnymi w ostatnich czasach prądami feministycznymi, jasno stawiała sprawę, że takiej zniewagi nie zamierza puścić płazem.

- Heeej, spokojnie dziewczyno, chyba trochę cię poniosło - próbował ostudzić sytuację, chociaż w głębi siebie wiedział, że na nic jego gadanie.

Błądząc wzrokiem po sali, natrafił na postać Ulisa, który właśnie uraczył się kolejną porcją piwska i przystawek, jakie nie wiadomo skąd udało mu się wytrzasnąć. Spotkawszy się z nim na moment wzrokiem, szukał w nim sojusznika, ale ten najwidoczniej nie postanowił zareagować. Dobry sobie gagatek, nie dość, że zaspokajał własne, podstawowe potrzeby w miarę komfortowej pozycji, to na dodatek zafundowano mu darmowy pokaz.

W tym czasie dziewczyna była coraz bliżej. Telion już niemal czuł jej nienawistny oddech na swojej twarzy. Na całe szczęście między nimi stał barek, skutecznie uniemożliwiający jej dopadnięcie upierdliwca, lecz mogło się to niebawem zmienić. Przeskoczenie barykady nie stanowiło żadnego problemu dla niego, a co dopiero dla gibkiego ciała brunetki. Wtedy to nic już nie ochroniłoby go przed zmasowanym atakiem rozszalałych pazurów. Mężczyzna spojrzał przelotnie na trzymany w ręku toporek, by w mgnieniu oka uświadomić sobie, że dobrym pomysłem byłoby schowanie go w najbardziej niedostępną część. W tym wypadku stanowiła to przestrzeń między stojąca za nim szafą z wyeksponowanymi w niej naczyniami a podłogą. I tak też uczynił. Domniemane narzędzie mordu poleciało na podłogę, by w ciągu sekundy posunąć pod wpływem kopnięcia pod spód mebla. W zasadzie ktoś mógłby pomyśleć, że marynarz pozbawił się znacznej przewagi. Z drugiej strony w jego zamiarach nie istniało zabicie kogoś z powodu poglądów ani tym bardziej stracenie własnego życia.
Walka na gołe pięści też jakoś mu nie leżała. Był świadom swojej nikłej postury w stosunku do innych mężczyzn. Na jego nieszczęście i przeciwniczka nie należała do najmniejszych, co w konsekwencji przechylało szalę zwycięstwa na jej korzyść, zwłaszcza że, jak to się chwaliła, obiła nie jedną mordę. Cóż zatem mógł zrobić, nie mając praktycznie żadnego doświadczeniu w obkładaniu się na pięści? Niewiele, nie wliczając jego sprytu.

- Hola, wstrzymaj konie - rzekł nadwyraz spokojnie, swym monotonnym głosem. - Napieprzaniem się po mordach nic nie wskórasz - zamierzał przemówić jej do rozsądku.

W międzyczasie jego dłonie powędrowały po barowej półeczce, niewidocznej od strony salki. Podczas gdy jedna ręka zagarnęła pusty gliniany kufel, druga łapała się przypadkowych buteleczek i wlewała ich zawartość do większego naczynia. Tym sposobem w przeciągu krótkiego momentu powstała bliżej nieokreślona mikstura. Telion wiedział bowiem, że mieszanie ze sobą różnego typu alkoholi potrafi zwalić z nóg niemal od razu.

- Trzymaj
- postawił kufel na ladzie, samemu sięgając po jedną z wcześniej użytych butelek, by z gwinta opróżnić ją do cna. - Możemy zacząć się tłuc do upadłego lub pić do upadłego, twój wybór. Ja tam preferuję tę drugą opcję - zaproponował.

Jego plan opierał się na obezwładnieniu wnerwionej kobiety poprzez nadmiar alkoholu, tak aby sama nie mogła ustać, zaś sam mógł pozostać na w miarę równych nogach. Nic poza tym nie zamierzał jej czynić. Bijatyka w jego mniemaniu zachodziła o absurd i rozwiązania rodem z rynsztoka, lecz jeśli właśnie była jej taka wola, chcąc nie chcąc, był skazany na poobijanie sobie knykciów.

Sala Leszego

41
POST POSTACI
Vera Umberto
Całe szczęście, że Vera nie słyszała myśli Teliona, bo zapewne na grożeniu pięścią by się nie skończyło. Kapitan niewiele miała cierpliwości do takich, jak on. Teraz jednak nie miała pojęcia, co dzieje się w jego głowie; widziała jedynie, że cofa się przed nią, a to budziło w niej jednocześnie satysfakcję i politowanie. Szkoda. Dawno nie prała się z nikim po mordach. Corin miał na nią zły... no, właściwie to dobry wpływ. Przed nim bywała przecież pierwszą awanturniczką Harlen.
- Chyba nie - odwarknęła na słowa Teliona. - Chyba wreszcie zareagowałam adekwatnie do twoich chujowych komentarzy, tych które powiedziałeś i tych, których mówić nie musiałeś.
Patrzyła, jak mężczyzna odrzuca toporek, pozbawiając się broni. Idiota. Ona swojego miecza odrzucać nie zamierzała, choć póki co opierała się świerzbiącej potrzebie chwycenia za broń i wbicia go temu kretynowi w trzewia. Ostatnio, gdy sobie na to pozwoliła, zupełnie bezmyślnie poddając się instynktowi, listy gończe z jej twarzą zawisły na tablicach ogłoszeniowych i słupach Karlgardu. Z drugiej strony, to był tylko sen, prawda? Co stało na przeszkodzie? Może fakt, że żadna to by była rozrywka, gdy ten człowiek uciekał przed nią na drugą stronę sali, w końcu docierając nawet za kontuar.
- Nie? Z mojego doświadczenia wynika, że zawsze działa. Ale najwyraźniej jesteś pizdą, która jednocześnie uważa kobiety za słabe i bezużyteczne, i jednocześnie się ich boi - parsknęła pozbawionym rozbawienia, suchym śmiechem, uderzając jednocześnie pięściami w blat przed sobą.
Gdy dostała kufel z na pewno wyjątkowo wysublimowaną smakowo mieszanką, złapała go i rzuciła nim w bok, nie odrywając rozwścieczonego spojrzenia od Teliona. Zawartość rozlała się po podłodze, ścianach i meblach.
Dlaczego w ogóle się do tego zmuszała...? Jej obecność tutaj wynikała wyłącznie z widzimisię jakiegoś bliżej nieokreślonego bytu. Nie musiała tu tkwić, znosić niewypowiedziane inwektywy i brak szacunku. Mogła po prostu zniknąć, nawet jeśli zakładało to zmianę towarzystwa na owcę, albo znalezienie innego pomieszczenia, z innymi gośćmi przybytku. Choć mimo wszystko liczyła na to, że po prostu się obudzi. Już teraz współczuła swojej załodze nastroju, w jakim przyjdzie im znosić ich kapitan tego poranka, bo już wiedziała, że nie wstanie zadowolona z życia.
- Pierdol się. Nie dam ci w pysk tylko dlatego, że to żadna przyjemność, bawić się w berka z kimś, kto zaraz znajdzie kolejny mebel, za którym się schowa - syknęła. - Wypierdalam stąd.
Odepchnęła się od blatu i wróciła do stołu, tylko po to, żeby zabrać stamtąd swój płaszcz. Naciągnęła go na siebie i poprawiła kołnierz.
- Wielu spotkałam takich, kurwa, jak ty. Spotykam co chwilę, właściwie. Zdziwionych, że widzą kobietę. Rozbawionych, czasem. A potem zszokowanych, że załoga Very Umberto wyczyściła im statek z dóbr i gołodupców odesłała do domu, albo pozabijała, bo nie wiedzieli, kiedy należy trzymać język za zębami - powiedziała chłodno. - Czekam na kolejnego takiego, jak ty. Będę myśleć o tobie, kiedy będzie przede mną zdychać jak pies.
Ruszyła w stronę wyjścia, ale zanim opuściła przybytek, jej wzrok padł na siedzącego w oddali Ulisa. Wyglądał, jakby świetnie się bawił. Zatrzymała się na moment, przesuwając spojrzeniem po uczcie, jaką sobie przygotował dla zabicia czasu, podczas gdy pozostała dwójka się kłóciła. I gdyby miała lepszy nastrój, może nawet poczułaby rozbawienie.
- Ty jesteś w porządku. Nie spierdol tego - rzuciła krótko, zanim w kilku zdecydowanych krokach dotarła do drzwi... i już jej nie było.
Obrazek

Sala Leszego

42
POST POSTACI
Ibrert Ulis
Zdecydowanie to była jedna z jego lepszych decyzji, bo obserwowanie tej kłótni, która w każdej chwili mogła przerodzić się w bójkę, sprawiało mu niemałą satysfakcję. Dodatkowo pokazywało to cechy charakteru w sytuacji kryzysowej. Trzymał kciuki, by doszło do kontaktu fizycznego, bo im dalej w las, tym Telion zdecydowanie coraz "lepiej" sobie radził. Ktokolwiek spodziewałby się, że da się opanować nerwy po słowach spokojnie i poniosło? A w życiu. To jedynie jeszcze bardziej powoduje, że druga strona bardziej się zirytuje. W końcu to czyta się jako wycofanie podczas konfrontacji. Nic zatem dziwnego, że popijał piwo chętnie i zajadał się pasztecikami. W istocie prawie to było, jak scena teatralna. Z tym wyjątkiem, że działo się to na żywo. Tak, jak się spodziewał, wcale to nie uspokoiło Very, a jedynie bardziej rozsierdziło. Mówiła już to, co miała na myśl. Samemu nie angażował się w kłótnie nie-małżeńską, a jednocześnie łatwo widział po sytuacji, że tu ona miała rację. Potem nastąpiła seria bardzo głupich posunięć. Odrzucenie broni, przeskok za mebel i mieszanie alkoholi. Spodziewał się, że to wypali? Naprawdę? Nie był pewny, czego mu w tym momencie gratulować, ale na pewno nie odwagi i pomysłowości. Mieszał trunki na jej oczach i sądził, że to zadziała? I stało się tak, jak się spodziewał. Wyrzuciła to za siebie. Dobrze, że nie w jego kierunku! Nie chciałby być oblany tym. I zaraz po tym Vera postanowiła zrezygnować z obicia mu mordy. Ku zdecydowanie jego lekkiemu rozczarowaniu! Wbrew pozorom, potrafiła kontrolować własne emocje lub uznała, że nie jest godny tego. Podejrzewał bardziej to drugie. Jeszcze kwestia w jakim stopniu. Następnie rzuciła prawdziwą sensację. Podała w złości własne nazwisko, a także to, czym się zajmuje. Był pod lekkim wrażeniem, bo spodziewał się, że zajmuje się szmuglerstwem, a tu proszę! O wiele bardziej niebezpieczny zawód. Choć nie pomylił się zbytnio w swoich założeniach. To, co jego starsza kopia przegapiła, dla niego było aż nazbyt oczywiste. Telion zdecydowanie miał szczęście, bo gdyby zaczęła go lać, postawiłby kilka zębów na to, że długo jego matka by go nie poznała. Wtedy też kapitan Umberto, wychodząc z tejże sali, powiedziała do niego kilka słów. Odpowiedział jej delikatnym uśmiechem i skłonił głowę. Nie było potrzeby odpowiadania, bo zrozumiał aluzję, którą mu rzuciła. Tu właśnie wychodził odrobinie jego prawdziwy charakter. Dlatego zrazu przywołał się do porządku. Jeśli dojdzie do ich kolejnego spotkania, będzie ono zdecydowanie ciekawsze. Obserwował, jak opuszcza salę i poczekał, aż kroki ucichnął, a następnie skierował słowa do mężczyzny.
- Umiesz sobie radzić z kobietami, nie ma co. - Nie ukrywał sarkazmu we własnym głosie. I tak miał o wiele większy ubaw, niż się spodziewał. On sam nie był zbyt emocjonalny, ale w przypadku jego własnej kopii tu było coś innego. Takie zachowanie dla niego prezentowała osoba bez wykształcenia lub piętnasto-wiosenny szczeniak o wybujałym ego. Choć nie interesowało to zbytnio, jakim typem był, to wyperswadował sobie jeden pomysł z głowy. Lekko go intrygowało, czy to, co teraz powie, będzie zgodne z tym, co wyobrażał sobie po jego dotychczasowym zachowaniu.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Sala Leszego

43
POST POSTACI
Telion
Kropla goryczy została przelana. Vera już na dobre przestała nad sobą panować. Brakowało, tylko żeby zaczęła rzucać stołkami i taborecikami. Jej niepohamowany gniew, jaki wyrażała, śląc w stronę mężczyzny wiele mnogich przekleństw i krzykiem wygłaszając swoje stanowisko, odbijał się w jego reakcji, niczym szmaciana lalka odbija się od ściany, gdy rozzłoszczone dziecko postanawia w ten sposób uwidocznić swoje niezadowolenie. Czy stan jej był w rzeczywistości wyłącznie jego winą czy też jakimiś przeżyciami, jakich doświadczyła, ciężko mu było określić. Wiele z tego, co usłyszał, nigdy nie padło z jego ust, a nawet w pewnych częściach, nie miał niczego złego czy ubliżającego na myśli. A to, że został zrozumiany na opak, na to nie mógł już nic poradzić.

Próba przemówienia do rozjuszonej niczym ranny byk kobiety spełzła na niczym. Pokojowa fajka lub w tym przypadku szklanka bliżej nieokreślonej mikstury, została roztrzaska w drobny mak. Jakby i inaczej.
Co więcej, zostanie okrzykniętym mianem męskiej pizdy, która chowa się za meblami w pewnym sensie nawet i go rozbawiło. Telion brzydził się bezsensowną przemocą. W jego mniemaniu, jeśli chciało się z kimś stanąć w szranki, należało to zrobić z ostateczną konsekwencją, czyli pozbawienia przeciwnika życia, co zresztą już nie raz przyszło mu udowadniać. W Verze natomiast nie widział, aż takiej chęci wymierzenia swojej racji stanu. Owszem, zapewne ta nie omieszkałaby przemeblować mu twarzy, ale też nie widział w jej oczach morderczych zamiarów. Po cóż więc miałby się fatygować i rozstrzygnąć spór po męsku. Szkoda nerwów i zdrowia na taką głupotę. Chociaż... gdyby ów pani kapitan przyznałaby się wcześniej do swej prawdziwej profesji, nim toporek znalazłby się poza jego zasięgiem, być może, że zrobiłby z niego praktyczny użytek. Skoro należała do grona morskich szabrowników, za jej głowę zapewne wyznaczono sowitą nagrodę. Może wtedy Ulis wreszcie ruszyłby swoje szanowne cztery litery? Wszakże, jeśli to, co mówił, okazało się prawdą, zapewnienie bezpieczniejszych ścieżek handlowych i to nie istotne czy lądowych czy wodnych, w pewnym sensie leżało w jego gestii...ale kto go tam wie co, mu w głowie siedzi i jakie ma priorytety.

- Ano - przyznał otwarcie, wypuszczając przy tym ciężko powietrze z płuc. - Uwierzyłbyś, że przebywał z nami przestępca? - marynarz zmienił z nagła temat.

Odczekawszy chwilę w celu upewnienia się, że rozgoryczona pannica nie postanowi wrócić, wyszedł spoza bezpiecznego obrębu, po czym udając się na pierwotnie zajmowane miejsce, zawiesił wzrok na bliżej nieokreślony widok za okienkiem.

- Nie radzę sobie z żadnymi interakcjami międzyludzkimi - odparł po niedługiej chwili, nie przenosząc jednak spojrzenia na swoją młodszą kopię. - Dwa lata samotnej tułaczki i następne dwa w ściśle określonym gronie załogi zrobiły swoje - zaczął mówić z pełnią powagi i bez jakichkolwiek wyczuwalnych emocji. - A wystarczyło wrzucić między bajki opowiastkę o zaklętej mapie lub w najgorszym wypadku siedzieć na zamku u wuja i zostać książątkiem - wymamrotał na tyle cicho i niezrozumiale, że tamten nie miał możliwości, by cokolwiek sensownego usłyszeć. Więcej nic nie powiedział. Uznał bowiem, że nie warto zawracać głowę Ibrerta łzawą historyjką o swoim marnym losie odkąd skończył dwadzieścia cztery lata, czego skutek można zaobserwować w jego aktualnym zachowaniu.

Sala Leszego

44
POST POSTACI
Ibrert Ulis
Odpowiedz mężczyzny była w kontekście, jakim co prawda się spodziewał. Nie zareagował specjalnie na to, że widmo śmierci nie wisiało już nad nim, a wyjście kobiety dla niego było niczym oczywista oczywistość. To aż prosiło się o jakiś komentarz, ale po dłuższym zastanowieniu, nic nie zyskałby na tym. Nawet własnej satysfakcji. Zdecydowanie dalej było o wiele lepiej, bo wszak nie wiedział z kim ma naprawdę do czynienia. Oczywiście przez myśl mu nawet nie przeszło, aby się zdradzić, aczkolwiek może jakaś mała część jego duszy zastanawiała się, jakby zareagował. Zwłaszcza że to była typowa zmiana tematu. Napił się drugiego piwa, bo pierwsze dawno już skończył. Zrobił to, by ukryć uśmieszek, jaki pojawiłby się za chwilę.
- Karczmy goszczą wiele różnych indywiduum. I tych dobrych i złych. - Stwierdził to tak, jakby była to oczywista oczywistość. Miało to zabrzmieć całkowicie neutralnie, nie chcąc tyle rozwodzić się nad tym przeznaczeniem życia. Oczywiście nie oznaczało to, że zamierzał porzucić ten temat. Może przypadkiem wyciągnie jeszcze inna ciekawą informację, choć pewnie tej nie przebije.
- Przecież drobnych złodziejaszków spotkasz bez liku. Pilnowanie sakwy to powinność, bo rach-ciach i uświadamiasz sobie, że przepadł twój utarg. - Westchnął przy tym ciężko, jakby przeżył coś takiego i doskonale wiedział, o czym mówi.
- Ale faktycznie, ciężko mi dać wiarę, że siedziała między nami piratka. I to nie taka zwykła. - Przyznał po dłuższej chwili milczenia, jakby zastanawiał się, czy powiedzieć, to, co myślał. - Już i tak miejsce jest dziwne, więc nawet nie wiem, czy wierzyć, mimo tego, że rozmawialiśmy z nią razem. Choć, może to wszystko jest snem. Dziwnym i nietypowym, ale wciąż snem? Skąd mamy wiedzieć, co jest prawda, a co sennym wyobrażeniem? - Wstał i zjadł paszteciki. Były smaczne, ale zdecydowanie zyskał to, co potrzebował i mógł ewentualnie wykorzystać później. Dalsza jego obecność będzie marnowaniem czasu.
- Sam nie wiem, czy nie jestem zwykłą senną iluzją, ale nawet jeśli, to pozostaje po prostu pogodzić się z faktem, że zniknę. Na odchodne pozwól, że zadam ci pytanie. Jeśli faktycznie jestem jedynie twoim wytworem sennym z lat młodości, to co chciałem ci przekazać? Może, że to, co utraciłeś, możesz odzyskać? Zastanów się nad tym. - Wziął swój płaszcz i ubrał się, gotów do wyjścia. Skoro Vera wydawała się opuścić ten przybytek, to on może także być w stanie? Trzeba sprawdzić.
- Także, żegnaj moje starsze ja. - I Wyszedł z sali oraz karczmy na powrót do swego świata. Musi parę spraw przeanalizować i spróbować jakoś na nie zareagować.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Sala Leszego

45
POST POSTACI
Telion
Telion z uwagą przysłuchiwał się temu, co mówił do niego Ulis, przytakując co pewien czas na znak tego, że w tej akurat kwestii się z nim zgadza. Świat był pełen różnorakiego szubrawstwa. W każdym mieście, na każdej ulicy szło wpaść na kogoś, kogo intencje nie były do końca, o ile w ogóle czyste. Nic więc dziwnego, że w miejscy jak tym, pojawił się osobnik spod ciemnej gwiazdy i to akurat ten, który zarówno jednemu, jak i drugiemu mężczyźnie najbardziej mógł zaszkodzić podczas ich wędrówek. Cóż za przypadek.

Drugą część wypowiedzi Ibrerta potraktował już nieco bardziej po macoszemu, ale również nie lekceważąc zupełnie jego domysłów o rzekomej sennej iluzji, na jaką się oboje natknęli i częścią, której sam był. W porównaniu do młodszej wersji siebie Telion nie uważał, aby wszystko to było zaledwie ułudom. Wszakże wytwór wyobraźni nie posiada samoświadomości, a w tym przypadku, wszyscy dobrze zdawali sobie sprawę z własnej egzystencji, lecz tejże tezy nie wygłosił na głos, nie mając zupełnej ochoty na rozważania filozoficzne.

- "Może, że to, co utraciłeś, możesz odzyskać?" O czym ty...
- nie bardzo wiedząc dlaczego, ożywił się na tę myśl, zrazu chcąc dokładniej o to wypytać, ale zanim to zrobił, znów pozostał sam ze sobą. Jego nietuzinkowe towarzystwo go opuściło.

I znów nastała cisza, przerywana cichymi trzaskami dopalającego się w palenisku drwa. Nawet gospodarz postanowił więcej się nie pokazywać lub pobiegł w najlepszym przypadku po straż, słysząc za drzwiami, że szykuje się na rozróbę, do której nigdy nie doszło.

- Oj Ulisie - westchnął, wypuszczając ostatnie kłęby tytoniowego dymu z płuc. - Jak mam odzyskać coś, skoro wszystko to, postanowiło mnie opuścić z własnej woli? - zadał to pytanie, nie oczekując na nie odpowiedzi.

Siedział w milczeniu i osamotnieniu jeszcze przez moment, by w końcu się podnieść. Zarzuciwszy swój wysłużony płaszcz przez ramię, poustawiał krzesełka i stoliki na swych pierwotnych miejscach, po czym rzucając krótkie słowa podziękowania za gościnę, w sumie nie wiadomo komu, wyszedł z izby, zamykając delikatnie za sobą drzwi.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Chatka na Kurzej Nóżce”