Sala Południcy

16
POST POSTACI
Krinndar
Wychowawany w świątyni Krinndar nauczony był pewnego sposobu wysławiania się, ale również prawienia komplementów. Gdy słuchał rozmów kapłanek i wyznawców Krinn, podłapał manierę, którą prezentował nowopoznanym. Stwierdzeniem na wyrost byłoby uznanie, że również potrzeba bliskości była jego wymysłem. Póki jednak zarówno Awaren, jak i Paria nie wyrażali się negatywnie o jego potrzebach, zamierzał korzystać!

Ostatecznie jedna z jego dłoni spoczęła na plecach Awarena, a druga w dłoni Parii. Tak było dobrze. Uśmechając się do obojga, oparł łokieć na blacie stołu, by było mu wygodniej.

- Nawet w Taj'cah słuchanie ciebie to prawdziwa okazja! - Pochwalił Parię, by nie umniejszała sobie za bardzo. - I przyjemność. Nie daj się prosić, kochany. - Zagruchał w kierunku wysokiego kuzyna.

Musiał porzucić temat i skupić się znów na bardce, gdy ta postanowiła wyplątac palce z przyjemnego uścisku i zaprezentować swoje umiejętności. W pierwszej chwili Krinndar wystraszył się ruchomych cieni! To nie było naturalne, ale zdecydowanie straszne!! Otworzył lekko usta i odruchowo przysunął się do Awarena, ale potem przypomniał sobie, że to Paria była odpowiedzialna za te dziwy! Nic im nie groziło!

- Ojej, mogą dotykać rzeczy?! - Ucieszył się, widząc, jak butelka przechyla się ku kieliszkowi. - To niesamowite!! Jesteś taka zdolna! - Pochwalił ją, na nowo rozluźniając się, a więc i odsuwając nieco od sąsiadującego z nim elfa. Mając wolną rękę, mógł nawet sięgnąć po kieliszek i w końcu upić swojego wina. - To prawdziwa magia, prawda? Sądzisz, że to miejsce też jest zrobione z magii? - Dopytał, skoro mówiła wcześniej, że karczma była nieprawdziwa. - I jaka jego wysokość? Jesteś rycerzem? Jak mój Leo? - Zwrócił się do Awarena. - Wyglądasz na rycerza!

Sala Południcy

17
POST POSTACI
Awaren
Czy miejsce, w którym się znajdowali, rzeczywiście mogło nie być prawdziwe? Zdaniem Awarena, wydawało się bardzo prawdziwe. Niepokojąco wręcz realne, namacalne i przysparzające bólu, kiedy spróbował go sobie zadać dla ocucenia. Tak, czuł w nim coś więcej. Coś, co nie do końca potrafił określić i co dodatkowo przysparzało mu nerwów. Jedynym, dość sporym, prawdę mówiąc plusem było to, że mimo iż minęło już sporo czasu, wciąż nikt i nic nie próbowało mu grozić! Wbrew pozorom, było to naprawdę zadziwiające!
Splatając i rozplatając nogi pod stołem, w dobrej wierze pokiwał żywo głową na propozycję występu. Poniekąd zrobił to, aby nikogo przypadkiem nie prowokować, poniekąd-... Z ciekawości? Być może nawet zwyczajnej chęci usłyszenia czegoś, co nie było warczeniem, sprzeczkami, zgrzytaniem ostrzy, szelestem pergaminu i dźwiękiem własnego głosu, gdy przychodziło mu prowadzić monologi z samym sobą.
- O-Oczywiście! - potwierdził również werbalnie, z trudem powstrzymując się przed próbą odsunięcia od Krinndara na bezpieczną odległość długości ramienia. - Jak mógłbym odmówić? To prawdziwy zaszczyt, otrzymać okazję do posłuchania muzyki z dalekich Wysp!
W muzyce z Urk-hun było... Za dużo bębnów. Za dużo łomotania i tupania, zwłaszcza gdy do tego tańczono. Nie, żeby narzekał! Absolutnie! Nie! Nigdy! Nie odważyłby się! Po prostu czasem brakowało mu odmiany! Każdemu mogło!
Gdy Paria postanowił im pokazać, na czym polegały jej nauczania, Awaren nie spodziewał się zobaczyć popisu magicznego. Na moment cała sprawa z przeniesieniem się na drugi koniec znanego świata przestała mieć znaczenie. Czując się, jakby wrócił na Akademię, gdzie nowicjusze wciąż wymieniali się nowymi, nawet najdrobniejszymi osiągnięciami i postępami w swoich umiejętności, wychylił się praktycznie automatycznie do przodu. Szeroko otwartymi oczyma obserwował ruchy cienistego tworu od początku do końca, kręcąc się to w prawo, to w lewo, aby lepiej móc się przyjrzeć z każdej dostępnej perspektywy.
- Ah... - wydał z siebie nieco zawiedziony, kiedy cienie zniknęły. Zaraz jednak przywołał się do porządku i przyklasnął kobiecie z dużo mniej wymuszonym uśmiechem. - Kontrola cienia! Fascynujące! Mówisz, że jesteś nowicjuszką? Powinnaś być z siebie dumna! Rozpoczynanie nauczania w późniejszych latach nigdy nie jest łatwe! Musisz być naprawdę uzdolniona! Choć zgodzę się, że inkantacja z pewnością wiele by ułatwiła w przypadku kontroli - pochwalił, wielce żałując, że jego specjalizacja ima się zupełnie innych technik. Jak użytecznym mogłaby być kontrola własnego cienia w warunkach pałacowych! Myszkowanie dookoła stałoby się jeszcze łatwiejsze!
Mina nieco mu zrzedła, kiedy obydwoje, jak jeden mąż, zaczęli zadawać mu pytania, na które nie był pewien, czy chce odpowiadać.
- Umm... - wydał z siebie i opuścił wzrok na kielich z winem, który okazał się nagle bardzo interesujący. Właściwie...! Tak, był niezwykle interesujący! Dlatego też postanowił schować za nim część twarzy, upijając drobny łyk. Drugi. Trzeci. Jego tolerancja alkoholowa nie nadmiernie imponująca, toteż ugrał w ten sposób zaledwie kilka sekund. Przynajmniej trunek był naprawdę smaczny. - Cóż... To trochę... Skomplikowane? - zaczął kulawo. - Oczywiście żaden ze mnie rycerz! Hahaha?! - z której niby strony miał go przypominać?! - Wiem, którą stroną trzymać miecz i to tak naprawdę wszystko? Jestem-... - zaszurał nogami o podłogę, wpatrując się nadal w wino w kielichu. - Kimś w rodzaju skryby...? Może, ah, doradcy? Uh, a-asystenta, doradcy i sługi przyszłego cesarza Urk-hun? Nieoficjalnego asystenta nieoficjalnego wciąż cesarza, ma się rozumieć! Nie jestem dostatecznie ważny, ale... Rozumiecie, że zniknięcie kogoś, kto wie za dużo, jest podejrzane i źle odbierane? Z wielu powodów.

Sala Południcy

18
POST POSTACI
Paria
Krinndar był bardzo miły i Paria nie była w stanie powstrzymać uśmiechu, jaki samoistnie wypełzał na jej usta, gdy słyszała komplementy. Zawsze dobrze było usłyszeć pochwałę umiejętności, nad którymi ciężko pracowało się przez tyle lat. Nie zakładała, że osiągnęła już najwyższy poziom z możliwych, cały czas się rozwijała, ale dobrze wiedziała też, że jest naprawdę dobra w tym, co robi - lubiła więc być doceniana.
- Faktycznie, to dla ciebie będzie pewnie dość... egzotyczne - przekręciła lekko głowę, przyglądając się Awarenowi. Skąd ktoś taki wziął się w Karlgardzie? Czy to nie było miasto zamieszkane głównie przez orków? To musiała być ciekawa historia, ale postanowiła poczekać jeszcze, zanim zacznie zadawać takie pytania. Kamelio skutecznie nauczył ją, że nie zawsze zainteresowanie czyjąś przeszłością jest mile widziane i dobrze się kończy. To znaczy... dla niej się właściwie skończyło, ale nie wiedziała, jak było w tym przypadku. Sięgnęła po lutnię i oparła ją o kolano, po cichu zabierając się za jej strojenie. Nie przerywała rozmowy, ale równie dobrze mogła to zrobić już teraz; skoro chcieli jej posłuchać, nie było na co czekać.
- Bardzo wam dziękuję - odpowiedziała Krinndarowi z szerokim uśmiechem, a potem przeniosła swoje jasne spojrzenie na wysokiego. Wzruszyła lekko ramionami. - Ale nie wiem, czy bycie uzdolnioną, czy też nie, ma tu jakiekolwiek znaczenie. To coś, z czym się urodziłam, więc nie miałam na to żadnego wpływu. A teraz... mam po prostu dobrego nauczyciela. Ty też masz coś wspólnego z magią? - spytała Awarena, bo jego słowa sugerowały, że wie, o czym mówi. - Myślałam o inkantacji, ale nie potrafię wymyślić niczego, co nie brzmiałoby infantylnie, albo czegoś, czego nie powiem niechcący w rozmowie z kimś innym. Jeśli chcecie mi pomóc, chętnie przyjmę sugestie - zaśmiała się.
Jedna, uporczywa struna, nie chciała dać się naciągnąć. Uniosła lutnię i docisnęła kołek, wkładając w to więcej siły.
- Myślę, że tak, to miejsce jest stworzone z magii. I całkiem możliwe, że nie jest ani w Karlgardzie, ani w Taj'cah. Może jest... nigdzie. Zawieszone w innym świecie. Jeśli tak jest, mam tylko nadzieję, że jednak będziemy mogli stąd wyjść - zażartowała, choć wizja utknięcia tutaj na zawsze była co najmniej niepokojąca. Postanowiła nie myśleć o tym na razie. - Ale póki co, mam miłe towarzystwo i przynajmniej mogę dla was zagrać... jak się nastroję. Kim jest Leo?
Gdy potem słuchała opowieści Awarena, jej brwi z chwili na chwilę wędrowały coraz wyżej. Siedziała tu z doradcą przyszłego władcy Karlgardu? Jak do tego doszło?! Magia, która ich tu wszystkich ściągnęła, musiała być nadzwyczaj potężna. Libeth zamarła na moment, z lutnią nastrojoną do połowy.
- Och - powiedziała tylko, milknąc potem na kilka długich uderzeń serca. Ona już raz zniknęła, więc miała w tym wprawę. Znów się będzie musiała tłumaczyć, ale tym razem przecież nie zwiedzała kanałów i nie walczyła z wielkimi robalami, tylko siedziała sobie w miłym towarzystwie. Przynajmniej nie było tak źle, jak poprzednim razem. Sięgnęła po butelkę i pochyliła ją nad kielichem Awarena, uzupełniając go ponownie.
- Może za chwilę to się skończy i wrócisz - pocieszyła go. - Zresztą, jaki masz na to wpływ teraz? Skoro jesteś tak poważaną i tak zajętą personą, na twoim miejscu skorzystałabym z chwili, w której za nic nie musisz być odpowiedzialny. Co z tego, że wiesz za dużo? Nam to i tak nic nie powie. Ja nawet nie pamiętam, jak się cesarz nazywa - machnęła niedbale dłonią.
Obrazek

Sala Południcy

19
POST POSTACI
Krinndar nie miał pojęcia o magii. Przyglądał się to Parii, to Awarenowi, by po chwili znów przenieść wzrok na Parię. Uśmiechał się, robiąc minę do niezbyt złej gry! Cieszył się ich szczęściem, gdy elf chwalił bardkę.

- Każdy mógłby naczyć się magii? W każdym wieku? - Podpytał, nie wiedząc, czy dobrze zrozumiał słowa Awarena. - Jeśli tylko się z tym urodziło? - Spojrzał na swoje dłonie, niewielkie, o raczej krótkich, pulchnych palcach; słyszał, że są magiczne, jednak o inną magię chodziło. Nie miał czasu się nad tym zastanawiać. - Nie wiem, jak powinno budować się inkantacje... Przepraszam, nie umiem pomóc.

Co gorsza, słowa Awarena nie powiedziały mu wiele więcej! Kiri zauważył, że jego wysoki kuzyn miał tendencję do wyrażania się w bardzo zawiły sposób, jakby jedną, krótką myśl musiał obudować w cztery zdania, przy czym w połowie wypowiedzi zmieniał tok myślenia! Wysocy byli zdecydowanie dziwni!

- Uch... to skoro nie jesteś rycerzem, a skrybą, tooo... jak to jest być skrybą? Dobrze? - Zapytał, starając się brzmieć na przekonanego własnym pytaniem. - I to dla cesarza? Ale przyszłego...? To znaczy, syna cesarza? - Próbował poukładać sobie w głowie informacje przekazane przez Awarena. - To jak książę?

Paria zadała kolejne pytanie, bardzo trafne. Kim był Leo? Cóż, rycerzem. Kim jeszcze?

- Leo jest... porywaczem? - Powiedział z wahaniem, jakby jego odpowiedź dziwiła jego samego. - Och, na boginię. On mnie porwał! Powtórzył, a zabrawszy ręce z Awarena i Parii, przesunął nimi po własnych policzkach. - Może zrobił to po raz drugi? I teraz... teraz dlatego jestem tu z wami? - Szybki był do wyciągania wniosków. - Może porwał też was?!

Panika narastała.

Sala Południcy

20
POST POSTACI
Awaren
Muzyka była dobrą odskocznią. Być może cała ta sytuacja nią była. Przynajmniej na razie.
- Gdy rzecz tyczy się magii, wszystko może mieć znaczenie - odpowiedział z werwą i pewnością, której często mu w tych czasach brakowało. Przyjemna odmiana. A skoro Krinndar również wykazał swoją dozę zainteresowania, nic nie przeszkadzało mu, by kontynuować. - Naturalne predyspozycje to coś, bez czego nie da się jej wykrzesać, a tym bardziej poskromić - wyjaśnił. - Reszta to już kwestia zdobycia odpowiedniej wiedzy, szlifowania zdolności oraz sporej ilości wysiłku. Cieszę się, słysząc, że Archipelag najwyraźniej nie patrzy krzywo na osoby, które swój prawdziwy talent przebudzają w nieco późniejszym wieku, a i daje im możliwość na indywidualne kształcenie. Ah... Przepraszam, jeśli zanadto się rozgadałem! Dawno nie miałem styczności z przyjazną twarzą po fachu. Przed dwunastoma laty skończyłem nauki na Akademii Sztuk Magicznych w Nowym Hollar. Moja magia może jednak nie być aż tak widowiskowa...
Nie wszędzie na kontynencie piętnowano samouków, ale Sakirowcy mieli wciąż mocne pływy, które odbijały się echem na licznych terenach. Na dzikich magów, czy też magów bez oficjalnych licencji, reagowało się więc często negatywnie w wielu miejscach. Podobnie było z tymi, którzy późno przejawili swoje zdolności, a tym samym łatwo zostawali odrzucani przez uniwersytety i akademie, co zdaniem Awarena było dość prymitywnym i zwyczajnie aroganckim podejściem. Paria miała zatem jego zdaniem wielkie szczęście.
- Jeśli inkantacja we wspólnym języku wydaje ci się problematyczna, być może zapożyczysz ją z innego? - zaproponował, gdy Krinndar nie wydawał się na nic wpaść. Trudno go zresztą za to winić, skoro temat był mu raczej obcy.
Słysząc, jak osławiona śpiewaczka kontynuuje temat bardzo prawdopodobnie magicznego przybytku, Awaren jedynie jęknął w duchu. Nie chciał myśleć o tym, jak potężna musiała być magia będąca w stanie stworzyć coś takiego. Właśnie dlatego jeszcze raz postanowił zamoczyć usta w kielichu. Pracy nie ubędzie mu tylko dlatego, że pozwoli sobie utknąć w międzywymiarowej karczmie! ...Chociaż wino mieli tu zacne, to trzeba było przyznać. Złapał się nawet na tym, że instynktownie podłożył naczynie pod oferowaną mu dolewkę. Ekhm! Skoro praca i tak czekała licho wie gdzie i nikt go na niczym póki co nie przyłapie, nie miało znaczenia, że po raz pierwszy od kilku miesięcy napije się czegoś mocniejszego, niż maksymalnie rozcieńczonego, półsłodkiego, karlgardzkiego wina, tak?
- To nie ma tak, że dobrze, albo że niedobrze - westchnął w odpowiedzi na pytanie Krinndara. - Jest... Potrafi być... Nużąca? Nie zrozum mnie źle, nie mam nic przeciwko wypełnianiu niekończącej się ilości dokumentów i odpisywaniem na równie dużą ilość listów, niezależnie od tego, jak nieistotne by były i jak bardzo paliłaby czasem w oczy ilość błędów w ich treści. Oszczędza mi to sporo z późniejszym poprawianiem błędów po innych i dochodzeniami przez liczne nieścisłości-... - uciął, zanim zdołał zapędzić się z narzekaniem na słabą piśmienniczość i znajomości matematyki co poniektórych. Że o tendencjach do przeinaczania i przekłamań w kwestii liczb oraz faktów nie wspominając. Łatwiej było mu teraz radzić sobie z korupcją i jej pochodnymi, ale nieco ciężej z czasem na zbieranie innych informacji na własną rękę. - Przepraszam najmocniej, zapędziłem się! To musi być dla was dość nudny temat... Ale tak, pracuję dla... Dla księcia - przycichł na moment, zanim zdecydował się kontynuować. - Jednego z wielu cesarskich synów, ale z całą pewnością posiadającego największy potencjał - dodał z tą rzadko niezmąconą pewnością w głosie.
Jaka szkoda, że ten sam książę uparcie wolał trzymać się przyziemnych wygód aniżeli spełniania się w roli, która tak świetnie mu pasowała.
- ...zawsze pod górkę - mruknął szeptem do samego siebie, po czym spojrzał z nową dawką niepewności i dezorientacji na elfa obok. - Więc ten "Leo", to rycerz... I porywacz? - dopytał zaalarmowany, a jednocześnie niezdrowo szczęśliwy, że nie tylko na niego spadała czasami głupia rola ofiary. - To chyba dość... Niecodzienne, prawda? Rycerze powinni raczej uwalniać porwanych, aniżeli porywać, jeśli doprze pamiętam? Czy może Archipelag rządzi się zupełnie innymi prawami? - zapytał odrobinę żartobliwie, aby przynajmniej częściowo ukryć nowo przebudzoną nerwowość. Patrząc jednak logicznie, czemu jakiś przypadkowy, zbłąkany rycerz, miałby porywać kogoś takiego, jak on? Archipelag miał dobre kontakty z Karlgardem!

Sala Południcy

21
POST POSTACI
Paria
- Skończyłeś Akademię...! - powtórzyła z podziwem. Nie znała nikogo takiego. Nawet Kamelio posiadł swoje umiejętności dzięki indywidualnym lekcjom. Może Kamelia...? Nigdy nie pytała. Skończyła stroić instrument i pochyliła się do Awarena, uśmiechając się do niego szeroko. - A co potrafi twoja magia? Pokażesz nam? Albo opowiesz, przynajmniej? Na Archipelagu nie ma zakonu Sakira, jeśli o to ci chodzi - machnęła niedbale dłonią i sięgnęła po swój kielich, by zwilżyć gardło. - Słyszałam o nich. Ostrzeżono mnie, kiedy rozważałam odwiedzenie kontynentu. Szybko doszłam do wniosku, że sława na wyspach mi jednak wystarczy. Tu przynajmniej nikt nie traktuje mnie jak wynaturzenie. A inkantacja w innym języku to świetny pomysł! Znam wasz język odrobinę. Może mój... nauczyciel mi z nią pomoże, też jest elfem.
Odstawiła naczynie i sięgnęła do miski z orzechami, które ktoś przyniósł im w międzyczasie. Nie była pewna kiedy; chyba była zbyt skupiona na rozmowie. Jej dłoń jednak zatrzymała się w połowie ruchu. To nie było mądre, nie przed śpiewem. Zje sobie później. Roześmiała się, gdy wysoki uznał, że to, o czym mówi, musi być dla nich nudne. Nie umiała zliczyć ile razy wysłuchiwała jeszcze nudniejszych relacji z wypełniania dokumentów, z czystej sympatii do wypełniającego.
- Nie jest tak źle - uspokoiła Awarena, przekrzywiając lekko głowę i podpierając ją na ręce. - Nie masz zbyt często okazji ponarzekać na swoją pracę, hm? Wątpię, żeby orkowie podzielali twoje oburzenie względem błędów gramatycznych. A książę? Jaki jest?
Gdy wyobrażała sobie następcę tronu, nawet miasta tak brutalnego w jej wyobrażeniu, jak Karlgard, przed oczami miała dumnego orka w pięknie zdobionej, skórzanej zbroi. Całkiem przystojnego też, o ile orka można było w ten sposób w ogóle określić. Pełnego dumy i powagi, naturalnie wywołującego respekt. Wizja w jej głowie brała się oczywiście z pieśni i literatury, często będącej absolutną fikcja, ale nic nie mogła na to poradzić. Bycie doradcą, czyli prawą ręką kogoś takiego, musiało wiązać się z ogromnym szacunkiem. Cóż, Libeth, która nie miała skąd wiedzieć, jak wygląda rzeczywistość, z całą pewnością była pod wrażeniem.
Z tego krótkiego zamyślenia wyrwały ją słowa Krinndara. Wyprostowała się, a jej brwi powędrowały w górę.
- Porwał cię? - powtórzyła. - Cóż, ja nie znam zbyt wielu tutejszych rycerzy, ale chyba żaden nikogo nie porywa. Dlaczego to zrobił?!
Rozejrzała się. Nic nie sugerowało, by ich wolność była tu w jakimkolwiek stopniu ograniczona. Pewnie gdyby spróbowała wyjść, obudziłaby się z powrotem u siebie, ale nie chciała próbować - nie dopóki dla nich nie zagra. Sięgnęła po butelkę i ponownie uzupełniła kielichy elfów. Byli zdecydowanie bardziej nerwowi, niż ona, potrzebowali rozluźnienia.
- Ja się z całą pewnością nie czuję porwana - zadecydowała.
Obrazek

Sala Południcy

22
POST POSTACI
Krinndar
Kiri zaczynał tracić wątek w rozmowie o czarach. Owszem, słuchał, ale temat nie dotyczył go ani trochę, więc miał problem, by skupić się na słowach Awarena. Za to doskonale skupił się na kieliszku przed sobą! Wino był dobrej jakości i przyjemnie się je piło. Zresztą, głos Awarena, nawet jeśli był szumem w tle, również brzmiał nienajgorzej. Pasja w jego słowach była wyczuwalna na pierwszy rzut... ucha? więc nie narzekał. Nie miał serca przerywać komuś, kto opowiadał z takim zaangażowaniem. Paria również wydawała się wczuwać w wymianę opinii na temat zaklęć, więc im nie przerywał.

- Mówcie, mówcie dalej, przyjaciele. - Zachęcił ich z uśmiechem. Zresztą, również temat skrybania (?!) był dla Awarena czymś, przy czym się rozgadał! A Paria też nie miała nic przeciwko. - Przyjemnie słucha się kogoś, kto ma coś mądrego do powiedzenia. I tak, tak! Musisz nam pokazać swoje zaklęcia. - Zaczarował, samemu starając się odgonić własne myśli od Leosa.

Bo kim właściwie był Leos i dlaczego, tak naprawdę, go porwał? I jak skończyła się ta przygoda? Kiri bardzo, ale to bardzo starał się sobie przypomnieć, jednak nie potrafi, gdy wspomnienia zaszły mgłą... a może wcale ich tam tak naprawdę nie było? Odstawił kieliszek i przeczesał włosy palcami.

- Tak właściwie, to nie znam do końca elfiego... wychowałem się w świątyni, a moja mama jest człowiekiem. Adoptowana mama. - Uściślił, żeby nie było niedopowiedzeń. I choć pod Krinn służyły również elfki, to ledwie liznął języka swoich przodków. - Właśnie, właśnie. Jaki jest książę? - Podłapał pytanie Parii, przenosząc wzrok na bardkę. Jego wyobrażenia były podobne: książę nie mógł być nieatrakcyjny! - A Leo... Ach, Leo, rycerz, porywacz, ale taki przystojny! - Jęknął, jakby ta ostatnia cecha była największym z grzechów wspomnianego Leopolda. Opadł na stół, składając przed sobą ramiona, a z kolei na nich oparł głowę. - I nie ma za grosz wyczucia! To dlatego tak wyszło! - Zamarudził w stronę blatu. - Nie zdziwię się, jeśli to też jego sprawka! Służy swojemu panu, który jest blisko króla... Mmm, tak, pewnie to dlatego. - Skończył koślawo, nim wspomniał Sebelliana. Nie mógł wszem i wobec zdradzać tożsamości darczyńców świątyni. Wielu wolało zachowywać to dla siebie. - Paria będzie grać, Awaren pokaże zaklęcia... Też chciałbym się czymś pochwalić! - Postanowił, ale żaden z jego talentów nie wydał się odpowiedni. Nie śpiewał tak dobrze jak bardka, nie grał na niczym prócz grzechotek i bębenków, aktorstwo nijak nie mogło mu się przydać w takiej chwili, tak jak rękodzieło! A darów ofiarowanych przez Krinn wolał nie oferować, jeszcze nie. Noc była za młoda, a towarzystwo za mało rozluźnione. - Ach, bogini...

Sala Południcy

23
POST POSTACI
Awaren
Ilość okazywanej mu z dwóch stron uwagi oraz zainteresowania wystarczyła, aby jego policzki przyozdobił koniec końców niespotykany z reguły rumieniec.
- Uh, umm... - tym razem zabrakło mu na moment słów nie z winy nadmiernego przejęcia lub stresu (które działały na niego zupełnie odwrotnie, warto nadmienić), ale dlatego, że poczuł się odrobinę onieśmielony. Nie wiedział, że wciąż tak potrafi! - Mo-Moją główną specjalizacją ciężko się pochwalić bez, ah, odpowiednich warunków - odparł wreszcie, drapiąc się jednym palcem po czubku nosa - Dopóki żadne z nas nie skaleczy się lub czegoś nie złamie, dla przykładu - uściślił. - Leczę wszechstronnie, czerpiąc z żywiołu wody. Poza tym, mogę... Stworzyć swojego sobowtóra? To niestety odrobinę bardziej skomplikowany proces! Nie tyle zaklęcie, co rytuał. Nie zadziała bez odpowiednich składników, więc... - uśmiechnął się przepraszająco, wiercąc się w miejscu. Oczywiście nie zamierzał nic mówić o czarnomagicznym zaklęciu, które dopiero poznawał i któremu na pewno daleko było do perfekcji. To byłoby trochę... Cóż. Tego typu rzeczy lepiej nie ujawniać bez powodów. Najlepiej wcale. - Z pozostałych, jedyne, które mogłoby robić wrażenie... - urwał, by unieść obejmowany kielich ponad stół. Spojrzał na Krinndara, na Parię, ponownie na Krinndara, by wreszcie cicho zamamrotać pod nosem inkantację zaklęcia - po elficku, dla lepszego brzmienia. Po latach nie robiło już tak naprawdę różnicy, w jakim języku je wymawiał, o ile tylko znaczenie i intencja się zgadzały.
W pierwszej sekundzie jego osoba rozmyła się przed oczami towarzyszy, zaś w drugiej już kompletnie zniknęła. Pozostał jedynie dryfujący w powietrzu kielich, którym poruszył leniwie w prawo i w lewo, a następnie upił jeszcze z jego zawartości, zanim przerwał zaklęcie.
- To jedyne, widowiskowe zaklęcie, jakim dysponuję. Tak sądzę...
Jeśli było coś, czego Awaren był zazwyczaj w sporym stopniu pewny, to były to właśnie jego umiejętności magiczne. Prezentował je jeszcze w warunkach akademickich dość dumnie, lecz teraz? Owszem, wciąż sądził, że był naprawdę dobrym i zdolnym magiem, ale kierunek, jaki w tym obrał, niezbyt nadał się pod wiwaty, o ile akurat nie miał w trymiga uleczyć kogoś, komu wypadały jelita lub kto rzygał krwią na pół metra.
- Oh - wydał z siebie zaskoczony, gdy Krinndar wspomniał o swoim pochodzeniu. -To dość... Interesujące. Miałeś duże szczęście, jak sądzę? - zakończył pytająco, nie będąc do końca pewnym, jak tego typu rzeczy wyglądały na odległych Wyspach. Na kontynencie jednak ze świecą byłoby szukać człowieka, który chętnie przygarnąłby pod swój dach jakiegokolwiek elfa. Chyba że jako maskotkę albo sługę, rzecz jasna. Biedni, Leśni pobratymcy. - Zawsze się zastanawiałem, ale nigdy nie miałem okazji nikogo spytać - jak się żyje elfom na Archipelagu? Wszystkim, nie tylko Wschodnim, mam na myśli! Kwestie takie jak choćby... Represje? Em, nienawiść rasowa?
Polowania na czarownice aka elfy, wciąż niestety było dość modne. Jako Wysoki Elf, osobiście nie musiał się jakoś szczególnie martwić, ale ani Elfy Leśne, ani odwiedzające od czasu do czasu główny ląd Herbii Wschodnie nie mogły czuć się pewnie poza dużymi miastami.
Podpytywany dalej o swoją pracę i księcia, uśmiechnął się odrobinę naturalniej, choć wciąż nieco nerwowo. Wino dopiero zaczynało pomagać mu się rozluźnić.
- Staram się nie narzekać, choć chyba i tak robię to dość często - przyznał z niepewnym, krótkim śmiechem. - Oczywiście wyłącznie, gdy jestem pewien, że nikt inny tego nie usłyszy! Życie wciąż mi miłe! Ah! Wyjątkiem byłaby pewnie Zola, ale ta pół-goblinica nie jest kimś, kto wybiega daleko w przyszłość. Wątpię, żeby rozumiała choć połowę z mojego ględzenia, jeśli mam być szczery - co nie znaczyło, że sobie jej nie cenił. Mówienie do żywej osoby, a mówienie do siebie i pustych ścian było czymś zupełnie innym. - Służba Jego Książęcej Mości, księciu Ushbarowi może i rzeczywiście nie jest łatwa, ale... Wierzę, że to urodzony przywódca i wspaniały wojownik! Został najmłodszym generałem swojej generacji niedługo po tym, jak gołymi rękoma pokonał dwójkę swoich kuzynów, planujących dokonać zamachu na cesarza! - rozkręcając się, zaczął mówić z coraz większą dawką dumy i entuzjazmu. - Ma wszystkie potrzebne cechy, żeby zostać przyszłym władcą! Problem w tym... - uciął i skrzywił się nieznacznie, zanim zmył ten wyraz z twarzy za sprawką kolejnej dawki wina. - Problem w tym, że kompletnie nie jest zainteresowany tym stanowiskiem - bąknął.
Wracając do wina i starając się nie myśleć, jak wielkim bólem w rzyci były jego wieloletnie próby nakierowania Ushbara na właściwy kierunek, nieświadomie rozluźnił ramiona, wsłuchując się tym razem w opowieści drugiego elfa w drużynie.
- Jeśli cię to pocieszy, mój ostatni porywacze nie byli nawet przystojni? - spróbował pocieszyć odrobinę nieudolnie Kiriego, a jednocześnie nie dać się pociągnąć zwyczajowej paranoi. Krinndar nie wyglądał i nie brzmiał jak ktoś, kto orientowałby się, jak działają magiczne więzienia i pułapki. Jeśli rycerz, Leos, o którym wspominał, nie był również magiem, czy nawet czarnoksiężnikiem, raczej nie mógłby ich zamknąć w odciętej od świata gospodzie, potrafiącej połączyć dwie inne części świata. R-Racja? Z drugiej strony, jeśli był blisko króla, był pewnie też blisko królewskich czarodziejów. To już brzmiało złowrogo...
Niepewnie poklepał Krinndara po ramieniu, starając się wyglądać maksymalnie empatycznie. Nawet jeśli szczególnie empatyczny nigdy nie był.
- Każdy posiada jakieś umiejętności. Nie wszystkie muszą być widowiskowe. Moja magia też taka zresztą nie jest.

Sala Południcy

24
POST POSTACI
Paria
Jeśli chodzi o to, jak elfom żyło się na Archipelagu, Paria nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Ot, znała kilku, jedni byli jej bliżsi, innych kojarzyła tylko z widzenia, innym miała ochotę napluć do kubka z herbatą... przychodzili na jej występy, mijali ją na ulicy. Tylko podczas przebywania w szlacheckiej bańce, w jakiej obracała się jej rodzina, nie miała z nimi zbytnio do czynienia. Nie wiedziała do końca z czego to wynika, bo przecież pewną część wyspiarskich wyższych sfer tworzyły także elfy. Nie było im chyba tu źle, nie spotykali się z represjami i nikt na nich nie polował tak, jak podobno polowano na kontynencie... teraz, gdy się tak głębiej nad tym zastanawiała, nie do końca rozumiała, dlaczego w ogóle rozważała opuszczenie Archipelagu i szukanie dla siebie nowego miejsca choćby w Keronie. Nie dość, że z zakonem Sakira mogłaby mieć nieprzyjemne przejścia, to jeszcze co chwilę docierały do niej informacje o wojnie, czy innych prześladowaniach. Może po prostu nie miała wcześniej żadnego celu, który mógłby przyświecać jej w życiu i nie wiedziała już, gdzie go szukać. Teraz znalazła... a raczej on znalazł ją. I nie wyobrażała sobie już, że miałaby zostawić Archipelag za plecami. Może powinna wynająć sobie coś małego na obrzeżach miasta, niedaleko do Domu Śnienia...? Jaki był sens niekończącego się wynajmowania pokoju w Czerwonym Stawie, gdy była to droga zabawa, a ona i tak niezmiennie tam wracała, jak do domu? Na to samo by wyszło, gdyby znalazła mały domek, którym podczas jej nieobecności zajmowałaby się gosposia, czy ktoś. Napiła się wina, przeskakując spojrzeniem z jednego elfa na drugiego i przez dłuższą chwilę tylko się im trochę nieprzytomnie przysłuchując, zatopiona we własnych rozmyślaniach. Wprowadzenie w życie pewnych zmian było tylko kwestią czasu i zdawała sobie z tego sprawę; będzie musiała to przemyśleć... jak już wróci do rzeczywistości.
Oprzytomniała dopiero, gdy Awaren zaczął prezentować swoje zaklęcie. Oniemiała na moment, a potem zaśmiała się i zaklaskała z podziwem, widząc, jak z kielicha ubywa wina.
- To jest mało widowiskowe? - zdziwiła się. - Świetne! Nigdy czegoś takiego nie widziałam! Och, jak bardzo by mi się to przydało te parę lat temu - rzuciła sama do siebie, nie rozwijając jednak tematu.
Podniosła nastrojoną już lutnię i oparła ją o ramię. Leniwym ruchem dłoni odgarnęła z twarzy niesforne kosmyki swoich jasnych włosów, które niezmiennie nie chciały współpracować, nawet gdy poddała się już i nawet nie próbowała ich upinać.
- To musi być strasznie frustrujące. Ale skoro ty widzisz w nim idealnego następcę, to na pewno jest takich osób więcej. Myślę, że to tylko kwestia czasu, jak do Ushbara dotrze, że jego miejsce jest na tronie - pocieszyła Awarena, choć nie miała absolutnie żadnego pojęcia o czym mówi. Nie tylko od szlacheckich wojenek trzymała się z daleka, ale i od ogólnie pojętej polityki. Może dlatego właśnie nie było jej jeszcze dane zagrać przed królem, choć nie zaprzeczała, gdy ją o to pytano.
- Hm... mnie ostatnio próbowała porwać stara szlachcianka - dołączyła do narzekań i choć początkowo uśmiechała się szeroko, to uśmiech ten szybko zgasł, gdy przypomniała sobie, kogo porwała w zamian i jakie przyniosło to konsekwencje. Opuściła wzrok na lisią główkę swojej niezbyt pięknej lutni. - Ale jej machinacje wyszły na jaw. Nie żyje. Przynajmniej tyle dobrze.
Uniosła swoje jasne spojrzenie na Krinndara, szybko spychając nieprzyjemne wspomnienia na tył głowy. Kąciki jej ust z powrotem uniosły się w ciepłym uśmiechu. Kontrolowanie pokazywanych przez siebie emocji nigdy nie było dla niej niczym trudnym.
- Mówiłeś, że też jesteś artystą...? Jestem pewna, że masz wiele talentów. Zaśpiewam dla was, a potem, jeśli będziesz chciał, mogę zaśpiewać z tobą - zaproponowała. Z pewnością istniały pieśni, które znali oboje, skoro mieszkali w tym samym mieście.
Odsunęła się nieco od stołu i usiadła wygodniej, tyłem do ognia, by płomienie tańczyły do jej muzyki tak, jak robiły to zawsze. Póki co rzucały na nią jedynie ciepłą poświatę, wystarczającą, by stworzyć klimat pasujący do pieśni, którą mogła im zagrać. Szarpnęła struny, a cichy wstęp utworu szybko i skutecznie pozwolił jej osiągnąć pełne skupienie. Kątem oka widziała, jak ogień dostosowuje się do jej tempa. Zawsze to lubiła, nawet gdy jeszcze nie miała pojęcia, z czego to wynika.
- Zagram wam coś, co napisałam dla... dla jednego... elfa - dokończyła miękko, choć nieco niezdarnie. - On tego jeszcze nie słyszał i raczej nie usłyszy. Nie sądzę, żeby chciał słuchać takich rzeczy. Nie sądzę, że by w to uwierzył.
Po tych słowach zaczęła śpiewać, a jej jasny głos i dźwięki lutni przez kilka minut były jedynym, co docierało do zgromadzonych. Co by nie mówić, będąc osobą z natury bardzo emocjonalną i skłonną do uczuciowych uniesień, Libeth poważnie cierpiała, nie mogąc pozwolić sobie w relacji z Kamelio na wyznania, w jakiejkolwiek formie by one nie były. Przynajmniej mogła zaśpiewać teraz, w tym obcym miejscu, gdzie nie było ryzyka, że wśród cieni czaił się on i za chwilę znowu będzie się czerwienił po same czubki uszu na sam jej widok.
Obrazek

Sala Południcy

25
POST POSTACI
Krinndar
Krinndar był w sytuacji dla siebie niezwykłej, bo chociaż miał wspaniałych rozmówców, to wcale nie czuł potrzeby, by wcinać się w ich słowa! Słuchał opowiadań Awarena i Parii, podpierając głowę na ramionach złożonych na blacie.

- Ojej, jesteś lekarzem? I może cię być dwóch? - Dopytał, bo nie był pewny, czy dobrze zrozumiał. Słowa elfa był takie skomplikowane! A kiedy mag zniknął, Kiri wyprostował się jak struna. - Co?! Ale...! - Dukał, ściskając policzki dłońmi. Cóż to był za pokaz! Najpierw cienie, teraz całkowite zniknięcie! Takie coś nie mieściło się w małej główce Krinndara! - To niesamowite! Paria ma rację, to bardzo, bardzo widowskowe!! Powiedz, do czego tego używasz?! Podglądasz panny w kąpieli? - Śmiał się. - Wiem, wiem, że nie! Ach, ale to zaklęcie i tak musi być bardzo, bardzo przydatne! Tak wam zazdroszczę! - Jęknął, znów wspierając się o stół. - Nawet na scenie, jakież to byłoby świetne, gdyby aktor mógł nagle zniknąć! Przydałoby się do roli Zuriusa w Ptakach Traktatów Wschodnich! Tam, gdzie zostaje zaklęty? - Popatrzył na nich, jakby również doskonale znali tę historię. Przecież jakiś czas temu wystawiali taką sztukę!

Sprawa jego pochodzenia nie była może drażliwa, ale wydawała mu się... mało interesująca. Zresztą, niewiele pamiętał z czasów, gdy jedna z kapłanek uznała, że będzie główną "mamą" małego elfiątka, które z jakiegoś powodu wciąż trzymały w świątyni.

- Miałem szczęście, że moja biologiczna matka zostawiła mnie w świątyni! - Zgodził się. - Mama Livia, moja mama, to znaczy, ta obecna, mówi, że to przez to, że jestem owocem błogosławieństwa Krinn dla moich rodziców. Tych... biologicznych. Ale to nie ma znaczenia, prawda? - Uśmiechnął się wesoło. - Nigdy nie sądziłem, że to, iż mnie oddali, było bardziej lub mniej szczęśliwe. Krinn miała mnie w swojej opiece. - Powiedział z pełnym przekonaniem. Przynajmniej nie wyciągał już rąk do nowych towarzyszy, gdy łaska Krinn rozlała się na nowo w jego sercu. - I ma mnie do teraz. I nie wiem, o jakich represjach mówisz? O... nienawiści? - Zdziwił się wyraźnie. Uniósł ciemne brwi, tak kontrastujące z jasnymi włosami. Nieraz zarzucano mu, że blond kosmyków nie jest naturalny! Był szczęśliwcem, którego nieczęsto spotykały nieprzyjemności. - Musisz obracać się w niezbyt miłym towarzystwie, skoro ktoś nie jest dla ciebie serdeczny tylko przez to, że jesteś elfem! Zawsze możesz przyjechać do Taj'cah. - Pocieszył go. - Nasi porywacze są tylko przystojni. Albo... są martwymi szlachiankami?

A kiedy Awaren zaczął mówić o księciu, Krinndar uśmiechnął się pod nosem, zawieszając na nim spojrzenie. Nie przerywał mu. Znał takie podekscytowanie, takie chwile, gdy rozmowa o innej osobie sama cię ciągnęła, słowa płynęły, jakby napisane ręką poety... i wiedział, co to znaczy, ale wolał pozostawić uczucie nienazwanym. Dla wielu, sam wydźwięk imienia emocji był peszący.

- Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy u jego boku. - Mruknął, nie uściślając, co dokładnie ma na myśli. - Moja piękna przyjaciółko, wiem, jak potrafisz śpiewać. Nie chcę kraść twojej sceny, zresztą, obok ciebie tylko ośmieszałbym się. - Odrzucił propozycję bardki.

A kiedy zaczęła śpiewać, jakakolwiek chęć dołączenia umarła tym bardziej. Nie dlatego, że poczuł się źle! Paria śpiewała tak pięknie, że elf rozpłynął się, czując to nieznośne ciepło w swoim wnętrzu. Nie chciał jej przerywać. Wzdychał raz po raz, ciesząc się jej głosem.

Sala Południcy

26
POST POSTACI
Awaren
- Cóż... Tak chyba można w dużym skrócie powiedzieć - przytaknął z nutą rozbawienia Kiriemu, postanawiając się nie rozwodzić zbytnio nad ogromną różnicą, dzielącą magię i medycynę. Przedstawiciele obu tych frakcji zwykli łypać na siebie raczej nieprzyjaźnie, uważając tych drugich za niepotrzebnie wchodzących im w drogę. Awaren lepiej się czuł, pozostając na ten temat maksymalnie neutralny.
Jego drobna sztuczka wywołała w każdym razie więcej emocji, niżby ośmielił się przypuszczać, co raz kolejny nieco podniosło mu samopoczucie.
- Dzie-Dziękuję. To bardzo miłe z waszej stro-... - urwał w połowie i zamrugał kilka razy bardzo szybko, wysoko unosząc brwi. - Podglądać...? - powtórzył, nie za bardzo wiedząc, czy powinien czuć się tym oskarżeniem obrażony, czy raczej rozbawiony. Krinndar mylił się bądź co bądź tylko częściowo.
Upijając więcej wina i zaczynając wreszcie całkiem wyraźnie czuć miłe, rozchodzące się po ciele ciepełko, wydał z siebie pełen zastanowienia pomruk. Mógł... Mógł iść nieco dalej w otwarte karty, racja? Jeśli nie zostali porwani, jeśli to miejsce było tylko tymczasowym więzieniem dla ich umysłów (podchodząc do sprawy bardzo optymistycznie), nie czekają go żadne konsekwencje z odrobiny szczerości.
- Zdaje się, że w jakimś stopniu podglądam - przyznał cicho. - Nie do końca legalnie, nie do końca nielegalnie, jak sądzę? Pałace i zamki mają to do siebie, że poza władcami lubią się po nich kręcić rozmaici dwulicowcy, łgarze i spiskowcy. Walka z wewnętrznymi kłopotami jest dużo łatwiejsza, kiedy wiesz dokładnie, kto i w czym macza swoje łapska.
Z tej części swojej nigdy niedocenionej, bo i utajnionej pracy, Awaren również był po cichu dumny. Nawet jeśli nikt o tym nie wiedział i nie otrzymywał z racji tego żadnych zasług ni nagród, czuł się lepiej sam ze sobą, widząc nawet te najdrobniejsze owoce ciężkiej pracy. Tu jakiś drobny urzędas zostawał zwolniony ze stanowiska, tam jakiemuś słudze obcinali ręce za wynoszenie drobnych błyskotek.
- Ptaki Traktatów Wschodnich? - ah, teatr! Kolejna rzecz, o której nie myślał od lat! Której nie miał okazji oglądać od lat! - Chętnie posłucham o tym przedstawieniu po występie-... - zawahał się. - Panny Parii?
Wysłuchawszy opowiadań elfiego kuzyna, Awaren doszedł do wniosku, że owszem, Archipelag zdecydowanie brzmiał, jak dobre miejsce, gdyby kiedyś jednak przyszło mu uciekać z kontynentu. Zdaje się, że niedawno był tego całkiem bliski...? Nie do końca pamiętał tylko dlaczego. Może to i lepiej.
- ... - posyłając Kiriemu zakłopotany uśmiech, postanowił nie opowiadać, jak wiele takiego, "niezbyt miłego towarzystwa" otaczało go na co dzień. - Brzmi, jak naprawdę dobre życie - kiedyś nawet sam potrafił podchodzić do niego równie pozytywnie. - Ciesze się, że wciąż jest jakieś miejsce poza Nowym Hollar, gdzie elfom żyje się dobrze.
Słysząc o samych pozytywach, nie chciał niepotrzebnie mącić nastroju tym, jak sprawy miały się na kontynencie. Paria wydawała się kojarzyć pewne kwestie - jak choćby Sakirowców. O niewoli elfów i polowaniu na magów spoza Gildii nie wypadało jednak dalej wspominać. Przynajmniej porywacze wydawali się ginąć tak, jak ginąć powinni, niezależnie od zamieszkania, zgodnie ze słowami bardki. I dobrze. Może i ten cały Leos skończy niedługo podobnie.
- O ile wcześniej nie skróci mnie w końcu o głowę, zmęczony ciągłymi naciskami, jak sądzę... - mruknął jeszcze pod nosem na słowa odnoszące się do księcia, po czym spróbował odrobinę wygodniej umościć się na swoim miejscu. Dopiero teraz zauważył też orzeszki-... Kiedy dostali orzeszki? Oh, nieważne, nieważne! UWIELBIAŁ orzeszki!
Wino, orzeszki, towarzystwo niepatrzące na niego, jak na robaka oraz muzyka. Tak. Zdecydowanie nie pogardziłby większą ilością takich okazji. Wsłuchując się w słowa i przyglądając ruchom palców młodej kobiety, gdy pociągała za struny, nieświadomie uniósł kąciki ust. Dopiero gry zabrzmiała cisza, a on wyszedł z lekkiego letargu, w jaki wprawiły go rytmy, zaczął przyklaskiwać entuzjastycznie.

Sala Południcy

27
POST POSTACI
Paria
Gdy grała, zazwyczaj zapominała o całym świecie. Tutaj ten świat ograniczał się do jednej salki, pogrążonej w półmroku, w której głównym źródłem światła był kominek za jej plecami, z ogniem tańczącym leniwie do jej muzyki. Jej palce szarpały struny w wyuczonych ruchach, gdy sama wkładała całe serce w wyśpiewywane słowa wyznania, jakiego nie zamierzała mówić bezpośrednio samemu zainteresowanemu. Kiedy skończyła, a ciszę wypełniły oklaski Awarena, Libeth uśmiechnęła się do niego, opuszczając lutnię. Płomienie uspokoiły się, wracając do standardowego, niemiarowego trzaskania.
- Dziękuję - skłoniła głowę nieznacznie. Nie miała tu zbyt wielkiej publiczności, głębokie ukłony wyglądałyby idiotycznie. - W cesarskim pałacu pewnie często masz styczność ze sztuką. Jaka muzyka jest w Karlgardzie? Zakładam... dużo bębnów?
Nie miała pojęcia, czy orkowie w ogóle zainteresowani byli czymś takim. Na Archipelagu bardzo rzadko widywała przedstawicieli tej rasy, zajmujących się czymś tak dla nich abstrakcyjnym, jak sztuka. Z reguły zielonoskórzy mieli inne priorytety i jakoś nieszczególnie łączyły się one z tym, co było ważne dla samej Libeth. Odwiesiła instrument z powrotem na krzesło, znów przysuwając się do stołu, do swoich dwóch dość nietypowych towarzyszy. No, jeden z nich był nietypowy, tak właściwie, bo z Krinndarem mogłaby się spotkać w Taj'cah, gdy już wrócą do zmysłów tam, skąd wciągnęło ich do tej nietypowej tawerny. Uniosła wzrok na jasnowłosego elfa. To też w sumie było nietypowe, większość osób zamieszkujących Archipelag miała je znacznie ciemniejsze. Paria się wyróżniała i wyglądało na to, że Krinndar też! Przeszło jej przez myśl, że chyba w takim razie kojarzyła ich trupę - musiała zwrócić na nich uwagę, gdy kiedyś plątała się po mieście, bo jasne głowy łatwo wyłapywało się w otoczeniu. Ale nie była pewna i z całą pewnością nie kojarzyła ich z niczego konkretnego, więc wolała się nie kompromitować i nie zgadywać.
- Gdzie wy występujecie zazwyczaj? - zagadnęła go. - Chętnie zobaczyłabym ciebie w akcji, skoro nie chcesz śpiewać ze mną teraz. Tańczyć też pewnie nie chcecie, nie ma zresztą do czego - zaśmiała się, rzucając zaciekawione spojrzenie Awarenowi. Wizja wysokiego elfa tańczącego tu razem z nimi, z jakiegoś powodu wydawała się jej wyjątkowo zabawna. Nie wyglądał, jakby zbyt często ruszał swoje długie ciało zza biurka, szczerze mówiąc.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Chatka na Kurzej Nóżce”