Błyszcząca Góra

76
POST BARDA
- Dobra już dobra. - Odparł Kane, jakoby stwierdzenie o krwawej sraczce przekonało go do czegoś. - Teraz to Milton będzie tam chodził i gadał, a ja po prostu będę wcinał to paskudztwo. Bo już tyle mi zostanie. - Prychnął, bo skoro nie mógł szczerze wypowiedzieć się, co myśli o tej papce, to nie widział zbyt dobrze przyszłości. Nawet karmić ich nie mogli porządnie.
- A tej sraczki i tak dostaniemy. Prędzej, czy później, bez różnicy przy tym cholerstwie. - Dodał jeszcze do swoich słów.
- Zamknij się w końcu i przestań zrzędzić jak stara baba z południa. - Warknął na niego Milton, gdyż i jemu nie było w sos ciągłe ratowanie mu dupy w obozie. Kiedyś ich szczęście się wyczerpie i katastrofa murowana. Oczywiście wchodzili mu w słowo, jakby to było całkowicie normalne dla nich.

Ich przepychanki słowne skończyły się w momencie, jak Tamas stwierdził, że mają przydział. To zdecydowanie wszystkich zaciekawiło, bo oznaczało, że w końcu ruszą się z tego miejsca na prawdziwą akcję. I widać miło po nich podekscytowanie z tego powodu. Siedzenie w obozie zdecydowanie źle wpływało na nich. Usłyszawszy rozkazy ich miny, odzwierciedliły ich uczucia. Rudy parsknął nerwowo śmiechem, Milton miał nietęgą minę. Jeremiaha po prostu wyglądał w tym momencie tak, jak zwykle.
- Aha. Czyli idziemy na czaty i to od nas będzie zależeć, jak bardzo mamy przerąbane. Dodatkowo mamy oddział łuczników za plecami oraz dobre kusze. - Stwierdził zamyślony Rudzielec, jakoby zastanawiał się, czy to są dobre lub złe wieści. Potrzebował przełknąć jedzenie, nim się odezwał. Okazje do wypowiedzi wykorzystał Milton.
- Nie podoba mi się to. Zwiad w takim miejscu to trochę jak wyrok śmierci. - Przyznał, bo zdawał sobie sprawę z ryzyka, a przynajmniej widział w głowie wszystkie negatywne zakończenia takiej wycieczki. Kwestia była, z czym przyjdzie im się zmierzyć. Także zjadł posiłek.
- Nie ważne w sumie, czy nam się to podoba lub nie, rozkaz to rozkaz. I tak jesteśmy w tym gównie po uszy. Po prostu nas dostąpił zaszczyt bycia pierwszymi. Kusze niewątpliwie będą przydatne. - Stwierdził Jeremiah. Cała trójka popatrzyła na Tamasa, prawie w tym samym momencie.
- A co ty o tym myślisz? - Spytał Wild, który był ciekaw opinii ich dowódcy. Skoro mają razem iść w to bagno, to zdecydowanie lepiej wiedzieć, co kto myślał. Z takiego wychodził obecnie założenia.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Błyszcząca Góra

77
Tamas niezbyt chciał wchodzić w tematy związane z kuchnią polową. Cieszył się tym, że w ogóle na pustkowiu góry mogli liczyć na ciepły posiłek. Pamiętał jeszcze czasy problemów z transportem do Orlich... Wtedy mieszano pół na pół mąkę ze startą korą drzewną. Przy tym co wtedy jadali to nawet gówno byłoby delicjami.
Weteran przemilczał całość dopóki wreszcie Milton nie przerwał tej jego tyrady.
Tamas uśmiechnął się na pierwsze słowa Kane'a na przydział.
- Na szczęście zależeć to będzie ode mnie, Rudy. Ty nie będziesz musiał wysilać się przy myśleniu, jedynie dbać o resztę kompanów.
Oczywiście po części żartował, ale warto było przypomnieć, że przy tej okazji Tamas będzie miał decydujące zdanie. Nie będzie czasu na to, aby sprzeczać się podczas walki. Wtem wypowiedział się Milton. Trudno było się z nim nie zgodzić jednak Uratai nie mógł kiwnąć głową w geście potwierdzenia. Ciężko utrzymać morale jeśli się widzi w zadaniu coś niewykonalnego. Zresztą podobnie myślał trzeci, do tej pory cichy rozmówca.
Tamas obejrzał się po całej trójce i cicho westchnął.
- Te wieści pochodzą od demona pochwyconego i zmuszonego do wypowiedzi przez maga krwi. Jeśli jest w nich prawda to trzeba to sprawdzić.- rzekł nieco ponuro - Nie lubię postrzegać się jak pionka, ale nawet nasza dziesiątka z oddziałem łuczników to mała cena jeśli demony faktycznie będą chciały oflankować nasze główne natarcie na górę.
Znów spojrzał na każdego z nich i lekko kiwnął barkami.
- Poza tym nie zamierzam wchodzić w ich gniazdo, ani też powstrzymywać ich przez całą wojnę. Jeśli ich liczba będzie wskazywała na odłam ich głównych sił to się wycofamy. Do czasu, aż nie usłyszymy dwukrotnie rogu naszym jedynym zadaniem będzie utrzymywanie pozycji i wybijanie każdego napotkanego zwiadowcę demonów.
I to tyle jeśli chodzi o dobre informacje. Po dwóch rogach w końcu mieli się udać dalej od głównych sił i wtedy będą najbardziej zagrożeni.
Tamas nie był czarnowidzem, ale spodziewał się tego, że nie zdążą zobaczyć armii demonów i zostaną wysłani dalej na pozycje przeciwników.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Błyszcząca Góra

78
POST BARDA
Kane popatrzył na Tamasa, kiwając głową na znak, że doskonale zdaje sobie sprawę, że to on jest ich przywódcą. Nie zamierzał tego negować, ale żartobliwy ton nie mógł w jego przypadku pozostać bez odpowiedzi. Zwłaszcza że dobór jego słów idealnie pasował do sytuacji. Uśmiechnął się odrobinę szerzej.
- Jeszcze pomyślę, że chcesz się mnie pozbyć. - Parsknął śmiechem, zamierzając oczywiście po chwili kontynuować swój wywód. - Brak używania główki podczas walki to niemożność podjęcia decyzji, z której strony najlepiej dbać o dupę tego pana od psucia dobrej zabawy. - Szturchnął tu łokciem Miltona. Rudzielec przynajmniej w tej sytuacji próbował się śmiać z tego wszystkiego, ale zdawał sobie sprawę z tego, jak niebezpieczne było to zadanie. I chyba z tego powodu nie chciał popadać w pewien rodzaj negatywnego myślenia. Jak spotkać się z bogami, to najlepiej z uśmiechem na twarzy.
Milton chciał coś odpowiedzieć, ale jak usłyszał rewelacje, skąd pochodziły zdobyte informacje, przez chwile nic nie mógł powiedzieć. Rudy i Jeremiah wyglądali także na zaskoczonych i nawet zniesmaczonych tym.
- O kurwa. - Odezwał się w końcu Milton, kiedy początkowy szok minął. Zdecydowanie to była chyba najgorsza rzecz, jaka dotychczas usłyszeli. Może było lepiej przemilczeć ten fakt, ale już piwo się rozlało.
- Tym bardziej śmierci to pułapką. Nawet nie pytam, jaka mamy pewność, że demon nas nie oszukał, by się zemścić za to. Istotniejsze jest pytanie, dlaczego nie padło pytanie o jak dużych, domniemanych siłach demonów tu mówimy. - Spojrzał prosto w oczy Tamasa, wyrażając przy tym swoje obawy. Teraz ta cała misja, nie wyglądała na taką, która należy do kategorii samobójcza. Teraz otrzymała stopień: Szaleńcza. I doskonale sobie z tego cała trójka zdawała sobie sprawę.
- Im więcej o tym mówisz przyjacielu, tym bardziej widzę, w jakim gównie siedzimy. Nasuwa się wiele pytań, odpowiedzi brak. Cześć z nich pewno poznamy już podczas misji, ale przy tak naszym licznym oddziale, ciężko będzie się ukrywać i atakować z zaskoczenia. Zwłaszcza, jak zaczniemy wybijać zwiadowców demonów. I tu jest kwestia związana z przygotowaniami, jakie masz zalecenia, by jak najdłużej moglibyśmy pozostać niezauważeni. - Jeremiah zadał w końcu swoje pytanie, a Rudy kiwnął głową, zgadzając się z nim. Musieli tutaj działać skrycie, jeśli ich misja faktycznie miała się powieść. Pójście wprost to jest jak oznajmienie światu, że tu są.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Błyszcząca Góra

79
Wielkolud machnął ręką jakby odganiał muchę sprzed nosa.
- Tak, tak... Cieszę się, że lata twojej edukacji nie poszły na marne, Rudy.
Zbył uwagi swojego towarzysza i przeszedł dalej tnąc tym samym całość zabawowej części rozmowy.
Tamas nie widział powodu dla którego miałby okłamywać kompanów. Tych trzech żyło z nim co najmniej od kilku lat w twierdzy, a więc traktował ich niemalże jak rodzonych braci- kłamstwo miałoby krótkie nogi, szczególnie jeśli brać pod uwagę plotki, które już do tej pory się rozeszły. Skoro aeromanta wiedział o zatrzymanym magu to zapewne wiele plotek już dochodziło do uszu zwykłych żołdaków.
- Pewność to stan absurdalny, Milton. Martelo chce sprawę sprawdzić i nam przydzielił to parszywe zadanie. Przypominam, że oprócz waszej trójki mamy również innych nieszczęśników. Dwudziestu łuczników i dowódca Claus, dwóch elfich tropicieli, kleryka- szanownego Magaricka Virwgo, który zarazem zajmuje się zaopatrzeniem dla większości chłopaków. Mamy też najlepszego aeromantę, wysokiego elfa, więc oprócz wielkiego ego będzie również jednym z najcenniejszych towarzyszy. Oprócz was zamierzam również zabrać dwóch chłopaków co się nie boją stanąć naprzeciw demona. Myślę, że zwerbuję dwa zakute łby, co mają więcej obeznania z tarczami i okopami, skoro wam załatwiłem coś bardziej na dystans.
Mówił spokojnie chociaż całość była tak na prawdę obmyślona raptem kilka godzin wcześniej. Tamas był weteranem o dobrym zmyśle strategicznym. Życie w twierdzy i treningi po części polegało również na tym, by wykształcić w Tamasie zdolność szybkiego tworzenia nowych planów, kiedy stare zawodziły, a zawodziły praktycznie zawsze.
- Teren będzie dla nas korzystny- będziemy sprawdzać dość wąski teren okryty dwoma wzniesieniami. Oddział łuczników zajmie wzgórze na które nie powinny dać rady się wspinać demony, a więc będziemy mieli ciągłe wsparcie z ich strony. Dzięki aeromicie ich strzały mogą być niezwykle skuteczne, ponadto będzie mógł wywołać wiatrem niewielke lawiny, aby powstrzymać ewentualne natarcia większych grup oponentów. My rozbijemy obóz w bezpiecznej części przełęczy, gdzie powinniśmy być schowani przed ciekawskim widokiem. Oczywiście trafią się też wam warty, skoro lubicie tak bardzo strzelać z kuszy. Oddział łuczników również rozbije niewielki obóz w górnych partiach góry, bo nie będziemy mieli bezpośredniego dostępu do swoich zasobów.
Tamas nie miał mapy, ale postawił dwa kufle jako dwa wzgórza i pokazał mniej więcej drogę którą będą przechodzić. Następnie napił się rozwodnionego grzańca i odchylił się patrząc na Miltona, który wydawał się w tej chwili najmniej przekonany co do racji tego planu.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Błyszcząca Góra

80
POST BARDA
Wszystkiego słowa, które wypowiedział Tamas, uspokoiły Rudzielca do tego stopnia, że ten nawet nie miał argumentu, by się odzywać. Wyglądał bardziej na zainteresowanego dyskusją, pomiędzy resztą kompanów, którzy to wyrażali swoje obawy, wykładając po kolei to, co leżało im na sercu. Milton najmniej podobał się ten pomysł ze względu na to, że pochodził od plugastwa, które tępili. Sam fakt, że reagowali na słowa czegoś, co powinno od razu zostać wybite, kiedy istniało forma oszustwa. Miał gdzieś, że do tego jakiś mag wymusił te zeznania. To bardziej dodawało temu wszystkiemu, takiej nieprzyjemnej aury.
- To spory oddział. - Przyznał, jednak coś w tonie głosu mówiło, że nie był do końca przekonany do tego wszystko. - Wiesz, że z tobą wpakuje się w każde gówno, jakie nam każą sprawdzić. I teraz nie ma wyjątku od tego. Po prostu cała ta akcja z demonem oraz magiem krwi. Cholera. To nie nastraja do niczego optymistycznego. - Wyrzucił z siebie chyba wszystkie wątpliwości. Może i nic konkretnego to nie było, ale z perspektywy Miltona sytuacja była prosta: Przyszli tu walczyć o Górę. Złapali demona, zmusili go do wypowiedzi przez cholernie niebezpiecznego maga. A co, jeśli to było zaplanowane przez z drugiej strony barykady? Nie potrafił na ten moment pozbyć się tych myśli.
- Myślę, że poniekąd rozumiem jego obawy. - Powiedział Jeremiah, przyglądając się temu, co zrobił z kufli. Nie negował wcale tego zamysłu, który na ten moment wydawał się dobry. Na pewno on sam niczego lepszego by nie wymyślił. Pozostała jeszcze jedna kwestia.
- Żyjemy już na tyle długo, by wiedzieć, że rzadko kiedy idzie po naszej myśli. Po prostu mnie osobiście nieco przeraża wizja, że nie potrafię przewidzieć tego, czym można nas zaskoczyć. Sam rozumiesz. -
Popatrzył na Tamasa, który to pewnie rozumiał, jako doświadczony wojownik, o czym mówił. Jeśli nie można było zobaczyć ruchów, które może zrobić przeciwnik, by zdobyć przewagę, oznacza to, że ich plan jest tak dobry lub coś ich umyka. Nie chciał nie doceniać wroga, dlatego nie zakładał tego drugiego.
- Wiesz... - Odezwał się Milton. - Rozmowa i tak pewnie nie sprawi, że poczujemy się lepiej. Trzeba to zrobić i tyle. - Stwierdził, jak na wojownika przystało.
- W końcu mówisz z sensem. - Stwierdził rozbawiony Kane. - To jakie dla nas masz zalecania w kwestii przygotowań? - I teraz on spojrzał na niego. W końcu jako ich dowódca, oprócz zwyczajnego, zbierzcie potrzebne graty, mógł dodać do tego coś więcej. O to właśnie pytał.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Błyszcząca Góra

81
Tamas już w spokoju wysłuchał ich wszystkich uwag, a na wzmiankę o magu nieco skrzywił się. Wcale nie podobała mu się jego własna rola w pochwyceniu demona, ale mimo wszystko podążał za rozkazami dowódcy Martelo, któremu po całej akcji przekazał pełny raport. Według wieści przekazanych przez aeromanę owy szlachcic, mag krwi, został zatrzymany, a demon zabity. Tamas nie znał się na tego typu magii, ale wierzył iż moce krwi mogły wymusić na demonie prawdę. Cóż jedyną opcją było się przekonać...
Wielkolud skrzyżował ręce na piersi i uśmiechnął się półgębkiem.
- A powiem wam, że gówno prawda czy wygramy, czy przegramy. Wojownicy dzielą się na żywych i martwych, a nie na wygranych i przegranych. Nieważne, jak dobrzy będziemy w swojej robocie i jak dużego mamy farta, nie jest po prostu możliwe, żebyśmy w każdej bitwie znaleźli się po stronie zwycięzców. Prędzej czy później armia, w której walczymy, dostanie baty i zostanie podzielona na tych, którzy zdążą spieprzyć z pola bitwy na własnych nogach, i na tych, którzy zostaną na tym polu na zawsze. Mężczyźni o naszym zawodzie szybko uczą się, że nie chodzi o wygraną bitwę, lecz o uratowanie swojej dupy niezależnie od wyniku starcia. To, że jeszcze chodzimy po tym świecie, zawdzięczamy szczególnym talentom w tym zakresie. Nie jesteśmy bohaterami ani poszukiwaczami przygód, jesteśmy profesjonalnymi przeżywaczami nieszczęść i postaram się, abyśmy i z tego bagna wyszli ponownie.
Jeśli chodziło o mowy motywacyjne to Tamas potrafił powiedzieć parę kwestii, które były w punkt, szczególnie do własnego oddziału, ale w obecnej chwili różnie mogli odebrać jego słowa.
- Plany zawsze mogą się zmienić, to oczywiste. Po to nam najlepszy czarodziej w obozie, aby zasypał śniegiem i kamieniami zbocza jeśli wszystko inne zawiedzie.- starał się nie przejmować dniem jutrzejszym, bo kosztowałoby to go jedynie nerwy, a te mogły tak pomóc, że przez jego żołądek i jelita przeleci zdecydowanie zbyt szybko posiłek. Tamas ogólnie nie obawiał się samego starcia, ale musiał teraz grać rolę dowódcy i to sporej grupy. Do tej pory co najwyżej przewodził grupie pięciu osób na zwiadzie i ewentualnie bawił się w instruktora dla żółtodziobów na placu szkoleniowym. Teraz miał podejmować decyzje... Westchnął cicho i spojrzał na Rudego, który przeszedł do ostatniej części ich rozmowy.
- Serio Rudy? Pierwszy raz idziesz na zwiad?- Rzekł nieco ściągając brwi na słowa Kane, które wytrąciły go z jego własnych przemyśleń.
- Ciężko powiedzieć ile dni nam zejdzie, ale pakujcie się tak, aby was zbytnio nie obciążyło. Droga przez śnieg jest ciężka, a też nie wiemy w jakim pośpiechu będziemy wracać. Mamy zaopatrzeniowca w grupie, więc nie powinniśmy narzekać na braki jedzenia, namiotów i innych podstawowych rzeczy. Weźcie też jakiś oręż ze sobą do walki w zwarciu, a kusze już odbierzecie później.
Przerwał i opuścił łapy na stół. Wielkolud rozejrzał się po drewnianych kuflach chłopaków i pochwycił ten, który należał do Rudego... oczywiście. Napił się długi łyk z niego, a potem odstawił.
- Jakieś jeszcze pytania?
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Błyszcząca Góra

82
POST BARDA
Wiele słów padało teraz, jak to podczas rozmowy. Milton wiedział, że Tamas miał rację. Oni nie potrzebowali motywacyjnych gadek, którym raczyło się południowych ludzi. Ich rzeczywistość była brutalna, prosta, gdzie ze śmiercią szło się w parze. Ich taniec był niezbyt wyrafinowaną sztuka, mogąca porwać tłumy obserwatorów. Zazwyczaj sprowadzało się do tego, by wyprzedzić o krok drugiego tancerza. Czasem zwykłe szczęście też pomagało. Dlatego taka przemowa, jaką teraz wypowiedział ich dowódca, wystarczyła, by wszystkie wątpliwości znikły. Przynajmniej na ten moment.
- Umiesz trafić w sedno. - Stwierdził Milton, nie mając już żadnego kontrargumentu w tej dyskusji. Doskonale wiedzieli, jak wygląda żywot, który wybrali i jak to wygląda. Teraz jednak ich przeciwnik wyróżniał się tym, że był wyjątkowo bezwzględny i niezrozumiały. Właśnie ten strach przed nieznanym był czynnikiem, który powodował, że sytuacja była taka, a nie inna. W końcu, normalną rzeczą dla ludzi jest bać się tego, czego nie znali.
- Zapomniałaś dodać, że jesteśmy mistrzami improwizacji. - Stwierdził rozbawiony Kane po tej całej przemowa. To nie był przytyk, a bardziej krótkie podsumowanie tego, co powodowało, że nadal żyli.
- Czyli wszystko jasne. - Stwierdził Jeremiah, który w tym momencie zamyślił się nad czymś. Mieli użyteczne informacje, tego nie mógł zaprzeczyć. Po prostu muszą to przeżyć, by móc wypełnić powierzone im zadanie. Kwestia oczywiście było także powodzenie misji. Także nie miał niczego więcej do dodania.
- Serio.- Odpowiedział z pewnością w głosie, nie dając się wyprowadzić z całkiem wesołego stanu emocjonalnego. - Mogło być coś więcej, poza tym, co usłyszeliśmy. - Stwierdził. W końcu mógł dla nich mieć zadanie specjalnie. Tajne rozkazy tylko dla ich uszu i trzeba było także to uwzględnić w przygotowaniach.
Kiedy zadał pytanie, każdy z trzech mężczyzn pokręcił przecząco głową. Nie mieli pytań, bo już wszystko to, co było potrzebne, zostało powiedziane.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Błyszcząca Góra

83
Skoro wszystko zostało już powiedziane to pozostało się pożegnać. Tamas wymienił z nimi spojrzenia, odchylił się nieco od stołu, aby spojrzeć w dal na otwarte połacie kuchni polowej.
- No to zbierać się, ja idę zwerbować jeszcze dwóch z kompanii "E".
Na sam koniec, z trudem przełykając resztki rozwodnionego wina znajdujące się w kubku Rudego, Tamas znalazł się przed następującym dylematem: „Czy cenniejsze są dla mnie wysokie umiejętności szermiercze czy raczej posiadanie choćby śladowych ilości zdrowego rozsądku?”.
W tym przypadku zdrowy rozsądek mógł być opcjonalny, bo po wybraniu trzech solidnych i godnych zaufania ludzi mógł dać znać Ernestowi ( starszemu dowódcy kompani E), by sprowadził mu Hienę i Parcha, którzy pełnili właśnie karną wartę przy "Gnojowisku", gdzie cały regiment załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne. Ta dwójka miała tyle energii, że pakowała się w kłopoty przy najprostszych zadaniach i nie potrafiła zachować zimnej krwi nawet podczas jedzenia drugiego śniadania, ale byli zarazem dwoma najlepszymi tarczownikami kompanii. Tamas znał ich dobrze pomimo tego, że sam należał do kompanii "C". Obaj raczej nie będą mieli nic przeciwko wycieczce w tak szalone miejsce jak ewentualne pozycje demonów, ponadto Ernest zapewne chętnie pozbędzie się dwóch dryblasów, którzy sprawiają non stop problemy kiedy każe się im siedzieć na dupach.
Po załatwieniu tej dwójki i krótkim wytłumaczeniu czego oczekuje, ruszył do swojego namiotu po broń, aby mógł poćwiczyć, a potem odpocząć w zmierzchu. Następnie krótka drzemka, zebranie skromnych zapasów i broni. Tamas był gotów, a więc wyszedł ze swojego namiotu i ruszył powoli przez obóz kompanii "C" zbierając już trójkę ze sobą, potem zamierzał zebrać tarczowników i ruszyć na obrzeża obozu Orlich, gdzie powinien już czekać krasnolud, aeromanta, tropiciele, a także Claus z oddziałem łuczników.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Błyszcząca Góra

84
POST BARDA

Dowódca Ernest zgodnie z przewidywaniami oddał dwójkę problematycznych ludzi. Hienia oraz Parcha należeli do tych osób, którzy zdecydowanie mieli za dużo energii. Można ich nazwać wojownikami z krwi i kości, używając języka królewskich ambasadorów. Prawda była zgoła inna. Należeli do tego gatunku ludzi, którzy zdrowy rozsądek zostawili w łonie matki. Żyli dla skoków adrenaliny, nuda była ich śmiertelnym wrogiem. Nawet teraz podczas karnej warty przy miejscu, które zapachem przypominało pole rolnika z południa, próbowali walczyć, by zabić nudę. Oczywiście, dopóki dowódca nie widzi, wszystko było w jak najlepszym porządku. Rozmowa z nimi trwała naprawdę chwilę, gdyż byli bardziej, niż chętni, by pójść na niebezpieczną misję i wyrwać się z nudy, jaką tu odczuwali. Tylko przypadkiem, czy to nie była niedźwiedzia przysługa dla Tamasa, od dowódcy, patrząc po tym, kogo dostaje do swej drużyny?

Podczas chwili odpoczynku, kiedy mógł skupić się na treningu, został poproszony, by udać się do kwatermistrza. Podobno ten mężczyzna miał coś do niego, co może mu się przydać. W całym poleceniu kryło się niewysłowione słowo pilnie, wręcz Tamas, nie mając większego wyboru, udał się za młodzikiem.
- Dostarczono to dziś dla ciebie. Przyszło wraz z niewielką karawaną zaopatrzeniową. Nie wiem od kogo to, ale może ty mi powiesz, kto jest na tyle szalony, by dać ci taką rzecz? - Popatrzył na niego pytająco i wyczekiwał odpowiedzi na własne pytanie. Robił to z ciekawości, bo sam nigdy nie widział niczego o podobnej jakości.
Spoiler:
Kiedy już sprawy z kwatermistrzem zostały zakończone, mógł wrócić do swoich zadań, jakie sobie wyznaczył. Nikt więcej mu nie przeszkadzał.

Cały oddział Tamasa, który zebrał do tej misji, był gotowy do wymarszu. Każdy zebrał to, co potrzebował, by móc wyjść na misje.
- Niezła Kompania. - Powiedział Rudy, przyglądając się wszystkim. Przy okazji ugryzł się w język, by nie wypowiadać swoich myśli o świtach, których zabrał ze sobą. Tarczownicy są przydatni, o ile nie Narażają na szwank oddziału. A tutaj nie miał pewności co do tego, co zrobią. Dwójka zwiadowców z rasy leśnych elfów przyglądała się temu niezbyt chętnie, ale obiecali, że pomogą. Byli to Milasa i Demilas, Wysoki elf, Vlean, Seatoro, Armanno Dhar'riorh, który miał najmniej ze sobą bagażu. Wyglądał na znudzonego. Krasnolud Magarick Virwgor oraz drużyna strzelająca składająca się z dwudziestu łuczników, dowodzonego przez Clausa.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Błyszcząca Góra

85
Czasami warto mieć w drużynie kogoś kto był niczym psy na smyczy. Takie osoby mogły ratować życie innym niezależnie od zagrożenia dla nich samych. Ponadto ich grupa nie stanowiła dużego zagrożenia dla całej armii demonów... Tamas nie spodziewał się, aby oba 'ogary' wyleciały w potencjalny tłum demonów tylko po to, aby chwilę stawiać opór i zginąć. Byli mimo wszystko Orlimi, a żyli na tyle długo, iż dali się poznać pozostałym. Skoro piekło ich jeszcze nie pochłonęło to raczej dożyją następnego lata.

Tamas oczywiście poszedł do kwatermistrza. Ewentualne wezwanie od niego było nie tylko pilne, ale i interesujące, w końcu nie miał raczej zbyt wielu znajomych spoza Orlich, aby mu cokolwiek przydzielano spoza magazynów.
Widok miecza go zaskoczył, ale przypomniał sobie o swoim skromnym liście wysłanym przeszło w lecie. To były sheyalińskie ostrze o które prosił Tenatira! Dosłownie godne królów. Nie musiał go nazywać jednak już przy pierwszym chwycie wiedział, iż nazwie go "Zabójca Demonów".
Przez pewien czas trzymał klingę w pochwie, lekko go wysunął. Nieozdobną pochwę pokryto czarnym lakierem i wypolerowano. W ciszy opuścił miecz i spojrzał na kwatermistrza z lekkim uśmiechem.
- Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Moja babka umie całkiem dobrze kuć miecze, a że się uchowała z elfami to i ich sztuki podłapała.
Po czym ruszył w swoją stronę nie zamierzając nic więcej powiedzieć w temacie. Ukrył broń pod płaszczem i powoli ruszył po resztę rzeczy do wymarszu.

Raptem godzinę później z podróżnym plecakiem ruszył na spotkanie. Na plecach teraz miał niezdobioną czarną lakierowaną pochwę, a swój miecz zostawił w namiocie pod opieką jednego z chłopaków własnego regimentu.
Przystanął na chwilę po słowach Rudego, a potem spojrzał w jego stronę bez chwili zwątpienia.
- Plus Ty i ja, tak się złożyło.
Podążył wzrokiem za jego spojrzeniem po tym krótkim żarcie na który się nawet nie uśmiechnął.
- Wiedzą z której strony są przeciwnicy i co warto ratować.- mógł również dodać, że mimo swojej gorącej krwi to dożyli tych czasów jak zresztą większość ich kompani. Nie zamierzał się jednak za każdym razem tłumaczyć ze swoich wyborów. Ruszył dalej w stronę Clausa i Magaricka.
-Panowie... Mam nadzieję, że jesteście wypoczęci i gotowi na czekające nas zadanie.
Powiedział nieco ponuro, chociaż sam interpretował to za słowa neutralne.
- Zwiadowcy pójdą przodem, nie zamierzam ich ograniczać poza ogólnymi założeniami, iż w przypadku zagrożenia mają jak najszybciej dać nam znać i chociaż jeden powinien wrócić kiedy drugi nadal będzie obserwował. Macie swoje znaki informacyjne, więc bądźcie ze sobą w ciągłym kontakcie wzrokowym. Piechota wraz ze mną idzie przed oddziałem łuczników w luźnym klinie. Pomiędzy oddziałami chciałbym wiedzieć szacownego Armanno Dhar'riorha. Będzie mógł działać w obrębie całej grupy. Magaricku chciałbym, abyś również pozostawał bliżej oddziału łuczniczego na wypadek gdyby ktoś potrzebował twoich zdolności. - mówił głośno i wyraźnie, aby przynajmniej większość go słyszała. Obserwował ich twarze, ale zatrzymywał na chwilę wzrok tylko na tych o których mówił.
Przerwał, aby poczekać na ewentualne obiekcje, a jeśli ich nie było... cóż, mieli kawał drogi przed sobą, więc chwilę później zamierzał zarządzić wymarsz.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Błyszcząca Góra

86
POST BARDA
Kwatermistrz spojrzał na Tamasa wzrokiem pełnym niedowierzania. Był pewny, że ten stroi sobie z niego żarty, ale nie skomentował już tego, bo kolejne osoby przychodziły po coś do niego. I nie miał zbyt wiele czasu na zastanawianie się, skąd sobie ten mężczyzna załatwił taka broń. Chętnie sam by taka przygarnął, ale podejrzewał, że musiała być cholernie droga. I tak kolejne chwile spowodowały, że musiał skupić się na obecnym zadaniu, zapominając nieco o tym tajemniczym podarku.

Rudy zaśmiał się z jego żartu, jak go usłyszał. Nie skomentował tego już dalej, bo Tamas zaczął wydawać rozkazy, nie siląc się na większe przemowy motywujące. Czy to była wiara w to, że nie potrzebowali takich słów, a może powód był inny. Wszyscy wiedzieli, co mają robić i potwierdzili jego słowa kiwnięciem głów. Parę osób już chciało wyruszyć, niektórzy nieco mniej się palili do tego, a jednak jak padł rozkaz wymarszu, opuścili bezpieczny obóz i udali się w kierunku wzgórza, skąd miały zostać przygotowane pozycje, mające uniemożliwić demonom zaatakowanie ich z flanki. Wszystko wyglądało tak, jak powinno.

Zwiadowcy ruszyli przodem i przynosili te same informacje, że wszystko jest w porządku. Nie zauważyli żadnych sił demonów w pobliżu, co dawało informacje, że na pewno się nie pojawili jeszcze w tych rejonach. Tamas mógł sądzić, że miał przewagę terenu i tak w istocie było. Wyższe pozycje mieli zając łucznicy, którzy dodatkowo byli zabezpieczeniem sił walczącym w zwarciu. Każdy z ich szedł pod koniec nieco ostrożnie. Czy to przyzwyczajenie, czy to zwyczajna ostrożność, ciężko określić. Padał lekki śnieg, a wychodząc wieczorem, powodowali, że dotarli w pobliże miejsca już po tym, jak połówka księżyca z gwiazdami świeciła na niebie. Po jednej stronie znajdowało się wzgórze, której stroma strona była od strony przejściami, a łagodna od ich obozu. Niewiele tu było drzew, jakby natura ich nie potrzebowała. Po drugiej stronie śnieżnej drogi także znajdował się niewielki pagórek, acz ten nie miał żadnych stromych stron. Zaraz za nim zaczynała się droga na dół. Jeśli demony zamierzały atakować, miałaby pod delikatną górkę i byłyby idealnym celem dla łuczników.
- Wyczuwam tu spora ilość esencji magicznej. - Vlean Stwierdził, a chwile później niebo w świetle gwiazd wyglądało tak, jakby pojawiały się w nim pęknięcia. Z nich pojawiały się rozmaite stwory i jedna, przypominająca humanoidalną. Po chwili takie same pojawiały się wokół całej grupy. Demony było wokół nich.

Na samej górze, tuż przy księżycu widzieli kogoś, kto stan na innym demonie, posiadającym skrzydła.
Spoiler:
Spoiler:
- Poddajcie się, albowiem ta piękna kraina splami się wasza nędzną posoką. - Powiedział mocnym głosem przybyszom na demonie, spoglądając się z góry. Uniósł rękę znacznie wyżej, a mrok nocy nieco się rozjaśnił, by ci mogli ujrzeć liczbę oraz potęgę ich armii. Fakt, że są otoczeni, nie ułatwiał im niczego. Niektóre demony miały skrzydła, inne kroczyły po ziemi. Jak dużo ich było? Ciężko było dokładnie zliczyć, ale koło pół setki na pewno w tym miejscu się znajdowało. Demony nie miały zwartej formacji, w niektórych miejsca była ich więcej, innych mniej. Dodatkowa część była bliżej, a reszta dalej. Czyżby ich lekceważyli takim otoczeniem ich ludzi?
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Mapka
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

Błyszcząca Góra

87
Nie spodziewał się większych problemów jeśli tylko zwiadowcy będą robili swoją robotę.
Oczywiście przewidzieć czarów nie mógł, tak samo jak dowódca Orlich nie wyczuł podstępu. Niemniej Tamas doskonale rozumiał sytuację- lepiej sprawdzić nawet najgorsze informacje, niż podczas walki przekonać się, iż faktycznie mieli wrogów na swojej flance.
Chwilę po tym jak usłyszał o magii w powietrzu, zauważył latającego jegomościa.
Tamas niemal wywrócił oczyma. Demony bywały takie melodramatyczne... Woleli stracić szanse zaskoczenia nieuzbrojonych, którzy na ich widok na pewno powyciągają broń do walki w zwarciu. Nie trzeba było im mówić przecież, że nadeszło zagrożenie, a demon na swoim... latającym rumaku nic nie powiedział o tym, że powinni nie wyciągać broni, albo ją schować. Dał im czas na reakcje, urocze.
Barbarzyńca żałował przede wszystkim zwiadowców, którzy byli na wysuniętych pozycjach. Nie wykryli zagrożenia, ale ich życie było tak samo ważne jak każdego z oddziału. Lekko się rozejrzał po swoich chłopakach, aby znać ich położenie. Maga nie widział, ale wiedział, iż znajduje się w centrum ich sił. To dobrze.
- I na czym niby miałoby polegać poddanie się demonom, hm? Pokornie oddamy broń, a wy nas bezboleśnie zabijecie? Zadaniem żywych jest przeciwstawianie się waszemu chaosowi. Każdy z nas wyruszył na Błyszczącą, aby was powstrzymać przed wylewaniem się na pozostałe tereny. Nie oddamy wam niczego bez walki.
Tamas wyjął swój miecz do pozycji przygotowawczej. Chłopaki powinni wiedzieć, że należy się odsunąć od długiego ostrza barbarzyńcy, aby zrobić mu miejsce.
- Magarick do środka, Panowie, na boki, pomóżcie innym. Łucznicy ze środka, szyć do latających. Dhar'riorh wyrzuć nam z pleców to ścierwo!
Wszystko wykrzyczał patrząc przez ramię, a następnie skupił się na przodzie, aby w razie potrzeby móc reagować na zagrożenie. Zaczął ładować energią swój miecz, którym zamierzał ciąć z góry do dołu i posłać energię w postaci cięcia wprost na demona, który raczył ich zatrzymać swoimi słowami. Oczywiście zrobi kilka kroków do przodu jeśli będzie trzeba- w końcu zbyt duża odległość mogłaby zmniejszyć efektywność jego ataku, a tego nie chcieli.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Błyszcząca Góra

88
POST BARDA
Demon spojrzał na Tamasa, a w jego białych oczach pojawiło się obrzydzenie. Jakiś robak jeszcze kwestionował jego dobroduszność. Nie ofiarował im śmierci, a żywot. Niewolnicy byli przydatni do wielu rzeczy. Eksperymenty, ciężkie prace, które należy wykonać, czy po prostu zwyczajne sługi. Mieli przewagę, a ci, zamiast się poddać, próbowali walczyć. Dał jedną szansę na poddanie, a drugiej już nie będzie.
- Zatem zginiecie, małe insekty. - Odpowiedział beznamiętnie, jakoby to było zwyczajne stwierdzenie faktu. Życiem nędznych karaluchów nigdy nie należało się przejmować. Służyli lub też umierali.
- Hega kiero dewaoys. - Rzucił do swoich sług, a Tamas miał wrażenie, że zrozumiał mniej więcej przekaz. Czy to była kwestia tonu, jaki usłyszał, a może zwyczajna intuicja? Chodziło po prostu, że wydał im polecenie w stylu: zabić ich wszystkich. I wtedy też wszystko się zaczęło.

Obie armie ruszyły na siebie w tym samym czasie, choć pierwszy cios wyprowadził Tamas. Energetyczne cięcie, idąc parę kroków do przodu i skierował je w kierunku dowódcy. Ten zauważył jego ruch i nawet nie próbował unikać tego uderzenie. Wystawił jedynie swoją rękę przed siebie. Energia wypuszczenia z miecza zderzyła się z niewidzialną tarczą demona i rozproszyła się, nie czyniąc żadnej szkody czy to stworowi, czy istoty na wierzchowcu. Choć nie mógł tego dostrzec w oczach tej istoty, widać było tylko jedno słowo: Żałosne. Następnie skrzyżował ręce na piersi i obserwował bitwę.

Latające demony unikały strzał z gracją, jakby wręcz bawiło ich to, co próbują zrobić ludzie. Znajdowały się na tyle wysoko, by mogły mieć czas na reakcje. Były po prostu szybkie, a w rękach pojawiały się magiczne impulsu, które zmieniały się w konkretne żywioły. Niektóre z nich tkały ogień, inne lód, błyskawicę, a także kamień. Elfi mag, widząc to, przestał czarować własny czar ofensywny i skupił się na zaklęciu obronnym. W ostatniej chwili pojawiła się nad nimi coś, co przypominało gęstą, przez którą ciężko było dostrzec, co znajduje się nad nimi. To specyficzne zaklęcie ochroniło ich przed ulewą zaklęć ofensywnych demonicznych istot. Jeśli jakiś czar przebiłby się przez mgłę, efekty mogły być tragiczne. A te zaczęły na ich tarczę spadać często.
- Ich zaklęcia są potężne. Nie wiadomo, jak długo czar wytrzyma. - Rzucił krótko elf, bo nie było teraz czasu na długie i bezsensowne wypowiedzi. Tamas naprawdę mógł się cieszyć, że mieli go ze sobą, ale problem pozostał. Walka w tak ciasnej grupie, przeciwko takim przeciwnikom nie była dobra w dłuższej perspektywie.

Jego Łucznicy, którzy nie strzelali do latających istot, wypuścili pierwszą salwę do tych na lądzie. Już na początku padło ich ponad ośmiu zmniejszając odrobinę przewagę liczebną, ale to nie powstrzymało reszty. Demony dopadły w pierwsze szeregi i wywiązała się walka. Jeden z nich (nr 5) rzucił się na Tamasa, wyciągając przed siebie długie ręce, zakończone ostrymi, jak brzytwa szponami. Miał swego pierwszego przeciwnika do pokonania.

Koźli strzelcy wystrzelili swoją salwę, a gęsta mgła widać sprawdzało się dobrze przeciwko zaklęciom ofensywnym, tak nie mogła powstrzymać strzał. Pierwsza salwa trafiła w jego ludzi, zabijając od razu trzech jego łuczników i raniąc kilku. To właśnie była wada ich formacji. Strzały z broni o wiele łatwiej mogły ich trafić, bo nie trzeba specjalnie celować, by w kogoś trafić. Reszta demonów się zbliżała, choć nie śpieszyła się zbytnio.

Los zwiadowców był przypieczętowany. Usłyszeli ich krzyki bólu, a następnie cisze. Zginęli, walcząc z siłami, których nie mogli pokonać. Wojowali do samego końca, bo nie zamierzali się ugiąć przed siłami tych stworzeń. Zapewne kiedyś ktoś poinformuje ich rodziny, co się z nimi stało, jednak teraz były o wiele większe problemy. Demony z powietrza, które zajmowały się zwiadowcami, rzuciły coś z nieba w grupę ludzkich wojowników. Były to głowy leśnych elfów. Odcięte i bez oczu, jakby ktoś je wysłał z czaszek.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4
ODPOWIEDZ

Wróć do „Splugawione Ziemie”

cron