[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

1

Bogato wyposażona mała sala kameralna była jednym z kilku takich miejsc, gdzie spokojnie można było zorganizować małe przyjęcia i nie martwić się o wścibskie oczy oraz uszy. Tą wzorowano na wpływie zamożnych szlachciców z Keronu, którzy sobie cenili sobie nie tylko wysokiej jakości meble luksusowe, a także wygląd, który miał zadanie koić ich oczy.
Duże, owalne okno połaciowe wpuszczono za dnia bardzo dużo światła to pomieszczenia, a w nocy pozwalało bez problemu dojrzeć blask gwiazd i księżyca. Zdobiona boazeria była kunsztem rzemieślniczym i ukazywała szczegóły w detalach pośród najmniejszych ozdób. Kominek w iście Kerońskim stylu mógł ogrzać pomieszczenie w zimniejsze dni. Portrety przedstawiały dawnych nauczycieli, którzy przysłużyli się Akademii. Duży, drewniany, ciężki stół, kilka rozmaitych foteli, na których wygodnie można spocząć. Wśród jeszcze ciekawej kompozycji można wymienić okna, które posiadają przezroczyste witraże z kwiatami, mającym nadać temu miejscu pewną wyjątkowość.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

2
POST BARDA

Dla Nithrissa Vi’latar został dostarczony list prosto z samej Akademii od jednego z nauczycieli Kolegium zaklinania i transsubstancji, czarnoksiężnika Abberta Hen Ottoyer. Był on jednym z tych, którzy podziwiali talent młodej kobiety i wspierali ją w zakresie swoich umiejętności. Nigdy nie powiedział o niej złego słowa, a także stawiał w jej obronie, kiedy to nieprzychylni jej nauczyciele, próbowali jej studencką karierę utrudnić. Był to jeden z nielicznych przedstawicieli Wschodnich elfów, który wyglądał na najwyżej dwadzieścia kilka lat, a w istocie miał ponad sto pięćdziesiąt. Z nieznanego powodu przyjął dość ludzkie imię, a nieliczni wiedzieli o tym jego prawdziwym. Krążyło wiele uczelnianych legend w kolegium, dlaczego tak było, acz nikt nigdy nie potrafił się dowiedzieć.

Droga Nithriss Vi’latar
Chciałbym cię zaprosić na małe przyjęcie, które odbędzie się w małej sali numer cztery za dwa dni o zachodzie słońca. Jako najmłodsza mistrzyni magii, chciałbym, byś wsparła radą najnowsze pokolenie naszych nauczycieli w kolegium, którzy stawiają pierwsze stopnie. Nie mniej również podejrzewam, że chętnie wysłuchają kilka wskazówek dotyczącej pracy, którą się wsławiłaś dla nas po przekazaniu paru artefaktów. To oczywiście nie wszystko, ale byłoby mi miło, gdybyś skorzystała z zaproszenia.

Z wyrazami szacunku
Abbert Hen Ottoyer


Przybycie na uczelnie, jak zawsze powodowało, że wiele osób ja rozpoznawało. Była znana nie tylko ze względu na wiek, jaki uzyskała tytuł, a także za inne osiągnięcia w swoim życiu. Dlatego wiele osób, nie tylko dawni nauczyciele ją pozdrawiali, jak tylko przemieszczała po korytarzach akademii, a także studenci. Paru z nich próbowało także wymienić z nią parę słów. Byli odważni na tyle, by po prostu podejść i zagadać.

W środku sali kameralnej znajdowało się kilka osób. Oczywiście pośród nich Ottoyer, który wyglądał zawsze, jakby był wyjęty z obrazu. Następnym gościem był Uleb Brent. Kolejny nauczyciel z tej samej katedry, półelf. Wybitny specjalista w zaklinaniu. Każdy znał jego zamiłowanie do historii. W środku znajdowały się jeszcze trzy inne osoby. Ludzka kobieta, ork oraz gnom.

Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

3
Wizyta w Akademii zawsze cieszyła czarodziejkę, szczególnie kiedy były to te na zaproszenie. Sama bywała tam najczęściej aby skorzystać z jej zasobów, ale uwielbiała zamienić kilka słów z tamtejszymi uczniami i nauczycielami, gdyż zawsze szukała wśród nich wielkich talentów. Była to bardziej jej ciekawość, gdyż uczennicę już miała, a obecnie szlajała się gdzieś po budynkach akademii, mając czas dla siebie.

Jak zwykle tajemnicza, ale i uśmiechnięta, zamieniła dwa słowa z uczniami, którzy byli na tyle odważni, aby sami do niej podejść. Kiedyś to jej okazano takie względy, dlatego nie wzbraniała się przed kontaktami z uczniami po za zajęciami. Prawdę mówiąc jednak, nabrała większej pokory do osób młodszych i mniej doświadczonych, od kiedy zyskała swoją własną uczennicę.

Drzwi do sali rozstąpiły się pod wpływem jej magii, delikatnie. Dopiero kiedy te się uchyliły, można było usłyszeć ciche uderzenia obcasów o kamienną podłogę. Do środka weszła pewna siebie, ale przy tym bezceremonialnie, nie chciała aby odebrano ją jako kogoś bez dystansu do siebie. Lekko machnęła dłonią a drzwi równie delikatnie zamknęły się.

- Wybaczcie spóźnienie, uczniowie jak zwykle mieli mnóstwo pytań. - spojrzała po zgromadzonych, ale głowę lekko ukłoniła tylko w stronę Abberta, jako iż był jej mistrzem, jeszcze zanim ona mogła zamarzyć o tej pozycji. Miała szacunek do starszych, nigdy tego nie ukrywała. Może nie był on wyczuwalny na każdym kroku, ale każdy doskonale o tym wiedział...przynajmniej dopóki któryś z nich, nie wystąpi otwarcie przeciwko niej.

Podeszła do stolika, gdzie widniał poczęstunek dla obecnych na spotkaniu. Sobie chętnie nalała pół kieliszka wina, wzięła go w dłoń i upiła mały łyk, stając przy oknie. Światło oświetlało jej osobę, ubraną w lekką czarną suknie, odsłaniającą większość pleców z niemałym dekoltem, ale to było dla niej zupełnie normalne.

- Zawsze miło jest tu zawitać. Czekamy jeszcze na kogoś? - przekonana o tym, że wszyscy obecni ją znają, nawet się nie przedstawiła. Jednakże wyglądała, jakby bardzo dobrze się tu czuła, kompletnie wyluzowana, jednocześnie zachowując etykietę. Nawet wzięła dwa winogrona z tacy, jedno już przeżuwała, a drugie trzymała w swoich delikatnych dłoniach. Tak, jej wygląd był idealny jak zwykle, chociaż tylko Abbert wiedział, że na wewnętrznej stronie prawej dłoni młoda mistrzyni nosi bliznę, tak samo jak w innych miejscach na ciele. Może nie były one mocno widoczne i szpecące, ale jednak dysponując magią iluzji zawsze można co nie co poprawić - a on sam doskonale o tym wiedział.

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

4
POST BARDA

Spokojna twarz elfa mało kiedy wyrażała emocja. Była w tym jakaś ich godność, która nie poddawała się czasowi, ani okolicznością. Jego ruchy zdawały się płynąć. Te dwa kroki, które zrobił w kierunku dawnej uczennicy, nawet nie wydały dźwięku uderzenia butem o podłogę. Reszta osób również odwróciła głowy, kiedy tylko drzwi się zamknęły. Trójka całkowicie nieznanych jej istot wydawała się lekko zdenerwowana. Uleb nic nie powiedział, stojąc nieco wycofany z winem w ręku.
- Dobry wieczór panno Vi’latar. Wszyscy już się zebrali. - Przywitał ją Ottoyer w swoim dość śpiewnym akcencie elfów, choć posługiwał się wspólną mową. Zawsze taki był i oddziaływał w podobny sposób na uczniów. Nie musiał nigdy na zajęciach podnosić głosu, by mieć posłuch. Absolutna cisza panowała na zajęciach przez niego prowadzonych. Przy czym zawsze odnosił się z szacunkiem do każdego studenta.

- Nic nie szkodzi. Tak to już bywa, że uczniowie zawsze mają kilka pytań. -
Odpowiedział uprzejmie, podchodząc do Ulea i stając przed nim. Ten wydawał się przy wschodnim elfie nieco wycofany.
- Pozwól, że przedstawię ci tu obecnych. Pana Uleba Brenta podejrzewam, iż kojarzysz. Wykładała Zaklinanie mikrostrukturalne w naszej katedrze. - Delikatny uśmiech pojawił się na twarzy elfa, a jednak spojrzenie, które skierował na drugiego nauczyciela, było nieoczywiste. Wydawać się mogło, że ten był kiedyś także uczniem Abberta i zawsze czuł się nieco nieośmielony przy jego obecności.
- Witam, pani Vi’latar. - Przywitał się i odczekał parę chwil, od momentu, kiedy wypowiedział te słowa. - Pan Ottoyer jak zawsze ciepło się o mnie wyraża, choć nie zasługuje na takie słowa. - Mogła pamiętać, że ten nauczyciel był bardziej bezpośredni w kontaktach z innymi, jednak zawsze w obecności tej jednej osoby zmieniał swoje zachowanie. Powód był zawsze ten sam -szacunek dla tej jednej osoby.

Następnie podszedł do najmłodszych nauczycieli katedry. Ci wydawali się jeszcze bardziej zdenerwowani, jakby nie chcieli zawieść. Zjadała ich zwyczajna trema w obliczu swoich dawnych wykładowców. Brakowało im pewności siebie. Nie uważali się za równych osobom, które były w tym pomieszczeniu. Dopiero zaczynali swoją przygodę.
- Przedstawiam ci pannę Antrossi Deleyar. Osiągnęła wybitne wyniki z zakresu minerałoznactwa oraz materiałoznawca. - Jak zawsze przedstawiał zalety każdego, kogo jej przedstawiał. Chciał tym samym podbudować ich pewność siebie. Wiedza z tej dziedziny przydawała się zawsze przy konstruowaniu rozmaitych artefaktów.

- Dobry wieczór. - Powiedział cicha onieśmielona osoba, która tu weszła. Oczywiście, że ją rozpoznała. Jak reszta. Nithriss zauważyła jakąś mapę przy małym stole, który był nieco otoczony przez czwórkę istot.
- Ten szanowny przedstawiciel gnomów nazywa się Schnandrec Bouldergrinder. Prowadzi zajęcia praktyczne z podstaw zaklinania artefaktów. Sam posiada niemałe osiągnięcia w tej dziedzinie. Jego twory nie mają skazów. - Ta mała rasa zawsze bywała uzdolniona w takich rzeczach. Sam fakt, że udało się mu zostać w tej akademii, mówiło wiele o jego możliwościach.
- Witam, Witam. Az taki dobry to nie jestem. Czasem po prostu zdarzy mi się coś dobrego stworzyć. - Rzucił wesoło, nie wyglądając na tak nerwowych, jak poprzednie osoby. Zauważyła, że był pozytywnie nastawiony i podekscytowany czymś, bardziej, niż ta rasa miała w zwyczaju.
- I ostatni, ale nie mniej ważny, pan Klantak. Prowadzi zajęcia z magicznych struktur artefaktowych i posiada wybitny talent do ich naprawy. Zaskoczył tym samym i mnie swoimi zdolnościami. - I na tym z uprzejmym wyrazem twarzy zakończył przedstawienie tu zgromadzonych. Ork, jak to on, nie był za dobry w etykiecie. Dlatego jego reakcja nie spowodowała żadnych, negatywnych efektów. Nie w tym gronie.
- Hiehiehie. To nic takiego. Tu zrobię tak, tam zrobię cyk i działa. - Zaśmiał się, burząc przy tym odrobinę te nieco sztywną atmosferę, spowodowaną obecność wysokiego elfa. Wyszczerzył się szeroko do ludzkiej kobiety. I zrobił jakby miejsce przy stoliku.
- A teraz przedstawiam państwu Nithrissę Vi’latar. Najmłodszą mistrzynię magii w tym stuleciu. Jej osiągnięcia rozsławią jeszcze bardziej naszą Akademie. - Podszedł do niej, nim oczywiście ja innym przedstawił, kończą prezentacje osób, które były w tym pomieszczeniu. To miało być kameralne spotkanie, ale nie takie zwyczajne. O czym oczywiście wiedział tylko on sam. Po chwili zrobił kilka kroków do przodu.
- Czasu nie brakuje, jednakoż zwlekać nie należy. Czy moglibyście zacząć? - Spojrzał pytająco na trójkę, która stała przy stoliku?
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

5
Vi oparta lekko o stolik, trzymając w lewej dłoni kieliszek a w prawej grono, z zaciekawieniem przysłuchiwała się prezentacji osób tu obecnych przez Abberta. Ciężko było stwierdzić, że rzeczywiście jest mistrzynią w tej Akademii, zupełnie nie pasowała do utartego obrazka przez młodych adeptów. Owszem, była tajemnicza i niemal każdy znał jej tytuł, ale to jak się poruszała, wyglądała i wysławiała, niemal wprowadzał mętlik w głowie studentów.

Spokojnie przyglądała się każdemu z osobna z istotną ciekawością, czasami nawet wracając do poprzednio przedstawionych już osób. Czytała ich ruchy ciała aby ocenić, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Nie odezwała się ani słowem, jedynie patrzyła, zagryzała winogrona i popijała winem. Kiedy mistrz przeszedł do przedstawiania jej samej, odstawiła już pusty kieliszek i z gracją odepchnęła się od stolika, kierując swój spokojny krok w stronę nauczycieli, jakby zaraz miała zacząć ich oceniać. Stanęła przed nimi i wtedy kąciki jej ust uniosły się.

- Dajcie spokój, bo poczuje się staro. Ja i mistrz Abbert kiedyś byliśmy na waszych miejscach. Ostatecznie wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny, a stopnie to tylko stopnie, mówcie mi po imieniu, nienawidzę tej całej powagi. - swoje słowa zwróciła przede wszystkim do młodszej trójki, jako iż ich najmniej znała, głównie ze słyszenia.

Dla zaznajomionych z młodą mistrzynią wiadomym było, że lubiła bezpośrednie relacje pomiędzy nią a nawet młodymi nauczycielami, unikając formalnych stopni i sformułowań. Wyjątkiem były osoby, które wyjątkowo jej podpadły lub do których miała duży szacunek. Dla nieobeznanych, była niewiadomą, chociaż zwykle wolała sama przyzwalać innym na takie bezpośrednie podejście do niej samej. Mimo wszystko była dumną posiadaczką swoje stopnia, w końcu ciężko na niego pracowała i nie chciała aby inni to ignorowali całkowicie.

- O, czyli to jakaś niespodzianka? - rzuciła z lekkim rozbawieniem w stronę Abberta, a następnie przeniosła wzrok na młodszych nauczycieli.
- Antrossi, Schnandrec i Klantak ze swoimi specjalizacjami...to musi być coś ciekawego. - oparła prawą dłoń na podbródku, widocznie zaciekawiona.

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

6
POST BARDA
Trójka młodych wykładowców popatrzyła na siebie, wydając się odrobinę zmieszani takim podejściem. Nie za bardzo wiedzieli jeszcze, kto miałby zacząć opowieść. Możliwe, że było to dla nich całkiem świeże doświadczenie, ale po chwili Klantak po prostu parsknął śmiechem i przyjacielskim gestem zaprosił Nithrissę do stolika, przy którym byli. Robiąc tym samym jej miejsce.
- Po uzyskaniu rekomendacji we trójkę wyruszyliśmy w poszukiwaniu materiałów na nasze artefakty. Opuściliśmy Karlgraad w kierunku południowym, idąc wzdłuż linii brzegowej. Wiesz, w grupie raźniej i weselej, jak to się mawia. - Zaśmiał się nieco. - Przed zachodem słońca wpadliśmy do jakieś jamy. Nie było jej zaznaczonej na żadnych mapach. Trochę poobijani, zaczęliśmy przeszukiwać ją i odkryliśmy tam szkielet oraz tę mapę. Wyczuliśmy od niej magie. Było to dla nas dziwne, bo nie wyglądała na starą i zniszczoną, a musiała przeleżeć bardzo długi czas. Zabraliśmy ją ze sobą jako pamiątkę, by nastepnie skupić się na wyjściu i pierwotnym celu. Dopiero po uzyskaniu tytułu czarnoksiężnika, wybrano nas na nowych wykładowców. Mając dostęp do biblioteki Akademii, zaczęliśmy badać mapę. I tu zaczęło robić się naprawdę ciekawie. - I nie dokończył mówić, bo teraz opowiadanie przejął gnom, jakby zachęcony odwagą Klantaka.
- Magia, która znajduje się w mapie, w istocie nie była bariera, jak na początku sądziliśmy, a mistrzowsko zaklętym przedmiotem, wykraczające ponad to, co nam znane. Niestety, upływ lat spowodował znaczną degradację struktur magicznych na poziomie znacznie mniejszym, niż mikrostruktura. To wykraczało ponad naszą wiedzę i poprosiliśmy pana Brenta o pomoc w naprawie. - Podekscytowanie w jego głosie było słychać i to całkiem spore. - Antri, może powiesz coś sama? - Gnom spojrzał na nią z szerokim uśmiechem.
- Dobrze Schnan - Uśmiechnęła się do niego ciepło. - Zainteresowałam się materiałem, z którego została stworzona mapa. Ku mojemu zdumieniu, nie był to zaklęta forma pergaminu, a skóry. Biologiczny materiał powinien dawno się rozpaść, a ten się trzyma całkiem nieźle. Odkryłam, że tkanka należała kiedyś do jakiegoś przedstawiciela elfów. Nie słyszałam nigdy o takim przypadku. - Przyznała się z trudem, bo to stawiało całą jej wiedzę na głowie.
- Zajęło nam ponad trzy miesiące naprawa tej magicznej struktury. Nadal nie rozumieliśmy, jak została stworzona i nie potrafimy stworzyć jej kopii, ale może mieliśmy szczęście. W sumie to nie jest ważne. Teraz pokazuje to, co było na niej ukryte.-


Mapa pokazywała tereny, które nie przypominały okolic jej znanych z czasów obecnych. Pokazywała ukryte przejście przy linii brzegowej, prowadzące do podziemnego miasta. Język, który znajdował się na rycinie, nie był jej znany. Nie potrafiła go odczytać, choć sam styl był jej nieco znajomy. Wyglądała dość zwyczajnie.

- Próbowałem oszacować wiek tego znaleziska. Bardzo rzadko coś mnie zaskakuje, ale to pochodzi z ery bogów. Sprawdziłem kilka razy. Porównałem z najstarszymi mapami, które udało mi się znaleźć i teren przypomina ten, który był tutaj przed powstaniem Karlgraadu. - Odezwał się Uleb, by po chwili napić się wina. Ukrywał przy tym swoje podekscytowanie tym znaleziskiem. Znalezienie czegokolwiek, co było tak stare, musiało budzić ciekawość tego człowieka.
- Nasza młode grono wykładowców po długiej dyskusji z panem Brentem, poprosiło mnie o pomoc. Już po zobaczeniu tej mapy wiedziałem, że coś nam umyka. Zwłaszcza że język przypomina elficki. Rozpoznałem parę liter, co pobudziło moje zdumienie, choć sam nie mogłem rozczytać. Poprosiłem paru przyjaciół, by przejrzeli się temu. Miałem pewne osobiste podejrzenia, po tym, co opowiedzieli mi, ale nie chciałem dostarczyć nieprawdziwych informacji. Niedawno otrzymałem odpowiedź. To nie jest zwykły dialekt moich braci. To protoplasta całego języka mojego ludu. Pierwotny i zapomniany. Nie istnieje nikt, kto byłby w stanie go odczytać. - Dopowiedział do całej opowieści Ottoyer, wiedząc doskonale, że to zainteresuję mistrzynie magii.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

7
Mistrzyni złożyła ręce na piersi, początkowo biorąc to raczej za prostą zagadkę, wymagającą niewiele wiedzy aby ją rozwikłać. Przysłuchując się jednak coraz bardziej wyjaśnieniom pozostałych zrozumiała, że ma do czynienia z czymś wielkim. Czyżby miała do czynienia z pradawną, ukrytą przed światem częścią Karlgradu? Może zupełnie innego miasta? Takie rzeczy zawsze ją fascynowały, szczególnie, że możliwość zbadania podwodnych ruin byłaby niezmiernie wielkim przedsięwzięciem, wymagającym magów, specjalistycznych artefaktów i wiedzy na temat fizyki płynów. Moment zaciekawienia tym tematem był jasno widoczny dla pozostałych, kiedy to oparła się o stół rękoma, zwracając swą uwagę bardziej na mapę, przy okazji zwiększając widoczność swojego dekoltu dla tych na przeciwko niej - nieświadomie, ale nawet gdyby, to nie byłoby to dla niej czymś wstydliwym.

- Widzisz Antrossi, mogłoby się tak rzeczywiście wydawać, ale istnieją pewne techniki, które w połączeniu z odpowiednimi zaklęciami potrafią zachować zdolności regeneracyjne skóry. W takim wypadku jest to coś, co zapewniło przetrwanie tej mapy przez tak długi okres. Materie nieożywione nie zdołałyby utrzymać tych informacji przez taki czas. - skomentowała, nie odrywając nawet wzroku od mapy, jakby cały czas studiowała ją wzrokiem.

Kiedy wszyscy skończyli przedstawianie swoich spostrzeże, nastała niezręczna chwila ciszy, gdyż Nithrissa wstrzymywała się ze swoimi stwierdzeniami. Abbert miał rację, język przypominał elficki, ale ten obecny musiał przejść już wiele generacji, dlatego jego odczytanie byłoby niemożliwe dla obecnie żyjących istot, chyba że te liczyłyby kilka tysięcy lat. Największą szansę dawały źródła pisane, ale tych również było niewiele. Zasoby Akademii były chyba największe na kontynencie, ale takich perełek kolekcjonerzy strzegą jak oka w głowie. Zastanawiała się, czy ona sama nie miałaby czegoś z tamtych czasów, w końcu ona też była kolekcjonerką.

- Nikt żyjący, masz rację. - niemal zabrzmiało jak sugestia. - Ale może szczęście znajdziemy w prywatnych kolekcjach ksiąg. Mogę skorzystać ze swoich obszernych kontaktów, ewentualnie może coś w mojej prywatnej bibliotece się coś zawieruszyło. Choćby strzęp tego tekstu dałby nam możliwość przetłumaczenia niektórych słów. Ale muszę powiedzieć... - odepchnęła się lekko i z gracją od stołu -...to coś wielkiego, możliwe, że jedno z największych odkryć naszych czasów, jeśli to się potwierdzi. Mamy mapę i moglibyśmy wykorzystać ją do poszukiwań, ale wstrzymajmy się z tym, spróbujmy najpierw rozszyfrować teksty z niej, gdyż niejednokrotnie się przekonałam, że te informacje mogą zadecydować o życiu. Może to ostrzeżenia?

Spojrzała po trójce młodych nauczycieli, była niemal przekonana o ich czystych intencjach, ale nie mogła powiedzieć tego o wszystkich tu zebranych. Takie odkrycie byłoby potężnym krokiem naprzód dla każdego z tu obecnych, a każdy chciałby to wykorzystać na swoją korzyść. Oczywiście, ona sama także chciała mieć w tym swój duży udział, ale nie była zimnokrwistą suką, która odbiera innym odkrycia, aby przypisać je sobie. O Abberta martwiła się najmniej, miał swoje lata i osiągnięcia, chociaż ciekawość na pewno go gryzła tak jak ją samą. Najbardziej obawiała się o Uleba, zawsze wydawał jej się podejrzany. Nie mogła wyskoczyć z ostrzeżeniem przy wszystkich, dlatego postanowiła zaczekać na moment, sam na sam z młodszą trójką.

- Wstrzymajcie się tydzień, sprawdzę dostępne kanały i spróbuję znaleźć więcej informacji. Wtedy dopiero wyruszymy na rekonesans, nawet jeśli niczego więcej się nie dowiem. - uśmiechnęła się lekko dopiero teraz - Mieliście duże szczęście odkrywając to, ale nie dajcie się ponieść chwili i emocjom. To czego nauczyła mnie archeologia to cierpliwość, kiedy możemy sobie na to pozwolić, każda dodatkowa informacja może zaważyć o tym, czy wyjdziemy stamtąd żywi czy nie.

Wzięła łyk ze swojego kieliszka, rozważając możliwości w swojej głowie.

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

8
POST BARDA

Będąc już blisko, zauważyła o wiele więcej szczegółów, które to dotyczyły samej mapy. Otóż wejście do miasta zaczynało się przy klifie. Prowadziły do niego schody, wyrzeźbione specjalnie w kamieniu. Nie było można stwierdzić, czy zaczynały się one tuż przy linii wody, a może wyżej. Dalej wgłąb lądu linia przerywaną widniał tunel. Bardzo szybko widziała, jak ścieżki się rozwidlają. Było ich dokładnie pięć. Tylko jedna prowadziła dalej, a reszta się kończyła bez żadnych symboli. Jedyny tunel, który prowadził głębiej miał po drodze symbol, który przy pierwszym skojarzeniu, był bardzo podobno do labiryntu. Zaraz za nim był pokazany most i narysowane miasto. Przywodziło na myśl, że miasto jest podziemne. Mapa nie pokazywała tej prawdziwej drogi, a jedynie jak wygląda trasa do miasta.


- Pośród znanych mi źródeł, najdalsze miasta Wysokich Elfów znajdowało mniej więcej w granicach południowego Keronu do Zaavral. Leśne elfy trzymały się kiedyś w dżunglach Deszczowego Matecznika, żyjąc wraz z Trollami, póki nie zostały wygnane. Nie były co prawda liczba, ale istnieją dowody. Te tereny kiedyś należały do goblinów, dopóki nie przegrały wojen z orkami. Nie było żadnych wzmianek o miastach elfickich w tychże stronach. Wiadomo jest, że dochodziło do kontaktów elfów z orkami, ale to jedynie przez wzgląd na ich siedzibę w Zaavral. Nigdy nie interesowały ich południowe tereny. Zwłaszcza po tym, co tu bóg Drwimir wyrabiał. Prędzej podejrzewałbym istnienia tu miasta krasnoludów. Ze względu właśnie na jego czyny. - Powiedział Uleb, mówiąc zdecydowanie więcej, niż poprzednio. Nie każdy miał taką wiedzę historyczną, co on. Istniał także drugi powód, dla którego to powiedział. Skoro nie ma żadnych historycznych poszlak, to czyje to tak naprawdę było miasto? Kto je zbudował i kiedy? Takie i inne pytania mogły nachodzić innych. Nie powiedział własnych wątpliwości na głos. Napił się kieliszka wina.
- Istnieje wiele zagadek, których jeszcze nikt nie zbadał. W istocie zgadzam się z panem Brentem oraz panią Vi’latar. Mądrości w ich słowach jest dużo. Odkrycie wszak jednak należy do was. - Tu spojrzał na trójkę młodych nauczycieli. - Możemy was jedynie wspierać radą, ale decyzje należą tylko i w istocie do was. - Powiedział spokojnie Wschodni Elf, a Uleb jedynie pokiwał głową na znak, że się zgadza. Nie dodawał nic więcej, bo obydwoje powiedzieli to, co mieli.


- Jak myślicie? - Spytała ludzka kobieta swoich towarzyszy. Ona miała spore wątpliwości, bo uważała, iż lepiej będzie to odsprzedać komuś innemu. Nie podobało jej się to wszystko. Właśnie z powodu, że wiele rzeczy wydawało jej się podejrzanych. Mapa na skórze? Barbarzyńskie to dla niej było.
- I tak nie mamy wyboru, nie? Niewiele wiemy, więc trzeba się dowiedzieć. Tak będzie rozsądniej, bo dla mnie to miasto ktoś tak specjalnie zbudował. Dlaczego powstało? Jakie rzeczy okryjemy? - Gnom nie krył ciekawości. On miał pęd do odkryć i nowych rzeczy. Nie brakowało im cierpliwości. Byli uczniami tej akademii. Musieli wykazać się nie raz cierpliwością.
- Nudzicie. - Parsknął śmiechem ork do dwójki swoich towarzyszy. Ten zawsze miał lekki stosunek do tego. Teraz bardziej zgadzał się z gnomem, niż przyjaciółką. - I tak siedzimy w tym razem. Anti, wiem, wiem, martwisz się, ale hej. To jak się poznaliśmy, także było ciekawe, więc wtedy miałaś odwagę, a teraz odpuszczasz? - Cmoknął, a Deleyar nieco się zarumieniła.
- No dobra. - Powiedziała ciszej. Jeszcze wymienili trochę słów między sobą, ale odeszli od stolika, bo potrzebowali się naradzić. Jak skończyli, Schnandrec odezwał się jako pierwszy, wyprzedzając tym Klantaka.
- Zgadzamy się. I tak nic lepszego nie wymyślimy, a przez ten czas możemy powoli organizować ekwipunek i próbować wytypować miejsce, gdzie faktycznie jest miejsce, bazując na najstarszych mapach. - Powiedział, a podekscytowanie słyszalne były w jego głosie.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

9
Szczegóły wypatrzone na mapie na pewno pomogłyby jej dostać się na miejsce pierwszej, przecież miała doświadczenie już w archeologii i odnajdywaniu zaginionych miejsc, wiedziała czego wypatrywać i czym często kierowali się budowniczowie dawnych struktur. Ale prawdę mówiąc, to mogło być coś niespotykanie wielkiego, dlatego zapędzanie się w pojedynkę byłoby głupie. Fakt, mogła zabrać ze sobą swoją uczennicę i strażniczkę, ale prawdę mówiąc nie chciała ich narażać, czuła że tym razem lepiej wysłać przodem kogoś, na kim jej mniej zależy.

- Więc postanowione. - uniosła kieliszek w geście tryumfu z lekkim uśmiechem. - Moja rezydencja jest dla was otwarta, jeśli chcecie zasięgnąć rady, informacji czy po prostu przygotować się przed wyruszeniem w drogę. - zaproponowała.

Posiadłość magiczki rzeczywiście była potężna, a każdy wiedział, że chętnie gości w niej swoich przyjaciół. Sypialni miała więcej niż potrzebowałaby nawet duża rodzina, pracowni magicznych, bibliotek i pomieszczeń do relaksu. Przez lata pompowała w nią wielkie środki, wynikające ze sprzedaży reliktów, handlu morskiego i innych źródeł finansowania.

Odstawiła pusty kieliszek na stół i rozsiadła się w fotelu, zakładając nogę na nogę niczym królowa na tronie.

- Chętnie was ugoszczę jeśli będziecie chętni, a teraz proszę zostawcie mnie z mistrzem Ottoyerem na osobności, mamy jeszcze kilka spraw do przedyskutowania. - uśmiechnęła się wciąż ciepło, chociaż nie wiadomo było, jak cienka granica łączy jej dobry humor od stanowczości, ta tajemniczość bijąca od niej była niezgłębiona dla osób, które jej nie znały dobrze.

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

10
POST BARDA

Młodzi nauczyciele także unieśli kieliszek, jakby uznali, że to pora na toast, a następnie napili się z kieliszków. Jedynie dwójka starszych wykładowców nie zrobiła tego. Ottoyer przyglądał się temu z niemiar niewyraźnym wyrazem zadowolenia z rozwoju wypadków. Następnie popatrzył na Uleba, który to towarzyszył mu i wypowiedział bardzo wiele ważnych wieści o przeszłości. Nie musiał się teraz odzywać, pozwalając, by głodni wiedzy i przygody, młodsza trójka mogła działać, wiedząc o tym, że nie są w tym wszystkim sami.


- Dziękujemy. Na pewno przyjdziemy w odwiedziny. - Powiedział Bouldergrinder uprzejmie, wypowiadając się jakby za całą trójkę. Ork popatrzył na wszystkich i zastanawiał się nad czymś, ale uznał po chwili, że lepiej być cicho. Miał w głowie drobny żarcik, ale mógłby zostać źle odebrany. W jego plemieniu był wyborny, ale tutaj raczej byłby odebrany negatywnie.
- Mam nadzieje, że trochę ostudzisz ich zapał wtedy, bo widzę po Schnan, że jest zbytnio zaintrygowany. - Parsknął Klantak, a Antri jedynie się uśmiechnęła delikatnie. Jak padło jej pytanie, mogła mieć wrażenie, że prawie w tym momencie wszyscy spojrzeli na czarnoksiężnika pytająco. Nawet Uleb to zrobił, choć w jego wypadku byłaby to pewnie zwykła ciekawość.
- Jeśli bylibyście tacy mili. - Powiedział uprzejmie, co pokazywało, jak wielki miał ten elf posłuch. Trójka nauczycieli popatrzyła na siebie pytająco, ale nie wiedzieli, o co chodzi. Ork jedynie wzruszył ramionami i ruszył dziarsko przed siebie. W kierunku wyjścia oczywiście.
- W takim razie, miłego wieczoru i dziękuje za spotkanie. - Powiedział radośnie i opuścił pierwszy salę. Niedługo po nim zrobił to gnom, również się żegnając w podobny sposób. Antri po prostu pożegnała się krótkim: Do zobaczenia i posłała kobiecie szeroki uśmiech. Jako ostatni wychodził Brent.
- Miło było cię znowu zobaczyć. - To powiedział przed wyjściem jako ostatni. I w ten sposób została sama z Elfem, który przyglądał się jej w zagadkowy sposób. Sam nie wiedział, o czym chciała z nim rozmawiać, choć oczywiście miał swoje domy
sły.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

11
Uśmiechnięta czekała aż drzwi zamknie za sobą ostatnia wychodząca osoba. Moment kiedy to nastąpiło, był też tym, kiedy jej uśmiech zniknął z twarzy, opuszczając lekko głowę, opierając ją na dłoni i masując przez krótką chwilę czoło.

- Igrają z rzeczami o których nie mają pojęcia. Kieruje nimi brawura i chęć wykazania się, ale obawiam się, że jedyne co znajdą to śmierć. - uniosła głowę i spojrzała z prawdziwym przejęciem na swojego byłego mistrza.- Zaginione miasto prekursorów? Taka wyprawa wymaga zebrania wszelkich dostępnych materiałów, a te często niemożliwe jest znaleźć w ciągu kilku dni. Nie wiemy z jaką magią przyjdzie się nam zmierzyć, albo...z kim.

Oparła się z ciężarem, siedząc dalej w fotelu. Wypuściła z siebie przeciągle powietrze. Wyglądała na przejętą całą tą sprawą, jakby traktowała ją osobiście.

- Obawiam się, że skończy się to źle, ale wiem, że nie dam rady ich powstrzymać zbyt długo. Zbyt przypominają mi kogoś.
- spojrzała w stronę drzwi i lekko się uśmiechnęła.

Spojrzała z powrotem na Abberta przekonana, że będzie chciał to skomentować. Sama sobie się dziwiła, że chciała powstrzymać te...dzieciaki przed tak niebezpieczną wyprawą, kiedy sama bez chwili zawahania rzuciłaby się w wir odkrywania. Oczywiście dziś była mądrzejsza i stosownie by się do tego przygotowała, ale wciąż, nie mogłaby odpuścić takiego odkrycia. Oczywiście sama dałaby z siebie wszystko aby ich ochronić, ale doskonale wiedziała, że ciągłe przejmowanie się innymi może prowadzić do śmierci jej samej jak i reszty, wtedy nikt nie wyszedłby stamtąd żywy.

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

12
POST BARDA
Mistrz popatrzył na nią uważniej i mogła odnieść wrażenie, że całkowicie się z nią zgadza, a nawet nie potrzebował wypowiadać ani jednego słowa. Odłożył trunek, bo choć pijał, tajemnicą było to, że nie przepadał za trunkami, które otępiają umysł. Nie powiedział im o wszystkim, co sam wiedział, a co pewnie dowie się jego dawna uczennica.
- Młode umysły wierzą, że potrafią pokonać wszelkie przeszkody. Znają ryzyko, ale kieruje nimi emocje, chęć odmiany własnego żywota. - Powiedział spokojnie, nie poruszając się na krok. Jeśli na niego spojrzała, mogła być pewna, że coś go martwiło. Elf miał wiele kontaktów poza sama uczelnia. Wychował przecież wielu uczniów, którzy nadal utrzymywali z nim kontakty i wysyłały, co jakiś czas listy lub sami się tu zjawiali, jak tylko mogli.

- Ryzyko zawsze istniało, ale czy to nie powód, by lepiej samego siebie poznać? Jeśli poznają własne ograniczenia i wrócą żywi, staną się lepszymi czarnoksiężnikami. - Pozostawało wiele kwestii, jednak w końcu na spokojnie usiadł w jednym fotelu i złączył dłonie, spoglądając na nią. Doskonale wiedział, o czym mówiła i zastanawiał się nad czymś. Istniała mała szansa, że te informacje okażą się prawdziwe, aczkolwiek jeśli coś się będzie dziać, musieli być przygotowani.
- Dlatego chciałbym cię poprosić, byś z nimi poszła. Była ich opiekunką, strażniczką i doradczynią. - To mogło ją zaskoczyć, bo to była prośba jej dawnego mentora, ale jak zawsze coś musiało się kryć, bo to nie był czarnoksiężnik, który często prosił innych o cokolwiek. On sam nie mógł się ruszyć zbytnio. Zbyt wiele obowiązków miał.

- Dochodzą mnie słuchy, że w różnych miejscach znikają ludzie i spotyka się ostatnio odłam elfów, który wieki temu udał się pod powierzchnie. Dlatego chciałbym, byś sprawdziła, czy i w tych ruinach nie kryją się oni. Jeśli i tu się pojawią, będzie to oznaczało niebezpieczeństwo dla nas. - Powiedział to tak poważnym tonem, jakby zagrożenie było realne. Opowieści o mrocznych elfach wciąż były przekazywane przez legendy elfów. Zwłaszcza pośród wschodnich i wysokich ta wiedza była dość dobrze utrwalona.
- Wiem, że proszę cię o wiele. Jesteś jedyną osobą, której ufam na tyle, by poprosić o taka rzecz. -
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

13
Czarodziejka widocznie nie była zaskoczona tą prośbą, nawet nie drgnęła, nie spojrzała się na dawnego mentora. Nie zaskoczyła ją również informacja o odłamie elfów, miała też wiele swoich kanałów informacji. Był to problem nad którym ona sama zarywała nie jedną noc, a możliwość odnalezienia ich w zaginionym mieście? To byłoby fascynujące, przyniosło wiele nowych informacji, ale wejście tam wyglądałoby jak wejście szerszenia do gniazda pszczół. Chociaż mając widoczną przewagę, szybko może zmienić się układ sił. Wierzyła w swoje umiejętności, ale każdy ma swoje granice.

- Wiedziałam, że mnie o to poprosisz, dlatego zaprosiłam ich do siebie. - uśmiechnęła się, spoglądając na niego. - A nawet jeśli byś mnie nie poprosił i tak bym poszła z nimi. Czegoś takiego nie można zostawić garstce...nowicjuszy. - ujęła ich status po chwili namysłu.

- Są pełni zaangażowania i chęci odkrycia, ale brakuje im doświadczenia, gdyby wybrali się tam w pojedynkę, mogliby zdziałać więcej złego niż dobrego. - Nithrissa zawsze mówiła bez owijania w bawełnę, ale fakt, że jeszcze nie zmieszała ich z błotem wskazywał, że szanowała ich.

- Zbiorę kilkuosobową drużynę i zorganizuje zasoby na eksplorację, nie martw się, jak mogłabym przepuścić okazję na takie odkrycie? - uśmiechnęła się szeroko, po czym wstała i skierowała swój powolny, pełen gracji krok w stronę drzwi. Nithrissa była wprawioną eksploratorką i praktyczną osobą, ale nie ujęło jej to z kobiecego wdzięku, kiedy ma okazję być po prostu sobą.

[Akademia] Mniejsza sala kameralna numer 4

14
POST BARDA
Niewiele miał już do dodania, aczkolwiek i tak miał wrażenie, że w powietrzu czuć za dużo euforii i entuzjazmu. Możliwe, że życie tak długo potrafiło wyrobić pewien dystans. Nie, żeby sam nie odczuwał pewnego rodzaju zadowolenia na wieść, że odkryją bliżej nieznane karty przeszłości i udowodnią, że ich uczelnia jest wyśmienitym tworem, który łączy wiele ras. Po prostu wiedział, że nie zawsze powinno odkrywać się to, co zostało zapomniane.
- Wiec zatem karty zostały rozdane. Pozostaje jedynie czekać na efekt. - To było jedno z powiedzeń mistrza, które znaczyło, że wszystko teraz zależy od nich. Używał tego zawsze na egzaminach podczas swoich zajęć. A także jego sposób, by życzyć powodzenia. Nie musiał mówić przy tym wiele więcej. Jego uczennica sama była gotowa wejść w paszcze samych demonów, by odkryć prawdę. Cecha godna podziwu, choć miała swą mniej przyjazną stronę.
- Wróćcie cali. - Rzucił na pożegnanie dla Nithrissy, bo nie próbował jej zatrzymywać. Wszystko już zostało powiedziane to, co powinno być. Obawy mistrza, choć wyczuwalne po tonie głosu nie brały się znikąd. Wyprawiali się w nieznane i to właśnie powodowało, że było tak niebezpieczne. Podróż mogła okazać się całkowicie spokojna i wręcz przewidywalna. W dobrym scenariuszu. Bez problemów kobieta opuściła salę kameralną, akademie oraz trafiła bezpiecznie do swojego domostwa.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4
ODPOWIEDZ

Wróć do „Karlgardzka Akademia Czarnoksięstwa”