Sala Południcy

31
POST POSTACI
Krinndar
Krinndar spostrzegł, że jego rozmówcy mają do powiedzenia o wiele więcej i o wiele ciekawiej. Nie podobało mu się to zbytnio, ale też nie przeszkadzało, bo choć z natury był gadułą, od czasu do czasu mógł zamknąć usta i posłuchać mądrzejszych od siebie.

- Mmm... - Mruknął z rozmarzeniem. - Jesteś taki światowy, przyjacielu. - Przyznał mu. - Jakże inaczej brzmi świat Urk-hun! Teraz sam zapragnąłem go zobaczyć. - Przyznał bez wstydu, opierając się ramieniem o Awarena, jakby rozmarzenie spowodowało opadnięcie z sił. - Może kiedyś udałoby mi się wybrać do świątyni w Karlgardzie? - Pytał sam siebie. - Tak chciałbym zobaczyć orczych muzykantów! A może moglibyśmy pojechać z trupą, żeby wystawić sztukę przed twoim księciem? Nie jesteśmy tak... profesjonalni, jak Paria, ale potrafimy dużo! Może twój książę polubiły dzięki nam sztukę? Moglibyśmy wystawić nawet Ptaki! Albo Topór i Pięść? Nie wystawiamy tego od dawna, dawna... ale jest oparte na orkowych balladach? Prawda? Było takie brutalne, prawda? - Pytał, nie mając nawet pojęcia o preferencjach Ushbara ani o tym, co ork mógłby zrobić, gdyby nie spodobały mu się występy grupy z Taj'cah. Lepiej było nie zaprzątać tym sobie głowy! - Byłoby też łatwiej dla ciebie, gdybyśmy pojechali na zaproszenie? W-w porządku? - Sam poklepał Awarena po plecach, gdy ten zaczął się krztusić.

- Zanim wyjedziemy do Awarena i jego króla, będziemy na Placu Swobody! Czasami jesteśmy zapraszani gdzieś indziej, ale repertuar zwykle wisi na tablicy ogłoszeń obok sklepu jubilerskiego, tego prowadzonego przez Madame Jaspis, wiesz gdzie? - Dopytał, przenosząc miodowe spojrzenie na Parię. Zachęcony, upił łyczek nowego wina. - Bogini! Jest naprawdę dobre! Pij, Awarenie!

Sala Południcy

32
POST POSTACI
Awaren
Propozycja Parii sprawiła, że kąciki ust Awarena podniosły się znacząco.
- Nie chciałbym się nadmiernie narzucać, ale jeśli miałbym wybierać... M-Może coś biesiadnego? - zaproponował delikatnie, wciąż czując pewne opory przed otwartym wypowiadaniem swoich myśli i życzeń. Jeśli jednak mieli tu spędzić nieokreśloną ilość czasu, równie dobrze mogli spędzić go wesoło, racja?
Kręcąc z kolei głową Krinndarowi, mógł poczuć lekkie ukłucie zazdrości, zdając sobie sprawę, że w rzeczywistości obydwoje z Parią mieli dużo większe pole manewru, niż on. Dużo większe szanse na stanie się "światowymi", gdyby tylko chcieli.
- Nie, nie, nie! Przeceniasz mnie, Krinndarze, zapewniam! Przyznaję, kiedyś rzeczywiście marzyłem o tym, żeby podróżować. Móc uczyć się nowych rzeczy, poznawać nowe miejsca... Być może, gdybym zdobył posadę ambasadora? - zastanawiał się na głos, bardziej dla zrobienia przyjemności własnej wyobraźni, niż czemukolwiek innemu. - Wtedy z całą pewnością nie miałbym żadnych trudności z przepuszczeniem was przez mury, wypisaniem przepustek, być może zorganizowaniem jakieś drobnej uroczystości, w której trakcie moglibyście wystąpić? Byłoby to ryzyko warte świeczki, gdyby Ush-... Gdyby książę zdołał dzięki temu przekonać się do nieco odmiennych aspektów sztuki. Czegoś innego niż walki i zmagania fizyczne na arenach. "Topór i Pięść brzmią, jak coś, co przez sam tytuł mogłoby zainteresować. Khe...! T-Tak, w porządku, w jak najlepszym!
W gruncie rzeczy, z uwagi na to, że przechodziła przez niego większość państwowej papierologii i biurokracji, pewnie i w swoim obecnym położeniu udałoby mu się przemycić odpowiednie rozporządzenia i zgody. Co nie znaczyło, że chciałby ryzykować bez odpowiedniego zaplecza i pewnej pozycji.
Traktując nową porcją wina lekko zdarte poprzednim atakiem kaszlu gardło, Awaren wymruczał krótkie "w porządku", woląc skupić się na kontemplowaniu wizji, w której mógłby zaprosić Parię, Krinndara i jego trupę na pałacowe włości, miast rozpatrywać dziwne aluzje kuzyna.
- To naprawdę zaskakująco dobry bukiet, nie sądzicie? - zauważył, sięgając po butelkę, z której dolewała im pani bard z zamiarem sprawdzenia, czy posiada może oznaczenie rocznika albo pochodzenia. - Zabawnie jest znowu móc napić się czegoś nierozcieńczonego. Ah, tak, tańce. Obawiam się, że znam wyłącznie tańce tradycyjne, wciąż bardzo popularne wśród szlachty wysokich rodów. Większość z nich tańczymy w zestawieniu co najmniej czterech par. Mógłbym spróbować pokazać, ale... Robienie tego bez muzyki może być trochę dziwne.
Foighidneach

Sala Południcy

33
POST POSTACI
Paria
Przygrywając cicho na lutni, jakieś bliżej nieokreślone melodie, które nic nie wnosiły, ale też nikomu nie przeszkadzały, w milczeniu przysłuchiwała się snującym ustalenia elfom. Czy gdyby ona popłynęła do Karlgardu, ktokolwiek byłby tam zainteresowany sztuką, w jakiej specjalizowała się ona? I czy tam, w Urk-hun, też mogliby dopaść ją Sakirowcy, gdyby nieostrożnie pokazała umiejętności, które nie były tańcem, grą, ani śpiewem? Chyba zakon Sakira nie zapuszczał się tak daleko na południe. A co z Everam? Może kiedyś uda się jej wybrać na dłuższy rejs do tego miasta, o którego pięknie słyszała tak wiele. Może nawet namówi do tego Kamelio... choć to akurat mało było prawdopodobne, skoro nawet do Portu Erola, ani Dekha Chandi nie chciał płynąć razem z nią, a taka wyprawa miała zająć im nie więcej, niż trzy tygodnie, wliczając samo dotarcie tam, jej koncerty, zwiedzanie i całą resztę rozrywek. Przerwała granie i sięgnęła po kielich, z którego pociągnęła dużego łyka po raz kolejny. Robiło się jej już ciepło, przyjemnie na żołądku, palce zaczynały chodzić bardziej bezmyślnie, a w nogach zaczynała czuć znajomą miękkość.
- Och, jeszcze nas nauczysz! Jestem przekonana, że jakoś sobie damy radę. Powiesz mi w jakim tempie i na ile jest taniec, spróbuję podegrać coś tradycyjnego, pokażesz kroki Krinndarowi, hm? - uśmiechnęła się szeroko do Awarena. - Nigdy nie widziałam tradycyjnych elfich tańców. Elf, którego znam najlepiej, ze mną nigdy nie tańczył. Nie wiem, czy w ogóle potrafi. Prawdopodobnie nie - zaśmiała się. - Ale to później. Jak skończy się ta butelka, hm?
Przeniosła wzrok na Krinndara.
- Wiem gdzie, wiem! Przyjdę. Ale mówiłeś, że jesteś ze świątyni Krinn. Czy mógłbyś... opowiedzieć, na czym polega służba w takich świątyniach? - poprosiła, wyjątkowo zaciekawiona obcym jej dotąd tematem. Jej policzki zaróżowiły się już od wina. Dla niepoznaki wróciła do niezobowiązującego pobrzękiwania na lutni.
Obrazek

Sala Południcy

34
POST POSTACI
Krinndar
Oczy Krinndara zabłysły eskcytacją.

- Tak! Bądź ambasadorem w Taj'cah! - Zachęcał go, chociaż nie miał pojęcia, co wiąże się ze zdobyciem, a następnie piastowaniem takiej pozycji. Brzmiało jak coś ważnego, a ludzie ważni przecież nie musieli robić wiele, by zarobić na swoje utrzymanie. - Będziemy mogli się spotykać i zobaczysz miasto! A... a... aaaa! Chcesz zostać w Urk-hun? To też dobrze! - Ucieszył się. - Więc postanowione! Dasz nam znać, kochany, jakbyś potrzebował z tym jakiejś pomocy!

Dłoń, która klepała Awarena, została na jego plecach. Tak było wygodniej, tak było milej i bliżej. Krinndarowi nie było potrzeba wiele alkoholu, by zaczęło mu szumieć w głowie, ale w takim towarzystwie nie sposób było upijać się na smutno.

- Tak, naucz mnie kroków, przyjacielu. - Zachęcał, palcem smyrając długie ucho kuzyna. Było zdecydowanie dłuższe, niż jego! - A ja później mogę pokazać wam, jak służy się Krinn~ - Zaśmiał się, a oczy mu błyszczały, gdy myślał o dzieleniu się błogosławieństwami bogini z piękną Parią i równie pięknym Awarenem! - Służba Krinn to doprawdy wspaniałe powołanie! Poza tym, że utrzymujemy świątynię, tak jak w każdym innym wyznaniu, to zajmujemy się również aktywną służbą. Wielu sądzi, że przez Krinn czcimy zbliżenia fizyczne i... w wielu przypadkach nie mylą się ani trochę. Ale choć uważa się, że rozpusta to najważniejszy przymiot pani Krinn, to wcale tak nie jest! Przecież jest jeszcze przyjemność i miłość. Ta ostatnia ma inny wymiar, niż miłość Osureli. To miłość gwałtowna, namiętna, poryw serca młodych zakochanych, to chwila szaleństwa pani domu, na której drodze stanął ten, który w innym świecie mógłby być jej jedynym! - Tłumaczył, wkładając w płynące słowa całe swoje serce. Oczy mu błyszczały, gdy opierał głowę o ramię Awarena w potrzebie bliskości. - To patronka przygód młodych, uniesień starszych, pani spontaniczności i obrończyni tych, którzy wpadli w swe ramiona na przekór światu. To pani przyjemności, która płynie ze zbliżenia ciał. Dla nas, każdy pokaz bliskości to święto. Chodzi o niesienie przyjemności sobie i drugiej osobie, niekoniecznie przez seksualność.

Sala Południcy

35
POST POSTACI
Awaren
Entuzjazm oraz pozytywna energia wylewały się z Krinndara dzikimi falami, podczas gdy u Parii przypominały raczej stały, ale wartki strumień. Obydwoje sprawiali, że Awarenowi ciężko było myśleć o wcale nie tak kolorowych realiach, w jakich żył na co dzień. Wino rzecz jasna też pomagało.
- Czy to naprawdę możliwe, że są na tym świecie elfy, które nie potrafią tańczyć...? - zdziwił się na głos, po czym pokręcił głową na ten, jakże niedorzeczny pomysł. - Taniec od zawsze był częścią naszej kultury. Jestem pewien, że nawet jeśli twój elfi przyjaciel nigdy wcześniej tego nie robił, będzie miał naturalny dryg! - zapewniał z przekonaniem, znacząco unosząc palec wskazujący prawej dłoni ku górze. - W każdym razie, nie przeszkadza mi oczywiście zademonstrować, jeśli tak bardzo che-... uaaah! - wymsknął mu się krótki okszyk, gdy Krinndar postanowił zaczepić jego ucho. - Ch-Chcecie?! - zakończył już piskliwie, nieco panicznie usiłując zasłonić swoje długie uszy dłońmi.
Nie był to pierwszy raz, kiedy ktoś naruszał jego przestrzeń prywatną. Żyjąc obok orków i goblinów, do jakiegoś stopnia zdołał się do tego przyzwyczaić. Bez większego problemu tolerował nawiązującą z nim kontakt to tu, to tam dłoń kolegi, nie czując tego samego poziomu zagrożenia, obawy czy stresu, gdy jej właściciel zachowywał się równie beztrosko i niegroźnie. Prawdopodobnie sporo odgrywało w tym również podobieństwo rasowe. Było jednak coś, czego Awaren szczerze nienawidził i co wywoływało u niego momentalny, bezwarunkowy odruch obronny, a mianowicie - łapanie za uszy! Krinndar nie musiał go nawet za nie łapać! Wystarczył minimalny dotyk w ich rejonie, żeby wywołać w nim chroniczną obawę.
- Uh - wyrzucił z siebie nerwowo. - Tylko nie za uszy, umm... Proszę?
Zbyt wiele razy za nie ciągnięto! Zbyt wiele razy mu je naderwano! Zbyt wiele razy grożono mu, że mu je odetną i zrobią na nich bulion!
- A właśnie! Służba u Krinn! - rzucił szybko, łapiąc za butelkę i dolewając wszystkim do pucharków, niezależnie od tego, czy wciąż były częściowo pełne, czy też nie. Nie chciał w głupi sposób zepsuć miłej atmosfery. - Nigdy zbytnio się nad tym nie zastanawiałem, choć udało mi się swego czasu natrafić na pisma! Jestem ciekaw, na ile były one zgodne z rzeczywistą pracą wyznawcy bogini!
Cóż. Domyślał się, że sporo z pism nie mijało się nadmiernie z prawdą. W jaki inny sposób przypodobać się pani namiętności i sprośnych przyjemności jak nie, em, dokładnie tym? Swego czasu prowadził nawet na ten temat dyskusję ze swoimi kolegami po fachu. Ba! Sam tę dyskusję rozpoczął! ...Hej, kiedyś też miał na takie rzeczy czas.
Słuchając odpowiedzi drugiego elfa, ciekawsko nadstawił uszu, zaintrygowany optymizmem, z jakim tamten opowiadał. Nie przeszkadzało mu przy tym zbytnio robienie za podgłówek. Robił już za podnóżek. Dosłownie. Chociaż szczerze wątpił, żeby jego kościste ramie mogło przynieść większą ulgę. Z drugiej strony, materiał jego szat był dość gruby, więc może nie było aż tak źle.
- Zakładam, że każda droga jest właściwa, jeśli tylko się w niej spełniamy - skomentował z lekkim uśmiechem. - Sądząc po sposobie w jaki o tym mówisz, musisz mieć sporo, hmm, życiowego doświadczenia w tych rejonach, jak sądzę?
Awaren podrapał się z namysłem po czubku nosa, upijając kilka kolejnych, drobnych łyczków wina. Rzadko kiedy czuł tyle ciepła na twarzy, co teraz, ciesząc się trunkiem i towarzystwem.
- ...Znasz jakiś dobry sposób na zainteresowanie tym tematem kogoś absolutnie biernego? - zapytał wprost, wpatrując się w Kiriego zdecydowanie zbyt poważnie, jak na kogoś, kto zadawał podobnego rodzaju pytanie. Skoro jednak miał już speca, zamierzał skorzystać na tym najlepiej, jak tylko potrafił! Jakimś sposobem przecież musiał przyjść na świat Ushbarowy potomek, do diaska!
Foighidneach
ODPOWIEDZ

Wróć do „Chatka na Kurzej Nóżce”